wtorek, 19 czerwca 2012

We wcześniejszych wpisach starałam się pokazać analogie między mechanizmami, które rządzą zab. odżywiania i uzależnieniami. Pisałam o:

Dziś kolejny mechanizm i kolejna analogia:

Rozpraszanie i rozdwojenie JA

Mechanizm ten jest związany z poczuciem tożsamości, czyli odpowiedzią na pytanie "kim jestem". Z poczucia tożsamości wynikają inne ważne dla funkcjonowanie człowieka czynniki: system wartości, podejmowanie decyzji, konsekwencję, określenie własnych granic, poczucie indywidualności.

W uzależnieniu poczucie tożsamości ulega zaburzeniu. Odbywa się to w trzech etapach:

  1. rozdwojenie JA
    Powstanie dwóch biegunów własnej osoby. Są one skrajnie różne i można je przypisać stanom "pod wpływem" i "na trzeźwo". Czyli z jednej strony jest poczucie mocy, przekonanie o własnej sile, działanie impulsywne bez oglądania się na konsekwencje, pewność siebie, roszczeniowość, brak krytycyzmu. Można to określić jako specyficzną nałogową pychę. Na trzeźwo nie da się nie zauważyć negatywnych konsekwencji nałogu, pojawiają się uczucia mniej przyjemne - wstyd, poczucie winy, poczucie beznadziejności, poczucie wyobcowania. Jedna i druga wersja osoby utrudnia podjęcie leczenia, bo będąc pod wpływem nie widzi takiej potrzeby, a na trzeźwo nie wierzy, że wyleczenie jest możliwe.
  2. rozpraszanie granic JA
    Na skutek rozdwojenia JA dochodzi do rozmywania się granic, które JA określają. Wiąże się to z poczuciem braku kontroli i przekraczaniem granic własnego systemu wartości.
  3. wydrążenie JA
    Ponieważ osoba uzależniona funkcjonuje prawie wyłącznie na granicach swojej tożsamości, po środku zaczyna pojawiać się pustka. Osoba uzależniona może to odczuwać jako "patrzenie z góry na kogoś obcego". Utrata poczucia własnej tożsamości to nie tylko problem z odpowiedzią na pytanie "kim jestem", ale także niskie poczucie własnej wartości czy obalenie systemu wartości.

Co dzieje się z JA w zaburzeniach odżywiania?

Mimo tego, że typowe dla ED zachowania (głodzenie się, objadanie, ćwiczenia, prowokowanie wymiotów, przeczyszczanie się etc.) nie generują takich "odlotów" jak substancje psychoaktywne, na dłuższą metę obojętne dla psychiki nie są.

W przypadku ED, tak jak w uzależnieniach, można zauważyć pewne elementy związane z rozwijaniem się zaburzonego odżywiania (analogicznie do nałogu). Np. przekraczanie kolejnych granic (zachowania dawniej uznawane za niedopuszczalne, stają się normalnością).

Niektóre autorki blogów dot. ED i pro ana piszą o swoim niedowierzaniu w to, co się dzieje, nie poznają siebie w kontekście wspomnień "sprzed odchudzania".

Na blogach tych można znaleźć opisy świadczące o tym, że dziewczyny z zaburzeniami odżywiania oscylują pomiędzy dwoma stanami:

  1. euforyczna wiara we własne możliwości, pełnia nadziei i optymizmu "tym razem na pewno się uda", przekonanie o własnej wyższości, także w sferze moralnej, bezkrytyczna wiara w to, że dzięki diecie wszystko może się zmienić i udać;
  2. poczucie beznadziejności i porażki, przenoszone na wszystkie aspekty życia, poczucie winy bo "tym razem się nie udało", niskie poczucie własnej wartości.

W takim kontekście uczestnictwo w pro ana może być sposobem na wypełnienie pustki powstającej miedzy tymi stanami i zastępczą odpowiedź na pytanie "kim jestem?". Zastępczą, ponieważ jest to próba budowania własnej tożsamości głównie, a może i jedynie, w oparciu o przynależność do grupy.

środa, 13 czerwca 2012

W dzisiejszej notce historia seryjnej morderczyni Lindy Hazzard. Historia zna przeróżnych psychopatów, którzy do zabijania swoich ofiar wybierali noże, truciznę, ładunki wybuchowe i wiele innych. Linda Hazzard jako metodę zabijanie wybrała środek dość szczególny. Głód.

Informacja na temat wykształcenia Lindy Hazzard podawane przez różne źródła są sprzeczne. Wg jednych była tylko pielęgniarką, która podszywała się pod lekarza, wg innych - była lekarzem, pierwszym na świecie specjalistą od leczenia głodem. Cała historia miała miejsce na początku XX wieku i zaczęła się od książki, którą opublikowała Linda Hazzard: Fasting For The Cure Of Disease. W książce tej Linda Hazzard przedstawiała głodówkę jako panaceum na wszelkie choroby, wliczając drobne infekcje, ale także gruźlicę czy raka. Teorie głoszone w tej książce można krótko podsumować: głodówka pozwala na odpoczynek układu pokarmowego i ułatwia oczyszczenie ciała.

Kolejnym krokiem Lindy Hazzard było stworzenie ośrodka/sanatorium, w którym podstawową metodą leczniczą były głodówki. Ośrodek ten powstał w małym miasteczku Olalla w stanie Waszyngton (USA) i otrzymał nazwę Wilderness Heights. Kosztowne, wielotygodniowe kuracje polegały na stosowaniu diety głodowej - jako posiłki serwowano zupy-kremy z gotowanych warzyw i pomarańcze w niewielkich ilościach. Dodatkowo kuracjuszom wykonywano kilkugodzinne lewatywy, oraz masaże.

Działalność Lindy Hazzard została zakończona, gdy sprawą zainteresowały się władze. Stało się to po tym, gdy jedna z pacjentek ostatkiem sił zdołała uciec z ośrodka. Śledztwo wykazało, że w ośrodku zmarło około 40 osób. Oprócz tego na światło dzienne wyszły inne procedury pani doktor od głodówek. Na przykład to, że zaginęły przedmioty osobiste zmarłych pacjentów, a byli to ludzie dość majętni. Część pacjentów sporządziła testamenty na korzyść Lindy Hazzard, podejrzewano, że byli do tego nakłaniani będąc w stanie znacznego osłabienia na skutek głodówki.

Linda Hazzard została skazana na więzienie, z którego po dwóch latach została zwolniona m.in. dzięki poparciu gubernatora stanu Waszyngton. Po czym wyjechała do Nowej Zelandii, gdzie otworzyła nowy ośrodek leczenia głodem.

Ironią losu pani doktor zmarła w latach 30-tych na skutek swojej własnej kuracji, którą próbowała leczyć swoje dolegliwości. Ktoś może stwierdzić, że Linda Hazzard do końca wierzyła w to, że głodówki pomagają ludziom, skoro była gotowa zaaplikować ją samej sobie. To jednak nie wyjaśnia manipulacji pacjentami, izolowania ich od bliskich, wyłudzania od umierających z głodu ludzi podpisów pod dokumentami, które przekazywały jej majątki, opiekę prawną itd.



Ta historia to tylko jeden z przykładów na to, jak łatwo jest otoczyć głód magiczną otoczką i posłużyć się nim do zmanipulowania innych.

 

 

Linki:

  • Welcome to Starvation Heights: The Home of Dr. Linda Burfield Hazzard
  • Hazzard, Linda Burfield (1867-1938): Fasting Proponent and Killer
  • Starvation Heights
  • Antisocial Personality Disorder: Demon Doctors
  • Stalking Seattle: Starvation Heights

 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Styl życia czy samobójstwo na raty to najczęściej pojawiające się slogany odnoszące się do anoreksji. Oba budzą we mnie sprzeciw.

Anoreksja jako styl życia to element oswajania choroby i jest wynikiem tego, że w anoreksji pojawia się silny opór przed leczeniem. Skoro coś jest stylem życia, nie chorobą, to znaczy, że jest to OK. Czy można mówić o stylu życia w sytuacji gdy prowadzi on do niszczenia siebie? Moim zdaniem nie. Można mówić co najwyżej o "stylu niszczenia sobie życia".

Z kolei samobójstwo odbieram jako akt, nie jako proces. Dlatego też rozkładanie go na raty nie ma dla mnie większego sensu. Gdy ktoś systematycznie i sukcesywnie niszczy siebie, to jest to autodestrukcja - w moich oczach jest bardziej wołaniem o pomoc, niż konsekwentnym dążeniem do śmierci. Wołanie o pomoc zawiera w sobie, nawet jeżeli niewielką, chęć życia. Osoby cierpiące na anoreksję często mówią "chcę zniknąć, stać się niewidzialna". Słowa te nie oznaczają tego samego co "chcę umrzeć".

Przeczytałam ostatnio felieton Romy Ligockiej Kogoś trzeba kochać. Cały tekst średnio przypadł mi do gustu, ale spodobał mi się ten fragment:

Anoreksja to pewien sposób niezgody na życie, tak różny jak różne są doświadczenia każdego z nas.

I takie ujęcie anoreksji jako sposób niezgody na życie wydaje mi się bardzo trafny.

Sposób - sugeruje, że jest to jedna z wielu opcji, więc anoreksja nie jest wyrokiem, od którego nie można się odwołać.

Niezgoda - oddaje to, że anoreksja jest zmaganiem się z ciałem, apetytem, własnym umysłem.

Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie anorektyczki chcą umrzeć, tymczasem nie jest to tak oczywiste. Bo człowiek, który podejmuje decyzję, że żyć nie chce, musi być na tyle umęczony życiem, że niepotrzebna mu kolejna tortura, w postaci powolnego głodzenia się na śmierć. Anoreksja nie oznacza jednoznacznie pragnienia śmierci. Ja to odbieram jako budowanie wokół siebie rzeczywistości na własnych warunkach. Warunki te są oderwane od rzeczywistości i to może być przyczyna cierpienia, które anoreksję jeszcze bardziej nakręca.

Tagi: anoreksja
12:41, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (9) »
Terapia anoreksji, bulimii