Blog > Komentarze do wpisu

Gadająca czekolada

Dzisiejsza notka została zainspirowana opisami, które dość często spotykam na blogach odchudzających się dziewczyn, mniej więcej takiej treści:

Dzień byłby udany. Zjadałam niewiele ponad xxx kcal. Ale wieczorem, gdy grzecznie skończyłam swoje ćwiczenia i już sięgałam po książkę, usłyszałam z kuchni głos. Ponętny i aksamitny wzywał mnie do siebie. To ta cholerna czekolada! Przysięgam - wołała mnie do siebie. I oczywiście musiałam zeżreć całą...

Na pewno większość z was słyszała o ciążowych zachciankach i nocnych wypadach do sklepu po śledzie, lody albo gofry z dżemem truskawkowym. Jedzeniowe zachcianki, które wśród motylków tak często kończą się napadami to zjawisko z jednej strony dość powszechne, z drugiej wciąż tajemnicze. Ponieważ nie do końca jest jasne czemu mają służyć i na jakiej zasadzie działają.

Istnieje kilka teorii dotyczących zachcianek jedzeniowych. Zwolennicy teorii intuicyjnego jedzenia uważają, że jest to sposób, w jaki nasze ciało domaga się brakujących mu składników. Inni o nagłe i niemożliwe do odparcia pragnienie konkretnego jedzenia obwiniają hormony argumentując, że zachcianki to domena kobiet, a ich nasilanie się jest skoordynowane z cyklem menstruacyjnym, oraz z okresem największej burzy hormonalnej czyli ciąży. Ewolucjoniści wierzą, że zachcianki są pozostałością instynktu przetrwania naszych przodków, którzy utrzymywali się z łowiectwa i zbieractwa. Jeszcze inna teoria bazuje na funkcjonowaniu mechanizmów regulujących głód w połączeniu z ośrodkiem nagrody.

Zachcianki jedzeniowe to nie to samo co głód czy apetyt (czyli sposób w jaki nasze ciało upomina się o jedzenie). I choć uczucie głodu potęguje pojawiającą się nagle nieodpartą chęć na konkretną potrawę, to zachcianki pojawiają się także, gdy głodu nie czujemy. Zdaniem naukowców podstawowa różnica pomiędzy głodem i zachciankami, to ich źródło. Głód jest sterowany potrzebami ciała, podczas gdy nagła chęć na czekoladę czy inne pyszności, pojawiająca się z nienacka w środku nocy, często odbierająca zdolność swobodnego myślenia i funkcjonowania, ma swoje źródło w głowie.

Kilka ciekawych informacji na temat zachcianek:

  • zachcianki dotyczą tylko potraw, których smak znamy; zatem jeżeli ktoś nie zna smaku czekolady, nie ma obawy, że nagle dopadnie go irracjonalna chęć zjedzenia gorzkiej czekolady nadziewanej poziomkami;
  • oprócz głodu i zawirowań hormonalnych istnieją inne czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo występowania zachcianek - stres, zmęczenie, niskokaloryczne i przewlekłe diety, niedostatek snu;
  • zachcianki i panowanie nad nimi nie mają nic wspólnego z silną wolą, najbardziej powszechnym czynnikiem wyzwalającym zachcianki jest niski poziom serotoniny (czyli hormonu szczęścia) i/lub cukru we krwi, ponieważ nasze ciało i umysł  lubią czuć sie dobrze zrobią wszystko, aby zaspokoić potrzebę serotoniny i/lub cukru we krwi - stąd nagłe zachcianki, co ciekawe zaspokojenie zachcianki powoduje tylko chwilowe rozwiązanie problemu, ponieważ poziom serotoniny jak i glukozy po spełnieniu zachcianki dość szybko opadają; stąd wynika także fakt, że nie jest możliwe uprzedzanie zachcianek - tzn. nie da się najeść na zapas czekolady i liczyć na to, że zachcianka nie pojawi się;
  • zachcianki dotyczą przeważnie potraw wysokokalorycznych, zawierających dużo tłuszczów i węglowodanów, a także potrawy pikantne i z dużą ilością soli - fast foody, słodycze itp., naukowe wyjaśnienie jest takie, że tego typu potrawy najintensywniej stymulują ośrodek nagrody i w naszych głowach są kojarzone z "robieniem sobie dobrze", poza tym niektóre z tych potraw powodują, że w naszym organizmie pojawiają sie opioidy, co również wywołuje przyjemne doznania;
  • istnieje zaburzenie odżywiania - pica, które polega na tym, że dana osoba ma zachcianki, ale na rzeczy niejadalne (np. błoto, wełna, drewno, nieprzetworzona żywność typu mąka czy surowe ziemniaki), problem ten dotyczy przede wszystkim kobiet w ciąży i małych dzieci, jako czynnik ryzyka wymienia się także anemię;
  • u osób z zaburzeniami odżywiania zachcianki jedzeniowe stanowią jeszcze większą tajemnicę, ale najbardziej popularny pogląd jest taki, że rozregulowanie układów odpowiedzialnych za odczuwanie głodu, apetyt i ośrodek nagrody powoduje, że zachcianki stają się jeszcze bardziej intensywne i trudniejsze do opanowania, nawet wtedy, gdy pojawiają się rzadziej niż u osób zdrowych.

Zasadnicze pytanie jest takie - jak oprzeć się zachciankom? Oczywiście sposobów jest wiele, mniej i bardziej skutecznych, ale najbardziej uniwersalna i skuteczna zasada jest jedna: ograniczać ryzyko, że zachcianka się pojawi. Czyli regularne i pełnowartościowe posiłki, odpowiednia ilość snu, umiejętność rozładowania stresu i napięcia, i problem zachcianek przestanie być zmorą spędzającą sen z powiek.

 

O zachciankach jedzeniowych przeczytałam w następujących artykułach:
What are Some Causes of Food Cravings?
Food craving : understanding body signals
How Food Cravings Work
The Psychology of Food Cravings
Gilhooly CH et al, Food cravings and energy regulation: the characteristics of craved foods and their relationship with eating behaviors and weight change during 6 months of dietary energy restriction, International Journal of Obesity (2007) 31

piątek, 25 czerwca 2010, anty_pro_ana

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
najlepszy-katolik
2010/06/25 12:22:23
Nie samym chlebem żyje człowiek.
Czy wiesz po co żyjesz?
-
anty_pro_ana
2010/06/25 12:51:17
@najlepszy-katolik: Ale o co chodzi? o.O
-
2010/06/25 16:01:36
Mi dopiero zachcianki uświadomiły, że nad jedzeniem, nad sobą nie mam kontroli.

Moment w którym przez parę godzin chodziło za mną jedzenie - nawet, gdy uspokajałam głód piciem, innym jedzeniem - i gdy w końcu rzucałam się na to, co tak mnie prześladowało - ta chwila uświadomiła jak naprawdę jestem słaba.

Pomijam już koszmar zetknięcia zachcianki - która potrafi w 100% odebrać zdolność kontrolowania tego co się robi, z własną wolą, która jednocześnie krzyczy niemal - aby zachciance się nie poddać. I gdy walczy się godzinę, dwie, trzy a w końcu poddaje. W takich momentach ma się wrażenie, że nie kieruje si własnym ciałem - potrafiłam się po tym zwinąć w kłębek i przepłakać kilka godzin.

Teoretycznie po kilku latach nauczyłam się panować nad zachciankami, apetytem - rozładowywać napięcie, nie dopuszczać do chwili gdy stracę kontrolę - ale tak naprawdę, ciągle jest ten strach, że się poddam, cień, który za mną stoi, że wystarczy chwila, aby znów stracić kompletnie kontrolę i wejść w cykl głodówkowy i napadowego dogadzania sobie.

Z drugiej strony odbierałam w pewien sposób zachcianki, jako sygnał ostrzegawczy mojego organizmu. Bądź co bądź, jeśli ktoś nie wymiotuje, to to co zjada podczas pofolgowaniu sobie (na ogół jest to kaloryczne i jest zupełnym przeciwieństwem tego co zjada się na co dzień) odżywia na pewien czas ciało.

I na swój sposób przerażona jestem teraz - stanęłam w momencie, gdy zachcianki niemal zniknęły. Fizycznie nie potrafię odczuć czy jestem głodna, czy nie. Emocjonalnie jedzenie wyciszyłam, świadomie go nie chcę.

Więc może te zachcianki nie są takie złe - przynajmniej pozwalają zjeść coś wtedy, gdy wola moja nie pozwala nic przełknąć.
-
tehuana
2010/06/26 01:34:10
Najlepiej nie miec dostepu do zachcianek i ukladac swoj jadlospis z glowa, nie upychac po lodowce i szafkach smakolykow. To zawsze kusi. Zachcianki pojawiaja sie nagle -gdy jestem zmeczona (lepiej zrobic sobie drzemke) lub gdy jestem sama w domu i nie robie nic konkretnego.
Coz - niestety nie potrafie nacieszyc sie jedna czy skromny kawalkiem ciasta czy galka lodow. Moze to wina czasow niedoboru z okresu komunizmu - jak czlowiek sie dorwal do czekolady to ze szczescia zjadal cala. A potem szalone lata kapitalizmu, gdy wszystkiego bylo w brod, wszystko bylo nowe i trzeba bylo sprobowac. Potrafie wciagnac sporo - a organizm sie buntuje - od cukru mnie mdli, po alkoholu czuje sie slabo. Tak wiec raczej nie kupuje juz sobie lodow w kartonach i pieke ciasto od wielkiego swieta-bo nie ulegac pokusom. To tak jak alkoholikowi, ktory chce byc zdrowy, nie wolna nawet powachac butelki, bo nalog jest silniejszy od czlowieka
Nigdy nie czulam sie wina - ale raczej glupia - bo przeciez uleganie zachciankom jest takie dziecinne. Dobrze wiem, ze to nie jest zdrowe i w niczym mi nie pomoze.
Czasami sni mi sie,ze jem czekolade (ktora na jawie wogole mnie juz nie ciagnie od lat kilkunastu - zdecydowanie gusta sie zmieniaja) i nawet we snie nie czuje sie z tym komfortowo i te reakcje organizmu tez odczuwam.

Mnie ciagle dreczy pytanie - dlaczego czlowiek - tak ucywilizowany, inteligentny, najwyzej postawiony w ewolucji - nie potrafi sie prawidlowo odzywiac. Kazde zwierze to potrafi (nie mowie tu o przekarmianych pupilach) . A my? Slinimy sie na widok cukru w kolorowym papierku. Nie znamy /nie sluchamy juz naszych cial . Nie panujemy nad soba, albo nadmiernie sie kontrolujemy. Jaka jest tego przyczyna?
-
Gość: R., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/26 18:12:54
Z tymi "zachciankami" w ED to jest tak, że wygłodzony organizm, pozbawiony składników odżywczych - próbuje je w jakiś sposób zdobyć i dlatego wyłącza świadome myślenie na czas "napadu" jedzenia. W anoreksji i bulimii bardzo często występuje zbyt niski poziom cukru we krwi, więc ta czekolada jest jak najbardziej uzasadniona.

Może najlepszym wyjściem jest zbilansowana dieta, ale to nie jest takie proste, jak się wydaje. Tehuana dlaczego człowiek nie potrafi się prawidłowo odżywiać? Potrafi, tylko nie chce, bo tak jest wygodniej - tego został nauczony i tyle. Dostrzega coś, co przykuwa wyglądem i zapachem i bach! - zjada. "Bo przecież ostatni raz."
-
anty_pro_ana
2010/06/26 21:18:58
@hoisi - myślę, że zachcianek nie powinniśmy rozpatrywać w kategoriach dobre i złe. A zachcianki jako chwilowy zastrzyk energii dla wycieńczonego głodówkami czy dietami ciała? Rzeczywiście można w to wierzyć, ale oprócz chwilowej korzyści fizycznej, pozostaje problem psychiki. Bo nie wierzę w to, że w takiej sytuacji zachcianka i napad pozostają obojętne.

@tehuana - świetne pytanie. Mogę tylko podzielić się moją opinią na ten temat. Wydaje mi się, że wszystkie problemy związane z jedzeniem wynikają z tego samego, czym człowiek różni się od zwierzęcia. Jesteśmy na poziomie, na którym walka o przetrwanie nie jest wysunięta na pierwszy plan, w którym raczej rozmyślamy nad tym po co i dlaczego trwamy. Gdyby na co dzień groził nam głód albo zagłada, kawałek chleba byłby symbolem przetrwania, a nie źródłem zbędnych węglowodanów. Mój przyjaciel kiedyś ujął to dosadnie - ludziom przewraca się w głowach z dobrobytu. Może coś w tym jest?

Dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam weekendowo:-)
-
Gość: Viv, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/06/26 23:21:43
ok, ok...jestes anty pro ana...wiec mam pewne pytanie..czemu o tym piszesz? chcesz ustrzec inne osoby przed tym? bylas pro ana? jestes? znalas kogos? tak na prawde, jesli w tym nie siedzisz nic o tym nie wiesz...czytanie innych naukowych doswiadczen, czytanie blogow nie powie ci co czuje Motylek. Kazda sprawa jest indywidualna, inne probelmy. Tutaj jest takie uogolnienie, motylki, pro ana = chore osoby. Bardzo dobrze o tym wiemy, ze to nasz problem i ze glos, kalkulator kcal w naszych glowach nigdy sie nie wylaczy...Pisanie o napadach, gadających czekoladach...spoko...tylko te napady to zlozona sytuacja...jedne z nas robia to gdy sie zdenerwują "zajadają problemy:", inne bo na prawde są glodne i po kilku dniach glodówek nie wytrzymują...nie wiem w ogole po co to pisze...z resztą nie ma sensu...wiekszosc ludzi ma wyrobione zdanie co do osób pro ana...
-
anty_pro_ana
2010/06/27 00:25:58
@viv

czemu o tym piszesz?
Dla siebie. Bo mogę. Bo mi się nudzi. Bo mam kompleks Don Kichota. Bo lubię udawać mądrzejszą niż jestem. Bo nie ma w Polsce drugiego takiego bloga. Bo temat jest ciekawy. Bo zupa była za słona. Bo tak. Bo dlaczego nie?

chcesz ustrzec inne osoby przed tym?
To nie jest jedyny powód, to nie jest nawet główny powód. Najfajniejsze jest to, że czasem mi się udaje.

bylas pro ana? jestes? znalas kogos?
Nie. Nie. Nie.

tak na prawde, jesli w tym nie siedzisz nic o tym nie wiesz...
Okazuje się, że jednak coś tam wiem. Ba, czasem nawet wygrzebię informacje, które zaskakują same motylki. Generalnie wychodzę z założenia, że nawet jeżeli nie jestem w stanie do końca poznać pro ana, to nie powinno mnie to powstrzymać przynajmniej przed spróbowaniem.

czytanie innych naukowych doswiadczen, czytanie blogow nie powie ci co czuje Motylek.
Czytanie naukowych doświadczeń to nie szukanie odpowiedzi na pytanie dot. pro ana, to także poznanie co na ten temat myślą inne osoby niezwiązane z pro ana. Nawet jeżeli blogi nie dają pełnego obrazu sytuacji, to jednak jakieś dają.

Kazda sprawa jest indywidualna, inne probelmy.
Zdaję sobie z tego sprawę. Choć z drugiej strony można zauważyć pewne trendy, wzorce zachowań, powtarzające się elementy. Może mnie, jako osobie z zewnątrz łatwiej jest je dostrzec?

Bardzo dobrze o tym wiemy, ze to nasz problem i ze glos, kalkulator kcal w naszych glowach nigdy sie nie wylaczy...
Raczej powiedziałabym, że wierzycie w to, że ten głos nigdy się nie wyłączy. Skąd możecie mieć pewność, jeżeli większość z was nigdy nie spróbowała? Ba, nawet nie chce go wyłączyć. Poza tym "nigdy nie mów nigdy".

tylko te napady to zlozona sytuacja...jedne z nas robia to gdy sie zdenerwują "zajadają problemy:", inne bo na prawde są glodne i po kilku dniach glodówek nie wytrzymują...
Myślę, że choć częściowo udało mi się pokazać, że zachcianki i napady to dość skomplikowane zjawiska.

nie wiem w ogole po co to pisze...
Ja też nie wiem dlaczego to napisałaś. Może to, co napisałam wzbudziło w Tobie niechęć? Potrzebę obrony? Sprowokowało, żeby zastanowić się? Nie mam pojęcia. Wiem jedno - nie napisałabyś, gdyby moje słowa były dla Ciebie obojętne.

z resztą nie ma sensu...wiekszosc ludzi ma wyrobione zdanie co do osób pro ana...
Zdanie zawsze można zmienić. A ja pisząc tego bloga cały czas odkrywam w pro ana coś nowego. Nie mówię tu o radykalnych zmianach nastawienia, ale na tym etapie coraz trudniej ulegam stereotypom. I wierzę, że są osoby, które przez to, co tutaj przeczytają, także są w stanie zmienić swoje zdanie. Nie chcę by zabrzmiało to arogancko, ale mam podstawy by przypuszczać, że kilka osób mój blog zmusił do zmiany opinii.
-
Gość: thinsoul, *.olsztyn.mm.pl
2010/06/27 02:02:55
częściowo zgadzam się z Viv, w sumie ja mówię o tym od dawna. możesz napisać co robią Motylki, jak reaguje na to ich organizm, ale nie da się opisać tego, co one czują. wiem, że to oklepany, ale prawdziwy tekst - nie da się tak naprawdę zrozumieć pro-any, nie siedząc w tym. ostatnio mi napisałaś, że piszesz, bo lubisz, bo chcesz i takie tam. a pisz sobie, ja Ci nie zabraniam. nawet nie mam nic przeciwko, ten blog mi nie przeszkadza, ani nic. tylko musisz zdać sobie sprawę, że nie jesteś całkiem obiektywna. wszyscy ludzie zawsze traktują motylki jako kogoś gorszego i Ty też przejawiasz takie tendencje, czasami. właśnie dlatego nikt nie potrafi do końca zrozumieć motylka. i niektóre rzeczy, które tutaj piszesz nie mają większego sensu. np napady. przecież to logiczne, że niejedząca osoba będzie potrzebowała coś zjeść i straci nad sobą kontrolę. składają się na to dwa czynniki; głód i zmęczenie walczenia z samą sobą. więc po co to tak wyjaśniać, jak Ty to zrobiłaś? powiedz mi w ogóle po co wyjaśniasz wszystkie te procesy (a przynajmniej się starasz) z medycznego punktu widzenia? czy to naprawdę takie ważne? jak dla mnie to nie.
a poza tym spróbuj tylko wyobrazić sobie, że każdego dnia nienawidzisz siebie coraz bardziej i wiesz, że musisz się zmienić. wyobraź to sobie, a dopiero potem mów co może czuć motylek jedząc czekoladę. czy rzeczywiście szczęście....
-
Gość: Alia, *.chello.pl
2010/06/27 10:52:35
@tehuana - właśnie na głównej wyborczej pojawił się dość ciekawy artykuł poruszający między innymi problem, dlaczego człowiek nie potrafi się zdrowo odżywiać: odwazsie.gazeta.pl/odwagi/1,97775,8063130,Dieta_Adama_i_Ewy.html
Do mnie bardzo przemówił fragment o tym, że w dzisiejszych czasach jedzenie zostało całkowicie oddzielone od wysiłku związanego ze zdobywaniem pożywienia.
-
anty_pro_ana
2010/06/27 12:16:17
@thinsoul - odpisując na twoje i podobne do twoich komentarze mam wrażenie, że brzmię jak zdarta płyta.

wiem, że to oklepany, ale prawdziwy tekst - nie da się tak naprawdę zrozumieć pro-any, nie siedząc w tym.
Nawet nie wiesz jak bardzo oklepany. Jakiś czas temu napisałam taki wpis: antyproana.blox.pl/2009/11/Czy-da-sie-zrozumiec-motylka.html
Moje słowa podtrzymuję. Zakładając nawet, że nie jestem i nigdy nie będę w stanie zrozumieć pro ana, chcę zobaczyć jak daleko uda mi się dotrzeć. Najważniejsze dla mnie jest to, że są osoby, które są pro ana, i które w tym co piszą znajdują choć fragmenty swoich przeżyć i emocji. I nie jest ważne, że są to malutkie fragmenty. Ważne jest to, że w ogóle są. To znaczy, że czasem udaje mi się dotknąć tej 'prawdziwej pro ana'. W tym wszystkim nie jest ważny cel - nie zakładam, że przyjdzie dzień, w którym powiem, że wiem co oznacza 'być pro ana'. Ważne jest to, że nie stoję w miejscu, że cały czas szukam. Są osoby, które tak jak chciałyby odnaleźć w tym jakiś sens, i to bardziej dla nich pisze tego bloga, niż dla motylków. Jeżeli ktokolwiek, kto jest/był pro ana uważa, że nie rozumiem, to zamiast pisać 'nigdy nie zrozumiesz' dlaczego nie pokaże gdzie się mylę lub co pominęłam?

tylko musisz zdać sobie sprawę, że nie jesteś całkiem obiektywna. wszyscy ludzie zawsze traktują motylki jako kogoś gorszego i Ty też przejawiasz takie tendencje, czasami.
Nikt nie jest całkiem obiektywny. Nie lubię nadużywania słów 'wszyscy', 'zawsze', 'nigdy' itp. A to, że takie tendencje przejawiam tylko czasami to chyba lepiej, niż gdybym miała tak cały czas. To znaczy, że próbuję, i że w jakimś stopniu udaje mi się spojrzeć na pro ana inaczej, niż "wszyscy".

niektóre rzeczy, które tutaj piszesz nie mają większego sensu. np napady. przecież to logiczne, że niejedząca osoba będzie potrzebowała coś zjeść i straci nad sobą kontrolę. składają się na to dwa czynniki; głód i zmęczenie walczenia z samą sobą. więc po co to tak wyjaśniać, jak Ty to zrobiłaś?
Może dlatego, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste? Nawet jeżeli ty nie widzisz sensu w wyjaśnianiu czym są zachcianki/napady, to nie znaczy, że tak samo odbierają to inni.

powiedz mi w ogóle po co wyjaśniasz wszystkie te procesy (a przynajmniej się starasz) z medycznego punktu widzenia? czy to naprawdę takie ważne? jak dla mnie to nie.
Dla mnie jest to nie tyle ważne, co fascynujące. Dlatego, że osoby, które mają ED albo są pro ana dość często opisując swoje motywy/emocje/przeżycia posługują się poezją, filozofią, psychologią. Opisują mistyczne przeżycia towarzyszące głodówkom albo przeczyszczaniu się, planują rozwijanie swojej osobowości ku perfekcji itp. I bardzo rzadko zdają sobie sprawę, że za tym wszystkim stoją procesy chemiczne w ich głowach. To, co jedni nazywają 'silną wolą', inni nazywają 'upośledzonym funkcjonowaniem serotoninowego układu nagrody'. Jak dla mnie jest to niesłychanie ciekawe, a nawet zabawne.

a poza tym spróbuj tylko wyobrazić sobie, że każdego dnia nienawidzisz siebie coraz bardziej i wiesz, że musisz się zmienić. wyobraź to sobie, a dopiero potem mów co może czuć motylek jedząc czekoladę. czy rzeczywiście szczęście....
Ech... Nie odbieraj tego co piszę próbą wmawiania komukolwiek co powinien czuć. W tym konkretnym przypadku 'szczęście' możesz rozumieć jako stan zadowolenia z siebie i z życia, ale 'szczęście' jest także procesem chemicznym. Na tym właśnie polega problem - rozdźwięk, pomiędzy tym co dana osoba odczuwa i rejestruje, a tym co dzieje się w jej głowie. Brak snu, uboga dieta, stres, zmęczenie - tak odbierasz to ty, twój mózg rejestruje niski poziom serotoniny i glukozy we krwi, i nie jest mu z tym dobrze, więc uruchamia inne reakcje chemiczne, których celem jest skłonienie ciebie do zjedzenia np. czekolady. I ty jesz tą czekoladę, bo nie masz wyjścia, nie możesz się powstrzymać. I jest ci z tym źle, bo wcale nie chciałaś jej jeść. Ale twój mózg jest przez chwilę zadowolony, bo dostał to, czego potrzebował.
-
anty_pro_ana
2010/06/27 12:16:53
@Alia - dzięki za linka, bardzo ciekawy artykuł. Pozdrawiam :-)
-
Gość: thinsoul, *.olsztyn.mm.pl
2010/06/27 13:08:50
chyba nikt nikogo nie jest w stanie zrozumieć tak do końca i tak naprawdę, bo każdy inaczej czuje, myśli i reaguje na dane sytuacje i nie ma takich słów, żeby opisać swoje uczucia tak, żeby ktoś był w stanie je niemal poczuć. można komuś opisać swoją sytuację, a on wtedy postawi siebie na tym miejscu i będzie oceniał uczucia na podstawie tego, co on sam czułby. dlatego będzie widział przyczyny i skutki, ale nie będzie rozumiał. a jakby dodać do tego motylka, z masą problemów, z innym sposobem życia, z innym poglądem na nie, to powiedz mi, jak można zrozumieć? jasne, można się 'nauczyć' ich zachować. w każda reaguje względnie podobnie, więc można przewidzieć to, co zrobi i dlaczego. ale to nie znaczy zrozumieć, bo niektóre rzeczy są dla kogoś, kto nigdy w tym nie siedział absurdalne i śmieszne. np. dla motylka przytycie jest straszne, a ktoś inny nie widzi w tym problemu. i będzie wiedział, że dla motylka jest to straszne, może nawet będzie wiedział, czemu, ale nigdy nie będzie wiedział, co taka dziewczyna czuje, bo dla kogoś z zewnątrz nie do wyobrażenia jest, jak można z jedzenia i wagi robić problem. ktoś z zewnątrz myśli po prostu zupełnie inaczej.
a co do zrozumienia motylka przez drugiego motylka. one też się czasem mijają, też czasem odbierają coś inaczej, ale mają ten sam sposób patrzenia na sprawę. łatwiej jest wytłumaczyć coś komuś, dla kogo to nie jest absurdem, tylko znajomym uczuciem.
nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi, bo chyba trochę pogmatwałam. ale głównie mam na myśli to, że inne osoby mają zbyt duży dystans, by to zrozumieć. a jakby dodać postawę co niektórych pt 'anoreksja nie jest chorobą, przecież wystarczy zacząć jeść' no to w ogóle...
i chciałam poruszyć jeszcze jedną kwestię. a dokładnie tak bardzo zaznaczasz różnice pomiędzy pro-aną, a anoreksją. a to nie jest takie oczywiste. gdybyś była pro, skąd wiedziałabyś, czy już nie masz choroby? jasne, są wyznaczniki, że anoreksja jest od jakiegoś BMI itp. ale skoro anoreksja to choroba psychiczna, to ważniejsze jest to, co zachodzi w głowie. a będąc motylkiem, nagle wszystko zaczyna się zmieniać. zaczyna dziać się coś dziwnego. zaczyna się myśleć, jak osoba chora. więc nie można stwierdzić, że anoreksja to poważna choroba, a pro-ana to tylko głupie nastolatki, które chcą się zabawić ze swoją wagą. wiesz? a ja często, czytając to, mam wrażenie, że tak myślisz. że pro-ana to już gorsza kategoria.
-
anty_pro_ana
2010/06/28 01:09:04
@thinsoul - jako odpowiedź na twoje pytanie masz nowa notkę. Do pozostałych kwestii pozwolisz, że odniosę się rano, bo teraz padam z nóg. Dobrej nocy :-)
-
anty_pro_ana
2010/06/28 07:34:31
@thinsoul - na prawdę nie musisz mi udowadniać, że motylków nie można do końca zrozumieć. Bo tak jak powiedziałaś - w przypadku każdego człowieka, może tylko częściowo postawić się na jego miejscu. Masz rację - pro ana to szczególna sytuacja, ale nie taka wyjątkowa jak można sobie wyobrazić. Uczucia towarzyszące jedzeniu, głodówkom, odchudzaniu - inni ludzie odczuwają w stosunku do innych sytuacji. Ktoś boi się pająków, ktoś boi się butelki wódki, ktoś inny boi się kcal na talerzu. I mówimy tu o irracjonalnym dla postronnej osoby strachu, który trudno wytłumaczyć. Nie twierdzę, że można opisać swoje uczucia tak, aby ktoś inny poczuł się tak samo. Ale można sobie chociaż częściowo wyobrazić i odnieść do własnych przeżyć.
Poza tym - po raz ostatni zapytam - czy to, że nie da się kogoś zrozumieć w 100%, powinno powstrzymać przed choćby próbą zrozumienia czy ogarnięciu problemu? Czemu ma służyć podkreślanie na każdym kroku, że motylków się nie da zrozumieć?
-
misself
2010/06/29 15:41:08
Czytałam kiedyś artykuł o tym, że tłuszcze trans znajdujące się w fast foodach i żywności wysokoprzetworzonej działają na nasz organizm jak łagodny narkotyk. Poza tym łatwo wytłumaczalna jest ochota na coś bardzo słonego i tłustego po spożyciu alkoholu - alkohol wypłukuje wodę (a tym samym sól), a tłuszcz pomaga trawić alkohol (w uproszczeniu).

Chyba nudne byłoby życie bez zachcianek :-)
-
lavinka
2010/06/30 01:01:11
Uwielbiam moje zachcianki. Czasem kanapkę z nutellą zagryzam kiełbasą. Czy to źle?
-
Gość: koizumi_r, *.debet.pl
2010/06/30 12:27:56
hmmm, ja uwielbiam jeść. Rok temu z narzeczonym zaczęlismy się odchodzać. ja tylko 6 kg on 30 kg. Teraz po prostu pilnujemy wagi. Zgadzam się z tym, że tłuszcze trans uzależniają. Do momentu rozpoczęcia diety mogłam żyć na samych czipsach czy fast-foodach. Teraz jest inaczej nauczyłam się "wyłączac zachcianki". Jak czuję ochotę na czipsy to idę kupić np. truskawki czy czereśnie (mimo, że sa zdrowsze)...
a od wpadnięcia w manie odchudzania powstrzymuję mnie właśnie wszystkie te pro ana...
-
martica
2010/06/30 12:55:01
Rada z ostatniego zdania jest cudowna, ale jakos nei wiem jak mam zredukowac stres, uregulowac godziny jedzenia i niczym sie nie martwic. Niestety nie mam bogatego emza ktory przywiezie do domu mamuta, zebym ja przez caly dzien mogla lezec do gory brzuchem w domu uajac ze zajmuje sie dziecmi. Musze sama splacic 30letni kredyt hipoteczny, a w istnienie jakigokolwiek kandydata na meza (nawet biednego jak mysz) przestalam marzyc.
A co do fizjologii, ja na stres reaguje... chudnieciem. Po prostu przestaje jesc.
-
anty_pro_ana
2010/06/30 13:49:53
@misself - nie jestem pewna na 100%, ale wydaje mi się, że to właśnie tłuszcze trans są rozkładane do opiatów w organizmie człowieka, stąd efekt uzależniający. I masz rację zachcianki mogą dodać życiu smaku. Myślę, że problem polega nie na samych zachciankach, ale jak na nie reagujemy.

@lavinka - tu nie chodzi o ekstrawaganckie czy nietypowe połączenia. Chodzi o to, czy jak jak przyjdzie Ci smak na kiełbasę z nutellą, to czy zjadasz kilo kiełbasy i słoik nutelli, czy zjadasz 1-2 kromki. Nawet zjadając kilo kiełbasy i słoik nutelli - gdy zdarza się to nieczęsto, pozostawia zadowolenie, to chyba nie ma się czym przejmować. Co innego gdy taka uczta przytrafia się regularnie, często, a potem wywołuje poczucie winy, które paraliżuje możliwość normalnego jedzenia. I raczej nie użyłabym określenia "dobrze/źle".

@koizumi_r - świetnie powiedziane.

@martica - bogaty mąż, czy kandydat na męża, mamut w lodówce itd. nie są panaceum na stres. Jasne, że w takich warunkach pewne rzeczy wydają się łatwiejsze. Ale to chyba leży w naturze człowieka, że na jeden załatwiony problem, wynajdzie 10 nowych. Myślę, że większość z nas ma jakieś zmartwienia, wiadomo - nie da się tego wyeliminować. Ale można nauczyć się z tym normalnie funkcjonować. Jest milion pińcet sposobów radzenia sobie ze stresem, i czasem wystarczy odrobinę wyrzec się swoich przyzwyczajeń, aby nawet w najbardziej zabieganym dniu zmieścić normalne posiłki. To, że przestajesz jeść na skutek stresu, to nie do końca tylko fizjologia.
A co do kredytu - podzielam Twój ból.
-
2010/06/30 17:44:54
a dlaczego mamy się powstrzymywac od jedzenia? jak mamy zachciankę, to uważam, ze nalezy ja spełnic. jestem zwolenniczka teorii, ktora mowi, ze to jest sygnal od organizmu, ze czego potrzebuje.
ja np. mam zachcianki na tłuste rzeczy przed okresem
-
anty_pro_ana
2010/06/30 18:06:08
@annataylor - ależ nikt nie każe Ci się powstrzymywać. Skoro nie masz problemu z zachciankami, to oczywiste. Pytanie jak się ich pozbyć dotyczą raczej osób, którym takie zachcianki przeszkadzają, a nie raz także uniemożliwiają normalne funkcjonowanie.
-
lavinka
2010/06/30 18:59:45
"to czy zjadasz kilo kiełbasy i słoik nutelli, czy zjadasz 1-2 kromki" Uwierz, zjadlabym gdybym mia siedem zoladkow - niestety mam tylko jeden, pewnie dlatego mam 10kg niedowagi ;)
-
anty_pro_ana
2010/06/30 19:02:27
@lavinka - Sama widzisz - zdajesz sobie sprawę z ograniczeń własnego ciała, więc po co pytasz? :P I błagam - nie wyrywaj moich zdań z kontekstu.
-
Gość: Gustaff, 94.252.94.*
2010/06/30 23:45:38
Według najnowszych badań kilka kawałków czekolady dziennie skutecznie obniża ciśnienie krwi i nawet o 20 procent zmniejsza ryzyko udaru lub ataku serca. Czekolada więc jawi się jako bardzo zdrowa używka, ale... czy to aby nie marketing? Zapraszam na ciekawego bloga:
zanimkupisz.blogspot.com/2010/06/czekoladowa-sciema.html
-
Gość: at, *.wroclaw.mm.pl
2010/07/01 07:58:27
poczytajcie sobie jak medycyna chińska do tego podchodzi. Poszczególne narządy najbardziej aktywne są w określonych porach doby i w określonych porach roku. Budzisz się zmęczona - masz do pogadania ze swoją śledzioną, ciężki sen lub wybudzenie się i niemożność zaśnięcia ok. 1-3 to przeciążona wątroba, etc. I co najlepsze,pięć przemian podaje na to rozwiązania.
-
lavinka
2010/07/07 11:37:51
Dobrze, już nie będę :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/15 16:05:39
"a od wpadnięcia w manie odchudzania powstrzymuję mnie właśnie wszystkie te pro ana..."

litosci!
-
Gość: coffee, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/16 00:19:33
@autorka: dzis trafilam na ten blog i spedzilam na czytaniu go prawie caly dzien. sama borykam sie z problemem ed od okolo 6 lat, od 2 walcze. mimo tak 'dlugiego stazu' w swiecie pro-any musze przyznac, ze nad wieloma poruszanymi tu tematami nigdy sie nie zastanawialam. nie oznacza to, ze sie zgadzam ze wszystkimi opisanymi tu problemami (byc moze kwiestia punktu widzenia lub moich ciaglych zmagan, ktore nie zakonczyly sie tak naprawde sukcesem). mimo tego bardzo podoba mi sie wyczerpujace podejscie do tematu, opisywanie wszystkiego bez zbednych emocji. mysle, ze ten blog to kopalnia wielu ciekawych informacji, ktore mozna roznie interpretowac, bo zdanie nie jest nikomu narzucane. i to mi sie podoba! :) z gory przepraszam za brak polskich znakow, niestety chwilowo nie mam mozliwosci ich uzywania. pozdrawiam serdecznie!
-
anty_pro_ana
2010/07/16 11:06:07
@coffee - dziękuję za komplementy i za Twój komentarz. Nie ma obowiązku zgadzania się ze mną, zamiast tego jest bardzo mile widziane dzielenie się swoim punktem widzenia :-)
-
Gość: tsuki, *.walbrzych.vectranet.pl
2010/07/19 03:30:26
Moje zachcianki, zgadzają się z powyższym opisem. Najczęściej co jakieś pół roku napada mnie ochota na chipsy. Absurdalne jest to, że z regły nie jestem w stanie zjeśc paczki do końca (takiej średniej) i połowa poprostu ląduje w koszu. Po za tym, po takim "napadzie" mam straszne uczucie ciężkości w brzuchu.

Nie jestem motylkiem, ani anorektyczką. Jestem osobą, która ma zamiar schudnąc z 2,3 kilo, co też jest śmieszne, bo niby nie powinno to dla mnie stanowic problemu (2 kilo w tą czy 2 kilo w tamtą;)) Jednak jest to cel, który muszę osiągnąc. (Dodam, ze przytyłam z braku ruchu). JEdnak jest granica, której nigdy nie przekroczę (52kg), bo to jest już dla mnie niedowaga, a kiedyś zbliżając się do tej granicy wyglądałam srasznie.

Blog bradzo ciekawy. Porusza wiele aspektów i nie jest to tylko suche lekarskie gadanie. Osobiście na anoreksje i ruchy pro ana patrzę bardzo nieprzychylnie.
Nie będe tu się więcej rozpisywałą, bo nie chcę robic na nikogo nagonki. Wg mnie ograniczenie jedzenia i niejedzenie to najprostsza droga do schudnięcia. Owiele łatwiej jest poprostu nie jeśc, niż poczytac sporo o zdrowym odżywianiu, jakich skłądników nam trzeba w jakich ilościach.

Może poruszyłaby Pani kiedyś kwesię usprawiedliwień chorych aktorek, bo tego też by się trochę znalazło "mam dobrą przemianę materii"(od roku, bo wcześniej miała inną), "schudłam po ciąży"(tylko częsc z nich, ale nie nagle wszystkie szczęściay ;p)"schudłam z powodu stersu" i inne. Wiel anorektyczek mówi, że są poprostu chude i mimo, że chcą nie mogą przytyc. Wiele dziewczyn także mówi, że są chude od urodzenia i na nie też jest naognka, ok, zgodzę się z tym tylko czemu nagle liczba tych osób wzrosła kilkukrotnie?

-
anty_pro_ana
2010/07/20 09:26:42
@tsuki - dziękuję bardzo za komentarz. Co do pomysłu, aby napisać o usprawiedliwieniach aktorek - choć temat ciekawy, to przyznaje bez bicia, że nie śledzę plotkarskich portali i gazet na tyle regularnie, żeby czuć się mocną w tym temacie. Zwrócę na to uwagę, może uda mi się zebrać informacje, ale niczego nie obiecuję. Tym bardziej, że w planach mam mały wyjazd wakacyjny i aktualnie wciągam się w problemy językowe (klawiatura_zablokowana dostarczyła mi sporo materiału do przestudiowania ;-), co jest dla mnie zupełną nowością.
-
Gość: Milena, *.rev.sfr.net
2011/06/25 13:35:30
A ja ma ciągle zachcianki na tluste ale właśnie przeczytałam że prawdopodobnie brakuje mi wapnia w organizmie, a to dziwne bo piję dużo mleka i jem jogurty.
Terapia anoreksji, bulimii