niedziela, 25 października 2009

(...) wczoraj elegancko zjadłam obiadek (byłam sama w domu) i legalnie poszłam do łazienki. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie zjadłam przecież dużo, poza tym, była do cholery, godzina 13sta, na pewno bym to spaliła! Nie mam wyrzutów sumienia. To normalna kolej rzeczy. Od tego nie ma ucieczki.

~~~

Dzisiaj musiałam zjeść, bo mi kazali, patrzeli, pilnowali każdego kęsa. Teraz mam wyrzuty, ale nie mogę nawet zwymiotować.

~~~

mama mowi ze brzuch zrobil mi sie wklesly, ze strasznie schudly mi nogi a szczegolnie uda.
dziwi sie ze tyle jem a schudlam.
ja jej mowie ze nie schudlam tylko ze sylwetka srobila sie smuklejsza od cwiczen.
by nic nie podejrzewala chodze i marudze jej ze glodna jestem, wiaz przynosze zarce do swojego pokoju tak by widziala i myslala ze jem a ja to wyrzucam. nienawidze wyrzucac jedzenia. mam wyrzuty sumienia.

~~~

Jeszcze nie wybrałam konkretnej diety. Narazie w tym tygodniu bd jadla 1000 kcal. Oczywiście zero białego chleba, słodyczy, fast foodów, i innych świńst tego typu. Sport, sport i ejszcze raz sport. Dodatkowo zmuszanie sie do wymiotów ! Wiem , że tak się nie powinno robić , ale kiedy mam wyrzuty sumienia zawsze to robie.

~~~

mam tego wszystkigo dosc. chce jesc
chce zrec. bez wyrzutow sumienia
bez konsekwencji w postaci kolejnch kilogramow wiecej. chce jesc :((((((((((('

~~~

Być może dla wielu osób pojęcie sumienia jest przeżytkiem. Można nawet zaobserwować taki trend - życia chwilą, bez sentymentów, bez zbytniego oglądania się na przyszłość. Mogłoby się wydawać, że pro ana po części jest właśnie taka. Tymczasem w wielu przypadkach wyrzuty sumienia mają bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu danej osoby jako pro ana.

Wg filozofii pro ana jedzenie jest złem, a jedno z przykazań brzmi 'nie będziesz jadła bez wyrzutów sumienia'. To odwoływanie się do sumienia jest jednym z elemntów, które powodują, że pro ana jest postrzegana jako rodzaj religii.

Jednak wiele dziewczyn jako złe postrzega także swoje postępowanie i wtedy pro ana staje się sposobem na złagodzenie poczucia winy jednocześnie je potegując. Taki wewnętrzny konflikt powoduje poczucie beznadziejności, znalezienia sie w sytuacji bez wyjścia. Czasem także jest pierwszym krokiem do poszukiwania innych niż pro ana rozwiązań.

Warto także podkreślić, że naukowcy wykazali, iż istnieją określone obszary mózgu odpowiedzialne za zahamowania, których uszkodzenie pociąga za sobą odrzucenie pewnych tabu, podejmowanie działań powszechnie uznawanych za naganne. Podobny mechanizm można zaobserwowac np. w przypadku uzależnień - gdy nałóg dopomina sie o więcej, często zaczynają się kradzieże i inne konflikty z prawem.

Czasem warto się wsłuchać w to, co mówi sumienie nie zapominając o tym, żeby przy okazji oddać głos także zdrowemu rozsądkowi.

Tagi: cytaty
12:45, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 października 2009

Ostatnio sporo pisałam o tym w jaki sposób można zwalczać pro ana. W przeróżnych publikacjach pojawiły się sugestie - zamykać strony, monitorować i kontrolować zawartość, ograniczać dostęp do tego typu stron. Wszystkie te rozwiązania to zamiatanie problemu pod dywan. Nawet jeżeli uznać je za zasadne, wciąż pozostanie jeden argument przeciw - ich skuteczność nie gwarantuje, że problem pro ana zniknie.

Myślę, że na pro ana trzeba popatrzeć nie tylko jako na potencjalne zagrożenie dla młodych ludzi, ale także jako na skutek. Bo przecież każdą zwolenniczkę pro ana coś popchnęło do włączenia się do tej społeczności. Jeżeli mówimy o ograniczeniu wpływów pro ana, to moim zdaniem należałoby rozważyć ograniczenie lub wyeliminowanie tych przyczyn.

W takim kontekście działania anty pro ana nie powinny być ograniczone tylko i wyłącznie do jakichś odgórnych systemowych rozwiązań typu delegalizacja treści pro ana. Moim zdaniem rozwiązanie pro ana nie leży w gestii parlamentów, organizacji społecznych czy rządowych. Uważam, że głównym celem osób, które chcą ograniczyć wpływy pro ana powinny być te osoby, które mają realny wpływ na kształtowanie się poglądów i postrzegania siebie i świata młodych ludzi. Rodzice, nauczyciele, rówieśnicy, przyjaciele.

Mówiąc o działaniach anty pro ana trzeba uzmysłowić sobie, że istnieją tutaj dwie płaszczyzny. Pierwsza to potencjał pro ana do zdobywania nowych 'wyznawców'. Druga to osoby, które już w tym tkwią. Proponowane przez różnego rodzaju specjalistów rozwiązania ograniczają się tylko do pierwszej płaszczyzny, ignorując drugą. Czy to oznacza, że obecne motylki są już stracone? Że nie istnieje nic co można dla nich zrobić? Bo odbierając im możliwość wypowiadania się i kontaktów z innymi osobami z tym samym problemem, tak na prawdę nie oferuje im się nic w zamian.

Oczywiście - można tutaj argumentować, że komuś, kto pomocy nie chce, pomóc sie nie da. Uważam jednak, że istnieje pewne elementarne minimum, które można dla takich osób zrobić. Mianowicie pokazać im, że pro ana nie jest jedynym dostępnym dla nich sposobem na życie.

Problem tego co zrobić z pro ana jest dla mnie niezwykle ważny, jest także obszerny. Nawet nie próbuję poruszyc tutaj wszystkich możliwych aspektów tej kwestii. Natomiast postaram się, w miarę możliwości przedstawić mój punkt widzenia na ten temat. Potraktujcie proszę tą notkę jako zapowiedź tego, na czym zamierzam skupić się w najbliższym czasie.

17:48, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 19 października 2009

Poszukując odpowiedzi na pytanie dlaczego ktoś angażuje się w pro ana uważam, że warto poruszyć problem zaburzenia, które w języku angielskim nazywa się body dysmorphic disorder (BDD), a w języku polskim - dysmorfofobia lub zaburzenie dysmorficzne. Zaburzenie to polega na tym, że dana osoba dostrzega w swoim wyglądzie jakiś defekt, może on być całkowicie wyimaginowanym lub wyolbrzymionym istniejącym niewielkim defektem. Osoba cierpiąca na dysmorfofobię koncentruje swoją uwagę wokół tego defektu, a także potencjalnych sposobów na jego usunięcie do tego stopnia, że cierpi na tym życie zawodowe, społeczne oraz rodzinne.

BDD nie dotyczy tylko kobiet, w zależności od źródeł uważa się, że kobiety stanowią od 50 do 70 % osób zdiagnozowanych jako BDD. Nie sposób określić ilu osób dotyczy ten problem. Do klasyfikacji medycznych został on dołączony dopiero w latach 90-tych. Poza tym chorzy na BDD często ukrywają swój stan i szukają pomocy przede wszystkim u chirurgów plastycznych i dermatologów, którzy nie zawsze podejmują próby oceny stanu psychicznego pacjenta.

Fałszywy obraz rzeczywistości

Defekty dostrzegane przez osoby cierpiące na BDD mogą być bardzo różne - krzywy nos, niesymetryczne piersi, zmiany skórne, brzydkie uszy, nieproporcjonalne do reszty ciała kończyny, łysienie, za duży brzuch i wiele innych. Opisując swój wygląd koncentrują się na tej jednej wybranej części i używają określeń 'nienormalny', 'brzydki', zniekształcony', 'zdeformowany'. W rzeczywistości te defekty bądź nie istnieją, lub są na tyle niewielkie, że nie powinny wpływać na funkcjonowanie danej osoby. BDD powoduje, że malutki pieprzyk urasta do ogromnych rozmiarów lub jest postrzegany jako ciężki przypadek trądziku, proste nogi w oczach osoby chorej wyglądają jak na beczce prostowane, normalne uszy są widziane jako odstające itd. Mozliwości jest wiele, natomiast można powiedzieć, że większość przypadków BDD dotyczy twarzy, skóry, w dalszej kolejności wagi, piersi i sutków, oraz nóg.

Osoba cierpiąca na BDD większość czasu odczuwa lęk przed tym, że defekt zostanie dostrzeżony przez innych, stanie się powodem do wyśmiewania. Wielu osobom z BDD wydaje się (niesłusznie), że inni uporczywie wpatrują się w ich defekt, komentują go za plecami. Czasem prowadzi to do agresywnych zachowań wobec osób postronnych.

Poszukując rozwiązania

Osoby cierpiące na BDD znaczną ilość czasu spędzają na czynnościach kompulsywnych związanych z danym defektem, które mozna określić jako sprawdzanie swojego wyglądu, poprawianie swojego wyglądu tak, aby ukryć domniemany defekt. Dominującym zachowaniem jest przeglądanie się w lustrze lub innych powierzchniach odbijających obraz danej osoby (np. sklepowe witryny). Osoba chora może spędzać nawet kilka godzin dziennie na studiowaniu swojego odbicia. Te zachowania są czasem połączone z obsesyjnym oglądaniem zdjęć osób, które daną część ciała mają wg osoby chorej piękną i doskonałą, porówynywanie siebie do wyglądu innych osób, pragnienie wyglądania tak, jak wybrane osoby ze zdjęć lub otoczenia. Czasem zdarza się także, że dana osoba w ogóle nie jest w stanie patrzeć na swoje odbicie czy swoje zdjęcia i za wszelką cenę tego unika.

Inne zachowania, mające często znamiona rytuałów - obsesyjne dotykanie domniemanego defektu, obsesyjne oczyszczanie skóry, nakładanie makijażu, golenie się, wysiłek fizyczny i diety, które mają poprawić wygląd, specyficzny sposób chodzenia i siadania, których celem jest unikanie odsłonięcia domniemanych defektów, czy ekstrawaganckie fryzury, biżuteria, tatuaże, które mają odwrócić uwagę innych osób od domniemanych defektów.

BDD powoduje także wzrost zainteresowania sposobami, które rzekomo mogą poprawić defekt danej osoby - w szczególności procedurami kosmetycznymi, zabiegami dermatologicznymi i chirurgii plastycznej. Wraz z rozwojem zaburzenia pojawia się wewnętrzny przymus, aby coś ze swoim wyglądem zrobić, czego efektem mogą być np. liczne operacje plastyczne. Ponieważ tego typu zabiegi są zwykle dość kosztowne w ekstremalnych przypadkach zdarza się, że zdesperowana osoba z BDD próbuje poprawić wygląd na własną rękę. Znane są przypadki samookaleczania twarzy, które były powodowane chęcią wycięcia wyimaginowanych zmian skórnych niepodatnych na leczenie, czy nawet liposukcji.

Praca, związki i emocje

Obawy przed pokazywaniem sie innym ludziom, wchodzenia w bliskie relacje wymagające odkrycia swoich defektów, a także kompulsywne zachowania dotyczące rzekomych defektów mają negatywny wpływ na funkcjonowanie osoby chorej. Unikanie kontaktów z innymi, zaniedbywanie obowiązków, zamykanie się w czterech ścianach własnego mieszkania, gdzie można bez obaw angażować się w studiowanie i poprawianie swojego wyglądu. Osoby chore ukrywają nie tylko swoje wyimaginowane czy wyolbrzymione defekty, ale także swoje odczucia wobec nich.

U ponad 70% osób zdiagnozowanych z BDD pojawiają sie objawy depresji. Znaczna część z tych osób ma także myśli samobójcze, także z tendencją do ich realizacji. Sposobami na choć chwilowe złagodzenie odczuwanych lęków stają się alkohol i inne używki czy samookaleczanie się.

Nerwica czy psychoza

W zależności od konkretnego przypadku lekarze psychiatrzy klasyfikują przypadki BDD jako zbliżone do zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych (tzw. nerwica natręctw) lub zbliżone do psychozy (BDD czasem jest elementem występującym w schizofrenii). Czyli z jednej strony obsesyjne, natrętne i uporczywe koncentrowanie się na rzekomym defekcie oraz kompulsywne zachowania z nim związane, z drugiej - zniekształcone odbieranie rzeczywistości i przymus podejmowania działań, które mają przywrócić normalność, a które nigdy nie odnoszą spodziewanego efektu.

Przyczyny wystąpienia BDD nie są określone jednoznacznie. Tak jak w przypadkach wielu innych zaburzeń psychicznych łączy się tutaj przyczyny biologiczne (np. skłonność do BDD zapisana w genach), społeczne (np. sytuacje, w których wygląd danej osoby był wyśmiewany i krytykowany przez innych lub lansowane w mediach perfekcyjne i często nierealne wizerunki piękna) i psychologiczne (np. wyniesione z domu rodzinnego nadmierne przywiązywanie wagi do wyglądu zewnętrznego, przypuszcza się także , że rozwinięciu się BDD sprzyjają określone cechy osobowości takie jak np. skłonność do perfekcjonizmu czy nadwrażliwość na krytykę). W wielu przypadkach BDD staje się sposobem na uzewnętrznienie skrywanych głęboko problemów takich jak poczucie beznadziejności i bezwartościowości, niska samoocena, potrzeba akceptacji i bycia kochanym, wewnętrzny przymus bycia perfekcyjnym w imię spełnienia oczekiwań innych osób (realnych lub nie).

Osoby dotknięte BDD są dość często postrzegane jako próżne. Jest to krzywdzące i nieprawdziwe, ponieważ ludzie z tym zaburzeniem koncentrują się na swoim wyimaginowanym czy wyolbrzymionym defekcie mając jednocześnie bardzo negatywne odczucia względem niego - od niechęci, przez obrzydzenie po nienawiść.

BDD a zaburzenia odżywiania

Niektórzy badacze klasyfikują zaburzenia odżywiania jako specyficzną odmianę BDD. Medyczne klasyfikacje wyraźnie rozróżniają te dwa typy zaburzeń, jednak w praktyce większość specjalistów jest zgodna - granica jest płynna, i w niektórych przypadkach jest niemożliwe jednoznaczne określenie, które z tych zaburzeń występuje bądź dominuje.

Gdyby spróbować określić różnice pomiędzy obrazem zaburzeń odżywiania, a zaburzeń dysmorficznych, to moim zdaniem należy skupić się na stosunku danej osoby do swojego wyglądu i na stosunku do jedzenia (jako obiektu i jako czynności). Osoba z BDD będzie koncentrować swoje myśli, obawy, lęki i emocje przede wszystkim na wyglądzie i czynnościach związanych z poprawianiem go, podczas gdy osoba z zab. odżywiania będzie także koncentrować się wokół jedzenia. Jednakże można odnaleźć wiele cech wspólnych pomiędzy tymi zaburzeniami - obsesje związane z wyglądem, postrzeganie się w sposób nierealny, lęki związane z postrzeganiem przez innych, błędne przekonanie o tym, że zmiany w wyglądzie zapewnią akceptację ze strony innych.

Michael Jackson

W kontekście dysmorfofobii nie sposób wspomnieć M. Jacksona, mimo tego, że oficjalnie nigdy nie potwierdzono czy cierpiał on na BDD. Natomiast wiele faktów przemawia za tym, że to mógł być jego problem - liczne operacje plastyczne, które drastycznie zmieniły jego wygląd, podawanie różnych powodów kolejnych zabiegów i zmian w wyglądzie, ukrywanie swojego wyglądu w sytuacjach poza estradą.

czwartek, 15 października 2009

Karl Lagerfeld jest znany jako osoba o dość kontrowersyjnych poglądach. Począwszy od futer, skończywszy na problemie anoreksji w świecie mody, który jego zdaniem po prostu nie istnieje. Ostatnia wypowiedź znanego projektanta została zainspirowana zmianami polityki dot. zdjęć modelek niemieckiego magazynu Brigitte i wywołała spory szum na blogach promujących fat acceptance:

No one wants to see curvy women. You've got fat mothers with their bags of chips sitting in front of the television and saying that thin models are ugly. The world of fashion is about "dreams and illusions".

Czyli w wolnym tłumaczeniu: nikt nie chce oglądać krągłych kobiet. Wasze matki siedzące przed telewizorami z paczkami chipsów mówią, że chude modelki są brzydkie. Świat mody to marzenia i złudzenia.

Już pierwsze słowo tej wypowiedzi dyskredytuje ją - bo to, że Karl Lagerfeld nie chce oglądać krągłych modelek, nie znaczy, że nie istnieją ludzie, którzy mają odmienne zdanie. Sformułowania typu 'nikt' czy 'wszyscy' są niezwykle łatwe do obalenia, ponieważ wystarczy znaleźć choć jedną osobę, która wyłamuje się z takiego twierdzenia i gotowe. Odnośnie tego co ludzie, a w szczególności kobiety chciałyby oglądać na wybiegach i zdjęciach w magazynach poświęconych modzie wystarczy prześledzić reakcje na jedno zdjęcie Lizzie Miller umieszczone na 194 stronie magazynu Glamour. Reakcje tak żywe, że Glamour natychmiast postanowiło pójść za ciosem i zorganizować sesję z udziałem modelek plus size.

Mit otyłych kobiet zajadających chipsy przed telewizorem i nienawidzących szczuplutkich modelek jest nie tylko wyolbrzymiony, ale również nieprawdziwy. Bo przyczyny nadwagi nie ograniczają się do chipsów i telewizora. I jeżeli już osoby zaangażowane w fat acceptance movement odnoszą się do wyglądu modelek, to raczej używając określenia 'niezdrowy' niż 'brzydki' wygląd. Bo stwierdzenie 'gusta są różne' jest na pewno bardziej uniwersalne od stwierdzenia, że 'nikt nie chce oglądać krągłych kobiet'.

Gdy pierwszy raz na tym blogu komentowałam wypowiedź Karla Lagerfelda ktoś skomentował: nie rozumiem jak można podważać takie autorytety jak K.L. Ano można. Ponieważ, o ile nie zamierzam dyskutować o tym jak wielkim i znakomitym projektantem mody jest Karl Lagerfeld, o tyle jego wypowiedzi dotyczące kobiet, modelek, ich tuszy, tego co pragną oglądać ludzie, anoreksji są po prostu niedorzeczne.

Kiedy ktoś jest autorytetem? Gdy zyskuje prestiż i poważanie na podstawie swojej działalności i wypowiedzi. Warto zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak autorytet uniwersalny - zwykle ogranicza się do jakiejś dziedziny. Możemy powiedzieć, że dla wielu osób prof. Miodek jest autorytetem w dziedzinie polszczyzny, natomiast czy jest autorytetem w pieczeniu kruchych ciasteczek?

Karl Lagerfeld jest uznanym projektantem mody, dla wielu osób autorytetem w dziedzinie mody. Natomiast czy jest autorytetem w ocenie tego kiedy ktoś jest 'dostatecznie atrakcyjny by znaleźć się na wybiegu' lub 'ma zaburzenia odzywiania'? Moim zdaniem nie. Świadczy o tym kilka faktów:

  • Karl Lagerfeld projektuje ubrania dla kobiet, tymczasem jego muzami są mężczyźni (wśród znanych projektantów jest całkiem sporo gejów, i nie ma w tym nic dziwnego, natomiast w tym przypadku bardzo wyraźnie widać, że KL dobierając modelki do swoich prezentacji swoich kolekcji poszukuje kobiet o określonym typie urody i sylwetkach - raczej chłopięcych niż kobiecych);
  • Karl Lagerfeld zapragnął nosić ubrania Hedi Slimane, natomiast uznał, że jest do nich za gruby, czego efektem było zrzucenie ponad 40 kg w ciągu roku (zaczynając od tego, że takie tempo odchudzania nie ma nic wspólnego ze zdrowym jedzeniem, ktoś, kto decyduje sie na taki krok tylko po to, aby nosić wybrane ciuchy, zdecydowanie ma problemy z zaakceptowaniem siebie);
  • od czasów odchudzania Karl Lagerfeld przestał się uśmiechać pozując do fotografii (nie wiem czy gra twardziela, czy jest po prostu przewlekle głodny, natomiast moim zdaniem to co prezentuje sobą KL jest pozą, kreacją, a nie prawdziwym obrazem człowieka, więc dla mnie osobiście ktoś tak sztuczny nie jest autorytetem w dziedzinie samoakceptacji).

before after

 

Czy moda to tylko marzenia i złudzenia? Raczej nie - to także forma sztuki, inspiracja dla kobiet, które poszukują własnego stylu, definicja klasy i szyku dla tych, których na to stać, a nie mają czasu czy wyobraźni by pokombinowac ze strojami na własną rękę, itd. Jeżeli ktoś patrzy na modę tak jak Karl Lagerfeld to czy świadczy to o czymś innym niż ograniczona wyobraźnia? Jeżeli marzenia KL ograniczają się do chudych modelek to ... jego strata;-)

Crystal Renn Jean-Paul Gaultier

zdjęcie pochodzi z: http://www.mailonsunday.co.uk

poniedziałek, 12 października 2009

Poruszając ostatnio temat poetyckiego wymiaru pro ana narzekałam, że to ujęcie kompletnie mi nie leży. Dzisiaj dla odmiany coś, co do mnie przemawia dużo lepiej - liczby.

Statystyki, które mam zamiar przedstawić zostały oparte na danych pochodzących z 231 blogów oraz z korespondencji z osobami, które zechciały udzielić mi informacji via e-mail. Jako kryterium doboru blogów zastosowałam:

  • blog aktualizowany co najmniej 3 razy w ciągu ostatniego miesiąca, zawierający co najmniej 10 wpisów;
  • podane były co najmniej 2 spośród następujących danych: wiek, wzrost, aktualna waga, waga na początku odchudzania, waga docelowa.

Blogów, których nie spełniły tylko drugiego kryterium było ponad 200. Widać wyraźnie, że motylkową populację można podzielić na dwie grupy: osoby, które żyją liczbami, i wykorzystują je do opisu swojego samopoczucia, porażek i sukcesów, oraz osoby, które poprzestają na opisach słownych, lub dla których żadne liczby nie mają znaczenia, dopóki waga pokazuje coraz mniej.

Chcę podkreślic także, że te dane mają wartość chwilową - wśród motylków panuje dość duża rotacja, spośród subskrybowanych przez mnie okolo 300 blogów, miesięcznie bezpowrotnie znika kilkanaście, kilkanaście przestaje być aktualizowanych, i kolejne kilkanaście jest kontynuowanych pod innymi adresami.

Wiek

Najmłodszy motylek, jaki znalazł się w badanej grupie miał 12 lat. Najstarszy - 29. Średnia wieku w grupie wynosiła 17,1 lat. A tak prezentuje się rozkład wieku motylków w badanej grupie:

Waga

Statystyczny motylek waży około 56,5 kg, przy czym najniższa waga w badanej grupie wynosiła 37,5 kg, a najwyższa 84 kg. Uwzględniając wzrost badanych obliczyłam średnie BMI, które wynosi 20,4 i oznacza prawidłowa wagę ciała. Najwyższe odnotowane BMI wynosiło 32,4, a najniższe 13,5. Poniżej przedstawiam rozkład BMI w badanej grupie:

Jak widać prawie 70% motylków mieści się w prawidłowym zakresie BMI.

Plany i marzenia

Na podstawie określonych przez autorki blogów (100% badanych blogów było prowadzonych przez osoby płci żenskiej) celów obliczyłam docelowe BMI. Średnia wartość BMI określana jako cel wynosi około 16,8 (w obliczeniach uwzględniłam tylko te osoby, które wyraźnie określiły swój cel wagowy). Najwyższa wartość to 20,5, najniższa 11,8. Tak wygląda rozkład docelowego BMI:

Warto podkreślić tutaj, że około 2/3 dziewczyn, które znalazły się w grupie docelowego BMI <15 sformułowało swój cel jako 'jak najmniej'. W grupie dziewczyn, które podały swoją aktualną wagę, tylko 72% określiło swój cel końcowy, pozostałe 28% dziewczyn zdaje się odchudzać bez konkretnego celu, lub nie są pewne jaki cel sobie wyznaczyć (może to być także efekt zapobiegania ewentualnym porażkom).

Patrząc na powyższy wykres zastanawiam się dlaczego te 20% dziewczyn, które chciałyby uzyskać BMI w granicach normy angażują się w pro ana, zamiast odchudzać się w sposób rozsądny? Myślę, że można śmiało przypuszczać, że są to osoby, które w pro ana poszukują czegoś zupełnie innego niż sposoby na super szybkie schudnięcie - akceptacji, tajemnicy, przynależności.

Efekty

W tym miejscu chcę podkreślić, że w czasie gromadzenia danych zauważyłam, że wśród motylków, które regularnie łamią dietę lub ich spadki wagi są dla nich niezadowalające, istnieje tendencja do unikania podawania danych co do swojej wagi. Dlatego dane, które pozwoliłyby określić 'postępy w odchudzaniu' są niereprezentatywne - obejmują w większości przypadków te osoby, którym udało się stracić na wadze. W grupie, którą uwzględniłam w tych obliczeniach, rekordzistka schudła 37kg (przy wadze początkowej wynoszącej ponad 100kg). Z drugiej strony - najwyższy deklarowany wzrost wagi to 24kg (dziewczyna ta początkowo schudła kilkanaście kilogramów stosując różnego rodzaju diety, następnie waga zatrzymała się w miejscu, pojawiły się napady obżarstwa, nieudane próby prowokowania wymiotów).

Diagnoza

Ponad 60% osób, które były diagnozowane lub próbowało na własna ręke określić rodzaj swoich zaburzeń odżywiania, napisało, że ma bulimię lub anoreksje bulimiczną.

Około 10% dziewczyn, które poruszyło ten problem, przyznało, że nie ma miesiączki dłużej niż 3 miesiące, w tym 3, które biorą pod uwagę, że zaszły w ciążę.

Około 40% dziewczyn napisało, że prowokuje wymioty (rekordzistka do kilkunastu razy dziennie), 15% - że podejmowały nieudane próby wymuszania wymiotów.

Około 80% używa specyfików przeczyszczających, 64% - specyfików wspomagających odchudzanie, w tym około 18% środków dostępnych tylko na receptę.

Co najmniej 5% osób w badanej grupie w ciągu ostatnich 3 miesięcy było hospitalizowanych (przeważnie wbrew swojej woli) z powodu zdiagnozowanych zaburzeń odżywiania lub złego stanu fizycznego związanego z odchudzaniem. Około 13% w ciągu ostatnich 3 miesięcy brało udział w różnych formach terapii, z czego większość wbrew własnej woli deklarując, że oszukują swoich terapeutów oraz, że biora w tym udział tylko dlatego, aby nie wymiotować.

Uwagi końcowe

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób takie statystyczne podsumowanie jest godzeniem w poczucie indywidualności, jest odczłowieczaniem problemu. Jednak są też takie osoby, do których liczby przemawiają bardziej niż słowa. Poza tym zrobienie takiego zestawienia było nie lada wyzwaniem. O ile wiem, nikt wcześniej nie próbował czegoś podobnego zrobić.

Gdyby ktoś chciał wykorzystać powyższe informacje w jakiejkolwiek pracy, artykule - proszę wziąć pod uwagę, że za kilka miesięcy te dane przestaną być aktualne. Gdyby ktoś był zainteresowany innymi informacjami, które nie zostały tutaj podane - proszę o wiadomość na maila lub w komentarzach.

Tagi: pro ana
16:41, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (5) »
piątek, 09 października 2009

Zaburzenia osobowości z jednej strony są ujęte w medycznych klasyfikacjach, z drugiej - wielu lekarzy i psychologów podchodzi do nich z wielkim dystansem, w skrajnych przypadkach odrzucając ich istnienie. To jest temat rzeka i ja nie czuję sie na siłach, aby w tym miejscu analizować to zagadnienie. Ujmując najprościej - panuje przekonanie, że zaburzenia osobowości to coś, co nie bardzo wiadomo jak leczyć, w wielu przypadkach najlepsze co można zrobić, to pomóc pacjentowi nauczyć się żyć z danym zaburzeniem. Także ze względu na stosunek społeczeństwa do ludzi z problemami psychicznymi lepiej za wszelką cenę unikać przypinania komukolwiek łatki pt. zaburzenie osobowości.

Osobowość z pogranicza

Zaburzenie osobowości typu borderline jest opisywane jako zaburzenie z pogranicza psychozy i nerwicy. Charakterystyczne cechy takiej osobowości to:

  • wchodzenie w intensywne i niestabilne związki z innymi ludźmi, które przypominają balansowanie na fali - od idealizowania sytuacji, do podważania każdego gestu, słowa i sytuacji, związki pełne kłótni, rozstań, powrotów; w jednej chwili dana osoba wydaje się byc partnerem na całe życie, by po chwili stać się kimś, kto to życie rujnuje;
  • skupianie wysiłków na zapobieganiu realnym i wyimaginowanym próbom odrzucenia, jest to efektem niezwyklej wrażliwości na bycie porzuconym(ą);
  • niestabilność postrzegania siebie - w jednej chwili wysoka samoocena może zmienić się w nienawiść do siebie, szybkim zmianom ulega nie tylko poczucie własnej wartości, ale także np. preferencje seksualne;
  • niestabilność odczuwanych emocji, szybkie zmiany nastroju - od euforii do poczucia beznadziejności;
  • trudność w określeniu i realizowaniu celów długoterminowych (emocje i uczucia zmieniają się tak często i szybko, że podjęte plany tracą na znaczeniu lub zostają zastąpione innymi);
  • poczucie wewnętrznej pustki, emocjonalnego bólu, desperacji, często pojawiające się uczucie silnego gniewu, a także poczucie oderwania od siebie (depresonalizacja);
  • podejmowanie ryzykownych działań w sposób impulsywny pod wpływemniekontrolowanych emocji - alkohol, narkotyki, napadowe obżarstwo, seks z przypadkowymi partnerami, samookaleczenia, próby samobójcze.

Bezpośrednimi przyczynami wahań nastroju, emocji, postrzegania siebie i bliskich może być stres, poczucie osamotnienia, znalezienie się w nieznanym miejscu lub sytuacji.

Borderline a zaburzenia odżywiania

Kilka lat temu przeprowadzono duże badania wśród kobiet z zaburzeniami odżywiania (niestety nauka w tej kwestii wciąż dyskryminuje mężczyzn), które podejmowały próby samobójcze. Okazało sie, że wśród osób, które miały próby samobójcze przed zachorowaniem na zaburzenia odżywiania, zdecydowanie dominują zaburzenia obejmujące prowokowanie wymiotów i przeczyszczanie się. Wg innych źródeł to właśnie takim typom zaburzeń odżywiania najczęściej towarzyszą różne formy samookaleczania. Naukowcy dość często łączą anoreksje bulimiczną i bulimię z osobowością z pogranicza.

Nie oznacza to, że każda osoba, która ma zaburzenia odżywiania ma również zaburzoną osobowość (ani odwrotnie). Raczej należy popatrzeć na to w ten sposób, że jeżeli u danej osoby ED jest jednym z symptomów zaburzonej osobowości, to zdecydowanie utrudnia to leczenie i pogarsza rokowania.

Dlaczego w ogóle piszę o tym. Nie zrozumcie mnie źle - nie zależy mi na tym, aby na prawo i lewo doszukiwać się zaburzeń psychicznych u losowych osób. Natomiast czytując blogi pro ana bardzo często nie mogę oprzeć się wrażeniu, że opisywane zachowania, emocje, huśtawki uczuć niezwykle dobrze pasują do schematu osobowości z pogranicza. Wprawdzie nawet lekarze i psychologowie, którzy uznają istnienie zaburzeń osobowości podkreślają, że takiej diagnozy nie powinno stawiać się osobom, których nie można nazwać w pełni dorosłymi i dojrzałymi ludźmi, którzy są ciągle na etapie dorastania. Z drugiej strony - może zaangażowanie w pro ana jest przykładem takiego wczesnego sygnału ostrzegawczego dla niektórych osób?

borderline

wtorek, 06 października 2009

W poniedziałek przedstawiciel najpopularniejszego niemieckiego czasopisma kobiecego Brigitte ogłosił, że począwszy od przyszłego roku rezygnują z usług profesjonalnych modelek, na rzecz pokazywania 'prawdziwych kobiet'. Ma to być element kampanii walczącej z dominującym w mediach wizerunkiem kobiecego piękna w rozmiarze zero. Brigitte będzie pokazywać 'kobiety z tożsamością' - sławne i nie, wykonujące różne zawody, w różnym wieku, o różnej sylwetce. Ruch ten jest spowodowany rosnącą ilością listów od czytelniczek, że magazyny pokazują kościste modelki reprezentujące jeden typu urody i absolutnie nie przystające do tego jak wygląda przeciętna kobieta. (link)

Glamour zapowiada wprowadzenie większej różnorodności wśród modelek pokazywanych na łamach czasopisma (link). Jest to reakcja na niesamowity odzew jaki wywołało 'zdjęcie kobiety ze strony 194' (pisałam o tym tutaj).

Już kilka tygodni temu w Internecie przetoczyła się dyskusja nad francuskim pomysłem, aby zdjęcia retuszowane elektronicznie miały specjalne oznaczenia, tak, aby osoby je oglądające miały świadomość, że to co widzą na zdjęciach nie jest prawdziwe. (link)

~~~

Komentarze jakie pojawiły się wśród blogerów zajmujących się tematyką 'body image' i zaburzen odżywiania są niezwykle sceptyczne. Padają zarzuty, że jest to tylko i wyłącznie szukanie nowych sposobów na zwiększenie sprzedaży, że modelki określane jako 'plus size' wcale nie są plus, tylko wg standardów BMI mają wagę w normie. Pierwszy zarzut jest niepoważny - taka jest rola czasopisma - sprzedawać się i produkować zyski. Magazyny takie jak Brigitte czy Glamour nie są organizacjami charytatywnymi. Moim zdaniem trzeba na ten problem popatrzeć inaczej - oto wreszcie ktoś dostrzegł, że nie wszyscy chcą oglądać zdjęcia wychudzonych piękności. Ktoś dostrzegł lukę w systemie i chce ją wykorzystać. A przecież to jest właśnie to, o co dopominają się osoby określane mianem 'body image activists'. To, że zmiany są wymuszone chęcią zwiększenia zysków wynika z tego w jaki sposób działa rynek.

Idiotyzmem jest także oczekiwanie, że z dnia na dzień zdjęcia chudych kobiet zostaną zastąpione zdjęciami kobiet w rozmiarach od 0 do 20+. Nie jest także istotne w jaki sposób te modelki są sklasyfikowane. Ważne jest to, żeby pokazywanie na łamach czasopism kobiecych obok siebie modelek 0 i modelek 12-14 stało się normą. Ważne aby uczynić pierwszy krok w dobrą stronę. Takim krokiem wydaje mi się także pomysł oznakowania zdjęć retuszowanych. Nie wierzę w to, że 'wszyscy wiedzą o retuszach'. Nawet gdyby - nie jest to dla mnie żaden argument. Dlaczego? Choćby patrząc na zdjęcia z wystawy 32 kilo - są to jedne z najpopularniejszych thinspiracji w światku pro ana. I nie wszystkie z dziewczyn marzących aby wyglądać tak jak modelki ze zdjęć z tej wystawy wiedzą w jaki sposób powstały te portrety.

Śledząc komentarze pod różnymi artykułami, które donosiły o pomyśle oznaczenia retuszowanych zdjęć najbardziej rozbawił mnie ten: Przypomina się historia pewnego malarza, który malował albo wiernie, lecz brzydko, albo upiększając - ładniej. Jacy wolimy być? Naturalni brzydcy, czy poprawieni ładni? Sami sobie odpowiedzmy.

Odpowiadając sama sobie i moim czytelnikom - dlaczego naturalny wygląd ma być kojarzony jako brzydki? Czy rzeczywiście istnieją tylko dwie opcje? Moim zdaniem nie. Czytając przytoczony komentarz przypomniał mi się tekst Segritty - nie wszyscy wiedzą, że kobiety robią kupę. Także piękne kobiety.

glamour

fot. Glamour

Tagi: media
23:28, anty_pro_ana , Efekty uboczne
Link Komentarze (8) »
czwartek, 01 października 2009

Pojęcie zaburzeń odżywiania jest bardzo szerokie - jeżeli przyjrzeć się pełnemu spektrum tych zaburzeń: zaczynając od maksymalnie restrykcyjnej diety (np. w przypadku ortoreksji), przez dietę wzbogaconą intensywnymi ćwiczeniami (np. w anoreksji), przez ograniczanie jedzenia połączone z kompensowaniem spożytych kalorii poprzez przeczyszczanie czy wymiotowanie (anoreksja typ bulimiczny), przez napady obżarstwa kompensowane na przeróżne sposoby (bulimia), aż do napadów obżarstwa niekompensowanych w żaden sposób (binge eating, compulsive overeating). Te ostatnie w języku polskim określa się w różny sposób - przejadanie sie psychogenne, kompulsywne objadanie się, czasem nawet jako uzależnienie od jedzenia.

Wbrew pozorom problem nazwy nie jest błahy - problemy związane z różnymi formami przejadania się różnią się między sobą, i każda nazwa czy pojęcie jest taką próbą zminimalizowania opisu danego problemu. Rozróżnienie tego co w języku angielskim funkcjonuje pod nazwą binge eating, i compulsive overeating, i food addiction jest ważne przede wszystkim dlatego, że każde z tych zaburzeń wymaga nieco innego podejścia przy leczeniu. Wrzucanie tych wszystkich problemów do jednego worka, ujednolicanie pojęć na siłę powoduje utrwalanie stereotypów - np. tego, że osoby cierpiące na tę dolegliwości uwielbiają jeść i dogadzać swojemu podniebieniu.

Największym problemem jest rozróżnienie binge eating (które można przetłumaczyć jako obżarstwo napadowe) i compulsive overeating (kompulsywne przejadanie się). Tak naprawdę to mam tutaj wątpliwości czy różnica między nimi jest na tyle znacząca, aby zawracać sobie tym głowę, niemniej jednak osoby zainteresowane tematem mogą mieć problem przy posługiwaniu się anglojęzycznymi źródłami, gdzie te pojęcia coraz częściej nie są traktowane jako synonimy. Spróbujmy zatem stworzyć krótki opis obu tych pojęć, z zaakcentowaniem, że różnice między nimi są dość płynne, w dodatku różnie postrzegane przez różnych autorów.

Zacznijmy od punktów wspólnych:

  • występujące epizody objadania się (napady), w czasie których dana osoba zjada w krótkim czasie duże ilości pożywienia (wartość kaloryczna może przekraczać, i to znacznie, dobowe zapotrzebowanie);
  • w trakcie napadów dana osoba je szybciej, bardziej niedbale niż w czasie normalnych posiłków;
  • napady mają miejsce przeważnie na osobności;
  • po napadzie dana osoba ma poczucie winy, czuje się zażenowana i zawstydzona;
  • oba zaburzenia prowadzą do nadwagi i otyłości;
  • oba zaburzenia są charakteryzowane jako jedzenie emocjonalne i uzależnienie od jedzenia;
  • szukając związku z innymi zaburzeniami odżywiania - napady objadania się przynoszą skutek w postaci wzrostu masy ciała, powoduje to zwiększenie uczucia izolacji, niechęci do siebie, poczucia niższości, lęku, które dana osoba próbuje złagodzić kolejnymi napadami lub objadaniem się - w ten sposób powstaje błędne koło.

Różnice:

Binge eating (czyli obżarstwo napadowe):

  • napady następują z powodu stresu, nudy, smutku, żalu - można to uogólnić w ten sposób, że napady są formą reakcji na przeróżne uczucia i emocje;
  • często są planowane lub organizowane;
  • osoby, których dotyczy ten problem mają przeważnie negatywny stosunek do jedzenia;
  • normalne posiłki są zjadane w odosobnieniu, jedzenie staje się czynnością wstydliwą;
  • jedzenie staje się tabu i powodem unikania innych ludzi;
  • zaburzenie to nie obejmuje zachowań kompensacyjnych w jakiejkolwiek postaci - czyli nie ma tutaj ćwiczeń fizycznych, prowokowania wymiotów, stosowania środków przeczyszczających;
  • zaburzenie to dotyka dwa razy częściej kobiety niż mężczyzn;
  • rodzaje pokarmów konsumowane w czasie napadu często nie mają większego znaczenia (nawet przy napadach planowanych zdarza się, że po zjedzeniu przygotowanego jedzenia, zjadane są inne rzeczy, które po prostu wpadną w ręce).

Compulsive overeating (czyli kompulsywne objadanie się):

  • napady, czy w tym przypadku kompulsje są efektem przede wszystkim próbami radzenia sobie z lękami (lęk rozumiany jako irracjonalna obawa przed czymś co jeszcze nie nastąpiło);
  • napady jedzenia są realizowane na skutek wewnętrznego przymusu;
  • osoby, których dotyczy ten problem dość często fantazjują na temat jedzenia;
  • osoby kompulsywnie objadające się nie unikają posiłków w towarzystwie innych, jednak jedzą wtedy raczej niewielkie ilości;
  • napady nie zawsze są główną i jedyną formą przejadania się - osoby, których dotyczy ten problem mają tendencję do "wypasania się" (nienajlepsze słowo, jednak tak jest to ujmowane w języku angielskim) czyli ciągłego podjadania;
  • tabu staje się przede wszystkim przyrost masy ciała;
  • zaburzenie to dotyczy w równym stopniu mężczyzn i kobiet;
  • niektórzy obserwują tendencję do zajadania pokarmów coraz bardziej kalorycznych (z większą zawartością tłuszczów i cukrów), co potwierdza nałogowy charakter tego zaburzenia (rosnąca tolerancja); znaczna część osób przywiązuje wagę do tego, aby zjadane przez nich produkty miały określoną formę lub smak.

 

Oba zaburzenia mają znamiona uzależnienia, i w ten sposób są leczone. Jednym z kryteriów uzależnienia jest wystąpienie zespołu abstynencyjnego w sytuacji, gdy środek lub zachowanie, od którego jest uzależniona dana osoba. Zespół abstynencyjny może pojawić się w przypadku ograniczenia napadów czy przejadania się zarówno w obżarstwie napadowym, jak i kompulsywnym objadaniu się. Jednak obraz występujących wtedy dolegliwości opisywany przez osoby, których problemy te dotyczą, umieszcza kompulsywne objadanie się bliżej uzależnienia niż obżarstwo napadowe. Jest to oczywiście bardzo dyskusyjne i płynne, wspominam o tym tylko z kronikarskiego obowiązku.

Przyczyny

Naukowcy uważają, że obżarstwo napadowe i kompulsywne objadanie się jest kombinacją genów, osobistych doświadczeń i emocji. Badania wykazują, że co najmniej połowa osób z tymi zaburzeniami miała lub rozwinęła wraz z obżarstwem napadowym depresję. Badania obrazowe mózgu wykazują, że w tym zaburzeniu występują dysfunkcje czynności mózgu kontrolujących apetyt. Niektóre badania wykazały związek tego zaburzenia z genem, który jest podejrzewany o uzależnienia związane z jedzeniem oraz zaburzenia poziomu serotoniny. Wpływ wychowania na powstanie zaburzenia tego typu jest upatrywany w modelu rodziny, w którym jedzenie jest używane jako środek na łagodzenie konfliktów, punkt, wokół którego jest organizowany czas, czy nagroda dla dzieci. Dyskusyjny jest udział podejmowanych prób odchudzania się w obu przypadkach.

 

Ta notka na pewno nie wyczerpuje tematu. Na przykład ważny jest problem postrzegania i traktowania ludzi otyłych, który ma znaczącą rolę w przypadku zaburzeń odżywiania, nie tylko opisanych powyżej, ale także anoreksji i bulimii. Jednak o tym przy innej okazji.

binge eating

Terapia anoreksji, bulimii