sobota, 30 maja 2009

W kilku ostatnich komentarzach pojawiły się wypowiedzi, z których wynika, że sporo osób uważa, że pro ana i anoreksja to jedno i to samo.

Pro ana to ideologia, wg której anoreksja, zaburzenie psychiczne o najwyższej śmiertelności, zaburzeniem wcale nie jest. To styl życia, rodzaj specyficznej diety, wybrane w sposób świadomy i dobrowolny. Problem ten dotyczy głównie dziewcząt, nastolatek (choć można także znaleźć, będące w zdecydowanej mniejszości, studentki czy młode mamy). Poprzez Internet utworzyły swoistą sektę wyznawczyń Any, jak pieszczotliwie nazywają anoreksję. Przyświeca im wspólny cel - walka z kilogramami, nie zawsze zbędnymi. Jest to walka pełna determinacji, toczona wg niezwykle surowych zasad, takich jak przedkładanie bycia chudą, ponad bycie zdrową.

Nie każda osoba identyfikująca się z ideologią pro ana jest anorektyczką. Można je podzielić na kilka kategorii. Pierwsza to osoby rzeczywiście chore na zaburzenia odżywiania (często jest to bulimia, nie anoreksja), które nie chcą się leczyć, często są dumne ze swego stanu. W świecie pro any czują się wyjątkowo, są akceptowane, a często nawet podziwiane. Odważnie publikują swoje zdjęcia, które stają się źródłem inspiracji dla innych motylków. Druga grupa, najliczniejsza, to tzw. "wannarexics" - dziewczyny, które pragną mieć Anę. Wg kryteriów medycznych nie są chore na anoreksję, często mają prawidłową masę ciała. Dla nich anoreksja to po prostu szybki sposób na schudnięcie. Ponieważ taka "dieta" jest niezwykle wymagająca, często doświadczają porażek, przez co postępowanie wg zasad pro ana staje się dla nich synonimem kontroli nad własnym życiem. Ostatnia grupa to dziewczyny, dla których pro ana to nic innego jak modny slogan, coś, czym można zaszpanować przed koleżankami, poczucie przynależności do wspólnoty balansującej na granicy społecznej akceptacji, dostęp do wiedzy tajemnej, wyraz typowego buntu nastolatek.

thinspiracje

Motylki, jak nazywają siebie, tak jak prawie wszystkie nastolatki miewają problemy w szkole, nieporozumienia z rodziną czy chłopakiem. Jednak ich największym problemem jest wygląd. Pragną być szczupłe jak modelki, których zdjęciami się fascynują. Ta fascynacja potrafi doprowadzić do sytuacji, w której największym autorytetem staje się waga, a miernikiem szczęścia - dobowy bilans zjedzonych i spalonych kalorii. Gdy rodzice i przyjaciele zaczynają zwracać uwagę na niepokojące sygnały, jak np. unikanie posiłków, stosowanie środków przeczyszczających, gwałtowna utrata wagi, czy skoncentrowanie uwagi na zagadnieniach związanych z jedzeniem i odchudzaniem, motylki znajdują wsparcie na licznych blogach i forach pro ana. Oferują one nie tylko zachętę do odchudzania, ale także liczne porady dotyczące głodzenia się, i utrzymywania tego w tajemnicy przed najbliższymi.

Polskie prawo nie uznaje stron pro ana za nielegalne, więc nie leżą one w kręgu zainteresowań organizacji zajmujących się bezpieczeństwem Internetu. Usuwanie tego typu stron byłoby również bezcelowe - na miejsce jednej zamkniętej, pojawiłaby się kolejna. Trudno także zachować obojętność. W Polsce brakuje organizacji typu amerykańskiej NEDA (National Eating Disorders Association) czy brytyjskiej beat, które aktywnie działają na rzecz zwiększenia świadomości rodziców, nauczycieli, młodzieży czym są zaburzenia odżywiania, a także oferują wsparcie i pomoc osobom, które chcą się leczyć.

blog pro ana

przykładowy wygląd bloga o tematyce pro ana
(najpopularniejsze kolory to czarny i różowy)

12:35, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (8) »
czwartek, 28 maja 2009

Harel to jedna z najpopularniejszych modowych blogerek, autorka licznych tekstów poświęconych modzie (lula.pl), a przede wszystkim piękna i pomysłowa kobieta. Prowadzi dwa blogi: O modzie subiektywnie, gdzie prezentuje swój punkt widzenia na modę ze światowych wybiegów oraz lookbook, gdzie możemy zobaczyć jej pomysły na swój wygląd i sposoby konstruktywnej utylizacji przeróżnych elementów garderoby. W premierowym numerze internetowego magazynu Dillemas Magazine (str. 66) podpowiada nam jak zrobić naszyjnik z ... biurowych spinaczy.

P.: Czy moda jest jak magiczna różdżka i każdą kobietę może zamienić w piękność? Czy strój jest w stanie pomóc poradzić sobie z kompleksami?

Harel: Moda sama w sobie jest tak różnorodna i zmienna, że łatwo się pogubić. Natomiast odnalezienie stylu, w którym czujemy się dobrze i wiemy, że także dobrze wyglądamy,  jest w stanie zdziałać cuda. Kompleksy zwykle powodują, że zamykamy się w ubraniowej strefie
bezpieczeństwa i niechętnie z niej wychylamy. Jednocześnie widzę, jak w programach typu "Trinny i Susannah" kobiety, które jeszcze przed chwilą za nic nie chciały zdjąć wygodnego dresu, stoją przed lustrem w zwiewnej sukience i nie mogą uwierzyć w to co widzą. W pozytywnym sensie, rzecz jasna. Czasem maleńki drobiazg jest w stanie pomóc – nie tyle zwalczyć kompleksy, co obudzić chęć tej walki. A to jest bardzo dużo. Mało kto ma ochotę spędzić całe życie martwiąc się np. wystającym brzuchem i rezygnując z tego powodu z noszenia super ciuchów. Wydaje się, że łatwiej będzie w tym dresie, w pewnym sensie wygodniej jest sobie pozostać z kompleksami i się martwić, niż zacząć działać. Działać, co nie znaczy przestać jeść albo zacząć się katować ćwiczeniami na siłowni trzy razy dziennie. Poprzez działanie rozumiem zaprzyjaźnienie się z samą sobą i prowadzenie zdrowego trybu życia. Kupowanie sobie ładnych ciuchów to miły gest takiej przyjaźni.

P.: Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w dobieraniu ubiorów - podążanie za trendami, czy raczej podkreślanie własnej indywidualnościi atrybutów?

Harel: Tak naprawdę zależy, co kto lubi. Ja muszę przyznać, że jestem bardzo podatna na nowe trendy. Na szczęście nauczyłam się trzeźwo oceniać, jak w danej rzeczy wyglądam, więc błędy w tej dziedzinie popełniam raczej rzadko. Podstawa to znajomość własnej sylwetki. I nie ciągłe dążenie do nierealnego ideału, tylko postawienie sprawy jasno: mam takie biodra, taki biust, nogi, ramiona, znam swoje zalety i wady, potrafię jedne podkreślić, drugie zatuszować, jeśli trzeba. Bardzo ważne, żeby mieć do siebie stuprocentowe zaufanie. Niedawno przeczytałam fantastyczne słowa Sonii Rykiel odnośnie stylu właśnie: "Pytanie innych o radę nie ma sensu. Powinnaś znać samą siebie – to wystarczy".

P.: Wiele się mówi o lansowaniu przez projektantów modelek-chudzielców jako wzorców piękna. Czy uważasz, że tylko bardzo szczupłe kobiety są dobrymi modelkami i są w stanie ukazać walory prezentowanych kreacji?

Harel: Dużo się nad tym zastanawiam i co pół roku obserwuję, jak wraca temat zbyt chudych modelek. Wprawdzie nie wszystkie się odchudzają, niektóre po prostu takie są i całkowity zakaz wpuszczania ich na wybieg byłby zupełnie bez sensu. Nie lubię kategoryzować, jest tak ogromna różnorodność sylwetek, nie podoba mi się zarówno krytykowanie osób "puszystych" jak i walka z chudością (mam na myśli chudość naturalną). Niestety utarło się, że piękno ma tylko jedno oblicze. Dążenie do niego za wszelką cenę jest bezsensowne, ale bardzo popularne. Temat rzeka...

Co do walorów kreacji... Sylwetka to nie wszystko. Liczy się całokształt. Może i brzmi to banalnie, ale nawet osoba o nienagannej sylwetce niezaprzyjaźniona ze sobą nie będzie czuć się dobrze, bez względu na to, co włoży. Takie rzeczy świetnie widać.

P.: Czy uważasz, że dobry wygląd jest gwarancją życiowego sukcesu?

Harel: Raczej zdrowy wygląd. I bycie dobrym dla siebie.

P.: Jest wiele osób, które chciałyby wiedzieć na temat stylizacji chociaż ułamek tego, co Ty. W jaki sposób można zarazić się miłością do mody?

Harel: Bardzo mi miło.
Myślę, że najważniejsze to być otwartym. Obserwować, szukać inspiracji, próbować różnych rozwiązań. I przede wszystkim nie traktować mody zbyt serio. To ma być przyjemność. Nie powinno być żadnej presji.

Harel fot. Bubble Factory
fot. Bubble Factory
zdjęcie Harel z sesji dla Dilemmas Magazine,
wykorzystane za zgodą modelki

 

Bardzo dziękuję Harel za wywiad :-)

Tagi: wywiad
23:25, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 maja 2009

Ostatnio na blogach pro ana można zauważyć rosnącą popularność diety ABC (Ana Boot Camp). Nazwa Boot Camp jest zazwyczaj używana w odniesieniu do wojskowych obozów rekruckich, przede wszystkich tych najbardziej rygorystycznych - w których szkolą się przyszli marines.

Na czym polega Ana Boot Camp? Jest to plan spożycia kalorii rozpisany na 50 dni, nieistotne jest to, co się je, najważniejsze, aby trzymać się określonych limitów kalorii. Wartości tych limitów wahają się od 0 do 500 kalorii, w jednym przypadku tylko sięgając wartości 800 kcal. Plan przypisany poszczególnym dniom wydaje się być losowy, jednak wiele osób stosujących dietę Ana Boot Camp uważa, że została ona oparta na solidnych teoriach naukowych.

We wcześniejszej notce dotyczącej ewolucyjnej teorii dotyczącej przyczyn anoreksji opisywałam teorię AFHH czyli hipotezę adaptacji do głodówki migracyjnej. Mechanizm działania Ana Boot Camp jest podobny. Organizm pozbawiony odpowiedniej liczby składników odżywczych przestawia się na "tryb awaryjny" - metabolizm zwalnia. Zmiany liczby spożywanych kalorii w ramach Ana Boot Camp mają za zadanie oszukać ten mechanizm i powodować, że przy zachowanym normalnym tempie metabolizmu i niewielkich posiłkach organizm będzie spalać rezerwy (głównie tkankę tłuszczową) w przyspieszonym tempie.

W rzeczywistości istnienie "trybu awaryjnego" w organizmie człowieka nie zostało nigdy naukowo potwierdzone. Różnice wartości spożywanych kalorii pomiędzy poszczególnymi dniami wynoszące od 100-400 kcal są zbyt małe, aby stanowić dla organizmu sygnał, że doszło do znaczącej zmiany ilości dostarczanej mu energii. W rzeczywistości cała dieta ABC jest odbierana przez organizm jako niedostatek pożywienia. Spadek wagi powodowany przez Ana Boot Camp nie wynika z oszukiwania metabolizmu, ale po prostu z niedożywienia.

Nie należy zapominać przy tym o długofalowych efektach głodówki - ryzyka napadów obżarstwa, zmian nastroju do depresji włącznie, problemów z koncentracją czy też zagrożenia dla serca, zębów, włosów czy kości. Nawet zwolennicy głodówek zdrowotnych podkreślają, że wymagają one odpowiedniego przygotowania, nie należy wykonywać ich zbyt często, ani zbyt długo (50 dni to więcej niż największa wartość zalecana przez zwolenników głodówek leczniczych).

Skąd rosnąca popularność Ana Boot Camp? Po pierwsze brak wiedzy na temat działania organizmu powoduje, że motylki rozczarowane powolnym spadkiem wagi wierzą w magiczne działanie Ana Boot Camp. Po drugie efekt psychologiczny - łatwiej jest wytrwać na tak rygorystycznej diecie wiedząc, że w tym samym czasie stosuje ją więcej osób. Po trzecie Ana Boot Camp wprowadza element rywalizacji - kto wytrwa do końca. I wreszcie wiele osób potrzebuje konkretnego planu, którego mogą się trzymać.

Ana Boot Camp trudno nawet nazwać dietą - to wyrafinowany plan głodówki obliczony na szybkie schudnięcie w sposób ekstremalny.

boot camp - drill
Parris Island, baza treningowa South Carolina Marine Corps
fot.: Jay L. Clendenin / Polaris

 

poniedziałek, 25 maja 2009

W zasadzie chciałam dzisiaj napisać o czymś zupełnie innym, ale wędrując po wirtualnych przestworzach natknęłam się na genialny filmik "Beauty Is Not How Skinny You Can Be!". Występująca w roli głównej 4-latka nie zawsze mówi wyraźnie, nie wszyscy też znają angielski na tyle dobrze, aby zrozumieć wszystkie kwestie. Przekaz filmu jest jednak bardzo prosty.

Zapomniałaś, że jesteś unikalna.

W całej historii świata nigdy nie będzie drugiej takiej jak ty.

Dlaczego więc starasz się wyglądać jak ktoś inny? Masz taką potrzebę?

Czy dorastając chcę czuć potrzebę wyglądania jak ktoś inny? Nie sądzę.

Jestem tylko dzieckiem, zbyt małym aby być pod wpływem pod jakim ty jesteś.

Ale za kilka lat będę.

Ty masz siłę aby to przerwać. Wszyscy mamy.

Piękno nie polega na tym jak bardzo chuda możesz być.

Bądź zdrowa, wróć do właściwego rozmiaru. Twojego, a nie kogoś innego.

Tagi: media
13:49, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 maja 2009

Zawsze wzbudzały moją ciekawość plany motylków - co zrobią, gdy już schudną do wymarzonych 45kg (ta wartość jest najczęściej wymieniana jako cel odchudzania), a przede wszystkim czy osiągając cel będą potrafiły porzucić styl życia pro ana, i najważniejsze - czy będą szczęśliwe. Zainspirowana komentarzem do poprzedniej notki postanowiłam poszukać motylka, któremu się udało - wytrwać w narzuconej diecie, uzyskać upragnioną niską wagę, następnie utrzymać ją, a potem żyć długo i szczęśliwie wzbudzając podziw, zachwyt i uwielbienie. Motylka, który uzyskał perfekcję... I tu niespodzianka - nie udało mi się znaleźć nikogo, kogo mogłabym nazwać spełnionym motylkiem (co nie oznacza, że przestanę szukać).

Oto co znalazłam (z zachowaniem oryginalnej pisowni i słownictwa):

Byłam pro ana 7 msc i nabawiłam się bulimii, roztroju zołądka, rozwalonej psychiki, straciłam chęć do życia, depresji i ... 5 kg-ów więcej niż przed tą głupią zabawą . Przyjaźń z aną zakończyłam w kwietniu a otrząsnąć się nie mogę do teraz. Mam kompletnie rozstrojony organizm i miewam okropne huśtawki nastrojów ktorymi ranie wszystkich dookoła.

~

Waga: 46 kilo (...) Coraz lepiej.. bezsenne noce, sine ręce, sine stopy, kłamstwa i do 200kcal dziennie.. matka juz płacze, ojciec znowu pije..

~

To mnie przerosło.. :( najpierw miesiąc głodówki a potem tydzien rozpusty.. Na szczęście przez ten tydzień udało mi się schudnąc kilo... pewnie dlatego, że starałam się zwymiotowac wszystko do 30 minut i piłam po 4 przeczyszczacze nawet..
Tylko co z tego.
Jestem lepsza przez to.? Jestem silna? Ważę 49 kilo... Jestem coraz bliżej pierdolonej perfekcji..

~

Chciałam być normalna, chciałam jeść normalnie. Chciałam udowodnić wszystkim, że mam kontrolę. Chciałam popisać się, "potrafię się kontrolować", "potrafię żyć tak jak chcę". Myślałam, że będzie dobrze. Wszyscy nic nie zauważyli, ale ja zaczęłam się tak strasznie staczać...
Tonąć to za mało.
Powinnyście zobaczyć jak to jest wpierdalać tak wiele jak ja. Powinnyście wiedzieć, że choć bardzo starałam sie jeść normalnie nie potrafiłam utrzymać władzy. Albo jadłam za dużo, albo za mało i były napady. Oszukiwałam się, że wyglądam dobrze, ale nie wyglądam!

~

Tęsknie za głodem.
Tęsknie za kościami.
Tęsknie za rzygami.
Tęsknie za bólem.
Tęsknie.
Ana wróć.

~~~

Gdzie to szczęście? Gdzie zadowolenie i satysfakcja z życia? Podziw otoczenia?

Być może pro ana jest najlepszym przykładem na to, że cel jest mało istotny, najważniejsza jest droga, która do niego prowadzi. Bez tej drogi motylki czują się zagubione. Niestety to co widać na końcu drogi pro ana, i to co tam rzeczywiście można znaleźć, to kompletnie dwie różne rzeczy.

(fragmenty pisane kursywą pochodzą z blogów pro ana)

smierc motyla w sieci
18:43, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (11) »
środa, 20 maja 2009

Słyszeliście kiedyś o piramidzie zdrowego żywienia? Są to zalecenia specjalistów dietetyków dotyczące tego, jaką część naszych posiłków powinny stanowić produkty z poszczególnych grup (produkty zbożowe, owoce, warzywa, mleko i przetwory, itd.). Przedstawia się je przeważnie w formie grficznej, w postaci piramidy. Wygląda ona na przykład tak (obrazek pochodzi z serwisu vitalia.pl):

piramida zdrowego żywienia



Pro ana nie ma nic wspólnego ze zdrowym stylem zycia, więc i lansowana w kręgach pro ana piramida wygląda zupełnie inaczej:


Kawa, herbata, woda, papieroski, gumy do żucia, witaminy, napoje dietetyczne - to składniki dopuszczalne w diecie pro ana. Czy w takiej sytuacji pro ana można uznać za wsparcie dla osób chorujących na zaburzenia odżywiania?

10:45, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 18 maja 2009

Idea konkursów piękności kompletnie do mnie nie przemawia - zaspokajanie własnej próżności, sposób na 5 minut sławy, widowisko dla koneserów kobiecej urody? Moim zdaniem jest to kolejny wytwór cywilizacji, który wnosi niewiele dobrego, a potęguje presję wywieraną na kobiety, aby wyglądały "odpowiednio".

I tu pojawia się problem - co to znaczy "odpowiednio"? Niedawno głośno było na temat kandydatki do tytułu Miss Australii Stephanie Naumoska (180cm wzrostu i 49kg wagi, BMI 15). Pojawiły się zarzuty, że dopuszczenie Stephanie do konkursu to promowanie anoreksji, odpierane przez obrońców wolności słowa, czy raczej ekspresji ciała w tym konkretnym przypadku. Stephanie Naumoski zaprzecza, że cierpi na anoreksję, deklaruje, że zjada 6-8 zdrowych posiłków dziennie, koleżanki z konkursu również stanęły w jej obronie mówiąc, że Stephanie jest szczęśliwa w swoim ciele, i że jest szczupła w sposób naturalny.

Przy okazji przypomniała mi się ubiegłoroczna afera, której bohaterką była kandydatka do tytułu miss Anglii Chloe Marshall (175cm, 80kg,  BMI 26). Wówczas posypały się gromy ze strony dietetyków zarzucających Chloe promowanie otyłości.

Tak sobie myślę, że o ile jestem w stanie uwierzyć, że anorektyczna kandydatka na miss może stać się inspiracją do odchudzania, to jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić sytuację odwrotną - gdy kandydatka z nadwagą inspiruje kogokolwiek do stania się otyłym. Podejrzewam, że jest to efekt lansowania hasła, że "chude jest piękne". W tym kontekście Stephanie jest tylko kolejnym głosem, podczas, gdy Chloe i jej występ w konkursie piękności to prawdziwy ewenement. Chudzielców w świecie mody, reklamy, kina i telewizji nie brakuje, jest ich nawet zbyt dużo.

Być może cały problem to nie kwestia inspiracji do odchudzania czy przybierania na wadze, ale raczej pokazanie, że można czuć się pięknie w każdym ciele?

chloe marshall stephanie naumoska
Tagi: kobiety
22:42, anty_pro_ana , Efekty uboczne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 maja 2009

Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak zrobić furorę w Tokio, jak wtopić się w otoczenie w Los Angeles, czy wzbudzić zachwyt wśród miłośników syberyjskich reniferów - polecam majowy numer National Geographic Traveler i artykuł Martyny Wojciechowskiej pt: "Kanon urody". Są to spostrzeżenia podróżniczki na temat różnic w postrzeganiu czym jest piękno kobiet (i mężczyzn) pod różnymi szerokościami geograficznymi. Niestety nie jest dostępna wersja on-line artykułu. Pozwolę sobie przytoczyć najciekawszy fragment:

Jedyny przykład obiektywnego uznawania kanonu piękna, o jakim słyszałam, zaobserwowano na Saharze wśród plemienia Wodaabe. W tamtejszej kulturze każdy mężczyzna powinien być wysoki, szczupły, umalowany w identyczny sposób (...). O dziwo, kiedy badacze pokazywali Wodaabe zdjęcia różnych mężczyzn i pytali, który z nich jest najpiękniejszy, zawsze wskazywano tą samą osobę!

Oczywiście w kulturze naszej i wielu innych można wskazać  wzorce piękności, które są bardziej popularne niż inne. Jednak można śmiało powiedzić, że poza plemieniem Wodaabe de gustibus non est disputandum i nie ma w tym nic dziwnego, że jednym podoba się co innego, niż drugim. Zerkając w motylkowe przykazania można przeczytać, że warto się odchudzać ponieważ tylko chude jest piękne, i każdy chudym się zachwyca. W zasadzie nie potrzeba podróży Martyny Wojciechowskiej, aby pokazać, że to nie jest prawda - wystarczyłoby znaleźć choć jedną osobę gustującą w puszystych kobietach i motylkowy argument w świetle logiki byłby obalony. Tyle, że logika to ostatnia rzecz, jaką kierują się motylki.

Warto pamiętać, że dla każdego z nas można znaleźć takie miejsce na świecie, gdzie uznają nas za pięknych ;-)

Wodaabe

Zdjęcie pochodzi z albumu National Geographic zatytułowanego Twarze Afryki, i przedstawia mężczyznę z plemienia Wodaabe w trakcie nakładania makijażu.

Link

EDIT:

Cały artykuł w wersji on-line można znaleźć tutaj.

środa, 13 maja 2009

Oto mamy kolejne zjawisko, którego nazwa została oparta na nazwie anoreksji. BRIDE-oreksja, czyli maniakalne odchudzanie i głodowanie przyszłych panien młodych... Cel: wyglądać szczupło w czasie ślubu, co potem? - nie jest  ważne. Ważne, że ślub był jak z bajki. BRIDE-oreksja zaczyna się od zaręczyn. Badania pokazują, że od tego momentu ponad 90% kobiet pragnie schudnąć do dnia ślubu, z czego 70% chce zrzucić ponad 10kg.

Przygotowania do ślubu i wesela zajmują coraz więcej czasu i do złudzenia przypominają charakterystyczną dla anoreksji pogoń za perfekcją. Wszystkie elementy muszą do siebie pasować - stroje, oprawa, kwiaty, dekoracje, menu. Gdzieś w tym wszystkim gubi się sens zaślubin, a na pierwszy plan wychodzi to wszystko, czym można wykazać się przed ludźmi - przede wszystkim główna bohaterka tego szczególnego dnia czyli panna młoda. Dodajmy do tego wszechobecną kampanię promującą chudzielce jako piękności.

Zaczyna się od mocnego postanowienia - zrzucić x kilogramów do dnia ślubu. Gdy czasu jest mało, lub normalne diety nie przynoszą efektów, a desperacja przyszłej panny młodej jest duża - do gry wchodzą bardziej radykalne środki, które niewiele różnią się od schematów postępowania motylków czy dziewczyn chorych na anoreksję. Niestety bardzo często po ślubie okazuje się, że powrót do normalnych zwyczajów żywieniowych, rezygnacja z przeczyszczaczy i wymiotów nie są takie proste.

Ze względu na zjawiska takie jak brideorexia, a także pro ana, coraz częściej mówi się o anoreksji jako zaburzeniu, które dotyka ludzi próżnych i skoncentrowanych na wyglądzie. I niestety coraz trudniej jest z takimi opiniami polemizować.

panna młoda

poniedziałek, 11 maja 2009

Pisząc wcześniej o thinspiracjach wspominałam o odpowiedzialności artystów za sposób użycia ich dzieł. Temat jest trudny ponieważ z jednej strony trudno wymagać, aby ktokolwiek był w stanie przewidzieć w jaki sposób obrazy, piosenki, książki czy filmy są odbierane przez różnego rodzaju pokręcone umysły. Z drugiej strony są takie sytuacje, gdy wydźwięk tak zwanych dzieł i intencje twórcy są ze sobą tak sprzeczne, że trzeba być ślepym, żeby tego nie dostrzec. Jako przykład przedstawiam wystawę Ivonne Thein zatytułowaną "32 kilo".

Zaprezentowana po raz pierwszy w styczniu tego roku w Washington Goethe-Institut wystawa zdjęć niemieckiej artystki składa się ze zdjęć wychudzonych, ubranych w biel szpitalnych bandaży modelek upozowanych tak, aby wyeksponować chudość kończyn - twarze kobiet są ukryte, aby nie przyciągać uwagi widza. Dziwaczne pozy modelek mają też być wyrazem dezaprobaty dla świata mody promującego chudość i traktującego kobiety jak manekiny i wieszaki. W roli modelek wystąpiły zwykłe kobiety - przyjaciółki autorki zdjęć (żadna z nich nie jest zawodową modelką). Ich niezwykła chudość została uzyskana komputerowo.

wystawa 32kg ivonne theinwystawa 32kg ivonne thein
wystawa 32kg ivonne theinwystawa 32kg ivonne theinivonne thein 32kg

Skąd pomysł na taką wystawę? Otóż Ivonne Thein przeczytała artykuł o filozofii pro ana, o thinspiracjach i postanowiła użyć swych talentów aby zwiększać społeczną świadomość na temat stron pro ana i niebezpieczeństw jakie ze sobą niosą. W jednym z wywiadów Thein opisuje jakim szokiem było dla niej odkrycie internetowych stron pro ana, oraz wyraża przekonanie, że każdy powinien mieć świadomość, że strony promujące anoreksję jako styl życia są dostępne dla każdego nastolatka.

Zamysł autorki wystawy można uznać za szlachetny, ale jak mawia przysłowie piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami... Ironia sytuacji polega na tym, że zdjęcia Thein niemal od pierwszego dnia wystawy zaczęły pojawiać się na stronach pro ana jako thinspiracje. Tak, tak - karykaturalna chudość modelek ze zdjęć Thein jest podziwiana przez motylki i inspiruje je do dalszego odchudzania. W jednym z pierwszych komentarzy odnośnie wystawy, jaki pojawił się na stronach pro ana można przeczytać: "One są takie piękne! Te wystające kości - ja też chcę takie mieć. One są tak kruche i delikatne jak anioły!".

Tak sobie myślę - gdyby Ivonne Thein przejrzała choć kilka stron pro ana, zamiast ograniczać się do jednego artykułu, czy zdecydowałaby się zrobić te zdjęcia? Czy osoby odpowiedzialne za wystawę zdjęć Thein pomyślały choć przez chwilę, że dolewają oliwy do ognia? Podobno myślenie nie boli.

 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii