Blog > Komentarze do wpisu

Pro ana vs anoreksja - po raz kolejny

Po raz kolejny thinsoul swoim komentarzem dostarczyła mi tematu na notkę (za co dziękuję):

tak bardzo zaznaczasz różnice pomiędzy pro-aną, a anoreksją. a to nie jest takie oczywiste. gdybyś była pro, skąd wiedziałabyś, czy już nie masz choroby? jasne, są wyznaczniki, że anoreksja jest od jakiegoś BMI itp. ale skoro anoreksja to choroba psychiczna, to ważniejsze jest to, co zachodzi w głowie. a będąc motylkiem, nagle wszystko zaczyna się zmieniać. zaczyna dziać się coś dziwnego. zaczyna się myśleć, jak osoba chora. więc nie można stwierdzić, że anoreksja to poważna choroba, a pro-ana to tylko głupie nastolatki, które chcą się zabawić ze swoją wagą. wiesz? a ja często, czytając to, mam wrażenie, że tak myślisz. że pro-ana to już gorsza kategoria.

Są dwa problemy - jak rozróżnić pro ana i anoreksję oraz dlaczego takie rozróżnienie jest ważne. Postaram się także odnieść do innych kwestii poruszonych przez thinsoul.

1) Kryteria diagnostyczne.

Już kilka razy wspominałam, że obowiązujące kryteria diagnostyczne nie są doskonałe. Moim zdaniem ich największą słabością jest kryterium BMI. Tzn. wg medycznych standardów, aby zdiagnozować anoreksję pacjent musi mieć niedowagę. Tu pojawia się problem poruszony przez thinsoul - anoreksja nie bierze się z powietrza, człowiek nie chudnie poniżej 85% swojej idealnej z punktu medycznego wagi z dnia na dzień. Zanim pojawią się oznaki zewnętrzne anoreksji, zachodzą zmiany w psychice. Zatem jak traktować kogoś, kto myśli, zachowuje się i doświadcza emocji typowych dla anoreksji, a ma wagę w granicach normy? Medyczne klasyfikacje takie przypadki zaliczają do anoreksji atypowej, ew. EDNOS.

2) Uniwersum ED.

Słabością pro ana jest to, że wśród różnych typów zaburzeń odżywiania faworyzuje anoreksję. Opisy zawarte na blogach motylków pozwalają odnaleźć wszelkie formy ED - anoreksję, bulimię, ortoreksję, i inne, nawet nieopisane typy (czyli EDNOS). Gdyby to, co jest rozumiane pod pojęciem pro ana, było nazywane pro ED, byłoby to bardziej precyzyjne ujęcie rzeczywistości. Tymczasem pojęcie pro ana wprowadza w błąd te wszystkie osoby, które wierzą, że pro ana jest drogą do anoreksji, a tym samym utopijnych ideałów perfekcji, chudości itd. Bo decyzja o realizowaniu stylu życia pro ana to trochę jak loteria - może prowadzić do anoreksji, ale dużo częściej prowadzi do bulimii. Są też takie przypadki, gdy prowadzi absolutnie do nikąd.

3) Poza społecznością pro ana.

Myślę, że najważniejszy powód, dla którego pro ana nie powinna być utożsamiana z anoreksją, to te wszystkie osoby, które chorują na anoreksję i inne zab. odżywiania, i które każdego dnia walczą o to, aby wrócić do normalności. Dla takich osób motylki, które swoje marzenia koncentrują na "wyhodowaniu" czy "pielęgnacji" anoreksji, to czasem ciężki orzech do zgryzienia. Zwłaszcza "kandydatki na anorektyczki". Z jednej strony osoby, które chcą pozbyć się brzemienia choroby, z drugiej te, które o tym brzemieniu marzą. I to dość często w imię bardzo płytkich ideałów. Zaryzykuję stwierdzenie, że wiele stereotypów dotyczących zaburzeń odżywiania zawdzięczamy właśnie pro ana. Bo u przeciętnego człowieka, który przypadkiem trafi na blog motylka, który "modli sie do Any" i pragnie być obiektem zazdrości i podziwu (a takich jest najwięcej), pojawia się skojarzenie - anorektyczka to taka płytka i głupia dziewczyna. A potem ten stygmat znaczy nie tylko motylki, ale także te osoby, które przeklinają dzień, w którym zaczęła się ich droga z ED.

4) Społeczność pro ana.

Tak jak już wspominałam nie jeden raz - jednym z najważniejszych czynników decydujących o popularności pro ana jest społeczność oferująca wsparcie, zrozumienie, akceptację i praktyczne porady dot. ekstremalnego odchudzania. Przeglądając blogi pro ana nie jest trudno trafić na dziewczyny, które swój cel wagowy określają w przedziale prawidłowych wartości BMI, które układając dietę zwracają uwagę na to, aby była różnorodna i zdrowa, które uważnie obserwują siebie, bo nie chcą mieć ani anoreksji, ani innego ED, i przy najmniejszym niepokojącym objawie modyfikują swój styl odchudzania się. A jednak wsparcia szukają nie np. na Vitalii, ale w pro ana. Nie tylko czerpią z pro ana, ale także dają coś od siebie - wspierają te osoby, które w odchudzaniu są gotowe posunąć się dużo dalej, aż do anoreksji włącznie.

 

I na koniec zarzut, że pro ana to dla mnie coś gorszego niż anoreksja. Szczerze? I jedno i drugie to dla mnie bagno. Nie wierzę w to, że anoreksja czy inne zab. odżywiania mogą dać komuś szczęście. Natomiast różnica polega na tym, że w stosunku do osób, które walczą o siebie, nie delektują się swoim cierpieniem, nie mitologizują choroby, nie dorabiają do niej ideologii, dużo łatwiej przychodzi mi empatia. Jestem absolutnie przeciwna obwinianiu kogoś za jego chorobę. Tylko co wtedy, gdy ktoś się o chorobę prosi? Gdy aktywnie ją u siebie rozwija? Gdy wspiera w tym inne osoby? Gdy lekceważy cierpienie innych? Jest mi to nie tylko ciężko zrozumieć, ale także trudno powstrzymać się od ironii i złośliwości. I w tym momencie nie chodzi już o granicę pomiędzy anoreksją i pro ana, ale o granicę pomiędzy nieszczęściem, a głupotą. Bo jeżeli w tym wszystkim coś jest godne pogardy i gorszego statusu, to głupota właśnie.

poniedziałek, 28 czerwca 2010, anty_pro_ana

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/28 08:46:36
Znałam kiedyś dziewczynę ważyła 130kg, schudła do 90 stosując wszystkie znane metody " motylków", jej sposób myślenia był bardzo chory, dla mnie była to anoreksja mimo kg. Lekarze tak tego nie oceniali. Zmarła, mimo wagi 90 kg na niedożywienie.I gdzie tu logika?Ile jest takich osób tuż obok nas?Czy ściśłe ramy ICD-10 ma być tylko wyznacznikiem?
-
Gość: nat, *.promontel.net.pl
2010/06/28 14:32:14
Mam zaburzenia odżywiania i myślę, że gdyby nie pro ana, w którą wstąpiłam kilka tygodni po rozpoczęciu odchudzania (chociaż naprawdę trudno mi to sobie przypomnieć, straciłam poczucie czasu na ten okres), dużo łatwiej byłoby mi z niej wyjść. Rozumiem, dlaczego uważasz, że pro ana to głupota, ale chodzi mi tutaj o troszeczkę inną kwestię. Napisałaś, że prawdziwa anorektyczka przeklina swoją chorobę. Nie każda chora chce wyzdrowieć, bo objawy coś nam dają, napady bulimiczne były dla mnie znieczuleniem, a głodówki sprawiały, że czułam się silna, wartościowa. To coś, z czego trudno zrezygnować, zwłaszcza jak dorzuci się euforię z powodu zrzucanej wagi i to, że nagle stajesz się dla najbliższych pępkiem świata.
Może to nie jest tak, że nie chcę wyzdrowieć. Chcę. Leczę się, prawie nie mam już napadów i nauczyłam się je kontrolować, ale rozpoczęcie normalnego jedzenia odkładam do momentu, aż schudnę jeszcze kilka kilogramów i wciąż jestem na diecie. I myślę, że tak może być z wieloma anorektyczkami i bulimiczkami - w głębi duszy choroba im przeszkadza, ale z drugiej... No właśnie. Czasami trudno wykonać bilans plusów i minusów zdrowienia.
-
2010/06/28 18:05:22
Moim zdaniem problem w rozgraniczeniu między pro-aną, czy pro-ed a zaburzeniami odżywiania zaczynają się w momencie, kiedy choroba trwa wiele lat.
Mam za sobą za długi staż chorowania. I może to zabrzmieć jak 'głupota', ale leczyć się już nie chcę. Nie mam na to siły, zdrowia, czasu, pieniędzy. Chciałabym pogodzić życie z zaburzeniami na tyle, aby nie dezorganizowały mi wszystkiego.
I po tylu latach nie wyobrażam sobie innego życia. To nie jest dorabianie ideologii, ale raczej pogodzenie się ze stanem rzeczy. Nie wiem czy mogę się określić jako pro-ana - na pewno nie pasuje do mnie pro-recovery.
Czuję się związana z pro-aną, bo te zasady określają to jak żyję.
Zatem kim jestem? Osobą z ED? Naiwną kobietką, która dąży do jakichś tam ideałów pro-any? Znam przegląd najróżniejszych skutków ubocznych ED - od drobiazgów w postaci wypadania włosów czy zimna, po momenty, gdy serce prawie zamiera, a ty zastanawiasz się, czy to już koniec. I? I mimo świadomości tego w tym siedzę. Bo inne alternatywy kończą się jeszcze gorzej. Celowo i z premedytacją wybieram ten rodzaj szaleństwa, aby uciec od innych.

Nie generalizowałabym też tych, którzy są za pro-aną, do motylków modlących się do Any. Może one są najbardziej widoczne, może to ich blogi/wypowiedzi rzucają się w oczy. Ale całkiem duży odsetek pro-any to ludzie po wieloletnich przejściach z ED, którzy może są bezsilni, może zmęczeni, a może po prostu szukają kompromisu pomiędzy swoim wariactwem a brakiem szansy na wyleczenie.

Zgadzam się - pro-ana to nie sposób na odchudzanie u zdrowych osób - ale nie szukajmy tu winy tylko w tym, że pro-ana daje wsparcie, złudę, szansę na osiągnięcie ideału.
Może warto zerwać w końcu z cudownym mitem happy-endu, który pojawia się we wszystkich książkach, części blogów, komentarzy. Mitu, że terapia, leki i nagle następuje cudowne ozdrowienie. Jedną z pierwszych książek dotyczących ED jaka się ukazała na polskim rynku była Uczta o północy. I to chyba do tej pory jest jedyną książką, w której nie ma słodkiej do bólu wizji, jak to główna bohaterka zdrowieje i żyje długo i szczęśliwie.
Może warto zamiast opisywać idealne, perfekcyjne córki, siostry, uczennice, studentki zacząć mówić, że jeśli ktoś się pakuje w bagno ed samodzielnie i na własne życzenie, nie staje się delikatną, smukłą, mdlęjącą panienką - którą po prostu w najgorszym momencie podkarmią, ale zaprasza do siebie depresję, samookaleczenia, próby samobójcze, zaburzenia psychiczne, w pewnym momencie może chcieć sięgnąć po dopalacze - z czasem coraz mniej legalne i potrafi przez to stoczyć się na dno - co z jakimkolwiek ideałem i perfekcją ma mało wspólnego. I że wyjście z tego kosztuje o wiele więcek wysiłku niż ten włożony w samo dochodzenia do dna.

Antyproano - nie wiem jak masz na imię, stąd wybacz taki zwrot. Nie chcę się tu wypowiadać za inne osoby, ale komentując Twoje notki nie mam na celu torpedowania Twoich twierdzeń czy tez - wręcz przeciwnie, uważam, że swoim blogiem dowodzisz, że masz większe prawo do wyrażania swoich sądów, niż niejeden zwyczajny psychiatra - który ed zna z jakichś pobieżnych wykładów na uczelni, ewentualnie z kilku obchodów lekarskich w psychiatryku.
Ale czasami mam wrażenie, że właśnie ty, która przecież dość długo zajmujesz się pro-aną wpadasz w generalizowanie.
Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne notki.
-
Gość: thinsoul, *.olsztyn.mm.pl
2010/06/28 18:48:09
nie powtarzaj mi pytania co jest złego w tym, że starasz się zrozumieć motylki, bo ja nie uważam, żeby coś złego w tym było. wręcz przeciwnie. chcę tylko, żebyś zdawała sobie sprawę, że nie poznasz ich sposobu myślenia. bo może dojdziesz do takiego momentu swoich "obserwacji", gdzie uznasz, że wiesz już wszystko o pro-anie, ale to nie prawda. tak samo, jak droga do schudnięcia nigdy się nie kończy, tak Twoja też nie.
znów przyczyniłam się do tematu notki, jak miło.
i wiesz, chciałam zauważyć to samo co dziewczyny powyżej. nie każda anorektyczka chce wyleczenia. wręcz przeciwnie. ta chęć przejawiają dziewczyny po często wieloletnich doświadczeniach, które mają już dosyć. a z drugiej strony zawsze będzie w nich strach przed normalnym życiem i tęsknota za stylem życia anorektyczki. zastanawiam się, czy ta choroba w ogóle jest wyleczalna. można przecież nakarmić taką dziewczynę i przekonać ją, żeby się już nie odchudzała, ale z jej myśli nigdy nie zniknie poczucie bycia za grubą, czy kalkulator kcal w głowie.
a pomiędzy pro-aną, a anoreksją granica jest cienka i łatwo z jednego wpaść z drugie. a nawet więcej. pro-ana jest wejściem w chorobę, choć nie jedynym i nie dla każdego. i widzisz, nie wszystkie motylki modlą się do anoreksji. właśnie takich znam najmniej i są to albo totalne małolaty, albo uwikłane w to dziewczyny, które już nie umieją inaczej, które pogodził się z tym, przyzwyczaiły. większość pro-any są w stanie poświęcić swoje zdrowie dla chudości i to wcale nie oznacza, że są puste, po prostu nieakceptacja samej siebie boli.
a skoro już tak sypie pomysłami, to następna notka może być o sudi i tym podobnym, jestem ciekawa, czy dużo dziewczyn z tego korzysta.
-
2010/06/28 20:47:53
ja choruję 12 lat, a od 5 umiem to nazwać. Każdego dnia walczę i bywa różnie, przychodzą momenty, że nie daję rady mam ochotę dać sobie spokój i poprostu nauczyć się z ed żyć.Niestety nie umiem zaakceptować takiego życia i staram się je zmienić, teraz już chyba za wszelką cenę.
-
anty_pro_ana
2010/06/28 23:58:07
Dzięki za wszystkie komentarze. Postaram się odnieść do wszystkich poruszanych kwestii.

Przede wszystkim nie traktujcie aż tak dosłownie tego co napisałam. Ja traktuję ten blog jako całość - tzn. jeżeli w osobnej notce, a nawet kilku, starałam się pokazać, że pro ana ma niejedno oblicze, to zrobiłam to po to, aby za każdym razem nie musieć tego pisać. W tej notce wymieniłam kilka przykładów różnych zachowań i postaw związanych z pro ana, pro ED i ED. To nie znaczy, że dostrzegam tylko takie postawy. Wymieniłam tylko taki, które moim zdaniem uzasadniają potrzebę odróżnienia pro ED od ED.

Ciężko jest nie generalizować, jeżeli chce się opisać coś tak złożonego jak świat zaburzeń odżywiania. Ciężko jest także za każdym razem zaznaczać, że istnieją wyjątki od każdej reguły, że jeżeli już znajduje się jakiś wzorzec zachowań czy postaw, to dotyczy on przeważnie jakiejś mniejszej grupy, a nie całości, że gdzieś pomiędzy opisywanymi przez mnie przykładami istnieje cała gama odcieni szarości. Myślę sobie, że gdybym chciała każde swoje spostrzeżenie obstawić zastrzeżeniami, to gdzieś w tym wszystkim zniknąłby sens tego co piszę.


@martyna - absolutnie się zgadzam, że kryteria diagnostyczne prowadzą do przypadków takich jak opisałaś. Ale chcę podkreślić, że mądry lekarz nie trzyma się kryteriów w sposób bezduszny, że po to zostały sformułowane kategorie typu EDNOS czy atypowe postacie anoreksji i bulimii, aby uwzględnić osoby, takie jak dziewczyna, którą opisałaś. Może za mało podkreśliłam to, że uważam, że BMI absolutnie nie powinno stanowić o tym, czy ktoś jest uznany za chorego. BMI samo w sobie kryje dość duży błąd, ale najważniejsze jest to, że wszystkie ED to proces, który zachodzi w głowie, to specyficzny sposób myślenia i postępowania. I to właśnie powinno stanowić podstawę do diagnozowania ED.

@thinsoul - nie chcę być nieuprzejma, ale bardzo proszę powstrzymaj się od tłumaczenia mi kwestii, o których pisałam milion razy. Tak jak np. to, że nie wszystkie motylki modlą się do any. Problemu 'zrozumienia pro ana' nawet nie chce mi się już komentować. To co piszesz, oraz w jaki sposób, czasem brzmi tak, jakbyś tłumaczyła małpie jak obrać banana. Sądząc po tym jak często i regularnie komentujesz, jesteś stałą czytelniczką, no nie wiem, ale chyba zasługuję na jakiś kredyt zaufania? Bo to na prawdę stało się męczące, gdy przy każdym możliwym temacie pokazujesz mi moje ograniczenia. Nie wiem ile razy mam jeszcze zadeklarować, że chcę sama poznać swoje granice, że zdaję sobie sprawę, że w większości przypadków to co piszę to tylko domysły i poszlaki. I wreszcie - czy na prawdę tak trudno uwierzyć w to, że nie uważam się za osobę nieomylną i wszechwiedzącą?
Zaproponowany przez ciebie temat odpada z bardzo prostej przyczyny - nic z niego nie wynika i nic do tematyki tego bloga nie wnosi.
-
Gość: thinsoul, *.olsztyn.mm.pl
2010/06/29 22:38:58
a nie pomyslalas, ze bardziej wyrazam swoje zdanie, niz tlumacze Ci cos? zauwazylam, ze ciagle sie nie rozumiemy. ale to nic. mi chodzi tylko o to, ze czasem nieslusznie przedstawiasz motylki w zly swietle, ze zlej strony. nie potrafie zgodzic sie z tym, ze sa glupie i puste, bo pragna choroby. one pragna czegos zupelnie innego, a choroba jest cena.
a sudafed wnosi tyle samo, co temat glodowek, czy napadow, bo leki sa istotnym dowodem na postepowanie choroby. tzn. poczatkujaca dziewczyna by ich nie brala, a tkwiaca w tym od dawna nie moze sie bez nich obejsc i sa jej najwazniejszym posilkiem w ciagu dnia. poza tym tak sobie mysle, ile rodzicow zdaje sobie sprawe po co ich corkom tyle lekow na katar? no ale to byla tylko luzna sugestia.
jak dla mnie w calej pro-anie najciekawsze sa te etapy, kiedy dziewczyny sa w stanie posunac sie coraz dalej, cos w stylu postepowania choroby. ciekawi mnie czy jest cos na ten temat?
-
Gość: niewidzialna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/29 23:14:14
bardzo ciekawi mnie ta strona. dużo jest w niej ciekawych informacji. trudno mi jest powiedzieć czy jestem chora? nie jestem zdiagnozowana. jednak po posiłku wywołuję wymioty, dobrze się kamufluję bo już od prawie roku nikt niczego nie podejrzewa. a może to normalne, że raz na jakiś czas ktoś sobie rzygnie na boczku? może dwa razy w tygodniu to granica normy, i można sobie pozwolić na coś takiego?
początkowo bałam się, ale teraz wszystko mam opracowane do perfekcji, napad, szklanka wody, dwa palce i wymioty. nie podobam się sobie, ale można powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do tego, że tak jest. myślisz, że poradzę sobie sama z tego wyjść, jeśli w ogóle jestem chora?
-
lavinka
2010/06/30 01:04:22
"Tylko co wtedy, gdy ktoś się o chorobę prosi? Gdy aktywnie ją u siebie rozwija?" To samo mona powiedziec o osobach, ktore codziennie jadaja w fastfoodach.
-
anty_pro_ana
2010/06/30 14:02:46
@thinsoul - wybacz, ale retoryka, której używasz sugeruje, że próbujesz coś mi wytłumaczyć lub do czegoś mnie przekonać, a nie po prostu wygłaszasz swoje zdanie.
Co do sudafedu itd. Problem tego, co widzą, a czego nie widzą rodzice to temat rzeka. Przyznam szczerze, że mam obawę przed opisywaniem ze szczegółami różnych "magicznych" trików w stylu pro ana czy ED. To jeden z tematów, przy którym muszę wziąć pod uwagę, czy to co ew. napiszę przyniesie więcej szkody, czy pożytku. Z tego samego powodu zrezygnowałam z innych tematów, np. kwestie prawne w leczeniu ED. Zgadzam się z Tobą, że to co ujęłaś jako postępy choroby jest ciekawym tematem. Przemyślę jak można w ciekawy sposób to ująć.

@niewidzialna - prowokowanie wymiotów po posiłku, niezależnie od tego jak często się to dzieje nie jest normą. Nie czuję się uprawniona do stawiania prognoz via Internet. I nie obraź się za szczerość, ale to, co napisałaś brzmi jak szukanie usprawiedliwienia na to co robisz. Trochę tak jakby narkoman usiłował przekonać się, że mała działeczka od czasu do czasu nie zaszkodzi. Czy da się samemu poradzić sobie z ED? Podobno niektórym się udaje, niektórzy są przekonani, że tak się nie da. Osobiście uważam, że warto skorzystać z pomocy.

@lavinka - wybacz, że nie odniosę się to Twojego komentarza, ale wyrwałaś zdania z kontekstu, który w tej sytuacji jest moim zdaniem kluczowy.
-
2010/06/30 20:48:57
@ nat. Napisałaś "Nie każda chora chce wyzdrowieć, bo objawy coś nam dają, napady bulimiczne były dla mnie znieczuleniem, a głodówki sprawiały, że czułam się silna, wartościowa. To coś, z czego trudno zrezygnować, zwłaszcza jak dorzuci się euforię z powodu zrzucanej wagi i to, że nagle stajesz się dla najbliższych pępkiem świata." Dokładnie tak samo jest z osobami w depresji, z alkoholikami i narkomanami. Na te choroby nie choruje tylko jedna osoba, w tym przypadku anorektyczka. Chorują na nie całe rodziny. Kiedy alkoholik przestaje pić, wszyscy jego bliscy uczą się żyć na nowo. Chorujący przyzwyczaja się do ulgowego traktowania, do przyzwolenia na pewne zachowania, które nie uchodziłyby innym, do współczucia. Pozwolenie sobie na bycie zdrowym i szczęśliwym to wcale nie jest taka prosta sprawa, m.in. dlatego, że bycie zdrowym to coś nowego, czego trzeba się nauczyć. A przecież choroba to coś, co znamy, co oswoiliśmy, co stało się częścią naszej osobowości. Zostawić to za sobą to jak porzucić część siebie. Myślę, że to jedna z najważniejszych przyczyn, dla których z choroby i nieważne, czy będzie to depresja, alkoholizm, narkomania czy anoreksja, tak trudno jest wyjść.

I dlatego też jak słyszę samo określenie "pro-ana", to mi się robi zimno. Bo grupa wsparcia dla alkoholików nie nazywa się pro-alko, a dla ludzi będących w depresji pro-depre. I dlatego też wydaje mi się, że rozumiem, czemu dla autorki bloga tak ważne jest rozgraniczenie anorektyczek i osób pro-ana. Bo sama warstwa słowna ma tutaj znaczenie.
-
Gość: thinsoul, *.olsztyn.mm.pl
2010/07/01 00:38:02
patrząc na to z tej strony... Ty napiszesz o lekach, hamujących łaknienie, a jakaś dziewczyna uzna to za dobry, wart wypróbowania sposób. jednocześnie sudi wśród pro-any jest tak popularny, że każdy z łatwością się na to natknie. one wcale się z tym nie kryją i wcale nie przejmują się tym, że przez ich dobre rady wyrządzają szkody. myślę, że najlepszym wyjściem tutaj byłoby po prostu zastąpienie nazwy sudi, określenie go po prostu lekiem - gdybyś miała kiedyś ochotę kiedyś o tym napisać. bo ja jestem ciekawa, czy i jak szkodzi to dla zdrowia, czy można się od tego uzależnić i jak bardzo popularne jest to wśród motylków. wydaje mi się, że bardzo. chyba każda dziewczyna, z tych bardziej 'wtajemniczonych', to wypróbowała. i wydaje mi się, że to jest skuteczne, że odechciewa się jeść, tylko nie mam pojęcia dlaczego? co jest w tym leku, i czemu w ulotce nie ma nawet wspomnienie, że nie należy go popijać kawą?
co do postępu, jest to bardzo ciekawy temat. nie chcę, żebyś odebrała to, że się chwalę, że na to wpadłam, tylko po prostu mnie samą to fascynuje. np można zauważyć pewną zależność - na początku dziewczyny są pełne zapału, motywacji i cieszą się z każdego kilograma, obiecując sobie, że nigdy nie wypróbują tych 'nienormalnych' sposobów, które praktykują bardziej doświadczone koleżanki. a potem - chyba już gdzieś o tym wspomniałaś? - ich tolerancja wzrasta. są w stanie posunąć się coraz dalej, są coraz bardziej nieszczęśliwa, a ich cele stają się coraz niższe. myślę, że one nigdy nie będą z siebie zadowolone. wiesz co mnie jeszcze śmieszy? wyznawanie zasady "wierzę w perfekcję i chcę ją osiągnąć" tuż obok "każdego dnia możesz być lepsza, niż wczoraj". jeśli zawsze może być lepiej, to znaczy, że nigdy nie będzie idealnie. i to jest ich największa pułapka.
przepraszam właścicielkę tych słów, ale są bardzo trafne; "to czlowieka wkręca. rozum gdzieś ucieka. ciągle jest Ci malo. ciagle się narzeka zamiast cieszyć, że juz jest się szczuplejszym o pare kilo. mialaś starą wagę bylo Ci dobrze, nie przejmowalas sie takimi bzdetami dopóki nie wpadlaś tutaj. wpadasz tutaj. kilogramy które tracisz są tylko drabiną do "celu" . osiągniesz cel i nie wiesz czy się cieszyć czy wyznaczyć kolejny.. " (wolałabym, żebyś ich nigdzie nie cytowała) tak naprawdę zarówno pro-ana, jak i sama anoreksja są straszne i bardzo smutne.
-
anty_pro_ana
2010/07/01 07:05:00
@noida - bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz.

Chciałabym jeszcze dodać jedną rzecz, którą dopiero teraz zauważyłam. Nat napisała: Napisałaś, że prawdziwa anorektyczka przeklina swoją chorobę. Otóż nic takiego nie napisałam. Samo pojęcie "prawdziwej anorektyczki" jest dla mnie kuriozalne, ale pomijając ten fakt - wyróżniłam tylko grupę osób, które chorują na ED i szukają sposobu jak się swojego zaburzenia pozbyć. A to nie wyklucza istnienia osób o postawie przeciwnej.
-
Gość: niewidzialna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/05 15:34:19
istnieje taka możliwość, że jestem chora... nie obrażam się, przecież sama tu napisałam oczekując odpowiedzi. wręcz dziękuję Ci za nią. zrobiłam to dziś i wczoraj i przed wczoraj też i codziennie ostatnio (znaczy wywoływałam wymioty) skoro normą jest wyróżnianie się, dlaczego takie sposób oddawania posiłku jest zły? wymiotowanie jest przecież naturalne ludzie często to robią! wiem, że być może powiecie, że to jest wyparcie, ale ja nigdy tego nie chciałam i pewnie usprawiedliwiam się teraz... pomyślałam, że gdyby zacząć z tym walczyć to właśnie tak, żeby choć powstrzymywać się od robienia tego codziennie...
-
anty_pro_ana
2010/07/05 22:28:17
@niewidzialna - zakładam, że podstawową wiedzę na temat układu pokarmowego człowieka masz. Z niej wynika różnica między wydalaniem czy wypróżnianiem a prowokowaniem wymiotów. Wymioty są reakcją organizmu na wiele różnych rzeczy - zatrucie, przejedzenie, infekcje itd. i wtedy można powiedzieć, że są normalne.
Zadaj sobie pytanie - jak czujesz się wymiotując, a jak czujesz się wypróżniając? I jeszcze ważniejsze - jak czujesz się, gdy nie możesz zwymiotować?
Usprawiedliwianie się to też reakcja obronna. Tylko chyba warto, abyś zdała sobie sprawę, że w ten sposób nie przekonujesz innych, ale samą siebie. Sytuacja w jakiej jesteś jest dla Ciebie niewygodna, gdzieś tam w Tobie pojawia się chęć zmian, ale z drugiej strony - tak polegasz na tym, co robisz z jedzeniem, że chciałabyś to zachować.
Co do powstrzymywania się - życzę Ci siły, żeby udało Ci się to osiągnąć. Tylko pamiętaj, że jeżeli uda Ci się nie wymiotować 1, 2 i 3 dni, to co zrobisz gdy kolejnego dnia poczujesz się silna, dumna z siebie, i postanowisz nagrodzić się za dobre sprawowanie prowokowaniem wymiotów właśnie?
Terapia anoreksji, bulimii