środa, 30 marca 2011

Anoreksja jest przedmiotem wielu sporów - odnośnie definicji i kryteriów diagnostycznych, przyczyn, a także najskuteczniejszych metod leczenia. I ten stan rzeczy towarzyszy temu zaburzeniu w zasadzie od samego początku. Od momentu, gdy anoreksja została po raz pierwszy opisana (jako jednostka chorobowa - jadłowstręt psychiczny) medycy różnych specjalności próbowali dowieść swoich racji. W poniższej notce chcę pokazać w jaki sposób ewoluowały poglądy na temat anoreksji. Ewolucja ta była i jest napędzana postępami nauki (popularność poszczególnych teorii można odnieść w czasie do odkryć naukowych w danej dziedzinie - można tutaj wymienić endokrynologię, psychoanalizę, terapie wstrząsowe, neuroleptyki, badania genetyczne, rozwój nurtów psychologii behawioralnej i poznawczej itd.), ale nie tylko. Myślę, że innym istotnym elementem jest rola kobiet w społeczeństwie, oraz sposób w jaki je postrzegano.

 

XIX wiek

Anorexia nervosa została po raz pierwszy opisana przez sir Williama Gulla w latach 70-tych XIX wieku, jako choroba dotycząca przede wszystkim młodych kobiet (z zaznaczeniem, że znane są przypadki zachorowań wśród osób starszych oraz mężczyzn). Jako objawy podano: spadek wagi bez towarzyszących widocznych chorób organicznych, zanik miesiączki, wolny metabolizm, skłonność do poirytowania. Szczególną uwagę zwrócił Gull na niezwykłą aktywność swoich pacjentek i rozpierającą je energię, pomimo tego, że były one wychudzone i nie spożywały posiłków adekwatnych do ich zapotrzebowania energetycznego. Jako przyczynę anoreksji Gull wymienił "perwersję ego", a w ogólnym opisie podkreślał psychologiczne tło choroby. Zalecane leczenie obejmowało karmienie chorych w regularnych odstępach czasu, otoczenie osobami posiadającymi autorytet oraz odcięcie od rodziny i otoczenia.

W 1873 roku Ernest Charles Lasègue opisał podobne zaburzenie, które nazwał Anorexia hysterica.

W późniejszych publikacjach badacze podkreślali, że różnice w opisie anoreksji były powodem, dla których przez nastepne 50 lat obraz anoreksji różnił się w zależności od kraju, w którym stawiano diagnozę. Np. w Niemczech aż do lat 20-tych XX wieku w ogóle nie uznawano istnienia anoreksji, a przypadki, które lekarze z innych krajów zdiagnozowaliby jako anoreksję przypisywano różnym chorobom m.in. schizofrenii, hipochondrii czy chorobie Simmondsa (w polskim piśmiennictwie - choroby Glińskiego-Simmondsa).

Pierwsza połowa XX wieku

Somatyczny obraz anoreksji pokrywał się z opisem Gulla. Wraz z postępami endokrynologii zwrócono uwagę na zaburzenia hormonalne towarzyszące anoreksji. Wyszczególniono, że zanik miesiączki nie jest efektem wyniszczenia organizmu, ale objawem poprzedzającym drastyczny spadek wagi.

Dominacja anoreksji wśród młodych kobiet była tłumaczona tym, że dorastające dziewczęta, których jedynym zadowalającym przeznaczeniem było małżeństwo i podporządkowanie swojego losu mężowi, były przytłoczone przez obawy co do swojej przyszłości, w odróżnieniu od mężczyzn, którzy osiągając dorosłość mogli realizować swoje plany i marzenia bez oglądania się na nikogo. Pojawiła się także teoria, że przypadki opisywane jako jadłowstręt psychiczny u kobiet zamężnych oraz mężczyzn w rzeczywistości stanowią inne zaburzenie o tle psychotycznym (anorexia psychotica).

W opisie przebiegu anoreksji odnotowano podobieństwa w osobowościach chorych, wymieniano cechy t.j. perfekcjonizm, upór, niska samoocena i poczucie własnej wartości, zależność od innych. Zaobserwowano także, że wychudzenie było dla wielu chorych powodem do dumy.

W rozważaniach na temat przyczyn anoreksji dominowały dwie tendencje. Pierwsza dotyczyła problemów hormonalnych (niewydolność gruczołów, atrofia gonad), druga - problemy psychologiczne (poczucie winy z powodu pozamałżeńskich stosunków seksualnych, strach przed ciążą, zerwanie zaręczyn, chęć zwrócenia na siebie uwagi rodziny). Pojawiały się także hipotezy organicznego tła anoreksji - np. atrofii błony śluzowej przewodu pokarmowego.

Najbardziej popularny psychologiczny mechanizm anoreksji utożsamiał lęk przed jedzeniem z lękiem przed seksem, a lęk przed otyłością z lękiem przed ciążą. Zaparcia i zanik miesiączki, jako pierwotne objawy anoreksji, miały być efektem obawy przed zajściem w ciążę. Podkreślano, że w wielu przypadkach dziewczęta z anoreksją nie były świadome w jaki sposób zachodzi się w ciążę, a jedzenie stawało się symbolem kontaktów seksualnych. Np. w jednym z opisanych przypadków dziewczyna, którą rodzina zmusiła do zerwania kontaktów z ukochanym rozwinęła nawyk objadania się, po każdym napadzie obżarstwa dziewczyna ta kładła się i analizowała ruchy jelit i przepełniony żołądek wyobrażając sobie, że jest w ciąży z ukochanym.

Psychiatrzy uważali, że anoreksja ma różne składowe - kompulsywną, lekową, depresyjną i psychotyczną. W zależności od tego, która z nich w danym przypadku dominowała, wyróżniano różne postacie anoreksji, które wymagały nieco innego sposobu traktowania pacjentów (np. osoby z obrazem psychotycznym były traktowane bardziej bezceremonialnie).

Zalecane leczenie:

  • oddzielenie od domu rodzinnego, a przede wszystkim od matki;
  • stanowcze, ale życzliwe podejście personelu;
  • ograniczenie aktywności fizycznej;
  • zapewnienie rozrywek i towarzystwa, aby odwrócić uwagę chorych od ich obsesji;
  • odkarmianie przy użyciu stanowczej perswazji, karmienie na siłę za pomocą sondy tylko w ostateczności.

Eksperymentowano z leczeniem hormonalnym.

Psychoterapia jako element leczenia była przedmiotem sporów. Zwolennicy optowali za łagodną perswazją, uspokajaniem chorych, stosowaniem indywidualnego podejścia do poszczególnych chorych. Przeciwnicy dowodzili, że psychoterapia to strata czasu, bo większość chorych jak już zacznie jeść sama przyznaje, że ich lęki miały dziecinną i głupią naturę, a pozostali często zapominają dlaczego wogóle przestawali jeść.

Rokowoania anoreksji były powszechnie uważane za dobre, a nawet bardzo dobre (wyzdrowienie na poziomie 90% przypadków, pozostałe przypadki nie reagowały na leczenie ze wzgledu na późną diagnozę lub komplikacje typu gruźlica).

Warto zaznaczyć, że w debaty na temat anoreksji byli zaangażowani lekarze różnych specjalności, którzy w większości przypadków z góry odrzucali wszelkie pomysły pochodzące spoza ich specjalności.

Lata 50-te XX wieku

W opisie anoreksji:

  • zwrócono uwagę, że objawy depresyjne są efektem niedożywienia, a nie pierwotnym obajwem (jak np. jadłowstręt);
  • zaczęto podkreślać, że anoreksja to coś więcej niż utrata apetytu (obecność dziwnych wyobrażeń na temat konsekwencji jedzenia i niejedzenia);
  • zwrócono uwagę na podobieństwo anoreksji do uzależnień;
  • obraz choroby poszerzono o opis stanu emocjonalnego pacjentów (spłycenie uczuć, pustka uczuciowa poza silnymi reakcjami na jedzenie, awersja do czynności seksualnych);
  • zwrócono uwagę, że w wielu przypadkach można wyróżnić zdarzenie lub czynnik, które wyzwoliły zachowania anorektyczne;
  • po raz pierwszy zwrócono uwagę, że anoreksja może mieć różną postać i przebieg (można uznać, że były to nieśmiałe próby uogólnienia dot. zaburzeń odżywiania).

Jako przyczyny anoreksji brano pod uwagę psychikę, oraz tło biologiczne (bliżej nieokreślone). Zwolennicy anoreksji jako choroby somatycznej jako dowody podawali przypadki magicznych wręcz wyzdrowień w sytuacji, gdy dana osoba nagle zapadała na inne choroby (typu zapalenie płuc).

Zalecane leczenie nie odbiegało od stosowanego w latach 40-tych. Nowe pomysły i zmiany:

  • pojawiła się sugestia co do konieczności edukacji rodzin i samych chorych na temat natury anoreksji,
  • coraz częściej wyrażano wątpliwości co do skuteczności leczenia hormonalnego,
  • popularność zyskały terapie wstrząsowe (insulinowa, elektrowstrząsy) oraz lobotomia, zwolennicy tych metod twierdzili, że około 25% przypadków anoreksji reaguje tylko na leczenie tego typu,
  • pierwsze eksperymenty z lekami przeciwpsychotycznymi (np. rezerpina).

Pojawiły się opinie, że rokowanie w anoreksji nie jest najlepsze. Szacowano, że po 5 latach całkowicie zdrowieje około 40% chorych, kolejne 40% doświadcza nawrotów lub utrzymuje niepełne objawy, a 20% przypadków anoreksji jest śmiertelnych.

Lata 60-te XX wieku

Najbardziej popularny opis anoreksji sprowadzał się do ujęcia psychologicznego. Można tutaj wyróżnić nastepujące nowinki:

  • odnotowanie, że chorzy mają zaburzone postrzeganie własnego ciała, a także sygnałów pochodzących od ciała (np. poczucie głodu);
  • zwrócono uwagę, że chorzy intensywnie zaprzeczają, swojej chorobie;
  • w opisie anoreksji uwzględniono prowokowanie wymiotów i przeczyszczanie się nie tylko jako próby zmniejszenia wagi, ale także jako efekt zaburzonego postrzegania własnej fizjologii;
  • zwrócono uwagę, że osoby chore na anoreksję nadmiernie koncentrują sie na własnym wyglądzie.

Zmiany te wynikały z dwóch czynników: 1) rosnąca popularność psychologii w nurcie poznawczo-behawioralnym; 2) zmiana w relacji lekarz - pacjent (w poprzednich latach bardzo mocno rzutowały tutaj różnice w statusie wynikającym z płci), czego skutkiem było głębsze poznanie uczuć i emocji towarzyszących anoreksji.

Pojawiły się pierwsze teorie dot. genetycznego tła anoreksji.

Po raz pierwszy próbowano opisać anoreksję u mężczyzn, w oparciu o coś więcej niż pojedyńcze przypadki.

Zasady dotyczące odkarmiania nie uległy znaczącym zmianom. Pojawiło się natomiast szerego nowinek dotyczących psychoterapii:

  • jako warunek wyzdrowienia uważano konieczność poprawienia postrzegania własnego ciała;
  • odrzucono psychoanalizę jako metodę nieskuteczną, bo koncentrującą się na interpretacji zachowań pacjentów;
  • zalecano prowadzenie terapii, która pozwalała chorym na rozpoznawanie pewnych zachowań (podejście behawioralne), oraz odcięcie chorych od sytuacji, w której rodzina decydowała o tym, jak mają się czuć;
  • po raz pierwszy zaproponowano psychoterapię nie tylko chorych, ale także ich rodzin.

W farmakoterapii anoreksji zaczęto stosowanie neuroleptyków (leków przeciwpsychotycznych)
- chloropromazyna.

Lata 70-te XX wieku

Nowe kierunki badań nad anoreksją:

  • badania środowiskowe i epidemiologiczne;
  • badania nad bezpośrednią przyczyną śmierci osób z anoreksją;
  • badania nad dietą stosowaną w leczeniu.

Nowatorskie podejście do opisu anoreksji:

  • uznano, że utrata miesiączki jest konsekwencją wyniszczenia organizmu, a nie pierwotnym objawem;
  • w kryteriach diagnostycznych anoreksji uwzględniono: 1) charakterystyczny stosunek chorych do jedzenia; 2) zaburzenia hormonalne towarzyszące wygłodzeniu (utrata miesiączki u kobiet, spadek libido u mężczyzn); 3) psychopatologię (strach przed przytyciem, zaburzone postrzeganie własnego ciała);
  • uwzględniono możliwość, że często występujące w przypadku anoreksji zaburzone relację z matką i rodziną, mogą być skutkiem choroby, a nie przyczyną.

Za przyczynę anoreksji powszechnie uważano lękowo-unikającą reakcję na fizyczne zmiany zachodzące w procesie dojrzewania i ich konsekwencje seksualne i społeczne.

W podejściu do leczenia anoreksji:

  • zaznaczono konieczność rozdzielenia leczenia długofalowego oraz krótkofalowego, którego celem jest uniknięcie zagrożenia życia za wszelką cenę;
  • przy dokarmianiu zwrócono większą uwagę na skład i jakość posiłków;
  • nadal zalecano neuroleptyki, a także wprowadzono leki antyhistaminowe na pobudzenie apetytu;
  • zaznaczono konieczność psychoterapii, gdyż odkarmianie chorych w połączeniu z farmakoterapią dawało tylko chwilową poprawę stanu zdrowia;
  • zarzucono stosowanie lobotomii.

W tym miejscu widać już wyraźnie trend bardziej wszechstronnego podejścia do leczenia. O ile wcześniej dominował tylko jeden typ leczenia (psychiatrzy leczyli neuroleptykami i terapiami wstrząsowymi, endokrynolodzy - hormonami, itd.), tak tutaj zaczęto łączyć rozwiązania z różnych dziedzin.

~~~

Lata 80-te przyniosły rewolucję, może niekoniecznie w sensie medycznym, ale zdecydowanie w społecznym. Katalizatorem tej rewolucji była śmierć piosenkarki Karen Carpenter w 1983 roku. Media podjęły temat anoreksji, zwiększyła się społeczna świadomość dot. tej choroby, a za tym poszły także pieniądze na badania. Efektem tego było np. wyróżnienie bulimii, jako oddzielnego zaburzenia, oraz powstanie pierwszych programów, których celem miało być zapobieganie zaburzeniom odżywiania. W badaniach nad anoreksją zaczęto uwzględniać osoby innych ras niż biała. Powstały także pierwsze fundacje i organizacje poświęcone problemom ED.

Dlaczego w moim wpisie pomijam ostatnie 30 lat? Ten wpis jest i tak nieprzyzwoicie długi, i podejrzewam, że osoby zainteresowane tematem orientują się co się w tym czasie zmieniło. Jeżeli nie, to zawsze mogę o tym napisać przy innej okazji.

 

Źródła:

  • G Nicolle, Pre-Psychotic Anorexia, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1938) XXXII;
  • L Rahman et al, ANOREXIA NERVOSA WITH PSYCHIATRIC OBSERVATIONS, Psychosomatic Medicine (1939) 1(3);
  • DISCUSSION ON ANOREXIA NERVOSA, President HL Tidy, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1939) XXXII;
  • JV Weller et al, ANOREXIA NERVOSA: A PSYCHOSOMATIC ENTITY, Psychosomatic Medicine (1940) 11(1);
  • DWK Kay, Anorexia Nervosa: A Study in Prognosis, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1953) 46;
  • JH Wall, Anorexia Nervosa, Bull. N. Y. Acad. Med. (1955);
  • RW Emanuel, THE CLINICAL DIAGNOSIS, PROGNOSIS AND TREATMENT OF ANOREXIA NERVOSA, Postgrad Med J (1956);
  • BC Meyer et al, Observations on Psychological Aspects of Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1957) 19(5);
  • E Williams, ANOREXIA NERVOSA: A SOMATIC DISORDER, Brit Med J (1958);
  • H Bruch, Perceptual and Conceptual Disturbances in Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1962) XXIV(2);
  • P Dally et al, Treatment and Outcome of Anorexia Nervosa, Brit Med J (1966);
  • A Crisp, ANOREXIA NERVOSA IN AN IDENTICAL TWIN, Postgrad Med J (1966) 42;
  • AH Crisp et al, Relation between Aspects of Nutritional Disturbance and Menstrual Activity in Primary Anorexia Nervosa, Brit Med J (1971);
  • AH Crisp, Primary Anorexia Nervosa or Weight Phobia in the Male: Report on I3 Cases, Brit Med J (1972);
  • KA Halmi, Anorexia Nervosa: Demographic and Clinical Features in 94 Cases, Psychosomatic Medicine (1974) 36(1);
  • H Bruch, Death in Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1971) 33(2);
  • PE Garfinkel et al, Body Awareness in Anorexia Nervosa: Disturbances in "Body Image" and "Satiety, Psychosomatic Medicine (1978) 40(6);
  • J Walker et al, Caloric requirements for weight gain in anorexia nervosa, The American Journal of Clinical Nutrition (1979) 32;
niedziela, 27 marca 2011

Niniejszy wpis dedykuję Jaskółce, która dzięki swoim dociekliwym pytaniom dostarczyła mi kilka ciekawych problemów do przemyśleń.

Popularność serwisów poświęconych odchudzaniu jest niezaprzeczalna. Praktycznie na każdym internetowym rogu można się natknąć na społeczności, których celem jest wzajemne wspieranie się w gubieniu kilogramów. Pro ana jest tylko jedną z nich. Pytanie jest takie - jakie są różnice pomiędzy społecznościami promującymi zdrowe odchudzanie, a społecznościami pro ana?

1) Ideologia

Najbardziej oczywista różnica - społeczności pro ana są zbudowane przede wszystkim wokół tej ideologii, a serwisy dedykowane zdrowemu odchudzaniu - wokół celu, jakim jest schudnięcie, natomiast mniej istotne jest w jaki sposób. Konsekwencją tego jest np. to, jaki odzew uzyskuje się od grupy przedstawiając problem. Ponieważ każda ze społeczności pro ana składa się z osób o bardzo zbliżonym poglądzie na kwestie związane z odchudzaniem i jedzeniem, więc trudno tutaj oczekiwać, że odzew ten będzie składał się ze znacznie różniących się punktów widzenia. Z kolei w przypadku społeczności otwartych na szerszą gamę użytkowników, szansa na to, że odzew będzie składał się z wielu różnych opinii, jest zdecydowanie większa.

2) Otwartość

Społeczności skupione w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu są zdecydowanie bardziej otwarte, niż społeczności pro ana. Otwartość ta dotyczy kilku poziomów:

  • wspomniana już wyżej ideologia odchudzania (w przypadku poszczególnych społeczności pro ana - jednolita, w przypadku społeczności "zdrowo odchudzających się" - różnorodna);
  • akceptacja nowych członków (dla pro ana - nowe osoby są przyjmowane z rezerwą, często podejrzliwością, dla "zdrowo odchudzających się" - ze względu na to, że serwisy takie są przeważnie dość duże, jeżeli chodzi o liczbę aktywnych użytkowników, więc trudno tutaj mówić o standardowej odpowiedzi na nowych członków grupy, jednak odpowiedź ta raczej mieści się w zakresie pozytywnym);
  • dostęp do treści dla osób z zewnątrz (pro ana jest w tym przypadku niezwykle skryta, w przeciwieństwie do społeczności skupionych na serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu).

3) Wielkość

Poszczególne społeczności pro ana są zwykle skupione na forach internetowych i rzadko kiedy osiągają więcej niż kilkunastu-kilkudziesięciu aktywnych użytkowników. Z kolei w społecznościach zbudowanych na bazie serwisów promujących zdrowe odchudzanie, liczba użytkowników nierzadko idzie w setki. Oczywiście trzeba tutaj zaznaczyć, że w społecznościach tych zachodzi proces tworzenia mniejszych grup, zazwyczaj zorientowanych ze względu na ten sam rodzaj prowadzonej diety, podobny cel wagowy, wiek itd. Jednak zawsze istnieje też wspólna płaszczyzna, w której uczestniczą członkowie tych mniejszych grup.

Konsekwencją takich konstrukcji społeczności pro ana i tych "zdrowo odchudzających się", jest np. to, że na forach pro ana panuje bardziej intymna atmosfera (do czego przyczynia się także to, że są to przeważnie grupy zamknięte), a członkowie są lepiej zorientowani w całości informacji zawartch na forum danej grupy (łatwiej jest śledzić twórczość kilkdziesięciu niż kilkuset osób).

Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że pro ana jest lepsza, niż grupy wsparcia na portalach poświęconych zdrowemu odchudzaniu, ponieważ więzi nawiązywane w ramach grupy pro ana są silniejsze. Z jednej strony jest to rozsądne stwierdzenie - ze względu na to, że społeczności takie są zamknięte, a także ze względu na to, że pro ana oferuje dodatkowy "mistyczny" wymiar (tajemnica, zachowania potępiane przez społeczeństwo, cierpienia związane z ED itd.). Z drugiej strony - obserwując mniejsze grupki wsparcia zawiązywane w obrębie portali dedykowanych zdrowemu odchudzaniu, widać, że tutaj także relacje potrafią być dość ścisłe i długotrwałe.

4) Stosunek do ED

Ponieważ dla osób angażujących się w pro ana zaburzenia odżywiania stanowią albo kolejną dietę/styl życia, albo co najmniej inspirację w odchudzaniu, więc stosunek do ED w tych grupach jest dość często wypaczony, w taki sposób, że akcentuje się lub wręcz tworzy pozytywne strony zaburzeń odżywiania, a negatywne aspekty ignoruje lub traktuje jako przeszkodę w osiągnięciu celu. Jeżeli mowa jest np. o negatywnych skutkach anoreksji czy bulimii, to najczęściej w kontekście, jak te skutki łagodzić czy niwelować, aby móc jak najdłużej funkcjonować z ED.

W przypadku serwisów poświęconych zdrowemu odchudzaniu sprawa wygląda inaczej. Można się spotkać z całą gamą podejść do tematu ED - od zrozumienia (zazwyczaj na bazie własnych doświadczeń), przez dystans (na zasadzie "mnie to nie dotyczy, więc się nie wtrącam", po niechęć, a nawet wrogość (wyrażaną zazwyczaj za pomocą słów nieparlamentarnych). Stosunek "zdrowo odchudzających się" do zaburzeń odżywiania wynika z kilku czynników:

  • wiedzy na temat ED;
  • umiejętności dystansowania się do informacji na temat ED dostarczanych przez media czy innych użytkowników;
  • doświadczeń z ED, czy to własnych, czy to kogoś bliskiego.

 

Szara strefa

Zanim ktoś mi zarzuci, że idealizuję serwisy o zdrowym odchudzaniu, a demonizuję pro ana, chcę wyraźnie zaznaczyć ważne moim zdaniem zjawisko. Ponieważ odchudzanie się jest celem obu grup, więc jest rzeczą całkowicie naturalną, że te dwa pozornie odrębne światy gdzieś się przecinają.

Spotkałam się z kilkoma przypadkami osób, które planując odchudzanie w oparciu o zdrowy i rązsądny plan, mając realistyczne cele wagowe (uzyskanie BMI w normie), szukały wsparcia w pro ana. Co ciekawe - w większości przypadków przygoda taka kończyła się dość szybko, ponieważ osoby te nie odnajdywały się wśród "motylków" i umiały dostrzec toksyczność środowiska pro ana. Warto wspomnieć także, że reakcje "motylków" na takie osoby można sprowadzić do dwóch postaw - odesłania na portale o zdrowym odchudzaniu (ze strony tych bardziej zaawansowanych), lub deklaracjami wsparcia (ze strony tych bardziej początkujących, które same jeszcze nie znalazły swojego miejsca w obrębie pro ana).

Inaczej wygląda to w sytuacji odwrotnej, gdy ktoś planujący odchudzanie w stylu pro ana szuka wsparcia w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu. Ze strony osób odcinających się od pro ana pojawiają się różne reakcje - współczucie, dobre rady, ale także jawna dezaprobata wyrażona w sposób mniej lub bardziej dosadny.

Podziemie

Rzeczywistość jest taka, że w zależności od tego jaki jest regulamin danego serwisu i jak sprawnie działają na nim moderatorzy, na większości portali poświęconych zdrowemu odchudzaniu można znaleźć wątki, subfora czy pamiętniki/dzienniczki odchudzania o charakterze pro ana.Odbywa się to w sposób mniej lub bardziej jawny. Np. nie wszystkie takie grupki używają sformułowań typowych dla pro ana (typu np. motylki). W grupie takiej większść użytkowników wybiera dietę poniżej 1000kcal dziennie, wymienia się informacjami o tym jak ukrywać się przed rodziną, przyjmuje cele wagowe, które mają zapewnić im BMI zdecydowanie poniżej normy, zachwyca wystającymi kościami, jako motywacji używa typowych dla pro ana elementów takich jak np. "40 powodów dla których warto być chudą"  itd.. W wielu przypadkach nawet jeżeli nie pada nazwa pro ana, to trudno mieć wątpliwości, że taki charakter ma dana grupka.

Okazuje się, że nawet wśród osób, które z pro ana się nie identyfikują, jest spora grupa osób, która ma za sobą doświadczenia typu prowokowanie wymiotów, nadużywanie środków przeczyszczających i ćwiczeń fizycznych, czy drastyczne ograniczanie kalorii i głodówki, jako elementy "diety". Generalnie można zaobserwować, że treści o charakterze pro ana pojawiają się tym częściej, im młodsza jest dana grupka (subfora typu "nastolatki na diecie"). Zaryzykuję hipotezę, że jest to kombinacja zdesperowania i doświadczenia w odchudzaniu. Po prostu osoby starsze, które odchudzają się dłużej, wypróbowały większą ilość "diet cud", lepiej znają swój organizm, łatwiej przychodzi im dystans do siebie i odchudzania. Z kolei osoby młode, które odchudzają się krócej, chętniej rzucają się na głęboką wodę (np. bardziej ograniczając spożywane kalorie), mają mniej cierpliwości i wierzą, że im bardziej intensywnie będą odchudzać się, tym szybsze będą upragnione efekty.

Jedno jest pewne - niezależnie od wieku, na portalach poświęconych odchudzaniu można znaleźć wiele osób, i nie bójmy sie powiedzieć wprost, że znakomita większość to kobiety, które charakteryzują te same cechy, co statystycznego "motylka" - niska samoocena, duże skupienie na problemach związanych z wyglądem i ciałem oraz desperacja "bo już za miesiąc wesele kuzynki i jak ja się pokażę". Nawet jeżeli ktoś szukając wsparcia wybiera serwis o zdrowym odchudzaniu, to często zdrowie jest nieobecne lub figuruje na szarym końcu listy powodów, dla których warto się odchudzać.

11:23, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (3) »
środa, 23 marca 2011

Dzisiejsza notka może niektórym wydawać się "od czapy", jeżeli jednak zechcecie wytrzymać do końca, to postaram się wyjaśnić jak wiele wspólnego mają pro ana i feeding, któremu jest poświęcona ta notka.

Na czym polega feeding?

Feeding zwykle określa się jako dewiację seksualną, w której uczestniczą dwie osoby - dokarmiacz (feeder), który czerpie satysfakcję seksualną z dokarmiania lub samego aktu jedzenia przez inną osobę, oraz osoba dokarmiana (feedee), która czerpie satysfakcję seksualną z jedzenia lub bycia karmioną. Inna definicja feedingu określa dokarmiaczy jako osoby, dla których ekstremalna otyłość jest fetyszem.

Obie definicje są niezwykle lakoniczne i pomijają kilka istotnych aspektów tego, czym jest feeding.

Wielbiciele puszystych kształtów

Myślę, że ważne dla tego tematu jest podkreślenie, że nie każdy związek (hetero czy homoskesualny), w którym jedna ze stron ma nadwagę czy otyłość, jest feedingiem. Nie każdemu podoba się to samo, a osób, które preferują partnerów o bujniejszych kształtach jest więcej, niż mogłoby się wydawać. To, że komuś podobają się kobiety o określonej budowie ciała i obfitych kształtach trudno nazwać zboczeniem. Ot, jedni wolą rude, inni - puszyste. Mężczyzn, którzy preferują takie kobiety nazywa się czasem chuby chasers, a od dokarmiaczy odróżnia ich jedna zasadnicza cecha - akceptują swoje partnerki takimi, jakimi są, nie próbują ich zmieniać, ani manipulować nim tak, aby się zmieniły.

Rzeźbienie ciała

Pierwszym ważnym aspektem feedingu, który moim zdaniem należy uwzględnić, to dążenie dokarmiacza do tego, aby osoba dokarmiana tyła. Gigantyczne rozmiary partnerki (pozwalam sobie na uproszczenie, bo w znakomitej większości przypadków dokarmiaczami są heteroseksualni mężczyźni) są źródłem satysfakcji, ale jest nim również sam proces tycia. Dokarmiacze bardzo często dokumentują postępy swoich partnerek - za pomocą zdjęć czy filmów, którymi chętnie dzielą się z innymi. Ubrania, z których partenrka "wyrosła" stają się namacalnymi trofeami.

Dokarmianie dla feedersów jest sztuką, taką jak kulturystyka. Tyle, że zamiast rzeźbić ciało poprzez rozwijanie określonych partii mięśniowych, dokarmiacze dążą do zwiększenia masy tkanki tłuszczowej swoich dokarmianych. Tutaj każda fałda, każdy rozstęp, każdy centymetr kwadratowy cellulitu jest sukcesem i źródłem satysfakcji.

Współczesna forma niewolnictwa

Moim zdaniem najważniejszym aspektem związków opartych na feedingu jest kontrola, jaką dokarmiacz ma nad swoją partnerką. Kobiety, które decydują się na taki związek bardzo często mają nadwagę i uważają się za nieatrakcyjne fizycznie, są spragnione miłości, komplementów, uwagi ze strony płci przeciwnej. Dokarmiacz oferuje im to wszystko, w zamian oczekując jednego - tycia.

Dokarmianie, czy tuczenie, może odbywać się w różny sposób. Znane są przypadki fizycznego zmuszania do jedzenia, jednak dużo częściej w grę wchodzi psychiczna manipulacja na zasadzie "jeżeli mnie kochasz, to zjedz jeszcze jednego kotleta", czy "im będziesz większa, tym bardziej będę cię kochał". Gdy partnerka osiąga rozmiary, które nie pozwalają jej poruszać się swobodnie, a jej życie ogranicza się do leżenia, zależność od dokarmiacza nabiera realnego wymiaru. To on kontroluje z kim ona się kontaktuje, co je, co robi. W ten sposób feeders jest w stanie całkowicie odciąć swoją partnerkę od rodziny i świata zewnętrznego zyskując także dodatkowe pole do manipulacji. Dokarmiacz czerpie satysfakcję z tego, że jego partnerka staje się od niego całkowicie zależna.

W niektórych związkach feedersów na etapie, gdy osoba dokarmiana jest praktycznie całkowicie zależna od dokarmiacza, pojawia się dodatkowo element poniżania - w ten sposób dokarmiacz poprawia poczucie własnej wartości.

Feeding w wymiarze wirtualnym

Myślę, że ważne jest podkreślenie, że feeding nie ogranicza się tylko związków, które funkcjonują tak, jak opisałam to powyżej. Wbrew pozorom feeding dotyczy także singli - np. kobiety, które same się tuczą, a satysfakcję przynosi im dzielenie się swoimi doświadczeniami z innymi np. poprzez internet, np. osoby, które fantazjują o dokarmianiu, a fantazje te podsycają np. zdjęciami czy filmami udostępnianymi przez innych.

Kontrowersje

Przeciwnicy feedingu uważają, że dokarmianie jest dewiacją i powinna podlegać leczeniu psychiatrycznemu, a praktykowanie feedingu powinno być zabronione. Zwolennicy uważają, że jeżeli związek dokarmiacza i osoby dokarmiającej jest oparty na obopólnej zgodzie, to nikt nie ma prawa się do niego mieszać. Tylko czy można mówić o obopólnej zgodzie w sytuacji, gdy jedna ze stron jest poddana nieustannej manipulacji? W sytuacji, gdy uczucia jednej osoby w związku można określić w sposób wymierny - na podstawie tego, ile waży ta druga, to czy w ogóle można mówić o zdrowej relacji międzyludzkiej?

Co do tego ma pro ana?

1) Zarówno osoby, które angażują się w pro ana, jak i osoby dokarmiane z wiązkach feedingowych, są w dużej części produktami kultu ciała - stygmatyzacji otyłości i gloryfikacji chudości.

2) Motywowanie do chudnięcia (w przypadku pro ana) i tycia (w przypadku feedingu) odbywa się na zasadzie manipulacji.

3) Zarówno pro ana, jak i feeding, sprawiają, że jedzenie przestaje być tylko najnormalniejszą w świecie czynnością fizjologiczną, staje się niezwykle ważnym elementem funkcjonowania, źródłem obsesji wkraczającym w patologię.

4) I w przypadku pro ana, i feedingu, pojawia się motyw kontroli - w pierwszym przypadku nad własną osobą (źródłem satysfakcji jest np. poskramianie łaknienia), w drugim - nad inną osobą (źródłem satysfakcji jest władza nad inną osobą).

5) w obu przypadkach pojawia się motyw wyższości nad innymi - w pro ana odchudzanie się daje poczucie wyższości nad osobami, które się nie odchudzają, a w feedingu - dokarmiacz staje się panem i władcą swojej partnerki.

 

Do poczytania:
Weight Room
Uwielbiam grube kobiety (eioba.pl)

sobota, 19 marca 2011

Dzisiejszy temat jest efektem moich poszukiwań odpowiedzi na pytanie - w jakim stopniu osoby zaangażowane w pro ana są szczere w swoich wypowiedziach, a na ile to, co przedstawiają internautom jest kreacją. Zastanawiając się nad tym problemem trzeba także uwzględnić fakt, że nawet wykreowana internetowa tożsamość w jakimś stopniu dostarcza informacji o "prawdziwym ja" danej osoby. Próbując dotrzeć do odkrycia tego, co można ująć jako "cała prawda o pro ana", niezbędne jest uwzględnienie tego, w jaki sposób działa kreowanie internetowej tożsamości wśród "motylków", z czego wynika i co odzwierciedla.

Internetowa tożsamość

Pojęcie internetowej tożsamości rozumiem jako sposób, w który w Internecie powstaje wirtualna postać reprezentująca daną osobę. Tożsamość internetowa nie jest równoważna z tożsamością danej osoby w świecie realnym. Czy to w sposób świadomy (wtedy można mówić o kreacji), czy też nieświadomy, tworząc tożsamość internetową pozostawiamy niedopowiedzenia, akcentujemy niektóre atrybuty, dodajemy inne, pozostawiamy innym internautom miejsce na interpretację i wyobrażenia.

Elementy składające się na internetową tożsamość to nie tylko "twórczość" danej osoby - w postaci tekstów, rysunków, filmów, itd., ale także wszystko to, co daną osobę w sieci reprezentuje, czyli np. nick, avatar, sygnatura. To także informacje, które składają się na profil danej osoby - np. ulubione miejsca w sieci. Wszystkie te elementy, czyli uogólniając - sposób w jaki prezentujemy się w Internecie, zależą od różnych czynników, z których dwa najważniejsze to miejsce w sieci, z którego korzystamy, oraz funkcja jaką korzystanie z tego miejsca ma spełniać.

Te dwa czynniki definiują na ile to, w jaki sposób przedstawiamy się w sieci jest prawdziwe, a na ile wykreowane. Tutaj trzeba także uwzględnić to na ile miejsce w sieci, z którego korzystamy, jest powiązane z rzeczywistością - tzn. czy dostęp do tego miejsca mają osoby, z którymi mamy także kontakt poza Internetem.

Takie miejsce

Można wyróżnić wiele rodzajów miejsc w cyberprzestrzeni, które dają możliwość tworzenia swojej internetowej tożsamości. Każde z nich daje nieco inne możliwości i stawia nieco inne wymagania wobec tworzenia internetowych tożsamości. Np. w przypadku blogosfery - autor blogu z definicji staje się osobą nadrzędną w stosunku do użytkowników, nadaje nie tylko temat, ale także ton i styl wymianie zdań z innymi użytkownikami. Inaczej wygląda to na forach internetowych skoncentrowanych wokół konkretnej tematyki - gdzie dana osoba, będzie akcentować przede wszystkim te atrybuty, które są związane z tematem przewodnim, a pomijać te niezwiązane (np. na forum erotycznym ania2000 raczej będzie eksponować swoje doświadczenia erotyczne niż talent do hodowli żółwi).

Zaspokajanie potrzeb

Tworzenie tożsamości internetowej zależy także od tego jaką funkcję miejsce sieciowe, z którego korzystamy, ma spełniać. Inaczej prezentujemy siebie poszukując czy dzieląc się konkretnymi informacjami (np. tak jak na forach eksperckich czy blogach tematycznych), a inaczej, gdy podstawową funkcją jest interakcja z innym internautami (np. tak jak w serwisach społecznościowych).

Paradoks pro ana

Społeczność pro ana wyewoluwała z potrzeby znalezienia sanktuarium - miejsca wolnego od presji leczenia się, uprzedzeń i stereotypów, etykiet "choroby psychicznej" i "ofiary". Internet jako medium był idealnym miejscem na stworzenie takiej właśnie społeczności z kilku powodów:

  • oferując anonimowość w dzieleniu się przeżyciami, które w świecie rzeczywistym byłyby uznane za niewłaściwe np. niechęć wobec leczenia (oczywiście pełna anonimowość w sieci to mit, ale chodzi tutaj raczej o różnicę w dzieleniu się swoimi myślami z osobami nieznajomymi, a rodziną czy przyjaciółmi);
  • ułatwiając kontakt z osobami o podobnych poglądach;
  • tworzenie tożsamości w społeczności odbywa się w sposób kontrolowany, co stwarza możliwość manipulacji rzeczywistością (a taka potrzeba jest niejako wpisana w zaburzenia odżywiania choćby poprzez mechanizm iluzji i zaprzeczeń) ;
  • Internet jako medium daje niepowtarzalną możliwość istnienia w całkowitym oddzieleniu od ciała (komunikacja z pominięciem środków niewerbalnych typu mowa ciała, odbiór danej osoby i jej światopoglądu odbywa się na podstawie jej wypowiedzi, a nie np. stroju czy figury), które w kontekście pro ana i ED jest przede wszystkim czymś negatywnym, wręcz nieporządanym.

Dlaczego w tym kontekście pro ana jest paradoksem?

  • odrzucenie jednych etykiet i jednoczesne przyjęcie innych (etykieta "pro ana" wiąże się z określonymi reakcjami innych, stereotypami i uprzedzeniami, tak jak np. etykieta "anorektyczka");
  • mimo tego, że w Internecie można istnieć "bez ciała", motywy związane z ciałem są bardzo ważnym elementem pro ana, a zatem wymuszają konieczność uwzględnienia tego w tworzeniu internetowej tożsamości (np. w postaci podania własnych wymiarów, czy też określenia swoich celów odchudzania);
  • pro ana, która z jednej strony ma uwolnić od stygmatyzacji i uprzedzeń, z drugiej strony wymaga dopasowania "internetowego ja" do oczekiwań (to widać np. w postaci różnic ideologicznych między różnymi komórkami społeczności pro ana - w jednych chęć zachorowania na anoreksję będzie odbierana pozytywnie, w innych negatywnie).

Sposoby tworzenia tożsamości internetowej w świecie pro ana

Kończąc ten wpis chcę tylko zaznaczyć, że tworzenie internetowej tożsamości w pro ana odbywa się na kilku poziomach:

1) nadawanie etykiet z uwzględnieniem indywidualnych "upodobań" - pro ana, pro mia, wannarexics, pro ED;

2) z uwzględnieniem tego, na czym dana osoba się koncentruje - ciało, emocje, relacje z innymi;

3) z uwzględnieniem tego w jaki sposób odbywa się tworzenie tożsamości - styl pisania, używany język, reprezentacje graficzne (nie tylko w postaci zdjęć, obrazów, ale także opisów słownych).

W najbliższym czasie chciałabym wszystkie te kwestie opisać bliżej w oddzielnych wpisach. Nie chcę nic obiecywać co do tego "kiedy", bo przyznaję, że jest to dla mnie trudny temat, a największym problemem jest to, że nie mogę bezpośrednio odnieść się do badań naukowych na ten temat - wynika to przede wszystkim ze specyfiki polskiej wersji pro ana, a bazuję na badaniach z innych krajów (badania nad pro ana w Polsce są, mówiąc delikatnie, w powijakach).

 

Materiały:
Giles D., Constructing identities in cyberspace: The case of eating disorders, British Journal of Social Psychology (2006) 45;
Dias K., The Ana sanctuary: women's pro-anorexia narratives in cyberspace, Journal of International Women's Studies (2003)
Burke E., Pro-anorexia and the Internet: A Tangled Web of Representation and (Dis)Embodiment, (2009) Counselling, Psychotherapy, and Health 5(1)

17:31, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (1) »
środa, 16 marca 2011

W jednym z dawniejszych wpisów zastanawiałam się nad tym, w jakim stopniu zaburzenia odżywiania można traktować jako uzależnienia. W innym wpisie do zaburzeń odżywiania odnosiłam jeden z mechanizmów uzależnień - system iluzji i zaprzeczeń. Inny mechanizm opisujący uzależnienia, który moim zdaniem warto odnieść do zaburzeń odżywiania (a także pro ana), to nałogowa regulacja uczuć.

Zacznijmy od tego, że człowiek z definicji jest zwierzęciem szukającym przyjemności i unikającym sytuacji nieprzyjemnych. To wszystko, co jest dla nas źródłem odczuć pozytywnych jest realizowane jak najczęściej, natomiast to, co jest źródłem stresu, niezadowolenia, przygnębienia, jest unikane bądź neutralizowane. Cały ten mechanizm jest regulowany na poziomie naszego mózgu (o systemie nagrody pisałam np. tutaj).

W przypadku uzależnień dochodzi do sytuacji, w której dana osoba zaczyna stosować i nadużywać "drogę na skróty", którą jest właśnie to, od czego ta osoba jest/staje się uzależniona. W normalnej sytuacji radzenie sobie z sytuacjami typu stres czy też wywoływanie przyjemnych doznań wiąże się z włożeniem w to wysiłku, a nałogi mają to do siebie, że oferują coś, co jest stosunkowo łatwo dostępne i szybko działa. Obiekt uzależnienia (czy to alkohol, czy inna substancja psychoaktywna, czy też w przypadku uzależnień behawioralnych czynność typu hazard, seks, itd.) staje się głównym, a czasem jedynym środkiem, dzięki któremu osoba uzależniona może poprawić sobie nastrój lub uniknąć "doła".

Czy mechanizm nałogowej regulacji uczuć można odnieść do zaburzeń odżywiania?

Wnioskując z relacji osób z ED jak najbardziej tak. Rozbierając ED na czynniki pierwsze można wyróżnić całą gamę zachowań, które regulują uczucia, tak samo jak alkohol u alkoholika, czy hazard u hazardzisty:

  • ćwiczenia fizyczne (powodują wydzielanie endorfin, generujących poczucie euforii),
  • napady obżarstwa (jedzenie określonych produktów powoduje przyjemne doznania na poziomie chemicznym, jak i psychicznym, np. jedzenie emocjonalne),
  • prowokowanie wymiotów czy przeczyszczanie się (przez osoby mające ED opisywane są jako przynoszące poczucie ulgi, łagodzące poczucie winy),
  • głodówka (również opisywana jako dająca poczucie lekkości i euforii),
  • itd.

Rozważając głodówkę jako potencjalny środek nałogowo regulujący uczucia, warto zauważyć, że w przeciwieństwie do innych zachowań typowych dla różnych zaburzeń odżywiania, nie da się go zaaplikować na życzenie - jest to stan/proces, który wymaga czasu, co jest sprzeczne z założeniem, że nałogowa regulacja uczuć wymaga czegoś, co działa szybko. Jednak jeżeli spojrzymy na głodówkę w nieco szerszym kontekście, to okaże się, że jednak ma ona wiele wspólnego z innymi zachowaniami uzależniającymi. Np. rezygnacja czy odmowa posiłku, dające poczucie satysfakcji. Np. układanie niskokalorycznych jadłospisów, studiowanie diet i tabel kaloryczności różnych produktów, również może być źródłem przyjemnych doznań czy środkiem łagodzącym niepokój i stres.

Również uczestnictwo w pro ana jest potencjalnym środkiem nałogowej regulacji uczuć. Pomijając aspekty związane z zachowaniami typowymi dla ED, można tutaj wymienić np. pisanie na blogu, (pozwala na ponowne przeżywanie tego, co dawało przyjemność lub łagodziło napięcie i stres) czy też satysfakcja z dużej ilości komentarzy zawierających oczekiwane przesłanie.

Myślę, że obecność nałogowej regulacji uczuć w zaburzeniach odżywiania, może być jedną z przyczyn, dla których leczenie ED wymaga czasu i wysiłku. Rezygnacja z tego co proste, szybkie i znane, a także praca nad odnalezieniem nienałogowych środków, które pozwolą na odczuwanie zadowolenia czy łagodzenia stresu, to nie jest zadanie ani proste, ani szybkie.

niedziela, 13 marca 2011

Czytając blogi pro ana, zwłaszcza te, których autorki próbują wyhodować u siebie anoreksję, zawsze zastanawiam się skąd u tak młodych osób obsesja na punkcie własnego wyglądu i dominująca inne potrzeby chęć bycia atrakcyjną. Jedną z potencjalnych odpowiedzi na to pytanie jest seksualizacja dzieci, a zwłaszcza dziewcząt. Seksualizacja, czyli proces w wyniku którego dzieci stają się obiektami seksualnymi, kreowanie sytuacji, w których bycie obiektem seksualnym wiąże się z różnymi gratyfikacjami, takimi jak np. popularność, nowoczesność, przebojowość.

Mogłoby się wydawać, że ten problem nas nie dotyczy, że ten przykład zachodniej zgnilizny moralnej do Polski nie dotarł, że w naszym katolickim kraju nie trzeba zawracać sobie tym głowy. Tymczasem z przykładami seksualizacji dzieci bardzo łatwo spotkać się na co dzień. Na przykład upiększające zabawki dla dziewczynek. Na przykład elementy stroju, które mają kojarzyć się z seksem, tradycyjnie zarezerwowane dla dorosłych, produkowane w wersjach dziecięcych. Na przykład czasopisma dedykowane dla młodych dziewcząt, które oferują porady jak być piękną. Na przykład kosmetyki do makijażu dla przedszkolaków. Itd. Itp. Oczywiście za taki stan rzeczy bardzo łatwo jest winić media czy producentów. Ale warto też uwzględnić fakt, że ktoś wszystkie te gadżety dzieciom kupuje. Pokolenie lolitek, które w wieku 8 lat paradują w obcisłych legginsach z błyszczącym na pupie napisem "sweet ass", zostało wychowane przez ludzi, którzy często bardziej niż za rodziców uważają się za przyjaciół swoich dzieci.

Ktoś może powiedzieć "no dobra, ale co jest złego w tym, że 8-latka zaczyna eksperymentować z makijażem, w końcu to normalne, że dzieci próbują naśladować dorosłych". I trudno jest się nie zgodzić. Tyle, że oprócz samego obiektu trzeba także uwzględnić kontekst. Sam w sobie makijaż może i nie jest złem, natomiast jeżeli towarzyszy mu przekaz "dzięki makijażowi zrobisz lepsze wrażenie w szkole" to sprawa zaczyna się komplikować.

Myślę także, że problemem jest nie tylko to, że istnieje asortyment przedmiotów wprowadzających w życie dzieci pojęcia takie jak seksapil. Problemem jest także to, że w parze z tym nie idzie edukacja czym seks jest i z jakimi konsekwencjami się wiąże. I w tym przypadku katolickie kołtuństwo panujące w naszym kraju na pewno nie jest pomocne. Bo efektem tego jest to, że seks ofiaruje się dzieciom w postaci najróżniejszych produktów, ale się o nim z dziećmi nie dyskutuje.

Odnosząc problem seksualizacji dzieci do pro ana, przestają dziwić 12- czy 14-latki, których najważniejszym celem życiowym jest wyglądanie lepiej niż koleżanki, czy też zdobycie chłopaka. Przestaje dziwić to, że dla wielu z tych dziewcząt odchudzanie jest ważniejsze od przyjaciół, czy szkoły, czy własnego zdrowia. Przestaje dziwić, że te dziewczyny potrafią na wyrywki recytować wartości kaloryczne produktów, a nie wiedzą na czym polega cykl miesiączkowy. Przestaje dziwić także to, że wartość innych ludzi jest postrzegana przede wszystkim jako efekt ich wyglądu.

 

Do poczytania:

Córki czy lolitki

Chłopaki to seksy, dziewczyny to dupy

Raport APA (American Psychological Association) dot. seksualizacji młodych dziewcząt

 

13:29, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (12) »
wtorek, 08 marca 2011

Już kiedyś wspominałam, że w internetowym światku pro ana panuje dość duża rotacja. Ten fakt, sam w sobie, nie jest być może interesujący, a na pewno nie jest unikalny. Osobiście uważam, że dużo bardziej interesujące jest to w jaki sposób "motylki" odchodzą i co zostawiają po sobie w sieci.

 

Dezintegracja

Jednym z bardziej powszechnych sposobów na rozstanie się z pro ana jest usunięcie bloga. Najczęściej dzieje się to bez zapowiedzi. Po prostu któregoś dnia dany blog znika z serwera. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak radykalny koniec wróży całkowite zerwanie więzi z pro ana. Nic bardziej mylnego. Przez ostatnie dwa lata zaobserwowałam, że całkowite usunięcie bloga pro ana dotyczy także sytuacji takich jak:

  • ktoś z rodziny odkrywa tożsamość właścicielki, więc całkowite usunięcie bloga staje się koniecznościa w dalszym ukrywaniu swojego stylu życia przed bliskimi; po jakimś czasie właścicielka takiego "zdezintegrowanego bloga" wypływa w sieci pod nowym pseudonimem, bardzo często na nowym, tym razem ohasłowanym blogu;
  • właściecielka bloga ma silną potrzebę "zaczęcia od nowa", a usunięcie bloga to sposób, aby wymazać swoje porażki w zmaganiach z zasadami pro ana, taki trend jest zresztą dla pro ana dość typowy, dość spora liczba "motylków" regularnie ogłasza przerwy w swojej działalności, jest to też ciekawy aspekt pro ana, i wydaje mi się, że warto mu poświęcić oddzielny wpis;

Zdarza się także, że właściecielka usuwa wszystkie wpisy, pozostawiając pusty szablon. I w tym przypadku chyba najczęściej można mówić o tym, że dana osoba przynajmniej próbowała zerwać z pro ana.

 

Porzucenie

Porzucanie blogów pro ana jest zjawiskiem dość powszechnym. Skutkiem tego jest to, że w sieci można znaleźć tysiące stron zawierających treści pro ana, z czego niewielka liczba to strony aktywne. Porzucone blogi nie mają takiej siły oddziaływania jak blogi aktywne, jednak przyczyniają się do tego, że pro ana może być postrzegana jako zjawisko dużo bardziej powszechne niż jest to na prawdę. Z jednej strony to dobrze, ponieważ jest to sposób na zwrócenie uwagi na to, że problem pro ana istnieje (dla osób, do których przemawiają duże liczby). Oczywiście ten kij ma też drugi koniec - kandydatki na "motylki" mogą odbierać to jako zachętę do wejścia w środowisko pro ana w myśł zasady "w kupie siła".

Porzucone blogi pro ana bywają różne, nie sposób tutaj znaleźć jakiś wzorzec. Natomiast warto zwrócić uwagę na to, że porzucenie może odbywać się na dwa sposoby:

  1. bez pożegnania - po prostu któregoś dnia właścicielka bloga przestaje go uaktualniac, przestaje iodpowiadać na komentarze i maile; w tej sytuacji nie sposób odgadnąć co się stało - czy było to odejście na zasadzie szybkiego zerwania plasterka, czy też daną osobę spotkało coś, co zmusiło ją do zerwania kontaktów bez uprzedzenia, czy też po prostu znudziła ją zabawa z pro ana;
  2. z pożegnaniem.

 

Pożegnania

Pożegnania z pro ana bywają różne. Od jednozdaniowych wypowiedzi "odchodzę", do długich elaboratów psychologiczno-filozoficznych obszernie wyjaśniających przyczyny odejścia, plany na przyszłość, często także podziękowania. Bywają niezwykle melodramatyczne, poetyckie, płytkie, ale także potrafią zadziwić wnikliwością i tym jak bardzo są po prostu prawdziwe. Kiedyś w komentarzach ktoś zapytał mnie czy na blogach pro ana można znaleźć mądre wypowiedzi. I gdybym miała wskazać, gdzie takie wypowiedzi można znaleźć, to właśnie pożegnalne wpisy byłyby takim miejscem.

Dlaczego? Jest to oczywiste. Odejście z pro ana jest dość przełomowym momentem. Wiąże się z porzuceniem czegoś, co było ważne, znajome, przyjazne, i wkroczeniem na nowy teren, który wiąże się z czymś nowym, nieznanym i trudnym. A przełomowe momenty w życiu mają to do siebie, że często towarzyszą im dość wyjątkowe "objawienia" zdrowego rozsądku.

Z jednej strony czyste, kliniczne odcięcie się od pro ana (poprzez usunięcie bloga lub porzucenie go bez słowa wyjaśnienia), a z drugiej - właśnie takie obszerne pożegnania - nie sposób ocenić, który z tych dwóch sposobów świadczy o tym, że dana osoba rzeczywiście dojrzała do tego, aby zmienić swój styl życia i swój punkt widzenia. Osobiście raczej skłaniam się do tego, że kliniczne cięcie, jak sposób jednak bardziej radykalny świadczy raczej o większej determinacji. Potrzeba wyjaśnienia decyzji o odejściu może wskazywać na to, że dana osoba była bardziej zaangażowana, bardziej zżyta z innymi "motylkami", zależy jej na tym, aby wirtualne koleżanki nie martwiły się nagłym zniknięciem, czasem nawet może pojawiać się nadzieja, że ktoś pójdzie za jej przykładem.

 

Na deser garść cytatów z notek pożegnalnych (wybiór oczywiście subiektywny i tendencyjny).

 

Nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu Motyle odchodzą, czemu nie zostają. Nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu rezygnują ze świata, który choć wiele odbiera to jednak też bardzo dużo ofiarowuje. Ja dostałam tutaj więcej niż mogłabym sobie wymarzyć. Tyle ciepła, ile zaznałam z Waszej strony, nigdy wcześniej nie było mi dane i być może nigdy nie będzie. Wiem jednak, że muszę tak postąpić, bo zagubiłam się gdzieś między tymi linijkami. Przeniosłam moje realne życie tutaj na ekran komputera, ale ja sama przenieść się nie mogę, więc zostałam tu - w pustce. Tak dalej żyć się nie da - wiecznymi planami i ograniczeniami. Tak wiele mnie omija właśnie dlatego, że większość czasu spędzam tutaj rozpisując się o tym, co i jak bym robiła, ale tego nie robię w realnym życiu. To już mi nie wystarcza. To jedynie namiastka prawdziwego życia, a ja chcę je przeżyć naprawdę i niczego nie żałować, nie przegapić żadnej okazji.

 

witam.zawieszam bloga...na zawsze.Być może że za jakiś czas go usunę. Musiałam skończyć z Aną... Psycholog,psychiatra.. kilka spotkań xO mam dość. Ana jest dobra na którki dystans.Pomogła mi i jej za to dziękuje. Zauważyłam ilu bliskich zraniłam,ilu przeze mnie płakało.. O mały włos i bym sie znalazła w szpitalu.A ja jeszcze chce żyć.Prawdopowobnie przez moją 'głupotę' do końca życia będe bezpłodna
Jeśli jeszcze jesteście w tym BAGNIE to życzę żebyście sie w porę otrząsnęły. Bo Ana zabija. na którki czas nie,pomaga schudnąć i jesteśmy szczęśliwe.Ale później zaczynają sie większe problemy. tak jak u mnie.. ale nie bd nic o tym pisać. Robie to dla siebie,dla swojego zdrowia  i przedewszystkim życia..


blog strasznie napędza. Przecież tak na prawdę nigdy bym się w to nie wpakowała gdyby nie to blog i blogi innych motylków , w szczególności takich motylków , które np. ważą 30 kg przy wzroście 180cm.
Kiedyś mówiłam : "chcę mieć anoreksję" ... i nie zdawałam sobie sprawy co to takiego.

 

Dzisiaj dopiero poznaję prawdziwe znaczenie słowa ulga. Wymiotowałam, zajadałam się, głodowałam i myślałam sobie "boże jaka to ulga". Taka ulga wystarczała na 5 minut, a potem znowu to samo. Strach niepewność łzy ból wyrzuty sumienia. A teraz czuję ulgę bo po raz pierwszy mam nadzieję że jestem w stanie ztym skończyć. Marzyłam o lekkości i nigdy nie przypuszczałam, że odnajdę ją mówiąc "żegnajcie motylki".

Tagi: pro ana
23:53, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 marca 2011

Historia reklamy blielizny marki Lane Bryant z Ashley Graham w roli głównej nie jest do końca jasna - bardzo dużo się o niej pisało/pisze, natomiast każdy tekst przedstwia nieco inny przebieg zdarzeń. Kompilując najczęściej powtarzane fakty:

1. Spot, przedstawiający Ashley Graham w bieliźnie, miał być wyemitowany w czasie programu "Dancing with the Stars" (amerykańska wersja Tańca z gwiazdami). Stacja ABC odrzuciła nakręcony spot reklamowy sugerując wprowadzenie zmian, które wg przedstawiciela Lane Bryant calkowicie zmieniały jej przesłanie.

2. Sugerowane zmiany stały się podstawą spekulacji, że powodem, dla którego ABC odrzuciła spot z Ashley Graham, było nie to, że modelka występuje w samej bieliźnie, ale raczej to, że występuje w bieliźnie i ma rozmiar 44... (Skoro w tym samym bloku reklamowym, w którym miała być wyemitowana reklama Lane Bryant, pokazano reklamy m.in Victoria Secret, a w samym "Dancing with the Stars" niektóre z tancerek mają na sobie niewiele więcej niż samą bieliznę, więc sama nagość nie mogła być powodem.)

3. Cała sprawa została głównym tematem blogów i portali poświęconych bieliźnie, modzie plus size, itd.

4. Lane Bryant zyskał dużo większy rozgłos dzięki tej aferze, niż w sytuacji, gdyby ABC wyemitowała spot z Ashley Graham bez zastrzeżeń.

Jedna, nieco większa niż medialny standard, kobieta w bieliźnie, i nagle okazuje się, że telewizyjna nagość nabiera nowego znaczenia.

 

środa, 02 marca 2011

Już kiedyś wspominałam na blogu o programie TV Intervention (roboczo będe używać polskiego tytułu Interwencja, choć istnieje program o tym samym tytule realizowany przez Polsat, który porusza zupełnie inne kwestie). Jest to program z gatunku reality, którego bohaterami są osoby uzależnione. Zasadniczo zaburzenia odżywiania nie są klasyfikowane jako uzależnienia, ale mają na tyle wspólnego, że często wrzuca się je do jednego worka - np. jeżeli chodzi o terapię, ale także właśnie w programie Interwencja.

Schemat programu jest zawsze taki sam. Przedstawiony jest bohater lub bohaterka danego odcinka. Pokazane są wypowiedzi osób bliskich - rodziny, przyjaciół. Jest część poświęcona historii danej osoby - od dzieciństwa, do teraźniejszości. Każdy odcinek kończy się spotkaniem bliskich z boheterem/bohaterką pod okiem terpeuty, czyli interwencją. Każda z zaangażowanych osób ma możliwość wypowiedzieć się w jaki sposób choroba bohatera/bohaterki wpływa na jego życie, otwarcie opowiedzieć o emocjach i uczuciach. Bohater/bohaterka dostaje propozycję nie do odrzucenia - program terapeutyczny w jednym z najlepszych w USA ośrodków zajmujących się uzależnieniami, ED i innymi problemami.

Generalnie nie jestem fanką TV, ze szczególnym uwzględnieniem kiczowatych programów typu reality. Jednak w Interwencji jest coś, co sprawia, że uważam go za autentyczny. Nawet jeżeli nie jest to w 100%, to jednak pokazuje rzeczywistość uzależnień w taki sposób, że zmusza do refleksji.

Obejrzałam kilkanaście odcinków tego programu, tych poświęconych zaburzeniom odżywiania, a także kilka poświęconych uzależnieniom od alkoholu czy narkotyków (tak dla odniesienia). To co się rzuca w oczy to przede wszystkim brutalność rzeczywistości bohaterów/bohaterek programu. Bo jeżeli mamy do czynienia z osobą, która ma bulimię - pokazane jest absolutnie wszystko - jak dana osoba je, w jaki sposób przeczyszcza się czy prowokuje wymioty, jak ukrywa sie przed bliskimi. Gdy jest mowa o samookaleczaniu - pokazane jest jak dana osoba okalecza się. Itd. Zatem jeżeli ktoś po przeczytaniu tego wpisu zdecyduje się na oglądanie Interwencji, to powinien przygotować się na wszystko. Nie przesadzam.

Dla mnie osobiście najbardziej poruszające momenty programu to:

  • sytuacje pokazujące jak brak zrozumienia czym jest uzależnienie czy ED negatywnie wpływa na komunikację i relacje w rodzinie;
  • nieświadomość uzależnionych osób, że to co robią wpływa nie tylko na nich, ale także na ich bliskich, także tych, którzy wydają się być zdystansowani;
  • sytuacje, w których pokazane jest jak głęboko niektóre osoby tkwią w systemie iluzji i zaprzeczeń kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy;
  • sytuacje, gdy osoba uzależniona opiera się racjonalnym argumentom, a takim punktem zwrotnym stają się np. łzy ojca, który przez 25 lat nie uronił ani jednej.

Może się wydawać, że łzawe sceny z Interwencji, gdy bohater/bohaterka odcinka staje twarzą w twarz z rodziną i bliskimi, są kiczowate. Że cały ten program to tylko kolejny sposób, aby zwiększyć oglądalność stacji TV. A jednak nie sposób pozostać całkiem obojętnym.

Na koniec wrzucam linki do niektórych odcinków na Youtube z krótkim komentarzem czego można się spodziewać. Odcinki są w języku angielskim, więc potrzebna jest znajomość języka. Natomiast większość wypowiedzi jest w miare przystępna i prosta, tak, że osoby, które nie oglądają bez lektora czy napisów, ale znają angielski mogą śmiało spróbować obejrzć, jeżeli temat ich interesuje.

 

Amy W.

Część 1; Część 2, Część 3

Anoreksja, nadużywanie alkoholu, samookaleczanie, choroba dwubiegunowa.

Amy w dzieciństwie przeżyła molestowanie seksualne, o którym nie powiedziała nikomu poza najbliższą przyjaciółką. Przez około 15 lat rodzina wszystkie jej zachowania autodestrukcyjne tłumaczyła szukaniem uwagi, co było jeszcze wzmocnione tym, że Amy jest środkowym dzieckiem, i zawsze miała problem z tym, że jej osiągnięcia nie były tak duże jak jej starszej i młodszej siostry. Pojawia się tutaj także motyw wchodzenia w toksyczne związki z mężczyznami i przyjaciółka alkoholiczka, która boi się spuścić Amy z oka, z którą Amy regularnie pije.

 

Sonia & Julia

Część 1; Część 2; Część 3

Anoreksja.

Sonia i Julia to bliźniaczki. Ich wspólny problem to nie tylko anoreksja, ale także toksyczna zależność. Gdy jedna z sióstr zaczęła odnosić sukcesy w karate, polu do tej pory zarezerwowanym dla drugiej, ta druga postanowiła wzmocnić reżim ćwiczeń. Schudła, więc pierwsza siostra, która zawsze była nieco szczuplejsza, poczuła się zagrożona i łatwo się domyślić co było dalej. Siostry zawarły pakt, wg którego jedna z nich musiała być zawsze nieco cięższa. Cały czas spędzały razem, żeby kontrolować to ile druga bliźniaczka je, ile ćwiczy, żeby wszystko było po równo. Istotny jest także stosunek rodziców dziewczyn do ich choroby, której nie rozumieją, tak jak nie rozumieją, że ich postepowanie tylko wzmacnia to, że siostry żyją jak jedna osoba, a nie jak po prostu Sonia i po prostu Julia.

 

Asa

Część 1; Część 2; Część 3

Bulimia, alkoholizm.

W historii Asy pojawia się kilka wątków - trudna relacja z ojcem, który reprezentuje typ "zbudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna", homoseksualizm, trudne momenty w szkole ze strony rówieśników. Inna rzecz, na którą zwróciłam uwagę to z jednej strony rodzina i przyjaciele, którzy zdają sobie sprawę z problemów Asy, z drugiej - biorą udział (aktywny i bierny) w jego zachowaniach bulimicznych czy piciu. Mama, która przygotowuje jego ulubione potrawy, żeby Asa czuł się w domu dobrze. Przyjaciele, którzy razem z Asą piją, bo jak inaczej można spędzić razem czas. I wreszcie sam Asa, który każdą uwagę na temat tego, jak postępuje obraca w drugą stronę, przekręcając fakty i wpędzając innych w poczucie winy, aby tylko odwrócić uwagę od tego, co robi.

 

Amy P.

Część 1; Część 2; Część 3

Anoreksja, bulimia.

W historii Amy zwrócono uwagę na jej osobowość. Już w dzieciństwie wykazywała skłonność do niepokoju. Jako najmłodsza z rodzeństwa miała trudność z odnalezieniem swojej indywidualności. Będąc w szkole starała się zyskac akceptację rówieśników starając się wyglądać pięknie. Gdy zaczęto ją postrzegać jako osobę, która dużo wie o zdrowym odżywianiu, Amy poszła dalej w tą stronę, co doprowadziło do anoreksji. Bulimia pojawiła się później. Amy opisuje swoje uczucia towarzyszące objadania się i wymiotowaniu. "Eksplozja smaków, a gdy pojawia się poczucie win - wymiotowaniu, które daje poczucie ogromnej ulgi". Relacje w rodzinie Amy są bardzo dalekie od doskonałości. Amy, aby zdobyc fundusze na jedzenie ukradła siostrze biżuterię, a także dobrala się do konta brata. Rodzeństwo praktycznie nie rozmawia z sobą. Rodzice Amy przeprowadzili się do nowego domu, w którym oni mieszkają na górze, a Amy w piwnicy - to sposób, aby nie tylko odciąć Amy od jedzenia w domu, ale także zdystansować się od jej ED.

 

Odcinków Interwencji poświęconych ED jest więcej. W każdym można znaleźć coś, co jest w stanie zaszokować. Nawet wtedy, gdy ktoś uważa, że w temacie ED widział już wszystko. Przytoczyłam tylko kilka, aby dać przykłady o co w tym chodzi.

Terapia anoreksji, bulimii