Blog > Komentarze do wpisu

Historia ruchu pro ana

Wydaje mi się, że w zrozumieniu czym jest pro ana może być pomocne spojrzenie na ten ruch z perspektywy czasowej. Od czego to się zaczęło, jak się zmieniało i jak te zmiany wpłynęły na obecny wizerunek pro ana. Na początku chcę zaznaczyć, że wszystkie informacje, które dotyczą tematyki dzisiejszej notki pochodzą ze stron pro ana, oraz osób związanych z tym ruchem. W związku z tym trzeba spojrzeć na nie z pewnym dystansem, ponieważ jedną z cech pro ana, która pozostaje w zasadzie niezmienna jest niedostrzeganie tego, że nawet w najbardziej szlachetnym wydaniu pro ana może mieć negatywny wpływ na młodych ludzi.

Pierwsza fala

Najstarsze i największe angielskojęzyczne portale pro ana podają zgodnie, że pierwsza fala stron o tej tematyce pojawiła się w 2001 roku "po to, aby osoby cierpiące na anoreksję, mogły kontaktować się ze sobą i nie musiały cierpieć w samotności". Szlachetna idea, która doprowadziła do powstanie stron (praktycznie żadna z nich dzisiaj już nie istnieje) typu Starving for perfection (głodzenie się dla perfekcji). Strony te zawierały thinspiracje, porady dotyczące odchudzania, ukrywania niejedzenia, a także dbania o ciało, aby negatywne efekty głodówki pojawiały się jak najpóźniej. Do tego dochodziły oczywiście fora dyskusyjne pozwalające na wymianę informacji tego typu.

Oto przykładowa deklaracja na temat tego jaki jest cel pro ana, pochodząca z jednej ze stron, która deklaruje kontynuowanie tradycji pierwszej fali: Pro ana pozwala osobom z zaburzeniami odżywiania podążanie ich własną drogą w pokoju i miłości, w społeczności, która troszczy się i pomaga zyskać samoakceptację, aby nie wstydzić się kim i czym są. Społeczność ta, jako jedyna w internecie, oferuje prawdziwą i pełną akceptację. Pro ana nie jest kultem, nie zachęcamy nikogo do rozwijania zaburzeń odżywiania, nie zachęcamy do działań, które mogą grozić śmiercią, oraz stajemy przeciw nietolerancji względem osób z zaburzeniami odżywiania. To co robimy to po prostu stworzenie bezpiecznego miejsca dla ludzi, aby mogli tu przyjść i być sobą. Nie ma nic wstydliwego, ani złego w byciu osobą, która ma zaburzenia odżywiania. Zło to wszystko to, co powoduje zaburzenia odżywiania. Tym pro ana różni się od organizacji propagujących leczenie zaburzeń odżywiania, że oni sprawiają, że ludzie czują się jak śmieci i tworzą niezdrową konkurencję kto pierwszy wyzdrowieje. My sprawimy, że poczujesz się jak w domu, a na leczenie zdecydujesz się wtedy, gdy będziesz gotowy.

Ja odbieram powyższą deklarację jako psychomanipulację godną prawdziwej sekty. Psychomanipulację obliczoną nie na zdobycie jak największej ilości nowych człnków, ale raczej na przekonanie samych siebie, że z zaburzeniami odżywiania można normalnie i szczęśliwie żyć. "Podążanie własną drogą" czyli tkwienie w zaburzonym jedzeniu, zaburzonym postrzeganiu siebie. Akceptacja zaburzonego jedzenia ze strony innych powoduje podobnie jak w przypadku uzależnień, że chora osoba ma wygodę, tworzy pewną równowagę wokół swojej choroby, nie musi stawiać czoła konsekwencjom swojego postępowania. Brak tolerancji dla zaburzeń odżywiania nie polega na tym, żeby wyśmiewać czy poniżać osoby, które taki problem mają, polega na tym, żeby nie pozwolić im tkwić w bezpiecznym i szczelnym kokonie, i zmobilizować je do zmian. Cała sztuka polega na tym, żeby zrobić to jak najszybciej, ponieważ im dłużej trwa zaburzone jedzenie, tym trudniejsze jest leczenie, tym poważniejsze są konsekwencje fizyczne, i tym gorsze są rokowania.

Druga fala

Organizacje zajmujące się propagowaniem leczenia zaburzeń odżywiania dość szybko zaczęły interweniować doprowadzając do zamknięcia stron pro ana pierwszej fali. Był to krok nieprzemyślany ponieważ na miejsce jednej zamkniętej pojawiało się kilka nowych. Poza tym ruch pro ana zyskał rozgłos, który zwabił wiele nowych osób. Wiele z nich nie miało zaburzeń odżywiania, ale pragnęło po prostu schudnąć. W ten sposób ruch pro ana został zdominowany przez wannarexics. Społeczności, które powstały wraz z pierwszą falą w wielu przypadkach zeszły do podziemia, aby uchronić się przed napływem niedojrzałych emocjonalnie osób, które zanosiły błagania "Jeżeli nie schudnę, nie mam po co żyć. Błagam pomóżcie mi znaleźć mi Anę". W internecie widoczne stały się przede wszystkim portale, fora i blogi tworzone w głównej mierze przez wannarexics. To na tej fali skrystalizowała się ideologia pod tytułem "Anoreksja jest stylem życia, a nie chorobą".

Warto tutaj wspomnieć, że społeczności identyfikujące się z ideologią pierwszej fali w rozgłosie wokół pro ana dopatrują się jednej pozytywnej rzeczy - w ten oto sposób zaczęto głośno mówić o "równych prawach anorektyczek i bulimiczek" (analogicznie do równouprawnienia rasowego czy płciowego). Ja postrzegam to w ten sposób - osoby z zaburzeniami odżywiania chciałyby, aby pozwolono im funkcjonować w społeczeństwie, tak jak każdemu innemu człowiekowi i nie być z każdej możliwej strony namawianymi, nagabywanymi czy zmuszanymi do leczenia.

Ewolucja

Osoby związane ze społecznościami pierwszej fali od samego początku odcinały się od wannarexics. Powodów było kilka. Po pierwsze tworzenie rozgłosu, przez co społeczności pro ana były i są narażone na krytykę, wszelkiego rodzaju internetowych frustratów siejących nienawiść, oskarżenia o propagowanie zaburzeń odżywiania. Oprócz tego wiele z nich zdecydowała się leczyć. Aby ograniczyć napływ wannarexics, zaczęto stosować najprostszy z możliwych chwyt: na stronach pro ana eksponowano informacje o negatywnych konsekwencjach zaburzeń odżywiania, o leczeniu, o tym dlaczego nie warto angażować się w pro ana. Wprowadzano bardzo restrykcyjne metody weryfikacji nowych członków portali. I wreszcie praktycznie na każdym portalu pojawiły się disclaimers ostrzegające przed zawartością strony. Oryginalna treść - czyli thinspiracje, porady i triki były sprytnie chowane w bogatym menu lub dyskutowane na zamkniętych forach.

Teraźniejszość

Obecnie w internecie funkcjonują społeczności pro ana, które można zaliczyć do trzech kategorii (oczywiście granice pomiędzy nimi są dość płynne, jednak ten podział daje pewien pogląd na to jak wygląda obecnie pro ana):

1. Najbardziej fanatyczne, oparte na założeniu, że anoreksja nie jest chorobą, ale stylem życia. W tego typu społecznościach anoreksja i bulima są personifikowane, często mają religijną oprawę. Jednym z elementów tej filozofii jest pewna otwartość - spora część tego typu stron nie ma ograniczeń dla osób z zewnątrz, jako, że jednym z celów tego odłamu jest propagowanie zaburzeń odżywiania jako dobrowolnie wybranych stylów życia.

2. Umiarkowane - działające raczej na rzecz "akcpetacji zaburzeń odżywiania", niż aktywnej promocji tych zaburzeń. Pod pojęciem akceptacja należy tutaj rozumieć "prowadzenie normalnego i szczęśliwego życia mając zaburzenia odżywiania". Nie odrzucają one idei leczenia, odrzucają wspieranie rozwijania anoreksji. Na portalach tych społeczności znaleźć można thinspiracje, różnego rodzaju porady (i takie jak schudnąć, i takie jak wytrwać w czasie leczenia), to z tych społeczności pochodzą popularne "listy do Any" i "listy od Any". Tego typu społeczności są zwykle najbardziej zamknięte i trudno dostępne dla osób z zewnątrz.

3. Społeczności, które wyewoluowały z pro ana, propagujące informacje na temat zaburzeń odżywiania, ich konsekwencji i leczenia. Ich celem jest także rozwiewanie mitów i przesądów dotyczących zaburzeń odżywiania funkcjonujących w społeczeństwie. Na stronach tego typu używanie spersonifikowanych nazw anoreksji i bulimii - "ana" i "mia", i innych typowych dla pozostałych odłamów pro ana sformułowań ma służyć "zbudowaniu bardziej przyjaznej atmosfery".

~~~

Jak widać pro ana ma wiele twarzy. Ponieważ ten wpis i tak jest dość długi, więc bardziej osobiste spojrzenie na temat różnych frakcji ruchu pro ana opiszę przy innej okazji.

W  niedługim czasie mam zamiar opisać także jak wyglądają relacje pomiędzy różnymi odłamami pro ana, jak odnoszą się do siebie poszczególne frakcje, oraz gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla organizacji i fundacji zajmujących się tematyką zaburzeń odżywiania.

stare w nowym

poniedziałek, 06 lipca 2009, anty_pro_ana
Tagi: pro ana

Polecane wpisy

  • Napisali o nas w Newsweeku

    Jak w tytule. Wersji elektronicznej artykułu jeszcze nie ma, ale jak ktoś ma dostęp do wydania papierowego, to zachęcam do przeczytania artykułu Małgorzaty Świę

  • Rekrutacja

    Praktycznie wszystkie fora o tematyce pro ana są zamknięte dla przypadkowych czytelników. Aby uzyskać dostęp do wszystkich treści zawartych na forum, w szczegól

  • Dwa punkty widzenia

    Dzisiejszy wpis to wpis gościnny. Przedstawiam wam Weronikę i Kasię, które podjęły się napisania tego jakie zalety i wady ma (lub miało) dla nich bycie "pro ana

  • Dzień.3

    Hej motylki! Dzisiaj już szkoła. Ze sprawdzianu z polaka3 omg. Ale dobra na razie zjadłam tyle co w szkole ale idę neszcz poćwiczyć i zjeść. I chcę od następneg

  • Dzień.2

    Dzisiaj ponieważ jest niedziela to mam trochę problem z mamą ale jest ok. Rano waga pokazała 60.9 więc taj jam bym schódła 0.2kg.  Dobra ale teraz już na t

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/07/06 14:53:49
Perfidio, jestem pod wrażeniem tego wpisu! Skąd Ty masz te wszystkie informacje?? Musiałaś włożyć w to mnóstwo wysiłku...
Ten temat dość mnie poruszył. Ja również miałam styczność z forami pro-ana, kiedy zaczynały się moje problemy z jedzeniem. Pamiętam te angielskie strony, o których piszesz. Korzystałyśmy z nich, bo polskich jeszcze nie było. Teraz tak bardzo żałuję, że trafiłam na te strony...nie miałam pojęcia jak są niebezpieczne :( Wkrótce pojawiły się pierwsze polskie fora pro-ana, które na początku nie były jednak tak ekstremalne jak teraz. Z czasem przybywało coraz więcej nowych użytkowniczek, co ułatwiał fakt, że nie miały one założonych haseł. Po jakimś czasie jednak z powodu ciągłego spamowania, fora zaczęły być chronione. A między "nami" powoli rodził się konflikt, ponieważ nie do końca miałyśmy świadomość, co to tak właściwie znaczy "pro-ana". Część osób już od początku radykalnie podchodziła do tematu i deklarowała chęć ekstremalnego chudnięcia, wszelkimi sposobami. Inni natomiast traktowali forum raczej jako wsparcie w kłopotach z odchudzaniem czy zaburzonym jedzeniem, istniały działy dotyczące pomocy, terapii etc. Powiem szczerze, że było to naprawdę dziwne. Uczestniczki same nie wiedziały, czego chcą. I ja również. Nigdy nie namawiałam nikogo do niezdrowego odchudzania, byłam jedną z tych, które de facto zaprzeczały pierwotnej idei hasła pro-ana. Tak więc zaczęły powstawać "odłamy", te dziewczyny, które wolały się dopingować i rywalizować w chudnięciu, założyły swoje forum, gdzie spotkać można były teksty typu "jesteś jeszcze za gruba, kilka dni głodówki nie zwalnia cię od dalszej ciężkiej pracy" itd. Słowa te kierowane były do dość chudych dziewcząt. Tego typu rzeczy zaczęły napawać mnie przerażeniem i jednocześnie smutkiem. Teraz niesamowicie żal mi czasu zmarnowanego na ślęczeniu na tych forach. I w jakim celu? Żeby poczuć, że jest ktoś taki jak ja, kto nie radzi sobie z jedzeniem. Bardzo żałuję, że nikt mi wtedy nie pomógł. Może nigdy nie zachorowałabym na anoreksję!!
Od czasu do czasu znajduję blogi osób, które kiedyś należały do tych for...Część z tych blogów jest porzucona, część aktualizowana bardzo rzadko. A niektóre osoby wciąż piszą i w dalszym ciągu deklarują się jako pro-ana...mając po 20 kilka lat. To jest straszne...
Jakieś 8 lat temu (nie pamiętam dokładnie) trafiłam na pierwsze tego typu strony. Po jakimś czasie stały się one moją obsesją. Zabrały mi ogromną część mojego życia. W tym czasie mogłam się rozwijać, znaleźć w życiu coś, co dawałoby mi satysfakcję. W końcu to życie wymknęło się spod kontroli. Ja nie potrzebowałam "listów od Any". Sama byłam wystarczająco nieszczęśliwa, by przyjąć "ją" pod swój dach...
Bardzo się rozpisałam, może ktoś cierpliwy doczyta do końca :)
-
anty_pro_ana
2009/07/06 15:09:31
Iga, dziękuję za komplement. Skąd informacje - większość notek na tym blogu powstaje w ten sposób, że najpierw pojawia się pomysł, potem w sposób chaotyczny latam po internecie szukając informacji na dany temat, aż pojawia się artykuł, tekst, tytuł, który daje mi swojego rodzaju "oświecenie". I już wtedy wiem w jaki sposób chciałabym opisać dany problem, wtedy na spokojnie przeglądam materiały na dany temat, często piszę do osób, które mogą mi na ten temat udzielić informacji. A potem w przypływie weny twórczej siadam i piszę (zwykle wyrzucam z siebie gotowe zdania, które dojrzewały w mojej głowie, stąd literówki). Czasem od pomysłu do publikacji mija kilka dni, czasem miesięcy...

To co piszesz o pro ana i odłamach pokrywa się z moimi informacjami. Masz unikalną perspektywę na to jak wyglądały polskie społeczności pro ana i Twój komentarz jest świetnym uzupełnieniem mojego wpisu. Szkoda tylko, że takim kosztem. Pozdrawiam Cię serdecznie!

PS Doczytałam do końca ;-)
-
Gość: maureen, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/06 15:18:33
Witam. Trafiłam na ten blog przypadkiem, przeczytałam co nieco i zainteresowała mnie ta inicjatywa. Zdecydowanie ze zjawiskiem pro ana należy walczyć, ale głównie kierując uwagę na młode dziewczyny, które mogą w to wpaść z chęci dowartościowania albo stania się częścią jakiejś społeczności. Obecnie ten ruch powinno się traktować bardziej jako subkulturę. "Starym wyjadaczkom" takimi blogami już nie da się pomóc, one same muszą do tego dojść. Na szczęście dla nastolatek jest to bardziej chwilowa moda, która najprawdopodobniej przejdzie im po wyjściu z najgorszego, buntowniczego okresu. Tak samo było z emo dzieciakami, które co wieczór organizowały sobie rendez vous z żyletką, bo szpanowanie w szkole bliznami było fajne. Teraz bycie pro ana to bardziej lans, wyolbrzymianie swojej nieistniejącej wyjątkowości, oryginalności, postawa typu "nikt mnie nigdy nie zrozumie, ale przez to jestem lepsza od was". To też typowe leczenie kompleksów. Natomiast stare anorektyczki nigdy w życiu nikomu by się do takich rzeczy nie przyznały, nie wykrzykują w świat swojego losu. Przyznają się dopiero w momencie, kiedy zastanawiają się, czy może mogłyby z tego jednak wyjść. Anoreksja w tym momencie jest bardzo podobna do narkomanii - tu też są stare ćpuny i dzieciaki biorące dla szpanu.

Przeraziłam się ostatnio przeglądając jeden z portali (konkretniej chodzi mi o Zeberkę). Trafiłam na artykuł o niejakiej Kelly Brook, wraz ze zdjęciami. Wg mnie - ideał kobiety - zaokrąglona gdzie trzeba, proporcjonalna, spory biust, figura klepsydry. Ale gdy popatrzyłam na komentarze do artykułu to opadła mi szczęka. "Spaślak", "tłuścioch", "szpetot". Brak mi słów. Następnie pokazałam zdjęcie tej kobiety kilku kolegom - byli nią zachwyceni. Powinniśmy zacząć raczej od wytłumaczenia kobietom męskiego punktu widzenia - dla nich, z wręcz biologicznego punktu widzenia taka kobieta będzie idealna. Co nie oznacza, że nie mogą się zachwycać także małobiuściastymi, chudzinkami, dziewczynami z krzywymi nogami, cellulitem, paroma nadprogramowymi fałdkami itp. Natomiast gorzej jest ze skrajnościami - także ekstremalnie wychudzonymi. Ba, mam koleżankę, która od zawsze ma figurę modelki i przez to cały czas była sama razem z wielkimi kompleksami na tym punkcie. Każda kobieta może być wyjątkowa na swój sposób nie stając się kolejnym wieszakiem. Tylko trzeba im to uświadomić i pokazać, że muszą szukać własnej drogi. Bo piękna kobieta to nie tak, która wpisze się w jakiś określony kanon i stanie się kolejnym klonem. Piękna kobieta to ta, która znajdzie w swojej naturalności coś, co ją wyróżnia, podkreśli to i stanie się kobietą wyjątkową.

Dalsza część komentarza niżej bo przekroczyłam limit xD
-
Gość: maureen, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/06 15:21:18
Co do samego bloga, tu troszkę krytyki ;) O ile znalazłam kilka na prawdę fascynujących i przydatnych wpisów, m.in. jak rozpoznać motylka w realu czy w sieci, o tyle np. ostatni wpis na temat pochodzenia określenia "motylek" jest delikatnie naciągany ;) odnośnie "rozpoznawania motylka w realu" - przeczytałam wszystkie komentarze i bardzo uderzyła mnie postawa niejakiej Lisy. Dziewczyna wygląda na niesamowicie zaślepioną tą ideologią, nie mam pojęcie ile rzeczywiście w tym siedzi, ale mnie to przeraża. Jeśli rzeczywiście jest taka "szczęśliwa" jak to zawzięcie określa, to to szczęście musi być zbudowane na iluzji. Poza tym nie wyobrażam sobie, że jej chłopak czy tam mąż, jeśli ją kocha to nic nie robi z tymi destrukcyjnymi zapędami. Jest ślepy? Zgadzam się z jednym komentarzy - zupełnie jakbym czytała wypowiedź ćpunki. Nic mi się nie stanie, znam granicę, Nie jestem aż tak bardzo wychudzona, jest mi z tym dobrze, ana mi pomaga, chudość daje mi szczęście - nie jestem uzależniona od ćpania, ćpanie mi pomaga, jest mi z nim dobrze, kiedy zaćpam jestem szczęśliwa. Aczkolwiek myślę, że do takich dziewczyn trzeba podchodzić bardziej spokojnie, niż niektórzy komentujący. Ona się po prostu pogubiła w życiu i potrzebuje pomocy. A prostactwo w stylu "żryjta dziewczyny" pozostawię bez komentarza - ktoś taki musi sobie kompletnie nie zdawać sprawy z tego jaką ciężką chorobą jest anoreksja.

Przy okazji - uważam, że wpis o rozpoznawaniu motylków powinien być uaktualniany na bierząco, bo te dziewczyny na prawdę wiedzą jak się maskować - ponoć czerwona bransoletka to już przeżytek, teraz szukają coraz to nowych symboli.

I jeszcze mały dodatek - nie jestem zakompleksionym grubasem jak zapewne pomyśli większość anorektyczek. Może ktoś mnie tu uzna za narcyza, ale jestem dumna ze swojej figury i nie zamieniłabym się na nią nigdy z żadnym wieszakiem, a ważę tylko 1kg mniej od tych 53kg, które tak przerażają Lisę (przy wzroście 170cm).

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga ;)
-
alkud
2009/07/06 16:35:51
A czy istnieją również muzułmańskie strony pro ana?
Czy problem dotyka także młodych muzułmanek?

ISLAM KORAN EUROPA
religiapokoju.blox.pl
-
Gość: Sylvie, 83.71.166.*
2009/07/06 16:37:12
Iga, Maureen, z ciekawością przeczytałam Wasze komentarze. Dwa różne spojrzenia i dobre uzupełnienie artykułu.

W przeciągu kilku lat miałam okazję obserwować historię jednej z osób z zaburzeniami odżywiania. Poznałyśmy się w szkole średniej - dziewczyna bardzo zorganizowana, z tego typu, który dobrze daje sobie radę, świetnie się uczyła, raczej cicha - miała niewielkie ale za to oddane grono znajomych. I na dodatek była bardzo ładna ale jak to każda dziewczyna miała co do siebie jakieś zastrzeżenia. Innymi słowy - bez skrajności. Dostała się na elitarne studia i tu zaczęły się problemy - wyścig szczurów, presja finansowa i konflikty z rodzicami, którzy zwyczajnie zbyt mocno na nią naciskali. I zaczęły się problemy z odżywaniem. Od tego czasu minęło już conajmniej 4-5 lat w ciągu których relacje tej dziewczyny z rodzicami zamieniły się w nieustanną wojnę, rozpadł się jej wieloletni związek i poddali się jej przyjaciele.
Nie winię any czy mii, chcę tylko poprzeć stwierdzenie, że stają się one swoistą ucieczką i tarczą dla wielu zranionych, wrażliwych ludzi. Nie czarujmy się - to nie jest azyl, to jest iluzja. Żadna ucieczka nie będzie trwać wiecznie a co jest przerażające, to to, że kiedy problemy zdrowotne czy zwyczajne problemy życiowe wrócą i kopną ze zdwojoną siłą, to nie będzie nikogo, żeby tą osobę wesprzeć, bo sama systematycznie odcinała się od 'reszty, która jej nie rozumie i nie chce'. Błędne koło.

Wracam co jakiś czas do lektury tego bloga, bo po pierwsze - chciałabym zrozumieć, co dokładnie i dlaczego spotkało moją przyjaciółkę, po drugie - jak można takim ludziom pomóc. Wydaje się oczywiste, że nic nie da się zrobić jeśli dana osoba nie będzie chciała sama sobie pomóc. Sztandarowy przykład to reakcja, jaką pokazała Lisa: po obiecującej dyskusji, kiedy temat albo dotarł zbyt głęboko albo straciła cierpliwość do odpierania argumentów, dziewczyna stała się skrajnie defensywna i się pożegnała.
Niesamowicie łatwo naruszyć strefę bezpieczeństwa takiej osoby i dołączyć do grona jej wrogów. Zgadzam się z Maureen, że prostackie podejście w stylu 'żryj!' może tylko pogorszyć sprawę. Ale gdzie jest granica rozsądku w 'łagodnej perswazji'?

Bardzo bym chciała przeczytać wpisy ludzi takich jak Iga, którzy walczą o swoje zdrowie - gdzie był dla nich punkt zwrotny, kiedy zrozumieli, co jest nie tak i kto (jeśli ktokolwiek) w jakiś sposób im pomógł czy chociaż wspierał.
Zdaję sobie sprawę, że cudów nie ma. Jeśli za chorobą leżą inne przyczyny, jak choćby wpomniany w jednym wpisie czynnik rodzinny, to żadna osoba z zewnątrz samodzielnie nie pomoże. Ale może się mylę? Co o tym sądzicie?

(Pozdrawiam serdecznie :o) )
-
anty_pro_ana
2009/07/06 17:00:58
@maureen: Całkowicie podzielam Twoje zdanie - to o co możemy walczyć jako społeczeństwo to przede wszystkim poczucie własnej wartości młodych ludzi. Świetne komentarze, dziękuję.

@alkud: nigdy nie trafiłam na stronę pro ana prowadzoną przez muzułmanki, a odwiedziłam ich wiele, nie tylko angielsko-i polsko-języczne, ale także hiszpańskie, japońskie, niemieckie. Wśród osób zajmujących się badaniem kulturowego aspektu zaburzeń odżywiania dość popularna jest teoria, że problem ten dotyczy praktycznie tylko kultury Zachodniej i pokrewnych. Co ciekawe osoby o korzeniach np. muzułmańskich czy afrykańskich, zmieniając środowisku (np. emigracja do Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii) i dopasowując się do nowej kultury wykazują podobny odsetek zachorowań na anoreksję i bulimię.
Gdybym miała wyrazić swoją własną opinię na ten temat to wydaje mi się, że pro ana jako ideologia jest nie do pogodzenia z filozofią Islamu. O ile wiem to w Islamie nie ma czegoś takiego jak w kulturze Zachodu "kult cielesności", nie ma tej kulturowej presji, aby kobieta była "jak z okładki". I dlatego islamskie społeczności pro ana nie mają racji bytu. Zaznaczam, że to jest tylko moje zdanie.

@Sylvie: dziękuję za Twój komentarz. Bardzo trafne spostrzeżenia, a pytanie "gdzie jest granica rozsądku w 'łagodnej perswazji'?" - bezcenne.

Jeśli za chorobą leżą inne przyczyny, jak choćby wpomniany w jednym wpisie czynnik rodzinny, to żadna osoba z zewnątrz samodzielnie nie pomoże.
Z jednej strony jest to prawda, a z drugiej nie do końca. Są sytuacje, w których największą nadzieję na wyleczenie jest odcięcie się emocjonalne od rodziny, która spowodowała problem. Siłą napędową nadziei zwykle bywa nowy związek, pojawienie się perspektyw na prawdziwe i nietoksyczne uczucie, odpowiedzialność za drugiego człowieka, czasem jest to jakiś szok - gdy otwierają się oczy i nagle zaczyna się dostrzegać rzeczy, które gnębiły latami. Znam kilka takich historii, gdzie po wielu latach chodzenia na terapię, dopiero wyzwolenie się spod wpływu rodziców - uzyskanie niezależności finansowej, mieszkaniowej i zdystansowanie emocjonalne podziałały błyskawicznie. Wsparcie ze strony osoby z zewnątrz może nie sprawi cudu, ale ma szansę pomóc.
Pozdrawiam!
-
Gość: ukryta_kamera, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/06 18:44:13
Dzisiaj właśnie się zastanawiałam nad tym,kiedy się to wszystko zaczęło.
Bardzo ciekawa notka,w którą zapewne włożyłaś dużo pracy.
Ps. Proszę o odpisanie na maila ;)
-
anty_pro_ana
2009/07/06 19:52:48
Ukryta_kamero: O ile nie jesteś autorką/autorem maila życzącego mi udławienia się własnym tłuszczem, to sprawdź swoją skrzynkę, ponieważ na wszystkie maile (oprócz ww) odpisuję tak szybko jak jestem w stanie. Ewentualnie prześlij mi maila jeszcze raz - może gdzieś poczta po drodze nawaliła.
Pozdrawiam:-)
-
Gość: maureen, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/06 21:11:45
@anty_pro_ana: Wiesz, ja cały czas marzę o świecie, w którym znów wzorem ideału piękna będzie krągła pin-up girl, zalotnie uśmiechająca się ze zdjęć, a nie wysuszone wieszaki, o często dość przeciętnej urodzie, a na dodatek z dramatycznymi, czasem wręcz groteskowymi minami. Świat nam okrutnie zszarzał przez te "parę" lat.
-
Gość: ukryta_kamera, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/06 22:03:57
Mój błąd :)
Pomimo iż jestem pro-ana,nie mogę przestać czytać...
-
Gość: mo-o, *.robbo.pl
2009/07/07 11:16:48
Znalazłam tego bloga jakieś 1,5 miesiąca temu i szczerze mówiąc jest bardzo miłą odmianą w odniesieniu do wszystkich pro-anowych straszydeł. Choruję na bulimię od około 3 lat, od 1,5 roku leczę się. Miło jest wejść tutaj czasem i przeczytać, że wychudzone 36 kg przy wzroście 170 cm wcale nie jest piękne. Za każdym razem kiedy czuję się gorzej wpadam tutaj - daje mi to nadzieję, że może moje bmi 22,1 wcale nie jest takie złe, że może wcale nie jestem chodzącą świnią. Dziękuję.
-
Gość: maureen, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/07 14:00:39
@mo-o: Nie jesteś! Musisz się nauczyć postrzegać piękno nie przez pryzmat kilogramów czy BMI. Życzę Ci, abyś z tego wyszła i mogła wieść normalne, szczęśliwe życie ;)
-
Gość: Tam, *.broker.com.pl
2009/07/07 21:16:33
Mam pytanie do Gość: mo-o, jelonki.robbo.pl.
Z bulimi wyszłaś sama czy z pomoćą lekarza czy roziny? Ja robiłam to od 2 lat i teraz chcę to zmienić, ale nie stem poewna czy sama sobie poradzę.
-
kama.44
2009/07/07 23:03:26
Perfidia jestem pełna podziwu dla Ciebie i tego co robisz. Czytam Twojego bloga i każdy nowy wpis coraz bardziej zapiera mi dech w piersiach.Dużo pracy i wysiłku w to wszystko wkładasz, ale robisz to z wielkim sercem. Jesteś wielka, Twój blog dla mnie chorej na anoreksję daje dodatkowe siły, codziennie zagladam czy jest coś nowego.
Buziaczki moja kochana, brakuje mi słów...Robisz kawał dobrej roboty :)
-
Gość: mo-o, *.robbo.pl
2009/07/07 23:24:10
Ja z bulimii jeszcze do końca nie wyszłam, tak naprawdę zaczęłam niedawno się leczyć - dopiero teraz świadomie chcę z tego wyjść. Moje leczenie? Dobry psychiatra raz-dwa razy w miesiącu + terapia 2 razy w tygodniu, kiedy było gorzej 3. Od miesiąca było dobrze, a teraz chyba mam kurważesz mać [ przepraszam] nawrót. Muszę wyjść z domu, ruszyć się gdzieś, bo inaczej siedzę, jem w nudów i ląduję z głową w kiblu. Mam dość tego całego syfu, rzygam już tymi kaloriami i innym gównem.
-
anty_pro_ana
2009/07/08 00:11:24
Rozpieszczacie mnie tymi komentarzami ;-)

@maureen - moje marzenie jest bardziej naiwne - oby ludzie zaczęli cenić innych i siebie za to kim są, a nie jak wyglądają.

@mo-o - Cieszę się, zapraszam jak najczęściej. I nie dawaj się wciągnąć złym myślom, nie wątpię, że włożyłaś wiele trudu, aby wyciągnąć się z bulimii, więc trzymaj się tego. Powodzenia!

@Nadi - dziękuję :-) Z jednej strony chciałabym pisać częściej, a z drugiej wolę pisać rzadziej, ale teksty bardziej przemyślane i dopracowane.
-
Gość: jolllllka, *.tsi.tychy.pl
2009/08/13 22:32:39
Tak trzymac!!! własnie takie blogi mają byc..... te pro-ana to jest straszna głupota...!!! ehhhh duzo by mówić...
Terapia anoreksji, bulimii