wtorek, 22 grudnia 2009
Okres świąt, nie tylko Bożego Narodzenia, ale także innych obchodzonych 'przy stole' to bardzo specyficzny okres nie tylko dla 'motylków', ale wszystkich osób mających problem zaburzeń odżywiania. W tym okresie na blogach pro ana można znaleźć wiele wpisów, w których autorki wyrażają dość skrajne i zdecydowanie nieświąteczne emocje. Strach - przed stałą obecnością rodziny w domu, przed zastawionym obficie stołem, przed presją ze strony rodziny, aby jeść, jeść, jeść. Czasem ten strach dryfuje w stronę rozpaczy, czasem w stronę nienawiści. Niektóre 'motylki' wyczekują świąt jako okazji do ucztowania, a już od 1 stycznia planują kolejne głodówki, diety-cud, nowe środki odchudzające lub przeczyszczające. Osoby chorujące na anoreksję czy bulimię, nawet te, które są w trakcie leczenia, w okresie świątecznym żyją pod dodatkową presją. Czasem jedynym rozwiązaniem wydaje się ucieczka od rodziinego posiłku i ukrycie się w zaciszu własnego pokoju. Nawet w sytuacji gdy najbliżsi wiedzą o zaburzeniach odżywiania, dość często zdarza się, że mają problem z tym jak zachować się. Jeżeli ktoś z was znajduje się w tej sytuacji, to może warto rozważyć najprostsze rozwiązanie i po prostu porozmawiać - podzielić się obawami, poprosić o wsparcie i radę. Myślę, że święta w tym kontekście można traktowac jak bitwę. Z jednej strony mamy wynikające z tradycji obyczaje, które w znacznej mierze koncentrują się wokół jedzenia. Z drugiej - problem, który nazywany jest komercjalizacją świąt. Nie chodzi tu tylko o pojawiające się od października dekoracje świąteczne w sklepach, o kolendy towarzyszące zakupem w supermarketach. To także obserwowane w domach sprowadzanie świąt do obżarstwa, telewizora i prezentów pod choinką. W tym całym szaleństwie często zapomina się, że można spędzać czas w rodzinnym gronie nie tylko nad półmiskiem i kieliszkiem.
W tym miejscu chciałabym życzyć wszystkim osobom czytującym mojego bloga, motylkom, ich bliskim - spokojnych i wspaniałych świąt Bożego Narodzenia. Dziękuję wszystkim za wspaniałe komentarze, te miłe, i te mniej miłe - znaczą one dla mnie bardzo wiele. <3
piątek, 11 grudnia 2009
Tytułowe epitety są dość często używane w odniesieniu do dziewczyn chorych na anoreksję. Z jednej strony obraz przebiegu anoreksji może dawać wrażenie, że jej ofiary to skoncentrowane na sobie próżne i płytkie osoby. Z drugiej strony trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy - praktycznie wszystkie zachowania osoby chorej na anoreksję są dyktowane przez chorobę. Myślę, że śmiało można określić to jako brak wolnej woli. Sytuacja wygląda nieco inaczej w przypadku pro ana - mam tu na myśli przede wszystkim dziewczyny, które deklarują się jako 'motylki', natomiast z punktu widzenia medycyny anoreksji nie mają. Czytując blogi pro ana co raz trafiam na perełki typu:
I wtedy dość trudno jest mi uwierzyć w to, że za tymi słowami stoi choroba. Chwilami mam wrażenie, że anoreksja może być postrzegana jako pretekst do koncentrowania się na własnej fizyczności. Jak to jest? Czy to typowa dla nastolatek faza, w której cały system wartości opiera się na wyglądzie i zasobności portfela? A może jest to po prostu sprowokowane popularnymi produkcjami telewizyjnymi z młodymi, bogatymi i szczupłymi w roli głównej? Nie potrafię wyobrazić sobie jak można wpaść w pułapkę tak bardzo stereotypowego myślenia. Jednak najbardziej zadziwia mnie jedna rzecz - deklarowana przez motylki chęć wybicia się ponad przeciętność, podkreślanie swojej 'inności' i wyjątkowości w zestawieniu z takimi 'pustakowymi' marzeniami.
niedziela, 06 grudnia 2009
Po krótkiej przerwie wracam do bloga, mam nadzieję znaleźć więcej czasu na jego aktualizowanie. Chciałabym przedstawić krótki wywiad z Makro, który prowadzi 'bloga o zakręcie', jest lekarzem, który na co dzień pracuje z osobami cierpiącymi m.in. na anoreksje i bulimię.
Czym wg ciebie jest pro ana? Makro: Najbardziej przypomina mi liczne w internecie "grupy wsparcia" dla narkomanów. Na stronach pro ana pisze się jak się odchudzać, ćwiczyć, oszukiwać rodziców, na stronach prowadzonych przez nastoletnich narkomanów pisze się jak i co ćpać, jak oszukiwać rodziców, skąd zdobywać towar. Według mnie łatwo znaleźć wspólny mianownik. M.: Nie należą do tej kategorii stron, które można polecić nastolatkom. Są niebezpieczne, jednak w moim przekonaniu nie dla każdej osoby. Istnieją pewne czynniki predysponujące do zostania wciągniętym przez tą ideologię. Istnieją też takie osoby, które są dla pro ana nieprzemakalne. M.: Faktem jest, że stron pro ana jest całe zatrzęsienie. Faktem jest również, że w ramach odpowiedzi na ich obecność w sieci powstają kolejne idee jak z pro ana walczyć. Przeważnie ograniczają się do zamykania, blokowania, monitorowania, czyli podjęcia działań represyjnych. Obserwacje internetu dowodzą, że nie mają one większego sensu, ba - strony "wyklęte" zdobywają nawet większą popularność, chociażby poprzez artykuły na czołowych portalach informujące o podjęciu aktywnych działań przeciw czemukolwiek. M.: Wydaje się, że powinniśmy szukać źródeł powstawania tego ruchu w taki sam sposób jak szuka się źródeł narkomanii. Pro ana oferuje dużo, jeżeli zaakceptuje się proste zasady. Wystarczy postawić w systemie wartości na jednym z czołowych miejsc odchudzanie. Odpowiedzią jest znalezienie akceptacji, podziwu, zmniejszenie samotności. M.: Moim zdaniem, pytaniem powinno być, nie czy pisać, tylko jak pisać. Informowanie o istnieniu tego zjawiska jest pozytywne, jeżeli robi się to w odpowiedni sposób. Niestety często spotykam się z opisami przedstawiającymi pro ana jako coś tajemniczego, groźnego, niebezpiecznego - na pierwszy plan są wysuwane te rzeczy, które przyciągają poszukujące nastolatki, są dla nich wręcz atrakcyjne. Poza tym blogiem, raczej nie można znaleźć nic, rzetelnie podchodzącego do zagadnienia. Robienie sensacji z pro ana nie odstrasza od niej nastolatek, wręcz przeciwnie.
sobota, 21 listopada 2009
Temat ten pojawił się już wcześniej m.in. w tej notce. Organiczne podejście do zaburzeń odżywiania można najprościej ująć jako traktowanie tych zaburzeń jako chorób ściśle biologicznych, koncentrowanie się na objawach choroby, nie na przyczynach, odrzucenie z kręgu przyczyn wpływów socjologicznych, kulturowych i psychologicznych. Żeby lepiej zilustrować na czym takie podejście polega, pozwolę sobie przybliżyc wypowiedź pochodzącą z bloga EDbites: Anoreksja jest chorobą mózgu, a głodzenie się, przeczyszczanie, nadmiar ćwiczeń są tylko jej objawami. Te objawy nie były próbą wyrażenia siebie przez moją podświadomość - jedynym ich znaczeniem było to, że miałam zaburzenia odżywiania. Tylko ludzie mają potrzebę wyjaśniania różnych rzeczy. (...) Większość moich anorektycznych objawów było bez ukrytego znaczenia. Odnalezienie tego znaczenia nie przynosi poprawy. Może być pomocne psychicznie, ale w kontekście zdrowienia jest bezużyteczne. (...) Schizofrenia nie polega na tym, że ktoś umiera, aby słyszeć więcej głosów, depresja nie polega na umieraniu, aby być bardziej smutnym, cukrzyca nie polega na tym, że ktoś umiera, aby mieć więcej cukru we krwi. Osoba chora na anoreksję nie głodzi się dla perfekcji, ani nie umiera po to aby się dopasować. Takie osoby po prostu głodzą się i umierają. Im szybciej możemy pozbyć się tego fałszywego znaczenia, tym lepiej osoby potrzebujące pomocy będą mogły poddać się agresywnemu leczeniu i dożywianiu. Laura Collins, autorka najpopularniejszego bloga i zwolenniczka podejścia organicznego napisała: Zaburzenia odżywiania nie polegają na tym, że złe myślenie wymknęło się spod kontroli. Zaburzenia odżywiania to choroby mózgu wyzwalane przez procesy fizjologiczne takie jak np.: niedożywienie, stres, choroba, nadmiar ćwiczeń. (...) Najlpeiej zacząć od diagnozy opartej na zachowaniach i postawach, a także informacjach od rodziców. (...) Najlepiej zacząć od uregulowania jedzenia i związantych z nim zachowań. Czytając bloga Laury Collins oraz inne wypowiedzi osób popierających podejście organiczne odczuwam niezwykle silny opór przed ich entuzjazmem. Przede wszystkim leczenie proponowane przez zwolenników Maudsley bardziej kojarzy mi się z tresurą, niż terapią. Oczywiście podejście Maudsley bazuje na postrzeganiu człowieka jako zwierzęcia, jednak moim zdaniem jest to błąd. Owszem - nie można ignorować genów, instynktu, ani zwierzęcej strony naszej natury. Jednak różnica między człowiekiem, a zwierzęciem jest na tyle duża, że zaniedbać jej nie wolno. Przede wszystkim porównywanie ludzi i zwierząt w kontekście zaburzeń odzywiania jest idiotyczne, bo zwierzęta zaburzeń odżywiania nie miewają. Leczenie zaburzeń odżywiania, które koncentruje się na nauce jedzenia, radzenia sobie ze stresem i emocjami, jest leczeniem zachowawczym. Taka strategia sprawdza się w sytuacjach zagrożenia życia, gdy potrzebna jest szybka interwencja zanim będzie za późno. Pytanie - co dalej? - pozostaje już bez odpowiedzi. Nawet jeżeli uznamy, że dużą część odpowiedzialności za zaburzenia odżywiania ponoszą geny, to szereg faktów każe pamietać o tym, że inne czynniki mogą być kluczowe dla powstania choroby. Dlaczego tak wiele rodzin osób chorych na anoreksję wykazuje podobne cechy? Dlaczego ilość zachorowań na anoreksję jest powiązana z zamożnością społeczeństwa? Z jednej strony rozumiem determinację ludzi, którzy szukają pomocy dla swoich bliskich. Z drugiej - nie potrafię jednoznacznie odrzucić kulturowych i psychologicznych aspektów zaburzeń odżywiania. Osobiście uważam, że próbując zrozumieć czym one są, na czym polegają trzeba zachować tzw. otwarty umysł. Zamykanie się na jakąkolwiek opcję wnosi ryzyko, że jeden z elementów tej ukladanki po prostu nie da się odnaleźć.
wtorek, 17 listopada 2009
W jednym z ostatnich komentarzy peggy_brown napisała: 'dużo osób nadal chyba nie widzi różnicy między "anorektyczkami" i "motylkami"'. Rzeczywiście - dla wielu osób pro ana i anoreksja to jedno i to samo. Chciałabym spróbować zarysować granicę pomiędzy tymi dwoma pojęciami. Kryteria diagnostyczne Kryteria diagnostyczne zostały sformułowane na potrzeby medycyny - tak, aby w sposób jednoznaczny 'zdefiniować' poszczególne jednostki chorobowe. Kryteria diagnostyczne dla anoreksji można znaleźć np. tutaj. Jak widać kryteria te są niezwykle proste, a jednocześnie bezduszne. Wprawdzie zawierają punkty dotyczące postrzegania siebie czy lęku przed przytyciem, z drugiej strony nie wyobrażam sobie jak można w sposób prosty ująć złożoność problemów związanych z anoreksją. Istnieje zatem medyczna definicja anoreksji. Być może w świecie pro ana nie jest traktowana zbyt poważnie, spora część motylków nazywa się 'anorektyczkami' nie spełniając tych kryteriów. Natomiast wydaje mi się, że powołanie się na kryteria daje podstawę do określenia granicy pomiedzy pro ana a anoreksją. Czy to jest dieta czy zaburzone jedzenie? Pro ana - czyli oparta o internet spoleczność skupiająca przede wszystkim młode kobiety skoncentrowane na odchudzaniu i/lub istniejących u nich zaburzeniach odżywiania. Definiują one swoje cele i marzenia w różny sposób, a odchudzanie staje się dla nich bardziej drogą niż celem samym w sobie. Istnieje także grupa zwolenniczek pro ana, które twierdzą, że nie potrafią żyć inaczej niż odchudzając się. Nie mam pewności czy postawienie jednoznacznej granicy pomiędzy 'pro ana' a anoreksją jest możliwe. Wynika to z wielu czynników - same motylki nie są zgodne co do tego kogo można określić mianem 'motylka'. Biorąc pod uwagę osoby, które można określić jako 'łagodne przypadki pro ana', często postrzegane jako głupiutkie małolaty - z jednej strony nie spełniają żadnych kryteriów anoreksji, z drugiej trudno uznać, że ktoś całkiem zdrowy na umyśle jest w stanie żyć wg zasad pro ana. Istnieje pewna subtelna różnica pomiędzy dietą, nawet najbardziej restrykcyjną, a zaburzonym jedzeniem. Ta różnica polega przede wszystkim na stosunku emocjonalnym danej osoby do jedzenia (jako przedmiotu, i jako czynności), oraz emocjach wyzwalanych przez jedzenie oraz wszystkie inne czynności podejmowane w ramach odchudzania (np. intensywne ćwiczenia, stosowanie środków odchudzających, przeczyszczających czy hamujących łaknienie). Myślę, że w najprostszy sposób można tą sytuację porównać do nałogu - dopóki istnieje możliwość porzucenia 'diety' z dnia na dzień bez wyrzutów sumienia, bez oglądania sie za siebie, to jest to tylko dieta, jeżeli zrezygnowanie z obranej drogi wpływa na psychikę danej osoby, to jest to przypadek zaburzonego jedzenia. Cienka granica Nie każda anorektyczka jest motylkiem (osoby, które poszukują sposobu na poradzenie sobie ze swoją chorobą, lub osoby, którym ich stan nie przeszkadza, nie chcą sie leczyć, ale nie angażują się w żadne społeczności oparte o anoreksję). Nie każdy motylek jest anorektyczką (wiele z nich kwalifikuje się bardziej do diagnozy bulimia, część z nich odchudza się w sposób ekstremalny, bez efektu emocjonalnego związku z jedzeniem i odchudzaniem, o którym wspomniałam powyżej). Są osoby, które określają sie jak pro ana, i rzeczywiście mają anoreksję (nie uznają one anoreksji za chorobę, ale za świadomie wybrany styl życia, lub rozpoznają anoreksję jako zaburzenie, natomiast nie mają chęci i/lub motywacji i/lub nadziei by coś z tym zrobić, w pro ana szukają przede wszystkim kontaktu z innymi podobnie myślącymi osobami). Rozmawiając z zaprzyjaźnionym lekarzem 'prawie psychiatrą' usłyszałam bardzo ciekawe zdanie - 'coś' jest zaburzeniem wtedy, gdy zaczyna patologicznie wpływać na funkcjonowanie człowieka - jego związki z innymi ludźmi, jego obowiązki, zdolność do samodzielnego funkcjonowania. Myślę, że w tym świetle na osoby identyfikujące się jak pro ana można spojrzeć jak na grupę, w której jedna część ma zaburzenia odżywiania, a druga flirtuje z nimi bez hamulców.
niedziela, 15 listopada 2009
Odpowiadając na pytanie 'co dalej' w związku z notką dotyczącą artykułu na portalu Dziennik.pl - artykuł ten został zmieniony. Jak wygląda na tą chwilę można zobaczyc tutaj. Zaznaczenia kolorem żółtym pochodzą ode mnie - są to fragmenty zmienione w stosunku do pierwszej wersji. Pierwszy fragment został zapisany kursywą oraz na końcu zaznaczony gwiazdką. W kolejnym miejscu także pojawiła się gwiazdka, i wreszcie pod nazwiskiem "autorki" artykułu pojawiła się nazwa mojego bloga. 3 listopada otrzymałam maila od pani Doroty Kujawskiej z redakcji Dziennika.pl, w którym padło zdanie: Jednocześnie chciałam Panią poinformować, że o sprawie dowiedzieliśmy się wczoraj. Już dokonaliśmy odpowiednich zmian na stronie, naszą intencją nie było „okradanie” Pani z dwóch zdań – nastąpiła po prostu zwykłe niedopatrzenie, związane z nie podaniem źródła. Przepraszamy za to. W swoim mailu pani Kujawska złożyła mi także propozycję wywiadu. Moja odpowiedź była odmowna - istnieje wiele przyczyn, jednak najważniejszą jest to, że nie mam do Dziennika.pl zaufania. Pozwolę sobie wkleić tutaj fragment mojego maila wysłanego do pani Kujawskiej jako odpowiedź: Nie będę się tutaj licytować ile zdań z mojej notki zostało skopiowanych, z pewnością było ich więcej niż dwa. Proszę mi wybaczyć sceptycyzm, ale mam poważne wątpliwości czy całą sytuację można nazwać 'niedopatrzeniem'. Pani Anna Szmidt w swoim tekście nie wyszła ani na chwilę poza to, co ja napisałam na swoim blogu. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że niektóre zdania zostały zastąpione innymi, ale o tym samym znaczeniu. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że pani Anna Szmidt 'zapomniała' podać źródło. A tą opinię potwierdził sposób w jaki państwo poprawiliście artykuł - nie wszystkie skopiowane z mojego bloga zdania zostały oznaczone, a sam sposób oznaczenia cytatu jest tak niewidoczny, jak to tylko możliwe. Czytuję na tyle dużo artykułów tego typu, żeby wiedzieć, że jeżeli pierwotnym zamierzeniem autora/autorki artykułu jest powołanie się na inny tekst (pochodzący np. z bloga), wliczając w to dosłowne cytaty, to nie robi się tego w ten sposób. Mówiąc wprost - jestem przekonana, że cała ta sytuacja zasługuje na określenie kradzież. Bez cudzysłowów. ~~~ Pozwoliłam sobie także wysłać maila do wydawcy Dziennika.pl, którym jest spółka Infor - znana z bezwględnego ścigania plagiatorów tekstów zamieszczonych na ich stronach. Poprosiłam o komentarz tej sytuacji oraz odpowiedź na pytanie jaka jest polityka spółki odnośnie zatrudnianych przez nich osób dopuszczających się plagiatów. Odpowiedzi nie doczekałam się.
sobota, 14 listopada 2009
Jednym z elementów typowym dla pro ana, ale też w wielu przypadkach dla anoreksji, jest obsesyjne przywiązywanie 'wagi' do liczb. Przedmiotem obsesji są wymiary, waga, ilość kalorii spożytych w ciągu dnia, ilość wypitych herbatek odchudzających, ilość wykonanych 'brzuszków', ilość przebytych kilometrów... wymieniać mogłabym w nieskończoność. W niektórych przypadkach ta fiksacja na liczbach prowadzi do sytuacji, mówiąc delikatnie, absurdalnych. Jabłko kontra jabłko Paradoks jabłkowy jest chyba najbardziej czytelnym przykladem absurdalnej precyzji, która świadczy raczej o braku wyobraźni i niewiedzy, niż o perfekcjoniźmie. Paradoks ten polega na tym, że w sporządzonym z aptekarską dokładnością jadłospisie, pojawiają się dane dotyczące kaloryczności zjedzonych produktów nie mające potwierdzenia w rzeczywistości. Przykładowo: Dziś zjadłam: zupa pomidorowa - 123 kcal Tutaj warto zastanowić się - skąd wiadomo, że dane jabłko ma 32 kcal? Przecież poszczególne egzemplarze różnią sie między sobą - rozmiarem, zawartością fruktozy, wielkością ogryzka, ilością robaczków wewnątrz... Jaki jest sens wyliczania kalorii z taką dokładnością (a zdarza się, że nawet z większą - do drugiego miejsca po przecinku), jeżeli w rzeczywistości nie jest możliwe tak dokładne określenie ilości kcal dla poszczególnych posiłków? Rozmiarówka Oczywiście stwierdzenie, że rozmiar ubrania nie ma nic wspólnego z wartością człowieka, jest banałem. Zadziwiające, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Gdy trafiam na wypowiedzi typu: do końca wakacji muszę schudnąć tak żeby zmieścić się w jeansy rozmiar 34. NIE PÓJDĘ W 38!!! UMARŁABYM ZE WSTYDU!!! - to nie wiem czy jest to bardziej straszne, czy bardziej śmieszne. Pomijam już fakt, że zdecydowana większość populacji (zwłaszcza męskiej) - nie jest w stanie na oko określić rozmiaru jeansów. Waga prawdę ci powie Metodyka ważenia się stosowana w wielu przypadkach zwolenniczek pro ana to nawet nie tyle paradoks czy obsesja, co kuriozum. Ważąc się, uzyskujemy wynik, który zawiera w sobie nie tylko masę tkanki tłuszczowej, mięśni, kości, ale także to co zjedliśmy, a nie zdąrzyliśmy jeszcze wydalić, oraz przede wszystkim wodę zawarta w organiźmie. Przykładowe wagowe kuriozum: Nie rozumiem tego! Wczoraj zjadłam tylko 530 kcal, do tego wypiłam 4 litry wody mineralnej, przebiegłam 4 km, i PRZYTYŁAM! 0,3 kg! Jak to możliwe?! Przecież woda nie ma kalorii! No nie ma. Ale swoje waży.
środa, 11 listopada 2009
'bo nikt nie zrozumie motylka, tak jak drugi motylek' Tego typu komentarze pojawiały się na moim blogu już wiele razy. W różnych sformułowaniach i konfiguracjach. Zwykle takie argumenty ucinają dyskusję, nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, w której ktokolwiek próbowałby polemizować z takimi wypowiedziami. No cóż. Zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie chcę tutaj zabrzmieć arogancko, więc trochę z obawą zadam pytanie - a co jest takiego trudnego w zrozumieniu motylków? Już od prawie roku śledzę blogi pro ana, i coraz częściej łapie sie na tym, że to co czytam, już gdzieś było. Już od dawna żadna wypowiedź motylka nie zaskoczyła mnie. Historie spisywane przez motylki stały sie do bólu przewidywalne. Ich argumenty, motywacje, emocje, zachowania. Nie wiem czy oznacza to, że rozumiem jak to jest być motylkiem. Niemniej jednak nie umiem w pro ana dostrzec tej magicznej tajemnicy, która ponoć dostępna jest tylko 'wtajemniczonym'. Gdybym musiała określić w czym leży największa trudność w zrozumieniu motylków, to obstawiałabym przede wszystkim indywidualność zachowań i emocji konkretnych osób. Tyle, że nie tylko motylki różnią sie między sobą, ta zasada dotyczy wszystkich ludzi. Zatem w tym świetle argument o tym, że 'tylko motylek jest w stanie zrozumiec motylka' przestaje mieć podstawy. Pójdźmy dalej - zakładając nawet, że nie jest możliwe pełne zrozumienie. Czy to powinno powstrzymać zainteresowaną osobę przed choćby próbą zrozumienia? Czy jest to przeszkoda w choćby cześciowym zrozumieniu? Moim zdaniem nie. Skoro ktoś nie jest motylkiem, i nie jest w stanie zrozumieć, to dlaczego nie pomóc mu w poszukiwaniu odpowiedzi? Co tak na prawde kryje się za tymi słowami? Dla mnie to sformułowanie jest pustymi słowami. Jest to tylko i wyłącznie próba ucinania dyskusji, próba zamykania ust, z których padają niewygodne słowa. Jestem przekonana, że nie chodzi tu wcale o zrozumienie na czym polega bycie motylkiem. Myślę, że kluczowym zagadnieniem jest tutaj akceptowanie bycia motylkiem. Tymczasem trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy - rozumieć, nie znaczy akceptować. Typowa dla pro ana postawa to poczucie niezrozumienia połączone z przekonaniem o tym, że postępuje się słusznie. W tej konwencji słowa 'bo nikt nie zrozumie motylka, tak jak drugi motylek' brzmią jak swoiste 'odwalcie się ode mnie'. Posługując się analogią - można zrozumieć, że alkoholik pozbawiony wódki cierpi, że pragnie się napić, że wszystkie jego myśli płyną w jednym kierunku. Jednocześnie nie oznacza to, że rozumiejąc jak się czuje, podamy mu drinka. Dlaczego np. osoby chore na anoreksję tkwią w przekonaniu, że nikt ich nie rozumie, jednocześnie odmawiają szukania pomocy u psychologa czy psychiatry? Przecież gdyby zależałoby im na zrozumieniu, to ludzie, którzy mają doświadczenie w pracy z osobami o podobnych problemach stanowiliby największą szansę, aby to zrozumienie znaleźć. A może tutaj wcale nie chodzi o znalezienie tego zrozumienia? Wydaje mi się, że w przypadku motylków sytuacja jest bardzo podobna. One liczą na to, że ktoś, kto je zrozumienie zaakceptuje ich filozofię, zaakceptuje ich postępowanie i pozwoli robić ze sobą co tylko zechcą. Może warto uświadomić sobie, że te dwie rzeczy nie zawsze muszą iść w parze.
niedziela, 08 listopada 2009
Crystal Renn jest obecnie najbardziej popularną modelką w kategorii 'plus size'. Niedawno opublikowała książkę pt. Hungry, była bohaterką licznych programów telewizyjnych i artykułów w mediach na Zachodzie. Historia popularności Crystal Renn świetnie pasuje do tematyki tego bloga, ponieważ jest ona modelowym przykładem na to, że szczęścia należy szukać przede wszystkim w tym, kim sie jest, a nie w poradnikach dot. odchudzania. Crystal Renn zwróciła uwagę jednego z 'łowców głów' gdy miała 14 lat. Zaproponowano jej kontrakt z agencja modelek pod warunkiem, że zgubi nieco kilogramów. W jednym z wywiadów Crystal powiedziała: Miałam 14 lat i byłam krągła. Nie miałam pojęcia o byciu modelką. Szczerze mówiąc nic mnie to nie obchodziło. Człowiek, który mnie wypatrzył wyjaśnił mi o co chodzi. Coś zaskoczyło. Pomyślałam, że to mogłoby być coś dla mnie. Wtedy usłyszałam, że powinnam schudnąć jakieś 50 funtów (ok. 22.5 kg). Crystal w ciągu dwóch lat schudła do niewiele ponad 40 kg, przeprowadziła się do Nowego Jorku i zaczęła karierę modelki., odżywiając się sałatą i dietetyczną Coca Colą.
fot. http://www.stylelist.com W innym z wywiadów Crystal stwierdziła: Mój sen się spełniał, a mimo to czułam się beznadziejnie. Wiedziałam, że niezależnie od tego co zrobię, nigdy nie będę dostatecznie dobra, aby spełnić standardy obowiązujące w modelingu. Gdy miała 17 lat znalazła sie w punkcie, gdy wiedziała, że więcej nie da rady schudnąć (będąc na bezcukrowej i beztłuszczowej diecie ok. 600 kcal dziennie oraz ćwicząc dziennie co najmniej przez godzinę), a jej opiekunowie z agencji modelek stwierdzili, że jest zbyt szeroka w biodrach. Ktoś zasugerowal, że powinna spróbować zostać modelką 'plus size'. I od tego zaczęła się wielka kariera Crystal. Będąc modelką '0 size' była jedną z wielu. Gdy po kilku miesiącach terapii, dochodzenia do normalnej wagi, Crystal Renn podpisała kontrakt z agencją Forda. I od tego się zaczęło. Obecnie jest jedną z najbardziej rozpoznawanych modelek, a jej rozmiar to 14. Jest szczęśliwa, osiągnęła sukces, a wszystko zaczęło się od tego, że zaakceptowała siebie. Crystal Renn wierzy w to, że na wybiegu jest miejsce dla modelek w różnych romiarach. Jej przesłanie nie brzmi 'większe jest lepsze', ale, że piękno kobiety tkwi w jej samopoczuciu, akcepetacji i pewności siebie.
Crystall Renn w finale pokazu z Jeanem Paulem Gaultier
Crystal Renn w sesji dla magazynu Glamour
Więcej zdjęć Crystal Renn - na blogu Big Beautiful Woman Artykuły i wywiady:
piątek, 06 listopada 2009
Często wymienia sie anoreksję jako zaburzenie, które jest najbardziej śmiertelne ze wszystkich zaburzeń i chorób psychicznych. Dużo rzadziej przy takiej okazji określa się co jest najczęstszą bezpośrednią przyczyną śmierci. Nie jest to wygłodzenie, nie jest to nieprawidłowe funkcjonowanie serca i układu krążenia. Najczęstszą bezpośrednią przyczyną śmierci w przypadku zaburzeń odżywiania jest udana próba samobójcza. Anoreksję czasem opisuje się jako samobójstwo rozłożone na raty - rozciągnięte w czasie znęcanie się nad własnym ciałem, które, jeżeli nie zostanie przerwane, w końcu prowadzi do śmierci. Stan emocjonalny osób chorujących na anoreksję porównuje się do równi pochyłej - początkowy entuzjazm i nadmiar energii przechodzi w rozdrażnienie, apatię, a następnie depresję. Depresja towarzyszy również w wielu przypadkach bulimii. Nieleczone zaburzenia odżywiania wraz z towarzyszącą depresją w końcu kierują myśli osoby chorej ku ostatecznemu rozwiązaniu jakim jest samobójstwo. Liczne badania przeprowadzone w temacie samobójstwa osób cierpiących na anoreksję i/lub inne zaburzenia odżywiania pokazują, że:
Psychologowie próbujący wyjaśnić mechanizm prowadzący osoby z zaburzeniami odzywiania do prób samobójczych podkreślają, że w przypadku anoreksji o typie restrykcyjnym ryzyko popełnienia samobójstwa może być niższe niż np. w przypadku bulimii, ale z drugiej strony takie cechy jak perfekcjonizm, determinacja, izolacja oraz poczucie dumy i wstydu u osoby chorej powodują, że sposoby targnięcia sie na własne życie są bardziej skuteczne. Dość często spotykam sie z opinią, że próby samobójcze częściej są rozpaczliwym wołaniem o pomoc i próbą zwrócenia na siebie uwagi. I często mam wątpliwości czy drastyczność środków stosowanych w wielu próbach samobójczych u osób chorych na anoreksję nie podważa tych opinii. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Kontakt
Polecam
Ulubione blogi
![]() ![]() ![]() |