piątek, 30 kwietnia 2010

Wśród możliwych przyczyn i czynników ryzyka zaburzeń odżywiania wymienia się traumatyczne przeżycia, a tu na pierwszym miejscu pojawia się wykorzystywanie seksualne. Ponieważ większość zachorowań na zab. odżywiania przypada w okresie dorastania, więc przeróżne opracowania dot. tego problemu obejmują wykorzystywanie seksualne dzieci, chociaż nie wyklucza to sytuacji, w których dorosła kobieta, która doświadczyła przemocy seksualnej, w wyniku przebytej traumy rozwija zaburzenia odżywiania.

Jest to temat trudny z kilku powodów. Po pierwsze - ze względu na charakter tych doświadczeń wiele osób niezbyt chętnie o tym mówi, co w konsekwencji powoduje, że wiele danych na ten temat jest niedokładnych. Po drugie - badacze, którzy poszukują związków pomiędzy wykorzystywaniem seksualnym a zaburzeniami odżywiania, bardzo rzadko traktują zaburzenia odżywiania w sposób kompleksowy, np. ograniczając się do uwzględniania symptomów anoreksji czy bulimii, próbując nieco na siłę odnaleźć proste związki tam, gdzie ich po prostu nie ma, i wreszcie pomijają w swoich badaniach niezwykle istotne problemy (o tym za chwilę).

 

Konsekwencje wykorzystywania seksualnego dzieci

Skutki przemocy seksualnej wobec dzieci zależą kilku czynników - wieku ofiary, jej specyficznych cech, jej ewentualnych powiązań ze sprawcą, kontekstu i okoliczności zdarzenia, czasu jaki upłynął od zdarzenia. Obejmują one praktycznie wszystkie sfery życia ofiary - zdrowie fizyczne, psychiczne, emocjonalne, funkcjonowanie ofiary wśród innych. Jako możliwe konsekwencje wykorzystywania seksualnego dzieci, które dotyczą psychiki wymienia się: depresję, zaburzenia lękowe (lęk uogólniony, ale także fobie specyficzne, które często mają związek z okolicznościami zdarzenia), zaburzenia związane z nadużywanie substancji psychoaktywnych (alkohol, narkotyki), zaburzenia osobowości (zwłaszcza typu borderline) oraz zaburzenia odżywiania.

W sferze emocjonalnej przemoc na tle seksualnym u dzieci powoduje nadaktywność, zaburzenia nastroju, poczucie winy, bezsilność, poczucie straty, wstyd, złość, agresję. Zaburzeniu dość często ulega także seksualność ofiary - nieadekwatna do wieku seksualizacja zachowań, dzieci i nastolatki, które doświadczyły tego typu wydarzeń dość często posiadają wiedzę dot. seksu większą, niż wynikałoby to z ich rozwoju, a także angażują się w relacje seksualne wcześniej i częściej niż ich rówieśnicy.

I to jest tylko czubek góry lodowej, nie chcę wchodzić bardziej w szczegóły, gdyż jest to temat nie na notkę z bloga, ale całą książkę.

 

Które odczucia i emocje wiążą przemoc na tle seksualnym z zab. odżywiania?

Badacze zajmujący się tym problemem dość często popełniają błąd szukając prostych, bezpośrednich i jednoznacznych związków pomiędzy wykorzystywaniem seksualnym (zwłaszcza w dzieciństwie) a zaburzeniami odżywiania. Biorąc pod uwagę statystyki (choćby prosty fakt, że nie każda kobieta, która doświadczyła wykorzystania seksualnego, rozwija zaburzenia odżywiania, i nie każda kobieta z zab. odżywiania ma historię wykorzystania seksualnego) bardziej logiczne wydaje się traktowanie zaburzeń odżywiania jako niespecyficznego elementu szerszej reakcji danej osoby na przeżytą traumę.

Zaburzone jedzenie jako sposób radzenia sobie z traumatycznymi przeżyciami:

  • zredukowanie cierpienia,
  • rozładowanie stresu i napięcia,
  • zablokowanie niechcianych uczuć i emocji,
  • radzenie sobie ze zniszczonym poczuciem własnej wartości,
  • odwrócenie uwagi od cierpienia związanego z traumatycznymi przeżyciami,
  • radzenie sobie z poczuciem winy (przenoszenie winy za to co się stało na własne ciało, potrzeba ukarania własnej cielesności),
  • zaprzeczanie własnej seksualności i kobiecości - jako sposób ochrony własnej osoby przed możliwością powtórnego bycia ofiarą przemocy seksualnej,
  • sposób ekspresji nienawiści do własnego ciała,
  • poszukiwanie utraconej kontroli,
  • próba "samooczyszczania się",
  • radzenie sobie z niską samooceną,
  • zaspokajanie potrzeby bycia osobą lepszą, doskonalszą, silniejszą wynikające za zaburzonego sposobu postrzegania własnego ciała,
  • łagodzenie poczucia winy (zwłaszcza gdy pojawia sie ono po latach, gdy młoda kobieta dorasta i zaczyna odczuwać potrzeby seksualne i nawiązywać związki romantyczne i intymne),
  • radzenie sobie z poczuciem oderwania od własnego ciała,
  • zapewnienie przewidywalności w życiu danej osoby.

 

Co pokazują badania?

  • wśród osób cierpiących na zab. odżywiania, które były ofiarami wykorzystania seksualnego, częściej notuje się zachowania bulimiczne (napady obżarstwa, przeczyszcanie się);
  • istnieje związek pomiędzy traumą doznaną na skutek przemocy seksualnej, a większą intensywnością objawów zaburzonego jedzenia,
  • istnieje związek pomiędzy traumą doznaną na skutek przemocy seksualnej, a zwiększonym prawdopodobieństwem współwystępowania zab. odżywiania i innych zab. psychicznych,
  • ryzyko wykształcenia się zaburzeń odżywiania jako reakcji na traumę jest większe, gdy przemocy seksualnej towarzyszyły przemoc fizyczna i psychiczna, lub gdy sprawcą była osoba z rodziny,
  • wpływ wieku ofiary na zwiększenie lub zmniejszenie ryzyka wystąpienia zaburzeń odżywiania nie jest jasny, informacje podawane przez różnych badaczy są sprzeczne.

 

Czegoś mi brakuje...

Możecie zastanawiać się dlaczego pisząc taki tekst nigdzie nie podałam jaki odsetek kobiet chorujących na zab. odżywiania ma za sobą historie wykorzystania seksualnego w stosunku do kobiet zdrowych i tych, które nie doświadczyły tego typu traumy. Jest to zabieg jak najbardziej celowy, choć informacji na ten temat jest dość sporo. Przyczyny są dwie:

1. Osoby, które gromadziły tego typu dane, same podkreślają, że wiele osób, które doświadczyły przemocy seksualnej nie chce lub nie potrafi mówić o tym. Najczęściej uważa się, że dane statystyczne dot. wykorzystywania seksualnego są zaniżone, przy czym osoby, które zdecydowały się podjąć leczenie zaburzeń odżywiania mogą być bardziej skłonne do mówienia o swoich przeżyciach, niż kobiety, które nie szukają żadnej pomocy ze strony lekarzy czy terapeutów. Zatem wszelkie dane na ten temat są niedokładne, i prawdopodobnie nie odzwierciedlają rzeczywistych proporcji pomiedzy poszczególnymi grupami.

2. Nie udało mi się znaleźć badań, które uwzględniałyby różnice pomiędzy ryzykiem wystąpienia zaburzeń odżywiania u osób, które po doznaniu przemocy seksualnej otrzymały odpowiednią pomoc i wsparcie, i osób, które doznały jeszcze większej traumy ze względu na brak pomocy i wsparcia, a także negatywnych reakcji otoczenia na ujawnione wydarzenia. Tymczasem istnieją podstawy, aby sądzić, że jest to istotny czynnik wpływający na ewentualne związki pomiędzy traumą bycia ofiarą wykorzystania seksualnego, a zaburzeniami odżywiania (np. bardziej intensywne objawy zaburzonego jedzenia w przypadkach wykorzystania seksualnego w obrębie rodziny, które wiąże się z niższym poczuciem wsparcia ze strony otoczenia).

 

Przy opracowaniu powyższej notki korzystałam z:
- materiały rekomendowane na stronie na stronie www.dzieckokrzywdzone.pl (A. Malec: Skutki wykorzystania seksualnego dziecka)
- M. Makara-Studzińska, J. Żoga, A. Grzywa: Zaburzenia odżywiania a doświadczenie wykorzystania seksualnego w dzieciństwie - przegląd badań; Postępy Psychiatrii i Neurologii 2006; 15 (4)

- A.H. Clayton: Wykorzystywanie seksualne i jego konsekwencje dla zdrowia psychicznego; Psychiatria po dyplomie 2004; 1 (6)
- O. Morse, L. Shapira: The Relationship Between Sexual Abuse/Trauma and Eating Disorders; materiały ośrodka New Realities Eating Disorders Recovery Centre
- J. Briere, C. Scott: Assessment of Trauma Symptoms in Eating-Disordered Populations; Eating Disorders 2007, 15:347–358

- Sexual Abuse and Eating Disorders; Mary Anne Cohen, CSW, Director – The New York Center for Eating Disorders [link]

wtorek, 27 kwietnia 2010

Jaquelyn JablonskiCrystal Renn

Zdjęcia pochodzą ze specjalnego wydania V magazine zatytułowanego Size Issue. Ideą tego wydania było hasło: piękno bywa we wszystkich kształtach i rozmiarach. Podpowiem pierwszą różnicę: na zdjęciu po lewej - Jaquelyn Jablonski, po prawej - Crystal Renn.

Nie podejmuję się dyskusji, która z modelek lepiej wypadła, bo jest to w znacznej mierze kwestia gustu. Na jednym z blogów autorka stwierdziła, że Crystal Renn wypadła "bardziej zdzirowato", z kolei mamaV autorytatywnie stwierdza "hands down Renn is rockin'". Spora część osób podzielających tą opinię wskazuje, że w przypadku Crystal Renn znaczenie mają pewność siebie i świadomość własnych atutów. Dużo większe znaczenie niż posiadanie atrakcyjnego ciała.

I co państwo na to? Jakie różnice widzicie na obu zdjęciach?

 

Więcej zdjęć z tej sesji można znaleźć tutaj: One size fits all


Zdjęcia dzięki uprzejmości V magazine i models.com
autor zdjęć: Terry Richardson

niedziela, 25 kwietnia 2010

EDNOS (ang. eating disorder not otherwise specified) można przetłumaczyć jako zaburzenie odżywiania nie określone w inny sposób.

Sformułowanie "nie określone" w stosunku do zaburzeń odżywiania może sugerować, że są to zaburzenia mało istotne czy nie niebezpieczne. Nic bardziej mylnego. Są one "nie określone" z tego powodu, że obejmują niezwykle szeroki wachlarz zachowań, który trudno opisać w postaci krótkich i konkretnych kryteriów. Prowadzi to do niebezpiecznych sytuacji, w których dana osoba otrzymuje diagnozę pt. "nie określone zaburzenia odżywiania", którą bagatelizuje, ponieważ "nie jest to ta straszna anoreksja".

Głównym problemem w poszukiwaniu informacji na temat tych zaburzeń jest to, że spora część polskich tekstów jest oparta na źródłach amerykańskich, gdzie obowiązuje inna klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania.

 

DSM-IV - klasyfikacja obowiązująca w USA, opracowana przez APA (American Psychiatric Association)

Klasyfikacja zaburzeń odżywiania wg DSM-IV-TR (najbardziej aktualna wersja, uaktualniona w 2000 r.) wyróżnia trzy ich rodzaje:

  • jadłowstręt psychiczny (anorexia nervosa);
  • żarłoczność psychiczna (bulimia nervosa);
  • EDNOS.

W tej klasyfikacji jako EDNOS są uznawane wszelkie zaburzenia odżywiania, które nie spełniają kryteriów anoreksji i bulimii (o kryteriach tych można przeczytać: dla anoreksji tutaj, a dla bulimii tutaj). Jako przykłady wymienia się tutaj np.:

  1. u kobiet - spełnione wszystkie kryteria anoreksji, ale dana osoba regularnie miesiączkuje;
  2. spełnione są wszystkie kryteria anoreksji, ale pomimo istotnego spadku masy ciała, masa ta pozostaje w normie;
  3. spełnione są kryteria bulimii, ale napady obżarstwa i towarzyszące im zachowanie kompensacyjne występują rzadziej niż dwukrotnie w ciągu tygodnia przez okres trzech miesięcy;
  4. regularne używanie nieodpowiednich zachowań kompensacyjnych przez osobę z prawidłową masa ciała po zjedzeniu niewielkich ilości pożywienia (np. prowokowanie wymiotów po zjedzeniu batonika);
  5. powtarzające się rzucie i wypluwanie dużych ilości pożywienia bez ich połykania (pisałam o tym wcześniej tutaj);
  6. zaburzone objadanie się, czyli epizody obżarstwa bez towarzyszących im zabiegów kompensacyjnych (tzw. binge eating, o którym pisałam tutaj).

 

ICD-10 - klasyfikacja obowiązująca m.in. w Polsce, opracowana przez WHO

Klasyfikacja ta wyróżnia następujące zaburzenia odżywiania:

  • jadłowstręt psychiczny,
  • jadłowstręt psychiczny atypowy,
  • żarłoczność psychiczna,
  • żarłoczność psychiczna atypowa,
  • przejadanie się związane z innymi czynnikami psychicznymi,
  • wymioty związane z innymi czynnikami psychologicznymi,
  • inne zaburzenia odżywiania,
  • zaburzenia odżywiania się, nie określone.

Klasyfikacja ICD-10 dla wszystkich tych zaburzeń, poza anoreksją i bulimią, podaje niezwykle lakoniczne kryteria, a właściwie nie podaje ich wcale, zalecając badaczom zajmującym się danym zaburzeniem samodzielne określenie tych kryteriów. W przypadku anoreksji i bulimii atypowych przyjmowane są zazwyczaj kryteria takie jak dla właściwych postaci tych chorób, z tym, że nie wszystkie one są spełnione (czyli sytuacje takie jak opisane powyżej w punktach 1, 2 i 3).

Różnice w obu klasyfikacjach powodują, że opisy EDNOS w piśmiennictwie amerykańskim dotyczą dużo większej ilości przykładów zaburzeń odżywiania, niż to, co rozumie sie jako nie określone zaburzenia odżywiania w krajach posługujących się ICD-10 (w tym w Polsce). W obu klasyfikacjach brakuje ogólnego sformułowania tego, co można uznać za zaburzone odżywianie się. Choć wydaje się, że większość osób intuicyjnie rozumie to pojęcie, to jednak klarowna definicja wyeliminowałaby wszelkie wątpliwości co do tego, które przypadki należy traktować jako zaburzenia odżywiania (byłoby to korzystne zwłaszcza dla osób prowadzących badania kliniczne).

Warto w tym miejscu wspomnieć, że obecnie trwają prace nad uaktualnieniem obu klasyfikacji. Postaram się przy okazji napisać coś więcej na ten temat, głównie dlatego, że proponowane czy planowane zmiany pokazują w jaki sposób zmieniło sie postrzeganie tego czym są zab. odżywiania.

 

Klasyfikacje klasyfikacjami, ale co to są te EDNOS aka "nie określone zaburzenia odżywiania"?

W tym miejscu nie podejmuję się sformułowania definicji EDNOS. Myślę, że na pewno powinna obejmować (obok tych wymienionych powyżej) ona sytuacje takie jak:

  • obsesja na punkcie zdrowej żywności (nazywana czasem ortoreksją) czy tzw. 'zdrowego trybu życia';
  • życie na wiecznej diecie (odliczanie czasu okresami 'bycia na diecie' i 'między dietami');
  • przedkładanie potrzeby odchudzania/głodowania/ograniczania jedzenia nad własne zdrowie,
  • jedzenie przestaje być po prostu środkiem zaspokojenia potrzeb organizmu i normalną czynnością fizjologiczną (np. jedzenie emocjonalne);
  • spożywanie większej ilości suplementów, zestawów witamin, środków wspomagających odchudzanie itd., niż 'normalnego jedzenia';
  • to, co się zjadło i co się zje okupuje zdecydowaną większość myśli danej osoby, decyduje o jej nastroju i samopoczuciu;
  • stosunek do jedzenia powoduje zaniedbanie życia towarzyskiego, zawodowego i/lub rodzinnego;
  • itd.

Oczywiście trzeba tutaj zaznaczyć, że nie chodzi o sporadyczne epizody, ale sytuacje gdy dana osoba 'nie pamięta już jak to było przedtem' czy 'nie jest w stanie wyobrazić sobie powrotu do normalnego jedzenia'.

I na koniec chcę dodać jeszcze jedną uwagę - tego typu zachowania nie można traktować jako fazy przejściowej, dbania o siebie, nieudanej próby odchudzania. Zaburzenia odżywiania w każdej postaci wiążą się z konsekwencjami fizycznymi i psychicznymi. Nie należy bagatelizować czegoś, tylko dlatego, że to 'coś' nie ma konkretnej nazwy.

piątek, 23 kwietnia 2010

Jest takie powiedzenie - prawda jest często bardziej niestrawna niż ignorancja. Czytując blogi pro ana częściej niż chciałabym znajduję potwierdzenie tych słów. Wiara w najbardziej absurdalne teorie w tym przypadku wynika najprowdopodobniej z desperacji. Jedzenie jest pożywką dla ciała, a wiedza - dla umysłu. Najwyraźniej kilka osób trochę za bardzo rozpędziło się z odchudzaniem. Niniejszym prezentuję, jak zwykle subiektywny i tendencyjny, wybór cytatów z blogów pro ana.

 

Dziś przeczytałam w "mądrej" książce, że nawet podczas stania i nic nie robienia spalamy kalorie, leżąc, a nawet jedząc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jedząc przez godzine spalamy jakies 70kcal.... Nic tylko sie OBŻERAC =
Paranoja kto to wymyślił?? Jakiś frajer od siedmiu boleści???
Nic sie samo nie dzieje i nic sie samo nie spali!!!!! Ludzie!! Patologia..

No cóż, zapewne panowie frajerzy - Pasteur, Krebs i wielu innych - przewracają się na miejscach swego ostatniego spoczynku. Ewentualnie autorka powyższych słów jest przedstawicielką jakiegoś kosmicznego gatunku obcych napędzanych jakąś obcą siłą życiową.

 

słyszałam że kalorie z wódki liczą się jakoś inaczej, tzn. że nawet poprzez oddychanie się je wydala ;D więc piwie, winie itp mówimy d-o-w-i-d-z-e-n-ia, a wódce d-z-i-e-ń-d-o-b-r-y! xD

To by wyjaśniało dlaczego po spożyciu wódki tzw. chuch jest bardziej intensywny niż po winie czy piwie. Osobiście bardzo chciałabym zobaczyc w jakiej postaci te kalorie są wydalane drogą oddechową. Zabarwionej na kolor błękitny pary? A może w postaci granulek?

 

A teraz mam pytanie dziewczynki. Które papierosy mają najmniej kalorii i najlepiej pomagają ztłumić głód? Słyszałam, że palenie pomaga, a ja już mam dość napadów ;-(

Skoro układ oddechowy może wydalać kalorie, może także je pochłaniać. Logiczne, prawda?

 

W sumie zjadłam jakieś 350 kcal- jeśli chodzi o jedzenie, bo dośc dużo kcal pochłonęłam przez napoje-400? coś takiego- wiem,że nie powinnam, ale nie czuję się przez to ociężała, dlatego że dawno to wysikałam :)))

Skoro układ oddechowy może, to wydalniczy pewnie też.

 

Wszyscy straszą mnie efektem jojo. Rozmawiałyśmy z K. i wymyśliłyśmy genialny plan. Chcemy dojść do wagi 48kg, potem skończyc dietkę i utrzymać wagę. Więc wymyśliłyśmy że schudniemy tak do 43 - 44 kg, i nawet jak będziemy mieć jo-jo, to wciąż będą to tylko nadprogramowo schudnięte kg i zmieścimy się w 48. A jak nie, to jeszcze lepiej, bo nigdy nie można być za chudą. Prawda że sprytne?

Oto zostaliśmy świadkami przełomowego wydarzenia w dietetyce. Teoria inteligentnego efektu jo-jo jest odpowiedzią na wszystkie wasze problemy. Bo przecież jo-jo musi być inteligentne, żeby odróżnić kilogramy "schudnięte na serio" od tych "nadprogramowych", czyż nie? Szkoda, że pomysłodawczynie nie wyjaśniły na jakiej zasadzie to działa - czytania w myślach, intuicji, a może dekodowania fusów?

obrazek pochodzi z www.glasbergen.com

Tagi: cytaty
19:54, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

Poprzedni wpis zakończyło pytanie - czy pro ana tworzy "względnie spójną grupę społeczną?". To pytanie było elementem większego problemu - czy pro ana można uznać za subkulturę. W dzisiejszej notce postaram się odpowiedzieć na oba pytania.

W socjologii oczywiście funkcjonują definicje "grupy społecznej" (np. tutaj). Odwołując się do najczęściej używanych kryteriów, grupę społeczną powinny cechować (źródło):

  • interakcje (wzajemne oddziaływania , które m.in. pobudzają aktywność grupy pomagają w osiąganiu celu, wpływają na stan emocji i stosunków) - cały sens pro ana opiera się na wsparciu okazywanym innym członkom takich społeczności, wsparciu w dążeniu do założonego celu wagowego, czy też opieraniu się przeciwnościom losu, jak np. zły nastrój, problemy w szkole, problemy rodzinne; wymieniane są praktyczne porady, ale także liczne słowa otuchy i zachęty do dalszych starań;
  • cel grupy - w przypadku pro ana raczej trudno mówić o celu grupy jako całości (motylki nie planują przejęcia kontroli nad światem), natomiast wszystkie osoby należące do pro ana realizują podobne cele indywidualne - odchudzanie, wytrwanie w narzuconym sobie reżimie, dążenie do mitycznej perfekcji, opieranie się naciskom z zewnątrz itp.
  • struktura wewnętrzna - nie istnieje nic takiego jak "lider/liderka pro ana", niemniej jednak można zaobserwowac pewną strukturę w obrębie tej grupy (pro ana funkcjonuje w oparciu o społeczności skupione na forach internetowych, które są zarządzane przez adminów, oraz blogach, których autorki pełnią rolę "gospodyń", funkcjonują tutaj także autorytety - osoby doświadczone, aktywne, o dużym wpływie na innych członków grupy);
  • zasady postępowania - w przypadku pro ana to temat rzeka - wystarczy wspomnieć tutaj choćby słynny dekalog, czy też tak często używane listy trików (jak oszukać głód, jak ukryć się przed rodzicami itp.), najbardziej uniwersalną zasadą jest oczywiście utrzymanie przynależności do pro ana w tajemnicy;
  • świadomość przynależności i poczucie odrębności - tutaj sądzę, że wystarczy powołać się na tak często używaną retorykę "my i oni", a także na bardzo popularne hasło "nikt nie zrozumienie motylka/anorektyczki, tylko inny motylek/anorektyczka".

Sądzę, że bez problemu można określić pro ana jako "grupę społeczną".

Kolejnym kluczowym zagadnieniem jest "spójność" tej grupy, która w socjologii jest rozumiana jako brak wyraźnych podgrup i klik. W tym miejscu chciałabym odwołać się do wpisu na temat historii pro ana, gdzie zarysowałam wyraźny podział jaki nastąpił w obrębie społeczności pro ana drugiej fali.

Pierwotnie pro ana była oparta na społecznościach, których głównym celem było umożliwienie kontaktów osobom z zaburzeniami odżywiania. Osoby te nie chciały lub nie były gotowe do podjęcia leczenia. Oprócz dzielenia się problemami i udzielaniu sobie wsparcia w trudnych momentach, osoby, które wówczas tworzyły pro ana wymieniały się także wskazówkami dot. odchudzania, przeczyszczania, prowokowania wymiotów, ukrywania się przed otoczeniem. Gdy o pro ana stało się głośno te swoiste "lekcje z zaburzonego odżywiania" zostały wykorzystane przez osoby, które desperacko pragnęły schudnąć, a które nie miały ani anoreksji, ani bulimii, ani innych ED. W ten sposób obok spójnych grup pro ana pierwszej fali, powstały zdecydowanie od nich odmienne grupy nazwane wannarexics.

Jakie były/są stosunki pomiędzy tymi grupami? Zdecydowanie pełne animozji. Punktami spornymi są np. kto ma prawo do używania nazwy pro ana, co pro ana oznacza, czym jest anoreksja. Społeczności kultywujące idee pierwszej fali pro ana zdecydowanie odcinają się od wannarexics, każda osoba starająca się o dostęp do zamkniętych forów dyskusyjnych jest niejako egzaminowana, po to, aby w trakcie rekrutacji wyeliminować niepożądane osoby. Moje obserwacje wskazują, że w polskiej sieci pod szyldem pro ana funkcjonuje szereg różnych postaw:

  • "mam ED i jest mi z tym dobrze, ale nie chcę, aby inne osoby wpadały w to bagno",
  • "mam ED i jest mi z tym dobrze, inni powinni pogodzić się z tym, że na ED trzeba zapracować/ED jest tylko dla wybranych",
  • "mam ED, nie jest mi z tym dobrze, ale nie umiem żyć inaczej",
  • "mam bulimię, a chcę mieć anoreksję",
  • "nie mam ED, pro ana to mój styl życia",
  • "nie mam ED, ale zrobię wszystko, aby zaprzyjaźnić się z Aną",
  • "nie mam ED, nie chcę ED, ale zrobię wszystko, aby schudnąć",
  • "ja tylko się odchudzam",
  • "nie wiem kim jestem, może jak schudnę to się dowiem",
  • "nudzi mi się/chcę być kool/chcę być kimś, więc prowadzę sobie blogaska pro ana",
  • itd.

Osoby reprezentujące zbliżone postawy tworzą ewidentne podgrupy (korzystają ze swoich własnych forów, na swoich blogach wymieniają się wzajemnie komentarzami i linkami). Dość często zdarza się, że w stosunku do innych grup wyrażają pogardę, angażują się w potyczki słowne, których celem jest wykazanie np. "kto jest bardziej pro ana" lub która grupa w ogóle zasługuje na nazwę pro ana.

Reasumując - pro ana nie jest spójną grupą społeczną. Poszczególne osoby uważające się za pro ana reprezentują bardzo różniące się od siebie postawy. Dość często różnice te są nie do pokonania. Myślę, że polskie pro ana można porównywać do naszej rodzimej sceny politycznej. Wiele poglądów, wiele różnic, wiele wrogości, wiele bezowocnych dyskusji, niewiele wspólnego, niewiele lub brak chęci do kompromisu.

Brak spójności pro ana ma swoje konsekwencje, z których najbardziej znaczącą jest chyba to, że stąd wywodzi się wiele stereotypów i niesłusznych przekonań dot. pro ana i zaburzeń odżywiania. Od pewnego czasu obserwuję dyskusję grupy studentów, którzy realizują projekt dot. anoreksji, a za materiał badawczy używają blogów pro ana. I niezależnie od tego jaką wiedzę początkową na temat anoreksji posiadały te osoby, to ich obserwacje i wnioski po lekturze blogów pro ana i innych związanych z ED są niezwykle jednostronne i bardzo często po prostu błędne.

Czy zatem pro ana można nazwać subkulturą? Wydaje mi się, że różnorodność postaw osób deklarujących się jako pro ana jest zbyt wielka, aby odpowiedzieć twierdząco na to pytanie. Skoro nie jest możliwe sformułowanie sensownej definicji pro ana, która obejmowałaby szerokie spektrum jej zwolenniczek, skoro te osoby prowadzą spory o to, kto zasługuje na nazwę pro ana, to ciężko jest mówić o subkulturze.

Na koniec chcę zaznaczyć, że nie jestem socjologiem, więc mogę się mylić. Jestem gotowa zmienić zdanie, jeżeli znajdzie się ktoś, kto pokaże mi gdzie się mylę i dlaczego.

Tagi: pro ana
20:38, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 kwietnia 2010

W przeróżnych artykułach i innych tekstach pro ana jest dość często nazywana subkulturą. Nie zauważyłam, aby ktoś negował takie ujęcie problemu, natomiast odnoszę wrażenie, że jest ono akceptowane raczej na bazie intuicji (każdy z nas ma jakieś wyobrażenie i własną definicję tego, czym jest subkultura), niż na bazie analizy tego zagadnienia. Zwłaszcza, że w tym konkretnym przykładzie używa się pojęcia, które jest przedmiotem badań wielu dziedzin nauki. Osobiście zdecydowanie preferuję podejście naukowe. To znaczy w tym przypadku uważam, że należałoby najpierw zdefiniować czym jest subkultura, jakie są jej cechy charakterystyczne, które powinny być spełnione aby dane zjawisko, w tym przypadku pro ana, określić mianem subkultury. Właśnie temu będzie poświęcony niniejszy tekst.

Kwestia definicji

Mogłoby się wydawać, że pojęcie subkultury będzie miało ścisłą i ogólnie przyjętą definicję, choćby z racji tego, że pojęcie to nie funkcjonuje od wczoraj i jest używane przez wiele osób. Nic bardziej mylnego. W swoich poszukiwaniach znalazłam co najmniej kilkanaście przeróżnych definicji. Nie czuję sie na siłach, aby samodzielnie określić, która z nich jest najbardziej trafna i dokładna. Stąd mały przegląd definicji pojęcia subkultury.

  • względnie spójna grupa społeczna, pozostająca na marginesie dominujących w danym systemie tendencji życia społecznego, wyrażająca swoją odrębność poprzez zanegowanie lub podważanie utrwalonych i powszechnie akceptowanych wzorów kultury (M. Pęczak 1992);
  • sposób na egzystencję jednostki w przypadku utrudnień adaptacyjnych w różnych komponentach środowiska takich jak: rodzina, szkoła, pewna część rówieśników, społeczność sąsiedzka. Przez fakt przynależności do subkultury "(...) jednostka zyskuje aprobatę własnych działań i zachowań, jest akceptowana, pozyskuje zrozumienie wśród członków" (T. Sołtysiak 1995)
  • "niemal każda grupa o odpowiedniej liczebności, która ma społeczne przekonania, wartości, normy i styl życia inne niż całe społeczeństwo, może być uznana za subkulturę", "wzory subkulturowe nadają grupie wyraźną tożsamość i styl, co odróżnia ją od całości społeczeństwa, którego jest częścią", w tym ujęciu podkreśla się także odrębność sposobów porozumiewania, zapewniająca poczucie tożsamości (N. Goodman 1997);
  • a) względnie spójna grupa społeczna, w której na gruncie wspólnych zainteresowań i dążeń, a nieraz również norm, wartości i wzorów odpowiadających członkom grupy i ich obowiązujących, wytwarzają się dość trwałe więzi między jej członkami; b) grupa wyróżniająca swoją odrębność poprzez zanegowanie całego systemu kulturowego lub niektórych jego elementów (to jest wartości stanowiących podstawę tej kultury oraz całego zespołu instytucji na nich opartych), lub też poprzez zanegowanie oraz propozycje kultury alternatywnej, które sytuują się równolegle obok kultury dominującej; c) grupa subkulturowa -  z racji swojej odrębności pozostająca na marginesie dominujących w danym systemie tendencji życia społecznego.” (M. Filipiak 1999);
  • "każda część populacji, która wyróżnia się na tle całego społeczeństwa swoim wzorem kulturowym" (Giddens 2004)

W tym miejscu trzeba podkreślić także fakt, iż wiele osób mówiąc subkultura ma na myśli subkultury młodzieżowe, a jako przykłady takowych wymienia hipisów, punków, skinheadów itd. itp. (Jako ciekawostkę proponuję zajrzeć na stronę prewencyjną policji) Odrębność kulturowa danej grupy, której główną przyczyną jest bunt wobec obowiązujących norm i zasad (także prawnych) to bardzo jednostronny sposób patrzenia na subkultury i automatycznie przypisywanie temu pojęciu negatywnego wydźwięku. Tymczasem można wyodrębnić także subkultury bazujące np. na przynależności do określonej grupy zawodowej, etnicznej czy religijnej, które trudno nazwać patologicznymi, i które raczej wzbogacają kulturę niż buntują sie przeciw niej.


Kwestia kryteriów

Mając pewne wyobrażenie na temat tego czym jest subkultura spróbujmy określić jej cechy charakterystyczne oraz sprawdzić czy i w jakim stopniu opisują one zjawisko pro ana.

  • pozostawanie na marginesie dominujących w danym systemie tendencji życia społecznego
    W kontekście pro ana "tendencje życia społecznego" rozumiem jako powszechny sposób definiowania tego czym jest atrakcyjna sylwetka, oraz sposoby jej uzyskania. Jak wiadomo wg pro ana atrakcyjność jest utożsamiana z chudością. I tutaj mam poważny dylemat - ponieważ z jednej strony mamy płynące z różnych stron przekazy o tym, że szczupła sylwetka świadczy o atrakcyjności, zdrowiu, sukcesie itd., a z drugiej strony należy uwzględnić fakt, iż nie każdy zgadza się z takim rozumowaniem. Ważne jest również to, że nawet wśród wielbicieli szczupłych sylwetek podkreśla się, iż szczupłość ta powinna być zdrowa. Nawet sama pro ana nie jest pod tym względem jednorodna, i oprócz osób, które wyrażają chęć uzyskania anorektycznego wyglądu, są także osoby, które owszem chciałyby schudnąć, ale "z umiarem".
    Sytuacja jest dużo mniej skomplikowana w przypadku porównania sposobów odchudzania powszechnie akceptowanych, a tych stosowanych w pro ana. W tym przypadku pro ana zdecydowanie łamie normy społeczne, o czym świadczy chociażby to, że tak często podkreślana jest potrzeba zachowania tajemnicy odnośnie obranego stylu pro ana.
  • wyrażanie swojej odrębności poprzez negowanie lub podważanie utrwalonych i powszechnie akceptowanych wzorów kultury
    Jako powszechnie akceptowany wzorzec kultury rozumiem dość powszechną tendencję do posiadania szczupłej sylwetki, z zastrzeżeniem, że wg ogólnie przyjetych norm sylwetka ta ma odzwierciedlać zdrowy tryb życia. W tym przypadku pro ana zdecydowanie wyraża swoją odrębność, co można zilustrować typowymi dla pro ana hasłami "bycie chudą jest ważniejsze od bycia zdrową", "może umrę, ale chuda".
  • sposób na egzystencję jednostki, która ma trudności adaptacyjne (szkoła, rodzina, rówieśnicy)
    W tym przypadku pro ana zdecydowanie spełnia postawione kryterium. Radzenie sobie z trudnościami realizowane poprzez bunt ("ja im jeszcze pokażę, schudnę choćby nie wiem co") czy też poprzez poszukiwanie sposobów na bycie akceptowanym ("jak schudnę, będę popularna").
  • przynależność do subkultury przynosi aprobatę, akceptację i zrozumienie
    To kryterium bardzo dobrze opisuje fundamenty pro ana. Osoby, które deklarują sie jako pro ana same podkreślają, że kontakty z innymi motylkami czy osobami, które mają ED zapewniają im wsparcie w obranej drodze, właśnie poprzez aprobatę, akceptację i zrozumienie ("nikt nie zrozumie motylka, tak jak drugi motylek").
  • posiadanie społecznych przekonań, wartości, norm i stylu życia innych niż całe społeczeństwo
    W przypadku pro ana trudno mówić o całkowitej odrębności, natomiast istnieje wyraźny obszar (skoncentrowany wokół postrzegania chudości, atrakcyjności, oraz dopuszczalnych środków, które mają zagwarantować schudnięcie), który bezsprzecznie wyłamuje się z ogólnie przyjętych norm. Przykładowe cytaty ilustrujące ten problem: nigdy nie jestes "zbyt" chuda, bycie chudą i niejedzenie są dowodami prawdziwej siły, nie będziesz jadła bez poczucia winy, waga jest wskaźnikiem codziennych sukcesów i porażek, nic nie jest ważniejsze od bycia chudą. Tutaj także należy wspomnieć, że w pro ana stosowana jest zasada, iż cel uświęca środki - dopuszczalne, a nawet zalecane są zachowania takie jak prowokowanie wymiotów, kłamstwa i manipulacje - wszystko, aby tylko uniknąć jedzenia.
  • wzory subkulturowe nadają grupie tożsamość i styl, co odróżnia je od całości społeczeństwa, którego jest częścią
    Tożsamość i styl pro ana być może nie są bardzo wyraźne i nie odcinają motylków, od reszty społeczeństwa. Natomiast są dość wyraźnie zdefiniowane. "Dobry motylek" powinien wyróżniać się klasą i szykiem, perfekcjonizmem, nie tylko w odchudzaniu, ale także np. w szkole, nieskazitelnym wyglądem, nie tylko w kwestii wagi, ale także odpowiednich ubrań, makijażu i ogólnie - wizerunku, zachowaniem pełnym elegancji i powściągliwości.
    Tożsamość grupy wynika także ze sposobów porozumiewania się - i tak w przypadku pro ana mamy do czynienia z charakterystycznym skrótami i utworzonymi słowami, które są charakterystyczne dla tej grupy. (np. specyficzne określenia środków farmaceutycznych, które są używane jako wspomagacze odchudzania czy samo określenie "motylki") Inny przykład sposobu w jaki wytworzyła się tożsamość pro ana to np. popularne w obrębie tej grupy piosenki, książki czy zdjęcia, które są inspiracją dla jej członków.
  • na gruncie wspólnych zainteresowań i dążeń wytwarzają się dość trwałe więzi między członkami grupy
    Pro ana nie jest strukturą jednorodną. W jej obrębie funkcjonuje wiele różnych, mniejszych społeczności, które różnią sie między sobą pod względem np. postrzegania zaburzeń odżywiania czy nadziejom lokowanym w przynależności do pro ana. Nawet jeżeli poszczególne grupy nie zgadzają się ze sobą, to w obrębie każdej z nich można zaobserwować tworzenie się dość trwałych więzi, co potwierdzają komentarze zostawiane wzajemnie pod blogowymi notkami, a także aktywne uczestnictwo w zamkniętych forach internetowych (gdy dane forum jest zamykane, a na jego miejscu powstaje nowe, weteranki są dażone szczególnymi względami).


Powyższa lista nie uwzględnia jednego ważnego kryterium, które pojawia się w definicjach subkultury - subkultura powinna być względnie spójną grupą społeczną. Ponieważ ten wpis i tak jest dość długi, więc odpowiedź na pytanie czy pro ana tworzy "względnie spójną grupę spoleczną" pojawi się w kolejnym wpisie wraz z odpowiedzią na zasadnicze pytanie - czy pro ana można nazwać subkulturą.

 

Definicje subkultury zawarte we wpisie pochodzą z:
mojasocjologia.pl
wiedzaiedukacja.eu

Tagi: pro ana
18:27, anty_pro_ana , pro ana
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 kwietnia 2010

Nadużywanie środków przeczyszczających jest zabiegiem dość często stosowanym w przypadkach zaburzeń odżywiania, a także w "diecie" pro ana. W jednym z komentarzy padła prośba, aby poświęcić temu problemowi trochę uwagi, stąd w dzisiejszej notce nieco informacji na temat jak działają środki przeczyszczające, jakie są konsekwencje ich nadużywania, czego można się spodziewać w przypadku odstawienia.

Jak to działa?

Środki przeczyszczające ze względu na zasadę działania można podzielić następująco:

  • środki pęczniejące - ten typ przeczyszczaczy powoduje pęcznienie mas kałowych (poprzez zatrzymanie w nich większej ilości wody), powoduje to zwiększenie podrażniania ścian jelita, przez co uruchamia się naturalny odruch organizmu - wzmożenie perystaltyki i przyspieszenie wydalania. Towarzyszące skutki uboczne - wzdęcia, bóle brzucha, możliwe są także reakcje alergiczne. Zachodzi ryzyko odwodnienia.
  • środki zmiękczające i surfaktanty - ułatwiają mieszanie się płynów z masami kałowymi, a także pokrywają powierzchnię stolca cienką warstwą, która jest nieprzepuszczalna dla wody (celem zatrzymania wody w stolcu), powoduje to łatwiejsze przechodzenie mas kałowych przez jelita, bez wzmagania perystaltyki. Możliwe skutki uboczne to skurcze mięśni brzucha czy niekontrolowane wycieki z odbytu. Zachodzi ryzyko odwodnienia.
  • środki osmotyczne - działają na ściany jelita zmniejszając wchłanianie wody, przez co dochodzi do zatrzymania wody w jelicie i zmiękczania stolca. Skutki uboczne to - ryzyko odwodnienia, zwiększenie stężenia jonów magnezu i fosforanów w organizmie, co jest niebezpieczne dla osób, które mają problemy z nerkami. Tego typu środki są zalecane przez lekarzy jedynie doraźnie (stosowanie nie dłużej niż przez kilka dni).
  • środki stymulujące - działają na ściany jelita wzmagając skurcze mięśni, a tym samym perystaltykę jelit. Zalecane jest stosowane doraźne. Skutki uboczne - bóle brzucha. Zachodzi ryzyko wystąpienia tzw. zespołu jelita leniwego (osłabienie naturalnej perystaltyki).

Istnieją środki przeczyszczające naturalne (określone produkty spożywcze działające przeczyszczająco) oraz chemiczne (środki chemiczne powodujące określony efekt przeczyszczający). Różne środki działają z różną siłą.

Zasadniczy problem - czy środki przeczyszczające pomagają stracić na wadze?

Tutaj zakładam, że czytelnik ma podstawowe informacje dotyczące działania układu pokarmowego. Aby odpowiedzieć na postawione pytanie odwołajmy się do powszechnie znanych faktów.
Fakt #1 - zdecydowana większość kalorii zawartych w jedzeniu jest wchłaniana w obrębie żołądka i dwunastnicy.
Fakt #2 - środki przeczyszczające działają w obrębie jelit, przede wszystkim jelita grubego.
Fakt #3 - pokarm przesuwa się w ściśle określonej kolejności - jama ustna, przełyk, żołądek, jelito cienkie, jelito grube.
Fakt #4 - środki przeczyszczające zwiększają objętość wydalanego stolca poprzez zwiększone wydalanie wody i elektrolitów, które nie zawierają kalorii.

Wnioski - środki przeczyszczające nie powodują zmniejszenia wchłaniania w żołądku, ani nie przyspieszają przesuwania trawionych pokarmów poza jelitem, a zatem nie zmniejszają znacząco wchłaniania substancji odżywczych. Szacuje się, że zmniejszenie ilości wchłanianych kalorii na skutek przyjmowanie środków przeczyszczających wynosi około 10%. Spadki wagi notowane po przyjmowaniu przeczyszczaczy są efektem utraty wody.

Ktoś może zadać pytanie - dlaczego motylki czy osoby, które mają zaburzenia odżywiania stosują przeczyszczacze jako wsparcie w odchudzaniu. Część przypadków można uzasadnić brakiem wiedzy na temat tego jak działa układ pokarmowy i środki przeczyszczające. Natomiast trzeba także zaznaczyć efekt psychologiczny. Na blogach pro ana dość często spotykam się z wyrażaną przez ich autorki potrzebą "wewnętrznego oczyszczania się". Nawet jeżeli środki przeczyszczające nie powodują realnej utraty wagi, to ich zażywanie przynosi psychiczny komfort oczyszczenia. Na to właśnie dają się nabierać zdesperowane "kandydatki na anorektyczki".

Nadużywanie środków przeczyszczających w zaburzeniach odżywiania

Nadużywanie środków przeczyszczających tzn. przyjmowanie ich przez okres czasu dłuższy niż zalecenia lekarzy i/lub przyjmowanie dawek większych niż zalecane i/lub przyjmowanie bez wyraźnej potrzeby. Konsekwencje nadużywania przeczyszczaczy zależą od typu środka, którego się nadużywa. Część konsekwencji dotyczy wszystkich środków, część kilku.

  • Zaparcia - wbrew pozorom przewlekła nadużywanie środków przeczyszczających prowadzi do chronicznych zaparć. W przypadku zaburzeń odżywiania dość często powoduje do zwiększenie ilości czy częstotliwości przyjmowania środków przeczyszczających, co tylko powiększa problem.
  • Odwodnienie - czyli nadmierna utrata wody przez jelita. Fizyczne objawy to m.in. zawroty głowy, osłabienie, obniżenie ciśnienia krwi. Odwodnienie może również przyczynić się do destabilizacji równowagi elektrolitów w organizmie.
  • Zaburzenie równowagi elektrolitowej - następuje głównie przez nadmierną utratę elektrolitów wraz z wodą. Fizyczne objawy to m.in: nudności, wymioty, bóle głowy, złe samopoczucie - na skutek utraty nadmiernej ilości jonów sodu; osłabienie mięśniowe, skurcze mięśni, zaburzenia rytmu pracy serca - na skutek nadmiernej utraty jonów potasu.
  • Obrzęki - często powtarzające się przypadki utraty wody z organizmu mogą prowadzić do stanu, w którym organizm próbując zapobiegać odwodnieniu zacznie gromadzić wodę.
  • Krwawienie z jelit - jest konsekwencją notorycznego podrażniania ścian jelita. Na dłuższą metę może prowadzić do anemii.
  • Dysfunkcja jelit - tutaj trzeba zaznaczyć, że część dysfunkcji nabytych przez długotrwałe nadużywanie środków przeczyszczających może być przejściowe,ale może być także trwałe. Oprócz wspomnianego wcześniej zespołu jelita leniwego, możliwy jest całkowity zanik perystaltyki (istnieje także ryzyko wystąpienia nowotworu jelita grubego). Najbardziej oczywistą konsekwencją dysfunkcji jelit jest zaburzenie wydalania.

Spowodowane przez nadużywanie środków przeczyszczających objawy t.j. wzdęcia, uczucie napęcznienia, zaparcia dość często powodują, że osoba cierpiąca na zaburzenia odżywiania odczuwa zwiększony przymus przeczyszczania się. To z kolei powoduje dalsze i bardziej intensywne nadużywanie przeczyszczaczy. Wraz z czasem organizm wykazuje tolerancję na środki przeczyszczające - potrzebne są coraz większe dawki, aby uzyskać ten sam efekt. W ten sposób błędne koło się zamyka.

Odstawienie środków przeczyszczających

W zależności od tego jak długo trwało i jak intensywne było nadużywanie przeczyszczaczy, różny będzie czas trwania (od kilku dni do kilku miesięcy) i intensywność objawów odstawienia. Obserwowane konsekwencje to przede wszystkim zaparcia, zatrzymanie wody w organizmie, uczucie "napęcznienia" i chwilowy przyrost wagi, w przypadku długotrwałego i znacznego nadużywania upośledzenie funkcji jelit może powodować np. wytworzenie kamieni kałowych. Te dwa ostatnie są trudnym problemem w przypadku osób cierpiących na zaburzenia odżywiania. Dlatego odstawienie przeczyszczaczy to nie tylko kwestia zadbania o stan fizyczny danej osoby, ale również jej stan psychiczny.

Specjaliści zajmujący się leczeniem zaburzeń odżywiania zalecają różne sposoby odstawienia - albo całkowite odstawienie, albo stopniowe zmniejszanie użycia środków przeczyszczających. W pierwszym przypadku problemem może być uciążliwość konsekwencji odstawienia (nie tylko fizycznych, ale także psychicznych). W drugim - wydłużenie czasu szkodliwego działania przeczyszczaczy na organizm. Ogólnie istnieje tendencja, aby osoby, które środki przeczyszczające stosowały krótko, nieregularnie, w mniejszych dawkach, odstawiały je całkowicie. Natomiast osoby, które środki przeczyszczające stosowały długo, regularnie i większych dawkach najpierw stopniowo obniżyły użycie przeczyszczaczy.

środa, 14 kwietnia 2010

Już kilkukrotnie na tym blogu zaznaczałam jeden z aspektów pro ana - personalizację choroby. Zastanawiając się nad źródłem tego zjawiska, doszłam do wniosku, że jest on ściśle związany z tym, czym była pro ana na samym początku. We wpisie na temat historii pro ana opisywałam pierwszą falę stron o tej tematyce, których założeniem było tworzenie społeczności osób z zaburzeniami odżywiania. Oprócz zrozumienia, akceptacji i porad członkinie tych społeczności wymieniały się także swoimi osobistymi przeżyciami związanymi z ich chorobami. Gdy ruch pro ana został zdominowany przez wannarexics, wszystkie te informacje posłużyły do stworzenia ideologii pro ana, jaką możemy dziś obserwować w polskiej sieci.

Niemała grupa osób z anoreksją opisując swoje historie, mówi/pisze o głosie w ich głowie, który obrzucał ich obelgami, zmuszał do głodówek, ćwiczeń, przeczyszczania się.

Próbuję zjeść te 300 kcal. Naprawdę próbuję. "Tylko na razie, póki metabolizm nie odzyska równowagi" - uspokajam... sama już nie wiem kogo, siebie czy ją? Warczy za każdym razem, gdy uśmiechnę się do swojego talerza z budyniem. Syczy zawsze, gdy tęsknym spojrzeniem rzucę na pierniczkowate serduszka w pudełku. Grozi, że wyrwie mi moje własne serce, jeżeli wezmę do ust jeszcze jedną łyżkę jogurtu. Zniewala mnie. Niewidzialne kajdany czuję na przegubie, ciasny łańcuch ściska mój mózg. Przez plaster na suchych wargach nie mogę zaczerpnąć powietrza. Duszę się. Choć szczuplejsza ode mnie, jest zbyt silna, by pozwolić dokończyć. Cierpliwie czeka. Przez głowę przewija obrazy - perfekcyjne, zwiewne, idealne... "Też byś chciała taka być, prawda?" - mruczy do ucha. Kiwam spuszczoną głową. A wtedy ona uśmiecha tak promiennie, że aż dech zapiera w mych zmalałych piersiach. Z satysfakcją zdejmuje kolejno kajdanki, łańcuch, plaster... Bo wie, że nie skończę tego jogurtu. Bo już dawno nasze mózgi wypełnione są Aną.


Dla osób posługujących się językiem angielskim polecam ten oto wpis z bloga ED bites, wraz z komentarzami.

Wydaje mi się, że ten właśnie sposób opisywania anoreksji sprowokował personifikację anoreksji obecną w pro ana. Zaczęłam się zastanawiać - czy rzeczywiście jest możliwe istnienie tajemniczego głosu? Jaką on/ona pełni rolę?

Obcy, demon, pasożyt czy alter ego?

Próbowałam znaleźć różne wypowiedzi dotyczące tajemniczego "głosu". Każda z nich opisuje go nieco inaczej. Czasem jako obcy "głos", często o płci przeciwnej, czasem jako swój własny. Całkiem sporo osób nadaje "głosowi" imię. Opisują go w sposób przekonywujący - tzn. po przeczytaniu tych opisów trudno jest mieć wątpliwości czy osoby go opisujące rzeczywiście go słyszą. Istnieje w tym jakiś mistyczny wymiar, który bez wątpienia jest kuszącą perspektywą dla motylków. Mieć kogoś/coś, co będzie istnieć w ich głowach i podpowiadać jak skutecznie się odchudzać. Będąc osobą nastawioną sceptycznie do tego typu zjawisk postanowiłam zagłębić się w ten temat poszukując odpowiedzi na postawione powyżej pytania od osób, które z zaburzeniami odżywiania stykają się na płaszczyźnie profesjonalnej.

Jak wiadomo istnieje nieskończona ilość podejść do terapii zaburzeń odżywiania. W zależności od nurtu, kładzie się nacisk na różne rzeczy i wykorzystuje różne narzędzia terapeutyczne. Część tych narzędzi wykorzystuje obecność tajemniczego "głosu". Nie będę wdawać się tutaj w szczegóły, bo nie chcę szanownych czytelników zanudzić, podsumuję więc krótko. Do czego może być przydatny "głos" w terapii:

  • do opisu zaburzenia ("głos" jako metafora przeżyć wewnętrznych), np. po to, aby ułatwić zrozumienie problemu rodzinom chorych;
  • do łatwiejszego nawiązania kontaktu z terapeutą (łatwiej jest mówić w trzeciej osobie);
  • do zawiązania współpracy z terapeutą (źródło "głosu" jako wspólny obiekt do zwalczania czy wyładowywania gniewu);
  • aby zmniejszyć poczucie winy (przerzucenie odpowiedzialności za zaburzone jedzenie na "głos");
  • aby oddzielić pacjenta od symptomów (na zasadzie on/ona nie chciała głodzić się, to "głos" jego/ją zmusił);
  • itd.


Wiele osób, które uważają się za wyleczone, i wielu terapeutów uważa te narzędzia za skuteczne i przydatne. Prawda jest taka, że inni uznają takie podejście za podejmowanie drogi na skróty (każdy z wymienionych wyżej celów, może być osiągnięty bez użycia "głosu") i dostrzegają w nim wiele niebezpieczeństw:

  • wymieszanie rzeczywistości z metaforą;
  • są udokumentowane przypadki, gdy nadanie tożsamości chorobie prowadziło do wystąpienia objawów dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości;
  • sposób w jaki źródło "głosu" jest definiowane w trakcie terapii, może prowadzić do wybiórczego traktowania problemów;
  • demonizowanie "głosu" może prowadzić do myślenia w schemacie czarny/biały;
  • idealizowanie rzeczywistego "ja" pacjenta;
  • utrwalanie stereotypów dot. zaburzeń odżywiania;
  • odbieranie pacjentowi prawa do samodzielnego decydowania o tym co chce lub potrzebuje;
  • unikanie tego, że w pewnym wymiarze osoba chora chce chorować;
  • itd.


Generalnie można powiedzieć, że z punktu widzenia psychologii "głos" jest narzędziem, kluczem, płaszczyzną porozumienia w terapii. I niczym więcej.

Czy "głos" istnieje?

Zapewne wiele osób, które chorują/chorowały na anoreksję czy inne zaburzenia odżywienia odpowie tak. I chyba nie ma sensu sprzeczać się z nimi, bo nikt z nas nie jest w stanie wejść do cudzej głowy. Natomiast warto zdać sobie sprawę z tego, że "słyszenie obcych głosów" (jednego lub więcej) jest dość znanym w psychiatrii objawem, który nazywa się halucynacjami (omamami) słuchowymi. Występują w przypadku zaburzeń psychotycznych, które leczy się nie za pomocą psychoterapii, ale neuroleptyków. Osobiście nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, aby ktoś pragnął doświadczyć tego, co przeżywają osoby cierpiące na schizofrenię.

W przypadku, gdy słyszany "głos" jest taki sam jak głos słyszącego, sprawa nieco bardziej się komplikuje. Wtedy trudno jest odróżnić, czy to co się słyszy jest rzeczywiście "głosem" reprezentującym jakiś odrębny "byt", czy też jest to tylko sposób wyobrażenia sobie własnych myśli, tego, co dana osoba przeżywa wewnątrz swojego umysłu - konflikt, lęk, niezdecydowanie. Źródłem tego typu "głosów" są np. obsesje, pojęcie dość dobrze wpisujące się w obraz anoreksji i innych zaburzeń odżywiania.

Jak widać mityczny "głos" jest mocno przereklamowany. Tak jak wiele innych rzeczy obecnych w ruchu pro ana. Pozostaje także problem tego, kto jest w stanie stwierdzić z całą pewnością czy "głos" istnieje - osoba, która go słyszy, czy osoba, która zajmuje się leczeniem tych, którzy słyszą. Ale to już temat na inną opowieść.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Wokół zaburzeń odżywiania krąży wiele mitów i nieprawdziwych przekonań. Bez zbędnych ceregieli - przedstawiam listę najbardziej popularnych mitów dotyczących bulimii, wraz ze sprostowaniem.

 

Mit #1 - "Nie wymiotuję, to znaczy nie mam bulimii".

Zgodnie z kryteriami diagnostycznymi, bulimia polega na tym, że u osoby chorej występują napady objadania się (ich częstość i wielkość może być różna), które następnie są kompensowane co ma zapobiegać przytyciu. Prowokowanie wymiotów jest najczęściej występującą, choć nie jedyną metodą kompensacji napadów w bulimii. Inne metody to:

  • przeczyszczanie się;
  • okresy głodówki lub restrykcyjnej diety pomiędzy napadami;
  • stosowanie leków zmniejszających łaknienie;
  • stosowanie środków moczopędnych;
  • wykonywanie niezwykle intensywnych ćwiczeń fizycznych;
  • osoby chore na cukrzycę mogą kompensować napady modyfikując ilość przyjmowanej insuliny (tzw. diabulimia).

Czasem dana osoba łączy więcej niż jedną metodę kompensacji.

 

Mit #2 - Bulimia oznacza wymiotowanie po każdym posiłku.

Po pierwsze - prowokowanie wymiotów nie jest jedyną metodą kompensacji napadów w bulimii. Po drugie - w zależności od przypadku osoba chora na bulimię może odżywiać się normalnie (np. trzy regularne posiłki w ciągu dnia), po których nie prowokuje wymiotów ani nie stosuje innych metod kompensacji, w połączeniu z napadami (kilka razy tygodniowo lub dziennie), które kompensuje prowokując wymioty lub stosując inne metody.

 

Mit #3 - Na bulimię chorują tylko dziewczyny nastolatki.

Po pierwsze - bulimia dotyczy nie tylko osób płci żeńskiej. Różne źródła podają różne wartości odsetka chorujących mężczyzn (od kilku do kilkunastu procent), m.in. dlatego, że bulimia u mężczyzn nie jest prawidłowo diagnozowana dzięki takim właśnie mitom. Po drugie - to prawda, że oszacowany średni wiek pojawiania się bulimii wynosi 12-17 lat (w ostatnich latach odnotowano tendencję do obniżania sie tej wartości). Jednak chorują także osoby starsze.

30 sławnych osób, które chorują/chorowały na bulimię

John Prescott (były wicepremier Wielkiej Brytanii) o swojej bulimii

 

Mit #4 - Osobę chorą na bulimię można poznać po nadwadze/niedowadze.

Wbrew pozorom większość osób chorujących na bulimię ma wagę w normie.

 

Mit #5 - Na bulimię nie można umrzeć.

Fizyczne konsekwencje bulimii to m.in. zaburzenie równowagi elektrolitowej (które m.in. może powodować zaburzenia pracy serca - osłabienie mięśnia sercowego, wstrząs kardiogenny, zawał) czy uszkodzenia w obrębie układu pokarmowego (włącznie z pęknięciem żołądka lub przełyku). Przypadki takie mogą mieć skutki śmiertelne. Bulimii czasem towarzyszy depresja, która może być przyczyną prób samobójczych.

Bulimia może zabić - z bloga Meduzy

 

Mit #6 - Bulimia to tylko odchudzanie, które wymknęło się spod kontroli.

Bulimia nie jest dietą odchudzającą. Bulimia to zaburzenie odżywiania. Przyczyny bulimii bardzo często mają niewiele wspólnego z wyglądem danej osoby. Pomijając udział przyczyn biologicznych (wynikających z genów czy zaburzonej równowagi neuroprzekaźników), napady i ich kompensowanie występujące w bulimii mogą być traktowane jako próbę radzenia sobie z emocjami, stresem, oczekiwaniami otoczenia.

 

Mit #7 - Najlepszym sposobem wyleczenia się z bulimii jest po prostu zaprzestanie wymiotowania.

Napady bulimiczne i różne formy ich kompensowania nie są kaprysem, ani fazą przejściową, ani kolejną dietą cud. W wielu aspektach bulimia przypomina uzależnienie, w tym przypadku od napadowego objadania się i towarzyszącym mu czynnościom kompensującym. W największym uproszczeniu - tak jak alkoholik nie może 'po prostu' przestać pić, tak osoba chora na bulimię nie może 'po prostu' przestać.

piątek, 09 kwietnia 2010

Autorem dzisiejszej notki jest autor jednego z moich ulubionych blogów - Z życia heteroseksualistów - Navaira. Bardzo Ci dziękuję za szczerośći i za cierpliwość ;-)

 

Kilka tygodni temu czytałem sobie akurat archiwalne notki niniejszego bloga, kiedy moją uwagę przykuło pewne sformułowanie, dotyczące anoreksji: "kiedy ostatni raz widziałeś twoją córkę [...] jedzącą normalny, kompletny posiłek wykonany z produktów nie light". Przełknąłem to, co akurat jadłem, po czym przyjrzałem się krytycznie zawartości miseczki: serek wiejski light, zmieszany z pomidorem i świeżo mielonym pieprzem. 26 gram białka, 13 gram węglowodanów, 4 gramy tłuszczu.

Przejrzałem szybko kolejne punkty listy "Jak rozpoznać motylka". Jadam sam, w swoim pokoju, co nie jest trudne gdy mieszka się samemu. Zdarza mi się wyrzucać otrzymane w prezencie słodycze -- nigdy nie lubiłem słodyczy, więc jeśli goście czegoś nie zjedzą, wylatuje. Znam na wyrywki wartość kaloryczną potraw. Ważę się regularnie i na ogół potrafię podać swoją aktualną wagę i zawartość procentową tłuszczu w organizmie. Strach przyznać, ale znam też swój obwód w talii, bicepsie, udzie i tak dalej.

Różnica polega na motywacji.

O ile w miarę proste (wydaje mi się) jest odróżnienie strony internetowej "pro ana" od strony internetowej o zdrowym odżywianiu, o tyle z przypadku męskiej formy anoreksji problem jest o wiele większy. Nie wiadomo mi nic o istnieniu pism dla anorektyczek (chyba, że wliczymy utwory typu Twój Styl, które potrafią podać na stronie 45 przepis na dietę-cud złożoną z jednego winogrona dziennie, a na stronie 46 przepis na ciasto czekoladowe). Natomiast pisma dla kulturystów dumnie prezentują napakowanych sterydami supermenów, a obok nich tytuły: "Strać 5 kg tłuszczu w 4 tygodnie i zachowaj masę mięśniową", czy "Cała prawda o koksie". Pismo pod tytułem Men's Health wcale nie promuje zdrowia; promuje drogie ciuchy, drogie zegarki, drogie samochody, drogi sprzęt elektroniczny, nienagannie wyrzeźbione, silnie umięśnione ciała zawodowych modeli, nie wspominając o tym, że praca 60 godzin w tygodniu (celem zarobienia pieniędzy na te akcesoria) oraz spędzanie 3 godzin dziennie na siłowni są ze sobą mało kompatybilne. Podobnie, jak pisma dla kobiet prezentujące ciuchy na potwornie wychudzonych modelkach, pisma dla mężczyzn wcale nie promują "zdrowego środka". Promują nieosiągalne ideały. Tylko czy aby na pewno bycie patykowatą modelką lub kulturystą z 50 cm bicepsem jest... ideałem?

Anorektyczkę często daje się odróżnić od osoby zdrowej na pierwszy rzut oka. Z manorektykiem nie musi wcale być tak łatwo; takowy egzemplarz może wyglądać dla otoczenia jak fantastycznie zbudowany, super zdrowy mężczyzna. Regularnie ćwiczy, unika alkoholu i niezdrowego jedzenia - ideał! Tyle, że ten ideał, patrząc w lustro, nie widzi tego, co widzi jego otoczenie; widzi albo wychudzony szkielet bez odrobiny mięśni, albo grubasa. Nie jest zadowolony ze swojego ciała; nienawidzi go - i samego siebie za swoją "słabość".

Pewnego dnia, około dwóch lat temu, zobaczyłem siebie przypadkiem w lustrze zamontowanym pod takim kątem, że nie było widać mojej twarzy, tylko tors. "Fajnie zbudowany facet," pomyślałem, po czym obejrzałem się za siebie. Nie zobaczyłem nikogo. Zbudowanym facetem byłem ja. Tyle, że patrząc w lustro o poranku kilka godzin wcześniej widziałem zupełnie co innego. Widziałem grubasa o wątłych ramionkach; kogoś, kto marnuje czas na siłowni, bo przecież i tak nie ma żadnych efektów; kto miał wczoraj spalić na crosstrainerze 570 kalorii, a spalił tylko 568, więc właściwie się nie liczyło; kogoś, kto wczoraj zjadł, na przykład, kosteczkę czekolady i proszę, od razu efekt, ogromne brzuszysko. (Ogromne brzuszysko mieściło się w dżinsy rozmiaru 32.)

Nie byłem wtedy wcale taki znowu gruby, nie byłem też taki znowu słaby. Ale - podobnie, jak motylki - kompletnie zatraciłem zdolność rozeznania, jak ja właściwie wyglądam z zewnątrz i co jest moim celem. Osiągnąwszy 35 cm w bicepsie natychmiast postanowiłem osiągnąć 36; gdy dotarłem do 36, nie czułem się bynajmniej jak zwycięzca, bo przecież wtedy nowym celem było już 37. To samo z rozmiarem w pasie; owszem, dżinsy rozmiaru 32 są węższe niż te rozmiaru 34, ale przecież skoro udało mi się osiągnąć 32, to znaczy, że to jest bardzo łatwe i wcale się nie liczy. Czas na 30! (Jak zapewne się domyślacie, osiągnąwszy rozmiar 30 postanowiłem zejść do 28.) Jedzenie również było dla mnie źródłem nieustających stresów; zjedzona wieczorem bułka powodem do samoudręczania, dodatkową łyżkę jogurtu moja wyobraźnia natychmiast prezentowała mi pod postacią centymetra tłuszczu wokół bioder. I przede wszystkim nigdy, nigdy nie było wystarczająco dobrze; bo jeśli cokolwiek mi się udało osiągnąć, to znaczyło, że zrobiłem za mało, a jeśli mi się nie udało, to znaczyło, że za mało się staram.

Chociaż celem mojej terapii nie było akurat uświadomienie mi, że mój obraz własnego ciała mija się z rzeczywistością, nastąpiło to jakby mimochodem. Po zakończeniu terapii przestałem pić alkohol - nie zupełnie, po prostu przestałem czuć potrzebę picia codziennie; przestałem ćwiczyć do upadku i smagać samego siebie wyzwiskami, jeśli nie dotarłem do wyznaczonej liczby kalorii; moim problemem jeśli chodzi o dżinsy przestało być to, czy w pasie mam rozmiar 30 czy 28, a zaczęło to, że ciężko jest kupić dżinsy dla faceta o dużych udach. I dopiero wtedy praca na siłowni stała się przyjemnością; te same ćwiczenia przestały być sposobem na samoudręczanie, a zaczęły być relaksem i sposobem na siłowanie się z samym sobą; czy zdołam wykonać to ćwiczenie 15 razy z 20-kilogramowym ciężarkiem? Jeśli tak, to odniosę sukces i będę z tego dumny; jeśli nie, to uda się następnym razem.

Dwa lata później mam właściwie takie same rozmiary, jakie miałem wtedy. Natomiast moim celem na siłowni nie jest ani "rośnięcie", ani chudnięcie; nie jest nim wyciśnięcie kolejnych 10 kg lub spalenie 10 kalorii więcej na bieżni. Moim celem jest posiadanie zdrowego, silnego ciała i uniknięcie chorób starszego wieku typu osteoporoza czy zanik mięśni. I dlatego, kiedy Kate Moss mówi "nothing tastes as good, as skinny feels", irytuję się - bo to zdanie jest PRAWIE prawdziwe. Nic nie smakuje tak dobrze, jak bycie zdrowym, droga Kate. Nie: chudym. I kiedy jem swój serek wiejski z pomidorkiem, nie robię tego dlatego, że wydaje mi się, że jestem za gruby; robię to dlatego, że ten serek jest tym, czego moje ciało potrzebuje. Moje piękne, zdrowe ciało, które jest tego rozmiaru, jaki mi pasuje. A jeśli przy okazji wyhoduje mi się na brzuchu sześciopak, będę oczywiście bardzo zadowolony, ale jeśli mi się nie uda, nie będę z tego powodu spędzać bezsennych nocy - cokolwiek Men's Health miałoby na ten temat do powiedzenia.

Navaira

 

PS Gdyby ktoś miał ochotę podobnie jak Navaira wystąpić u mnie gościnnie - serdecznie zapraszam.

 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii