niedziela, 22 maja 2011

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie sponsorowanym przez portal mam-eFkę.pl.

Do wygrania jest książka Anoreksja i bulimia psychiczna pod red. Barbary Józefik.

Zasady konkursu:

1. Zrobić oryginalny demotywator o tematyce nawiązującej do zaburzeń odżywiania lub pro ana. (co to jest demotywator)

2. Obrazek przesłać na adres konkurs@mam-efke.pl do 29 maja do północy. Ogłoszenie wyników nastąpi 30 maja.

3. Nadesłane prace zostaną ocenione przeze mnie i głównego sponsora, najlepsze demotywatory będziemy chcieli opublikować na moim blogu, oraz na portalu mam-eFke.pl, więc jeżeli ktoś nie chce, aby jego praca została wykorzystana w ten sposób, proszę nie brać udziału w konkursie.

4. Z autorem/autorką najlepszego demotywatora skontaktujemy się celem uzgodnienia szczegółów przesłania nagrody.

sobota, 21 maja 2011

Już niejeden raz zdarzało się, że ktoś pytał mnie dlaczego nie piszę o różnych metodach leczenia ED, rodzajach terapii itp. Myślałam o tym długo, bardzo długo. W mojej głowie przewijały się potencjalne tematy, zrobiłam nawet rekonesans - i książkowy, i wśród zaprzyjaźnionych ludzi zajmujących się leczeniem. I w końcu podjęłam decyzję - na tą chwilę nie podejmuję sie podejmowania takich tematów.

Dlaczego?

1. Moim zdaniem najważniejszym elementem każdego leczenia zaburzeń odżywiania powinno być indywidualne podejście do danego przypadku. Każda osoba podejmująca leczenie jest ma inną sytuację życiową, inną historię, inny poziom intelektualny i emocjonalny. Dlatego opisywanie jakichkolwiek uogólnionych procedur wydaje mi się niepraktyczne i nieciekawe.

2. Miałam okazję zapoznać się z różnymi podejściami do leczenia zaburzeń odżywiania, na tyle, na ile się dało. I obawiam się, że w tym temacie nie umiem zachować obiektywizmu. Nie chciałabym, aby ten fakt wpłynął na czyjeś decyzje co do podjęcia samego leczenia i wyboru rodzaju terapii.

Na przykład - nie wierzę w metody typu hipnoza. Nie umiałabym opisać hipnozy jako metody leczenia anoreksji w sposób obiektywny. Natomiast nie wykluczam możliwości, że dla kogoś hipnoza może być pomocna, o ile dostatecznie mocno w to wierzy. Nie chciałabym takiej osoby zniechęcać tylko dlatego, że nie umiem pisać obiektywnie o hipnozie.

3. Leczenie trochę za bardzo wybiega poza to, co określiłam jako tematykę mojego bloga. Opisanie zjawiska pro ana, istoty zaburzeń odżywiania, zmierzenie się z różnymi stereotypami i mitami, to jednak trochę co innego niż leczenie.

 

Nie wykluczam, że w przypływie weny "tfórczej" napiszę coś na ten temat, ale na ten moment kiepsko to widzę.

23:15, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 maja 2011

Ostatnio na większości portali przewijały się artykuły zachęcające do odchudzania z myślą o lecie, plaży, bikini. W ten sposób po raz kolejny w mojej głowie przewija się problem "sezonu na odchudzanie" w wydaniu pro ana. Nie dotyczy on wszystkich osób będących pro ana, ale pewnej grupy i polega na tym, że w zasadzie sezon na odchudzanie zawsze się znajdzie.

Bo niedługo wakacje i trzeba się będzie pokazać w stanie "rozebrania".

Bo niedługo nowy rok szkolny/akademicki, więc trzeba zaskoczyć znajomych.

Bo niedługo Sylwester, więc trzeba będzie kiecę nową zademonstrować na ulepszonych kształtach.

Bo niedługo studniówka, wesele, osiemnastka, wyjazd ze znajomymi, itd. itp.

Takie odchudzanie od okazji, do okazji ma to do siebie, że narzuca ramy czasowe, które dość szybko się zacieśniają. Gdy przy tym cel wagowy jest bardzo niski, okazuje się, że chudnąć trzeba nie tylko szybko, ale i intensywnie. I tu się otwiera całe pole minowe dla możliwych porażek.

Bo im bardziej drakońska "dieta", tym większe ryzyko tzw. wpadki.

Bo im mniej czasu, tym mniej realne staje się uzyskanie upragnionej wagi, tym większa presja, tym większe poczucie porażki, gdy odchudzanie nie wychodzi. Itd. Itp.

Jest to absurdalne, że tak wiele osób jest zdeterminowanych, aby odchudzać się za wszelką cenę, i obraca się to przeciwko nim.

Czytając blogi pro ana czasem mam wrażenie, że ich autorki oczekują cudów. Tymczasem nierealne marzenia nie mogą się spełnić, a uczepianie się tych marzeń jest niebezpieczne, bo gwarantuje porażkę. Internet jest pełen blogów, których autorki rozpoczynały kolejny cykl odchudzania z powodu nadchodzących wakacji, czy innych okazji. Nie były w stanie zrealizować swoich planów. Początkowy entuzjazm przechodził w zniechęcenie i kilka miesięcy milczenia. A potem kolejne wakacje i cykl zaczyna się od początku. Aż człowiek przestaje wierzyć w uczenie się na własnych błędach.

A może problem tkwi w czymś innym? Może takie osoby lubią czuć się nieszczęśliwe?

19:52, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 09 maja 2011

Podejrzewam, że sporo osób słyszało/czytało o tym, że kobieta o proporcjach lalki Barbie nie byłaby w stanie chodzić, a ilość tkanki tłuszczowej w jej ciele byłaby o około 20% zbyt niska, aby mogla miesiączkować. Wpływ Barbie na samoocenę i postrzeganie własnego ciała u dziewczynek był i jest badany przez różnych naukowców. Można nawet powiedzieć, że Barbie stała się symbolem Sił Ciemności, które za jej pomocą podsycają kult chudego ciała.

Ostatnio trafiłam na artykuł, którego autorzy postanowili sprawdzić jak w ostatnich kilkudziesięciu latach wyglądały zabawki przeznaczone dla chłopców - figurki postaci z filmów i komiksów. Co się okazało? Otóż przez te kilkadziesiąt lat można zaobserwować wyraźny trend - każde kolejne pokolenie figurek jest bardziej "napakowane" od poprzedniego.

Dla przykładu:

Figurki (od lewej): Luke Skywalker (1978), Han Solo (1978), Luke Skywalker (1998), Han Solo (1998) [1]

O ile figurki z lat 70-tych w miarę odpowiadają rzeczywistym proporcjom bohaterów Gwiezdnych Wojen, o tyle zabawki z lat 90-tych wydają się być nieco karykaturalne w swoich kształtach. Podobny efekt zaobserwowano w przypadku zabawek opartych na innych znanych tytułach (np. G.I. Joe i X-men).

Tu oczywiście należałoby zastanowić się jaki wpływ na postrzeganie własnego ciała u chłopców mają kształty tych figurek. Czy wogóle można o takim wpływie mówić. Wydaje się, że sprawa nie jest oczywista i, że w tym przypadku nie można odnieść wniosków uzyskanych na podstawie badań nad związkiem między postrzeganiem własnego ciała a zabawkami u dziewczynek. Niemniej jednak jest to niepokojące, że producenci zabawek uważają za konieczne wprowadzanie takich zmian.

 

Materiały:

[1] Pope, H. G., Olivardia, R., Gruber, A. J., & Borowiecki, J (1999). Evolving ideals of the male body as seen through action toys. International Journal of Eating Disorders

środa, 04 maja 2011

Kilka dni temu na jednym z blogów pro ana przeczytałam:

chcę być inna, wyróżniać się w tłumie, nie chcę być taka jak wszyscy, i ana mi to zapewni

Ironiczne jest to, że takich wypowiedzi widziałam już bardzo wiele. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że pragnienie “bycia innym” jest w światku pro ana całkiem popularne. Jest to całkiem ciekawy problem - dążenie do indywidualizmu, które sprawia, że ktoś staje się kolejną kopią.

Dlaczego kolejną kopią?

Dlatego, że wspólnym celem staje się rozmiar 0.
Dlatego, że swoje inspiracje zaczyna się dzielić z innymi.
Dlatego, że walczy się z ciałem i z umysłem, te same bitwy, te same łzy, te same rozczarowania.
Dlatego, że zazdrości się tym samym osobom.
Dlatego, że odkłada się na bok te same rzeczy.
Dlatego, że nienawidzi się tych samych epitetów i przypinanych łatek.
Dlatego, że pragnie się tych samych etykiet i diagnoz.
Dlatego, że stosuje się te same argumenty, te same kłamstwa, te same manipulacje, aby osiągnąć swój cel.
Dlatego, że równie często jak spotykam słowa “chcę być inna” spotykam słowa “chcę być jak ..." i tu pada jedno z kilku nazwisk, należących do gwiazdek, które więcej łączy niż dzieli.

Dawno temu przeczytałam, że jednym z dowodów na to, że anoreksja jest problemem biologicznym jest to, że wszystkie anorektyczki są do siebie podobne, mówią jednym głosem. Coś w tym jest, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że po dwóch latach czytania blogów pro ana moją dominująca myślą jest “ale to już było”. Mogą różnić się detale, sposób pisania, dobór słów, ale … poczucie wtórności pozostaje.

I gdy (po raz kolejny) spotykam się ze stwierdzeniem, że “tylko motylek zrozumie drugiego motylka”, to czasem uruchamia się cynizm i podpowiada - “nic dziwnego, w końcu wszystkie motylki są takie same”.

Nie mam wątpliwości, że dla każdej osoby, która cierpi z powodu ED, jej cierpienie jest wyjątkowe, bo jej własne. Natomiast nie zgadzam się z tym, że ED czyni kogoś wyjątkowym.

 

13:46, anty_pro_ana , Refleksyjnie
Link Komentarze (18) »
sobota, 30 kwietnia 2011

Życie w konspiracji jest wpisane w pro ana, tak samo jak odchudzanie. Co ciekawe w wypowiedziach "motylków" można znaleźć nie tylko sposoby na to jak uśpić podejrzliwość bliskich. Dość często same "motylki" bywają podejrzliwe wobec innych ludzi.

Głównymi "siłami ciemności", które są podejrzewane o spiski wymierzone w "motylki", są rówieśniczki z ich otoczenia. Nie ma w tym nic specjalnie zaskakującego, bo od dawna wiadomo, że na tym etapie życia nie ma przyjaciółek, są tylko rywalki. Na czym te domniemane spiski polegają? Dla zilustrowania problemu pozwalam sobie przytoczyć kilka wypowiedzi z blogów pro ana:

Dostałam dzisiaj od koleżanek opierdol, że niby jestem za chuda. Wnerwia mnie to bo one wcale nie sa odemnie grubsze! Chyba poprostu nie chcą zebym była zgrabniejsza od nich !! tak to sobie tłumacze, bo innego wyjaśnienia nie widze.

~~~

Przypomniała mi się poprzednia impreza, kiedy nażarłam się pizzy, chipsów, ciasta, popiłam piwem, a jak chciałam pójść rzygać, to te idiotki mnie zagadały. Dobrze wiedzą, że jestem na diecie i jestem pewna, że wszystkie zazdroszczą mi figury. One nie byłyby w stanie poświęcić się tak jak ja i dlatego mi wtedy przeszkodziły. Więcej na to nie pozwolę.


W gronie podejrzanych znajduje się także rodzina, przede wszystkim matki-karmicielki.

Matka zrobiła dzisiaj na kolację sałatkę, moją ulubioną. Zanim nawet spojrzałam na nią zapytałam kilka razy czy dała do tej sałatki majonez. Powiedziała, że nie, że dała tylko jogurt 0%. A ja głupia oczywiście zjadłam, nawet dokładkę wzięłam. A teraz czuję się taka ociężała. Jestem pewna, że tam był majonez. Już nigdy jej nie uwierzę. Dobrze wiem, że matka chce, żebym przytyła, ona zaprzecza, ale ja wiem swoje.

~~~

Przysięgała, że na Święta upiecze tylko jedno ciasto, dla babci. No i kurwa upiekła trzy w tym jedno takie jak lubię najbardziej - sernik, taki puszysty z brzoskwiniami. Jestem pewna, że zrobiła to specjalnie. Nie poddam się. Nie zjem ani kawałka. Prędzej zdechnę niż przytyję.

~~~

Widziałam jak coś robiła z moim słodzikiem.
Nie wiem co, ale boję się, że dosypała cukru.
Nie wezmę go więcej do ust.

 

Jednak najciekawsze są przypadki, gdy o działalność spiskową są podejrzewane osoby zupełnie przypadkowe:


I cola light. Piłam ją i miałam wrażenie, że sprzedawczyni mnie oszukała.
Że nalała zwykłej, kalorycznej chociaż dobrze widziałam, że nalewała light...
Mimo wszystko nie mogłam jej wypić...

~~~

Zrobiło się ciepło a ja nie moge z domu wyjść. Jak już muszę to czuję na sobie spojrzenia. Słyszę jak oni myślą "popatrz jaka tłusta krowa". Śmieją się ze mnie. Pokazują palcami. Plują. W autobusie wypychają do kąta żebym nie zajęła dwóch siedzeń. Niby wiem że to tylko w mojej głowie ale i tak ogarnia mnie panika bo to może być PRAWDZIWE!!!!!!

 

Zastanawia mnie czy taka nieco paranoiczna interpretacja rzeczywistości jest efektem ciągłego niedojadania, czy też obsesyjnego myślenia o swojej diecie i wadze?

Niektórzy uważają pro ana za sektę, a cóż jest lepszym spoiwem dla sekty niż demagogia, w której czarne charaktery grają matki-karmicielki, zazdrosne koleżanki i ekspedientka z MacDonaldsa.

Tagi: pro ana
00:02, anty_pro_ana , Cytaty
Link Komentarze (16) »
piątek, 29 kwietnia 2011

Dziesiejszym gościem na blogu jest miłośnik kobiecych wdzięków - Czader.

 

Po tym co przeczytacie możecie dojść do wniosku że jestem przewrażliwionym paranoikiem. Ale chciałem się z Wami podzielić myślą - Teorią - Teorią Spisku.
Przyszła Wiosna - po czym ją poznaję ? Nie, nie po kwiatkach, ptaszkach, czy słoneczku. Wiosnę poznaję po ogromnym bilboardzie reklamowym gdzie wychudzone dziewczę zaprasza mnie na wiosenne zakupy - nie dziękuję, nie skorzystam. Zostaję w domu. Wyglądam przez okno. Widzę coraz bardziej porozbierane panie. Zadziwiające jest to, że tylko te wychudzone. Odchodzę od okna. Włączam TV. Reklama. "Zamień kluseczki na figurę laseczki"
Jasna Cholera ! A jak ktoś nie chce być laską tylko Sobą to co ?
Pstryk. Inny kanał. Bach - Reklama - "zrób coś na wiosnę" - dieta wiosenna... bla bla bla... , oczyść się, wycisz się, schudnij, trenuj, zrób coś ze sobą,
zaraz moment, ze sobą ? czy ze swoim ciałem ?
Oto moja teoria spiskowa.
Manipulują naszymi mózgami abyśmy zamiast myśleć o sobie, skupiali się na swoim ciele. Ja tam wolę myśleć. A ciało ? Moje ciało jest ze mną.

sobota, 23 kwietnia 2011

W kilku wcześniejszych wpisach starałam się pokazać jak dużo wspólnego mają zaburzenia odżywiania i uzależnienia. W dzisiejszej notce chciałabym rozważyć kolejny element, który jest powiązany z uzależnieniami, i spróbować odnieść go do zaburzeń odżywiania.

Współuzależnienie

Nie istnieje ścisła medyczna definicja tego zjawiska, więc w zależności od autora, w różnych opracowaniach opisy współuzależnienia różnią się. Próbując uogólnić - współuzależnienie jest patologiczną reakcją na uzależnienie bliskiej osoby, mechanizmem, który w założeniu ma chronić przed negatywnymi skutkami uzależnienia kogoś bliskiego. W rzeczywistości ułatwia osobie uzależnionej życie z uzależnieniem, a u osób współuzależnionych prowadzi do dodatkowego cierpienia i utrudnia normalne funkcjonowanie. Jest to sposób, w jaki dana osoba próbuje radzić sobie z destrukcyjnym wpływem nałogu kogoś bliskiego na jej życie.

O współuzależnieniu mówi się przede wszystkim w kontekście rodziny. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że problem ten może dotyczyć też np. bliskich przyjaciół.

Chcąc wskazać najbardziej typowe elementy współuzależnienia, wymieniłabym:

  1. skoncentrowanie rodziny wokół problemu uzależnienia, odsunięcie na dalszy plan innych problemów, uzależnienie jako temat zastępczy w konfliktach;
  2. próby (najczęściej nieskuteczne) kontrolowania nałogu wbrew woli osoby uzależnionej, w skrajnych przypadkach osoba współuzależniona sama rozwija uzależnienie, aby w ten sposób stworzyć dodatkowy "wspólny grunt";
  3. przejęcie systemu iluzji i zaprzeczeń przez osobę współuzależnioną, racjonalizowanie zachowań osoby uzależnionej;
  4. ochrona osoby uzależnionej przed konsekwencjami nałogu, ukrywanie sytuacji przed osobami z zewnątrz (np. dalszą rodziną czy pracodawcą), przejęcie obowiązków osoby uzależnionej.

Osoba współuzależniona żyje pod presją, w ciągłym stresie obawiając się tego, co może się stać. Na dłuższą metę prowadzi do różnych konsekwencji - pogorszenie jakości życia, depresji, nerwicy, nierealistyczne podejście do otoczenia i zdarzeń, nawet tych niezwiązanych z nałogiem bliskiej osoby itd.

Współuzależnienie i zaburzenia odżywiania

W przypadku zaburzeń odżywiania pojęcie "współuzależnienia" być może nie brzmi zbyt dobrze, ale dla prostoty przyjmijmy na chwilę, że nic tutaj nie zgrzyta pod względem językowym.

Czy można mówić o współuzależnieniu, w sytuacji gdy w danej rodzinie/grupie jedna z osób ma zaburzenia odżywiania? Biorąc pod uwagę, że ED mają sporo wspólnego z uzależenianiami wydaje się, że tak. Każda osoba, która funkcjonuje w ramach grupy, których członków łączą silne więzi (np. rodzinne), wpływa na pozostałych członków grupy. Zachowania i emocje jednej osoby wywołują reakcję ze strony innej osoby. Myślę, że można założyć, że współuzależnienie może zaistnieć wtedy, gdy otoczenie jest świadome problemu danej osoby i przyjmuje je do wiadomości.

W przypadku zaburzeń odżywiania najczęstszą reakcją osób bliskich jest udawanie, że problem nie istnieje. I na swój sposób to już jest pierwszy krok do współuzależnienia - uruchomienie systemu zaprzeczeń i iluzji.

W momencie, gdy zaburzenie odżywiania danej osoby przestaje być tajemnicą, można zaobserwować szereg reakcji ze strony jej bliskich. Przypisując je do wymienionych powyżej punktów:

Ad 1)

  • wszystkie konflikty, porażki, niedostatki są tłumaczone ED, które staje się "kozłem ofiarnym";
  • odkładanie ważnych decyzji do momentu, aż problem ED zostanie rozwiązany (np. rozwód rodziców);

Ad 2)

  • wydzielanie jedzenia, zamykanie lodówki na kłódkę, kontrolowanie tego co i ile dana osoba je lub nie je, wmuszanie posiłków;
  • przejmowanie zachowań - np. matka zaczyna odchudzać się z córką wierząc, że w ten sposób zmusi ją do racjonalnego traktowania diety;

Ad 3)

  • wcześniej wspomniane udawanie, że problemu nie ma (tutaj można wymienić tak wiele przykładów, że nie starczyłoby miejsca) np. ignorowanie tego, że w domu znikają ogromne ilości jedzenia, ignorowanie tego, że dana osoba nigdy nie je w towarzystwie innych domowników i nie bierze udziału w sytuacjach towarzyskich, które wymagałyby jedzenia;
  • zakładanie, że ED to tylko dieta, że to tylko faza przejściowa, że to samo minie;
  • traktowanie zachowań związanych z ED jako elementów zdrowego trybu życia - bo otyłość jest groźna dla zdrowia, bo sport to zdrowie;

Ad 4)

  • ukrywanie przed innymi osobami, że dana osoba ma zaburzenie odżywiania (np. w sytuacji rodzinnych spotkań przy posiłkach typu święta - usprawiedliwianie nieobecności czy tłumaczenie innym, że to "tylko grypa żołądkowa");
  • finansowanie zakupu żywności w ilościach przekraczających możliwości jednej, zdrowej osoby, a także suplementów, witamin, środków przeczyszczających i innych przedmiotów, które są używane do zachowań ED, ale także np. prywatnej opieki medycznej, która ma na celu leczenie tylko i wyłącznie fizycznych konsekwencji zaburzeń odżywiania.

 

Nie ma próżni

Mówi się, że anoreksja czy bulimia są problemami, które dotyczą całej rodziny, a rodzina osoby z ED często także potrzebuje terapii i wsparcia. Z kolei na wielu blogach pro ana jak mantra powtarzane są słowa "to moje życie i zrobię z nim co zechcę". Niestety rzeczywistość jest taka, że wszelkie autodestrukcyjne zachowania wpływają nie tylko na daną osobę, ale także na jej bliskich. W sytuacji, gdy widzi się, że dana osoba cierpi, nawet jeżeli ona temu zaprzecza lub nie zdaje sobie z tego sprawy, uruchamia się naturalny odruch niesienia pomocy. Desperacja często prowadzi do tego, że przestaje się myśleć racjonalnie. I jak widać dotyczy to nie tylko tych osób, które mają ED, ale także ich bliskich.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Dzisiejszy wpis dotyczy pro mia. Już kiedyś próbowałam zaprezentowac bliżej to hasło (łatwo znaleźć w spisie treści). Myślę, że warto wrócić do tego tematu, ponieważ często pro mia wymienia się jednym tchem razem z pro ana, bez wnikania co tak na prawdę to oznacza. Myślę, że po części wynika to z tego, że o ile nie jest problemem odnalezienie stron internetowych 'pro ana', do tego w różnych wariacjach i wersjach, o tyle stron dedykowanych stricte 'pro mia' jest bardzo niewiele.

Dla przypomnienia - 'pro mia' czyli 'pro bulimia' - to filozofia/ideologia, wg której bulimia jest sposobem na życie, a nie zaburzeniem.

Dlaczego pro mia jest mniej popularna?

Jak już kiedyś wspominałam - w świecie zaburzeń odżywiania, a zwłaszcza tej części, gdzie ED są postrzegane jako styl życia, istnieje hierarchia, wg której anorekcja o typie restrykcyjnym jest najbardziej pożądana, a na samym dole jest bulimia. Pro mia jest zatem uważana za "gorszy" wybór drogi życiowej. Z kolei te osoby, które nie wierzą w to, że ED można sobie wybrać, lub wyhodować, natomiast można wkomponować je do swojego życia, jeżeli już się pojawią, dość często deklarują, że chciałyby pozbyć się 'mii' i zostawić tylko 'anę'.

W praktyce wygląda to tak, że "motylki", które nie są w stanie wytrzymać reżimu pro ana, jako środki mające zapobiegać przytyciu po zjedzeniu czegoś niedozwolonego akceptują zachowania bulimiczne - nadużywnie środków przeczyszczających i czasem diuretyków, prowokowanie wymiotów. Oceniam, że około 99% takich przypadków nadal identyfikuje się jako pro ana, nawet jeżeli w ich zachowaniu można znaleźć więcej wspólnego z bulimią niż anoreksją. Ale to tylko jedna strona medalu.

Zaakceptować bulimię

Druga strona medalu to wszystkie te osoby, które akceptują bulimię (w języku angielskim jest bardzo dobre słowo, które oddaje to zjawisko - embrace). Akceptują ją jako błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Dlaczego przekleństwo? To wynika z tego, że jednak pro mia jest uważana za coś gorszego, nieczystego. Porównując pro ana i pro mia z punktu widzenia "motylków" bardzo łatwo zauważyć, że w ideologii pro mia brakuje elementu doskonalenia się i pokazywania silnej woli.

A jednak istnieją osoby, które deklarują się jako 'pro mia' i to wyjaśnia dlaczego bulimia może być przez niektóre "motylki" postrzegana jako błogosławieństwo. Bo mimo tego, że gorsza niż anoreksja, to jednak jej obecność daje:

  1. możliwość "oszukiwania" w diecie (w przypadku tzw. napadów, czyli niekontrolowanego jedzenia większej niż przewidziano ilości jedzenia, ale także w przypadku zaplanowanych jako coś w rodzaju nagrody czy przyjemności uczt);
  2. umiejętność łatwego pozbywania się nadmiaru spożytych kalorii.

Jak się okazuje nie każda osoba zdesperowana aby schudnąć jest w stanie zaadaptować zachowania bulimiczne, zwłaszcza prowokowanie wymiotów. Mistrzowski stopień zaawansowania w pro mia, to nie tylko wymiotowanie bez wspomagania się palcami, czy innymi obiektami wprowadzanymi do gardła, ale także umiejętność wymiotowania bez wydawania dźwięków, to także wiedza o tym jak zapobiegać uszkodzeniom zębów, co jeść, aby wymiotowanie było "łatwe i przyjemne".

Tak, że część "motylków" postrzega pro mia za wybór łatwiejszej opcji, porażkę "w drodze do any" czy "oszukiwanie  any", ale część podkreśla, że mimo wszystko pro mia nie jest łatwym wyborem i wymaga ciężkiej pracy, kunsztu, a może nawet talentu.

 

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę przybliżyć czym jest pro mia. Zasadniczo uważam, że jakiekolwiek debaty dotyczące tego, która z ideologii - pro ana czy pro mia - jest łatwiejsza, bardziej skuteczna itd. są całkowicie odciętymi od rzeczywistości próbami podjęcia decyzji, które jeden z moich ulubionych autorów opisał jako "wybór między kiłą a rzeżączką".

00:58, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 kwietnia 2011

Kilka dni temu jedna z czytelniczek podesłała mi linka do artykułu: Anorexic women targeted by 'super-skinny' porn websites.

W wielkim skrócie - okazuje się, że oprócz użytkowniczek szukających akceptacji, wsparcia i zrozumienia, fora pro ana stały się także celem dla osób, dla których fetyszem jest chude ciało oraz agencji zajmujących się kręceniem filmów i prowadzeniem stron pornograficznych z chudymi kobietami w roli głównej.

Ponieważ wiem, że w zaciszu zamkniętych społeczności pro ana użytkowniczki dużo częściej niż na swoich blogach wymieniają się swoimi zdjęciami, więc myślę, że jest ważne, aby zdawać sobie sprawę z tego, że takie zjawisko istnieje. Być może w Polsce nie jest to wielki problem, ale chyba warto go zasygnalizować tak, aby osoby, które udostepniają swoje zdjęcia były świadome, że wcale nie jest trudne podszywanie się pod osobę, która ma anoreksję lub jest pro ana, i w konsekwencji dotarcie do treści takich jak np. zdjęcia.

A sam fakt, że istnieje grupa ludzi wykorzystujących chorobę/problemy innych do tego, aby zrobić sobie dobrze i/lub zarobić trochę kasy jest dla mnie czymś obrzydliwym i pozostawiam to bez komentarza.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Terapia anoreksji, bulimii