Blog > Komentarze do wpisu

Jaki koń jest, każdy widzi

Ostatnio otrzymałam kilka maili i komentarzy (poleciały do kosza) o dość podobnej treści. Można ją streścić w 4 punktach:

  1. ten blog nie ma sensu,
  2. każdy ma prawo robić/pisać to co chce,
  3. to nieładnie "śledzić" "motylki" i wtrącać się w czyjeś życie,
  4. kim ja jestem lub kto mi dał prawo do pisania na temat pro ana.

I tak od mniej więcej dwóch tygodni zastanawiałam się nad tym czy jest sens pisać na ten temat i tłumaczyć się. Bo ileż można? W końcu doszłam do wniosku, że powyższe probemy powracają jak bumerang i powracać będą, i nie jestem w stanie zrobić nic, aby temu zapobiec. Zatem bezsensem byłoby tracenie czasu na komentowanie powyższych punktów.

Niniejszym zatem informuję wszystkich, którzy ostatnio poświęcili swój cenny czas, aby uświadomić mnie, że to co robię prowadząc tego bloga nie ma sensu, jest ble itd., że póki ja widzę sens w pisaniu tutaj, to pisać będę póki mi weny i czasu starczy.

Zaskakujące w tym wszystkim jest to, jak wiele z tych osób, które uważają tego bloga za nonsens, zdaje się być regularnymi i dość wnikliwymi czytelnikami.

PS Przepraszam za tytuł od czapy, ale generalnie kiepsko mi szło z wymyśleniem sensownego tytułu. Poza tym, czy wszystko zawsze musi mieć sens? ;-)

sobota, 09 kwietnia 2011, anty_pro_ana

Polecane wpisy

  • Gdzie mnie jeszcze nie było?

    W radiowej Trójce ;) Audycja z cyklu Świat zwariował .

  • Napisali o nas w Newsweeku

    Jak w tytule. Wersji elektronicznej artykułu jeszcze nie ma, ale jak ktoś ma dostęp do wydania papierowego, to zachęcam do przeczytania artykułu Małgorzaty Świę

  • Wywiad

    Doczekałam się wywiadu ze mną ;) Zapraszam do lektury: http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,13863852,_Motylki_ciagle_konkuruja___kto_mniej_zjadl__kto_ile.h

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
anima.1
2011/04/10 12:32:49
Pierwsze co mi przyszło na myśl po przeczytaniu kilku początkowych zdań nasunęło mi dokładnie tę samą myśl, którą później również i Ty się podzieliłaś, mianowicie dlaczego poświęcać (tracić) swój czas na przeglądanie i komentowanie bloga, który rzekomo nie ma sensu?
A może właśnie treści tu zamieszczane są na tyle wartościowe, a przy okazji dla niektórych zagrażające, że moim zdaniem ważne, żeby się pojawiały, bo stanowią znaczącą alternatywę dla olbrzymiej społeczności pro-ana. Osobiście jestem pewna, że ten blog MA SENS dla wielu osób. Zarówno tych pogrążających się w chorobie, tych, które zdrowieją i chcą to robić dalej, a także dla osób jawnie przyznających się do pro-ana, które prędzej czy później uświadomią sobie stratę olbrzymiej części swojego życia na coś, co je życia pozbawia.

Nie podoba Ci się blog? Nie czytaj. Takie to skomplikowane?
-
Gość: Miszka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/04/10 12:57:12
W tym kraju - jak na razie - wolność słowa jeszcze mamy. I chociaż daj człowieka, a znajdzie się paragraf - chwilę siedziałam nad naszą piękną konstytucją i moja wyobraźnia nie dała rady cię podciągnąć pod żaden z tam wymienionych zakazów. :)

Nie dogodzi się wszystkim. A zwłaszcza sprawy kontrowersyjne budzić będą tyle aplauzu co protestów - tych drugich nawet więcej.

Pisz, na przekór. Chyba najgorsze co może być to brak reakcji od czytelników - ty komentarze zwrotne regularnie otrzymujesz, choćby było to widać gdy nam zniknęłaś :)
Osoby przytaczające argumenty, które wkleiłaś w poscie same sobie wystawiają laurkę.

Nie znikaj już drugi raz :) I chociaż piszę z przeciwnej strony barykady, czytam Twój blog regularnie od powstania i będę do końca twierdzić że nie da się go przecenić :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/04/10 16:59:51
Ja widzę ogromny cel w tym co robisz. Jest to mało ważne, że często w tak ironiczny sposób kpisz z motylków, bo faktem jest, że niektórym się należy. Ja ogromnie żałuję, że nie weszłam na takiego bloga 4 lata temu, bo wówczas miałabym szanse uratować swoje życie. Dlatego mam nadzieję, że wejdzie tu kiedyś jakiś "motylek" i przemówisz mu swoimi słowami. Nie liczy się to co inni myślą, ci którzy szczycą się pro-aną i całym bagnem. Choćby miało to przemówić do jednej osoby... to już jest Twoja wygrana. Bo właśnie mogłaś ocalić komuś życie...
Pozdrawiam!
Courage
-
anty_pro_ana
2011/04/10 21:12:47
Dziękuję Wam bardzo. Szczerze mówiąc, to mój odruch odpowiadania na ww zarzuty wynika raczej z tego, że lubię mieć ostatnie zdanie, zwłaszcza w sytuacji, gdy zarzuty są od czapy. Bo co do tego, że pisanie tutaj ma sens to nie mam żadnych wątpliwości - komentarze i maile, które dostaję świadczą same za siebie. Pomijam już własną prywatną satysfakcję wynikającą z zaspokojenia moich twórczych zapędów - malować, śpiewać, pisać wierszy nie umiem, więc chociaż tutaj mogę się twórczo wyżyć.

Co do niedawnej przerwy w pisaniu, to wynikała ona przede wszystkim z tego co nazywa się "wypaleniem zawodowym" - w momencie gdy każdy pomysł na nową notkę wydawał się być banalny i głupi, gdy każdy artykuł na temat ED i wpisy z blogów pro ana wydawały się wtórne i przestały mnie inspirować, to stwierdziłam, że chwilowo nie mam o czym pisać i tyle. I dopóki nie byłam przekonana, że wrócę, to wolałam siedzieć cicho. Nie wiem czy taka sytuacja nie zdarzy się, nie chcę nic obiecywać, natomiast wiem, że tęskniłam do prowadzenia bloga. Pozostaje jeszcze problem wyczerpania tematu, no ale z pomocą wszystkich ciekawskich, którzy podsyłają mi pytania na razie chyba mi to nie grozi.

Przy okazji chciałabym rozwiać plotkę krążącą w sieci, że mój brak aktywności spowodował zmniejszenie zainteresowania czytelników tym, co do tej pory napisałam. Ilość odwiedzin wcale nie zmalała przez te kilka miesięcy.

Pozdrawiam :-)
-
2011/04/11 10:51:20
Rozkoszna jest ta sprzeczność punktu drugiego z czwartym. "Każdy może robić co chce, ale kto ci dał prawo do pisania takich rzeczy."
Cieszę się, że Ci jeszcze ten temat nie zbrzydł, i że tak potrzebny, fajny blog wznowił działalność.
-
2011/04/12 09:22:03
Stanę w poprzek nieco. Nie będę powtarzać, że blog jest świetny, a Ty potrzebna, bo to jest jasne i oczywiste. Co mnie zatrzymało to fakt, że internet żyje sobie swoim życiem i często osoby - ja na przykład - wchodzą na czyjegoś bloga po kilku ltach jego działalności. Jeśli jest w moim typie, czytam od samego początku, nieraz - tylko od momentu, kiedy zaczęłam, ewentualnie dwa, trzy miesiące wstecz. Dlatego, szczególnie przy tak delikatnej materii jak ta, wydawałoby mi się zasadne przypominanie co jakiś czas, po co to robisz (znaczy się "kuku" motylkom), ewentualnie może to gdzieś wpisać na stałe?... A to że włącza Ci się przekora, rozumiem. Tylko czy można być przekornym wobec choroby?... Bo to, że nie oporujesz ludziom zdrowym, to wiesz lepiej ode mnie.
-
anty_pro_ana
2011/04/12 13:31:59
Kiedyś myślałam o tym, że zrobić coś w rodzaju FAQ. W sumie pytanie po co ten blog jest chyba najczęściej zadawanym. Masz rację, że warto taką informację gdzieś wyeksponować.

Czy można być przekornym wobec choroby? Moim zdaniem nie sposób ująć to jako po prostu "chorobę". To zawsze jest "choroba + człowiek". I choć zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo dużo tego co robią "motylki" jest efektem choroby, to nie uważam, że z tego powodu należy pomijać pewne rzeczy milczeniem/aprobować/godzić się z nimi. Być może nie jest to poprawne politycznie, ale w momencie, gdy czytam "przecież one są chore", to mam w tym miejscu jedno pytanie - czy to jest dostateczne usprawiedliwienie/wymówka? To, że podważam coś, nie znaczy, że nie wiem, że jest to przynajmniej częściowo efektem choroby.
-
2011/04/12 17:49:15
Co do FAQ z odpowiedzią na pytanie: "po co ten blog?"...
Wchodzimy na bloga. Po prawej stronie, duży czerwony napis: "Spis treści", poniżej drugi czerwony napis: "Zanim skomentujesz". Klikam na pierwszy - w jednej z pierwszych linijek widzę odnośnik "Po co ten blog?". Klikam na drugi - nawet pobieżne przejrzenie punktów (zwracając uwagę tylko na parę pierwszych słów po cyferce, to się rzuca w oczy) pozwala zauważyć, że jakaś (i to nie "na odwal") odpowiedź na to pytanie jest.

Wydaje mi się, że jak ktoś ma się czepiać, to będzie, nawet jeśli zrobisz stronę główną, na której wielkimi literami zawsze pierwszą rzeczą będzie odpowiedź, czemu piszesz...

Więc w robienie nowego FAQ bym się na Twoim miejscu nie bawiła specjalnie, ewentualnie możesz zmienić któryś nagłówek, jeśli uznasz za konieczne ;)
-
anty_pro_ana
2011/04/12 23:52:04
Jaskółko - niestety wg statystyk zakładka "zanim skomentujesz" jest rzadko odwiedzania i rzadko czytana. Już od dawna myślałam o tym, żeby coś przeredagować, wyrzucić, dodać. Może FAQ lepiej się sprawdzi.
-
Gość: M., *.ssp.dialog.net.pl
2011/04/16 16:04:31
Ja regularnie odwiedzam Pani bloga, odkąd wiem o jego istnieniu :-)

Mam ED od kilku lat i jakoby jestem (byłam?) pro-ana - na pewno moja choroba pogłębiła się dzięki przebywaniu na forach o tej tematyce. W sumie dalej na nich siedzę i utrzymuję kontakt (może nie z typowymi "motylkami" bo tego znieść nie mogę). Więc zmierzając do sedna sprawy... Uważam, że tematy, które się tutaj porusza są bardzo interesujące i ważne - zarówno dla zdrowych, "zwykłych" osób, jak i takich jak ja. Jako osoba nijako "doświadczona" w tym wszystkim, trwająca w ślepych korytarzach oblepionych pączkami i wodzona za nos przez idyllę ciul wie skąd, czuję wielką ulgę czytając niektóre komentarze o podniesionej świadomości w tych tematach itp. ale też przerażenie. Często zdaję sobie sprawę ile jest osób, które dalej wierzą w to, że pro-ana da im jakieś dobro. Najczęściej przecież prowadzi to do tego, z czym stykam się na co dzień, czyli depresją, głodem, bólem, chorobami i śmiercią. Wiem, że są na to nikłe szansę (sama taka byłam), ale mam nadzieję, że chociaż kilka osób przeczyta tego bloga i zawróci na początkach obcowania ze środowiskiem pro-ana.

I czytam to, jakbym czytała o sobie. Bo żyję w iluzji, której się łapię zupełnie jak tonący brzytwy. Nawet lekarze mi jakoś szczególnie pomóc nie mogą..

Więc dziękuję za miłe i wartościujące chwile, które tu spędziłam.
Terapia anoreksji, bulimii