Blog > Komentarze do wpisu

Wespół w zespół

W kilku wcześniejszych wpisach starałam się pokazać jak dużo wspólnego mają zaburzenia odżywiania i uzależnienia. W dzisiejszej notce chciałabym rozważyć kolejny element, który jest powiązany z uzależnieniami, i spróbować odnieść go do zaburzeń odżywiania.

Współuzależnienie

Nie istnieje ścisła medyczna definicja tego zjawiska, więc w zależności od autora, w różnych opracowaniach opisy współuzależnienia różnią się. Próbując uogólnić - współuzależnienie jest patologiczną reakcją na uzależnienie bliskiej osoby, mechanizmem, który w założeniu ma chronić przed negatywnymi skutkami uzależnienia kogoś bliskiego. W rzeczywistości ułatwia osobie uzależnionej życie z uzależnieniem, a u osób współuzależnionych prowadzi do dodatkowego cierpienia i utrudnia normalne funkcjonowanie. Jest to sposób, w jaki dana osoba próbuje radzić sobie z destrukcyjnym wpływem nałogu kogoś bliskiego na jej życie.

O współuzależnieniu mówi się przede wszystkim w kontekście rodziny. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że problem ten może dotyczyć też np. bliskich przyjaciół.

Chcąc wskazać najbardziej typowe elementy współuzależnienia, wymieniłabym:

  1. skoncentrowanie rodziny wokół problemu uzależnienia, odsunięcie na dalszy plan innych problemów, uzależnienie jako temat zastępczy w konfliktach;
  2. próby (najczęściej nieskuteczne) kontrolowania nałogu wbrew woli osoby uzależnionej, w skrajnych przypadkach osoba współuzależniona sama rozwija uzależnienie, aby w ten sposób stworzyć dodatkowy "wspólny grunt";
  3. przejęcie systemu iluzji i zaprzeczeń przez osobę współuzależnioną, racjonalizowanie zachowań osoby uzależnionej;
  4. ochrona osoby uzależnionej przed konsekwencjami nałogu, ukrywanie sytuacji przed osobami z zewnątrz (np. dalszą rodziną czy pracodawcą), przejęcie obowiązków osoby uzależnionej.

Osoba współuzależniona żyje pod presją, w ciągłym stresie obawiając się tego, co może się stać. Na dłuższą metę prowadzi do różnych konsekwencji - pogorszenie jakości życia, depresji, nerwicy, nierealistyczne podejście do otoczenia i zdarzeń, nawet tych niezwiązanych z nałogiem bliskiej osoby itd.

Współuzależnienie i zaburzenia odżywiania

W przypadku zaburzeń odżywiania pojęcie "współuzależnienia" być może nie brzmi zbyt dobrze, ale dla prostoty przyjmijmy na chwilę, że nic tutaj nie zgrzyta pod względem językowym.

Czy można mówić o współuzależnieniu, w sytuacji gdy w danej rodzinie/grupie jedna z osób ma zaburzenia odżywiania? Biorąc pod uwagę, że ED mają sporo wspólnego z uzależenianiami wydaje się, że tak. Każda osoba, która funkcjonuje w ramach grupy, których członków łączą silne więzi (np. rodzinne), wpływa na pozostałych członków grupy. Zachowania i emocje jednej osoby wywołują reakcję ze strony innej osoby. Myślę, że można założyć, że współuzależnienie może zaistnieć wtedy, gdy otoczenie jest świadome problemu danej osoby i przyjmuje je do wiadomości.

W przypadku zaburzeń odżywiania najczęstszą reakcją osób bliskich jest udawanie, że problem nie istnieje. I na swój sposób to już jest pierwszy krok do współuzależnienia - uruchomienie systemu zaprzeczeń i iluzji.

W momencie, gdy zaburzenie odżywiania danej osoby przestaje być tajemnicą, można zaobserwować szereg reakcji ze strony jej bliskich. Przypisując je do wymienionych powyżej punktów:

Ad 1)

  • wszystkie konflikty, porażki, niedostatki są tłumaczone ED, które staje się "kozłem ofiarnym";
  • odkładanie ważnych decyzji do momentu, aż problem ED zostanie rozwiązany (np. rozwód rodziców);

Ad 2)

  • wydzielanie jedzenia, zamykanie lodówki na kłódkę, kontrolowanie tego co i ile dana osoba je lub nie je, wmuszanie posiłków;
  • przejmowanie zachowań - np. matka zaczyna odchudzać się z córką wierząc, że w ten sposób zmusi ją do racjonalnego traktowania diety;

Ad 3)

  • wcześniej wspomniane udawanie, że problemu nie ma (tutaj można wymienić tak wiele przykładów, że nie starczyłoby miejsca) np. ignorowanie tego, że w domu znikają ogromne ilości jedzenia, ignorowanie tego, że dana osoba nigdy nie je w towarzystwie innych domowników i nie bierze udziału w sytuacjach towarzyskich, które wymagałyby jedzenia;
  • zakładanie, że ED to tylko dieta, że to tylko faza przejściowa, że to samo minie;
  • traktowanie zachowań związanych z ED jako elementów zdrowego trybu życia - bo otyłość jest groźna dla zdrowia, bo sport to zdrowie;

Ad 4)

  • ukrywanie przed innymi osobami, że dana osoba ma zaburzenie odżywiania (np. w sytuacji rodzinnych spotkań przy posiłkach typu święta - usprawiedliwianie nieobecności czy tłumaczenie innym, że to "tylko grypa żołądkowa");
  • finansowanie zakupu żywności w ilościach przekraczających możliwości jednej, zdrowej osoby, a także suplementów, witamin, środków przeczyszczających i innych przedmiotów, które są używane do zachowań ED, ale także np. prywatnej opieki medycznej, która ma na celu leczenie tylko i wyłącznie fizycznych konsekwencji zaburzeń odżywiania.

 

Nie ma próżni

Mówi się, że anoreksja czy bulimia są problemami, które dotyczą całej rodziny, a rodzina osoby z ED często także potrzebuje terapii i wsparcia. Z kolei na wielu blogach pro ana jak mantra powtarzane są słowa "to moje życie i zrobię z nim co zechcę". Niestety rzeczywistość jest taka, że wszelkie autodestrukcyjne zachowania wpływają nie tylko na daną osobę, ale także na jej bliskich. W sytuacji, gdy widzi się, że dana osoba cierpi, nawet jeżeli ona temu zaprzecza lub nie zdaje sobie z tego sprawy, uruchamia się naturalny odruch niesienia pomocy. Desperacja często prowadzi do tego, że przestaje się myśleć racjonalnie. I jak widać dotyczy to nie tylko tych osób, które mają ED, ale także ich bliskich.

sobota, 23 kwietnia 2011, anty_pro_ana

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: blu, *.dynamic.chello.pl
2011/04/23 18:51:32
Mam wrażenie, że to nie takie proste. Mam wrażenie, że moja matka jest bardziej "uzależniona od mojego zaburzenia", niż współuzależniona. W tym domu nie ma miejsca na mnie- silną, zdrową, odważną, ceniącą siebie. Moja matka zaprzecza chorobie, bo ja mówię wprost (bo chyba mówienie o objawach to nie jest prawdziwe mówienie wprost):
- Mamo, między nami jest lepiej, kiedy ja czuję się gorsza.
- Mamo, mogę uznać, że to, co zrobiłaś, było nie fair- albo mogę uwierzyć, że mnie wolno tak traktować. Nie mam siły na to pierwsze.
- Zawsze, gdy po takiej sytuacji się do ciebie uśmiecham, to jest z krzywdą dla mnie.
To ona tylko upiera się, że ona inaczej to widzi- i mnie nie słucha. Ma swoje "ale", które usprawiedliwiają traktowanie mnie bez szacunku, mówić mi, co mam czuć itp. Wiem, że jesteśmy w stanie robić coś razem, i się wzajemnie przy tym nie pozabijać, tylko kiedy ja jestem pochłonięta głodzeniem się. Ja wiem, że dla niej to nie do zniesienia, jeśli płaczę głośno- wygodniej dla niej, kiedy zamiast głupio i głośno ryczeć, cichutko się potnę, albo cichutko postanowię schudnąć jeszcze trochę.
Nieprawdopodobne, jakich rzeczy matka jest skłonna nie widzieć.

Wesołych Świąt życzę!
-
anty_pro_ana
2011/04/23 18:59:52
Współuzależnienie nie jest zasadą, w niektórych rodzinach reakcja na ED bywa zupełnie inna, i nie zawsze jest niezdrowa. To co opisujesz podręcznikowo pasuje do opisu "rodziny anorektycznej", czyli sposobu w jaki opisuje się nieprawidłowości w rodzinie, które mogą przyczynić się do anoreksji. Smutne to jest, bo to Ty płacisz za to.

Pozdrawiam serdecznie, dziękuję Ci bardzo, że chciało Ci się napisać tak szczery komentarz.
Wesołych Świąt :-)
-
Gość: blu, *.dynamic.chello.pl
2011/04/24 00:17:32
Dzięki. Hm, no masz rację, że współuzależnienie to między mną a przyjaciółką. Ale sytuacja, że ja złamałam rękę, matka wtentegowała mi się do gabinetu w czasie wizyty z tym związanej, chociaż mam 20 lat, i tak naprawdę lekarz do niej mówił, a nie do mnie, że mam kiepskie kości, i jej mówił, jak mnie żywić (ze złamaną ręką to jednak moje możliwości kombinowania są bardzo ograniczone...) ja tylko mogłam posyłać błagalne spojrzenia, z cyklu "facet, weź wywal ją z gabinetu, i porozmawiajmy jak dorośli ludzie!". Jednym z zaleceń było "żadnej coli, frytek, chipsów". I teraz w domu są same zdrowe rzeczy, bo matka woli myśleć, że to przez colę moje kości są w takim stanie. No, ja na to jak na lato, bałam się niezdrowego żarcia. W sumie wyszło na moje.
Czy to nie jest współuzależnienie? Cokolwiek to jest, siła jej zaprzeczania jest imponująca. Smutne jest to, że musimy razem mieszkać conajmniej jeszcze kilka miesięcy. O jednej szkole do której chodziłam, krążyły dowcipy, że "ta szkoła od psychiatryka różni się tym, że w psychiatryku przynajmniej kadra jest normalna". Od rana próbuję wymyślić podobny żart o moim domu, ale jakoś mało śmieszne wychodzą ;]
ściskam
Terapia anoreksji, bulimii