|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy da się zrozumieć motylka?'bo nikt nie zrozumie motylka, tak jak drugi motylek' Tego typu komentarze pojawiały się na moim blogu już wiele razy. W różnych sformułowaniach i konfiguracjach. Zwykle takie argumenty ucinają dyskusję, nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, w której ktokolwiek próbowałby polemizować z takimi wypowiedziami. No cóż. Zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie chcę tutaj zabrzmieć arogancko, więc trochę z obawą zadam pytanie - a co jest takiego trudnego w zrozumieniu motylków? Już od prawie roku śledzę blogi pro ana, i coraz częściej łapie sie na tym, że to co czytam, już gdzieś było. Już od dawna żadna wypowiedź motylka nie zaskoczyła mnie. Historie spisywane przez motylki stały sie do bólu przewidywalne. Ich argumenty, motywacje, emocje, zachowania. Nie wiem czy oznacza to, że rozumiem jak to jest być motylkiem. Niemniej jednak nie umiem w pro ana dostrzec tej magicznej tajemnicy, która ponoć dostępna jest tylko 'wtajemniczonym'. Gdybym musiała określić w czym leży największa trudność w zrozumieniu motylków, to obstawiałabym przede wszystkim indywidualność zachowań i emocji konkretnych osób. Tyle, że nie tylko motylki różnią sie między sobą, ta zasada dotyczy wszystkich ludzi. Zatem w tym świetle argument o tym, że 'tylko motylek jest w stanie zrozumiec motylka' przestaje mieć podstawy. Pójdźmy dalej - zakładając nawet, że nie jest możliwe pełne zrozumienie. Czy to powinno powstrzymać zainteresowaną osobę przed choćby próbą zrozumienia? Czy jest to przeszkoda w choćby cześciowym zrozumieniu? Moim zdaniem nie. Skoro ktoś nie jest motylkiem, i nie jest w stanie zrozumieć, to dlaczego nie pomóc mu w poszukiwaniu odpowiedzi? Co tak na prawde kryje się za tymi słowami? Dla mnie to sformułowanie jest pustymi słowami. Jest to tylko i wyłącznie próba ucinania dyskusji, próba zamykania ust, z których padają niewygodne słowa. Jestem przekonana, że nie chodzi tu wcale o zrozumienie na czym polega bycie motylkiem. Myślę, że kluczowym zagadnieniem jest tutaj akceptowanie bycia motylkiem. Tymczasem trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy - rozumieć, nie znaczy akceptować. Typowa dla pro ana postawa to poczucie niezrozumienia połączone z przekonaniem o tym, że postępuje się słusznie. W tej konwencji słowa 'bo nikt nie zrozumie motylka, tak jak drugi motylek' brzmią jak swoiste 'odwalcie się ode mnie'. Posługując się analogią - można zrozumieć, że alkoholik pozbawiony wódki cierpi, że pragnie się napić, że wszystkie jego myśli płyną w jednym kierunku. Jednocześnie nie oznacza to, że rozumiejąc jak się czuje, podamy mu drinka. Dlaczego np. osoby chore na anoreksję tkwią w przekonaniu, że nikt ich nie rozumie, jednocześnie odmawiają szukania pomocy u psychologa czy psychiatry? Przecież gdyby zależałoby im na zrozumieniu, to ludzie, którzy mają doświadczenie w pracy z osobami o podobnych problemach stanowiliby największą szansę, aby to zrozumienie znaleźć. A może tutaj wcale nie chodzi o znalezienie tego zrozumienia? Wydaje mi się, że w przypadku motylków sytuacja jest bardzo podobna. One liczą na to, że ktoś, kto je zrozumienie zaakceptuje ich filozofię, zaakceptuje ich postępowanie i pozwoli robić ze sobą co tylko zechcą. Może warto uświadomić sobie, że te dwie rzeczy nie zawsze muszą iść w parze. środa, 11 listopada 2009, anty_pro_ana
TrackBack
Komentarze
kama.44
2009/11/11 22:17:32
Piszę jako osoba chorujaca na anoreksję. To prawda czuję się niezrozumiana i wiem, że wiekszość zdrowych osób nie rozumie tej choroby. Wiele razy słyszałam zacznij jeśc i skończ z tym!!! Dlatego mam prawo tak sądzić. Tak naprawdę to ja sama do końca nie rozumiem tego co się ze mną dzieje i co robię? Trudno tak naprawdę wytłumaczyć mi nawet mojej psycholog to co czuję, nieraz nie można znajść odpowiednich słów, żeby wyrazić w słowach to co się dzieje w mojej głowie. Mimo, że bardzo bym chciała. To wszystko powoduje, że czuję się bardzo samotna. Choroba ta powoduje ogromne zagubienie i niesamowity strach i lęk. Tak trudny do wytłumaczenia. Czy potraficie wyobrazić sobie najpierw okropną panikę, a później niesamowitą depresję po przytyciu niecałego 0,5 kg? Myślę, że nie, że dla wielu będzie to nawet śmieszne. Bo tak naprawdę to jest "śmieszne", tylko niestety prawdziwe. Myślę, że mówienie o niezrozumieniu jest też w jakiejś formie obroną. Nigdy nie użyłam tych słów w celu pokazania mojej wyższości. Świadczą raczej w moim wypadku o totalnym zagubieniu. Można to porównać do wizyty w obcym kraju bez znajomości języka o zupełnie innych obyczajach,kiedy się kompletnie zgubisz jest Ci niesamowicie źle i ciężko, a Ty nie umiesz powiedzieć co czujesz, dlaczego coś robisz? Coś kompletnie dla innych niepojetego i najgorsze jest to, że sama sobie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.
Gość: Libb, abmr223.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/12 21:50:56
Zgadzam się z Kamą - większość ludzi nie rozumie czym jest anoreksja, co więcej, twierdzi, że zna na nią doskonałe i niezawodne lekarstwo pod tytułem "Zacznij żryć". Taka ignorancja jest wyjątkowo przykra i nie dziwię się tym dziewczynom, że czują się niezrozumiane. Myślę, że zdanie "nikt nie zrozumie tak motylka jak inny motylek" ma sens. I paradoksalnie idealnym przykładem na potwierdzenie jego prawdziwości jest ten przytoczony przez Ciebie alkoholik. My możemy sobie co najwyżej wyobrazić jak czuje się alkoholik, narkoman czy choćby nawet palacz na głodzie, ale nigdy nie będziemy tego wiedzieć. Nie zawsze takie stwierdzenie u motylka od razu oznacza, że nie akceptuje innej postawy niż pochwała i przyzwolenie. Wiele z nich nacięło się już na tak zwanych "psychologach", więc sama się im nie dziwię, że nie chcą szukać dalej... Też bym się na ich miejscu poczuła subtelnie zaszczuta.
Gość: peggy_brown, centralna.multi-play.pl
2009/11/13 07:56:56
dużo osób nadal chyba nie widzi różnicy między "anorektyczkami" i "motylkami". oburzenie osób z ED jest słuszne, ale wydaje mi się, że ten artykuł należy rozumieć nieco inaczej... moim zdaniem, tylko motylki mogą być tak ślepo zapatrzone w swój dietowy świat, by z góry zabraniać innym do niego dostępu, nawet jeśli chodzi o niesienie im samym pomocy. to zwyczajne zaślepienie, nie choroba. no bo co tu jest właściwie do zrozumienia? ile motylków jest tak NAPRAWDĘ anorektyczkami? większość z nich to tylko osoby przejawiające PRAGNIENIE zachorowania, a to przecież jest coś zupełnie innego! prawdziwa anorektyczka nieraz z pocałowaniem ręki przyjmuje pomoc, byleby się wyrwać z głodowego piekła. a motylki po prostu swoimi tekstami próbują niejako "wymusić", żeby zwykli ludzie dali im spokój i wolną rękę w dążeniu do "upragnionej" choroby...
Gość: il, c-66-30-197-59.hsd1.ma.comcast.net
2009/11/13 09:21:11
Kama, nie chce zabrzmiec patetycznie, ale bardzo wzruszyla mnie Twoja odpowiedz, przez to ze jest taka szczera i wprost. Zastanawiam sie, czy jest w takich chwilach zagubienia i osamotnienia cos, co moze Cie z tego wyrwac?... Udalo Ci sie to kiedys?
Ja nie mialam nigdy problemow z jedzeniem, anoreksja jest mi zupelnie obca. Ale dokladnie pamietam stany kompletnego zagubienia i osamotnienia, ktore mi sie swego czasu czesto zdarzaly. Mniejsza o przyczyny, ale bardzo dobrze znam uczucie paniki, o ktorym piszesz (z powodow obiektywnie blahych lub smiesznych oczywiscie). Dla mnie najciekawsze bylo to, ze z jednej strony czulam sie samotna i przerazona ta samotnoscia i niezrozumieniem, a z drugiej... w pewnym sensie plawilam sie tym uczuciem, bo jesli trafil sie ktos kto probowal mi pomoc, na ogol go odrzucalam. Racjonalizowalam sobie to oczywiscie w ten sposob, ze ta osoba nie jest mnie w stanie zrozumiec i po prawdzie tak tez czulam, bo jak Ty nie potrafilam tego nikomu wytlumaczyc. I to sie ostatecznie stalo podstawa poprawy mojej sytuacji, bo zdalam sobie sprawe, ze naprawde jest to irracjonalne i nie wytlumacze tego nikomu, bo nie umiem. Nikt mi w zwiazku z tym nie pomoze i naprawde jestem sama. Malo tego, nie zrozumiem tego tez i ja, bo probuje od dawna i nie przynosi to zadnych skutkow. Po prostu musze to stlumic, zastapic czym innym. Zaczelam skupiac sie na najdrobniejszych pozytywnych wydarzeniach i karmic sie nimi ile sie da. Duzo tez pracowalam, co pewnie dodatkowo pomoglo. Moze ktos to nazwac tylko przycmieniem problemu, ale mi jest wszystko jedno - obecnie jestem bardzo szczesliwa osoba i umiem dobrze panowac nad swoimi lekami. Wroce wiec na koniec do swojego pytania - zdarzylo Ci sie kiedykolwiek "wygrac" z takim stanem przerazenia? Jesli tak - pamietasz jak sie to stalo, co Ci pomoglo? Umialabys to powtorzyc?
Gość: M., public-gprs91623.centertel.pl
2009/12/12 22:24:24
Całkowicie zgadzam się z Libb. To, że znasz przyczyny, mechanizmy, skutki choroby nie znaczy, że zrozumiesz anorektyczkę, i nie znaczy, że zrozumiesz motylka. Możesz sobie wyobrażać, co czujemy, dlaczego tak siebie nienawidzimy, ale czy zrozumiesz? Nie, raczej nie, bo zrozumieć może tylko ten, kto to przeżył. Nie akceptuję postępowania motylków, bo to autodestrukcja, ale je rozumiem. I rozumiem anorektyczki. Myślę, że fakt, że motylki odrzucają pomoc, jest uzasadniony. Oczywiście psycholodzy potrafią pomóc, ale nie zrozumieją ani anorektyczek, ani motylków do końca, bo większość z nich na anoreksję nie chorowała.
Jednocześnie podziwiam Cię, autorko bloga, że próbujesz zrozumieć, że nie myślisz stereotypowo.
Gość: clair, 91.193.96.12*
2010/01/04 18:10:53
Witam. Chciałabym tylko przekazać małe podziękowanie dla autorki tego blogu. Czy skończyłaś może psychologię lub cierpiałaś kiedyś na anoreksję? Mi się to przydażyło i naprawdę zadziwia mnie trafność twoich uwag, zupełnie tak jakbyś czytała między wierszami mojej historii zamkniętej dla większości bliskich mi osób. Twój blog daje naprawdę dużo dobrego. Pomógł mi się odnaleźć.
|
![]() ![]() ![]() |