Blog > Komentarze do wpisu

Pro ana i okultyzm

Na początku podkreślam, że nie mam żadnego potwierdzenia co do pochodzenia rytuałów, o których za chwilę. Jest to tylko moja teoria oparta na strzępkach informacji dostępnych w Internecie.

W poprzedniej notce wspomniałam o Anamadimie. Komentarze Olki i majself skłoniły mnie do przyjrzenia się bliżej temu tematowi z dwóch powodów. Po pierwsze - z czystej ciekawości, po drugie - chcę naświetlić sprawę po to, aby nie zostawiać miejsca do przypisywania temu zagadnieniu jakichś fantastycznych i magicznych właściwości.

Zacznę od tego, że pierwsze społeczności pro ana, które zyskały popularność i rozgłos, różniły się między sobą podejściem do tego czym jest anoreksja oraz w jaki sposób praktykuje się pro ana. Były grupy skoncentrowane na tym w jaki sposób chudnąć jednocześnie ograniczając fizyczne konekwencje anoreksji, grupy skoncentrowane na wspieraniu się w realizacji celów, były też grupy, które funkcjonowały na zasadzie tajemnych stowarzyszeń. W jednej z nich znalazł sie ktoś (może była to grupa osób), kto oprócz anoreksji miał także zainteresowania związane z okultyzmem i magią. Ten ktoś postanowił połączyć te dwie sprawy i w ten sposób powstał rytuał wzywania Anamadimy.

Czym/kim jest Anamadim? Zacznijmy od płci - w rytuale wzywającym Anamadim jest adresowana jako kobieta. Tu przyznaję się do błędu, ponieważ cały czas wydawało mi się, że jest to raczej męskie imię, tymczasem kobiecy charakter pro ana powinien od początku uzmysłowić mi, że chodzi o coś/kogoś rodzaju żeńskiego. Próbowałam dojść do tego w jaki sposób powstało imię Anamadim - z zerowym skutkiem. Stawiam więc moją własną hipotezę - imię to powstało ze złączenia 'ana' (jako określenie anoreksji) oraz 'madim' (w tradycji chaldejskiej oznaczający siłę, byt duchowy). Co ciekawe 'madim' w tradycji kabalistycznej oznacza planetę Mars, która jest łączona z siłą męską.

W rytuale przyzwania Anamadima jest określana jako Servitor of Anorexic Praxis czyli serwitor praktyk anorektycznych. Serwitor jest elementem występującym w magii chaosu, określany jako byt astralny, który ma za zadanie wspierać twórcę w określonych zadaniach. Sam rytuał przyzwania jest skonstruowany w zgodzie z zasadami magii chaosu. Tutaj oczywiście pozostaje kwestia tego, czy jest możliwe uprawianie magii - rzucanie zaklęć, gesty wykonywane różdżką itd. Jest to kwestia wiary, ponieważ magia z definicji nie podlega racjonalnym i naukowym ocenom. Zatem nawet jeżeli ktoś nie wierzy w magię, to musi przyjąć do wiadomości, że są ludzie, dla których magia i związane z nią rytuały są tym, czym msza dla katolika.

Rytuał wezwania zawiera w sobie liczne elementy zaczerpnięte z przeróżnych źródeł - od neopogańskich (Wicca) obrzędów związanych z żywiołami, ofiarami, antyofiarami, paktem krwi, przez wywodzącą się z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku Mniejszą Formułę Pentagramu, elementy Kabały, po elementy satanistycznych inwokacji. Część z tych elementów wzajemnie się wyklucza (Formuła Pentagramu ma za zadanie odpędzić złe duchy/moce i chronić osobę przeprowadzającą rytuał, co kłóci się z wzywaniem demona). Największą niekonsekwencją w moich oczach jest nadanie inwokacji używanej w przyzwaniu, charakteru kobiecego - odniesienia do Wenus (w sprzeczności z samą nazwą Anamadim), odniesienia do męskiego członka jako symbolu złej żądzy, podczas gdy wiele innych elementów wywodzi się z kręgów opartych na równowadze pierwiastków męskich i żeńskich.

Inna nieścisłość to np. traktowanie Anamadimy jako serwitora (czyli de facto sługi) z jednej strony, a boginii i bytu nadrzędnego z drugiej (składanie jej ofiar) i wreszcie jako partnerki (elementy rytualne związane z braterstwem krwi).

Moim zdaniem ktokolwiek opracował ten rytuał na pewno był zafascynowany wiedzą tajemną i możliwością wprowadzenia jej elementów do odchudzania w stylu pro ana, jednak ta fascynacja nie miała pokrycia w wiedzy. Świadczą o tym np. komentarze osób z kręgów neopogańskich, które cały rytuał uznają za śmieszny i niepoważny.

Jak już wspomniałam w poprzedniej notce - bardzo niewielka część osób należących do pro ana praktykowała/praktykuje te rytuały. Głównym tego powodem było to, że mistyczność tych obrzędów była postrzegana jako stojąca zbyt blisko satanizmu i czarnej magii. Niektóre dziewczyny po jednej próbie rezygnowały z dalszego praktykowania twierdząc, że całość jest zbyt straszna i makabryczna, niektóre od samego początku uznawały całość za coś dziecinnego, śmiesznego i idiotycznego.

Okultyzm jest z jednej strony tematem fascynującym, z drugiej jako osoba wierząca przede wszystkim w naukę nie umiem podejść do tego z obiektywizmem. Poza pomieszaniem i poplątaniem tradycji i obrzędów dostrzegam w Anamadimie i rytuałach z nią związanych głównie desperację w poszukiwaniu środków, które mają pomóc w odchudzaniu. Nawet jeżeli to co opisałam wyda się komuś idiotyczne, dostrzeżcie ile pracy ktoś włożył w opracowanie tego rytuału.

wtorek, 29 września 2009, anty_pro_ana

Polecane wpisy

  • Napisali o nas w Newsweeku

    Jak w tytule. Wersji elektronicznej artykułu jeszcze nie ma, ale jak ktoś ma dostęp do wydania papierowego, to zachęcam do przeczytania artykułu Małgorzaty Świę

  • Rekrutacja

    Praktycznie wszystkie fora o tematyce pro ana są zamknięte dla przypadkowych czytelników. Aby uzyskać dostęp do wszystkich treści zawartych na forum, w szczegól

  • Dwa punkty widzenia

    Dzisiejszy wpis to wpis gościnny. Przedstawiam wam Weronikę i Kasię, które podjęły się napisania tego jakie zalety i wady ma (lub miało) dla nich bycie "pro ana

  • Dzień 3

    Część motylki dawno nie pisałam ale już jestem ogólnie od dzisiaj stosuje dietę galxy. Mój dzisiejszy cel to 200 kcal zjadłam: Śniadanie: czarna herbata (bez cu

  • Dzień 2

     Hej motylki to drugi dzień mojej dzień mojej diety. Wczoraj dużo ćwiczyłam. Schudłam z 34 kg na 32.7 odkryłam że podobno jak się zje łyżeczkę miodu oraz ł

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: peggy brown, *.multi-play.pl
2009/09/29 18:02:32
przyznam, że jestem w pozytywnym szoku. nawet do głowy by mi nie przyszło, że istnieje coś takiego, jak kult (jakkolwiek by to nazwać) jakiegoś anorektycznego ''bóstwa''. a myślałam, że jestem już na tyle obcykana, że wszystko o anie i tematach pokrewnych wiem, nawet takich, o których nie mówi się głośno, do których dostęp nierzadko jest ograniczony, taki czysty underground :P a jednak Ty potrafisz wygrzebać coś "extra", nieustannie zadziwiasz, brawa dla Ciebie :)

wydaje mi się, że Anamadina wymyślono dawno, kiedy jeszcze anorektyczki działały w bardzo małych społecznościach. wiadomo, im mniej ludzi, od których można otrzymywać wsparcie, tym większa występuje psychiczna presja, by jakąś 'pomoc' skombinować. to tak samo, jak z dzisiejszym utożsamianiem anoreksji - choroby, z Aną - kobietą, która ''wspiera'', ''pomaga'' w trenowaniu silnej woli, 'przyjaźni' się z motylkami, chwali i karci, pilnuje jak gestapo... NISZCZY. nieważne, czy ktoś swój problem uosabia w ten czy inny sposób. ważna jest wiara w konkretną moc sprawczą takich "bóstw".

to może jeszcze napiszę, nie do końca w związku z tematem - z czystej ciekawości: co sądzisz o inedii (breatharianizmie)? jest Ci znane to zjawisko? ja na pewnym etapie swojej choroby wręcz "wkręciłam" sobie, że to co robię, nie jest anoreksją, a jedynie "głodówką oczyszczającą duszę i umysł, drogą do Światłości" (blablabla). większość ludzi, z jakimi miałam okazję rozmawiać, uważa inedyków za sektę, chociaż oficjalnie ten ruch nie jest za takową uważany. inedia jest o tyle ciekawa, że pomimo braku pożywienia człowiek ma NIE CHUDNĄĆ. jest zdrowy, pełen energii, nie odnotowuje się żadnych uszczerbków na zdrowiu. generalnie są tego same plusy. oczywiście, "kręciło" mnie to wszystko do tego stopnia, że zaczęłąm uważać się przez jakiś czas za inedyczkę, nie za anorektyczkę. to brzmiało ładniej, lepiej się czułam należąc do grupy ''ludzi żywiących się energią kosmiczną", niż do tych z zaburzeniami odżywiania. ale niestety oszukiwałam się, bo co tu dużo mówić - moje niejedzenie BYŁO nastawione na chudnięcie, nie na korzyści mentalne/duchowe. chociaż trzeba przyznać, że wiara w coś bardzo pomaga. kiedy wkręciłam sobie tę inedię, byłam jakby spokojniesza, z większą radością przeżywałam każdy dzień. nie uważając tego co robię za chorobę, czułam się w pewien sposób wyjątkowa. to coś na zasadzie wyznawania tego demona, czy 'zwracania' się do any występującej pod postacią kobiety-przyjaciółki. dodaje w jakiś sposób siły.

na razie nie spotkałam się z żadną anorektyczką, która uczestniczyłaby, lub miała choćby jakiekolwiek podstawowe pojęcie o inedii. może to i dobrze.
-
anty_pro_ana
2009/09/29 23:40:15
Heh... Dzięki Peggy Brown, czuję się jak dziecko, które odrobiło pracę domową :P

Nie umiem wskazać kiedy dokładnie powstał ten rytuał, natomiast śledząc wzmianki o nim trop urywa się około 2002 roku i prowadzi do jednej z największych i najbardziej popularnych wówczas społeczności pro ana Ana's Underground Grotto (obecnie nieistniejąca). Sądząc z opisów była to społeczność, która bardzo ceniła sobie tajemniczość, balansowanie na granicy tego co wypada, a co nie.

Co do inedii - oczywiście znam, interesowałam się tym zagadnieniem długo zanim usłyszałam, że istnieje pro ana. A co sądzę o tym? W zasadzie to mogłabym książkę napisać na ten temat ;-) Generalnie widzę w tym zbyt wiele ideologii dorabianej na siłę, w oparciu o rzeczy, które nijak mają się do naszej codzienności (np. argumenty, że inedia działa bo indyjscy fakirzy nie jedzą latami). Tak jak już wspominałam - wierzę przede wszystkim w naukę, ale wierzę także, że wiele zjawisk, których nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć racjonalnie jest efektem po prostu wiary człowieka. Trochę tak jak efekt placebo - z jednej strony wszyscy lekarze wiedzą, że coś takiego jest, ale wytłumaczyć nie potrafią. W przypadku breatharianizmu - uważam, że ma wiele wspólnego z pro ana. W sumie powinnam kiedyś napisać na ten temat...
-
majself
2009/09/30 10:54:18
Wydaje mi się, że cała okultystyczna otoczka, którą opisujesz, doskonale wpisuje się w ruch Pro Ana, którego uczestniczki starają się łamać podstawowe zasady, jak chociażby "człowiek musi jeść, żeby żyć". Dla buntu młodych ludzi (nie tylko nastolatek) naturalne są fascynacje praktykami religijnymi możliwie odległymi od tego, co wtłaczają do głowy tradycyjne starsze pokolenia - młodzi ludzie są zagubieni i szukają oparcia w bytach transcendentnych, które odpowiadałyby ich oczekiwaniom, a więc: nowych, nieskażonych piętnem setek lat tradycji, lub egzotycznych, pochodzących z innych kultur. Sama w liceum interesowałam się I-Ching, numerologią czy jakimiś celtyckimi (?) wróżbami z kropek.

To jednak nie zmienia faktu, że stworzenie sobie "boga Any" jest wkraczaniem na bardzo grząski teren. Osoba, która jest w stanie uwierzyć w takie rzeczy, jest niezwykle podatna na manipulacje i nawet jeśli uda jej się zaleczyć zaburzenia odżywiania, tę podatność zachowa.
-
Gość: Olka, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/10/01 09:47:06
Zgadzam się z majself - taki fajny demon/bóstwo/cokolwiek bardzo uatrakcyjnia cały ruch pro-ana. Okultyzm, czary, pląsanie nago po łące przy pełni księżyca (może trochę przeginam) wydaje się czymś strasznie fajnym, tajemniczym a jednocześnie zakazanym. To taki trochę "chwyt marketingowy" który przyciągnie przede wszystkim te dziewczyny, które mają silną potrzebę przynależności do grupy oraz mocno zaniżone poczucie własnej wartości a NIEKONIECZNIE chcą się zasuszyć na szkielet.

Nie mniej, po przeczytaniu opisu rytuału, genezy imienia bóstwa - dopiero wstałam z podłogi, brzuch mnie boli ze śmiechu. Wierzyć mi się nie chce, że komuś może się chcieć w to bawić i traktować serio. Poza tym - poczułam wyzwanie. Jestem pewna, że w dwa wieczory, mając dostęp do internetu i biblioteki jestem w stanie stworzyć bardziej wyrafinowaną i spójną mitologię;)

Tymczasem żegnam się na tydzień, jadę na urlop wypoczywać;)
-
majself
2009/10/01 13:10:56
Olka, nie wątpię, że jesteś w stanie :-) Ja zawsze sobie żartuję, że po religioznawstwie najlepszą drogą zawodową jest stanie się guru jakiejś łagodnej sekty. Odpowiednią wiedzę do stworzenia teorii już mam.
-
anty_pro_ana
2009/10/01 21:15:21
@Olka - miłego wypoczynku.

A co do treści merytorycznej zgadzam się co do joty. I mimo, że nie jestem religioznawcą, to tak dla sportu też bym się podjęła stworzenia jakiejś mitologii, może zajęłoby mi to nieco więcej niż dwa wieczory.

@majself - jako specjalista w temacie - jak myślisz - czy ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, aby stworzyć realną, nie wirtualną sektę anorektyczek? Czy też rotacja osób w tej grupie jest zbyt duża?

A tak całkiem już na marginesie - istnieje zespół grający muzykę industrial czy coś w tym guście, który nazywa się Anamadim. Wybór takiej a nie innej nazwy lider zespołu uzasadnia: Well, That is an important question.ANAMADIM is the goddess of Anorexia.The concept behind this is,the perfection of beauty but,through death itself,the starving.is like beauty,but through deadly,insane sacrifice...this idea fits with my personal vision of the Harsh Industrial sounds...they are magnificent, but devastating,beautiful but killer!,it is also related with my personal opinion of the nature of ebm(femenine,i think)...very sensual,punitve sounds,haunting melody,ecstasy,beauty,awww! so fascinating...but dark...

Ja także wybywam na weekend, więc następny wpis najwcześniej we wtorek.

Pozdrawiam!
-
Gość: peggy brown, *.multi-play.pl
2009/10/02 16:37:31
nie wspominając już o francuskim black metalowym zespole o nazwie - jakżeby inaczej - Anorexia Nervosa!
(btw. całkiem przyzwoita kapela [oczywiście dla kogoś obytego z takimi ciężkimi muzycznymi gatunkami]. a zainteresowałam się zespołem, wbrew pozorom nie ze względu na nazwę, a na bardzo rozbudowane, porażająco smutne teksty piosenek - warto tutaj wspomnieć, że słynny utwór "Szpetot" O.N.A. odchodzi pomału do lamusa, a sporo dziewczyn za swój hymnik uważa teraz kawałek "Mother Anorexia" A.Nervosy właśnie (utwór wręcz poraża klimatem i ciężkością, ale, na Boga, niektóre panienki, zwłaszcza te "onetowe", umieszczają ten tekst na swoich sweeetaśnych blogaskach, nawet nie wiedząc, że to kapela metalowa :/ bywa i tak.)
-
hanula1950
2009/11/06 20:25:35
Pierwszy raz przeczytałam.
Udanego weekendu zycze.
Terapia anoreksji, bulimii