poniedziałek, 28 czerwca 2010

Po raz kolejny thinsoul swoim komentarzem dostarczyła mi tematu na notkę (za co dziękuję):

tak bardzo zaznaczasz różnice pomiędzy pro-aną, a anoreksją. a to nie jest takie oczywiste. gdybyś była pro, skąd wiedziałabyś, czy już nie masz choroby? jasne, są wyznaczniki, że anoreksja jest od jakiegoś BMI itp. ale skoro anoreksja to choroba psychiczna, to ważniejsze jest to, co zachodzi w głowie. a będąc motylkiem, nagle wszystko zaczyna się zmieniać. zaczyna dziać się coś dziwnego. zaczyna się myśleć, jak osoba chora. więc nie można stwierdzić, że anoreksja to poważna choroba, a pro-ana to tylko głupie nastolatki, które chcą się zabawić ze swoją wagą. wiesz? a ja często, czytając to, mam wrażenie, że tak myślisz. że pro-ana to już gorsza kategoria.

Są dwa problemy - jak rozróżnić pro ana i anoreksję oraz dlaczego takie rozróżnienie jest ważne. Postaram się także odnieść do innych kwestii poruszonych przez thinsoul.

1) Kryteria diagnostyczne.

Już kilka razy wspominałam, że obowiązujące kryteria diagnostyczne nie są doskonałe. Moim zdaniem ich największą słabością jest kryterium BMI. Tzn. wg medycznych standardów, aby zdiagnozować anoreksję pacjent musi mieć niedowagę. Tu pojawia się problem poruszony przez thinsoul - anoreksja nie bierze się z powietrza, człowiek nie chudnie poniżej 85% swojej idealnej z punktu medycznego wagi z dnia na dzień. Zanim pojawią się oznaki zewnętrzne anoreksji, zachodzą zmiany w psychice. Zatem jak traktować kogoś, kto myśli, zachowuje się i doświadcza emocji typowych dla anoreksji, a ma wagę w granicach normy? Medyczne klasyfikacje takie przypadki zaliczają do anoreksji atypowej, ew. EDNOS.

2) Uniwersum ED.

Słabością pro ana jest to, że wśród różnych typów zaburzeń odżywiania faworyzuje anoreksję. Opisy zawarte na blogach motylków pozwalają odnaleźć wszelkie formy ED - anoreksję, bulimię, ortoreksję, i inne, nawet nieopisane typy (czyli EDNOS). Gdyby to, co jest rozumiane pod pojęciem pro ana, było nazywane pro ED, byłoby to bardziej precyzyjne ujęcie rzeczywistości. Tymczasem pojęcie pro ana wprowadza w błąd te wszystkie osoby, które wierzą, że pro ana jest drogą do anoreksji, a tym samym utopijnych ideałów perfekcji, chudości itd. Bo decyzja o realizowaniu stylu życia pro ana to trochę jak loteria - może prowadzić do anoreksji, ale dużo częściej prowadzi do bulimii. Są też takie przypadki, gdy prowadzi absolutnie do nikąd.

3) Poza społecznością pro ana.

Myślę, że najważniejszy powód, dla którego pro ana nie powinna być utożsamiana z anoreksją, to te wszystkie osoby, które chorują na anoreksję i inne zab. odżywiania, i które każdego dnia walczą o to, aby wrócić do normalności. Dla takich osób motylki, które swoje marzenia koncentrują na "wyhodowaniu" czy "pielęgnacji" anoreksji, to czasem ciężki orzech do zgryzienia. Zwłaszcza "kandydatki na anorektyczki". Z jednej strony osoby, które chcą pozbyć się brzemienia choroby, z drugiej te, które o tym brzemieniu marzą. I to dość często w imię bardzo płytkich ideałów. Zaryzykuję stwierdzenie, że wiele stereotypów dotyczących zaburzeń odżywiania zawdzięczamy właśnie pro ana. Bo u przeciętnego człowieka, który przypadkiem trafi na blog motylka, który "modli sie do Any" i pragnie być obiektem zazdrości i podziwu (a takich jest najwięcej), pojawia się skojarzenie - anorektyczka to taka płytka i głupia dziewczyna. A potem ten stygmat znaczy nie tylko motylki, ale także te osoby, które przeklinają dzień, w którym zaczęła się ich droga z ED.

4) Społeczność pro ana.

Tak jak już wspominałam nie jeden raz - jednym z najważniejszych czynników decydujących o popularności pro ana jest społeczność oferująca wsparcie, zrozumienie, akceptację i praktyczne porady dot. ekstremalnego odchudzania. Przeglądając blogi pro ana nie jest trudno trafić na dziewczyny, które swój cel wagowy określają w przedziale prawidłowych wartości BMI, które układając dietę zwracają uwagę na to, aby była różnorodna i zdrowa, które uważnie obserwują siebie, bo nie chcą mieć ani anoreksji, ani innego ED, i przy najmniejszym niepokojącym objawie modyfikują swój styl odchudzania się. A jednak wsparcia szukają nie np. na Vitalii, ale w pro ana. Nie tylko czerpią z pro ana, ale także dają coś od siebie - wspierają te osoby, które w odchudzaniu są gotowe posunąć się dużo dalej, aż do anoreksji włącznie.

 

I na koniec zarzut, że pro ana to dla mnie coś gorszego niż anoreksja. Szczerze? I jedno i drugie to dla mnie bagno. Nie wierzę w to, że anoreksja czy inne zab. odżywiania mogą dać komuś szczęście. Natomiast różnica polega na tym, że w stosunku do osób, które walczą o siebie, nie delektują się swoim cierpieniem, nie mitologizują choroby, nie dorabiają do niej ideologii, dużo łatwiej przychodzi mi empatia. Jestem absolutnie przeciwna obwinianiu kogoś za jego chorobę. Tylko co wtedy, gdy ktoś się o chorobę prosi? Gdy aktywnie ją u siebie rozwija? Gdy wspiera w tym inne osoby? Gdy lekceważy cierpienie innych? Jest mi to nie tylko ciężko zrozumieć, ale także trudno powstrzymać się od ironii i złośliwości. I w tym momencie nie chodzi już o granicę pomiędzy anoreksją i pro ana, ale o granicę pomiędzy nieszczęściem, a głupotą. Bo jeżeli w tym wszystkim coś jest godne pogardy i gorszego statusu, to głupota właśnie.

piątek, 25 czerwca 2010

Dzisiejsza notka została zainspirowana opisami, które dość często spotykam na blogach odchudzających się dziewczyn, mniej więcej takiej treści:

Dzień byłby udany. Zjadałam niewiele ponad xxx kcal. Ale wieczorem, gdy grzecznie skończyłam swoje ćwiczenia i już sięgałam po książkę, usłyszałam z kuchni głos. Ponętny i aksamitny wzywał mnie do siebie. To ta cholerna czekolada! Przysięgam - wołała mnie do siebie. I oczywiście musiałam zeżreć całą...

Na pewno większość z was słyszała o ciążowych zachciankach i nocnych wypadach do sklepu po śledzie, lody albo gofry z dżemem truskawkowym. Jedzeniowe zachcianki, które wśród motylków tak często kończą się napadami to zjawisko z jednej strony dość powszechne, z drugiej wciąż tajemnicze. Ponieważ nie do końca jest jasne czemu mają służyć i na jakiej zasadzie działają.

Istnieje kilka teorii dotyczących zachcianek jedzeniowych. Zwolennicy teorii intuicyjnego jedzenia uważają, że jest to sposób, w jaki nasze ciało domaga się brakujących mu składników. Inni o nagłe i niemożliwe do odparcia pragnienie konkretnego jedzenia obwiniają hormony argumentując, że zachcianki to domena kobiet, a ich nasilanie się jest skoordynowane z cyklem menstruacyjnym, oraz z okresem największej burzy hormonalnej czyli ciąży. Ewolucjoniści wierzą, że zachcianki są pozostałością instynktu przetrwania naszych przodków, którzy utrzymywali się z łowiectwa i zbieractwa. Jeszcze inna teoria bazuje na funkcjonowaniu mechanizmów regulujących głód w połączeniu z ośrodkiem nagrody.

Zachcianki jedzeniowe to nie to samo co głód czy apetyt (czyli sposób w jaki nasze ciało upomina się o jedzenie). I choć uczucie głodu potęguje pojawiającą się nagle nieodpartą chęć na konkretną potrawę, to zachcianki pojawiają się także, gdy głodu nie czujemy. Zdaniem naukowców podstawowa różnica pomiędzy głodem i zachciankami, to ich źródło. Głód jest sterowany potrzebami ciała, podczas gdy nagła chęć na czekoladę czy inne pyszności, pojawiająca się z nienacka w środku nocy, często odbierająca zdolność swobodnego myślenia i funkcjonowania, ma swoje źródło w głowie.

Kilka ciekawych informacji na temat zachcianek:

  • zachcianki dotyczą tylko potraw, których smak znamy; zatem jeżeli ktoś nie zna smaku czekolady, nie ma obawy, że nagle dopadnie go irracjonalna chęć zjedzenia gorzkiej czekolady nadziewanej poziomkami;
  • oprócz głodu i zawirowań hormonalnych istnieją inne czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo występowania zachcianek - stres, zmęczenie, niskokaloryczne i przewlekłe diety, niedostatek snu;
  • zachcianki i panowanie nad nimi nie mają nic wspólnego z silną wolą, najbardziej powszechnym czynnikiem wyzwalającym zachcianki jest niski poziom serotoniny (czyli hormonu szczęścia) i/lub cukru we krwi, ponieważ nasze ciało i umysł  lubią czuć sie dobrze zrobią wszystko, aby zaspokoić potrzebę serotoniny i/lub cukru we krwi - stąd nagłe zachcianki, co ciekawe zaspokojenie zachcianki powoduje tylko chwilowe rozwiązanie problemu, ponieważ poziom serotoniny jak i glukozy po spełnieniu zachcianki dość szybko opadają; stąd wynika także fakt, że nie jest możliwe uprzedzanie zachcianek - tzn. nie da się najeść na zapas czekolady i liczyć na to, że zachcianka nie pojawi się;
  • zachcianki dotyczą przeważnie potraw wysokokalorycznych, zawierających dużo tłuszczów i węglowodanów, a także potrawy pikantne i z dużą ilością soli - fast foody, słodycze itp., naukowe wyjaśnienie jest takie, że tego typu potrawy najintensywniej stymulują ośrodek nagrody i w naszych głowach są kojarzone z "robieniem sobie dobrze", poza tym niektóre z tych potraw powodują, że w naszym organizmie pojawiają sie opioidy, co również wywołuje przyjemne doznania;
  • istnieje zaburzenie odżywiania - pica, które polega na tym, że dana osoba ma zachcianki, ale na rzeczy niejadalne (np. błoto, wełna, drewno, nieprzetworzona żywność typu mąka czy surowe ziemniaki), problem ten dotyczy przede wszystkim kobiet w ciąży i małych dzieci, jako czynnik ryzyka wymienia się także anemię;
  • u osób z zaburzeniami odżywiania zachcianki jedzeniowe stanowią jeszcze większą tajemnicę, ale najbardziej popularny pogląd jest taki, że rozregulowanie układów odpowiedzialnych za odczuwanie głodu, apetyt i ośrodek nagrody powoduje, że zachcianki stają się jeszcze bardziej intensywne i trudniejsze do opanowania, nawet wtedy, gdy pojawiają się rzadziej niż u osób zdrowych.

Zasadnicze pytanie jest takie - jak oprzeć się zachciankom? Oczywiście sposobów jest wiele, mniej i bardziej skutecznych, ale najbardziej uniwersalna i skuteczna zasada jest jedna: ograniczać ryzyko, że zachcianka się pojawi. Czyli regularne i pełnowartościowe posiłki, odpowiednia ilość snu, umiejętność rozładowania stresu i napięcia, i problem zachcianek przestanie być zmorą spędzającą sen z powiek.

 

O zachciankach jedzeniowych przeczytałam w następujących artykułach:
What are Some Causes of Food Cravings?
Food craving : understanding body signals
How Food Cravings Work
The Psychology of Food Cravings
Gilhooly CH et al, Food cravings and energy regulation: the characteristics of craved foods and their relationship with eating behaviors and weight change during 6 months of dietary energy restriction, International Journal of Obesity (2007) 31

wtorek, 22 czerwca 2010

Od kilku dni na wszystkich amerykańskich portalach medycznych (i nie tylko) przewijają się doniesienia o wyniku najnowszych badań nad stronami pro ana opublikowanych w American Journal of Public Health: e-Ana and e-Mia: A Content Analysis of Pro–Eating Disorder Web Sites. Współautorką tych badań jest Rebecka Peebles, osoba cytowana w większości artykułów na temat pro ana, które ukazują się na polskich portalach (jej słynna wypowiedź na ten temat pochodzi z Wikipedii). Nie mam dostępu do całości oryginalnego artykułu, natomiast publikacje na różnych portalach dają możliwość zorientowania się o co chodzi.

Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy to ilość stron, które zostały poddane analizie - było ich około 180 (na jednym portalu znalazłam informację, że liczba ta wynosiła 160). Do tej pory wszelkie pubblikacje ograniczały się do 20-30 przypadków. To dobrze, bo im więcej obiektów, tym bardziej wiarygodne są końcowe konkluzje, a szczerze mówiąc statystyki oparte na 20 przypadkach mało mnie przekonują.

Analizowano zawartość stron (obecność typowych dla pro ana elementów), ale także to, czy dana strona zawiera informacje o leczeniu zaburzeń odżywiania, interaktywność danej strony, a także subiektywną ocenę szkodliwości każdej strony. Co zaobserwowano:

  • 91% stron było otwartych dla wszystkich (przy czym na wielu z nich były ostrzeżenia dla tzw. wannarexics, aby trzymali sie z dala) - to potwierdza to, co wcześniej pisałam - strony prowadzone i dedykowane dla wannarexics w USA nie są traktowane jako strony pro ana;
  • 79% przebadanych stron zawierało elementy interaktywne, czyli czaty, fora, grupy dyskusyjne - tu warto zauważyć, że polskie strony pro ana to przede wszystkim blogi, a amerykańskie - portale, zdecydowana większość polskich forów pro ana jest zamkniętych dla osób z zewnątrz, w przeciwieństwie do amerykańskich;
  • około 16% przebadanych stron pro ana zawierało elementy "religii pro ana" czyli dekalog, 'Ana creed' - 'wyznanie wiary', itp. - ta wielkość pokrywa się z moimi obserwacjami;
  • około 42% przebadanych stron zawierała działy z poezją i rysunkami o tematyce pro ana;
  • thinspiracje (czyli zdjęcia chudych modelek, aktorek i zwykłych dziewczyn służących jako inspiracja do odchudzania) pojawiały się 85% przebadanych stron - wg moich obserwacji jest to liczba większa niż w przypadku polskich stron;
  • 38% przebadanych stron zawierała informacje dotyczące leczenia zaburzeń odzywiania, ale tylko 13% wyraźne stwierdzenie, że zaburzenia odżywiania są problemem - na poslkich stronach konkretnych informacjo dot. leczenia nie spotyka siępraktycznie nigdy, jeżeli już - to są to linki do stron promujących leczenie, takie strony w polskiej sieci można policzyć na palcach jednej ręki;
  • motywy pojawiające się na przebadanych stronach pro ana to: sukces (83%), kontrola (81%); perfekcja (80%); solidarność z innymi osobami pro ana (76%);
  • 84% z przebadanych stron zawierała treści pro ana, a 64% - pro mia;
  • 83% przebadanych stron oferowała praktyczne porady jak praktykować zaburzone jedzenie;
  • 24% przebadanych stron pro ana uznano za niebezpieczne dla użytkowników.

W wywiadach dotyczących tych badań ich autorki nie mówią nic odkrywczego poza jednym zdaniem Rebecki Peebles:

Osoby zajmujące się leczeniem zaburzeń odżywiania oraz bliscy osób chorych powinni mieć świadomość, że takie strony istnieją w sieci, są łatwo dostępne oraz mogą wzmacniać zachowania związane z zaburzonym jedzeniem.

Uff... Publikacje z dużą ilością liczb są fajne, ale jeszcze lepsze byłyby konkrety. Bo to, że strony o tematyce pro ana stanowią potencjalne niebezpieczeństwo wiadomo od dość dawna, nie jest także sekretem ich zawartość. Problem polega na tym, że jeszcze nikt nie wpadł na to, jak osłabić potencjał takich stron, nie jest także jasne dlaczego mają one taką siłą przyciągania.

Przyszła mi także do głowy nieskromna myśl - zespół kierowany przez Rebeckę Peebles prowadził badania, które w sumie niewiele różnią się od tego, co staram się robić na tym blogu. Nawet jeżeli chodzi o liczbę analizowanych stron udalo mi się ich pobić o ponad 100;-)

 

Artykuły dot. badań zespołu Rebecki Peebles nad stronami pro ana, które wykorzystałam w tej notce:
- Pro-Eating Disorder Sites Abound on the Internet
- Pro-eating disorder websites classify anorexia and bulimia as diseases
- Pro-Eating Disorder Websites: First Large-Scale Analysis Conducted By Hopkins/Stanford Researchers
- First Large-Scale Analysis of Pro-Eating Disorder Websites
- First large-scale analysis of pro-eating disorder websites conducted by Stanford/Hopkins researchers

Po raz kolejny thinsoul swoim komentarzem:

a nie reklamuję tutaj pro-any, tylko staram się ją rozumieć, tak naprawdę. a nie nalepić plakietkę 'problem' i najchętniej przebadać pod mikroskopem. nie zapominajmy, że to są żywi ludzie i ich indywidualne problemy.

zainspirowała mnie przy wybieraniu tematu do kolejnej notki. W zasadzie problem ten chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, ale dzięki thinsoul poczułam się zobowiązana do sformułowania mojej opinii na ten temat.

Ponieważ piszą o problemach innych ludzi, więc uważam za naturalne, że postępuje zgodnie z zasadami etyki. Problem polega na tym, że nie jestem dziennikarką, nie jestem naukowcem, więc wg mojej wiedzy nie istnieje żaden kodeks etyczny, ani zasady postępowania, które mogłyby stanowić o tym, jakie działania są dopuszczalne w tej sytuacji. Nie pozostaje mi nic innego, niż kierować się moim prywatnym poczuciem etyki i zdrowego rozsądku. Na przyjęte przeze mnie zasady miały i mają także wpływ postawy innych blogerów, a także osób, które zajmują się badaniem zjawiska pro ana w sposób profesjonalny.

Etyka w badaniu pro ana

Różne zespoły zajmujące się tematyką pro ana kierują się różnymi zasadami, które wynikają m.in. z tego, w jakim kraju pracuje dany zespół oraz jaką dziedzinę nauki reprezentuje. Postawy są różne:

  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana, tylko po uzyskaniu zgody właściciela strony (np. Williams S. et al, A grounded theory approach to the phenomenon of pro-anorexia, Addiction Research and Theory, (2007) 15);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana przy równoczesnym poinformowaniu o tym fakcie właściciela strony (np. Fox N. et al, Pro-anorexia, weight-loss drugs and the Internet: An 'anti-recovery' explanatory model of anorexia, Sociology of Health and Illness, (2005) 27);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana, bez jakiejkolwiek interakcji z właścicielem strony (np. Dias K., The ana sanctuary: Women's pro-anorexia narratives in cyberspace, Journal of International Women's Studies (2003) 4);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana poprzez podszywanie się pod członka tej społeczności (dot. przede wszystkim stron dostępnych tylko dla wybranych osób; np. Brotsky S.R. et al, Inside the 'pro-ana' community: A covert online participant observation, Eating Disorders (2007) 15).

Jak widać postawy badaczy są bardzo różne, a wynika to przede wszystkim z tego, że badając pro ana, głównym obiektem są nie osoby, ale ich internetowe wcielenia i kreacje. Niektórzy Internet traktują jako dostępną publicznie tablicę ogłoszeń, dla innych czynnik dostępności nie ma aż takiego znaczenia jak to, że za każdym słowem stoi człowiek i dlatego stosują standardy takie jak w badaniach medycznych (czyli z uzyskaniem zgody po zapoznaniu danej osoby z przedmiotem badań).

W świecie blogerów kwestia korzystanie z treści zawartch na różnych stronach internetowych jest jeszcze bardziej zawiła.

Myślę, że warto uświadomić sobie także, że badanie czy analiza jakiegoś zjawiska może opierać się na obserwacjach, które powstają w sposób naturalny, bez ingerencji badacza (np. tak jak przy obserwacjach astronomicznych), a mogą też bazować na danych sprowokowanych przez badacza (np. analizy różnego rodzaju ankiet). Ta druga opcja łączy się zawsze z ryzykiem, że badacz swoją pracą zakłóci badane zjawisko, dlatego moim zdaniem bardziej wiarygodnych konkluzji dostarcza opcja pierwsza.

Moje zasady

1) Swoje przemyślenia i obserwacje opieram na danych pochodzących ze stron pro ana dostępnych dla każdego internauty. Uważam, że publikując w sieci, dana osoba ma świadomość, że każdy, kto posiada dostęp do Internetu, ma możliwość przeczytania/obejrzenia takiej twórczości, nie widzę zatem powodu, aby informować o tak oczywistym fakcie każdą osobę, której wypowiedzi czytam i analizuję.

2) Przytaczając fragmenty wypowiedzi znalezionych na stronach pro ana zawsze zaznaczam, że nie są one mojego autorstwa. Uważam, że wykorzystanie takich cytatów jest niezbędne dla uzupełnienia opisu pro ana, który staram sie przedstawić na tym blogu.

3) Nie podaję linków do stron pro ana, z których pochodzą wykorzystane przez mnie cytaty z kilku powodów:

  • nie zamierzam w żaden sposób reklamować treści 'pro ana';
  • nie jestem w stanie śledzić losów każdej strony, z której fragmenty umieściłam na tym blogu, dość często znikają one z sieci, nie widzę zatem sensu w podawaniu linków, które po pewnym czasie staja się nieaktywne;
  • wybieram cytaty, które reprezentują trendy obecne w pro ana, są w pewien sposób typowe, praktycznie każdy z przytoczonych przeze mnie cytatów dałoby sie zastąpic tuzinem innych;
  • podawanie linków do stron pro ana wiąże się z ryzykiem skierowania na taką stronę internetowych troli i innych osobników przepełnionych nienawiścią i potrzebą spamowania, w tym kontekście strony pro ana, które zawierają dość kontrowersyjną tematykę, byłyby wymarzonym celem dla różnej maści indywiduów szukających taniej rozrywki albo możliwości rzucenia kilkoma kurwami.

4) W przypadku, gdy osoba, która jest autorem przytaczanych przez mnie wypowiedzi zwróci się do mnie z prośbą o usunięcie zacytowanych fragmentów, takie cytaty z bloga usuwam (zdarzyło się to do tej pory jeden raz). Przyznam, że w takiej sytuacji nadal mam wątpliwości, czy przepisy prawa autorskiego zobowiązują mnie do spełnienia prośby autora (w końcu nie podpisuję sie pod cudzymi słowami). Nie są mi znane przepisy, które dawałyby autorowi prawo do zabraniania określonym osobom do cytowania ich wypowiedzi. Ponieważ jednak mam wątpliwości, które rozstrzygnięcie jest zgodne z prawem, takie sytuacje rozstrzygam zawsze na korzyść cytowanych przez mnie osób.

5) Naczelne zasady, którymi staram się kierować to empatia, poszanowanie innych osób, mimo odmiennych poglądów, obiektywizm osoby postronnej. Pewnie nie zawsze mi to wychodzi, ale staram sie jak mogę.

6) Nie podpisuję się imieniem i nazwiskiem, ani nie ujawniam żadnych nieistotnych dla tematyki bloga prywatnych informacji na swój temat, ponieważ to nie ja jestem bohaterką tego bloga. Już kilka razy informowałam, że nie jestem lekarzem, ani psychologiem, ani terapeutą, nigdy nie chorowałam na zab. odżywiania, ani nie chorował nikt z moich bliskich, wydaje mi się, że to wszystkie informacje na mój temat, które mają w tej sytuacji znaczenie. Na pytania dot. mojej osoby zamieszczone w komentarzach lub mailach odpowiadam tylko wtedy, gdy uznam, że dana informacja nie wykracza poza przyjęte przez mnie granice.

7) Nie wchodzę w interakcje z osobami należącymi do pro ana, chyba, że z ich inicjatywy (poprzez komentarze na tym blogu lub e-mail). Być może w pewien sposób ogranicza to mój punkt widzenia, ale krótko mówiąc - nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą, nie chcę, aby ewentualne próby nawiązania kontaktu z mojej strony były odebrane jak forma ataku/manipulacji/wtrącania się itd.

8) Nie czerpię niejawnych korzyści finansowych z tego bloga. Zdecydowałam się umieścić opcję reklamy w Adtaily tylko dlatego, że ewentualne zyski z tego źródła mogłabym wykorzystać do poszerzenia swojej wiedzy na temat pro ana i zaburzeń odżywiania.

00:45, anty_pro_ana , O blogu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010

Pod jednym z wcześniejszych wpisów thinsoul napisała:

myślę, było by o 30 % mniej anorekstyczek, gdyby nie wyśmiewano się z osób grubych, gdyby nasze społeczeństwo było bardziej tolerancyjne i przyjazne

Stygmatyzacja osób otyłych to nie tylko wyśmiewanie czy dokuczanie małym grubaskom w piaskownicy. To także traktowanie osób otyłych gorzej niż nie-otyłych przy zatrudnianiu nowych pracowników, w placówkach medycznych, sklepach odzieżowych, samolotach itd. Badania wykazują, że bycie osobą otyłą zwiększa ryzyko, że idąc do lekarza nie uzyskamy właściwej diagnozy i pomocy, ponieważ lekarze mają tendencję do obwiniania tuszy za wszelkie możliwe problemy zdrowotne. Stygmatyzacja otyłości to także utożsamianie jej z lenistwem, brakiem silnej woli, słabym charakterem, niższymi możliwościami intelektualnymi itd.

Nie jest to wynalazek czasów współczesnych - otyłość od dana była postrzegana jako dowód grzechu obżarstwa, co w kulturach chrześcijańskich stanowiło powód do napiętnowania. (Co ciekawe w okresach plag, wojen, niedostatku i głodu, czy też w grupach najbardziej ubogich, nadwaga czy otyłość stawały się atutami - świadczyły o tym, że dana osoba żyje we względnym dobrobycie.)

Boimy się otyłości, bo otyłość kojarzy się z porażką. Dla wielu kobiet ciąża czy kuracja hormonalna wywołują gamę uczuć - od zaniepokojenia do paniki - bo powodują tycie.

Nie zrozumcie mnie źle - nie uważam, że otyłość nie jest problemem, nie chcę nikogo przekonywać, że jest obojętna dla zdrowia itd. Chodzi o prostą rzecz - potraktowanie otyłości jako skutku. Skutku nie lenistwa czy niedoskonałego charakteru, ale złożonych przyczyn, o których do końca niewiele wiadomo. Bo stygmatyzacja otyłości to także odrzucanie jej przyczyn niezwiązanych z charakterem danej osoby.

Można odnaleźć analogię pomiędzy zaburzeniami odżywiania, a otyłością. Na temat obu funkcjonują podobne stereotypy dotyczące leczenia. Anoreksja? Przecież wystarczy po prostu zacząć jeść. Otyłość? Przecież wystarczy po prostu jeść mniej. Gdyby to tylko było takie proste... O ile lekarze są w stanie godzinami tłumaczyć dlaczego otyłość jest szkodliwa dla zdrowia, o tyle nie bardzo potrafią wskazać dlaczego niektórzy ludzie są otyli, oraz jak można im skutecznie pomóc. Diety? Tyle, że znakomita większość przypadków odchudzania kończy się efektem jo-jo. Dieta to tylko leczenie objawowe, nie sięga do przyczyn, więc nie jest w stanie skutecznie pomóc, przynajmniej nie na długo i na pewno nie wszystkim.

Na deser chciałabym przedstawić kilka cytatów z blogów pro ana. Jak dla mnie jest to ironia. Osoby, które identyfikują się z pro ana - czyli grupą nierozumianych i stygmatyzowanych na swój sposób osób, a tymczasem same przyłączają się do stygmatyzowania osób otyłych.

Jechałam sobie dzisiaj tramwajem i widziałam coś po prostu cuuuuuudownego.. Kobieta, około 25roku życia, bite 100kilo żywej wagi, ubrana jak jakiś burak. Godziny szczytu, w banie pełno ludzi a Ta zaczyna sobie jeść kanapkę z kotletem schabowym..! xD Nie żebym była jakaś chamska czy miała coś do niej, ale na boga, czy ludzie nie mają luster w domu, czy jakiś większych ambicji.. No kurczę.! Jak można się tak zapuścić i cogorsza nic z tym nie robić.. Litości.. Miałam sobie ochotę oczy wydrapać albo szczelić jej wykład w stylu Pro-Ana. Scena naprawdę żenująca.. I wyobraźcie sobie jak ludzie się na nią patrzeli.. W sumie, w pewnym sensie było mi jej żal..

I jeden z komentarzy pod powyższym:

Hmm nie wiem jak można przy takiej wadze się nie wstydzić. Ja czuję się głupio jak jem coś przy ludziach, a co dopiero jakaś baba 100 kilogramowa. No, ale każdy lubi co innego. Może jej to nie przeszkadza, że ludzie się na nią gapią ;)

 

Dziś rano jak jechałam metrem widziałam dziewczynę. Na oko była w moim wieku. Patrzyłam na nią z przerażeniem, bo nie dość, że była strasznie gruba to jeszcze wpieprzała batonika. Widziałam te ohydne fałdy sadła, nogi jak balerony, jej twarz pokryta była tłuszczem... i zastanawiałam się jak w takim stanie może wpierdalać batonika.

 

Siedziałam dzisiaj na ławce w parku. Cudowna pogoda, na uczelni prawie luz. I wszystko byłoby super gdyby nie wszystkie te tłuste babska. Zrobiło się ciepło, więc wszystkie tłuste świnie odsłaniają co tylko mogą, pocą się i śmierdzą. Jakby każda zrzuciła 50 kilo albo i lepiej to dopiero wypuściłabym taką na ulicę. Ja nie rozumiem jak ktoś może wstydu nie mieć, żeby z tym całym tłuszczem pchać się między ludzi?!

 

Grubasy potrafiom tylko szukać wymówek i zazdroszom nam motylkom silnej woli. bo oni jej NIE MAJĄ!!!!! Można usprawiedliwiać się hormonami, ale TO TYLKO WYMÓWKA!!!! Wszyscy wiedzą, że od siedzenia przed telewizorem z chipsami i colą się nie chudnie. Każdy grubas powinien z nas motylków brać przykład.

 

Artykuły na temat otyłości, stygmatyzacji i przyczyn, które posłużyły jako materiał do napisania powyższej notki:
Study suggest 10 new obesity causes By Brian M Goodman (CBSNEWS)
The surprising reason why being overweight isn't healthy By Ginny Graves (CNN)
Stigma and Discrimination in Weight Management and Obesity by Kelly Brownell, PhD, and Rebecca Puhl (The Permanente Journal)
Being obese can attract bullies (EurekAlert)

Tagi: otyłość
20:26, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (30) »
wtorek, 15 czerwca 2010

Na czym polega model Maudsley leczenia zaburzeń odżywiania pisałam już kiedyś. Dziś trochę informacji praktycznych na ten temat.

Jak to działa

Terapia Maudsley odbywa się w trzech etapach - odkarmianie, przywracanie kontroli oraz praca nad poczuciem tożsamości i innymi bieżącymi problemami. Ten model leczenia jest dedykowany osobom młodym, pozostającym pod kontrolą rodziców (w praktyce poniżej 19 roku życia, choć sporadycznie stosuje się ją także u osób starszych). Główną rolę w leczeniu pełnią rodzice chorego dziecka/nastolatka, terapeuta pełni jedynie rolę pomocniczą - pomaga rozwiązywać bieżące konflikty i sytuacje. Leczenie odbywa się w domu, choć w ciężkich przypadkach - gdy zaburzenie odżywiania powoduje pogorszenie stanu fizycznego, lub gdy osoba chora odmawia współpracy - stosuje się hospitalizację (jako ostatnia deska ratunku).

Naczelną zasadą modelu Maudsley jest to, że uznaje się zaburzenia odżywiania za chorobę biologiczną, nie obwinia się rodziców, nie wini się chorej/chorego, nie wini się nikogo. W tej terapii nie szuka się przyczyn. Rodzice biorą na siebie ciężar leczenia.

Odkarmianie

Pierwszy etap leczenia wg Maudsley ma na celu przywrócenie prawidłowej wagi chorej/chorego. Rodzice otrzymują gotowy lub opracowują wraz z dietetykiem plan posiłków dla chorego dziecka/nastolatka - zawiera on nie tylko limit kalorii, ale także wskazówki co do pór posiłków, zawartości poszczególnych składników itd. Ogólnie rzecz biorąc polecane są potrawy zawierające duże ilości białek i tłuszczów. Ograniczone jest serwowanie warzyw i owoców. Propozycje potraw zawierają sporą ilość produktów takich jak masło, śmietana, mięso, oliwa z oliwek. Nie poleca się słodyczy, ale dopuszcza się domowe wyroby i desery. Na wczesnym etapie odkarmiania preferowane są wysokokaloryczne potrawy o mniejszej objętości.

Ustalana jest także waga, którą musi osiągnąć chora/chory, aby przejść do kolejnego etapu.

Zadaniem dziecka/nastolatka jest po prostu jedzenie tego, co podają mu rodzice. Nie ma tutaj miejsca na dyskusje, negocjacje czy oszukiwanie. Jak takie dokarmianie wygląda w praktyce można poczytać na forum dla rodziców stosujących Maudsley.

  • jeżeli dziecko/nastolatek ukrywa jedzenie - na stole pojawia się nowa porcja;
  • jeżeli awanturuje się przy jedzeniu, płacze, nie chce jeść, próbuje szantażować samobójstwem ("jak mnie zmusisz do zjedzenia tego, to zabiję się") - rodzice nie podejmują dyskusji, powtarzają tylko "kocham cię, robię to dla twojego dobra";
  • jeżeli gra na zwłokę licząć, że dzięki temu nie będzie trzeba zjeść posiłku do końca - jedno z rodziców pozostaje z dzieckiem przy stole tak długo, aż będzie trzeba (można w międzyczasie czytać książkę lub gazetę, ale przy tym czujnie obserwować i reagować na to co robi dziecko/nastolatek), jeżeli taki impas trwa do czasu następnego posiłku, przed dzieckiem/nastolatkiem pojawia się kolejny pełny talerz;
  • jeżeli dziecko/nastolatek odmawia współpracy i nie chce jeść - ogranicza się jego swobodę (zero wyjść towarzyskich, zero internetu, TV, książek, nie posyła się dziecka/nastolatka do szkoły) argumentując, że skoro nie chce jeść, to znaczy, że nie ma siły, aby robić cokolwiek innego poza odpoczywaniem we własnym łóżku;
  • przez określony czas po każdym posiłku dziecko pozostaje pod obserwacją rodziców (nie ma możliwość korzystania z toalety, ani zamknięcia się we własnym pokoju), aby uniemożliwić prowokowanie wymiotów;
  • wszelkie próby oporu przy leczeniu są traktowane nie jako zła wola ze strony osoby chorej, ale jako objaw ED, dlatego nie są podejmowane żadne negocjacje, ani dyskusje na temat docelowej wagi czy planu posiłków, bo z terorystami (w tym przypadku ED) się nie negocjuje;
  • dopuszczalne jest wzięcie pod uwagę stanów lękowych towarzyszących odkarmianiu (np. unikanie serwowania określonych potraw czy produktów), ale tylko, gdy rodzice są przekonani, że lęki te nie są próbą negocjacji "lżejszych" warunków ze strony ED;
  • itd.

Rodzice na czas leczenia zawieszają swoje życie na kołku, ustalają dyżury (przy każdym posiłku chorej osoby musi być obecny ktoś z rodziców), spędzają z dzieckiem/nastolatkiem jak najwięcej czasu, kontrolują kontakty towarzyskie upewniając się, że nic nie zakłóci procesu leczenia (koleżanka czy kolega z nieleczoną anoreksją czy bulimią może utrudnić terapię).

Dalsze etapy leczenia

Przekazywanie kontroli nad jedzeniem dziecku/nastolatkowi odbywa się powoli i z wielką ostrożnością. Rodzice stosujący metodę Maudsley bardzo czesto cofają się kilka kroków do tyłu, gdy mają wątpliwości czy nie za wcześnie pozwolili na coś swojemu dziecku. Proces ten odbywa się bardzo indywidualnie, dlatego trudno tutaj przekazać jakieś konkretne zasady. W zależności od sytuacji przekazywanie kontroli może polegać na tym, że dziecko/nastolatek planuje np. jeden posiłek dziennie i zanim zostanie zrealizowany przedstawia do akceptacji rodzicom. Może być tak, że cały jadłospis jest ustalany wspólnie. A może być też tak, że dziecko/nastolatek może decydować o tym co zje np. na kolację, bez ingerencji rodziców.

Wypowiedzi rodziców dotyczące dalszych etapów leczenia są bardzo enigmatyczne. Myślę, że dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że na tym etapie najgorsze mają za sobą i nie potrzebują tyle wsparcia i rad ze strony innych rodziców. Poza tym odmienność każdego przypadku sprawia, że jest trudniej odnieść się do doświadczeń innych.

Więzienie z ciężkim nadzorem?

Czytając historie z życia rodzin stosujących leczenie Maudsley nie mogę oprzeć się wrażeniu, że takie podejście jest udręką - dla całej rodziny.

Ale...

Próbując podejść do tej terapii tak obiektywnie jak tylko potrafię - nie wolno zapomnieć, że rodzice decydujący sie na model Maudsley są zdesperowani. Kochają swoje dzieci i bardzo chcą im pomóc. Są w stanie poświęcić bardzo dużo (pracę, kontakty towarzyskie) oraz wprowadzić znaczące zmiany w funkcjonowaniu całej rodziny, aby bronić swoje dzieci przed chorobą.

Czy to działa?

Zaryzykuję stwierdzenie, że osoby, które mają ED, czytając opis jak wygląda leczenie Maudsley czują wewnętrzny opór i wątpią czy coś takiego może działać. Zaryzykuję też stwierdzenie, że rodzice Maudsley uznaliby, że to nie wy się opieracie, ale wasze ED ;-)

Istnieją badania potwierdzające skuteczność tej metody (kilka publikacji jest wymienionych np. tutaj). Ogólnie wydaje się, że metoda ta działa lepiej u osób młodszych, a także będących na wczesnym etapie choroby (przy pierwszym znaczącym spadku wagi czy też uogólniając przy pierwszym rzucie ED).

Popularność Maudsley jest kombinacją kilku czynników:

  • rodzice wolą działać, niż analizować własne błędy i porażki (a tak dzieje się w innych nurtach terapii) czy obserwować z daleka jak radzi sobie ich chore dziecko;
  • niezwykle silny i skuteczny lobbing ze strony specjalistów i badaczy zajmujących się leczeniem ED (metoda Maudsley jest rekomendowana zarówno przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, jak i największą w Wielkiej Brytanii organizację zajmującą się zab. odżywiania BEAT);
  • pozwala na leczenie w domu.

Osobiście mam poważne wątpliwości co do założeń takiego leczenia i sposobów jego prowadzenia. Pisałam o tym już wcześniej przy okazji organicznego podejścia do zaburzeń odżywiania, więc nie będę się tutaj powtarzać. A jednak nie dziwię się rodzicom chorych na anoreksję, bulimię i inne ED dzieci i nastolatków, którzy decydują się na leczenie Maudsley - wybierają taką metodę, która daje im najwięcej nadziei, najbardziej aktywny udział w pomaganiu swoim dzieciom, a także niezwykle silne wsparcie ze strony innych rodziców stosujących tą metodę.

sobota, 12 czerwca 2010

Dzisiejszy wpis został zainspirowany podwójnie. Po pierwsze na forum Gazety poświęconym anoreksji i bulimii pojawił się taki oto wątek. Otóż padł pomysł, aby do tytułu forum dopisać binge eating, na co osoba o pseudonimie mauamee stwierdziła: "anoreksja i bulimia są podobnymi chorobami BED jednak odstaje". Po drugie przeszukując zapytania dla wyszukiwarki, które sprowadzają tutaj czytelników, zauważyłam powtarzające się pytania w stylu:

czy da się zamienić bulimię na anoreksję
jak z anoreksji bulimicznej przejść na restrykcyjną

Podobne problemy są także sygnalizowane na blogach pro ana - dziewczyny, które mają objawy bulimiczne chciałaby się ich pozbyć, a zostawić tylko te, które sa związane z anoreksją.

 

W związku z powyższym pojawiają się pytania - jak wygląda uniwersum zaburzeń odżywiania? Czy poszczególne zaburzenia stanowią odrębne i rozróżnialne kategorie (struktura dyskretna), czy raczej tworzą zbiór elementów przechodzących płynnie jeden w drugi (kontinuum)? Czy są możliwe zmiany etykietki ED? Czy są one dowolne czy niektóre z nich są bardziej prawdopodobne? Czy takie zmiany mają charakter ewolucji czy rewolucji? To trochę dużo pytań, więc w dzisiejszej notce postaram się choć po krótce na każde odpowiedzieć.

 

Uniwersum ED - kontinuum

W praktyce klinicznej zaburzenia odżywiania funkcjonują przede wszystkim jako szufladki - czyli zaburzenia określone kryteriami diagnostycznymi (pisałam o tym tutaj). Mimo to ciągle trwają spory o słuszność tych kryteriów, o potrzebę zdefiniowania większej liczby kategorii uwzgledniających zaburzenia takie jak np. ortoreksja. Często podkreśla się płynność kryteriów, oraz to, że wiele osób wykazujących tylko częściowe spełnienie kryteriów w sumie niewiele różni się od przypadków, które można bez problemu zaliczyć do danych kategorii. To wszystko sugeruje, że zaburzenia odżywiania stanowią raczej kontinuum, że poszczególne zaburzenia oddzielają od siebie dość płynne granice, i że kryteria diagnostyczne powinny uwzględniać ten fakt.

Pomysł skonstruowania nowych kryteriów diagnostycznych dla zaburzen odżywiania opiera się na zidentyfikowaniu "ukrytych wymiarów ED" czyli cech, których zmieniające się nasilenie będzie decydować o tym, które zaburzenie występuje u danej osoby. Można sobie to wyobrazić w następujący sposób - gdyby chcieć narysować mapę ED w układzie współrzędnych "ukryte wymiary" będą reprezentować osie.

Badania z wykorzystaniem metod taksonometrii wykazały, że trzy podstawowe "ukryte wymiary ED" to:

  • napadowe objadanie się (wysoki wskażnik dla bulimii i binge eating);
  • lęk przed przytyciem i zachowania kompensacyjne (wysoki wskaźnik dla bulimii i anoreksji);
  • pogoń za chudością (wysoki wskażnik dla anoreksji).

Interesujące jest to, że te wymiary nie obejmują wagi, ani BMI, które są jednym z filarów obecnie obowiązującej klasyfikacji. Przypuszczam, że BMI i masa ciała są w tym schemacie uwzględnione pośrednio - jako wypadkowa pozostałych cech (np. osoba, która ma wysoki wskażnik napadowego objadania się, a niski zachowań kompensacyjnych i pogoni za chudością będzie mieć wysokie BMI).

Uniwersum ED - struktura dyskretna

Dokładna analiza taksonometryczna wskazuje jednak, że natura zaburzeń odżywiania nie jest stricte plynna, co sugeruje istnienie dodatkowego "ukrytego wymiaru", który w dodatku ma charakter dyskretny (czyli przyjmujący tylko ściśle określone wartości). Zaobserwowano np., że objawy związane z objadaniem się (poczucie utraty kontroli w trakcie napadów, gwałtowność jedzenia, napady pod wpływem głodu i gdy ktoś jest najedzony, niepokój związany z przejadaniem się, przesadny wpływ ciała na samoocenę) są różne dla osób z bulimią, binge eating oraz osób otyłych, które nie mają ED.

Badania z użyciem testów identyfikujących rodzaj zaburzeń odżywiania u danej osoby wykazały, że obecność lub jej brak poszczególnych objawów ED wykazuje naturalne grupowanie się przypadków w 6 podstawowych grupach, z których 3 to anoreksja, bulimia i binge eating, a pozostałe 3 to - nadmierne przywiązywanie wagi do wagi i kształtu ciała, niska waga z występującymi napdami objadania się oraz niska waga bez napadów.

Co ciekawe przy okazji okazało się, że tylko połowa osób w grupie anorektycznej wykazywała zaburzone postrzeganie własnego ciała. Za to bardziej jednoznacznym kryterium okazały się stopień zaprzeczania powagi niezwykle niskiej masy ciała oraz podświadomy wpływ kształtu ciała na samoocenę.

Ewolucje i rewolucje

Pytanie o to czy i w jaki sposób zachodzą przejście pomiędzy różnymi typami ED u danej osoby jest moim zdaniem kluczowe w rozstrzygnięciu czy zaburzenia odżywiania stanowią kontinuum czy podlegają ścisłym kategoriom.

Po pierwsze - gdyby natura ED polegała ściśle na kategoriach, to spodziewałabym się, że zmiana natury ED u danej osoby będzie miała naturę rewolucji, czyli zmian gwałtownych, najprawdopodobniej wywoływanych konkretnymi czynnikami. Z kolei gdyby ED stanowiły ciągłość, to spodziewałabym się, że powszechne będą zmiany powolne, przypominające ewolucję, a także będą zależeć o tego co było na początku.

Po drugie - wyniki badań taksonometrycznych nie uwzględniają tego, że dana osoba w dłuższym okresie czasu może zmieniać swoje zachowania.

To, że takie zmiany występują jest faktem. Różne badania podają różne wartości, ale można szacować, że:

  • 20-50 % osób z początkową diagnozą anoreksja z czasem rozwija pełnoobjawową bulimię, oraz, że zmiana taka jest najbardziej prawdopodobna w pierwszych 5 latach;
  • 10-30 % przypadków o początkowej diagnozie bulimia z czasem przechodzi w anoreksję.

Badania prowadzone w okresie 7 lat wykazały, że zmiany typów ED dla danej osoby są nie tylko bardzo prawdopodobne, ale także mają tendencje do powtarzania się. W badaniach tych przeprowadzano cotygodniowe badania stanu zaburzeń, a wyniki przedstawione są na poniższych wykresach (1):

 

Analiza tych wyników wykazuje, że:

  • zmiany między anoreksją o typie restrykcyjnym i bulimicznym są jednakowo prawdopodobne i mają charakter powtarzający się, dotyczą one około 50% przypadków;
  • zmiana w kierunku bulimii jest dużo bardziej prawdopodobna u osób z anoreksją o typie bulimicznym niż restrykcyjnym;
  • najmniej prawdopodobną zmianą było przejście bulimii w anoreksję o typie restrykcyjnym.

Warto wspomnieć tutaj, że wystąpienie objawów bulimicznych u osób z anoreksją dość często jest motywacją do podjęcia leczenia. W takich przypadkach istnieje spora grupa osób, które chcą wyeliminować zachowania bulimiczne, a zachować anorektyczne. Jest to dość typowe dla osób zaangażowanych w pro ana.

Podsumowanie

Osobiście skłaniam się ku temu, żezaburzenia odżywiania mają charakter kontinuum, tzn. nie istnieją jako niezależne przypadki ściśle określające problem danej osoby. W przebiegu choroby można obserwować zmiany zachowania i postrzegania siebie oraz otoczenia. Uważam też, że pewne obszary tego kontinuum gromadzą więcej przypadków niż inne, a także przyciągają na dłuższy okres czasu, stąd możliwe jest postrzeganie ED jako zaburzeń opisanych ścisłymi kategoriami. Wydaje mi się, że wszystkie zaburzenia odżywiania mają wspólną podstawę, a dopiero indywidualne przeżycia i cechy danej osoby decydują o tym, w którą stronę ona pójdzie i jak bardzo będzie się jej trzymać.

 

Przy pisaniu powyższej notki korzystałam z następujących źródeł:
(1) K.T. Eddy et al., Diagnostic Crossover in Anorexia Nervosa and Bulimia Nervosa: Implications for DSM-V, Am J Psychiatry 2008; 165:245–250;
(2) D.A. Williamson et al., Latent Structure of Eating Disorder Symptoms: A Factor Analytic and Taxometric Investigation, Am J Psychiatry 2002; 159:412–418;
(3) C.M. Bulik et al., An Empirical Study of the Classification of Eating Disorders, Am J Psychiatry 2000; 157:886–895;
(4) G.C. Patton et al., Prognosis of adolescent partial syndromes of eating disorder, The British Journal of Psychiatry 2008; 192:294–299;
(5) L.M. Perosa et al., The Continuum versus Categorical Debate on Eating Disorders:Journal of Counseling and Development 2004 (vol 82). Implications for Counselors,

czwartek, 10 czerwca 2010

Po poprzednim wpisem thinsoul napisała w komentarzu:

czemu na przykład nie zapytasz jakiegoś motylka o to dlaczego się odchudza, tylko sama wysnuwasz wnioski na ten temat?

Dlaczego ludzie się odchudzają? Tu oczywiście można napisać cały elaborat o powodach zdrowotnych, o urodzie, o presji by być osobą atrakcyjną, o utożsamianiu szczupłej sylwetki z sukcesem itd. itp.  Myślę, że w kontekście tego bloga lepiej postawić nieco inne pytanie: dlaczego niektóre osoby, które chcą schudnąć z tysięcy możliwych diet wybierają akurat pro ana?

W jednej z notek - skąd się biorą motylki - próbowałam odpowiedzieć na to pytanie na podstawie moich obserwacji i wniosków. Zastanawiając się nad tym problemem teraz, doszłam do wniosku, że motywacje, o których wtedy napisałam, nie uwzględniają jednego podstawowego faktu - w większości przypadków są motywacjami podświadomymi. Tzn. bardzo niewiele osób zaangażowanych w pro ana zdaje sobie sprawę, że przystępując do tej społeczności kierują nimi takie, a nie inne powody.

Zastanówmy się zatem nad takim pytaniem - co motylkom wydaje się na tyle atrakcyjne w pro ana, że decydują się na podążanie taką drogą? Powody te można podzielić na dwie kategorie - ideologiczne (te związane z zasadami i światopoglądem) oraz osobiste (te związane z funkcjonowaniem w społeczności oferującej akceptację i wsparcie).

Na przykład jako powód ideologiczny można wymienić tutaj anorektyczną osobowość. Naukowcy zajmujący się przyczynami anoreksji w ujęciu psychologicznym sformułowali coś w rodzaju "portretu osobowościowego anorektyczki" (pisałam o tym np. tutaj), czyli zestawie cech, które często powtarzają się u osób chorych na anoreksję. Wymienia się tam np. skłonność do perfekcjonizmu, inteligencję, ambicję. Ideologia pro ana "odwraca kota ogonem" - tzn. stwarza iluzję, że dana osoba poprzez zachorowanie na anoreksję, względnie ekstremalne odchudzanie, zyska te właśnie cechy. Inne motywy ideologiczne to np. przekonanie o tym, że chudość jest gwarancją sukcesu i powodzenia, czy traktowanie pro ana jako swoistego treningu silnej woli.

Jako powody związane ze społecznymi aspekatmi pro ana można wymienić np.:

  • pro ana jako społeczność internetowa oferuje możliwość swobodnego i anonimowego poruszania problemów związanych z wagą, odchudzaniem, zab. odżywiania, bez osądzania przez osoby z zewnątrz (dot. to zamkniętych dla osób postronnych forów i blogów);
  • pro ana stwarza możliwość nawiązywania wirtualnych przyjaźni i relacji, w których można swobodnie poruszać tematy odchudzania i ED, co nie jest łatwe w rzeczywistym świecie, gdzie osoby zaangażowane w pro ana często ukrywają się przed rodziną i najbliższymi; te wirtualne relacje mają szczególnie istotne znaczenia dla osób, które mają trudności w nawiązywaniu relacji w świecie rzeczywistym;
  • istotnym elementem wpływającym na tworzenie się silnych więzi personalnych w społecznościach pro ana jest poczucie wyobcowania, niezrozumienia, a także bycie prześladowanymi przez "resztę świata"; ataki ze strony osób potępiających pro ana czy będących pro ana, ale wyznających inną ideologię wywołują poczucie jedności w obliczu zagrożenia.

W tym miejscu trzeba zaznaczyć istotny fakt - ideologia pro ana nie jest spójna, a w społeczności pro ana funkcjonuje całkiem spora liczba różnych postaw i światopoglądów (pisałam o tym szerzej tutaj). Zdaniem niektórych osób zajmujących się badaniem pro ana świadczy to o tym, że magia pro ana, czyli przyciąganie nowych członków, wynika z motywów osobistych związanych z funkcjonowaniem w społeczności pro ana, a nie ideologicznych. Nie mogę do końca zgodzić się z tym twierdzeniem.

Np. w tekstach publikowanych przez badaczy na zachodzie pro ana jest postrzegana jako społeczność osób mających zaburzenia odżywiania. Taki sposób myślenia eliminuje z pro ana tzw. 'wannarexics' (często określonych jako osoby, które w pro ana szukają przede wszystkim cudownych i magicznych sposobów na szybkie schudnięcie). Uważam, że jest to błąd. Myślę, że magia pro ana wynika zarówno z tego, że oferuje ona wsparcie, akceptację i zrozumienie, ale także z tego, że funkcjonuje w niej tak wiele różnych światopoglądów, niezależnie czy uważa się anoreksję za straszną i przerażającą chorobę, styl życia, dietę, boginię, przyjaciółkę czy przewodniczkę. Na zasadzie "każdy znajdzie coś dla siebie".

Są też takie opinie, że poczucie przynależności w pro ana jest wystarczającym argumentem na to, że pro ana ma rację bytu i nie powinna być krytykowana. Jest to moim zdaniem nonsens, bo poczucie wspólnoty można budować nie tylko w oparciu o podtrzymywanie czy wykształcanie zachowań autodestrukcyjnych. Istnieją przecież internetowe społeczności osób chorych na ED, które nie są pro ana, czy społeczności dla osób odchudzających się w sposób racjonalny. Zatem magia pro ana to nie tylko aspekt społeczny.

Na koniec jeszcze drobna refleksja - sądzę, że dość silnymi motywatorami w przypadku pro ana są także dwie inne cechy. Po pierwsze - desperacja (gdy po raz n-ty zastosowanie bardziej racjonalnej diety nie sprawdza się, ale także wtedy, gdy ktoś sięga po pro ana, żeby udowodnić coś otoczeniu na zasadzie "ja wam jeszcze pokażę"). Po drugie - głupota i/lub niewiedza i/lub naiwność, które pozwalają wierzyć, że istnieje sposób na to, aby zostać anorektyczką, schudnąć, a potem żyć długo i szczęśliwie.

 

Przy pisaniu powyższej notki korzystałam z następujących źródeł:
G. Overbeke, Pro-Anorexia Websites: Content, Impact, and Explanations of Popularity; Mind Matters vol. 3 (2008) 49-62;
The Pro-Ana Movement: Sanctuary & Subculture;
Solidarity in the Pro-Ana Community;
D.G. Mantella: "Pro-ana" web-log uses and gratifications. Towards understanding of pro-anorexia paradox, 2007 College of Arts and Sciences Georgia State University

Tagi: pro ana
14:59, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 07 czerwca 2010

...piszę do Ciebie w bardzo ważnej sprawie!

 

Już kiedyś przyznałam się, że lubię sprawdzać jakie hasła internauci wpisują w google trafiając na mojego bloga. Pojawia się tam całkiem sporo sensownych pytań, które są dla mnie nieustającą inspiracją, ale jest też wiele haseł, o bardziej ... kontrowersyjnym charakterze.

Zdecydowanie największa liczba zapytań dotyczy odchudzania i zaburzeń odżywiania. Oprócz standardowych kwestii 'jak zostać anorektyczką', 'jak zostać motylkiem' czy 'domowe sposoby na zwymiotowanie', niektóre osoby bardziej precyzują swoje problemy:

na co zachorować, aby schudły nogi
ile dni się głodzić żeby wpaść w anoreksję
ile dni trzeba głodować żeby być chudą
jak szybko można stracić wagę zostając anorektyczką
jak skutecznie zostać anorektyczką
jak najłatwiej zachorować na anoreksję

 

Niektóre hasła poszukują tajemnych i magicznych sposobów na schudnięcie ukrytych przed zwykłymi śmiertelnikami:

firmy szukające chętnych do badań środków odchudzających
tajemnicze sposoby na chudość

 

Inne wyrażają desperację pytającego(pytającej):

jak kurwa schudnąć zajebiście szybko

 

Pojawia się także sporo pytań technicznych dotyczących odchudzania w stylu pro ana:

czy pokarm wypluty dostarcza kalorii
czy gryzienie i wypluwanie jedzenia tuczy
po jakim czasie od napadu objadania się organizm wchłania pożywienie i wymiotowanie już nic nie daje
pro ana na której ręce bransoletka
jak zwymiotować kalorie
jak zwymiotować woreczek

Zastanawiam się o jaki woreczek mogło chodzić, mam nadzieję, że nie o żółciowy...

A to pytanie:

jak wygląda wymiotowanie u człowieka różne zdjęcia tak żeby były widoczne wymioty

kazało mi się zastanowić w jakim celu ktoś może poszukiwac informacji na ten temat? Jak na razie nie potrafię podać żadnej hipotezy.

 

Jeden z moich wpisów dot. kaloryczności wody sprowadza na mojego bloga osoby szukające wartości kalorycznych różnych produktów. Banany, pizze, kotlety, pasta do zębów, ale także:

czy jak woda jest gorąca to ma więcej kalorii
ile kalorii ma woda po przegotowaniu
ile kcal ma jabłko bez ogryzka
czy woda z butelki tuczy
czy powietrze ma jakieś kalorie

 

Pojwiają się także pytania od czapy, przeważnie o sprawy damsko-męskie np.:

jak poznać że dziewczyna bierze anty
jak rozpoznać znaczące spojrzenie
jak rozebrać dziewczynę przed seksem
jak odstraszyć rywalkę
czy grubasy mają mniejsze członki niż chudzielce
czy poród boli jak imputacja nogi

Domyślam się, że chodziło o 'amputację', choć z drugiej strony - wszystko jest możliwe...

piątek, 04 czerwca 2010

Oto przykłady jak dziewczyny prowadzące blogi pro ana przedstawiają się swoim czytelnikom. Wybór jak zwykle jest tendencyjny i subiektywny. Starałam się pokazać pewne skrajności i różne postawy. Czy jest możliwe określenie kogoś w kilku słowach czy zdaniach?  Raczej nie. I w tym przypadku potraktujcie to bardziej jako określenie blogerki - blogowego wcielenia danej osoby.

Tagi: pro ana
22:27, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii