Blog > Komentarze do wpisu

Jak wykiwać psychologa

Dzisiejsza notka jest zainspirowana następującą wypowiedzią znalezioną na jednym z blogów pro ana:

No i stało się, byłam na pierwszej wizycie. Pani psycholog - owszem ładna i młoda. Szkoda tylko, a może na szczęście niesamowicie naiwna i głupia. Wypytywała mnie o moją dietę, o to jak udało mi się tak bardzo schudnąć, a ja nawciskałam jej kitów o zdrowym odżywianiu, warzywach, ciemnym pieczywie, unikaniu słodyczy itd. Ha! Za tydzień następna wizyta i jestem pewna, że ostatnia. Bo przecież nic mi nie jest, a dążenie do szczupłej sylwetki nie jest żadną chorobą, a wręcz przeciwnie.

Na marginesie dodam, że autorka tej wypowiedzi ma BMI około 16, stosuje dietę na poziomie 300 kcal, regularnie też prowokuje wymioty w sytuacjach, gdy okoliczności zmuszają ją do zjedzenia czegoś spoza ułożonego przez nią jadłospisu.

Czytując blogi pro ana dość często spotykam się z opisami spotkań "motylków" z psychologami czy psychiatrami. Najczęściej sprowadza się to do tego, że zaniepokojona rodzina (rodzice, partner, mąż itd.) wymusza podjęcie leczenia, "motylkowi" taki pomysł się nie podoba, więc po krótszych lub dłuższych kłótniach, unikaniu tematu, plucia jadem na blogu itd. itp., "motylek" idzie do psychologa z założeniem, że to tylko dla uśpienia czujności i uniknięcia niechcianych konfliktów w formie otwartej. Wg moich obserwacji wśród motylków panuje powszechne przekonanie, że bardzo łatwo jest manipulować psychologiem, i że wystarczy tylko odpowiednio odegrać swoją rolę, aby psycholog uznał, że problemu nie ma, poinformował o tym rodzinę, a "motylek" mógł w spokoju dalej chudnąć.

Powstaje pytanie - czy da się wkręcić psychologa/psychiatrę?

Rozmawiając z różnymi osobami, które zajmują się psychiatrią czy prowadzą terapię, wypytuję o to, czy są w stanie wyłapać tego typu manipulacje, jaki jest ich stosunek do tego, jak postepują, gdy podejrzewają, że ich pacjentka po prostu kłamie. Oczywiście odpowiedzi są różne, ale spróbuję uogólnić to, czego się dowiedziałam.

  1. Wyłapanie tego, że pacjent kłamie nie jest trudne (w grę wchodzi doświadczenie, obserwacja pacjenta, jego mowy ciała, konsekwencja wypowiedzi, wypowiedzi rodziny).
  2. Przyłapanie pacjenta na kłamstwie nie oznacza, że psycholog czy psychiatra od razu konfrontuje ten fakt ze swoim podopiecznym.
  3. To, że pacjent kłamie i czego kłamstwa dotyczą jest informacją równie ważna jak sytuacje, w których pacjent jest szczery.
  4. Psycholog czy psychiatra okłamywany przez pacjenta nie czuje się urażony, zraniony, oburzony, poniżony, itd., ze wzgledu na specyfikę relacji pacjent - psycholog/psychiatra.
  5. Wszystkie konsekwencje tego, że pacjent kłamie, ponosi pacjent.

Tak więc wynika, że w wielu przypadkach osoby, które próbują manipulować psychologiem czy psychiatrą i są przekonane, że im sie to udaje, bardzo grubo się mylą. A zaprzeczanie temu to moim zdaniem po prostu naturalna reakcja manipulatora, który został zrobiony w konia.

Czy ktoś zechce podzielić się swoimi doświadczeniami na ten temat?

czwartek, 07 kwietnia 2011, anty_pro_ana

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: friducze, *.static.korbank.pl
2011/04/07 20:45:23
W moim wypadku okłamywania psychologa miało miejsce wtedy kiedy na prawdę zależało mi na terapii a kontrakt terapii przewidywał np zakaz jakichkolwiek używek. Abstrahując od alkoholu który zdarzał się na jakichś imprezach głównie bałam się przyznać do różnych używek wspomagających, narkotyków od których byłam w pewnym sensie uzależniona. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale wiedziałam też że bez terapii sobie nie poradzę. Psycholog jednak wiedząc o moich skłonnościach postawiła warunek czystości, i w razie jego złamania mogła zerwać terapię i przykładowo skierować mnie na odwyk. Dlatego kłamałam, bo wiedziałam że na odwyk nie pójdę na pewno i dlatego że to "uzależnienie" było stricte związane z zaburzeniami odżywiania.

Odnosząc się jednak to tematu z notatki powyżej uważam że manipulacja w temacie jedzenia, okłamywanie psychologa bo rodzice każą iść do psycho mija się z celem. Taka osoba nie ma szans wynieść czegokolwiek z terapii bo tej terapii po prostu nie chce, niezależnie do jak "dobrego" specjalistu trafi. Na terapię powinny iść osoby zmotywowane do leczenia, a nie motylki których rodzice je tam zaciągają na siłę.
-
Gość: blu, *.dynamic.chello.pl
2011/04/07 22:21:28
A ja nie miałam odwagi pójść na terapię gdy byłam niepełnoletnia, bo wymagałoby to zgody/przyznania się matce. W pewnym sensie łatwiej jest mi się leczyć, gdy jestem dorosła. To jest druga strona medalu.
Moja matka raczej chce zobaczyć jakieś potwierdzenie, że wszystko jest ok. Wielokrotnie pokazuje mi, że uważa, że osoby, które mają jakiś problem z jedzeniem są wg. niej gorsze, i że posiadanie innych niż ona nawyków i preferencji niż ona nie jest ok.
Z psychologiem jestem szczera. Tylko czasami jest mi potwornie, potwornie głupio mówić o objawach, bo głupio jest narzekać na coś, co sama sobie robię. Ale zapytana, nie kłamię. Inna sprawa, że a) jestem osobą dorosłą b) sama płacę za terapię
więc o usypianiu czyjejś czujności (w kontekście terapii akurat) nie ma mowy.

Łii, ale się dzisiaj u ciebie rozpisałam xD
-
makrofag
2011/04/07 22:37:13
Czy da się kogoś wyleczyć na siłę? Jak pacjent chce sobie marnować energię na kłamanie to znaczy, że nie jest jeszcze gotowy do leczenia terapii.
Co nie oznacza, że należy natychmiast to konfrontować - niekiedy trzeba czasu na zbudowanie relacji, oczyszczające przyznanie do kłamstwa. I w tym momencie "leczenie" się zaczyna. Pewna część niezmotywowanych pacjentów musi przekonać się, że nic nie jest robione wbrew ich woli, a za leczenie to jest odpowiedzialny tak prawdziwie on sam.
-
Gość: Asia33, *.zacheta.szczecin.pl
2011/04/08 22:27:09
Ja (pracuję z uzależnionymi) kłamstwa poznaję też po tych niespójnościach, swoistym braku logiki i uporządkowania w "kłamanym" temacie, oraz po nieadekwatności reakcji emocjonalnych do wypowiadanej treści. Czasem w demaskacji pomaga mi alkomat ; Czy da się jednak oszukiwać? Pewnie, że tak, na pewno o wielu kłamstach nie wiem, ale wcale mi nie zależy na tej wiedzy - to nie moja terapia ;) To pacjent jest odpowiedzialny za swoje decyzje i podejście do leczenia.
-
2011/04/09 18:10:34
Kto wykiwuje psychologa, wykiwa tylko sam siebie. Przy okazji marnując sobie życie i zdrowie.
-
anty_pro_ana
2011/04/09 23:25:51
Dzięki za wszystkie komentarze :-)
-
2011/04/11 10:46:07
Psychologa/psychiatrę początkującego, zielonego w danej dziedzinie - i owszem, da się wpuścić w maliny. Tyle że taki psycholog albo psychiatra jest świadom własnego niewielkiego doświadczenia i tym uważniej przygląda się pacjentowi i swoim reakcjom. Dodatkowo przecież konsultuje się (przynajmniej powinien) ze swoim superwizorem, zatem nawet jeśli na pierwszych wizytach da się poprowadzić mylnym tropem, to na następnych zauważy, że coś w tej opowieści pacjenta nie bangla.

Doświadczony spec w danej dziedzinie widział takich anorektyczek czy bulimiczek dziesiątki. Trzeba mieć naprawdę wyśmienite umiejętności, żeby komuś takiemu sprzedać kłamstwo, tym bardziej że trudno wymyślić wiarygodne zasłony dymne, które nie pochodziłyby z bardzo powtarzalnego repertuaru (jem zdrowo, mam problemy z układem pokarmowym itp.), słyszanego przez takiego speca setki razy.

Nie twierdzę, że psycholog jednym rzutem oka ogarnia duszę i przyległości, bo to byłaby z mojej strony głupota. Ale wiem, że uczy się mądrego, sceptycznego słuchania, myślenia, zauważania i sprawdzania po wielekroć samego siebie. Z fakultetów z psychoterapii zapamiętałam przede wszystkim dwie rzeczy: nie ma jednej odpowiedzi/rozwiązania, jest wiele możliwych, uzupełniających się przyczyn; oraz że największy błąd to przekonanie o własnej wszechwiedzy i wyśmienitym wyczuciu terapeutycznym.

tl;dr: Na krótką metę da się zamydlić oczy specjaliście, ale to on ma umiejętności i doświadczenie w wykrywaniu takiego mydlenia. Chociaż oczywiście można też trafić do zobojętniałego, schematycznego bałwana, który oleje pacjentkę i przyjmie za dobrą monetę jej słowa. Chcę jednak wierzyć, że takich jest niewielu.
-
Gość: blu, *.dynamic.chello.pl
2011/04/11 23:54:08
ija_ijewna, ale... po co?
dobry psycholog i dobry psychiatra- to taki, co umie wyleczyć?
czy taki, który umie dociec prawdy?
jeśli ktoś umie mi pokazać, że jest po mojej stronie (nie w sensie, że da mi się wykończyć, ale w sensie, że chce żebym była zdrową, dorosłą osobą)... jeśli komuś zaufam, to nie muszę kłamać, i nikt nie musi tego demaskować
i mój psycholog może być "bałwanem", i skupić się na ważnych rzeczach, a nie na rozkminianiu kłamstw
-
anty_pro_ana
2011/04/12 00:06:17
Blu
Dobry lekarz czy terapeuta, to taki, który jest w stanie pomóc. I myślę, że umiejętność określenia tego czy pacjent kłamie czy nie jest ważną częścią tego. Nie jedyną częścią, ale ważną. Z kilku powodów: 1) bez tego nie sposób określić czy w relacji z pacjentem jest zaufanie 2) ciężko jest pracować w oparciu o niepełne fakty 3) jeżeli ktoś idzie do lekarza/psychologa z założeniem, że będzie nim manipulować, to świadczy to o tym, że w tym momencie nie jest gotowy do podjęcia leczenia, a taka informacja jest ważna choćby po to, aby ustalić od czego zacząć - od przyglądania się problemom, czy od zbudowania motywacji do leczenia.
-
2011/04/12 11:31:23
@antyproana Sto procent racji, pani redaktor.
Jaką wartość ma relacja terapeutyczna (czy jakakolwiek) oparta na kłamstwie?
Zgadzam się, że terapeuta nie musi, a czasem nawet nie powinien, konfrontować pacjenta z tym, że widzi jego/jej mijania się z prawdą, bo akurat może na tym etapie bardziej by to zaszkodziło terapii niż pomogło.
Ale kompletnie nie wyobrażam sobie terapii, w której terapeuta wierzy w kłamstwo, które jest osiowym, głównym elementem problemu pacjenta. To tak, jakby leczyć alkoholika, wierząc, że on nie pije. No to po co leczyć, jak nie pije?
-
Gość: agataka, *.ds4.univ.gda.pl
2011/04/16 17:09:10
Eh... Temat jest trudny. Inaczej sprawa szczerości wygląda u pacjentow dorosłych inaczej u młodzieży (nie wiem do jakiej kategorii zaliczala sie ta dziewczyna, ale wiele anorektyczek zalicza sie do pierwszej kategorii). jak sama jeszcze byłam pod opieką psychiatry dzieciecego i zarowno psychiatra jak i psycholog kontaktowal sie z moja mama wielokrotnie w gabinecie sciemnialam (bajek mogl by mi pozazdroscic Andersen). Był to zapewne przejaw mojej niedojrzałosci, ale przedewszystkim braku bezpieczenstwa wywołanym kontaktem lekarza i sychologa z mama i tego ze nigdy nie moglam byc pewna ze cos z tego gabinetu nie wyjdzie.

Pacjenci dorosli maja o tyle łatwiej, że to do nich należa wszystkie decyzje. Informowanie rodziny, leczenie szpitalne ect. I nie do konca rozumiem osobe dorosla klamiaca u lekarza. Jej leczenie jej decyzja. Lęk przed rozmowa, brak zaufania - w porzadku mowisz o tym o czym chcesz, ale zawsze można powiedziec, że nie chce sie o czyms rozmawiac, że to za trudne. Prawda jest taka ze jedno klamstwo rodzi nastepne, bo trudno powiedziec prawde na pytanie od kiedy wystepuje dany objaw gdy ukrywalo sie go miesaiacami czy latami.

Do szczerości trzeba dojrzec i poczuc, że rozmawiamy z własciwa osoba. Myśle jednak, że jezeli chcemy sobie pomoc (opor wynika z leku, a nie z tego ze nam z objawem dobrze) to jestesmy w stanie sie przelamac.

Sie rozpisalam pozdrawiam autorkę bloga
-
Gość: kolek, *.sta.tvknaszapraca.pl
2015/04/07 17:20:05
Jeśli ktoś chce wykiwać psychologa to po co się do niego udaje? Psycholog ma nas zrozumieć, zajrzeć w głąb naszej duszy i nam pomóc. Więc po co coś ukrywać?
-
jungler432
2017/11/15 10:14:03
Mój kuzyn leczył się w Wielkopolskim Instytucie Psychoterapii (wip-poznan.pl/psychoterapia). Jego depresja odeszła w zapomnienie! Jest zdrów jak ryba!
Terapia anoreksji, bulimii