sobota, 30 kwietnia 2011

Życie w konspiracji jest wpisane w pro ana, tak samo jak odchudzanie. Co ciekawe w wypowiedziach "motylków" można znaleźć nie tylko sposoby na to jak uśpić podejrzliwość bliskich. Dość często same "motylki" bywają podejrzliwe wobec innych ludzi.

Głównymi "siłami ciemności", które są podejrzewane o spiski wymierzone w "motylki", są rówieśniczki z ich otoczenia. Nie ma w tym nic specjalnie zaskakującego, bo od dawna wiadomo, że na tym etapie życia nie ma przyjaciółek, są tylko rywalki. Na czym te domniemane spiski polegają? Dla zilustrowania problemu pozwalam sobie przytoczyć kilka wypowiedzi z blogów pro ana:

Dostałam dzisiaj od koleżanek opierdol, że niby jestem za chuda. Wnerwia mnie to bo one wcale nie sa odemnie grubsze! Chyba poprostu nie chcą zebym była zgrabniejsza od nich !! tak to sobie tłumacze, bo innego wyjaśnienia nie widze.

~~~

Przypomniała mi się poprzednia impreza, kiedy nażarłam się pizzy, chipsów, ciasta, popiłam piwem, a jak chciałam pójść rzygać, to te idiotki mnie zagadały. Dobrze wiedzą, że jestem na diecie i jestem pewna, że wszystkie zazdroszczą mi figury. One nie byłyby w stanie poświęcić się tak jak ja i dlatego mi wtedy przeszkodziły. Więcej na to nie pozwolę.


W gronie podejrzanych znajduje się także rodzina, przede wszystkim matki-karmicielki.

Matka zrobiła dzisiaj na kolację sałatkę, moją ulubioną. Zanim nawet spojrzałam na nią zapytałam kilka razy czy dała do tej sałatki majonez. Powiedziała, że nie, że dała tylko jogurt 0%. A ja głupia oczywiście zjadłam, nawet dokładkę wzięłam. A teraz czuję się taka ociężała. Jestem pewna, że tam był majonez. Już nigdy jej nie uwierzę. Dobrze wiem, że matka chce, żebym przytyła, ona zaprzecza, ale ja wiem swoje.

~~~

Przysięgała, że na Święta upiecze tylko jedno ciasto, dla babci. No i kurwa upiekła trzy w tym jedno takie jak lubię najbardziej - sernik, taki puszysty z brzoskwiniami. Jestem pewna, że zrobiła to specjalnie. Nie poddam się. Nie zjem ani kawałka. Prędzej zdechnę niż przytyję.

~~~

Widziałam jak coś robiła z moim słodzikiem.
Nie wiem co, ale boję się, że dosypała cukru.
Nie wezmę go więcej do ust.

 

Jednak najciekawsze są przypadki, gdy o działalność spiskową są podejrzewane osoby zupełnie przypadkowe:


I cola light. Piłam ją i miałam wrażenie, że sprzedawczyni mnie oszukała.
Że nalała zwykłej, kalorycznej chociaż dobrze widziałam, że nalewała light...
Mimo wszystko nie mogłam jej wypić...

~~~

Zrobiło się ciepło a ja nie moge z domu wyjść. Jak już muszę to czuję na sobie spojrzenia. Słyszę jak oni myślą "popatrz jaka tłusta krowa". Śmieją się ze mnie. Pokazują palcami. Plują. W autobusie wypychają do kąta żebym nie zajęła dwóch siedzeń. Niby wiem że to tylko w mojej głowie ale i tak ogarnia mnie panika bo to może być PRAWDZIWE!!!!!!

 

Zastanawia mnie czy taka nieco paranoiczna interpretacja rzeczywistości jest efektem ciągłego niedojadania, czy też obsesyjnego myślenia o swojej diecie i wadze?

Niektórzy uważają pro ana za sektę, a cóż jest lepszym spoiwem dla sekty niż demagogia, w której czarne charaktery grają matki-karmicielki, zazdrosne koleżanki i ekspedientka z MacDonaldsa.

Tagi: pro ana
00:02, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (16) »
piątek, 29 kwietnia 2011

Dziesiejszym gościem na blogu jest miłośnik kobiecych wdzięków - Czader.

 

Po tym co przeczytacie możecie dojść do wniosku że jestem przewrażliwionym paranoikiem. Ale chciałem się z Wami podzielić myślą - Teorią - Teorią Spisku.
Przyszła Wiosna - po czym ją poznaję ? Nie, nie po kwiatkach, ptaszkach, czy słoneczku. Wiosnę poznaję po ogromnym bilboardzie reklamowym gdzie wychudzone dziewczę zaprasza mnie na wiosenne zakupy - nie dziękuję, nie skorzystam. Zostaję w domu. Wyglądam przez okno. Widzę coraz bardziej porozbierane panie. Zadziwiające jest to, że tylko te wychudzone. Odchodzę od okna. Włączam TV. Reklama. "Zamień kluseczki na figurę laseczki"
Jasna Cholera ! A jak ktoś nie chce być laską tylko Sobą to co ?
Pstryk. Inny kanał. Bach - Reklama - "zrób coś na wiosnę" - dieta wiosenna... bla bla bla... , oczyść się, wycisz się, schudnij, trenuj, zrób coś ze sobą,
zaraz moment, ze sobą ? czy ze swoim ciałem ?
Oto moja teoria spiskowa.
Manipulują naszymi mózgami abyśmy zamiast myśleć o sobie, skupiali się na swoim ciele. Ja tam wolę myśleć. A ciało ? Moje ciało jest ze mną.

sobota, 23 kwietnia 2011

W kilku wcześniejszych wpisach starałam się pokazać jak dużo wspólnego mają zaburzenia odżywiania i uzależnienia. W dzisiejszej notce chciałabym rozważyć kolejny element, który jest powiązany z uzależnieniami, i spróbować odnieść go do zaburzeń odżywiania.

Współuzależnienie

Nie istnieje ścisła medyczna definicja tego zjawiska, więc w zależności od autora, w różnych opracowaniach opisy współuzależnienia różnią się. Próbując uogólnić - współuzależnienie jest patologiczną reakcją na uzależnienie bliskiej osoby, mechanizmem, który w założeniu ma chronić przed negatywnymi skutkami uzależnienia kogoś bliskiego. W rzeczywistości ułatwia osobie uzależnionej życie z uzależnieniem, a u osób współuzależnionych prowadzi do dodatkowego cierpienia i utrudnia normalne funkcjonowanie. Jest to sposób, w jaki dana osoba próbuje radzić sobie z destrukcyjnym wpływem nałogu kogoś bliskiego na jej życie.

O współuzależnieniu mówi się przede wszystkim w kontekście rodziny. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że problem ten może dotyczyć też np. bliskich przyjaciół.

Chcąc wskazać najbardziej typowe elementy współuzależnienia, wymieniłabym:

  1. skoncentrowanie rodziny wokół problemu uzależnienia, odsunięcie na dalszy plan innych problemów, uzależnienie jako temat zastępczy w konfliktach;
  2. próby (najczęściej nieskuteczne) kontrolowania nałogu wbrew woli osoby uzależnionej, w skrajnych przypadkach osoba współuzależniona sama rozwija uzależnienie, aby w ten sposób stworzyć dodatkowy "wspólny grunt";
  3. przejęcie systemu iluzji i zaprzeczeń przez osobę współuzależnioną, racjonalizowanie zachowań osoby uzależnionej;
  4. ochrona osoby uzależnionej przed konsekwencjami nałogu, ukrywanie sytuacji przed osobami z zewnątrz (np. dalszą rodziną czy pracodawcą), przejęcie obowiązków osoby uzależnionej.

Osoba współuzależniona żyje pod presją, w ciągłym stresie obawiając się tego, co może się stać. Na dłuższą metę prowadzi do różnych konsekwencji - pogorszenie jakości życia, depresji, nerwicy, nierealistyczne podejście do otoczenia i zdarzeń, nawet tych niezwiązanych z nałogiem bliskiej osoby itd.

Współuzależnienie i zaburzenia odżywiania

W przypadku zaburzeń odżywiania pojęcie "współuzależnienia" być może nie brzmi zbyt dobrze, ale dla prostoty przyjmijmy na chwilę, że nic tutaj nie zgrzyta pod względem językowym.

Czy można mówić o współuzależnieniu, w sytuacji gdy w danej rodzinie/grupie jedna z osób ma zaburzenia odżywiania? Biorąc pod uwagę, że ED mają sporo wspólnego z uzależenianiami wydaje się, że tak. Każda osoba, która funkcjonuje w ramach grupy, których członków łączą silne więzi (np. rodzinne), wpływa na pozostałych członków grupy. Zachowania i emocje jednej osoby wywołują reakcję ze strony innej osoby. Myślę, że można założyć, że współuzależnienie może zaistnieć wtedy, gdy otoczenie jest świadome problemu danej osoby i przyjmuje je do wiadomości.

W przypadku zaburzeń odżywiania najczęstszą reakcją osób bliskich jest udawanie, że problem nie istnieje. I na swój sposób to już jest pierwszy krok do współuzależnienia - uruchomienie systemu zaprzeczeń i iluzji.

W momencie, gdy zaburzenie odżywiania danej osoby przestaje być tajemnicą, można zaobserwować szereg reakcji ze strony jej bliskich. Przypisując je do wymienionych powyżej punktów:

Ad 1)

  • wszystkie konflikty, porażki, niedostatki są tłumaczone ED, które staje się "kozłem ofiarnym";
  • odkładanie ważnych decyzji do momentu, aż problem ED zostanie rozwiązany (np. rozwód rodziców);

Ad 2)

  • wydzielanie jedzenia, zamykanie lodówki na kłódkę, kontrolowanie tego co i ile dana osoba je lub nie je, wmuszanie posiłków;
  • przejmowanie zachowań - np. matka zaczyna odchudzać się z córką wierząc, że w ten sposób zmusi ją do racjonalnego traktowania diety;

Ad 3)

  • wcześniej wspomniane udawanie, że problemu nie ma (tutaj można wymienić tak wiele przykładów, że nie starczyłoby miejsca) np. ignorowanie tego, że w domu znikają ogromne ilości jedzenia, ignorowanie tego, że dana osoba nigdy nie je w towarzystwie innych domowników i nie bierze udziału w sytuacjach towarzyskich, które wymagałyby jedzenia;
  • zakładanie, że ED to tylko dieta, że to tylko faza przejściowa, że to samo minie;
  • traktowanie zachowań związanych z ED jako elementów zdrowego trybu życia - bo otyłość jest groźna dla zdrowia, bo sport to zdrowie;

Ad 4)

  • ukrywanie przed innymi osobami, że dana osoba ma zaburzenie odżywiania (np. w sytuacji rodzinnych spotkań przy posiłkach typu święta - usprawiedliwianie nieobecności czy tłumaczenie innym, że to "tylko grypa żołądkowa");
  • finansowanie zakupu żywności w ilościach przekraczających możliwości jednej, zdrowej osoby, a także suplementów, witamin, środków przeczyszczających i innych przedmiotów, które są używane do zachowań ED, ale także np. prywatnej opieki medycznej, która ma na celu leczenie tylko i wyłącznie fizycznych konsekwencji zaburzeń odżywiania.

 

Nie ma próżni

Mówi się, że anoreksja czy bulimia są problemami, które dotyczą całej rodziny, a rodzina osoby z ED często także potrzebuje terapii i wsparcia. Z kolei na wielu blogach pro ana jak mantra powtarzane są słowa "to moje życie i zrobię z nim co zechcę". Niestety rzeczywistość jest taka, że wszelkie autodestrukcyjne zachowania wpływają nie tylko na daną osobę, ale także na jej bliskich. W sytuacji, gdy widzi się, że dana osoba cierpi, nawet jeżeli ona temu zaprzecza lub nie zdaje sobie z tego sprawy, uruchamia się naturalny odruch niesienia pomocy. Desperacja często prowadzi do tego, że przestaje się myśleć racjonalnie. I jak widać dotyczy to nie tylko tych osób, które mają ED, ale także ich bliskich.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Dzisiejszy wpis dotyczy pro mia. Już kiedyś próbowałam zaprezentowac bliżej to hasło (łatwo znaleźć w spisie treści). Myślę, że warto wrócić do tego tematu, ponieważ często pro mia wymienia się jednym tchem razem z pro ana, bez wnikania co tak na prawdę to oznacza. Myślę, że po części wynika to z tego, że o ile nie jest problemem odnalezienie stron internetowych 'pro ana', do tego w różnych wariacjach i wersjach, o tyle stron dedykowanych stricte 'pro mia' jest bardzo niewiele.

Dla przypomnienia - 'pro mia' czyli 'pro bulimia' - to filozofia/ideologia, wg której bulimia jest sposobem na życie, a nie zaburzeniem.

Dlaczego pro mia jest mniej popularna?

Jak już kiedyś wspominałam - w świecie zaburzeń odżywiania, a zwłaszcza tej części, gdzie ED są postrzegane jako styl życia, istnieje hierarchia, wg której anorekcja o typie restrykcyjnym jest najbardziej pożądana, a na samym dole jest bulimia. Pro mia jest zatem uważana za "gorszy" wybór drogi życiowej. Z kolei te osoby, które nie wierzą w to, że ED można sobie wybrać, lub wyhodować, natomiast można wkomponować je do swojego życia, jeżeli już się pojawią, dość często deklarują, że chciałyby pozbyć się 'mii' i zostawić tylko 'anę'.

W praktyce wygląda to tak, że "motylki", które nie są w stanie wytrzymać reżimu pro ana, jako środki mające zapobiegać przytyciu po zjedzeniu czegoś niedozwolonego akceptują zachowania bulimiczne - nadużywnie środków przeczyszczających i czasem diuretyków, prowokowanie wymiotów. Oceniam, że około 99% takich przypadków nadal identyfikuje się jako pro ana, nawet jeżeli w ich zachowaniu można znaleźć więcej wspólnego z bulimią niż anoreksją. Ale to tylko jedna strona medalu.

Zaakceptować bulimię

Druga strona medalu to wszystkie te osoby, które akceptują bulimię (w języku angielskim jest bardzo dobre słowo, które oddaje to zjawisko - embrace). Akceptują ją jako błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Dlaczego przekleństwo? To wynika z tego, że jednak pro mia jest uważana za coś gorszego, nieczystego. Porównując pro ana i pro mia z punktu widzenia "motylków" bardzo łatwo zauważyć, że w ideologii pro mia brakuje elementu doskonalenia się i pokazywania silnej woli.

A jednak istnieją osoby, które deklarują się jako 'pro mia' i to wyjaśnia dlaczego bulimia może być przez niektóre "motylki" postrzegana jako błogosławieństwo. Bo mimo tego, że gorsza niż anoreksja, to jednak jej obecność daje:

  1. możliwość "oszukiwania" w diecie (w przypadku tzw. napadów, czyli niekontrolowanego jedzenia większej niż przewidziano ilości jedzenia, ale także w przypadku zaplanowanych jako coś w rodzaju nagrody czy przyjemności uczt);
  2. umiejętność łatwego pozbywania się nadmiaru spożytych kalorii.

Jak się okazuje nie każda osoba zdesperowana aby schudnąć jest w stanie zaadaptować zachowania bulimiczne, zwłaszcza prowokowanie wymiotów. Mistrzowski stopień zaawansowania w pro mia, to nie tylko wymiotowanie bez wspomagania się palcami, czy innymi obiektami wprowadzanymi do gardła, ale także umiejętność wymiotowania bez wydawania dźwięków, to także wiedza o tym jak zapobiegać uszkodzeniom zębów, co jeść, aby wymiotowanie było "łatwe i przyjemne".

Tak, że część "motylków" postrzega pro mia za wybór łatwiejszej opcji, porażkę "w drodze do any" czy "oszukiwanie  any", ale część podkreśla, że mimo wszystko pro mia nie jest łatwym wyborem i wymaga ciężkiej pracy, kunsztu, a może nawet talentu.

 

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę przybliżyć czym jest pro mia. Zasadniczo uważam, że jakiekolwiek debaty dotyczące tego, która z ideologii - pro ana czy pro mia - jest łatwiejsza, bardziej skuteczna itd. są całkowicie odciętymi od rzeczywistości próbami podjęcia decyzji, które jeden z moich ulubionych autorów opisał jako "wybór między kiłą a rzeżączką".

00:58, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 kwietnia 2011

Kilka dni temu jedna z czytelniczek podesłała mi linka do artykułu: Anorexic women targeted by 'super-skinny' porn websites.

W wielkim skrócie - okazuje się, że oprócz użytkowniczek szukających akceptacji, wsparcia i zrozumienia, fora pro ana stały się także celem dla osób, dla których fetyszem jest chude ciało oraz agencji zajmujących się kręceniem filmów i prowadzeniem stron pornograficznych z chudymi kobietami w roli głównej.

Ponieważ wiem, że w zaciszu zamkniętych społeczności pro ana użytkowniczki dużo częściej niż na swoich blogach wymieniają się swoimi zdjęciami, więc myślę, że jest ważne, aby zdawać sobie sprawę z tego, że takie zjawisko istnieje. Być może w Polsce nie jest to wielki problem, ale chyba warto go zasygnalizować tak, aby osoby, które udostepniają swoje zdjęcia były świadome, że wcale nie jest trudne podszywanie się pod osobę, która ma anoreksję lub jest pro ana, i w konsekwencji dotarcie do treści takich jak np. zdjęcia.

A sam fakt, że istnieje grupa ludzi wykorzystujących chorobę/problemy innych do tego, aby zrobić sobie dobrze i/lub zarobić trochę kasy jest dla mnie czymś obrzydliwym i pozostawiam to bez komentarza.

środa, 13 kwietnia 2011

W jednym z ostatnich wpisów (Ewolucja postrzegania anoreksji w medycynie) napisałam, że zmiany w podejściu do anoreksji w latach 60-tych XX wieku wynikały m.in. z tego, że zmieniły się relacje między lekarzem, a pacjentem, na które w latach wcześniejszych bardzo mocno rzutowały różnice wynikające ze statusu płci. Jeden z czytelników poprosił mnie o rozwinięcie tego tematu. Wprawdzie z jednej strony nie jest to aż tak istotne w tematyce bloga, ale z drugiej - jest to niezmiernie ciekawe i trudno mi oprzeć się pokusie, aby nie przybliżyć tego problemu.

Pierwsza połowa XX wieku to okres, w którym znakomitą większość lekarzy stanowili mężczyźni (zresztą przez kolejne kilkadziesiąt lat także), z kolei większość osób diagnozowanych w kierunku anoreksji to były kobiety, w dodatku przeważnie młode i niezamężne. Czytając opisy przypadków zawarte w artykułach dot. anoreksji nie sposób nie zauważyć, że ówczesny światopogląd i oczekiwania wobec kobiet, w zdecydowany sposób wpływały na postrzeganie samej choroby.

 

Co zwróciło moją uwagę:

1) traktowanie małżeństwa jako kluczowego elementu w kształtowaniu psychiki młodych kobiet, dla przykładu:

The only satisfactory destiny for a woman is a happy marriage. (...) adolescent anxiety in a girl centres round doubts as to her ability to influence her environment to secure a mate. (1)

W wolnym tłumaczeniu: Jedynym zadowalającym przeznaczeniem kobiety jest szczęśliwe małżeństwo. (...) obawy dziewcząt w okresie dojrzewania i dorastania koncentrują się wokół jej zdolności wpływania na otoczenie celem zdobycia partnera.

Co ciekawe powyższy cytat pochodzi z artukułu napisanego przez kobietę, a swoje teorie autorka bazuje na bliżej nieokreślonej francuskiej powieści komentując, że "Francuzi mają najbardziej dogłębny wgląd w kobiecą psychologię".

 

2) nieświadomość kobiet w temacie reprodukcji i seksualności, co przyczyniło się do popularności teorii, że w anoreksji jedzenie jest symbolem stosunku seksualnego, w wielu artykułach można znaleźć opisy typu:

From this time she dates her belief that eating was a causative factor in pregnancy, that from eating one got fat, and, finally, had a child. However, she thought this could only take place when people were married. (2)

Wolne tłumaczenie: W okresie, gdy spotykała sie z chłopcami, była przekonana, że jedzenie było przyczyną ciąży, że jedzenie powodowało, że się tyło i w końcu miało dziecko. Jednakże mogło to mieć miejsce tylko, jeżeli było się w związku małżeńskim.

 

3) interpretowanie chęci kształcenia się i inteligencji młodych kobiet jako psychopatologii, dla przykładu:

Miss M.'s mental processes show a distinct schizoid tendency. In her finals at the University she received much credit for an essay savouring of mad genius; in an endeavour to present the cosmic implications of tragedy she soared awav into the nebulous realms of modern physics and treated the fourth dimension with a familiarity Einstein might envy. (1)

Wolne tłumaczenie: Tok myślenia panny M. wykazuje wyrażnie tendencję schizoidalną. W czasie egzaminów końcowych zyskała uznanie za wypracowanie świadczące o szalonym geniuszu; próbując pokazać kosmiczne konsewkwencje tragedii, zagłębiła się w skomplikowane domeny współczesnej fizyki i traktowała czwarty wymiar z obeznaniem, którego mógłby pozazdrościć Einstein.

 

4) w opisach przypadków o stanie psychicznym pacjentek więcej do powiedzenia mieli rodzice, niż same pacjentki. Młode kobiety praktycznie nie istniały bez kontekstu w postaci rodziców, opiekunów, rodzeństwa czy męża.

 

5) w wielu opisach przypadków anoreksji zwraca uwagę to, że istotnym czynnikiem w funkcjonowaniu danej rodziny był konflikt między tym co od chorej oczekiwała rodzina/otoczenie, a tym o czym ona sama marzyła. Warto też podkreślić, że wiele z tych marzeń było jak najbardziej realnych - studia, prowadzenie własnego sklepu, poświęcenie się pielęgniarstwu na misji w Afryce itd. - natomiast zarówno rodziny, jak i lekarze zajmujący się danymi przypadkami uważali je za nierealne, a czasami nawet głupie.

 

6) protekcjonalne traktowanie chorych kobiet, co rzuca się w oczy zwłaszcza w opisach leczenia, dla przykładu:

Elaborate psychiatric methods are undesirable, but a simple, straightforward explanation and reassurance so framed as to convey the impression that the situation is fully comprehended and that the treatment must be accepted and will produce the desired recovery may be as important as any of the other details of treatment. (3)

Wolne tłumaczenie: Wymyślne metody psychiatryczne są niepożądane, natomiast proste i nieskomplikowane wyjaśnienie i zapewnienie sformułowane tak, aby przekazać wrażenie, że sytuacja jest w pełni zrozumiała oraz, że leczenie musi być zaakceptowane i przyniesie pożądaną poprawę, mogą być równie istotne jak inne szczegóły leczenia.

 

7) jest to najmniej istotny czynnik, aczkolwiek wymaga zaznaczenia - ówczesne artykuły medyczne zdecydowanie różnią się od współczesnych. Współcześnie dąży się do tego, aby prezentować wnioski oparte na jak największej ilości przypadków, nie analizuje się pojedynczych pacjentów. Dawniej artykuły naukowe były pełne bardzo szczegółowych, wręcz intymnych opisów indywidualnych przypadków, bardzo często ilustrowanymi zdjęciami, praktycznie nie stosowano metod statystycznych, nierzadko podstawą do napisania artykułu były pojedyncze przypadki.

 

Czytając artykuły dot. anoreksji sprzed kilkudziesięciu lat odniosłam wrażenie, że pacjentki z anoreksją były traktowane jako istoty może nie tyle głupie, co nieskomplikowane. W wielu publikacjach psychodynamiczne teorie dot. anoreksji były wspierane mitologią pierwotnych plemion sprzed kilkuset lat lub plemion żyjących współcześnie, ale w odcięciu od postępów technologicznych kultury zachodniej. Czy wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach porównywanie anorektyczek do "dzikich"? Mogę się tylko domyślać jaki rwetes podjęliby Rzecznik Praw Pacjenta czy różne organizacje feministyczne i zajmujące się prawami kobiet.

 

Brit Med J (1958)

 

 

(1) G Nicolle, Pre-Psychotic Anorexia, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1938) XXXII;

(2) JV Weller et al, ANOREXIA NERVOSA: A PSYCHOSOMATIC ENTITY, Psychosomatic Medicine (1940) 11(1);

(3) DISCUSSION ON ANOREXIA NERVOSA, President HL Tidy, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1939) XXXII;

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Dzisiejszy wpis miał dotyczyć tego, w jaki sposób mężczyźni radzą sobie z kiepską samooceną i co robią, aby poprawić swój body image. Plan był prosty - zgodnie z opinią ludzi, którzy zajmują się badaniem tych zagadnień, można uogólnić, że kobiety pragną być szczupłe, i często rozwiązują swoje problemy dietami, ćwiczeniami itd. aż po ED, z kolei faceci pragną być muskularni, więc wielu z nich poprawia swoje samopoczucie chodząc na siłownię, budując masę mięśniową itd. W momencie, gdy takie poprawianie własnego wizerunku wymknie się spod kontroli, mogą wykształcić się przeróżne zaburzenia typu bigoreksja, uzależnienie od sterydów anabolicznych, bulimia sportowa itd. Szukając materiałów do tego wpisu postanowiłam wspomóc się nie tylko naukowymi opracowaniami, ale także zapoznać się z sieciowymi społecznościami zgromadzonymi pod ogólnym pojęciem "kulturystyka". I w tym momencie mój oryginalny plan wziął w łeb, bo to, co znalazłam na forach internetowych "kulturystów" jest zbyt ciekawe, aby służyło tylko i wyłącznie jako lektura uzupełniająca. Stąd mała zmiana planów i zamiast chłodnej i rzeczowej analizy zjawiska chcę podzielić się moimi jak najbardziej subiektywnymi refleksjami na temat tego, co wyczytałam.

Pierwsze co rzuca się w oczy przy czytaniu forów fanów pakowania, to język. Dla osoby niobeznanej z tematem potrzebna jest chwila, albo nawet oficjalny forumowy słowniczek najważniejszych pojęć, aby załapać o co chodzi. Zaskakuje także ilość błędów ortograficznych.

Gdy się już przebrnie przez barierę językową drugą rzeczą, która przykuwa uwagę to nieprawdopodobnie duża ilość rzeczowych informacji. Oceniam, że mniej więcej 95%, a może i więcej, treści, to konkretne porady - jak jeść, jak ćwiczyć, czym się wspomagać, aby uzyskać określony cel. Porównując do forów pro ana, gdzie mniej więcej 3/4 treści to rozmowy o uczuciach i emocjach, było to dla mnie coś zdecydowanie nowego. Ponieważ zależało mi na znalezieniu wypowiedzi nie na temat tego jak "wypompować kaptura", ale dlaczego ktoś chciałby to robić, więc sprawa nie była prosta, aczkolwiek wykonalna.

Ponieważ wcześniej nigdy nie interesowałam się tym tematem, więc w mojej głowie panowało przekonanie, że wszyscy ci, którzy pakują, robią to po to, aby uzyskać określony wygląd. Lektura forów "kulturystów" dowodzi, że nie jest to takie proste. W tych nielicznych przypadkach, gdy "kulturyści" tłumaczyli swoje zainteresowanie siłownią itd. można znaleźć następujące powody:

  • żeby być zdrowym i wysportowanym,
  • żeby wyglądać groźnie,
  • żeby być silnym, w przeciwieństwie do innych wymoczków i móc zapewnić swojej kobiecie bezpieczeństwo,
  • żeby podobać się pannom,
  • żeby mieć w życiu jakiś cel, a nie chodzić, i chlać, i ćpać i palić jak ich rówieśnicy,
  • żeby lepiej się czuć, bo ćwiczenie i kształtowanie ciała daje niesamowitą satysfakcję, porównywaną do "bycia na chaju",
  • żeby móc się pokazać na plaży,
  • żeby pokazać innym, że "ja też potrafię",
  • żeby gdzieś wyładować agresję,
  • itd.

Na każdym forum "kulturystycznym", które odwiedziłam, istniał dział poświęcony sterydom anabolicznym i dopingowi. Działy te były opatrzone zastrzeżeniami, wg których takie wspomaganie jest tylko dla osób zaawansowanych, pełnoletnich, posiadających wiedzę na temat budowania mięśni i działania dopingu oraz potencjalnych skutków ubocznych itd. Wszystko to sprawiało wrażenie, że sterydy anaboliczne w odpowiedzialnych rękach nie są niebezpieczne, a wręcz przeciwnie. Najczęściej wyrażanymi obawami są strach przed łysieniem oraz ginekomastią (mówiąc najprościej wyhodowanie damskiego biustu u faceta).

Znalazłam wypowiedzi "kulturystów", które opisują treningi na siłowni i towarzyszącą im dietę, jako styl życia, a które automatycznie włączyły u mnie tryb porównywania do pro ana. Nie chcę tutaj prowadzić porównania, co jest zdrowsze, bo zbyt kiepsko orientuję się w światku "kulturystów", aby móc choćby spekulować na ten temat, niemniej jednak nie tak trudno znaleźć potwierdzenie, że zamiłowanie do pakowania czasem może zmierzać w kierunku patologii. Np. ww doping, czy opowieści jak to "źle mi było, bo przez 4 dni nie mogłem pójść na siłkę" czy "odpuściłem sobie kino, bo o 16 to ja jem ryż z mlekiem".

To co zwróciło moją uwagę, przy porównywaniu forów "kulturystycznych" do pro ana:

  • "kulturyści" praktycznie nigdy nie narzekają na swoją dietę i nie przejawiają większych problemów z jej utrzymaniem,
  • uczestnictwo w forach poświęconych "kulturystyce" ma na celu znalezienie i dzielenie się informacjami, tutaj praktycznie nie istnieje coś takiego jak grupa wsparcia,
  • panowie "kulturyści" dużo chętniej dzielą się zdjęciami dokumentującymi ich postępy (swoją drogą to niezwykle zabawne są komplementy jakimi obdarzają się "kulturyści" biorąc pod uwagę jak bardzo heteroseksualne są społeczności, w których się udzielają).

Nie mam wątpliwości, że absolutnie nie wyczerpałam tematu, i na pewno kiedyś do niego wrócę, jak prześpię się z tym i przetrawię te przesiąknięte testosteronem informacje. Ale już w tym miejscu mogę przyznać, że jest to dla mnie światek tak samo odległy jak pro ana.

 

Sformułowań "kulturyści" i "kulturystyka" używam w odniesieniu do ludzi, którzy pracują nad zbudowaniem odpowiedniej sylwetki i masy mięśniowej, natomiast nie jest to ścisłe zastosowanie tego terminu, bo nie wszyscy uczestnicy takich forów uważają się za kulturystów.

sobota, 09 kwietnia 2011

Ostatnio otrzymałam kilka maili i komentarzy (poleciały do kosza) o dość podobnej treści. Można ją streścić w 4 punktach:

  1. ten blog nie ma sensu,
  2. każdy ma prawo robić/pisać to co chce,
  3. to nieładnie "śledzić" "motylki" i wtrącać się w czyjeś życie,
  4. kim ja jestem lub kto mi dał prawo do pisania na temat pro ana.

I tak od mniej więcej dwóch tygodni zastanawiałam się nad tym czy jest sens pisać na ten temat i tłumaczyć się. Bo ileż można? W końcu doszłam do wniosku, że powyższe probemy powracają jak bumerang i powracać będą, i nie jestem w stanie zrobić nic, aby temu zapobiec. Zatem bezsensem byłoby tracenie czasu na komentowanie powyższych punktów.

Niniejszym zatem informuję wszystkich, którzy ostatnio poświęcili swój cenny czas, aby uświadomić mnie, że to co robię prowadząc tego bloga nie ma sensu, jest ble itd., że póki ja widzę sens w pisaniu tutaj, to pisać będę póki mi weny i czasu starczy.

Zaskakujące w tym wszystkim jest to, jak wiele z tych osób, które uważają tego bloga za nonsens, zdaje się być regularnymi i dość wnikliwymi czytelnikami.

PS Przepraszam za tytuł od czapy, ale generalnie kiepsko mi szło z wymyśleniem sensownego tytułu. Poza tym, czy wszystko zawsze musi mieć sens? ;-)

23:24, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (10) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Dzisiejsza notka jest zainspirowana następującą wypowiedzią znalezioną na jednym z blogów pro ana:

No i stało się, byłam na pierwszej wizycie. Pani psycholog - owszem ładna i młoda. Szkoda tylko, a może na szczęście niesamowicie naiwna i głupia. Wypytywała mnie o moją dietę, o to jak udało mi się tak bardzo schudnąć, a ja nawciskałam jej kitów o zdrowym odżywianiu, warzywach, ciemnym pieczywie, unikaniu słodyczy itd. Ha! Za tydzień następna wizyta i jestem pewna, że ostatnia. Bo przecież nic mi nie jest, a dążenie do szczupłej sylwetki nie jest żadną chorobą, a wręcz przeciwnie.

Na marginesie dodam, że autorka tej wypowiedzi ma BMI około 16, stosuje dietę na poziomie 300 kcal, regularnie też prowokuje wymioty w sytuacjach, gdy okoliczności zmuszają ją do zjedzenia czegoś spoza ułożonego przez nią jadłospisu.

Czytując blogi pro ana dość często spotykam się z opisami spotkań "motylków" z psychologami czy psychiatrami. Najczęściej sprowadza się to do tego, że zaniepokojona rodzina (rodzice, partner, mąż itd.) wymusza podjęcie leczenia, "motylkowi" taki pomysł się nie podoba, więc po krótszych lub dłuższych kłótniach, unikaniu tematu, plucia jadem na blogu itd. itp., "motylek" idzie do psychologa z założeniem, że to tylko dla uśpienia czujności i uniknięcia niechcianych konfliktów w formie otwartej. Wg moich obserwacji wśród motylków panuje powszechne przekonanie, że bardzo łatwo jest manipulować psychologiem, i że wystarczy tylko odpowiednio odegrać swoją rolę, aby psycholog uznał, że problemu nie ma, poinformował o tym rodzinę, a "motylek" mógł w spokoju dalej chudnąć.

Powstaje pytanie - czy da się wkręcić psychologa/psychiatrę?

Rozmawiając z różnymi osobami, które zajmują się psychiatrią czy prowadzą terapię, wypytuję o to, czy są w stanie wyłapać tego typu manipulacje, jaki jest ich stosunek do tego, jak postepują, gdy podejrzewają, że ich pacjentka po prostu kłamie. Oczywiście odpowiedzi są różne, ale spróbuję uogólnić to, czego się dowiedziałam.

  1. Wyłapanie tego, że pacjent kłamie nie jest trudne (w grę wchodzi doświadczenie, obserwacja pacjenta, jego mowy ciała, konsekwencja wypowiedzi, wypowiedzi rodziny).
  2. Przyłapanie pacjenta na kłamstwie nie oznacza, że psycholog czy psychiatra od razu konfrontuje ten fakt ze swoim podopiecznym.
  3. To, że pacjent kłamie i czego kłamstwa dotyczą jest informacją równie ważna jak sytuacje, w których pacjent jest szczery.
  4. Psycholog czy psychiatra okłamywany przez pacjenta nie czuje się urażony, zraniony, oburzony, poniżony, itd., ze wzgledu na specyfikę relacji pacjent - psycholog/psychiatra.
  5. Wszystkie konsekwencje tego, że pacjent kłamie, ponosi pacjent.

Tak więc wynika, że w wielu przypadkach osoby, które próbują manipulować psychologiem czy psychiatrą i są przekonane, że im sie to udaje, bardzo grubo się mylą. A zaprzeczanie temu to moim zdaniem po prostu naturalna reakcja manipulatora, który został zrobiony w konia.

Czy ktoś zechce podzielić się swoimi doświadczeniami na ten temat?

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak "motylki" postrzegają macierzyństwo. Do tej pory nie miałam żadnych podstaw, aby zastanawiać się jak wygląda bycie "motylkiem" i bycie w ciąży jednocześnie. Owszem, pojawiały się sytuacje, gdy autorka bloga pro ana informowała o tym, że spodziewa się dziecka. Zazwyczaj towarzyszyły temu deklaracje, że czasowo porzuca odchudzanie, i że wróci jak tylko dziecko przyjdzie na świat, bo przecież trzeba będzie zrzucić nadmiar ciążowych kilogramów. Większość z nich nie pojawiała się już później na swoich blogach, czasem tylko można było spotkać krótkie informacje o tym, jak mało mają czasu i jak bardzo kochają swoje dzieci.

Oststnio coś się zmieniło. W dość krótkim okresie czasu trzy z obserwowanych przeze mnie "motylków" oznajmiły, że są w ciąży. Jednocześnie nadal udzielają się w środowisku pro ana. Wszystkie trzy są na dość wczesnym etapie ciąży, ale już zdążyły dać mi dużo do myślenia.

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, to oczywiście deklaracje, że dobro dziecka jest na pierwszym miejscu, więc "ana" chwilowo idzie w odstawkę. Jeżeli komuś się wydaje, że jest to takie proste, i że tryb ED można włączać i wyłączać na rządanie, to się myli. Bo deklaracje deklaracjami, ale z dalszych wpisów wynika, że nawet jeżeli ciężarne "motylki" postępują bardziej racjonalnie, to nie jest to łatwe i myślenie w kategoriach "pro ana" wciąż im towarzyszy. Jeżeli nawet świadomie rezygnują z zasad pro ana, to chwilowo zadowalają się planowaniem tego, co będzie po porodzie - jak będą wyglądały i co będą robić, aby to osiągnąć.

A jak wygląda w praktyce to złagodzenie "diety pro ana"? Np. zrezygnowanie ze słodzika, który przed ciążą stanowił główny składnik diety. Albo zwiększenie liczby posiłków - przed ciążą standardem był 1 posiłek dziennie, w ciąży, co drugi dzień 3 posiłki. Albo pozwolenie sobie na jedzenie po królewsku, bo ciążowe mdłości robią swoje.

Druga rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to dodatkowa presja wywierana na te dziewczyny. Ciąża nie przeszkadza w skrupulatnym ważeniu i mierzeniu sie, nie przeszkadza też w studiowaniu swojego wyglądu przed lustrem. I tak jak przed ciążą głównym zmartwieniem było to ile udało się schudnąć, to teraz problemami są jak bardzo przytyły i czy dałoby się przytyć mniej. Dodatkowym źródłem stresu jest konieczność unikania farmaceutyków wspomagających odchudzanie, oraz potrzeba ograniczenia preparatów kosmetycznych zwalczających cellulit (nie jestem pewna czy jest to uzasadnione). Czytając dylematy ciężarnych "motylków" nie sposób jest nie zastanawiać się jak długo wytrzymają one tą presję. Jak długo zmiany zachodzące w ich ciałach będą mniej ważne, niż potrzeba bycia chudą. Jak długo będą w stanie obserwowac "postępy" koleżanek, zanim przymus odchudzania nie weźmie góry nad zdrowym rozsądkiem.

I wreszcie trzeci problem, to reakcje ze strony innych "motylków". Większość komentarzy jest pozytywna - gratulacje, przekonanie o tym, że "motylki" mają świetne kwalifikacje, aby być doskonałymi matkami i wreszcie słowa otuchy, że jak tylko dziecko sie urodzi, to wszystko będzie tak jak dawniej i obecne przyszłe mamy będą mogły w pełni oddać się "anie". Pojawiają sie także komentarze negatywne, których nie jestem w stanie śledzić na bieżąco, ponieważ są niezwykle sprawnie usuwane. W każdym razie zdążyłam już załapać się na tego typu kwiatki jak:

i ty nazywasz się pro ana? śmiech na sali :D nawet nie wiesz jak wielką satysfakcję przynosi mi świadomość, że każdego dnia ja chudnę a ty tyjesz, tak łatwo jest zrujnować swoje ciało, i to po co??? nigdy tego nie zrozumiem. skończysz jako wielki tłusty wieloryb, bo już teraz widać, że nie jesteś prawdziwą córką Any.

lub:

Słabość charakteru, bo pozwoliłaś swojemu facetowi zniszczyć swoje ciało, słabość charakteru, bo nie mogę nazwać inaczej obżerania się 1200kcal, słabość charakteru, bo nie umiesz się zdecydować, czy wrócić do zwykłego świata, czy zostać w świecie motyli.

I wreszcie komentarz, który poruszył mnie najbardziej:

Nie wiem czy podziwiać cię czy zazdrościć. Ja od lat próbuję jeść normalniej. Bezskutecznie. I jak patrzę na to, jak łatwo ci to przychodzi, to zaczynam rozważać zajście w ciążę. Nie pomogli mi terapeuci, nie pomógł szpital, może dziecko mnie zmusi do wyrwania się stąd?

Egoizm? Desperacja? W każdym razie zmusza do zastanowienia się nad tym, co te młode kobiety będą w stanie zaoferować swoim dzieciom. Póki co deklarują, że nie pozwolą im na podążanie drogą pro ana. Jeżeli jednak same będą to nadal robić, to czy pozostanie to bez wpływu na ich dzieci? Jakie wartości im przekażą? Czy będą w stanie wyjść poza schemat "chude jest piękne" i "perfekcja za wszelką cenę"?

Terapia anoreksji, bulimii