wtorek, 29 września 2009

Na początku podkreślam, że nie mam żadnego potwierdzenia co do pochodzenia rytuałów, o których za chwilę. Jest to tylko moja teoria oparta na strzępkach informacji dostępnych w Internecie.

W poprzedniej notce wspomniałam o Anamadimie. Komentarze Olki i majself skłoniły mnie do przyjrzenia się bliżej temu tematowi z dwóch powodów. Po pierwsze - z czystej ciekawości, po drugie - chcę naświetlić sprawę po to, aby nie zostawiać miejsca do przypisywania temu zagadnieniu jakichś fantastycznych i magicznych właściwości.

Zacznę od tego, że pierwsze społeczności pro ana, które zyskały popularność i rozgłos, różniły się między sobą podejściem do tego czym jest anoreksja oraz w jaki sposób praktykuje się pro ana. Były grupy skoncentrowane na tym w jaki sposób chudnąć jednocześnie ograniczając fizyczne konekwencje anoreksji, grupy skoncentrowane na wspieraniu się w realizacji celów, były też grupy, które funkcjonowały na zasadzie tajemnych stowarzyszeń. W jednej z nich znalazł sie ktoś (może była to grupa osób), kto oprócz anoreksji miał także zainteresowania związane z okultyzmem i magią. Ten ktoś postanowił połączyć te dwie sprawy i w ten sposób powstał rytuał wzywania Anamadimy.

Czym/kim jest Anamadim? Zacznijmy od płci - w rytuale wzywającym Anamadim jest adresowana jako kobieta. Tu przyznaję się do błędu, ponieważ cały czas wydawało mi się, że jest to raczej męskie imię, tymczasem kobiecy charakter pro ana powinien od początku uzmysłowić mi, że chodzi o coś/kogoś rodzaju żeńskiego. Próbowałam dojść do tego w jaki sposób powstało imię Anamadim - z zerowym skutkiem. Stawiam więc moją własną hipotezę - imię to powstało ze złączenia 'ana' (jako określenie anoreksji) oraz 'madim' (w tradycji chaldejskiej oznaczający siłę, byt duchowy). Co ciekawe 'madim' w tradycji kabalistycznej oznacza planetę Mars, która jest łączona z siłą męską.

W rytuale przyzwania Anamadima jest określana jako Servitor of Anorexic Praxis czyli serwitor praktyk anorektycznych. Serwitor jest elementem występującym w magii chaosu, określany jako byt astralny, który ma za zadanie wspierać twórcę w określonych zadaniach. Sam rytuał przyzwania jest skonstruowany w zgodzie z zasadami magii chaosu. Tutaj oczywiście pozostaje kwestia tego, czy jest możliwe uprawianie magii - rzucanie zaklęć, gesty wykonywane różdżką itd. Jest to kwestia wiary, ponieważ magia z definicji nie podlega racjonalnym i naukowym ocenom. Zatem nawet jeżeli ktoś nie wierzy w magię, to musi przyjąć do wiadomości, że są ludzie, dla których magia i związane z nią rytuały są tym, czym msza dla katolika.

Rytuał wezwania zawiera w sobie liczne elementy zaczerpnięte z przeróżnych źródeł - od neopogańskich (Wicca) obrzędów związanych z żywiołami, ofiarami, antyofiarami, paktem krwi, przez wywodzącą się z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku Mniejszą Formułę Pentagramu, elementy Kabały, po elementy satanistycznych inwokacji. Część z tych elementów wzajemnie się wyklucza (Formuła Pentagramu ma za zadanie odpędzić złe duchy/moce i chronić osobę przeprowadzającą rytuał, co kłóci się z wzywaniem demona). Największą niekonsekwencją w moich oczach jest nadanie inwokacji używanej w przyzwaniu, charakteru kobiecego - odniesienia do Wenus (w sprzeczności z samą nazwą Anamadim), odniesienia do męskiego członka jako symbolu złej żądzy, podczas gdy wiele innych elementów wywodzi się z kręgów opartych na równowadze pierwiastków męskich i żeńskich.

Inna nieścisłość to np. traktowanie Anamadimy jako serwitora (czyli de facto sługi) z jednej strony, a boginii i bytu nadrzędnego z drugiej (składanie jej ofiar) i wreszcie jako partnerki (elementy rytualne związane z braterstwem krwi).

Moim zdaniem ktokolwiek opracował ten rytuał na pewno był zafascynowany wiedzą tajemną i możliwością wprowadzenia jej elementów do odchudzania w stylu pro ana, jednak ta fascynacja nie miała pokrycia w wiedzy. Świadczą o tym np. komentarze osób z kręgów neopogańskich, które cały rytuał uznają za śmieszny i niepoważny.

Jak już wspomniałam w poprzedniej notce - bardzo niewielka część osób należących do pro ana praktykowała/praktykuje te rytuały. Głównym tego powodem było to, że mistyczność tych obrzędów była postrzegana jako stojąca zbyt blisko satanizmu i czarnej magii. Niektóre dziewczyny po jednej próbie rezygnowały z dalszego praktykowania twierdząc, że całość jest zbyt straszna i makabryczna, niektóre od samego początku uznawały całość za coś dziecinnego, śmiesznego i idiotycznego.

Okultyzm jest z jednej strony tematem fascynującym, z drugiej jako osoba wierząca przede wszystkim w naukę nie umiem podejść do tego z obiektywizmem. Poza pomieszaniem i poplątaniem tradycji i obrzędów dostrzegam w Anamadimie i rytuałach z nią związanych głównie desperację w poszukiwaniu środków, które mają pomóc w odchudzaniu. Nawet jeżeli to co opisałam wyda się komuś idiotyczne, dostrzeżcie ile pracy ktoś włożył w opracowanie tego rytuału.

10:00, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 28 września 2009

Jakiś czas temu w notce Siła sekty pisałam o religijnym wymiarze pro ana. Wymieniłam kilka cech, które upodobniają pro ana do religii: personifikacja choroby, symbole przynależności do wspólnoty, ołtarzyki gloryfikujące chudość, liczne nawiązania biblijne (dekalog, przeróbki psalmów), tworzenie ideologii dobra i zła.

Przede wszystkim zdumiewa mnie to, że na polskich stronach pro ana można odnaleźć bardzo dokładne tłumaczenia przeróżnych listów do i od 'Any', czy 'ana creed' (creed czyli wyznanie wiary), dekalogów itd. Natomiast wygląda na to, że żadna z dziewczyn, które umieszczają je na swoich stronach, nie pokusiła się, aby sprawdzić kto i po co te listy stworzył.

Listy

Pozwól mi się przedstawić. Nazywam się albo tak mnie nazywają tak zwani "lekarze", Anoreksja. Anorexia Nervosa to moja pełna nazwa, ale możesz nazywać mnie Ana. Mam nadzieję, że zostaniemy dobrymi partnerami. W nadchodzącym czasie, zainwestuję w Ciebie dużo czasu i tego samego oczekuję od Ciebie. W przeszłości słyszałaś od wszystkich swoich nauczycieli i rodziców: "jesteś taka dojrzała, inteligentna, posiadasz tyle potencjału". Mogę spytać, gdzie Cię to doprowadzilo? Absolutnie nigdzie!

~~~

Sprawa z listami jest dość trudna, ponieważ teoria dotycząca ich powstania nie została nigdy potwierdzona przez żadnego z domniemanych autorów (biorąc pod uwagę ich pierwotny cel i sposób w jaki są wykorzystywane, nie ma w tym nic dziwnego). Wg tej teorii za stworzeniem listu 'do any' stoi osoba, która prowadzi/prowadziła leczenie osób z anoreksją. Celem stworzenia tego listu miało być pokazanie czym jest anoreksja z punktu widzenia osoby chorej. Miało pozwolić dostrzec fałsz pewnych przekonań wynikających z anoreksji, a także pokazanie, że anoreksja w rzeczywistości nie jest kontrolą, ale zniewoleniem. Tak jak w wielu innych przypadkach, tak tutaj, pierwotne intencje zostały wypaczone, a list stał się jedną z najbardziej popularnych thinspiracji.

Najciekawsze jest to, że pomimo licznych twierdzeń, że 'nikt nie zrozumie anorektyczki/motylka, tak jak druga anorektyczka/motylek', ten list napisany przez kogoś, kto leczy, ale nie jest chory (zakładając oczywiście, że teoria o powstaniu listu jest prawdziwa) jest tak często wykorzystywany przez osoby, które mają lub chcą mieć anoreksję.

Różnych wersji listów 'do any' jest sporo, pokazują całą gamę odczuć - od uwielbienia i tęsknoty, po gorycz i rozczarowanie. List do anoreksji dość często jest wykorzystywany jako element kończący terapię, ale stał się także dość popularnym środkiem przekazu w środowisku pro ana.

Stałaś się częścią mojego życia. Zawładnęłaś mną nagle i bardzo szybko opanowałaś moje myśli. Teraz jesteś moją towarzyszką. Ale nie zapytałaś mnie o zdanie ... Po prostu się zjawiłaś i od tej pory trwasz przy mnie odbierając mi energię i uśmiech. Zmieniłaś mnie. Negatywnie. Nie tylko wizualnie. Zmieniłaś mój sposób myślenia, starasz się obalić mój system wartości.

~~~

Droga ANOREKSJO!
Nazywam się smutek. Smutek, który pragnie poczuć smak niczego. Smutek, który w głebi serca będzie w sobie zakochany. Prosze królowo moja wróć do mnie. Nie zostawiaj mnie samej. O PANI poprowadż mnie przez życie. Nie opuszczaj. Wiem, że zaraniłam, wiem, że zdradziłam, że zadałam ból. Lecz prosze wybacz. Nie byłam sobą miałam nawbijane w głowie przez psychologów. Więc prosze moja Księżno wybczac o PANI. Boś TY moim największym skarbem na ziemi. Wróć do mnie nie zostawiaj. Prosze

'Ana creed'

Wierzę w potęgę kontroli, która jako jedyna może wnieść porządek w chaos, którym jest mój świat.

Autorką tekstu, które w światku pro ana funkcjonuje jako swoiste wyznanie wiary jest dziewczyna o imieniu Kristi. Został on napisany jako opis uczuć towarzyszących anoreksji, w czasie gdy Kristi była w trakcie leczenia. Sama Kristi nigdy nie należała, ani nie popierała pro ana. Sposób wykorzystania jej credo na licznych stronach pro ana wzburzył ją na tyle, że swego czasu tropiła takie strony i walczyła o usunięcie z nich tego tekstu. Strona, na której Kristi opisała w jaki sposób i po co powstało credo niestety już nie istnieje.

Czerwone bransoletki

Czerwone bransoletki nie są tylko symbolem pro ana, więc noszenie takowej nie powinno być interpretowane jako przynależność do pro ana. (Tak, wiem, że Madonna nosi taką jako wyznawczyni kabały). Poza tym w kontekście polskich stron pro ana zauważyłam, że popularność bransoletek, zwłaszcza wśród starszych stażem motylków, maleje. Wzmianki o nich pojawiają się coraz rzadziej. Niemniej jednak myślę, że warto tutaj wspomnieć o tym, czemu pierwotnie miały służyć bransoletki.

Nie udało mi się dotrzeć do informacji kiedy czerwone bransoletki jako symbol anoreksji zaczęły funkcjonować, jednak udało mi się dotrzeć do krótkiego opisu ich historii. Jednym z elementów ideologii pro ana na początku jej istnienia była walka o 'prawa osób chorujących na anoreksję i inne zaburzenia odżywiania'. Te prawa były rozumiane jako swobode podjęcie decyzji o podjęciu leczenia (bez nacisków z zewnątrz), a także o nie traktowanie osób chorujących na anoreksję i bulimię jako pustych, zapatrzonych w siebie, skoncentrowanych na swoim wyglądzie panienek z dobrych domów. Czerwone bransoletki miały być sposobem na pokazanie, że nie ma nic wstydliwego w chorowaniu na anoreksję, że osoby, które mają zaburzenia odżywiania mają prawo do szacunku, tak jak każdy inny człowiek.

Ten pomysł dość szybko przekształcił się w deklarowanie dumy, że jest się chorym na anoreksję, a następnie został wykorzystany jako jeden z elementów 'tajemnicy' otaczającej przynależność do pro ana.

Personifikacja choroby

Nazywanie anoreksji 'Aną' przyjęło się nie tylko w ideologii pro ana. Tego określenia używają także niektórzy lekarze i psycholodzy, a także osoby postronne. Osoby zaangażowane w kreowanie pozytywnego wizerunku pro ana w mediach twierdzą, że określenie 'Ana' wcale nie dotyczy anoreksji-bogini, ale bliżej nieokreślonego bytu (czasem określanego jako demona) o imieniu Anamadim. Niewielki procent osób zaangażowanych w pro ana (w Polsce chyba nawet mniej) próbuje łączyć pro ana z doznaniami okultystycznymi czy magicznymi, przeprowadzając odpowiedni rytuał, którego celem jest wezwanie Anamadima - serwitora anorektycznych praktyk.

Faktem jest, że Anamadim i związane z nim rytuały stoją bardzo blisko okultyzmu, sekciarstwa, czy nawet satanizmu, i nawet wśród najbardziej oddanych ideom pro ana osób wywołują obawy. Jednak elementy tego okultyzmu przeniknęły do pro ana i są reprezentowane właśnie przez utożsamianie anoreksji z jakąś niewidzialną siłą, która stanowi wsparcie dla diety (czyli pełni rolę serwitora).

Tagi: pro ana
15:13, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 września 2009

By dumnie i prosto kroczyć ulicami i śmiać się innym prosto w twarz. Patrzeć na grube osoby myśląc "Jak dobrze, że ja tak nie wyglądam".

~~~

Z każdym dniem jestem coraz bardziej dumna z siebie. Czuję się lepsza od moich koleżanek, które cały czas mówią, że się odchudzają, a tak naprawdę obrastają w tłuszcz. Ja chudnę.

~~~

A od następnego poniedziałku ruszam pełną parą, żeby jeszcze coś zrzucić przed rokiem szkolnym i olśnić kilka ,,Barbie,, z mojej dawnej klasy. Niech się poczują gorsze i zazdroszczą.

~~~

To świetne uczucie, widzieć, że jesteś fotogeniczna, że inne laski Ci tego zazdroszczą.

~~~

Pokażemy wszystkim, że POTRAFIMY osiągnąć to na czym nam zależy. Wtedy będziemy chudziutkie, a wszystkie grubasy będą gapić się na nas z zazdrością.

~~~

Myślę, że gdybym nosiła rozmiar 36 lub 34, zamiast 38 bądź 40, to wszystko byłoby prostsze. Lepiej by mi się żyło. Łatwiej nawiązywałoby mi się nowe znajomości. Ludzie bardziej by mnie lubili. Czuli podziw i zazdrość.

~~~

Jutro będąc na zakupach będę patrzeć na te wszystkie kobiety, które będą jeść
w centrum handlowym i myśleć: "smacznych ciastek i zapiekanek, kochane,
na zdrowie! nie ręczę za wasze uda i brzuchy, przykro mi ale zabijacie perfekcję."
Tak będzie. I czuję się z tego dumna.

~~~

..Już dość mamy..głupich uśmieszków innych!!
Chcemy być idealne...lepsze niż inne...po prostu jedyne w swoim rodzaju...

Potrzebujemy motywacji!!...a otrzymujemy tylko jakiś głupi tekst...
Osiągniemy to o co marzymy...
Życie stanie się dla nas bajką...a nie koszmarem..
Będziemy się śmiać z tych co kiedyś się z nas śmiali...
Wtedy to my będziemy górą...bo osiągniemy to co dla nich było by niemożliwe...
będziemy MOTYLAMI!!...

~~~

wszelkim wrogą Motylków,pro-any i każdopostaciowej troski o swój wygląd,mogę powiedziec że nie jest to kwestia ani próżności ani głupoty,tylko zwykłego niedowartościowania i poczucia niesprawiedliwości.To wy w większości katalogujecie ludzi wedle atrakcyjności,my jedynie dopasowujemy się do tego i ciężką pracą próbujemy znaleźc się w tej grupie zapoczątkowanej przedrostkiej "Naj",najpiękniejsi,najzabawniejsi,najbardziej zabawowi i utalentowani.

 

Poczucie własnej wartości nie polega na uważaniu siebie za kogoś lepszego od innych. Nie polega także na 'byciu piękniejszą/szczuplejszą'. Ta dumna postawa, która ma być jednym z efektów diety w stylu pro ana, nie wywołuje podziwu. Prędzej będzie to niechęć. Poszukując sposobu na podniesienie własnej wartości motylki wpadają w pułapkę, którą same pomagają zakładać. Traktując z pogardą innych ludzi, jednocześnie argumentują, że to ocenianie i uwagi innych popchnęły je do odchudzania.

Myślę, że w tym temacie można wskazać jedną z większych różnic między tym co odczuwa osoba chora na anoreksję, a tym czego poszukuje osoba, które chce na anoreksję zachorować. W przypadku anoreksji niska samoocena (niekoniecznie dotycząca wyglądu) napędza chorobę, ale bardziej na zasadzie 'dorównania innym' niż 'bycia lepszym niż inni', która dominuje w wypowiedziach motylków. Efekt końcowy często jest taki, że dana osoba czuje się jeszcze gorzej, bo nie udało się uzyskać oczekiwanych rezultatów.

Oczywiście można żyć złudzeniami, że bycie lepszym od innych pozwoli zaakceptować siebie i czuć sie wyjątkowo. Tyle, że każde złudzenia mają to do siebie, że niewiele mają współnego z rzeczywistością.

all is vanity

"All is Vanity" C. Allan Gilbert

Tagi: cytaty
14:34, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 września 2009

Dość często sformułowania 'zaburzenia odżywiania' używa się zamiennie ze słowem anoreksja. Tymczasem jest jeszcze bulimia oraz inne, niektóre nawet z nazwy nieokreślone, zaburzenia związane z jedzeniem. Ponieważ wpis na blogu nie powinien być zbyt obszerny, więc chcę dzisiaj skupić się tylko na jednym - dlaczego o bulimii nie mówi/pisze się tyle, co o anoreksji?

Historycznie

Anoreksja jako oddzielna jednostka chorobowa została zdefiniowana po raz pierwszy pod koniec XIX wieku. Aż do 1979 roku przypadki zaburzeń odżywiania, które dziś nazywamy bulimią były rozpoznawane jako anoreksja. W zasadzie dopiero od połowy lat 80-tych wiedza na temat obu zaburzeń odżywiania stała się na tyle rozpowszechniona, że ludzie zaczęli rozróżniać te dwa przypadki. Inną konsekwencją tego jest np. to, że anoreksja jest chorobą lepiej poznaną i opisaną niż bulimia (co nie oznacza, że którakolwiek z tych chorób jest poznana wystarczająco).

Wizualnie

Słysząc lub widząc słowo "anorektyczka" wiele osób ma przed oczami charakterystyczny obraz wychudzonej do granic kobiety. W przypadku bulimii nie jest to takie proste, ponieważ większość osób chorujących na to zaburzenie wygląda zupełnie zwyczajnie. Chcąc stworzyć sobie taki obraz osoby cierpiącej na bulimię dochodzimy do kolejnego punktu czyli

Estetycznie

Nie owijając w bawełnę - portrety osób cierpiących na anoreksję w zaawansowanej postaci, wliczając w to te serwowane nam przez media, budzą przerażenie, niechęć, czasem nawet obrzydzenie, ale z wyraźną nutką litości. Popularne jest skojarzenie wyglądu anorektyczki z ofiarą obozu zagłady, co niejako implikuje niejednoznaczność odczuć - z jednej strony wstręt, z drugiej żal. Tymczasem skojarzenia wobec bulimiii są dużo bardziej jednoznaczne - wymiotowanie jest postrzegane jako po prostu obrzydliwe. Nawet w ramach pro ana jest wyraźnie zarysowana ta granica - o ile anoreksja jest muzą i obietem marzeń, o tyle bulimia jest raczej niepożądana i niechciana.

Obyczajowo

Z bulimią czasem są kojarzone inne problemy - samookaleczanie, nadużywanie alkoholu czy narkotyków, kradzieże (bulimia potrafi być bardzo kosztowna) czy nawiązywanie licznych, przygodnych kontaktów seksualnych. Są to tematy kontrowersyjne, o których trudno jest mówić z bardzo młodymi osobami. Zwłaszcza, że dość często na anoreksje patrzy się trochę jako na ascezę, a więc coś lepiej wpisującego sie w ramówkę TV przed godziną 22.

Pospolicie

Ze statystyk wynika, że bulimia dotyczy większej ilości osób niż anoreksja. Może to wywoływać efekt 'powszedniości' - nie warto poświęcać uwagi temu, co jest pospolite, zwłaszcza, że pod ręką jest siostrzana choroba, dużo bardziej przyciągająca oko.

Kosmicznie

Wydaje mi się, że przeciętnemu człowiekowi dużo łatwiej jest wyobrazić sobie siebie w napadzie obżarstwa, a następnie wymiotowania/przeczyszczania, niż w głodówce, z której w dodatku czerpie się siłę i satysfakcję. Anoreksja wydaje się być czymś bardziej niewyobrażalnym, 'kosmicznym', i byc może właśnie dlatego media poświęcają jej dużo wiecej uwagi.

Medycznie

Rozpatrując kwestię wyleczalności - anoreksja jest uznawana przez lekarzy i psychologów za schorzenie trudniejsze do wyleczenia, natomiast bulimia - za łatwiej nawracającą. Łącząc to z mniejszą śmiertelnością bulimii, można dojśc do wniosku, że w świecie psychiatrii więcej uwagi poświęca sie czemuś co jest potencjalnie bardziej niebezpieczne i trudniejsze do wyleczenia.

Plotkarsko

Anoreksja dla prasy plotkarskiej jest czymś dużo łatwiejszym do wykorzystania - wystarczy, że któraś z gwiazd lub gwiazdeczek schudnie, już pojawia się szansa na sensacyjny tytuł "Czy X ma anoreksję?!". Bulimia w tym kontekście nie jest ani trochę widowiskowa.

 

Porównując ilość stron internetowych poświęconych anoreksji i bulimii, ilość artykułów w prasie medycznej i kolorowej im poświęconych, ilość programów telewizyjnych, staje się jasne, że bulimia jest tematem dużo mniej popularnym, a czasem wręcz bagatelizowanym i zapomnianym. Tymczasem jak już wspomniałam powyżej - problem bulimii dotyczy większej ilości osób, więc wydawałoby sie, że powinno poświęcać mu się więcej uwagi.

Jak Wam się wydaje - dlaczego w porównaniu z anoreksją tak mało mówi się o bulimii? Czy należałoby to zmienić?

sobota, 19 września 2009

Przez ostatnie dwa dni przez brytyjskie gazety i portale przetoczyła sie lawina artykułów podejmujących temat pro ana, przede wszystkim w kontekście zwalczania stron o takiej tematyce. BBC, the Independent, i wiele innych portali donosiło o oświadczeniu wydanym przez The Royal College of Psychiatrists (organizacja zrzeszająca brytyjskich psychiatrów). W swoim oświadczeniu lekarze zrzeszeni w The Royal College of Psychiatrists wzywają rząd do większego zainteresowania się problemem stron promujących zaburzenia odżywiania jako element dbania o bezpieczeństwo młodych ludzi w sieci. Uważają także, że United Kingdom Child Internet Safety Council (rada skupiająca organizacje i osoby zajmujące się propagowaniem i egzekwowaniem bezpieczeństwa w Internecie) powinna rozszerzyć stosowaną w swojej pracy definicję stron zagrażających bezpieczeństwu na strony o tematyce pro ana i pro mia.

Profesor Ulrike Schmidt, przewodnicząca The Royal College of Psychiatrists, stwierdziła, że badania pokazują negatywny wpływ stron pro ana - pogorszenie nastroju i samooceny, także w przypadku zdrowych kobiet zwiększenie ryzyka zachorowania na zaburzenia odżywiania. Profesor Schmidt określiła strony pro ana jako "bombardujące kobiety toksycznymi wizerunkami tzw. kobiecej perfekcji, która jest niemożliwa do uzyskania". Z kolei przedstawicielka największej w Wielkiej Brytanii organizacji zajmującej się problemem zaburzeń odżywiania, b-eat, cieszy się, że przedstawiciele lekarzy psychiatrów dostrzegają problem, natomiast podkreśla, że proponowane przez nich kroki nie rozwiążą problemów, które tkwią u źródła zjawiska pro ana.

Przedstawiciel Child Internet Safety Council w odpowiedzi na oświadczenie The Royal College of Psychiatrists wyjaśnił, że ich praca nie polega tylko na banowaniu stron zawierających niebezpieczne treści. Ich praca to także propagowanie wiedzy o potencjalnych zagrożeniach i sposobach jak sobie z nimi radzić wśród młodych ludzi, ich rodziców i nauczycieli.

Warto zwrócić uwagę na to, że oświadczenie The Royal College of Psychiatrists pojawiło się tuż przed londyńskim Fashion Week, a w komentarzach dla prasy Ulrike Schmidt powiedziała, że modelki pracujące w środowisku, w którym chudość uważana jest za normę, są szczególnie narażone na zaburzenia odżywiania i powinny zostać objęte badaniami kondycji nie tylko fizycznej, ale również psychicznej.

Wprawdzie uważam, że sposób w jaki przedstawicielka The Royal College of Psychiatrists opisuje strony pro ana jest trochę zbyt płytki i jednostronny, jednak najważniejsze jest to, że w ten sposób pojawiła się szansa na dialog pomiędzy przeróżnymi organizacjami, że pojawiła się szansa na to, aby zmniejszyć siłę oddziaływania stron pro ana na młodych ludzi. Szkoda, że są to tylko działania doraźne, i nikt nie próbuje zacząć od zidentyfikowania i wyeliminowania, lub choćby ograniczenia czynników, dzięki którym pro ana stała się tak popularna. Niemniej jednak jest nadzieja, że wreszcie coś się zmieni.

Ostatnio komentowałam dwa artykuły na temat pro ana (z Newsweeka i z Wirtualnej Polski). W obu tekstach pojawiły się wypowiedzi psychologów pracujących na co dzień z osobami z zaburzeniami odżywiania. Jedna z pań uważała, że strony pro ana powinny być blokowane, druga, że powinien je monitorować i kontrolować wyszkolony specjalista. Oba pomysły uważam za nonsensowne. Organizacje zajmujące się problematyką zaburzeń odżywiania już kilka lat temu na własnej skórze przekonały się, że nie tędy droga (pisałam o tym w notce o historii ruchu pro ana), a dyskusje obecne w brytyjskiej prasie potwierdzają moje spostrzeżenia.

Żal, że w Polsce nikt się tym problemem nie interesuje. Z moich osobistych kontaktów z organizacjami zajmującymi się bezpieczeństwem dzieci w Internecie, przedstawicielką biura Rzecznika Praw Dziecka, oraz różnymi osobami związanymi z szeroko rozumianą edukacją, wynika, że nikt nie zamierza nawet zbadać jaka jest skala problemu w Polsce. Pojedyncze polskie publikacje na ten temat, to przeważnie pogoń za niusem i sensacją, które ubarwią pierwszą stronę. Opinie cytowanych psychologów pokazują, że nie mają oni pojęcia o tym czym jest pro ana i o tym co mają do powiedzenia w tej sprawie ich koledzy z krajów, w których próbuje się rowiązać problem pro ana od lat.

Mam cichą nadzieję, że jeżeli dojdzie do porozumienia pomiedzy brytyjskimi psychiatrami i ludźmi zajmującymi sie bezpieczeństwem internetowym, to może i w Polsce ktoś obudzi się na tyle, aby chociaż zauważyć problem.

18:37, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 września 2009

Lubię przeglądać statystyki dot. wejść na mojego bloga. Zwłaszcza słowa kluczowe, dzięki którym wyszukiwarki odsyłają zainteresowanych tutaj. Oczywiście najczęściej pojawiającym sie słowem kluczowym jest 'pro ana', choć pojawia się także całkiem sporo hasel typu 'anty ana' czy 'blog o anoreksji'. Niniejszą notkę chciałabym poświęcić zestawom słów kluczowych sformułowanym w postaci pytań - czyli krótko mówiąc na jakie pytania internauci szukają tutaj odpowiedzi. Co więcej postaram się także odpowiedzieć na niektóre z nich. Wybór jest oczywiście subiektywny i tendencyjny.

1. Ile kalorii ma woda (pojawiają sie także wariacje typu 'czy woda ma kalorie', 'która woda nie ma kalorii' oraz 'jak zmniejszyc ilość kalorii w wodzie').

Odp.: Woda nie ma kalorii - ani mineralna, ani kranówka. Smakowe wody mineralne zawierają cukier, a więc mają więcej niż 0, ale te kalorie pochodzą od cukru i dodatków smakowych, nie od samej wody.

2. Jak zostać anorektyczką

Odp.: Anorektyczką nie można zostać z własnego wyboru. Zachorowanie na anoreksją jest wynikiem kombionacji przeróżnych czynników - od genów, przez wychowanie, do środowiska.

3. Jak oszukać rodziców pro ana

Odp.: Zakładając, że pro ana czy anoreksja czy też tkwienie w anoreksji są efektem dobrowolnego i świadomego wyboru (tak jak to jest w filozfii pro ana) proponuję nie udawać tylko wprost skonfrontować swoje ideały z rodzicami. Tak właśnie postępują osoby, które w sposób świadomy i odpowiedzialny podejmują decyzję o wyborze drogi życiowej.

4. Jak zostać pro ana

Bez komentarza.

5. Jak skurczyć żołądek

Bez komentarza.

6. Jak skutecznie wywołac wymioty

Bez komentarza.

7. Co oczekiwać po zdrowej anorektyczce

Odp.: Anorektyczki nie są zdrowe. Jeżeli sens tego pytania ma być taki 'czego oczekiwać po osobie, która wyleczyła się z anoreksji', to odpowiedź brzmi - tego samego, co od każdego innego człowieka.

8. Kiedy można zamknąć forum pro ana

Odp.: Kiedy treści zawarte na forum będą łamać zasady polskiego prawa lub regulamin hostingu, na którym to forum się znajduje. Sam fakt, że dane forum jest 'pro ana' nie jest wystarczającym powodem, aby takie forum zamknąć.

9. Czy pielgrzymka to sposób na schudnięcie

Odp.: Nie wiem, nigdy nie próbowałam na sobie. Biorąc pod uwagę wysiłek fizyczny wykonany w czasie długiego marszu - pewnie można schudnąć pielgrzymując. Tyle, że w pielgrzymce nie o to chodzi.

10. Ile kalorii ma pasta do zębów

Odp.: Pasta do zębów nie służy do jedzenia.

11. Jak odchudzić sie bez wiedzy rodziców

Odp.: Myślę, że rodzice prędzej czy później i tak zauważą to odchudzanie.

12. Jak poznać psychicznie chorego

Bez komentarza.

13. Jak rozpoznać zainteresowanie dziewczyny

Odp.: Pytanie nieprecyzyjne. Dziewczyny zainteresowanej kim/czym?

14. Jaka jest oficjalna strona pro ana

Odp.: Pro ana z definicji jest nieoficjalna.

15. Gdzie można kupić tasiemca

Odp.: Bez komentarza

~~~

A może ktoś z czytelników zechce uzupełnić brakujące odpowiedzi?

;-)

wtorek, 15 września 2009

Nie mając żadnego konkretnego pomysłu na nową notkę, przeczytałam komentarz Olki do wpisu Wyjątki od reguły czy początki rewolucjii poczułam się "wezwana do tablicy" (przy okazji pozdrawiam:-). Chcę jasno i wyraźnie wyjaśnić jaki jest mój stosunek do odchudzania, oraz do tego co media pokazują jako wzorce piękna.

Nie uważam, że odchudzanie się jest samo w sobie czymś godnym potępienia. Jeżeli ktoś dzięki odchudzaniu czuje się lepiej, a przy tym potrafi zachować zdrowy dystans i stosunek do tego co i jak je, do swoich sukcesów i porażek w odchudzaniu, do samego siebie, to nie ma w tym nic złego. Nawet w sytuacji gdy odchudzanie się staje się sensem życia, wypełnia samotność, brak poczucia akceptacji, lekiem na całe zło tego świata, nie uważam, że jest to zło. Bardziej postrzegam to jako niebezpieczeństwo zagubienia się. Jedyne co w związku z odchudzaniem mogę nazwać złem to nakręcanie do odchudzania innych osób. Nie przekonywanie, a nakręcanie - różnica subtelna, ale znacząca, bo przekonywanie postrzegam jako oparte na logice i racjonalnym podejściu argumentowanie, natomiast nakręcanie jako działanie na pograniczu manipulacji, działanie nie wprost, tylko poprzez odwoływanie się do podswiadmych i instynktownych czułych punktów. Zwłaszcza gdy w rzeczywistości osoba nakręcająca robi to przede wszystkim po to, aby samemu poczuć się lepiej.

Myślę, że kluczowym problemem w odchudzaniu jest samoakcepetacja. Odchudzanie się bo ktoś nienawidzi swojego ciała, bo nie może znieść myśli, że mógłby mieć parę kg więcej, bo to wstyd nosić rozmiar powyżej 40, bo wierzy, że zgubione kilogramy poprawią jego samopoczucie i pozycje towarzyską, bo nie umie życ inaczej - to wszystko są drogi prowadzące do nikąd. Niższa waga nie oznacza, że ciało, którego się nienawidzi zniknie. Człowiek nie jest definiowany przez rozmiar swojego ubrania, a osoby, które tylko tym się kierują oceniając innych nie są godne zainteresowania i uwagi. Pewność siebie i swoboda w kontaktach z ludźmi nie wynika wprost z czyjejś wagi, tylko jest efektem tego jak bardzo pozwolimy na to, żeby otoczenie wpływało na nasze samopoczucie we własnym ciele. Jeżeli ktoś nie akceptuje siebie, bo uważa, że ma nadwagę, następnie odchudza się i czuje się pewniej, to jest to na ogół efekt tego, że to otoczenie zaczyna postrzegać i traktować nas inaczej. Na wszystkich poziomach percepcji większość ludzi ma zakodowane, że stwierdzenie "schudłaś/eś" jest komplementem, a "przytyłaś/eś" za zniewagę. Tymczasem komunikat kryjący się za tymi słowami może być dokładnie taki sam - np. "wyglądasz zdrowiej", "zmieniłaś/eś się".

Chciałabym zwrócić uwagę na to, że słowo dieta pochodzi od greckiego słowa oznaczającego styl życia. Dlatego np. uważam, że sformułowanie "dieta cud" lub "dieta x-dniowa" są bezsensowne. Moim zdaniem sformułowanie "odchudzanie" powinno być rozumiane jako rodzaj kuracji, której celem jest trwałe pozbycie się nadmiarowych kilogramów. Z podkreśleniem słowa trwałe (chyba wszyscy słyszeli o efekcie jo-jo). Nadwaga nie bierze się znikąd, a ja wyznaję filozofię, że najlepszą metodą leczenia jest eliminacja przyczyn. Zatem naturalną konsekwencją odchudzania powinna być trwała zmiana diety, trybu życia, ilości wykonywanego wysiłku fizycznego.

I wreszcie ostatni problem - nadwaga. W jednej z notek opisywałam w jaki sposób opracowano kryteria nadwagi i otyłości w oparciu o BMI. Kryteria te mówiąc najoględniej są oderwane od rzeczywistości. Moim zdaniem nadwaga powinna być rozumiana jako taka masa ciała, która w sposób negatywny wpływa na stan zdrowia człowieka. Jak zauważyliście nie ma ani słowa na temat wyglądu. Głównie dlatego, że każdy z nas jest inny, są ludzie, którzy jedząc normalnie i zdrowo, prowadząc zdrowy tryb życia wyglądają tak, że wg wzorców kreowanych przez media, a także wielu ludzi są grubasami. Są ludzie, którzy musieliby głodować, aby nie wyglądać grubo. Nie jest to kwestia lenistwa, głupoty, czy oddawaniu się przyjemnościom podniebienia, tylko po prostu genów.

Uważam, że pokazywanie ludzi w mediach, zwłaszcza w kontekście kształtowania tego jak postrzegamy piękno powinno uwzględniać wszelkie kształty i rozmiary, nawet takie, które obecnie są powszechnie uznawane za otyłe. Dlaczego np. większość modelek można zaliczyć do kobiet wysokich? Czy kobieta o wzroście poniżej np. 160 cm nie może być piękna? Moim zdaniem jak najbardziej może, dlatego również w tej kwestii powinna być różnorodność. Kształtowanie jednorodnego wzorca piękna i trzymanie się go, prowadzi do zaostrzania sytuacji, która zawsze ma miejsce w grupie - odrzucanie tego co nietypowe. I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej obserwacji - nie można całej winy zwalac na media, projektantów, agencje modelek, czy same modelki. Przecież my, jako odbiorcy, powinniśmy mieć wpływ na to co chcemy oglądać i uznawać za piękne. Dlatego uważam, że bardzo wazne jest to, aby odbierając czyjeś wizje czy poglądy robić to jak najbardziej świadomie. Nie identyfikować się z tym co jest oderwane od rzeczywistości.

Na koniec chciałabym odesłać tych wszystkich, którzy nie czytają mojego bloga regularnie, lub czytają od niedawna do trzech starszych notek:

Konkursowe piękności - bo pięknie można czuć się w każdym ciele

O urodzie geograficznie - bo można być pięknym lub nie w zależności gdzie się trafi

Kobieta wyzwolona czy zniewolona - bo nie zawsze sobie uświadamiamy dlaczego chcemy być piękne, a piękno postrzegamy w ściśle określony sposób

 

oraz do świetnego tekstu napisanego przez Kati dla Podaj dalej pt. W gorsecie doskonałości

 

 

niedziela, 13 września 2009

Kilka dni temu na Wirtualnej Polsce pojawił się artykuł "16-latka: jestem grubym, szarym śmieciem" autorstwa Joanny Stanisławskiej. Rzecz oczywiście dotyczy pro ana. Mając świeżo w pamięci artykuł z Newsweeka w pierwszym odruchu stwierdziłam, że nie warto poświęcac temu uwagi. Jednak kilka rzeczy zawartych w tekście pani Stanisławskiej poruszyło mnie na tyle, że postanowiłam skomentować ten tekst tutaj.

W porównaniu z publikacją z Newsweeka artykuł z WP jest dużo bliższy rzeczywistemu obrazowi pro ana. Natomiast uważam, że tworząc tekst o takiej wielkości autorka nieco zatraciła proporcje i poświęciła znaczną jego część na opisywanie stosowanych przez motylki trików. Opisy te tak naprawdę wnoszą niewiele, poza wywołaniem wrażenia 'jaka ta pro ana jest straszna i okropna'. Prawdziwym kuriozum jest dla mnie to, że praktycznie każdy artykuł napisany na potrzeby portali typu WP, Newsweek, Interia, Onet itd. jako punkt wyjścia stosuje definicję znalezioną w Wikipedii. Każdy z nich podaje jako źródło thinspiracji zdjęcia gwiazd wg listy z Wiki (która przestała być aktualna kilka lat temu). Każdy z nich przytacza prof. Rebekę Peebles, która prowadziła badania nad szkodliwością stron pro ana. I mogę się założyc, że żaden z autorów nie przeczytał ani słowa napisanego przez panią profesor, poza tym jednym zdaniem znalezionym w Wikipedii.

Jednak w artykule pani Stanisławskiej najbardziej uderzył mnie fragment wypowiedzi eksperta - psychologa Agaty Ruchel:

Zdaniem psycholog, z którą rozmawiała Wirtualna Polska, zamykanie stron czy forów pro-ana, nie ma jednak szans na powodzenie. – W miejsce usuniętych stron, pojawi się kilka nowych. Dziewczyny zawsze znajdą jakiś inny kanał komunikacji. Sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby aktywność użytkowniczek na takich forach monitorował i kontrolował wyszkolony specjalista – uważa Ruchel.

Jednym słowem zdaniem pani psycholog, rozwiązaniem problemu pro ana jest wprowadzenie cenzury. I tutaj mam kilka wątpliwości. Kto za to miałby zapłacić? Ministerstwo Zdrowia? Edukacji? Prywatni sponsorzy? Ewentualne fundusze przeznaczone na walkę z pro ana można by spożytkować w znacznie lepszy sposób niż na stworzenie grupy cerberów. Kolejna moja wątpliwość to sens takich działań. Zakładając, że poszukiwanie kontroli jest jedną z głównych motywacji motylków, czy narzucenie im kontroli z zewnątrz da jakikolwiek pozytywny efekt? I wreszcie - czy powstrzyma to motylki przed zakładaniem stron i forów pro ana poza obszarem kontroli specjalistów?

O ile uważam, że każdy lekarz, psycholog i terapeuta pracujący z osobami z zaburzeniami odżywiania powinien wiedzieć co to jest pro ana, o tyle ingerowanie w treść takich stron z pozycji specjalisty jest bzdurą. Pomijając oczywisty fakt naruszenia wolności słowa, czy można pomóc komuś cenzurując jego wypowiedzi, nie pozwalając na swobodną ekspresję myśli?

Pomysł pani Ruchel jest nie tylko utopijny, ale także idiotyczny.

I na koniec fragment, który nie jest aż tak ważny, ale dotyczy mnie osobiście:

Warto zwrócić uwagę, że oprócz stron promujących anoreksję, w sieci działają również blogi anty pro-ana. Można znaleźć na nich praktyczne rady, na jakie niepokojące sygnały należy zwrócić uwagę u osób, które podejrzewamy o anoreksję. Jak czytamy na blogu antyproanablox.pl znakiem rozpoznawczym motylków są czerwone bransoletki. Mogą być w dowolnej formie - od bransoletek z koralików do pojedynczej czerwonej nitki zawiązanej na nadgarstku. Naszą czujność powinno obudzić, jeśli „podejrzane” często przed zjedzeniem posiłku wymawiają się bólem brzucha, złym samopoczuciem czy wcześniejszym posiłkiem. Wskazówką może być również złe samopoczucie czy zdenerwowanie po posiłku, bądź zamykanie się po jedzeniu w toalecie, co może świadczyć o prowokowaniu wymiotów.

Jest to nowość dla mnie, że w artykule o pro ana autorka wspomniała o moim blogu (popełniając przy okazji błąd w adresie;-). Z lektury artykułu wiem, że pani Stanisławska mojego bloga czytała (kilka razy miałam silne poczucie deja vu), natomiast sprowadzanie go do miejsca, gdzie można nauczyć się rozpoznawać anorektyczki jest śmieszne.

Sezon na artykuły pro ana uważam za otwarty. Kto będzie następny po WP i Newsweeku? Ja obstawiam Onet ;-)

czwartek, 10 września 2009

Zacznę od tego, że ten temat jest dla mnie niezwykle trudny. Nie mam poetyckiej natury, lubię problemy ujęte w postaci wypunktowanej listy, nie w postaci wierszy i metafor. Jednak uważam, że poezja i wiersze pro ana są istotnym elementem tej filozofii, więc nie powinny zostać pominięte. Specjalnie ujmuję problem jako 'poezja i wiersze', ponieważ nie wszystkie twory wierszowane jakie można znaleźć na stronach pro ana zasługuja na miano poezji. Nie jestem krytykiem literackim, ani wielbicielką takich form literackich, ale pojęcie 'rymów czestochowskich' jest mi nieobce.

Lato się zbliżało, piękna była pogoda.
Nad wodę chciała sie wybrać pewna dziewczyna młoda.
Więc mówi do swego chłopaka,chodźmy na basen.
Już dawno nie byliśmy tam razem.
Z początku chłopak nic nie odpowiedziaŁ.
Ale potem z takim tekstem jej wyleciał.
Dziewczyno, czy ty nic nie jarzysz??
Popatrz na siebie,ile ty ważysz!
(...)Postanowiła się odchudzać i głodzić.
Żeby móc na basen z ukochanym chodzić.
Prawie nic nie jadła, wodę tylko piła.
Była słaba, obolała, ledwo biedna żyła.
(...)Ale ona sięgała granic wytrzymałości.
Myślała.to wszystko dla mej miłości.
Jednak pewnego dnia nie wytrzymała.
I na korytarzu w szkole zemdlała.
Dziewczyna trafiła do szpitala.
Niewiele już przed soba życia miała.
Jej skrajnie wycieńczony organizm.
Przerwał cały pracy mechanizm.(...)

Powyższy (u)twór swoją formą jest zbliżony do ballady, wprawdzie nie występują w nim nimfy ani rusałki, a okoliczności przyrody są odpowiednie do współczesnych czasów, jednak zarówno tematyka (tekst ma charakter opowieści), jak i specyficzne formy językowe (elementy mowy potocznej) całkiem nieźle wpisują się w ramy tego gatunku literackiego. Występuje tutaj także synkretyzm rodzajowy, czyli połączenie elementóww epickich, lirycznych i dramatycznych (zwłaszcza tych ostatnich).

 

Moja Pani,daj mi w nagrodę za wierność,chudość...
Moja Pani,chuda i piękna,śmiertelna...
Wybacz mi zwątpienie.Nigdy więcej..
Widzisz,przecież że wracam na kolanach,aby znów dotknąć dreszna chudości twoich kolan...
Zielonego koloru śmierci...(...)
Przerasta mnie Ana,dla ciebie chcę być doskonała
Nie potrafię walczyć z tą pustką która we mnie tkwi.
Już nic nie jest normalne i nie będzie...
Wpadłam w paranoję ideałów..
Nie nawidze mego ciała poczętego z ciebie..
Nie nawidze Siebie!!

Początek powyższego wiersza przywodzi na myśl odę lub hymn (utwory o podniosłym charakterze sławiące ideę, osobę lub wydarzenie), jednak jego końcowy fragment odwraca uwagę od podmiotu, do którego jest adresowany, by skupić się nieco bardziej na podmiocie lirycznym. Taki zabieg jest dość często spotykany w wierszach miłosnych, gdy autor początkowo sławi piękność swojej oblubienicy, aby zakończyć na swojej niedoli w przypadku odrzucenia, lub szczęściu, w przypadku szczęśliwego zakończenia.

 

Ciało tak białe jak kredowy papier.
Jak biały pergamin pod,którym ukrywają się wystające kości.
Oczy jak gasnace latarnie,sennie spoglądajace na żwiat.
Włosy zniszczone i matowe.Bezwładnie opadaja na obnażone przez skóre ramiona.
Palce tak drobne jak dziecieca raczka.
Nogi tak chude jak nóżki polnego konika co beztrosko po łace bryka.
Myśli wciąż te same.Takie samotne i niepoukładane.
Czas wciąż każda godzina za wolno o swym istnieniu przypomina.
Talerz,a na nim pachnace sadem jabłuszko i kawałek chleba.
Tyle mi do dalszego istnienia potrzeba.
I długie godziny spędzone na ćwiczeniach,by stwierdzić,że wciąż za dużo dzieli mnie od wyobrażonia idealnego ciała.
Zapominam,że człowiek bez jedzenia umiera,bo znalazłam nowa przyjaciółkę co zastąpiła ukochanego misia,poduszkę i ludzkie drwiące spojrzenia.
A ja powoli umieram,umieram za swoje marzenia.

W tym utworze można odnaleźć szereg cech poezji barokowej. A zatem mamy liczne porównania do przeróżnych zjawisk i obiektów. Za koncept możemy uznać nagłe pojawienie się rymów w środkowej części utworu, a także zestawienie obrazu wyniszczonego ciała z pojeciem ideału, czy wizji brykającego wesoło konika polnego. Warto także zwrócić uwagę na wyszukany dobór słów - np. 'istnienie' przywodzące na myśl wyższe formy egzystencji zestawione z powszednim 'chlebem'.

Poetyckie formy typowe dla epoki baroku pojawiają sie nie tylko w wierszach pro ana, ale także w zwykłych wypowiedziach - nagromadzenie metafor, kunsztowny dobór słów często bedący w sprzeczności z bardzo przyziemną problematyką skupioną wokół jedzenia, wymiotowania, przeczyszczania. Sformułowania 'przytuliłam kibelek' lub 'wyszeptałam do porcelanowego ucha wszystkie moje grzechy' czy makabryczne obrazy samookaleczania zrobiłyby furorę wśród wielbicieli barokowej poezji.

Tego typu wiersze - z jednej strony często infantylne i nieporadne, z drugiej świetnie pokazują w jaki sposób niektóre motylki postrzegają siebie i świat dookoła nich. Większość z nich jest zdecydowanie przygnębiająca, co jest zaskakujące wobec licznych deklaracji jaka to chudość jest/będzie wspaniała. W tym aspekcie takie wiersze są bardziej szczere, bo pokazują cenę jaką często trzeba zapłacić za konsekwentne podążanie droga pro ana.

Nie wszystkie motylki umieszczają na swoich blogach tego typu utwory jako thinspiracje. W pewien sposób można określić dziewczyny, które to robią jako te, które w pro ana bardziej niż chudość pociąga cierpienie, bycie outsiderami, osobami niepasującymi do otoczenia. Bardzo podoba mi się określenie użyte w jednym z komentarzy przez iję_ijewnę - urojony romantyzm. To tak jak z nieszczęsnym Werterem, który bez swojego nieszczęścia byłby nikim. Bo kim byłby Werter gdyby jego miłość do Lotty się spełniła i zamieniła romantyczne marzenia na przyziemną rzeczywistość?

pióro

wtorek, 08 września 2009

Wg badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii ponad 60% kobiet czuje się źle oglądając zdjęcia modelek zamieszczane w czasopismach o profilu kobiecym, katalogach z ciuchami i w reklamach. Nic nowego - nie dość, że do większości tych zdjęć są wybierane nieprzeciętnie piękne kobiety, to w dodatku ich zdjęcia są bardzo często poprawiane, tak, że w rezultacie oglądamy zdjęcia nierealnie pięknych kobiet.

Okazuje się jednak, że zdarzają się przypadki, gdy pojęcie kobiecego piękna jest nieco rozszerzane i efektem tego są takie oto zdjęcia:

Z Glamour:


I z Harper’s Bazaar:


Obie panie są uznanymi modelkami w kategorii "plus size". Oczywiście samo określenie "plus size" jest kuriozalne, bo obejmuje kobiety o rozmiarze około 8-10, czyli przekładając na wagę ciała - całkowita norma.

Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że takie wyjątki to próba podbijania oglądalności za pomocą odpowiedzi na ciągłą krytykę tego, co media i świat mody lansują jako ideał piękna. Z drugiej - może to być krok w stronę uświadomienia ludziom, że piękno nie musi być kojarzone z rozmiarem ubrania.

Co czujecie oglądając takie zdjęcia? Podobają się wam? Czy te kobiety są piękne czy zapuszczone?

11:28, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (29) »
 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii