poniedziałek, 27 lipca 2009

Ostatnio w notce Efekt ćmy wspominałam o jednym z podstawowych elementów ideologii pro ana - założeniu, że to co dana osoba robi ze swoim ciałem nie powinno nikogo obchodzić. Moja refleksja na ten temat jest taka, że jest to postawa egoistyczna, ponieważ każde nasze działanie wpływa na osoby z naszego najbliższego otoczenia. Czy wyznając taką filozofię można stworzyć udany związek?

Każdy z nas ma nieco inne wyobrażenia jak taki związek powinien wyglądać, niemniej jednak można wskazać kilka najbardziej uniwersalnych cech.

Zaufanie i szczerość

Ukochany kupił kurczaka z rożna. Zostałam zmuszona do zjedzenia tego biednego zwierzęcia (...) po zjedzeniu tego kurczaka Ukochany zaczął szukać lodów w domu, po tym jak stwierdził, że ich nie ma, wybrał się do sklepu. A ja szybciutko do wc i pozbyłam się kurczaczka. Nawet nie wiecie jak mi ulżyło, normalnie orgazm w żołądku po pozbyciu się tego okropnego zwierzęcia. Gdy Ukochany wrócił, ja spokojnie sobie skakałam na skakance, a on był przekonany, że kurczak mi bardzo smakował. Nie mam do siebie żadnych wyrzutów, że to zrobiłam. Za wszelką cenę schudnę!

Intymność, dotyk, seks

Po co się wiązać ? Przytulić to się mogę do drzewa.

~~~

Mnie nie wolno dotykać.Chyba bym umarła ze wstydu gdyby to zrobił...
Ten tłuszcz...wszystko przez ten tłuszcz....
Już się z nim więcej nie umówię. Bo co jeśli to zrobi?

Gotowość ofiarowania z siebie co najmniej tyle, ile się bierze od drugiej osoby

Wczoraj Mój po raz pierwszy powiedział, że denerwuje go to, że gadam cały czas o jedzeniu. Powiedział, że ja nie mam innych tematów. Zabolało mnie to, wiecie? Z dwóch powodów:
1. to nie jest prawda, bo potrafię gadać też o innych rzeczach
2. wiem, że mam zaburzenia odżywiania i to naprawdę nie jest przyjemne.
A liczyłam, że chociaż on mnie wesprze!

Otwartość

Po wczorajszej kłotni z moim słoneczkiem zakopaliśmy topór wojenny

Co prawda Ana stała się po raz kolejny tematem tabu

ale czego się nie robi dla miłości

Miłość

Myślałam, że mnie kocha, a ja jego. Ale jak wczoraj trzasnął drzwiami i powiedział, że ma dość tego jak niszczę siebie, nie chce więcej słuchać o tym jaka jestem żałosna i gruba to poczułam jak bardzo się pomyliłam. Nie chcę jego żalu, jego pomocy. Nienawidzę go!

milosc

Wszystkie fragmenty wyróżnione kursywą pochodzą z blogw pro ana, z zachowaniem oryginalnej pisowni.

 

 

PS Jutro zaczynają się moje wakacje, czas odpocząć w pięknych okolicznościach przyrody. W związku z tym przez najbliższych kilka dni na blogu nie będzie nowych wpisów. Chyba, że pogoda się popsuje ;-)

sobota, 25 lipca 2009

Ostatnio usłyszałam pod swoim adresem zarzut, że demonizuję ruch pro ana przedstawiając tylko jego negatywne strony, w dodatku w większości nieprawdziwe. Dowiedziałam się przy okazji, że mylę się co do wielu rzeczy - np., że nie jest prawdą jakoby pro ana zachęcała kogokolwiek do zostania anorektyczką. Przyjrzyjmy się zatem różnym przekonaniom dotyczącym pro ana i zastanówmy czy są one prawdziwe czy też nie.

1. Co jest celem pro ana?

Zwykle formułując definicję pro ana jako jej główny cel uważa się anoreksję. W rzeczywistości nie wszystkie osoby, które deklaruję sią jako pro ana chciałyby zachorować na anoreksję. Wg dostępnych informacji niektórym motylkom nie chodzi o dążenie do anoreksji, ale do perfekcji, celem nie jest choroba, ale chudość.

Co kryje się za tą mityczną "perfekcją"? Wg wypowiedzi samych motylków perfekcja to idealna szczupła sylwetka, ale także nieskazitelny wizerunek - ciuchy, makijaż, paznokcie, świetne wyniki w szkole, powściągliwe zachowanie, klasa i styl. Brzmi imponująco... Tylko dlaczego drogą do tej perfekcji ma być ekstremalne odchudzanie? Na przykład szkoła - jak długo można utrzymać wysokie oceny będąc ciągle głodnym i koncentrując się na liczeniu kalorii i ograniczaniu ich spożycia? Jak długo włosy i paznokcie pozostaną pięknymi gdy czyjaś dieta jest mniej niż uboga? I wreszcie perfekcja wg pro ana to nic innego jak zamykanie się w klatce - dobrych manier, tłumienia emocji, nienagannego stroju. Czy osoba, która na każdym kroku pilnuje swojego wyglądu i zachowania może być szczęśliwa?

Taki obraz perfekcji jest zadziwiająco podobny do stereotypowego wizerunku anorektyczki - perfekcjonistki. Tyle, że jest to obraz niesamowicie przekłamany. Bo nie uwzględnia konsekwencji niedożywienia - fizycznych wynikających z niedoboru niezbędnych składników, psychicznych - bo przecież mózg również nie pozostaje obojętny na brak jedzenia.

2. Czy pro ana zachęca do zapadania na anoreksję?

Na stronach pro ana często można znaleźć stwierdzenia typu: "anoreksja jest śmiertelną chorobą, a przecież nikt nie chce być chory" czy "my nie zachęcamy, ale ostrzegamy jakie to bagno". Na wielu stronach pro ana można znaleźć informacje na temat negatywnych skutków zaburzeń odżywiania i zapewnienia, że anoreksja jest niefajna. Czy to wystarczy aby móc powiedzieć, że pro ana nie promuje anoreksji?

Moim zdaniem nie z kilku powodów:

  • czym jest stwierdzenie takie jak "nigdy nie zrozmiecie jak się czuje anorektyczka, dopóki nie zachorujecie" - dla osoby zagubionej, poszukującej swojej tożsamości i miejsca na świecie, jak nie zachętą, aby spróbować i się przekonać?
  • stosunek do osób, które nie potrafią wytrwać na diecie, który często zahacza o pogardę, tworzenie "stopni wtajemniczenia" np. poprzez tworzenie bardzo zamkniętych społeczności i sformułowania takie jak "ana pomaga tylko wybranym", "ana mnie wybrała"; każdy chce się czuć wyjątkowo i osoby, które tej wyjątkowości szukają w pro ana są bardzo podatne na tego typu wypowiedzi;
  • tworzenie wokół anoreksji atmosfery czegoś mistycznego i zakazanego - dla wielu młodych osób sam fakt robienia czegoś wbrew rodzicom, przyjętym normom społecznym jest wystarczającą zachętą do podejmowania działań w stylu pro ana;
  • sam fakt istnienia osób, które mają, akceptują, a nie raz także kochają swoją anoreksję wystarczy, aby wzbudzić czyjeś zainteresowanie i chęć pójścia tą drogą.

Pomijam tutaj wszelkie poradniki o tym jak się głodzić, jak się ukrywać i jak oszukiwać swój własny głód oraz najbliższych.

Oczywiście zawsze można zaznaczyć, że czytelnicy wchodzą na daną stronę na własną odpowiedzialność. Tylko czy takie zastrzeżenie zmienia wydźwięk stony i powoduje, że czyta się ją z większym dystansem?

3. Pro ana jako wsparcie.

Najczęściej używanym w obronie pro ana argumentem jest wsparcie jakiego udzielają sobie nawzajem motylki. Oferują sobie akceptację, przyjaźń, bezwarunkowe wsparcie - zarówno w odchudzaniu, jak i w sytuacji gdy ktoś zdecyduje się na wprowadzenie zmian w swoim życiu np. przez podjęcie terapii. Brzmi jak bajka. Nie wiem jakie zasady obowiązują w świecie pro ana, ale ja osobiście oczekuję od przyjaźni czegoś innego. Gdybym zaczęła przejawiać jakiekolwiek oznaki zaburzonego jedzenia, to od zaprzyjaźnionej osoby z takim samym problemem, która wie na czym to polega i co się z tym wiąże, oczekiwałabym solidnego kopa.

Wsparcie oferowane przez pro ana to trochę tak jakby wiódł ślepy kulawego. Bo z jednej strony "któż lepiej zrozumie anorektyczkę niż druga anorektyczka". Ale z drugiej - wsparcie w grupie polega m.in. na tym, że każda osoba wnosi coś od siebie, swój unikalny punkt widzenia n.p. wskazując błędne myślenie u kogoś, kto sam tego nie dostrzega. Tego elementu w społecznościach pro ana brakuje, aby móc traktować je jako grupy wsparcia.

Akceptacja nie oznacza bezwarunkowego tolerowania kogoś w każdym możliwym aspekcie. To życzliwość i szacunek okazywane drugiej osobie bez względu na to kim jest i jakie decyzje podejmuje, ale także umiejętność wskazania błędów danej osoby bez osądzania i obwiniania jej. Akceptowanie osoby chorej na anoreksję czy bulimię nie oznacza, że powinno się pozwolić jej na tkwienie w swoim zaburzeniu.

Moim zdaniem wsparcie to działanie aktywne, tymczasem społeczności pro ana funkcjonujące na zasadzie "grupy wsparcia" to kwintesencja bierności. To ucieczka przed zmierzeniem się z problemami, które tkwią u podstawy zaburzeń odżywiania - niską samooceną, traumatycznymi przeżyciami, nadwrażliwością czy niedostatkiem uczuć.

wilk w owczej skórze

22:16, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 lipca 2009

Do tej pory pisząc na temat zaburzeń odżywiania i pro ana odnosiłam się do płci żeńskiej. Głównie z powodu wygody. Takie podejście było błędne, ponieważ utrwala największy chyba mit dotyczący zaburzeń odżywiania - że jest to problem dotyczący tylko i wyłącznie kobiet. Jest to nieprawda.

Mężczyźni i chłopcy też chorują na zaburzenia odżywiania.

Trudno powiedzieć jaką część chorych na zaburzenia odżywiania stanowią mężczyźni. Różne źródła podają wartość od kilku do kilkunastu procent. I żadna z tych wartości nie jest do końca wiarygodna. Dlaczego? Powodów jest kilka:

  • mężczyźni nie rozpoznają u siebie zaburzeń odżywiania, z powodu przekonania, że dotyczą one tylko kobiet;
  • mężczyźni z zaburzeniami odżywiania często nie zgłaszają się na leczenie chcąć uniknąć stygmatu "kobiecej choroby";
  • lekarze psychiatrzy często błędnie diagnozują takie przypadki, między innymi z tego powodu, że specjalistyczne oddziały i ośrodki zajmujące leczeniem zaburzeń odżywiania są nastawione na leczenie kobiet.

Jak widać mit o tym, że zaburzenia odżywiania dotyczą tylko kobiet najbardziej uderza w mężczyzn.

Skąd się biorą przypadki anoreksji i bulimii u mężczyzn? Przyczyny są takie same jak w przypadku kobiet - genetyka, zaburzenia poziomu neuroprzekaźników, zaburzenia funkcjonowania ośrodków głodu i sytości, środowisko rodzinne i problemy z nim związane, predyspozycje osobowościowe. Tylko wpływ kultury jest nieco inny.

Niektórzy specjaliści zajmujący się problemem zaburzeń odzywiania wskazują, że w wielu przypadkach tłem problemów z jedzeniem u mężczyzn jest zaburzenie tożsamości płciowej. Posługując się stereotypami - tak jak kobiety pragną być szczuplejsze, tak mężczyźni pragną być bardziej silni i muskularni.

W tym miejscu należy podkreślić - nieprawdą jest, że wszyscy mężczyźni chorujący na zaburzenia odżywiania są homoseksualistami. Homoseksualizm jest wymieniany jako czynnik zwiększający ryzyko zachorowania na zaburzenia odżywiania, ale nie z powodu powszechnego przekonania, że homoseksualiści są niemęscy. Zależność między homoseksualizmem a anoreksją i bulimią jest dużo bardziej skomplikowana - po pierwsze w wielu przypadkach homoseksualni mężczyźni są poddani podobnej jak kobiety presji, aby wyglądać "odpowiednio"; po drugie zaburzenia odżywiania są często efektem trudności w zaakceptowaniu swojej homoseksualności (strach przed ujawnieniem się i byciem odrzuconym przez otoczenie).

Wzrost zachorowań na zaburzenia odżywiania u heteroseksualnych mężczyzn tłumaczy się większą świadomością na temat tych zaburzeń, ale również kryzysem męskości we współczesnym świecie. W tym artykule dr Morgan (psychiatra, dyrektor Centrum Zaburzeń odżywiania w Leeds) tłumaczy, że bycie mężczyzną we współczesnym świecie nie jest prostą  sprawą. To co się robi i kim się jest nie jest takie oczywiste jak dawniej. Dekady temu kobiety musiały zdecydować, którą z wielu ról w społeczeństwie chcą podjąć, teraz przyszła kolej na mężczyzn. Ja rozumiem to w ten sposób, że na skutek walki o równouprawnienie płciowe kobiety coraz częściej wchodzą w role "męskie", a coraz więcej mężczyzn w "kobiece". I jednym z efektów tej wymiany ról jest pogoń mężczyzn za uzyskaniem odpowiedniego wyglądu, a także traktowanie jedzenia jako remedium na różne życiowe problemy.

Różnice

W badaniach nad przypadkami męskiej anoreksji i bulimii podkreśla się kilka różnic w stosunku do przypadków tych zaburzeń u kobiet:

  • mężczyźni z zaburzeniami odżywiania przed zachorowaniem dużo częściej są otyli (większość kobiet ma wagę prawidłową) - mężczyźni chorzy na zaburzenia odżywiania często opisują, że ich problemy zaczęły się od tego, że chcieli uniknąć dokuczania w szkole z powodu nadwagi;
  • w większej ilości przypadków w rodzinie chorego już wcześniej ktoś miał zaburzenia odżywiania lub dratycznie stracił na wadze np. z powodu choroby nowotworowej;
  • u mężczyzn dominuje restrykcyjny typ anoreksji, typ bulimiczny pojawia się dużo rzadziej niż jest to w przypadku kobiet;
  • średnia wieku mężczyzn chorujących na zaburzenia odzywiania jest nieco wyższa niż u kobiet (szacuje się około 17-24 lat), a także notuje się dużo więcej przypadków u mężczyzn powyżej 40 roku życia, niż to jest w przypadku kobiet;
  • rokowania w przypadkach męskiej anoreksji są dużo gorsze niż w przypadku kobiet - tu jako przyczyny mozna wskazać większy opór przed leczeniem i zaakceptowaniem, że jest się chorym na anoreksję, oraz większy spadek masy ciała.

Manoreksja

Takim oto terminem określa się męską anoreksję. Biorąc pod uwagę, że przebieg i przyczyny anoreksji u kobiet i mężczyzn nie różnią się tak bardzo czy jest potrzeba tworzenia nowej nazwy? Nie odpowiadam dzisiaj na to pytanie, gdyż jest ono częścią dużo większego problemu - terminologii związanej z zaburzeniami odżywiania, o czym będziecie mogli przeczytać już wkrótce.

Do poczytania - portal poświęcony zaburzeniom odżywiania u mężczyzn - Men Get Eating Disorders Too!

środa, 22 lipca 2009

Tym wpisem nieco odbiegnę od tematyki bloga, ale robię to na licencji MSPANC*.

Ostatnio dzięki pojawieniu się na stronie głównej Gazety blog zaliczył rekordową liczbę wejść i komentarzy, stał się także tematem dyskusji na różnych forach i blogach. W kilku przypadkach także inspiracją, ale o tym za chwilę.

Otóż dowiedziałam się między innymi, że:

  • mój blog jest taki ugłaskany i grzeczny, że brzmi prawie jak pro ana - ciekawa opinia, zwłaszcza biorąc pod uwagę wszystkie bluzgi i życzenia udławienia się własnym tłuszczem jakie otrzymuję od rozwścieczonych motylków;
  • popadam w paranoję doszukując się problemów tam gdzie ich nie ma, przesadzam i w ogóle to co piszę jest bez sensu - coż, jeżeli wymiotowanie po każdym posiłku, nazywanie się grubą świnią przy BMI poniżej 18, życie w konspiracji pod dyktando łazienkowej wagi itd. nie są problemami, to przyznaję się do paranoi;
  • lubię sensacje - czas poszukać pracy w redakcji Faktu albo innych Skandali;
  • mój blog świadczy o istnieniu spisku psychiatrów, którzy chcą wszystkie motylki leczyć pod przymusem, i chcą na siłę wmawiać ludziom, że są chorzy psychicznie - pozostawię bez komentarza.

Również środowisko pro ana nie pozostało obojętne:

Ale piszę by Was ostrzec. Co za nie rozsądni ludzie tak nagłaśniają naszą sprawę! Dziś, na stronie głównej gazeta.pl było zdjęcie i tekst dotyczący tego artykułu: http://antyproana.blox.pl/2009/06/Jak-rozpoznac-motylka-w-realu.html PO CO?! Pytam po co o tym pisać. Przecież to właśnie w taki sposób coraz więcej dziewczyn rozpoczyna swoją przygodę z aną. Idioci. Mijają się z celem. A będąc już Motylkiem za żadne skarby świata nie chciałoby sie by ktoś Cię kontrolował. Czyli nie pomagają tak naprawdę nikomu. Bądzcie ostrożne:*

Nie wiem co to za nierozsądni ludzie (to pewnie spisek Agory). A po co pisać o tym? Może dlatego, że temat jest ciakawy? A zastanawiając się ile dziewczyn rozpoczyna przygodę z 'aną' po lekturze mojego bloga, proponuję wpierw zastanowić się ile zaczyna czytając blogi podobnego do tego, z którego pochodzi powyższy cytat. Czy mijam się z celem? Pytanie czyim celem? Moim - nie. Chyba nikt nie podejrzewa, że moim zamiarem jest ułatwianie motylkom życia?

Najbardziej spodobały mi się komentarze:

piszą o nas: "podejrzana" !! jak o przestępcy :( a to oni, to inni, to miedia lansują te trendy, to inni gapią się na nasz tłuszcz, krytykują!!!!!!!!!! :( - nie wiedziałam, że jest nas więcej niż jedna ;-) A na poważnie - użyłam sformułowania "podejrzana", żeby nie pisać za każdym razem "osoba, która może mieć zaburzenia odżywiania lub byc zaangażowana w ruch pro ana". Cudzysłów był użyty po to, aby nie traktować tego sformułowania zbyt dosłownie. Za to co lansują media nie jestem w stanie odpowiadać. Też mi się to nie podoba.

Zdenerwował mnie ten artykuł...wrrrr... co komu do tego czy jest się motylkiem czy zapasłym mastodontem! My o siebie dbamy i tyle. - Po co być motylkiem czy mastodontem, kiedy można być człowiekiem? Kwestię "dbania o siebie" pomijam.

"Powodzenia w tropieniu oznak motylizmu"!! i to niby nie jest nagonka?? - no może faktycznie przesadziłam z tym tropieniem, chciałam dodać taki akcent z przymrużeniem oka na końcu notatki, na swoją obronę dodam, że spora część osób po przeczytaniu tego typu tekstu postanowiła sprawdzić w praktyce czy to co napisałam jest prawdą, a były też osoby, które wkręciły się w poszukiwanie motylków na NK niczym rasowi detektywi ;-)

Pojawiły się też głosy w obronie mojego bloga - za co bardzo dziękuję.

Inne ostrzeżenie dotyczące mojego bloga:

Otóż na stronie głównej gazeta.pl zamieszczane są artykuły na temat pro ana typu: np: jak rozpoznać Motylka itd... generalnie jest brane ze strony anty-pro ana: [ www.antyproana.blox.pl ] Po co mieszają się w nasze życie i nasze sprawy, po co wyciągają nas z cienia na światło dzienne? :( my tego nie chcemy :(

Nagłaśniając problem pro ana chcę, aby w życie motylków zaczęli mieszać się ludzie im bliscy. Nie na zasadzie "wtrącania się", ale na zasadzie "kocham i martwię się o moje dziecko/dziewczynę/siostrę/przyjaciólkę". Przykra prawda - nie zawsze dostaje się w życiu to, co się chce i nie zawsze to co się chce jest dla nas najlepsze.

Regularnie przeglądam Internet poszukując artykułów, blogów, czy pojedynczych wpisów o tematyce takiej jak mój blog. W ten sposób trafiłam na kilka artykułów i wpisów na blogach - nazwijmy to delikatnie - mocno zainspirowanych moim blogiem.

Na jednym z portali "kobiecych" już jakiś czas temu ukazał się artykuł, który jest parafrazą kilku notek z tego bloga. Czytając go miałam silne uczucie deja vu, redakcja portalu nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Takie życie.

Ostatnio trafiłam też na bloga, którego autorka skorzystała ze zdjęć i cytatów znalezionych na moim blogu, wraz z moimi komentarzami do nich. Zostawiłam na jej blogu komentarz, prosząc o usunięcie lub zaznaczenie skąd pochodzą te materiały. Blog został ohasłowany.

Zauważyłam też, że na jednym z blogów pro ana autorka wstawiła zdjęcie z mojego bloga, nie mam nic przeciwko, zwłaszcza, że wiele zdjęć nie jest moich. Natomiast uważam, że minimum przyzwoitości nakazuje wrzucić taki obrazek na własny serwer, a nie korzystać z mojego. Dzięki temu miałam jednak unikalną możliwość współtworzenia bloga pro ana. Oto rezultat:

okazja

Wiem, wiem, nie wykazałam się wielką pomysłowością. Może następnym razem ;-)

 

EDIT

Zapomniałam kompletnie pokazać jeszcze jeden obrazek. Znalazłam go w komentarzu na Wykopie. Tytuł: Jak rozpoznać motylka w Realu (uśmiałam się z niego do łez):

 

* - Mogłam Się Powstrzymać Ale Nie Chciałam

14:21, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 20 lipca 2009

W komentarzu do poprzedniej notki Nadi napisała: gdy ogranicza sie jedzenie,fakt na początku wystepuje uczucie głodu, wtedy faktycznie musisz ze sobą walczyć i jeżeli uda Ci się doprowadzić do stanu w którym nie jesz, czy to nie jest akt silnej woli ? Jak to jest z tą silną wolą w przypadku anoreksji i pro ana?

Wielu osobom wydaje się, że anoreksja jest kwintesencją silnej woli. Wydawałoby się, że jedynie silna wola jest w stanie latami zwalczać instynkt samozachowawczy. Wiele osób dotkniętych anoreksją opisuje swoje doznania jako poczucie niezwykłej wewnętrznej siły wyzwalane przez odmawianie sobie jedzenia.

Ja patrzę na to trochę inaczej. Moim zdaniem walczenie z potrzebami własnego organizmu na poziomie biologicznym (pomijam tutaj potrzebę bycia pięknym, bo piękno jest rzeczą względną, a w anoreksji postrzganie piękna jest delikatnie mówiąc wypaczone) nie wynika z silnego charakteru, ale jest efektem choroby.

Satysfakcja wynikająca z niejedzenia daje osobom chorym na anoreksję i zwolenniczkom pro ana poczucie wyższości. I to są odczucia, których bardzo łatwo się trzymać i im ulegać. No właśnie - uleganie takim odczuciom nie jest aktem silnej woli, tylko poddaniem się jednej z bardzo ludzkich słabości - potrzebie bycia lepszym niż reszta. Idźmy dalej - władza i kontrola - nad własnym ciałem i najbliższym otoczeniem, to równie często sposób w jaki osoby z anoreksją opisują swoje doznania. A przecież wiadomo, że władza potrafi być jak narkotyk. Czy kurczowe trzymanie się tej władzy jest objawem silnej woli czy uleganiem potrzebie kontroli? Zwłaszcza, że ta kontrola i władza w anoreksji są tylko złudzeniami.

Osoby, które decydują się na dietę w stylu pro ana twierdząc, że jest to oznaka silnej woli w rzeczywistości pokazują, że brak im cierpliwości, aby schudnąć w sposób racjonalny. Przecież łatwiej jest nie jeść nic, niż na spokojnie przyjrzeć się własnej diecie i odpowiednio ją zmienić. O ile trudniejsze jest wprowadzenie w swoim życiu trwałych zmian eliminując przyczyny, dla których pojawiła się nadwaga. I wreszcie czy uleganie presji kultury lansującej chudość jako synonim sukcesu również nie świadczy raczej o braku silnej woli niż o jej posiadaniu?

Przecież silna wola jako cecha charakteru oznacza taką postawę, która pozwala na pokonywanie własnych słabości i ograniczeń, na działanie wbrew okolicznościom, a przede wszystkim nie ogranicza się tylko do jednej dziedziny życia. W anoreksji osoba chora nie pokonuje własnych słabości, bo potrzeba jedzenia nie jest słabością, tylko normalnym aspektem funkcjonowania każdego zwierzęcia. Gdzie jest ta silna wola anorektyczek gdy przychodzi moment gdy zdecydują się na leczenie? Dlaczego tak jak wcześniej odmawiały sobie jedzenia, katowały się ćwiczeniami, ich silna wola nie pomaga im zacząć normalnie jeść? Gdyby to rzeczywiście była silna wola czy nie powinna działać w obie strony?

Każdej anorektyczce i każdemu motylkowi opowiadającym o tym jak silne czują się dzięki anoreksji mam do powiedzenia jedno - pokażcie tą siłę lecząc się i normalnie jedząc.

kaktusy na pustyni

niedziela, 19 lipca 2009

Dość często na blogach pro ana pojawiają się wypowiedzi typu: Nie udało mi się. Nie wytrzymałam nawet do soboty. Poprostu nagle, pod wpływem impulsu weszłam do kuchni i zaczęłam jeść wszystko co mi się nawinęło pod rękę. Równie często zrozpaczone motylki okazują swoją dezorientację i rozpacz, bo jedząc niewiele nie chudną. Dlaczego tak się dzieje?

Istnieje ciekawa teoria nazywana teorią punktu wyjściowego (set point theory). Jest oparta na założeniu, że każdy z nas ma zakodowaną w genach swoją "idealną wagę". Brzmi to sensownie. Skoro o wzroście człowieka decydują geny, więc jest bardzo prawdopodobne, że dotyczy to także wagi. Tak jak są ludzie o wysokim, średnim i niskim wzroście, zatem należałoby oczekiwać pewnego zróżnicowania co do masy ciała.

Wg teorii punktu wyjściowego istnieje szereg mechanizmów kontroli, których zadaniem jest utrzymanie "idealnej wagi". Po pierwsze tempo metabolizmu, które w przypadku jedzenia zbyt małej liczby kalorii zwalnia, aby podtrzymać wagę wyjściową. Dlatego przy restrykcyjnym ograniczeniu jedzenia dużo szybciej chudną osoby, które mają znaczną nadwagę, niż te, które są dość blisko swojej genetycznej masy ciała. Drugim mechanizmem, który stoi na straży "wagi idealnej" jest odczucie głodu. Im bardziej ktoś spada poniżej "wagi idealnej", tym silniej odczuwa głód.

W teori tej głód jest postrzegany nie tylko jako uczucie ssania w żołądku. To także zwiększona ilość myśli dotyczących jedzenia. Brzmi to wiargodnie - podejrzewam, że wiele osób było w sytuacji, w której będąc głodnymi mieli przed oczami rozmaite pyszności, a nawet obserwowało wzrost czułości zmysłu powonienia wyłapując z otoczenia zapachy, z których istnienia nie zdawaliby sobie sprawy, gdyby nie głód.

Tak więc walka o utrzymanie masy ciała poniżej genetycznej "wagi idealnej" to nieustanna, i często z góry skazana na przegraną bitwa z tymi dwoma mechanizmami. Osoby wyznające zasady pro ana często stosują diety typu Ana Boot Camp, które mają na celu "oszukanie" metabolizmu. W większości przypadków zasady diety są łamane z powodu drugiego mechanizmu ochronnego - odczuwania głodu, pojawiania się obsesyjnych myśli dotyczących jedzenia. A to z kolei prowadzi to napadów objadania się. Takie balansowanie pomiędzy odczuciem głodu i obsesyjnymi myślami o jedzeniu, a napadami obżarstwa prowadzi do utrwalania się zaburzonego jedzenia, przede wszystkim bulimii i binge eating.

Skoro każdy z nas ma genetycznie określoną masę ciała i jest wyposażony w mechanizmy, które mają na celu podtrzymanie tej wagi, to skąd otyłość, niedowaga, skąd zaburzenia odżywiania? Po pierwsze rozmaite dolegliwości somatyczne (np. zaburzenia hormonalne czy metaboliczne), po drugie - rozmaite problemy psychiczne (np. te obserwowane w przypadku zaburzeń odżywiania).

Czy teoria ta jest prawdziwa? Na pewno wyjaśnia to przeklęte uczucie nieodpartego głodu opisywanego przez motylki. W tym miejscu należy podkreślić, że pokonanie mechanizmu odczuwania głodu takie jak np. w anoreksji restrykcyjnej nie jest wcale objawem silnej woli. U takich osób badania obrazowe mózgu (wykonane np. techniką PET) pokazują znaczne zmiany funkcjonowania ośrodków mózgowych - głównie ośrodka kary i nagrody, ale także regulacji głodu. Zatem nie silna wola, ale dysfunkcja czynności mózgu jest powodem, dla którego są osoby zdolne do zejścia do BMI na poziomie 10-13. Oczywiście dysfunkcja mózgu brzmi zdecydowanie mniej dystyngowanie niż silna wola, a już na pewno nie pasuje tak dobrze do filozofii pro ana, ale cóż... Nikt nie twierdzi, że życie jest sprawiedliwe ;-)

set point theory

obrazek pochodzi ze strony
http://www.cci.health.wa.gov.au

czwartek, 16 lipca 2009

Nie poddałam się, moje ciało nadal należy do mnie, ja nim rządzę, ja je karcę i nagradzam. Jest moje, tylko moje. Nawet jeśli boli, to przecież mój ból. I nikt inny nie ma do niego prawa.

Powyższe zdanie pochodzi z bloga pro ana. Jest to kwintesencja jednej z fundamentalnych zasad tej filozofii - cokolwiek robimy, to dotyczy nas i nikomu nic do tego. Czy rzeczywiście?

Nie wiem czy ktokolwiek z was oglądał choć jeden z odcinków programu Interwencja (sporo odcinków można znaleźć na youtube). Bohaterami programu są ludzie uzależnieni i ich rodziny i przyjaciele. Schemat jest taki: pokazany jest typowy dzień bohatera/bohaterki danego odcinka, następnie jest opowiedziana historia jego/jej uzależnienia, i na końcu konfrontacja z najbliższymi pod okiem specjalisty terapeuty uzależnień. Celem tych konfrontacji jest skłonienie danej osoby do podjęcia leczenia, a jej kluczowym elementem jest odczytanie przez najbliższych osoby uzależnionej w jaki sposób uzależnienie wpływa na ich życie. Kilka odcinków było poświęconych osobom z zaburzeniami odżywiania (anoreksja, bulimia, ale także binge eating i inne nieokreślone). Najbardziej poruszającym mnie elementem programu jest zawsze nieświadomość uzależnionych (czasem jest to zaskoczenie, a czasem prawdziwy szok), że poddając się nałogowi wywierają wpływ na innych.

Do czego zmierzam - każde nasze zachowanie, i dobre, i złe, w takiej czy innej formie wpływa na ludzi z naszego najbliższego otoczenia. Swoją postawą stajemy się przykładem dla innych, nasze cierpienie i ból wywołują emocje u ludzi, którym zależy na nas. I zaburzenia odzywiania nie są tutaj wyjątkiem.

Czy młoda mama, która dziennie nie przekracza 300kcal powinna dziwić się, że jej kilkuletnia córka odmawia jedzenia "bo mamusia nic je"?

Czy rodzice nastolatki na skraju wyczerpania fizycznego powinni ponosić konsekwencje jej "dbania o własne ciało"?

Czy skrywając swoje problemy i w samotności karząc się, nie odbiera się najbliższym prawa do niesienia pomocy?

Nikt z nas nie żyje na wyspie bezludnej, więc twierdzenie, że "to moje ciało i zrobię z nim co chcę" jest przykładem nie tylko egoizmu, ale też krótkowzroczności. Jak często osoby dotknięte zaburzeniami odżywiania decydują się na leczenie pod wpływem sytuacji kryzysowych - bo ciało odmówiło posłuszeństwa, bo ból i depresja doprowadziły do nieudanej próby samobójczej, bo okazało się, że wszystkie zęby nadają się właściwie do wymiany, itd. I gdy nadchodzi taki moment, to nagle okazuje się jak wielką krzywdę taka osoba wyrządziła nie tylko sobie, ale też najbliższym, przyjaciołom, osobom, które teoretycznie nie zdawały sobie sprawy z całej sytuacji.

Kto z nas może z całkowicie czystym sumieniem przyznać, że jego działania nie mają wpływu na innych?

water drop

22:22, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 13 lipca 2009

Ten wpis jest kontynuacją tej oto notki.

Jak zwykle podkreślam, że wymienione przeze mnie punkty należy traktować jako wskazówki, oraz że spełnienie pojedynczych warunków nie świadczy o niczym. Im więcej obserwacji pokrywa się z tymi wskazówkami - tym większe powody do niepokoju, ale wciąż nie można mówić o całkowitej pewności, że dana osoba należy do pro ana.

Kolejna ważna uwaga - opisuję zachowania charakterystyczne dla motylków, a nie dla anorektyczek. Część zachowań będzie na pewno podobna, ale te dwa pojęcia nie są tożsame. Dlatego np. obserwowanie szeregu niepokojących zachowań u osoby, która "wygląda normalnie" nie powinno być bagatelizowane, tylko dlatego, że dana dziewczyna nie jest wychudzona.

15. Wiele motylków jako thinspiracje traktuje wszelkie publikacje, książki filmy poświęcone osobom z zaburzeniami odżywiania, przede wszystkim anoreksją. I nie chodzi tutaj tylko o teksty pro ana, ale również liczne pozycje, które zostały napisane, aby ostrzegać jak destrukcyjne są zaburzenia odżywiania. Wzrost zainteresowania tego typu materiałami jest kolejnym znakiem ostrzegawczym.

16. Przy dłuższej głodówce dana osoba odczuwa zimno, nawet w czasie upalnego lata. Tak, więc oznakami ostrzegawczymi mogą być różne zachowania w celu dogrzania się - dodatkowa odzież, spanie pod dodatkowym kocem itp.

17. Unikanie wszelkich okazji towarzyskich związanych z jedzeniem - wypad ze znajomymi na pizzę, spotkanie przy grillu, imieniny cioci, Wigilia itd. Preteksty, aby wymigać się od tego typu spotkań mogą być przeróżne - od symulowania złego samopoczucia, przez nadmiar obowiązków w szkole czy pracy do prowokowania kłótni, aby móc w spokoju obrazić się i zamknąć w swoim pokoju.

ćma

22:31, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (14) »
czwartek, 09 lipca 2009

Na początku czerwca pojawiły się liczne artykuły zapowiadające zmiany podstawy programowej dla nauczania biologii. Na lekcjach mają pojawić się bloki tematyczne o tym, jak zapobiegać chorobom i żyć zdrowo (źródło). W dalszej części artykułu można przeczytać, że uczniowie nauczą się liczyć kalorie i określać potrzeby energetyczne organizmu. Usłyszą też w szkole o przyczynach i skutkach zaburzeń odżywiania: bulimii, anoreksji, otyłości.

Sądząc po tym jak wiele mitów odnośnie anoreksji i bulimii krąży wśród młodych ludzi, jak wielu z nich dobrowolnie eksperymentuje z ekstremalnymi dietami, rzeczywiście istnieje potrzeba, aby dokształcić polskich uczniów w tematyce ED (eating disorders - zaburzenia odżywiania).

Pomysły na lekcje

Przejrzałam kilkanaście propozycji scenariuszy lekacji poruszających tematykę zaburzeń odżywiania opracowanych przez nauczycieli. Oto moje spostrzeżenia:

  • spłycenie przyczyn zaburzeń odżywiania do problemów z postrzeganiem i akceptacją własnego wyglądu, nadmiernej wrażliwości na krytykę otoczenia;
  • żaden z konspektów nie wspominał ani słowem o tym, że istnieją dane naukowe wskazujące biologiczne podłoże zaburzeń odżywiania;
  • o rodzinnym aspekcie choroby wspominano właściwie tylko przy okazji wymieniania terapii rodzinnej jako jednego z głównych sposobów leczenia;
  • jako materiały do lekcji proponowano wykorzystanie historii dziewcząt chorych na anoreksję opublikowanych w kolorowych magazynach lub blogach pro ana.

Wątpliwości

Uważam, że pokazywanie uczniom zaburzeń odżywiania jak problemów wynikających z niskiej samooceny, podatności na krytykę i nadmiernego przywiązywania wagi do wyglądu jest trochę nieodpowiedzialne. Mam wrażenie, że w ten właśnie sposób umacnia się stereotyp anoreksji i bulimii jako zaburzeń próżnych, egoistycznych i rozpuszczonych dziewczyn. Dlaczego np. nie wspomina się o tym, że brak odpowiedniego wsparcia psychologicznego dla dziecka, które padło ofiarą przemocy seksualnej jest dość często czynnikiem wyzwalającym zaburzone jedzenie? Mam nadzieję, że nie dlatego, że tematy nawiązujące do seksu są zbyt niewygodne.

Wykorzystanie fragmentów blogów pro ana jako materiałów do lekcji o zaburzeniach odżywiania, i to fragmentów przedstawiających raczej zachowania bulimiczne (prowokowanie wymiotów, napady obżarstwa, nadużywanie środków przeczyszczających) również kreuje nieco wypaczony obraz anoreksji. Skoro są pomysły, aby prezentować uczniom na lekcjach "dekalog pro ana", dlaczego przy tym nie wspomina się co to jest pro ana?

Po co to wszystko?

Zastanawia mnie czemu ma służyć mówienie o anoreksji i bulimii na lekcjach biologii?

Jeżeli celem jest profilaktyka - to czy nie należałoby dokształcić przede wszystkim rodziców? Przecież to głównie rodzice kształtują w jaki sposób odżywia się młody człowiek, to podejście rodziców do wyglądu zewnętrznego, do odchudzania wpływa na to w jaki sposób te sprawy traktują dzieci.

Jeżeli celem jest zwiększenie świadomości czym są zaburzenia odżywiania - to czy nie należałoby omawiać wszystkich aspektów tych chorób, zamiast sprowadzać je problemów urody i postrzegania własnego ciała?

Jeżeli celem jest pomoc uczniom narażonym lub już chorującym na zaburzenia odzywiania - czy nie należałoby poświęcić znacznej uwagi temu w jaki sposób można wyłapać objawy choroby, w jaki sposób rozmawiać na ten temat, aby wspierać chore koleżanki czy rodzeństwo? Do kogo w razie czego można zwrócić się o pomoc?

Temat jest trudny z kilku powodów. Po pierwsze trzeba dopasować przekazywane informacje do odbiorców - trochę ciężko jest rozmawiać np. z uczniami szkoły podstawowej o psychologii i problemach psychicznych. Wiadmo, że lekcje w jakiś sposób ograniczają zasób przekazywanych informacji - jak przez to nie tworzyć wypaczonego obrazu anoreksji, bulimii i innych zaburzeń odżywiania? Po drugie - dobrze byłoby zacząć edukację od nauczycieli i rodziców, gdyż niestety wiele osób ma bardzo jednostronne spojrzenie na to czym są zaburzenia odżywiania. Ostatnio skontaktowałam się z kilkoma organizacjami, które w swojej ofercie mają różnego rodzaju warsztaty i zajęcia dla nauczycieli, pytając o propozycje zajęć dla nauczycieli o tematyce zaburzeń odzywiania właśnie. Wszystkie odpowiedzi sprowadzały się do: "nie mamy i w najbliższym czasie nie planujemy".

Nie chciałabym, aby pomysł ten podzielił los projektów dot. wychowania seksualnego. Temat zaburzeń odżywiania jest jak najbardziej godny uwagi, jest także delikatny. Bo przecież mówiąc o zaburzeniach odżywiania nie sposób moim zdaniem pominąć problemy takie jak patologiczne więzi rodzinne, wspomniane wcześniej molestowanie seksualne, a także psychiczne, oraz problem szacunku dla osób cierpiących na zaburzenia psychiczne i dla ludzi w ogóle.

Może zechcecie podzielić się swoimi pomysłami jak powinny wyglądać lekcje poświęcone zaburzeniom odżywiania? Może ktoś z czytelników bloga miał takie lekcje w szkole i podzieli się wrażeniami? Może odezwie się ktoś z nauczycieli - na pewno nie opisałam wszystkich problemów związanych z tą tematyką. Liczę też na opinie osób, które same chorują na zaburzenia odżywiania, lub chorują ich najbliższe osoby - co nastolatki powinny wiedzieć o zaburzeniach odżywiania. Zapraszam do wymiany opinii.

szkoła

poniedziałek, 06 lipca 2009

Wydaje mi się, że w zrozumieniu czym jest pro ana może być pomocne spojrzenie na ten ruch z perspektywy czasowej. Od czego to się zaczęło, jak się zmieniało i jak te zmiany wpłynęły na obecny wizerunek pro ana. Na początku chcę zaznaczyć, że wszystkie informacje, które dotyczą tematyki dzisiejszej notki pochodzą ze stron pro ana, oraz osób związanych z tym ruchem. W związku z tym trzeba spojrzeć na nie z pewnym dystansem, ponieważ jedną z cech pro ana, która pozostaje w zasadzie niezmienna jest niedostrzeganie tego, że nawet w najbardziej szlachetnym wydaniu pro ana może mieć negatywny wpływ na młodych ludzi.

Pierwsza fala

Najstarsze i największe angielskojęzyczne portale pro ana podają zgodnie, że pierwsza fala stron o tej tematyce pojawiła się w 2001 roku "po to, aby osoby cierpiące na anoreksję, mogły kontaktować się ze sobą i nie musiały cierpieć w samotności". Szlachetna idea, która doprowadziła do powstanie stron (praktycznie żadna z nich dzisiaj już nie istnieje) typu Starving for perfection (głodzenie się dla perfekcji). Strony te zawierały thinspiracje, porady dotyczące odchudzania, ukrywania niejedzenia, a także dbania o ciało, aby negatywne efekty głodówki pojawiały się jak najpóźniej. Do tego dochodziły oczywiście fora dyskusyjne pozwalające na wymianę informacji tego typu.

Oto przykładowa deklaracja na temat tego jaki jest cel pro ana, pochodząca z jednej ze stron, która deklaruje kontynuowanie tradycji pierwszej fali: Pro ana pozwala osobom z zaburzeniami odżywiania podążanie ich własną drogą w pokoju i miłości, w społeczności, która troszczy się i pomaga zyskać samoakceptację, aby nie wstydzić się kim i czym są. Społeczność ta, jako jedyna w internecie, oferuje prawdziwą i pełną akceptację. Pro ana nie jest kultem, nie zachęcamy nikogo do rozwijania zaburzeń odżywiania, nie zachęcamy do działań, które mogą grozić śmiercią, oraz stajemy przeciw nietolerancji względem osób z zaburzeniami odżywiania. To co robimy to po prostu stworzenie bezpiecznego miejsca dla ludzi, aby mogli tu przyjść i być sobą. Nie ma nic wstydliwego, ani złego w byciu osobą, która ma zaburzenia odżywiania. Zło to wszystko to, co powoduje zaburzenia odżywiania. Tym pro ana różni się od organizacji propagujących leczenie zaburzeń odżywiania, że oni sprawiają, że ludzie czują się jak śmieci i tworzą niezdrową konkurencję kto pierwszy wyzdrowieje. My sprawimy, że poczujesz się jak w domu, a na leczenie zdecydujesz się wtedy, gdy będziesz gotowy.

Ja odbieram powyższą deklarację jako psychomanipulację godną prawdziwej sekty. Psychomanipulację obliczoną nie na zdobycie jak największej ilości nowych człnków, ale raczej na przekonanie samych siebie, że z zaburzeniami odżywiania można normalnie i szczęśliwie żyć. "Podążanie własną drogą" czyli tkwienie w zaburzonym jedzeniu, zaburzonym postrzeganiu siebie. Akceptacja zaburzonego jedzenia ze strony innych powoduje podobnie jak w przypadku uzależnień, że chora osoba ma wygodę, tworzy pewną równowagę wokół swojej choroby, nie musi stawiać czoła konsekwencjom swojego postępowania. Brak tolerancji dla zaburzeń odżywiania nie polega na tym, żeby wyśmiewać czy poniżać osoby, które taki problem mają, polega na tym, żeby nie pozwolić im tkwić w bezpiecznym i szczelnym kokonie, i zmobilizować je do zmian. Cała sztuka polega na tym, żeby zrobić to jak najszybciej, ponieważ im dłużej trwa zaburzone jedzenie, tym trudniejsze jest leczenie, tym poważniejsze są konsekwencje fizyczne, i tym gorsze są rokowania.

Druga fala

Organizacje zajmujące się propagowaniem leczenia zaburzeń odżywiania dość szybko zaczęły interweniować doprowadzając do zamknięcia stron pro ana pierwszej fali. Był to krok nieprzemyślany ponieważ na miejsce jednej zamkniętej pojawiało się kilka nowych. Poza tym ruch pro ana zyskał rozgłos, który zwabił wiele nowych osób. Wiele z nich nie miało zaburzeń odżywiania, ale pragnęło po prostu schudnąć. W ten sposób ruch pro ana został zdominowany przez wannarexics. Społeczności, które powstały wraz z pierwszą falą w wielu przypadkach zeszły do podziemia, aby uchronić się przed napływem niedojrzałych emocjonalnie osób, które zanosiły błagania "Jeżeli nie schudnę, nie mam po co żyć. Błagam pomóżcie mi znaleźć mi Anę". W internecie widoczne stały się przede wszystkim portale, fora i blogi tworzone w głównej mierze przez wannarexics. To na tej fali skrystalizowała się ideologia pod tytułem "Anoreksja jest stylem życia, a nie chorobą".

Warto tutaj wspomnieć, że społeczności identyfikujące się z ideologią pierwszej fali w rozgłosie wokół pro ana dopatrują się jednej pozytywnej rzeczy - w ten oto sposób zaczęto głośno mówić o "równych prawach anorektyczek i bulimiczek" (analogicznie do równouprawnienia rasowego czy płciowego). Ja postrzegam to w ten sposób - osoby z zaburzeniami odżywiania chciałyby, aby pozwolono im funkcjonować w społeczeństwie, tak jak każdemu innemu człowiekowi i nie być z każdej możliwej strony namawianymi, nagabywanymi czy zmuszanymi do leczenia.

Ewolucja

Osoby związane ze społecznościami pierwszej fali od samego początku odcinały się od wannarexics. Powodów było kilka. Po pierwsze tworzenie rozgłosu, przez co społeczności pro ana były i są narażone na krytykę, wszelkiego rodzaju internetowych frustratów siejących nienawiść, oskarżenia o propagowanie zaburzeń odżywiania. Oprócz tego wiele z nich zdecydowała się leczyć. Aby ograniczyć napływ wannarexics, zaczęto stosować najprostszy z możliwych chwyt: na stronach pro ana eksponowano informacje o negatywnych konsekwencjach zaburzeń odżywiania, o leczeniu, o tym dlaczego nie warto angażować się w pro ana. Wprowadzano bardzo restrykcyjne metody weryfikacji nowych członków portali. I wreszcie praktycznie na każdym portalu pojawiły się disclaimers ostrzegające przed zawartością strony. Oryginalna treść - czyli thinspiracje, porady i triki były sprytnie chowane w bogatym menu lub dyskutowane na zamkniętych forach.

Teraźniejszość

Obecnie w internecie funkcjonują społeczności pro ana, które można zaliczyć do trzech kategorii (oczywiście granice pomiędzy nimi są dość płynne, jednak ten podział daje pewien pogląd na to jak wygląda obecnie pro ana):

1. Najbardziej fanatyczne, oparte na założeniu, że anoreksja nie jest chorobą, ale stylem życia. W tego typu społecznościach anoreksja i bulima są personifikowane, często mają religijną oprawę. Jednym z elementów tej filozofii jest pewna otwartość - spora część tego typu stron nie ma ograniczeń dla osób z zewnątrz, jako, że jednym z celów tego odłamu jest propagowanie zaburzeń odżywiania jako dobrowolnie wybranych stylów życia.

2. Umiarkowane - działające raczej na rzecz "akcpetacji zaburzeń odżywiania", niż aktywnej promocji tych zaburzeń. Pod pojęciem akceptacja należy tutaj rozumieć "prowadzenie normalnego i szczęśliwego życia mając zaburzenia odżywiania". Nie odrzucają one idei leczenia, odrzucają wspieranie rozwijania anoreksji. Na portalach tych społeczności znaleźć można thinspiracje, różnego rodzaju porady (i takie jak schudnąć, i takie jak wytrwać w czasie leczenia), to z tych społeczności pochodzą popularne "listy do Any" i "listy od Any". Tego typu społeczności są zwykle najbardziej zamknięte i trudno dostępne dla osób z zewnątrz.

3. Społeczności, które wyewoluowały z pro ana, propagujące informacje na temat zaburzeń odżywiania, ich konsekwencji i leczenia. Ich celem jest także rozwiewanie mitów i przesądów dotyczących zaburzeń odżywiania funkcjonujących w społeczeństwie. Na stronach tego typu używanie spersonifikowanych nazw anoreksji i bulimii - "ana" i "mia", i innych typowych dla pozostałych odłamów pro ana sformułowań ma służyć "zbudowaniu bardziej przyjaznej atmosfery".

~~~

Jak widać pro ana ma wiele twarzy. Ponieważ ten wpis i tak jest dość długi, więc bardziej osobiste spojrzenie na temat różnych frakcji ruchu pro ana opiszę przy innej okazji.

W  niedługim czasie mam zamiar opisać także jak wyglądają relacje pomiędzy różnymi odłamami pro ana, jak odnoszą się do siebie poszczególne frakcje, oraz gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla organizacji i fundacji zajmujących się tematyką zaburzeń odżywiania.

stare w nowym

Tagi: pro ana
12:53, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii