Blog > Komentarze do wpisu

Imperatyw rozmnażania

Niektórym osobom wydaje się, że zaburzenia odżywiania, pro ana, motylki oznaczają myślenie wyłącznie o sobie. Oczywiście nie jest to takie proste, bo chyba nie sposób jest poświęcać całą uwagę sobie - np. poprzez używanie innych ludzi jako odniesienia w postreganiu i ocenie swojej osoby. Przyglądając się dyskusjom towarzyszącym artykułom na temat pro ana i ED obecnym w sieci, zauważyłam, że jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko pro ana oraz zaburzeniom odżywiania jest kwestia posiadania potomstwa. "Nigdy nie będziecie mogły mieć dzieci" - to zdanie jest używane we wszelkich możliwych formach i odmianach. Stąd pytanie - czy osoby praktykujące pro ana zastanawiają się nad posiadaniem potomstwa? Jak wyobrażają sobie macierzyństwo i własną rodzinę (z premedytacją pomijam kwestię ojcostwa, ponieważ jeszcze nie udało mi się trafić na motylka płci męskiej)?.

Ponieważ zwolenniczki pro ana reprezuntują różne grupy wiekowe i różny poziom dojrzałości (mam tu na myśl bardziej kwestię psychiki niż fizyczny aspekt dojrzałości) sposób postrzegania macierzyństwa wśród motylków bywa bardzo różny. Wyróżniłabym pewne uniwersalne etapy (wraz z ilustrującymi je cytatami):

Etap 1 pt. "mnie to nie dotyczy"

Nie martwię się brakiem okresu. Niby dlaczego miałabym się tym przejmować? Ból, puchnięcie, zwiększony apetyt - nie ma w tym nic przyjemnego. Ciąży na razie nie planuję, przecież mam dopiero 14 lat. Z resztą wątpię, abym kiedyś tam chciała mieć dzieci. Bo niby po co? Żeby przytyć 20 kilo w ciąży, nabawić się rozstępów, a potem uganiać się wszędzie z rowrzeszczanym bachorem?

 

Etap 2 pt. "wątpliwości"

Do tej pory nie zastanawiałam się nad urodzeniem dziecka, chyba po prostu byłam zbyt młoda. Wydawało mi się nawet, że nigdy nie będę chciała urodzić. Teraz, gdy mój brat ożenił się i ma swoją Kruszynę, coraz częściej rozmyślam o tym jakie to uczucie tulić i kochać własne maleństwo. I chyba tylko to powstrzymuje mnie przed kompletną autodestrukcją. Jeżeli mam się głodzić to rozsądnie, nie chcę zaprzepaścić czegoś teraz, a potem żałować do końca życia.

 

Byłam u ginekologa, nie jestem w ciąży, brak okresu to wynik wyniszczenia organizmu.
Powiedziano mi, że jak osiągnę wagę ok. 45-47kg okres sam wróci, ale jak spytałam o ewentualne zajście w ciąże...
była cisza...
Czyżbym sobie spaprała życie?
Czyżbym tak zamęczyła swoje ciało?
Przecież jestem młoda, to nie da się go zregenerować?
Mówienie: "Jest gdzieś tam jakaś szansa..." do prawie 20-latki jest śmieszne.
Uda się czy nie?
Nie wybaczę sobie nigdy jak okaże się, że tak się zniszczyłam..

 

Etap 3 pt. "wyobrażenia"

Nienawidze mojej matki, ze pozwolila mi dopuscic sie do takiego stanu. Ale jestem tez jej wdzieczna bo dzieki temu wiem ile bede mogla zrobic dla swojej corki jak juz ja bede miala. Bedziemy od poczatku stosowac zdrowa diete, zadnych slodyczy, ani fastfoodow. Moze nawet przejdziemy na wegetarianizm. Duzo warzyw i zdrowego jedzonka. Naucze ja wszystkiego co wiem o odchudzaniu. To bedzie nasze wspolne doswiadczenie matki i corki jakiego ja nigdy nie miałam. (...)Moja corka bedzie mi wdzieczna jak wszystkie kolezanki beda jej zazdroscic, i nie bedzie mogla opedzic sie od chlopakow.

 

Etap 4 pt. "plany"

na wszystko w życiu przychodzi właściwy czas
czas odchudzania jest teraz, ale boję się, że powoli kończy się
wczoraj mój K. zagadnął mnie o dziecko
to pytanie zmroziło mnie
potem pomyślałam sobie - dlaczego nie
zawsze marzyłam o tym, o mojej własnej rodzince
wiem, że jeżeli będę mamą, to będę w tym dążyć do perfekcji jak na prawdziwego motyla przystało
gdybym zaszła w ciążę trochę byłoby mi smutno rozstawać się z Wami moje kochane, ale same rozumiecie
a po urodzeniu będziecie mi jeszcze bardziej potrzebne, bo przecież będę chciała uzyskać wymarzone ciało - szczupłe i piękne
więc nawet jeżeli zajdę w ciążę, to nie mówię "żegnajcie", ale tylko "do zobaczenia"

 

Etap 5 pt. "realizacja"

ja przed ciązą wazyłam 46 kg w ciązy przytyłam 20 a miesiac po urodzeniu wazyłam juz 42 kg :) a to tylko dlatego ze nie jadłam ,samotnie wychowywałam córke z pomoca mamy wiec dodatkowo doszedł jeszcze stres no i konczyłam szkołe wiec wogóle nie miałam na nic czasu . od urodzenia pierwszego dziecka mineło 3,5 roku a ja jestem w molejnej ciązy :) już 8 miesiac przed ta ciaza ważyłam 47 kg a teraz wazeze juz 62....mam nadzieje ze zgubie te zbedne kilogramy i dojde do 45 kg wiem ze nie bedzie juz tak łątwo jak przy pierwszym dziecku poniewaz teraz jestem szcesliwa męzatką i dodam ze mąz lubi dobrze zjeśc wiec gotując mu boje sie ze bede podjadała:( no ale czerwona branzoletka na reke i wracamy do pro ana :)

 

O tym, jak silny jest imperatyw rozmnażania świadczy to, że chęć urodzenia zdrowego dziecka często bywa dość silną motywacją w zrezygnowaniu z pro ana czy podjęciu leczenia ED. Trzeba zaznaczyć, że zwykle towarzyszy temu dodatkowa motywacja w postaci kochającego przyszłego ojca dziecka.

Nie znaczy to jednak, że gdy dziecko przyjdzie na świat młode mamy zapominają o swoich pragnieniach i chudych ideałach. Potrzeba bycia "idealnie chudym" często tkwi w nich tak mocno, że wracają do pro ana po wskazówki i wsparcie. Bo motylki to nie tylko niedojrzałe nastolatki i młode dziewczyny, ale są wśród nich także kobiety, które podjęły decyzje lokujące je w świecie dorosłych - małżeństwo i macierzyństwo. Czy da się pogodzić bycie pro ana i bycie matką? Okazuje się, że tak. Na siłowni zawsze można wybrać te zajęcia, w czasie których dzieci ćwiczą razem z mamami. Własną dietę i przygotowywanie posiłków dla rodziny przy skrupulatnym planowaniu zawsze można pogodzić. Planowane napady i towarzyszące im zabiegi przeczyszczające zawsze można przełożyć na "kiedy dziecko pójdzie spać".

Kiedyś na jednym z blogów pro ana trafiłam na zdjęcie - typowe motylkowe zdjęcie, na którym młoda kobieta fotografowała się przed lustrem, aby pochwalić się zgubionymi kilogramami. Nietypowy był widok raczkującego w tle malucha. Przypomniał mi się także jeden z odcinków programu Interwencja, którego bohaterką była chorująca na anoreksję samotna mama 6-letniej dziewczynki. W odcinku tym była pokazana scena, w której dziewczynka odmawia zjedzenia posiłku "bo mama też nie je". W tym kontekście typowe dla pro ana zdanie "to co robię ze swoim ciałem to moja sprawa" nabiera nowego znaczenia. Nawet wtedy, gdy macierzyństwo nie oznacza calkowitego i bezmyślnego poświęcenia matki dla dziecka, to gdy towarzyszy temu brak odpowiedzialności za dziecko - to jest już patologia.

poniedziałek, 05 lipca 2010, anty_pro_ana

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: monia-art, *.is.net.pl
2010/07/06 19:59:08
Nie będę komentować...Bardzo trafnie to ujęłaś Perfidia.Z wieloma stwierdzeniami się zgadzam i co jest niestety smutne większość dotyczy również mnie.
Ale wiem,że będzie lepiej.BĘDZIE DOBRZE,bo MAM CEL i WIEM CZEGO OCZEKUJĘ OD ŻYCIA.
-
anty_pro_ana
2010/07/07 11:13:46
@monia - bardzo podoba mi się Twoje nastawienie, powodzenia :-)
-
Gość: monia-art, *.is.net.pl
2010/07/07 16:18:00
Oj dziękuję bardzo Perfidio.Nawet nie masz pojęcia jak teraz potrzebuję takich i podobnych słów.Cieszę się bo chociaż jest trudno NIE PODDAJE SIĘ! WALCZĘ I CZUJĘ,ŻE TĄ WALKĘ WYGRAM!Ostatnio nie mam czasu na nic-tym bardziej na czytanie blogów i udzielanie się na forum.Może niedługo to się zmieni.TERAZ CHCĘ A RACZEJ POTRZEBUJĘ ZAJĄĆ SIĘ SOBĄ,bo ostatnie moje zycie to była taka "jazda bez trzymanki",prosto w ramiona śmierci.Teraz to się powoli zmienia.Widzę cel,ba MAM CEL i nie zrezygnuję z dążenia do tego CELU.
Pozdrawiam z nadzieją,że kiedyś będę mieć troszkę więcej czasu.;)
-
anty_pro_ana
2010/07/08 12:28:05
@monia - witaj w klubie "niezwykle zajętych" ;-) Nie przejmuj się takimi drobiazgami jak forum czy blogi. Cieszę się bardzo, bo z Twoich komentarzy bije optymizm. Taki zdrowy, zaraźliwy optymizm. Na przekór tym wszystkim, którzy twierdzą, że lepiej być nie może. Zawsze może! Pozdrawiam :-)
Terapia anoreksji, bulimii