poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Święto blogerów, które każdy obchodzący je bloger powinien uczcić notką polecającą 5 jego ulubionych blogów.

Mam więcej niż 5 ulubionych blogów, regularnie zaglądam na kilkadziesiąt (pomijając oczywiście blogi pro ana), więc był to trudny wybór.

(Kolejność niezobowiązująca)

O modzie subiektywnie

Nie znam się na modzie, nie mam hopla na punkcie ciuchów, stylizacji i trendów, ale bardzo lubię czytać to co Harel ma do powiedzenia. Podoba mi się jej poczucie humoru i lekki styl. Jest więcej szafiarskich/modowych blogów, które odwiedzam (Szafa sztywniary, Szafiareczka, Vintage Girl, Pani Mruk, Chic and Cheap, Baglady, Aneczkowy świat, Aifowy, Wybieg Kary, Banana i pewnie kilka innych, o których zapomniałam:|), ale do Harel mam sentyment ;)


Blog Sophersa

Czytam nie tylko z sentymentu (Sophersa znam wirtualnie od ładnych paru lat), ale również ze względu na tematykę. Sophers jest psychologiem, więc znaczna część jego wpisów dotyczy pracy psychologa/terapeuty, ale także o bieżących wydarzeniach.

 

Dylematy filolożki

Ponieważ wiem, że mam skłonność do głupich błędów (wstydzę się tego), a chciałabym pisać poprawnie, więc Dylematy są dla mnie wielkim wsparciem. Krótkie notki napisane są z wdziękiem i humorem, a przy okazji niezwykle pożyteczne. Poprawna polszczyzna często bywa oczywistością dla jednych, przeżytkiem dla drugich, a Dylematy przypominają o tym, że Polacy nie gęsi...

 

Grey Thinking (ENG)

Blog o zaburzeniach odżywiania, świetne źródło informacji, ale również miejsce pełne refleksji autorki, samej zmagającej się z ED. Takich blogów anglojęzycznych jest wiele, ale Grey Thinking jest wyjątkowy, ponieważ napisany jest nie poetycko, nie opiera się tylko na emocjach, ale raczej na analizie rzeczywistości i własnych przeżyć. Tak jak większość blogów o tej tematyce odbieram jako wytwór umysłów o zdolnościach humanistycznych, to Grey Thinking jest relacją ze strony osoby o umyśle ścisłym (nie znaczy to, że to coś lepszego, tylko bardziej unikalnego).

 

Ale wkoło jest wesoło

Fascynuje mnie autorka tego bloga - mimo, że nie podzielam wszystkich jej pasji i zainteresowań, w sumie punktów wspólnych mamy niewiele, również gust i poczucie humoru są diametralnie różne, ale podziwiam ją za pogodę ducha, za ciekawość świata, za kronikarską skrupulatność, za konsekwencję, za otwartość.

 

I w tym momencie żałuję, że tradycja BlogDay ogranicza mnie do 5 ulubionych blogów, bo chciałabym wspomnieć o wielu innych, tych które goszczą w zakładkach na tym blogu i nie tylko, ale kim ja jestem, aby walczyć z tradycją ;-)

Dziś obrazek od czapy, aby zakończyć optymistycznym akcentem (znaleziony na MissCellania.com - świetny blog BTW;-):

16:42, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 sierpnia 2009

Na początku chcę przeprosić za to, że ostatnie notki pojawiały się dość rzadko i nieregularnie. Jedną z przyczyn była praca nad nowym projektem internetowym, który otrzymał nazwę Podaj dalej! Projekt ten powstał we współpracy z kilkoma wspaniałymi osobami z forum portalu mam eFkę.

Ale o co chodzi?

Podaj dalej ma być odpowiedzią na narzekanie, że media lansują chudość jako synonim piękna, że aby być kobiecą, trzeba posiadać określone gadżety, być na diecie itd. Chcemy pokazać, że jest wiele osób, które zmagają się z zaakceptowaniem siebie, że jest wiele osób, które osiągnęły sukces, są pewne siebie i atrakcyjne, pomimo tego, że ich wygląd odbiega od medialnych standardów. Chcemy pokazać, że są osoby, które cenią inne wartości niż fizyczna atrakcyjność.

Z mojej strony mogę dodać, że  samo pisanie o braku akceptacji (bo przecież pro ana to jedna z wielu form radzenia sobie z brakiem akcpetacji własnej osoby) to jedna rzecz, a aktywne działanie to druga. Zamiast narzekać na to, że "to wszystko wina mediów/szkoły/środowiska" chciałabym spróbować coś zrobić, aby ten stan rzeczy zmienić. Nawet jeżeli ta różnica będzie niewielka, to zawsze będzie to krok w dobrą stronę :-)

Strona Podaj dalej! będzie systematycznie rozwijana, mam nadzieję, że nasza Drużyna powiększy się o nowe osoby. Jesteśmy otwarci na pomysły, sugestie, konstruktywną krytykę. Jesteśmy pełni optymizmu i nadziei, że znajdziemy ludzi chętnych to włączenia się do tej małej rewolucji.

podaj dalej

20:21, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (13) »
czwartek, 27 sierpnia 2009

Dwa dni temu w portalu Newsweek.pl ukazał się artykuł Sekta anorektyczek działa w sieci autorstwa Jolanty Molińskiej. Tekst ten prezentuje najbardziej ograniczone i wypaczone podejście do tematu pro ana z jakim zdarzyło mi się spotkać.

Przede wszystkim zdaniem pani Molińskiej pro ana to "sekta anorektyczek". Już kiedyś pisałam o pro ana jako o sekcie, pewne aspekty rzeczywiście są wspólne dla obu tych zjawisk. Z drugiej strony - słowo sekta nie uwzględnia pewnych cech pro ana, które moim zdaniem są dość istotne. Np. różnice pomiędzy poszczególnymi społecznościami - pro ana nie tworzy zwartej i jednorodnej grupy prowadzonej przez silnego i charyzmatycznego lidera. Poszczególne społeczności różnią się między sobą w wielu sprawach począwszy od tego czym jest dla nich anoreksja, a skończywszy na jawności działania.

W artykule pani Jolanta Molińska przytacza wypowiedzi psychologa Agnieszki Rynkiewicz, która w podobny sposób upraszcza opis pro ana. Nie trzeba być psychologiem, żeby w wypowiedziach na forach i blogach pro ana dostrzec, że wiele z tych dziewczyn wykazuje zachowania typowe dla bulimii, a nie anoreksji. Sprowadzanie pro ana do anorektyczek szukających podobnych im osób całkowicie pomija tą grupę dziewczyn, które traktują pro ana po prostu jako dietę, wiele z nich nie miało i nie będzie mieć zaburzeń odżywiania, ale ich liczba pokazuje jedną rzecz - że niska samoocena, problemy z akceptacją własnego ciała połączone z idealizowaniem chudości są poważnym problemem wśród młodych ludzi.

Pani Agnieszka Rynkiewicz podaje także rozwiązanie problemu pro ana - blokowanie stron o takiej tematyce. Moim zdaniem nie rozwiąże to problemu z kilku powodów. Po pierwsze zawsze znajdzie się jakiś sposób, aby zaistnieć w sieci (tak jak istnieją strony o tematyce niezgodnej z prawem - faszystowskie czy pedofilskie). Społeczności pro ana zejdą do podziemia, ale nadal będą funkcjonować, w takiej lub innej formie. Po drugie - zamknięcie takich stron nie rozwiąże problemów dziewczyn, które są lub będą się identyfikować z pro ana. Po trzecie - Internet nie znosi próżni - kto zagwarantuje, że wyeliminowanie pro ana, bez zaoferowania jakiejkolwiek alternatywy nie spowoduje pojawienie się jakiejś nowej destrukcyjnej ideologii?

I na koniec - czemu ma służyć zamieszczony jako ilustracja artykułu filmik z thinspiracjami? Moim zdaniem nie wnosi nic do artykułu, a jest tylko bezmyślnym powieleniem treści, które zarówno autorka artykułu jak i cytowana przez nią psycholog uznają za szkodliwe.

Ograniczenie i krótkowzroczność artykułu pani Molińskiej świadczą o tym, że nie tylko nie przygotowała się merytorycznie do napisania tego artykułu, ale zrobiła z pro ana tanią sensację.

W całym tym zamieszaniu widzę jedną pozytywną rzecz. Od tej chwili gdy ktokolwiek zacznie zarzucać mi ograniczony punkt widzenia, brak wiedzy, bezmyślność, krótkowzroczność, spłycanie tematu i szukanie na siłę sensacji, będę mogła odesłać taką osobę do Newsweeka i artykułu pani Molińskiej.

wtorek, 25 sierpnia 2009

My tylko spełniamy nasze marzenia - to zdanie dość często pojawia się na blogach pro ana. O czym marzą motylki? Bo przecież chudość jest dla nich tylko półśrodkiem do wielu innych celów.

 

Jednak jest jedna rzecz dla której warto walczyć.
CHUDOŚĆ udownodnie wszystkim WSZYSTKIM JAKA JESTEM !!!

~~~

Chyba nie będę oryginalna. Jak większość dziewczyn marzę o pięknym ciele. Nie ważne co było kiedyś, ważne co jest teraz. Chcę żeby teraz było idealnie, chcę mieć kontrolę nad własnym ciałem. Chcę być perfekcyjna. Chcę należeć do Any.

~~~

będziemy walczyły o swoje marzenia do upadłego!
czemu jakieś głupie żarcie ma stanąć mi na drodze do szczęścia?!

~~~

A od następnego poniedziałku ruszam pełną parą, żeby jeszcze coś zrzucić przed rokiem szkolnym i olśnić kilka ,,Barbie,, z mojej dawnej klasy. Niech się poczują gorsze i zazdroszczą. Do tego właśnie zmierzam.

~~~

Prawda jest taka że znowu powróciłam do tego piekła.
żeby znowu poczuć...
kontrolę
nie umiem tego nazwać.
ale jest to smak zwycięstwa. nad sobą. nad swoimi żądzami.

~~~

Osiągniemy to o co marzymy...
Życie stanie się dla nas bajką...a nie koszmarem..
Będziemy się śmiać z tych co kiedyś się z nas śmiali...
Wtedy to my będziemy górą...bo osiągniemy to co dla nich było by niemożliwe...
będziemy MOTYLAMI!!...

~~~

Gdzieś we współczesnym świecie narodził się mit, że chudość to kontrola, lepsze życie, lepsza pozycja towarzyska, recepta na sukcesy zawodowe, remedium na wszelkie problemy z rodzicami i bliskimi osobami. Nadzieja na uzyskanie tego wszystkiego drogą odchudzania bez względu na koszty jest nadzieją fałszywą. Nikt, ani nic, nie jest w stanie zagwarantować, że odchudzanie spełni te marzenia. Pro ana to nic innego jak chowanie swoich frustracji, porażek i fantazji o byciu kimś innym pod przykrywką ideologii perfekcji i doskonałości, zamiast zmierzenie się z nimi twarzą w twarz.

jednorożec

Tagi: cytaty
17:56, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 sierpnia 2009

W jednym z komentarzy padło pytanie "Skąd się biorą motylki? Co je motywuje?". Są to trudne pytania, nie wiem czy jest możliwe wyjaśnienie tego w prosty i krótki sposób.

Przede wszystkim należy uwzględnić fakt, że zwolenniczki pro ana są bardzo różne - są takie, które mają zaburzenia odżywiania i akceptują ten fakt, a nawet czerpią z tego siłę i satysfakcję, są takie, które mają zaburzenia odżywiania, nie jest im z tym dobrze, ale nie wierzą, że wyzdrowienie jest możliwe, są takie, dla których pro ana to styl życia polegający na odchudzaniu w bardziej lub mniej ekstremalny sposób.

Nie będę tutaj pisać o przyczynach zaburzeń odzywiania, bo to temat rzeka, gdyby ktoś miał ochotę zgłębić ten temat, to zapraszam do zajrzenia na strony o anoreksji i bulimii, przy tworzeniu których współpracowałam. Informacje tam zawarte dotyczą nie tylko osób z zaburzeniami odzywiania angażujących się w środowisko pro ana, ale także tych, które funkcjonują poza nim.

Koncentrując się na środowisku pro ana, bez wnikania czy dotyczy to osób, które zaburzenia odżywiania mają lub nie, można wskazać najczęściej powtarzające się powody zaangażowania w pro ana.

1. Potrzeba akceptacji - dotycząca wyglądu (wynika to z przekonania, że schudnięcie spowoduje większą akceptację ze strony rodziców czy rówieśników), zaburzeń odżywiania (osoby z anoreksją czy bulimą ukrywają swój stan przed otoczeniem, z obawy, że bliscy nie byliby w stanie zrozumieć, łatwiej im jest otworzyć się przed innymi motylkami - bo wiele z nich ma podobne doświadczenia, bo nie trzeba im tłumaczyć czym jest "potrzeba chudości", głód, i inne doznania). Tutaj warto wspomnieć, że dla osoby z zewnątrz pro ana sprawia wrażenie środowiska, w którym nie istnieje krytyka (chyba, że pochodzi od kogoś z zewnątrz), za to każda wątpliwość, każde złamanie reguł spotyka się z wyrozumiałością, pocieszaniem i głaskaniem po główce. Jest to tylko pozór, ponieważ wewnątrz zamkniętych społeczności pro ana zdarza się np. poniżanie osób, które nie chudną zbyt szybko lub nie dość ściśle respektują zasady.

2. Potrzeba upewnienia się - dotycząca przede wszystkim podejmowania działań nieakceptowanych przez otoczenie (np. prowokowania wymiotów, głodówek) na zasadzie "nie tylko ja jedna robię takie rzeczy".

3. Potrzeba przynależności i posiadania celu - ta potrzeba może wynikać z tego, że w rzeczywistym świecie trudno odnaleźć się osobie z obsesją na punkcie odchudzania czy zaburzeniami odżywiania, ale także z tego, że niektóre motylki poza dietami nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Jeżeli potraktujemy pro ana jako subkulturę, to tak jak w przypadku innych grup, tak tutaj, oprócz akceptacji i przynależności, w grę wchodzą także - wspólny język (nie tylko jako wspólna tematyka, ale także kod językowy, którym porozumiewają się członkowie grupy), wspólne normy i wartości, wspólne problemy i wspólne ich rozwiązywanie, wspólne ambicje.

4. Potrzeba wyrażenia swojej osobowości i kreacji - gdy pojawia się potrzeba odpowiedzenia na pytanie "kim jestem", odpowiedź "motylkiem" brzmi dużo bardziej atrakcyjnie niż "anorektyczką", "bulimiczką", "wiecznie odchudzającą się" czy "nikim ważnym"... Poszukując sposobu na zaakcentowanie swojej indywidualności w świecie rzeczywistym, motylki czerpią wzorce w środowisku pro ana, nawet wtedy, gdy nie do końca są przekonane o ich słuszności, i nie do końca je akceptują.

5. Potrzeba niezależności, odcięcia i buntu - realizowana przez angażowanie się w czynności zakazane przez rodziców czy normy społeczne, w tajemnicy przed nimi, kontrolowanie swojego odżywiania i jednoczesne podtrzymywanie rodziców czy bliskich w przekonaniu, że to oni to jedzenie kontrolują.

6. Potrzeba zaistnienia - chęć zwrócenia na siebie uwagi realizowana np. poprzez wyniszczanie się.

7. Potrzeba karania się - związana z niespełnianiem oczekiwań otoczenia i swoich własnych.

8. Potrzeba dowartościowania się i rywalizacji - porównywanie swoich postępów w odchudzaniu stwarza możliwość rywalizowania - kto szybciej i więcej straci, im niższa waga - tym więcej przychylnych komentarzy ze strony innych motylków.

Wszystko to ma miejsce w Internecie - czyli anonimowo, z możliwością odcięcia się z dnia na dzień bez wyjaśniania dlaczego, z możliwością niedomówień oraz kreowania swojej postaci wg własnych wyobrażeń, z bakiem poczucia odpowiedzialności za własne słowa. To wszystko sprawia, że pro ana wydaje się jeszcze bardziej atrakcyjna. Istotnym czynnikiem jest tutaj także łatwość nawiązywanie kontaktów z osobami o podobnych poglądach.

Nie wszystkie powyższe powody zaangażowania w środowisko pro ana będą istotne dla poszczególnych osób. Czasem może to być jeden z powodów, czasem kilka. Pewnie kilka powodów pominęłam. Jeden przemilczałam z premedytacją - tak często wyrażaną przez motylki potrzebę bycia chudą. Moim zdaniem jest to najbardziej płytki z powodów. Nie dlatego, że dotyczy wyglądu, ale dlatego, że pod nim przeważnie kryje się coś więcej - niska samoocena, samotność, problemy emocjonalne, lęki, złe kontakty z rówieśnikami i rodziną, potrzeba nadania życiu sensu i celu...

gąsienica

13:41, anty_pro_ana , pro ana
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2009

Rozważając różne przyczyny zaburzeń odżywiania, w szczególności anoreksji, dość często wspomina się o reakcji na zmiany jakie zachodzą w ciele młodej kobiety w okresie dojrzewania. W życiu kobiety można wyróżnić także drugi moment, w którym jej ciało ulega dość drastycznym zmianom - ciąża. Dlaczego zdarza się, że wbrew instynktowi przedłużenia gatunku kobiety oczekujące dziecka rozwijają zaburzenia odżywiania?

Kulturowa presja

Tutaj wyróżniłabym dwa podstawowe problemy. Po pierwsze oczekiwania względem współczesnej kobiety - aby była nie tylko perfekcyjną matką (np. zjawisko określane jako "laktacyjny terror"), ale także atrakcyjną kobietą. Niestety ta atrakcyjność jest często utożsamiana ze szczupłą sylwetką.

Po drugie - prasowe relacje dotyczące tego, która gwiazda ile schudła i jak świetnie wyglądała już kilka tygodni po porodzie, oraz punktowanie tych celebrytek, które tego uczynić nie zdołały. Kilka dni temu na stronie głównej Gazety w dziale Rozrywka wisiał tekst poświęcony Kasi Cichopek i jej problemach ze zgubieniem ciążowych kilogramów. "Cichopek nie może schudnąć?!" A czy ktokolwiek pomyślał, że może pani Kasia nie chce schudnąć? A może chce schudnąć, ale daje sobie na to więcej niż 2 miesiące?

Pomyślmy realnie - dość często ciąża zmienia ciało kobiety w sposób nieodwracalny, nie zmienia w coś gorszego, ale zmienia. I oczekiwanie, że kobieta po porodzie w ciągu kilku tygodni czy miesięcy wróci do stanu początkowego jest po prostu głupie i nierealne. Wiele kobiet potrafi świetnie zdystansować się do tego typu oczekiwań, jednak wiele pada ich ofiarą.

W poszukiwaniu kontroli

Obecność dziecka w życiu kobiety potrafi nieźle namieszać. Nowa odpowiedzialność, nowe obowiązki, nowe wyzwania. Oczekując na narodziny potomka niektóre kobiety doświadczają lęku przed tymi nowościami, a wyrazem tego lęku bywa wzrost zainteresowania dietami i zdrowym odżywianiem. Jeżeli chcecie przykładów, to zajrzyjcie na pierwsze lepsze forum ciążowe i poczytajcie jakie obawy mają kobiety w ciąży odnośnie jedzenia. Sery pleśniowe, owoce morza, pasztet, przyprawy, herbata malinowa, wołowina, drób, banany itd... - czasami urastają do rangi niebezpiecznych i przerażających potworów.

Kobiety, które przed ciążą przykładały sporą wagę do własnej diety, do swojej figury i kondycji, będąc w ciąży czują się pozbawione kontroli. Nie potrafią zaakceptować tego, że zwiększa się ich zapotrzebowanie energetyczne, że z czasem ich ruchy ulegają ograniczeniu. Pojawia się irracjonalna obawa przed zachodzącymi w ich ciele zmianami, na które nie mają wpływu.

Pregoreksja

Takim terminem określa się w mediach zaburzenia odżywiania w przebiegu ciąży. Myślę, że nowy termin ma o tyle znaczenie, że nie dotyczy kobiet chorujących na anoreksję, które zachodzą w ciążę, ale kobiet, u których anoreksja rozwija się głównie na skutek ciąży. Niektóre kobiety doświadczają wzrostu zaabsorbowania problemami wagi i wyglądu. Pojawiają się takie marzenia jak np. noszenie spodni "przedciążowych" tak długo jak to możliwe. Opowieści mam, babć, ciotek, o tym jak przytyły w czasie ciąży i jak trudne, a czasem niemożliwe było schudnięcie po porodzie, są serwowane kobietom razem ze słynnym mitem o tym, że kobieta w ciąży powinna jeść za dwoje. Ograniczanie jedzenia w okresie ciąży staje się sposobem, aby po rozwiązaniu było łatwiej wrócić do dawnej wagi.

Oprócz restrykcyjnej diety kobiety dotknięte pregoreksją dość często forsują się ćwiczeniami. I nie mówię tutaj o ćwiczeniach dedykowanych ciężarnym, ale o reżimie aktywności fizycznej, który przeraziłby zawodowych sportowców.

Chorobliwa obsesja na punkcie szczupłej sylwetki ma swoje konsekwencje i dla matki (potrzeby rozwijającego się płodu są realizwoane w pierwszej kolejności), i dla dziecka (głównie ze względu na braki niezbędnych do rozwoju elementów). W skrajnych przypadkach ciąża kończy się poronieniem.

Nieodpowiedzialne, puste egoistki

Pod jednym z artykułów dotyczących problemu pregoreksji znalazłam wypowiedź kobiety, która straciła swoje dziecko na skutek pregoreksji. W odpowiedzi ktoś skomentował: Przepraszam Cie za szczerosc ale poronilas nie przez anoreksje tylko przez glupote. Uważam, że takie poglądy są nie tylko okrutne, ale również nieprawdziwe. Bo pregoreksja nie jest wynikiem egoizmu i nieodpowiedzialności. To zaburzenie, które wpływa na psychikę w sposób, który zdrowemu człowiekowi dość trudno zrozumieć.

W tym artykule autorka opisuje swoje odczucia w czasie ciąży jako życie odłączone od ciała, przerażenie narastające z każdym dodatkowym kilogramem. Istnieje przekonanie, że ciężarna kobieta nie myśli racjonalnie - huśtawki nastrojów, instynkt wicia gniazda, który każe odnawiać świeżo wyremontowane mieszkanie itd. Na podobnej zasadzie pojawia się ten irracjonalny lęk przed przytyciem.

Czy da się zapobiegać?

Uważam, że byłoby fajnie, gdyby lekarze położnicy opiekujący się ciężarnymi kobietami poruszali ten temat w czasie kontrolnych wizyt. "Czy czuje pani jakiś niepokój w związku z tym, jak zmienia się pani ciało?" - takie proste pytanie pozwoliłoby nawiązać rozmowę i oferować pomoc na wczesnym etapie, tym kobietom, które tego potrzebują.

Wiele zależy także od samych kobiet. Chciałabym tutaj polecić artykuł pochodzący z bloga 5 resolutions to change beauty and fashion industries. Nie dajcie się zwariować przyszłe mamy :-)

ciąza

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Ten wpis nawiązuje do notki dotyczącej historii ruchu pro ana.

Obserwując polskie środowisko pro ana od ponad pół roku doszłam do przekonania, że ważne jest podkreślenie różnic pomiędzy tym zjawiskiem na Zachodzie i w Polsce. Zaczynając od przedstawionej przez mnie historii ruchu pro ana i różnych rodzajów tego typu społeczności. Podział, który przedstawiłam w tamtej notce nie jest adekwatny do sytuacji w polskim Internecie. Moim zdaniem polskie środowisko pro ana znajduje się w fazie drugiej fali - większość osób popierających pro ana to tzw wannabies.

Dlaczego jest to ważna obserwacja? Ponieważ to co pisze się na temat pro ana i zaburzeń odżywiania w polskiej sieci jest zdominowane przez motylki modlące się do 'any'. Konsekwencją tego faktu jest np. utrwalanie błędnych stereotypów dotyczących zaburzeń odżywiania - że anorektyczki to rozpieszczone, pustogłowe panienki, którym się w głowach poprzewracało.

Kolejna ważna różnica to aktywność organizacji, stowarzyszeń i fundacji działających na rzecz propagowania leczenia i wiedzy na temat zaburzeń odzywiania. W USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii funkcjonuje ich wiele (być może poświęcę temu osobną notkę i zrobię przegląd najważniejszych organizacji). Na polu walki z pro ana te organizacje ograniczają się do publikacji i oświadczeń wskazujących zagrożenia płynące ze stron o takiej tematyce. Jednak najważniejszym aspektem ich działalności jest oferowanie alternatywy osobom, które mają lub są zagrożone zaburzeniami odżywiania. Na przykład prowadzą i uaktualniają bazy ośrodków i terapeutów zajmujących się leczeniem. Organizują szkolenia dla rodziców, nastoaltków, nauczycieli. Finansują badania naukowe, których celem jest opracowywanie nowych metod leczenia i zapobiegania czy zgłębianie przyczyn. Organizują konferencje dla specjalistów umożliwiając im wymianę doświadczeń. I tak dalej.

Jak wygląda działalność tego typu organizacji w Polsce? Otóż nie wygląda wcale. W Polsce nie istnieje organizacja, która zajmowałaby się zaburzeniami odżywiania. Osoby szukające pomocy i informacji nie mają gdzie się udać. Praktycznie jedyną pomocą dla nich pozostają społeczności internetowe skupiające osoby, które mają doświadczenia z zaburzeniami odżywiania, ponieważ sami mieli/mają ten problem, lub też chorował ktoś z ich bliskich. Pomimo tego, że społeczności te pełnią ważną funkcję, to jednak niestety mają także pewne braki. Np. kwestia informacji gdzie szukać pomocy i leczenia - na wielu portalach zawarte są często niekatualne dane.

Wreszczie kwestia może nie najważniejsza, ale dla mnie osobiście najbardziej interesująca - blogosfera. Anglojęzyczne blogi poświęcone tematyce zaburzeń odżywiania, anty pro ana, samooceny, postrzegania swojego ciała, modzie "wysokorozmiarowej" i innym pokrewnym tematom, są dużo bardziej widoczne i popularne niż blogi pro ana. Jest ich tak dużo, że każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Jeżeli ktoś ma ochotę proponuję przeprowadzenie takiego eksperymentu: zobaczcie ile blogów o tematyce pro ana i anty pro ana możecie wyszukać korzystając z Google w ciągu np. 15 minut. Zróbcie to osobno dla polskich i anglojęzycznych stron. Porównajcie wyniki.

W polskiej blogosferze funkcjonuje kilka blogów zajmujących się tematyką zaburzeń odżywiania i występujących jako przeciwieństwo do pro ana, niestety nie są one często aktualizowane, z mojego punktu widzenia treści na nich zawarte nie są zbyt interesujące - w wielu przypadkach po prostu powtarzają informacje zawarte w różnego rodzaju poradnikach i artykułach z kolorowych czasopism. Pomijam już kwestię słabej promocji. Znajdują się wśród nich także kwiatki typu: jedna z współautorek bloga równolegle prowadzi bloga pro ana, na innym blogu pojawiają się obok siebie teksty o tym jak straszna jest anoreksja, a także o tym jak okropna, obrzydliwa i śmieszna jest nadwaga, jeden z blogów kończy się wpisem "przepraszam, wracam do pro ana".

Nie jestem fanką wszystkiego co amerykańskie. Dostrzegam także różnice kulturowe między Polską a krajami zachodnimi, a zatem zdaję sobie sprawę, że nie wszystko co sprawdziło się tam, sprawdziłoby się i u nas. A jednak w dziedzine zaburzeń odżywiania i pro ana żałuję, że nie możemy w żadnym stopniu porównywać się do nich. Wciąż mam nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni. I będę mogła powiedzieć, że w jakimś stopniu przyłożyłam do tego rękę.

parowóz, postęp

12:55, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (13) »
piątek, 14 sierpnia 2009

Środowisko pro ana jest oparte na nienawiści - do jedzenia, tkanki tłuszczowej, a często także dla samych siebie. Chciałabym przedstawić wam koncepcję odwrotną. Filozofię akceptacji i pokochania swojego ciała z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tytułowa fatosfera (fat-o-sphere) to pojęcie spolszczone przez mnie na użytek tego bloga. W ten sposób określa się środowisko blogerów (głównie amerykańskich), którzy piszą na temat akceptacji grubasów (może nie najszczęśliwsze określenie, ale to nie pierwszy raz gdy w języku polskim brakuje zgrabnych i trafnych odpowiedników pojęć angielskich) - fat acceptance. Fatosfera to nie tylko blogi, ale również skupione wokół nich społeczności komentatorów (komentarze są nie raz ciekawsze niż same blogi).

Najbardziej popularnym blogiem fatosfery jest Shapely Prose, którego główną autorką jest Kate Harding. Tematy, które porusza i jej stanowisko w sprawie nadwagi, otyłości, odchudzania, akceptacji są ujęte w postaci 10 prostych punktów, które pozwolę sobie przybliżyć:

  1. Waga sama w sobie nie jest problemem zdrowotnym (wyłączając przypadki ekstrmalne, np. gdy tusza nie pozwala normalnie poruszać się). Istnieją naukowe dane, które pokazuję tzw. paradoks otyłości (link1, link2) - ludzie z nadwagą żyjący dłużej niż osoby chude, z mniejszym ryzykiem zawału, raka, osteoporozy, anemii, natciśnienia, reumatyzmu, a także cukrzycy typu 2. Gdy pierwszy raz przeczytałam o tym, pomyślałam sobie - herezja! Kate Harding wyjaśnia to w ten sposób, że ponieważ media, lekarze, i różnego rodzaju aktywiście ciągle podkreślają jaka otyłość jest niezdrowa, większość ludzi w to wierzy, nie przyjmując nawet możliwości, że nie jest to do końca prawda. Kate podkreśla także, że nie chodzi o to, aby wszyscy zaczęli tyć, bo to takie zdrowe, ponieważ nikt mądry nie wymyślił jeszcze sposobu, aby osobę z natury chudą skutecznie doprowadzić do stałej nadwagi, ani osobę naturalnie grubszą skutecznie uczynić chudzielcem. Warto zachować otwarty umysł także na paradoks otyłości, który jest pomijany milczeniem przez media.
  2. Niezależnie od rozmiaru złe nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia są równie szkodliwe. Kate Harding postuluje oddzielenie koncepcji "otyłości" od "jedzenia śmieci i nieruszania się". Są ludzie chudzi, którzy jedzą byle co i nie dbają o swoją kondycję, są także osoby, które jedzą zdrowo, uprawiają sport, a mimo to mają nadwagę. Polecam tą notkę z bloga Kate.
  3. Nikt nie udowodnił, że osoby grubsze jedzą więcej i ćwiczą mniej niż osoby szczupłe. Mimo, że wielu próbowało.
  4. Diety nie działają na dłuższą metę. Schudnięcie a utrzymanie zmniejszonej wagi przez co najmniej 5 lat to dwie różne sprawy.
  5. Biorąc pod uwagę punkt 4 i zakładając, że nadwaga jest niezdrowa - co mają zrobić ludzie z nadwagą?
  6. Wielokrotne nieudane próby odchudzania są grożniejsza dla zdrowia niż utrzymywanie stałej wagi.
  7. Każdy człowiek zasługuje na bycie traktowanym w sposób godny i z szacunkiem. Ludzie z nadwagą także.
  8. Osoba chora pozostaje człowiekiem. Dlatego równiez należy jej się odpowiednie traktowanie.
  9. Pogardzanie czy zawstydzanie ludzi z nadwagą nie służy niczemu dobremu. Gdyby wstyd odchudzał, nie byłoby problemu otyłości.
  10. Zanim ulegniecie kolejnej kampanii przeciw otyłości, czy przerazi was kolejna statystyka dotycząca wzrostu liczby osób otyłych - sprawdźcie czy sponsorem tych badań czy kampanii nie jest koncern produkujący środki odchudzające.

Zanim ktoś oburzy się, że takie blogi to promocja otyłości chciałabym wyjaśnić jedną rzecz. Filozofia fatosfery nie polega na tym, aby namawiać ludzi do bycia grubasami. To filozofia, która lansuje tezę, że można być zdrowym i szczęśliwym w każdym rozmiarze. Jest to opozycja do królującej w mediach kampanii o tym, że bycie szczupłym jest gwarancją sukcesów, zdrowia i szczęścia. Fatosfera jest skierowana przede wszystkim do kobiet, które często w pogoni za szczupłym szczęściem, nienawidzą swojego ciała i są nieszczęśliwe.

Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o istnieniu naukowych danych, na których bazuje filozofia Kate Harding. Z drugiej strony od dawna intuicyjnie czułam, że nie trzeba mieć rozmiaru 0, aby być zdrowym. Bo o tym, że rozmiar 0 szczęścia nie daje wiem od zawsze.

11:21, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (11) »
czwartek, 13 sierpnia 2009

Na blogach pro ana dość często można znaleźć "thinspirujące" zdjęcia gwiazd i gwiazdeczek - Nicole Richie, Keira Knightley, siostry Olsen, Angelina Jolie itd. Czy kiedykolwiek zwróciliście uwagę jak często są one także bohaterkami artykułów "X niknie w oczach"lub "Czy Y ma anoreksję?", często wzbogacane wypowiedziami ludzi z otoczenia bohaterek wyrażających swoje zaniepokojenie o ich zdrowie i samopoczucie? Tego typu teksty pojawiają się regularnie w serwisach plotkarskich i prasie kolorowej. Zerknijcie choćby na Plotka i wpiszcie w wyszukiwarkę hasło anoreksja.

Jak uciążliwe są dla gwiazd tego typu komentarze można się tylko domyślać. Keira Knightley wielokrotnie była obiektem ataków prasy zarzucających jej kłamstwa w sprawie jej stanu zdrowia, wielokrotnie zaprzeczała, że cierpi na anoreksję, aż wreszcie pozwała Daily Mail za oskarżenie jej o śmierć chorej na anoreksję nastolatki, która fascynowała się zdjęciami Keiry.

Są także przypadki gwiazd i gwiazdeczek, które zaprzeczają, że mają problemy z jedzeniem, a których ten problem rzeczywiście dotyczy. Calista Flockhart po latach zaprzeczania przyznała, że w trakcie kręcenia Ally McBeal ograniczała jedzenie, bardzo dużo ćwiczyła doprowadzając do ruiny swój system immunologiczny. Co najciekawsze jej motywacją nie była chęć wyglądania chudo, ale był to sposób na radzenie sobie ze stresem związanym z ciężką pracą na planie, a potem z nadmiarem wolnego czasu, gdy zakończono kręcenia Ally. Nic nie wiadomo na temat tego czy Calista wróciła do bardziej racjonalnego odżywiania w wyniku terapii czy na własną rękę. Przypuszczam, że sam fakt iż po latach zdecydowała sie otwarcie mówić o swoich problemach świadczy o tym, że udało jej się dojść do ładu z samą sobą i swoim odżywianiem.

Inną osobą, która wypierała się problemów z jedzeniem była Mary-Kate Olsen. Po kilkumiesięcznych przepychankach z prasą siostra Olsen zgłosiła się do ośrodka leczenia zaburzeń odżywiania, który opuściła zdrowsza o kilka kilogramów i gotowa, aby ogłosić, że miała problem związany z odchudzaniem.

Chciałabym zwrócić uwagę na sformułowanie dość często używane w artykułach dotyczących gwiazd i ich prawdziwych lub nie problemów z jedzeniem. Mówi się o przyznaniu się do chorowania na anoreksję. "Przyznawanie się" zawsze kojarzyło mi się bardziej z ujawnianiem niecnych sprawek. Użycie tego zwrotu w połączeniu z zaburzeniem odżywiania czyni z tego zaburzenia piętno. Nie pomaga tutaj także sposób w jaki reagują gwiazdy na sugestie ze strony mediów, że mają anoreksję. Z jednej strony jakiekolwiek problemy zdrowotne są ich prywatną sprawą, z drugiej oburzając się czynią z zaburzeń odżywiania wstydliwy problem.

Zastanawiam się w jak wielu przypadkach osoby, które mają zaburzenia odżywiania zamykają się właśnie w obawie przed zyskaniem tego piętna? Dlaczego nie można traktować zaburzeń odżywiania normalnie? Robienie z nich wstydliwych chorób nikomu nie pomaga. I nie chodzi tutaj tylko o plotkarskie portale czy gazety, ale również o to w jaki sposób osoby z anoreksją czy bulimią są traktowane przez tzw. szarych obywateli. Już kilkukrotnie spotkałam się z wypowiedziami, w których dziewczyny z anoreksją żaliły się, że są wytykane palcami np. w szkole. Czasem mam wrażenie, że wciąż żyjemy w średniowieczu gdy jakiekolwiek problemy psychiczne były piętnowane na równi z uprawianiem czarów. To, że ktoś ma anoreksję czy inne zaburzenie odżywiania nie powinno być powodem aby czuć się jako człowiek drugiej kategorii.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Od dawna zastanawia mnie bezduszność kryteriów diagnostycznych anoreksji. Rozumiem potrzebę definiowania jednostek chorobowych, opisywania objawów - najlepiej w postaci liczbowej, z drugiej strony zamykanie czyjejś tragedii w suchym opisie - BMI=13.1, wywołuje u mnie opór. Skoro tak często podkreśla się, że w anoreksji kwestia wagi jest tylko zewnętrznym efektem problemów tkwiących głęboko w umyśle, to jak można uznać odpowiednio wysokie BMI za główne kryterium powrotu do zdrowia? Gdy czytam o sposobach "oszukiwania wagi", tak aby pokazała więcej, o tym jak anorektyczki w trakcie terapii planują przyszłe głodówki gdy tylko ich BMI zadowoli rodziców i terapeutę, te wątpliwości tylko narastają.

Dzisiaj chcę napisać o tym skąd wziął się wskaźnik BMI (czyli Body Mass Index), oraz o wątpliwościach wobec jego dokładności w określaniu "idealnej wagi".

Genialny matematyk-socjolog

Adolphe Quetelet (1796–1874) był beligijskim uczonym - jego prace dotyczyły matematyki, statystyki, astronomii, oraz socjologii. Jednym z dzieł jego życia było poszukiwanie opisu normalnego człowieka - jego wyglądu, ale także np. wieku zawarcia małżeństwa. Quetelet był zafascynowany różnymi socjologicznymi zjawiskami - np. związku poziomu przestępczości a klasą społeczną, z drugiej strony jako rasowy matematyk poszukiwał odpowiedzi w statystyce i probabilistyce. W 1853 roku Quetelet zorganizował kongres, którego celem było zunifikowanie nomenklatury przyczyn zgonów, aby można było ją stosować w różnych krajach. Były to początki Klasyfikacji ICD (International Classification of Diseases) - Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych.

W badaniach Queteleta nad kształtem przeciętnego człowieka wzięło udział kilkuset ochotników, a uzyskane wyniki pomiarów masy ciała i wzrostu pozwoliły określić związek między tymi wielkościami - waga człowieka rośnie proporcjonalnie do kwadratu wzrostu. W ten sposób zdefiniował współczynnik Queteleta - jako stosunek wagi do kwadratu wzrostu człowieka.

W poszukiwaniu związku między otyłością, a śmiertelnością

Związek pomiędzy nadwagą i otyłością a wzrastającym ryzykiem śmiertelności był obiektem spekulacji lekarzy od czasów starożytnych. Jednak pierwsze masowe badania nad tym problemem zawdzięczamy ... firmom ubezpieczeniowym. Na początku XX wieku zostały przeprowadzone badania, które miały wykazać iż ludzie otyli żyją krócej, niż osoby o wadze prawidłowej i tym samym wzroście. Bardziej medyczne podejście do tematu pozwoliło stwierdzić, że ryzyko zgonu jest związane z ilością tkanki tłuszczowej w organiźmie. Jednak pomiar tego parametru (np. na podstawie pomiaru grubości skóry czy ważenia hydrostatycznego) był dużo bardziej skomplikowany niż prosty współczynnik Queteleta.

Badania ubezpieczycieli zostały ujęte w postaci tabel zawierających dane dotyczące wagi, wzrostu, oraz oczekiwanego czasu życia. Medycyna potrzebowała jednak czegoś więcej - sposobu na określenie stopnia otyłości i związanych z nim konsekwencji zdrowotnych na podstawie charakterystyki fizycznej dowolnego pacjenta. Medycy przez lata prowadzili spór w jaki sposób opisać tuszę swoich pacjentów liczbą.

Narodziny BMI

W roku 1972 amerykański fizjolog Ancel Keys, który w latach 50-tych współpracował przy Eksperymencie Minnesota, opublikował pracę Indices of Relative Weight and Obesity, opartą na badaniach ponad 7 tysięcy mężczyzn. Celem tych badań było porównanie wyników pomiarów procentowej zawartości tkanki tłuszczowej z różnymi wskaźnikami wiążącymi wagę i wzrost człowieka. W ten sposób okazało się, że ze wszystkich stosowanych przez lekarzy formuł najdokładniejszy jest współczynnik Queteleta, który Keys przemianował na Body Mass Index (BMI).

Wielu lekarzy, którzy wcześniej swoje diagnozy opierali na bardziej bezpośrednich i skomplikowanych metodach określania stopnia otyłości zaczęli posługiwać się współczynnikiem BMI - prostym w obliczaniu i w miarę dokładnym. Popularność BMI rosła - począwszy od badań epidemiologicznych, przez historyczne, aż do zwykłych praktyk lekarzy rodzinnych. Od roku 1985 National Health Institute (NIH) zaczął definiować otyłość wartością BMI. Początkowo ustalono granicę otyłości w oparciu o wartość BMI na 27.8 dla mężczyzn i 27.3 dla kobiet.

Manowce

W 1998 roku NIH zmieniło reguły. Wprowadzono kategorię "nadwaga", oraz ustalono wspólne granice dla obu płci (pomimo tego, że badania pokazują zależność związku pomiędzy BMI i zawartością tkanki tłuszczowej w organiźmie od płci) - BMI powyżej 25 oznaczało nadwagę, powyżej 30 - otyłość. Ładne, okrągłe i łatwe do zapamiętania liczby. Takie wykorzystanie BMI było całkowicie sprzeczne z intencjami Keysa, który ostrzegał, że co innego jest stosowanie tego parametru do badań statystycznych, a co innego wykorzystanie go do diagnozowania indywidualnych pacjentów bez uwzględnienia wieku, płci, historii przebytych chorób.

Zwolennicy BMI argumentują, że uważny lekarz stawia diagnozę i zalecenia na podstawie obserwacji stanu pacjenta, pytanie - po co w takim razie mieszać do tego BMI? Skoro lekarze zdają sobie sprawę, że współczynnik ten w wielu przypadkach jest po prostu niedokładny, dlaczego używa się go w formułowaniu kryteriów diagnostycznych? Tym bardziej, że w ostatnich latach opracowano inne parametry, które pozwalają dokładniej przybliżać zawartość tkanki tłuszczowej w organiżmie, a które są równie proste do obliczenia jak BMI. Jako przykład można tu wymienić parametry oparte na pomiarach obwodu nadgarstka, talii i bioder. Czy jest to po prostu bezmyślne wykorzystanie matematyki i statystyki przez ludzi związanych z medycyną?

statystyka

 

EDIT:

BMI i jego niedokładność

Tagi: BMI
14:18, anty_pro_ana , Efekty uboczne
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii