środa, 13 kwietnia 2011

W jednym z ostatnich wpisów (Ewolucja postrzegania anoreksji w medycynie) napisałam, że zmiany w podejściu do anoreksji w latach 60-tych XX wieku wynikały m.in. z tego, że zmieniły się relacje między lekarzem, a pacjentem, na które w latach wcześniejszych bardzo mocno rzutowały różnice wynikające ze statusu płci. Jeden z czytelników poprosił mnie o rozwinięcie tego tematu. Wprawdzie z jednej strony nie jest to aż tak istotne w tematyce bloga, ale z drugiej - jest to niezmiernie ciekawe i trudno mi oprzeć się pokusie, aby nie przybliżyć tego problemu.

Pierwsza połowa XX wieku to okres, w którym znakomitą większość lekarzy stanowili mężczyźni (zresztą przez kolejne kilkadziesiąt lat także), z kolei większość osób diagnozowanych w kierunku anoreksji to były kobiety, w dodatku przeważnie młode i niezamężne. Czytając opisy przypadków zawarte w artykułach dot. anoreksji nie sposób nie zauważyć, że ówczesny światopogląd i oczekiwania wobec kobiet, w zdecydowany sposób wpływały na postrzeganie samej choroby.

 

Co zwróciło moją uwagę:

1) traktowanie małżeństwa jako kluczowego elementu w kształtowaniu psychiki młodych kobiet, dla przykładu:

The only satisfactory destiny for a woman is a happy marriage. (...) adolescent anxiety in a girl centres round doubts as to her ability to influence her environment to secure a mate. (1)

W wolnym tłumaczeniu: Jedynym zadowalającym przeznaczeniem kobiety jest szczęśliwe małżeństwo. (...) obawy dziewcząt w okresie dojrzewania i dorastania koncentrują się wokół jej zdolności wpływania na otoczenie celem zdobycia partnera.

Co ciekawe powyższy cytat pochodzi z artukułu napisanego przez kobietę, a swoje teorie autorka bazuje na bliżej nieokreślonej francuskiej powieści komentując, że "Francuzi mają najbardziej dogłębny wgląd w kobiecą psychologię".

 

2) nieświadomość kobiet w temacie reprodukcji i seksualności, co przyczyniło się do popularności teorii, że w anoreksji jedzenie jest symbolem stosunku seksualnego, w wielu artykułach można znaleźć opisy typu:

From this time she dates her belief that eating was a causative factor in pregnancy, that from eating one got fat, and, finally, had a child. However, she thought this could only take place when people were married. (2)

Wolne tłumaczenie: W okresie, gdy spotykała sie z chłopcami, była przekonana, że jedzenie było przyczyną ciąży, że jedzenie powodowało, że się tyło i w końcu miało dziecko. Jednakże mogło to mieć miejsce tylko, jeżeli było się w związku małżeńskim.

 

3) interpretowanie chęci kształcenia się i inteligencji młodych kobiet jako psychopatologii, dla przykładu:

Miss M.'s mental processes show a distinct schizoid tendency. In her finals at the University she received much credit for an essay savouring of mad genius; in an endeavour to present the cosmic implications of tragedy she soared awav into the nebulous realms of modern physics and treated the fourth dimension with a familiarity Einstein might envy. (1)

Wolne tłumaczenie: Tok myślenia panny M. wykazuje wyrażnie tendencję schizoidalną. W czasie egzaminów końcowych zyskała uznanie za wypracowanie świadczące o szalonym geniuszu; próbując pokazać kosmiczne konsewkwencje tragedii, zagłębiła się w skomplikowane domeny współczesnej fizyki i traktowała czwarty wymiar z obeznaniem, którego mógłby pozazdrościć Einstein.

 

4) w opisach przypadków o stanie psychicznym pacjentek więcej do powiedzenia mieli rodzice, niż same pacjentki. Młode kobiety praktycznie nie istniały bez kontekstu w postaci rodziców, opiekunów, rodzeństwa czy męża.

 

5) w wielu opisach przypadków anoreksji zwraca uwagę to, że istotnym czynnikiem w funkcjonowaniu danej rodziny był konflikt między tym co od chorej oczekiwała rodzina/otoczenie, a tym o czym ona sama marzyła. Warto też podkreślić, że wiele z tych marzeń było jak najbardziej realnych - studia, prowadzenie własnego sklepu, poświęcenie się pielęgniarstwu na misji w Afryce itd. - natomiast zarówno rodziny, jak i lekarze zajmujący się danymi przypadkami uważali je za nierealne, a czasami nawet głupie.

 

6) protekcjonalne traktowanie chorych kobiet, co rzuca się w oczy zwłaszcza w opisach leczenia, dla przykładu:

Elaborate psychiatric methods are undesirable, but a simple, straightforward explanation and reassurance so framed as to convey the impression that the situation is fully comprehended and that the treatment must be accepted and will produce the desired recovery may be as important as any of the other details of treatment. (3)

Wolne tłumaczenie: Wymyślne metody psychiatryczne są niepożądane, natomiast proste i nieskomplikowane wyjaśnienie i zapewnienie sformułowane tak, aby przekazać wrażenie, że sytuacja jest w pełni zrozumiała oraz, że leczenie musi być zaakceptowane i przyniesie pożądaną poprawę, mogą być równie istotne jak inne szczegóły leczenia.

 

7) jest to najmniej istotny czynnik, aczkolwiek wymaga zaznaczenia - ówczesne artykuły medyczne zdecydowanie różnią się od współczesnych. Współcześnie dąży się do tego, aby prezentować wnioski oparte na jak największej ilości przypadków, nie analizuje się pojedynczych pacjentów. Dawniej artykuły naukowe były pełne bardzo szczegółowych, wręcz intymnych opisów indywidualnych przypadków, bardzo często ilustrowanymi zdjęciami, praktycznie nie stosowano metod statystycznych, nierzadko podstawą do napisania artykułu były pojedyncze przypadki.

 

Czytając artykuły dot. anoreksji sprzed kilkudziesięciu lat odniosłam wrażenie, że pacjentki z anoreksją były traktowane jako istoty może nie tyle głupie, co nieskomplikowane. W wielu publikacjach psychodynamiczne teorie dot. anoreksji były wspierane mitologią pierwotnych plemion sprzed kilkuset lat lub plemion żyjących współcześnie, ale w odcięciu od postępów technologicznych kultury zachodniej. Czy wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach porównywanie anorektyczek do "dzikich"? Mogę się tylko domyślać jaki rwetes podjęliby Rzecznik Praw Pacjenta czy różne organizacje feministyczne i zajmujące się prawami kobiet.

 

Brit Med J (1958)

 

 

(1) G Nicolle, Pre-Psychotic Anorexia, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1938) XXXII;

(2) JV Weller et al, ANOREXIA NERVOSA: A PSYCHOSOMATIC ENTITY, Psychosomatic Medicine (1940) 11(1);

(3) DISCUSSION ON ANOREXIA NERVOSA, President HL Tidy, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1939) XXXII;

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Dzisiejszy wpis miał dotyczyć tego, w jaki sposób mężczyźni radzą sobie z kiepską samooceną i co robią, aby poprawić swój body image. Plan był prosty - zgodnie z opinią ludzi, którzy zajmują się badaniem tych zagadnień, można uogólnić, że kobiety pragną być szczupłe, i często rozwiązują swoje problemy dietami, ćwiczeniami itd. aż po ED, z kolei faceci pragną być muskularni, więc wielu z nich poprawia swoje samopoczucie chodząc na siłownię, budując masę mięśniową itd. W momencie, gdy takie poprawianie własnego wizerunku wymknie się spod kontroli, mogą wykształcić się przeróżne zaburzenia typu bigoreksja, uzależnienie od sterydów anabolicznych, bulimia sportowa itd. Szukając materiałów do tego wpisu postanowiłam wspomóc się nie tylko naukowymi opracowaniami, ale także zapoznać się z sieciowymi społecznościami zgromadzonymi pod ogólnym pojęciem "kulturystyka". I w tym momencie mój oryginalny plan wziął w łeb, bo to, co znalazłam na forach internetowych "kulturystów" jest zbyt ciekawe, aby służyło tylko i wyłącznie jako lektura uzupełniająca. Stąd mała zmiana planów i zamiast chłodnej i rzeczowej analizy zjawiska chcę podzielić się moimi jak najbardziej subiektywnymi refleksjami na temat tego, co wyczytałam.

Pierwsze co rzuca się w oczy przy czytaniu forów fanów pakowania, to język. Dla osoby niobeznanej z tematem potrzebna jest chwila, albo nawet oficjalny forumowy słowniczek najważniejszych pojęć, aby załapać o co chodzi. Zaskakuje także ilość błędów ortograficznych.

Gdy się już przebrnie przez barierę językową drugą rzeczą, która przykuwa uwagę to nieprawdopodobnie duża ilość rzeczowych informacji. Oceniam, że mniej więcej 95%, a może i więcej, treści, to konkretne porady - jak jeść, jak ćwiczyć, czym się wspomagać, aby uzyskać określony cel. Porównując do forów pro ana, gdzie mniej więcej 3/4 treści to rozmowy o uczuciach i emocjach, było to dla mnie coś zdecydowanie nowego. Ponieważ zależało mi na znalezieniu wypowiedzi nie na temat tego jak "wypompować kaptura", ale dlaczego ktoś chciałby to robić, więc sprawa nie była prosta, aczkolwiek wykonalna.

Ponieważ wcześniej nigdy nie interesowałam się tym tematem, więc w mojej głowie panowało przekonanie, że wszyscy ci, którzy pakują, robią to po to, aby uzyskać określony wygląd. Lektura forów "kulturystów" dowodzi, że nie jest to takie proste. W tych nielicznych przypadkach, gdy "kulturyści" tłumaczyli swoje zainteresowanie siłownią itd. można znaleźć następujące powody:

  • żeby być zdrowym i wysportowanym,
  • żeby wyglądać groźnie,
  • żeby być silnym, w przeciwieństwie do innych wymoczków i móc zapewnić swojej kobiecie bezpieczeństwo,
  • żeby podobać się pannom,
  • żeby mieć w życiu jakiś cel, a nie chodzić, i chlać, i ćpać i palić jak ich rówieśnicy,
  • żeby lepiej się czuć, bo ćwiczenie i kształtowanie ciała daje niesamowitą satysfakcję, porównywaną do "bycia na chaju",
  • żeby móc się pokazać na plaży,
  • żeby pokazać innym, że "ja też potrafię",
  • żeby gdzieś wyładować agresję,
  • itd.

Na każdym forum "kulturystycznym", które odwiedziłam, istniał dział poświęcony sterydom anabolicznym i dopingowi. Działy te były opatrzone zastrzeżeniami, wg których takie wspomaganie jest tylko dla osób zaawansowanych, pełnoletnich, posiadających wiedzę na temat budowania mięśni i działania dopingu oraz potencjalnych skutków ubocznych itd. Wszystko to sprawiało wrażenie, że sterydy anaboliczne w odpowiedzialnych rękach nie są niebezpieczne, a wręcz przeciwnie. Najczęściej wyrażanymi obawami są strach przed łysieniem oraz ginekomastią (mówiąc najprościej wyhodowanie damskiego biustu u faceta).

Znalazłam wypowiedzi "kulturystów", które opisują treningi na siłowni i towarzyszącą im dietę, jako styl życia, a które automatycznie włączyły u mnie tryb porównywania do pro ana. Nie chcę tutaj prowadzić porównania, co jest zdrowsze, bo zbyt kiepsko orientuję się w światku "kulturystów", aby móc choćby spekulować na ten temat, niemniej jednak nie tak trudno znaleźć potwierdzenie, że zamiłowanie do pakowania czasem może zmierzać w kierunku patologii. Np. ww doping, czy opowieści jak to "źle mi było, bo przez 4 dni nie mogłem pójść na siłkę" czy "odpuściłem sobie kino, bo o 16 to ja jem ryż z mlekiem".

To co zwróciło moją uwagę, przy porównywaniu forów "kulturystycznych" do pro ana:

  • "kulturyści" praktycznie nigdy nie narzekają na swoją dietę i nie przejawiają większych problemów z jej utrzymaniem,
  • uczestnictwo w forach poświęconych "kulturystyce" ma na celu znalezienie i dzielenie się informacjami, tutaj praktycznie nie istnieje coś takiego jak grupa wsparcia,
  • panowie "kulturyści" dużo chętniej dzielą się zdjęciami dokumentującymi ich postępy (swoją drogą to niezwykle zabawne są komplementy jakimi obdarzają się "kulturyści" biorąc pod uwagę jak bardzo heteroseksualne są społeczności, w których się udzielają).

Nie mam wątpliwości, że absolutnie nie wyczerpałam tematu, i na pewno kiedyś do niego wrócę, jak prześpię się z tym i przetrawię te przesiąknięte testosteronem informacje. Ale już w tym miejscu mogę przyznać, że jest to dla mnie światek tak samo odległy jak pro ana.

 

Sformułowań "kulturyści" i "kulturystyka" używam w odniesieniu do ludzi, którzy pracują nad zbudowaniem odpowiedniej sylwetki i masy mięśniowej, natomiast nie jest to ścisłe zastosowanie tego terminu, bo nie wszyscy uczestnicy takich forów uważają się za kulturystów.

sobota, 09 kwietnia 2011

Ostatnio otrzymałam kilka maili i komentarzy (poleciały do kosza) o dość podobnej treści. Można ją streścić w 4 punktach:

  1. ten blog nie ma sensu,
  2. każdy ma prawo robić/pisać to co chce,
  3. to nieładnie "śledzić" "motylki" i wtrącać się w czyjeś życie,
  4. kim ja jestem lub kto mi dał prawo do pisania na temat pro ana.

I tak od mniej więcej dwóch tygodni zastanawiałam się nad tym czy jest sens pisać na ten temat i tłumaczyć się. Bo ileż można? W końcu doszłam do wniosku, że powyższe probemy powracają jak bumerang i powracać będą, i nie jestem w stanie zrobić nic, aby temu zapobiec. Zatem bezsensem byłoby tracenie czasu na komentowanie powyższych punktów.

Niniejszym zatem informuję wszystkich, którzy ostatnio poświęcili swój cenny czas, aby uświadomić mnie, że to co robię prowadząc tego bloga nie ma sensu, jest ble itd., że póki ja widzę sens w pisaniu tutaj, to pisać będę póki mi weny i czasu starczy.

Zaskakujące w tym wszystkim jest to, jak wiele z tych osób, które uważają tego bloga za nonsens, zdaje się być regularnymi i dość wnikliwymi czytelnikami.

PS Przepraszam za tytuł od czapy, ale generalnie kiepsko mi szło z wymyśleniem sensownego tytułu. Poza tym, czy wszystko zawsze musi mieć sens? ;-)

23:24, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (10) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Dzisiejsza notka jest zainspirowana następującą wypowiedzią znalezioną na jednym z blogów pro ana:

No i stało się, byłam na pierwszej wizycie. Pani psycholog - owszem ładna i młoda. Szkoda tylko, a może na szczęście niesamowicie naiwna i głupia. Wypytywała mnie o moją dietę, o to jak udało mi się tak bardzo schudnąć, a ja nawciskałam jej kitów o zdrowym odżywianiu, warzywach, ciemnym pieczywie, unikaniu słodyczy itd. Ha! Za tydzień następna wizyta i jestem pewna, że ostatnia. Bo przecież nic mi nie jest, a dążenie do szczupłej sylwetki nie jest żadną chorobą, a wręcz przeciwnie.

Na marginesie dodam, że autorka tej wypowiedzi ma BMI około 16, stosuje dietę na poziomie 300 kcal, regularnie też prowokuje wymioty w sytuacjach, gdy okoliczności zmuszają ją do zjedzenia czegoś spoza ułożonego przez nią jadłospisu.

Czytując blogi pro ana dość często spotykam się z opisami spotkań "motylków" z psychologami czy psychiatrami. Najczęściej sprowadza się to do tego, że zaniepokojona rodzina (rodzice, partner, mąż itd.) wymusza podjęcie leczenia, "motylkowi" taki pomysł się nie podoba, więc po krótszych lub dłuższych kłótniach, unikaniu tematu, plucia jadem na blogu itd. itp., "motylek" idzie do psychologa z założeniem, że to tylko dla uśpienia czujności i uniknięcia niechcianych konfliktów w formie otwartej. Wg moich obserwacji wśród motylków panuje powszechne przekonanie, że bardzo łatwo jest manipulować psychologiem, i że wystarczy tylko odpowiednio odegrać swoją rolę, aby psycholog uznał, że problemu nie ma, poinformował o tym rodzinę, a "motylek" mógł w spokoju dalej chudnąć.

Powstaje pytanie - czy da się wkręcić psychologa/psychiatrę?

Rozmawiając z różnymi osobami, które zajmują się psychiatrią czy prowadzą terapię, wypytuję o to, czy są w stanie wyłapać tego typu manipulacje, jaki jest ich stosunek do tego, jak postepują, gdy podejrzewają, że ich pacjentka po prostu kłamie. Oczywiście odpowiedzi są różne, ale spróbuję uogólnić to, czego się dowiedziałam.

  1. Wyłapanie tego, że pacjent kłamie nie jest trudne (w grę wchodzi doświadczenie, obserwacja pacjenta, jego mowy ciała, konsekwencja wypowiedzi, wypowiedzi rodziny).
  2. Przyłapanie pacjenta na kłamstwie nie oznacza, że psycholog czy psychiatra od razu konfrontuje ten fakt ze swoim podopiecznym.
  3. To, że pacjent kłamie i czego kłamstwa dotyczą jest informacją równie ważna jak sytuacje, w których pacjent jest szczery.
  4. Psycholog czy psychiatra okłamywany przez pacjenta nie czuje się urażony, zraniony, oburzony, poniżony, itd., ze wzgledu na specyfikę relacji pacjent - psycholog/psychiatra.
  5. Wszystkie konsekwencje tego, że pacjent kłamie, ponosi pacjent.

Tak więc wynika, że w wielu przypadkach osoby, które próbują manipulować psychologiem czy psychiatrą i są przekonane, że im sie to udaje, bardzo grubo się mylą. A zaprzeczanie temu to moim zdaniem po prostu naturalna reakcja manipulatora, który został zrobiony w konia.

Czy ktoś zechce podzielić się swoimi doświadczeniami na ten temat?

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak "motylki" postrzegają macierzyństwo. Do tej pory nie miałam żadnych podstaw, aby zastanawiać się jak wygląda bycie "motylkiem" i bycie w ciąży jednocześnie. Owszem, pojawiały się sytuacje, gdy autorka bloga pro ana informowała o tym, że spodziewa się dziecka. Zazwyczaj towarzyszyły temu deklaracje, że czasowo porzuca odchudzanie, i że wróci jak tylko dziecko przyjdzie na świat, bo przecież trzeba będzie zrzucić nadmiar ciążowych kilogramów. Większość z nich nie pojawiała się już później na swoich blogach, czasem tylko można było spotkać krótkie informacje o tym, jak mało mają czasu i jak bardzo kochają swoje dzieci.

Oststnio coś się zmieniło. W dość krótkim okresie czasu trzy z obserwowanych przeze mnie "motylków" oznajmiły, że są w ciąży. Jednocześnie nadal udzielają się w środowisku pro ana. Wszystkie trzy są na dość wczesnym etapie ciąży, ale już zdążyły dać mi dużo do myślenia.

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, to oczywiście deklaracje, że dobro dziecka jest na pierwszym miejscu, więc "ana" chwilowo idzie w odstawkę. Jeżeli komuś się wydaje, że jest to takie proste, i że tryb ED można włączać i wyłączać na rządanie, to się myli. Bo deklaracje deklaracjami, ale z dalszych wpisów wynika, że nawet jeżeli ciężarne "motylki" postępują bardziej racjonalnie, to nie jest to łatwe i myślenie w kategoriach "pro ana" wciąż im towarzyszy. Jeżeli nawet świadomie rezygnują z zasad pro ana, to chwilowo zadowalają się planowaniem tego, co będzie po porodzie - jak będą wyglądały i co będą robić, aby to osiągnąć.

A jak wygląda w praktyce to złagodzenie "diety pro ana"? Np. zrezygnowanie ze słodzika, który przed ciążą stanowił główny składnik diety. Albo zwiększenie liczby posiłków - przed ciążą standardem był 1 posiłek dziennie, w ciąży, co drugi dzień 3 posiłki. Albo pozwolenie sobie na jedzenie po królewsku, bo ciążowe mdłości robią swoje.

Druga rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to dodatkowa presja wywierana na te dziewczyny. Ciąża nie przeszkadza w skrupulatnym ważeniu i mierzeniu sie, nie przeszkadza też w studiowaniu swojego wyglądu przed lustrem. I tak jak przed ciążą głównym zmartwieniem było to ile udało się schudnąć, to teraz problemami są jak bardzo przytyły i czy dałoby się przytyć mniej. Dodatkowym źródłem stresu jest konieczność unikania farmaceutyków wspomagających odchudzanie, oraz potrzeba ograniczenia preparatów kosmetycznych zwalczających cellulit (nie jestem pewna czy jest to uzasadnione). Czytając dylematy ciężarnych "motylków" nie sposób jest nie zastanawiać się jak długo wytrzymają one tą presję. Jak długo zmiany zachodzące w ich ciałach będą mniej ważne, niż potrzeba bycia chudą. Jak długo będą w stanie obserwowac "postępy" koleżanek, zanim przymus odchudzania nie weźmie góry nad zdrowym rozsądkiem.

I wreszcie trzeci problem, to reakcje ze strony innych "motylków". Większość komentarzy jest pozytywna - gratulacje, przekonanie o tym, że "motylki" mają świetne kwalifikacje, aby być doskonałymi matkami i wreszcie słowa otuchy, że jak tylko dziecko sie urodzi, to wszystko będzie tak jak dawniej i obecne przyszłe mamy będą mogły w pełni oddać się "anie". Pojawiają sie także komentarze negatywne, których nie jestem w stanie śledzić na bieżąco, ponieważ są niezwykle sprawnie usuwane. W każdym razie zdążyłam już załapać się na tego typu kwiatki jak:

i ty nazywasz się pro ana? śmiech na sali :D nawet nie wiesz jak wielką satysfakcję przynosi mi świadomość, że każdego dnia ja chudnę a ty tyjesz, tak łatwo jest zrujnować swoje ciało, i to po co??? nigdy tego nie zrozumiem. skończysz jako wielki tłusty wieloryb, bo już teraz widać, że nie jesteś prawdziwą córką Any.

lub:

Słabość charakteru, bo pozwoliłaś swojemu facetowi zniszczyć swoje ciało, słabość charakteru, bo nie mogę nazwać inaczej obżerania się 1200kcal, słabość charakteru, bo nie umiesz się zdecydować, czy wrócić do zwykłego świata, czy zostać w świecie motyli.

I wreszcie komentarz, który poruszył mnie najbardziej:

Nie wiem czy podziwiać cię czy zazdrościć. Ja od lat próbuję jeść normalniej. Bezskutecznie. I jak patrzę na to, jak łatwo ci to przychodzi, to zaczynam rozważać zajście w ciążę. Nie pomogli mi terapeuci, nie pomógł szpital, może dziecko mnie zmusi do wyrwania się stąd?

Egoizm? Desperacja? W każdym razie zmusza do zastanowienia się nad tym, co te młode kobiety będą w stanie zaoferować swoim dzieciom. Póki co deklarują, że nie pozwolą im na podążanie drogą pro ana. Jeżeli jednak same będą to nadal robić, to czy pozostanie to bez wpływu na ich dzieci? Jakie wartości im przekażą? Czy będą w stanie wyjść poza schemat "chude jest piękne" i "perfekcja za wszelką cenę"?

środa, 30 marca 2011

Anoreksja jest przedmiotem wielu sporów - odnośnie definicji i kryteriów diagnostycznych, przyczyn, a także najskuteczniejszych metod leczenia. I ten stan rzeczy towarzyszy temu zaburzeniu w zasadzie od samego początku. Od momentu, gdy anoreksja została po raz pierwszy opisana (jako jednostka chorobowa - jadłowstręt psychiczny) medycy różnych specjalności próbowali dowieść swoich racji. W poniższej notce chcę pokazać w jaki sposób ewoluowały poglądy na temat anoreksji. Ewolucja ta była i jest napędzana postępami nauki (popularność poszczególnych teorii można odnieść w czasie do odkryć naukowych w danej dziedzinie - można tutaj wymienić endokrynologię, psychoanalizę, terapie wstrząsowe, neuroleptyki, badania genetyczne, rozwój nurtów psychologii behawioralnej i poznawczej itd.), ale nie tylko. Myślę, że innym istotnym elementem jest rola kobiet w społeczeństwie, oraz sposób w jaki je postrzegano.

 

XIX wiek

Anorexia nervosa została po raz pierwszy opisana przez sir Williama Gulla w latach 70-tych XIX wieku, jako choroba dotycząca przede wszystkim młodych kobiet (z zaznaczeniem, że znane są przypadki zachorowań wśród osób starszych oraz mężczyzn). Jako objawy podano: spadek wagi bez towarzyszących widocznych chorób organicznych, zanik miesiączki, wolny metabolizm, skłonność do poirytowania. Szczególną uwagę zwrócił Gull na niezwykłą aktywność swoich pacjentek i rozpierającą je energię, pomimo tego, że były one wychudzone i nie spożywały posiłków adekwatnych do ich zapotrzebowania energetycznego. Jako przyczynę anoreksji Gull wymienił "perwersję ego", a w ogólnym opisie podkreślał psychologiczne tło choroby. Zalecane leczenie obejmowało karmienie chorych w regularnych odstępach czasu, otoczenie osobami posiadającymi autorytet oraz odcięcie od rodziny i otoczenia.

W 1873 roku Ernest Charles Lasègue opisał podobne zaburzenie, które nazwał Anorexia hysterica.

W późniejszych publikacjach badacze podkreślali, że różnice w opisie anoreksji były powodem, dla których przez nastepne 50 lat obraz anoreksji różnił się w zależności od kraju, w którym stawiano diagnozę. Np. w Niemczech aż do lat 20-tych XX wieku w ogóle nie uznawano istnienia anoreksji, a przypadki, które lekarze z innych krajów zdiagnozowaliby jako anoreksję przypisywano różnym chorobom m.in. schizofrenii, hipochondrii czy chorobie Simmondsa (w polskim piśmiennictwie - choroby Glińskiego-Simmondsa).

Pierwsza połowa XX wieku

Somatyczny obraz anoreksji pokrywał się z opisem Gulla. Wraz z postępami endokrynologii zwrócono uwagę na zaburzenia hormonalne towarzyszące anoreksji. Wyszczególniono, że zanik miesiączki nie jest efektem wyniszczenia organizmu, ale objawem poprzedzającym drastyczny spadek wagi.

Dominacja anoreksji wśród młodych kobiet była tłumaczona tym, że dorastające dziewczęta, których jedynym zadowalającym przeznaczeniem było małżeństwo i podporządkowanie swojego losu mężowi, były przytłoczone przez obawy co do swojej przyszłości, w odróżnieniu od mężczyzn, którzy osiągając dorosłość mogli realizować swoje plany i marzenia bez oglądania się na nikogo. Pojawiła się także teoria, że przypadki opisywane jako jadłowstręt psychiczny u kobiet zamężnych oraz mężczyzn w rzeczywistości stanowią inne zaburzenie o tle psychotycznym (anorexia psychotica).

W opisie przebiegu anoreksji odnotowano podobieństwa w osobowościach chorych, wymieniano cechy t.j. perfekcjonizm, upór, niska samoocena i poczucie własnej wartości, zależność od innych. Zaobserwowano także, że wychudzenie było dla wielu chorych powodem do dumy.

W rozważaniach na temat przyczyn anoreksji dominowały dwie tendencje. Pierwsza dotyczyła problemów hormonalnych (niewydolność gruczołów, atrofia gonad), druga - problemy psychologiczne (poczucie winy z powodu pozamałżeńskich stosunków seksualnych, strach przed ciążą, zerwanie zaręczyn, chęć zwrócenia na siebie uwagi rodziny). Pojawiały się także hipotezy organicznego tła anoreksji - np. atrofii błony śluzowej przewodu pokarmowego.

Najbardziej popularny psychologiczny mechanizm anoreksji utożsamiał lęk przed jedzeniem z lękiem przed seksem, a lęk przed otyłością z lękiem przed ciążą. Zaparcia i zanik miesiączki, jako pierwotne objawy anoreksji, miały być efektem obawy przed zajściem w ciążę. Podkreślano, że w wielu przypadkach dziewczęta z anoreksją nie były świadome w jaki sposób zachodzi się w ciążę, a jedzenie stawało się symbolem kontaktów seksualnych. Np. w jednym z opisanych przypadków dziewczyna, którą rodzina zmusiła do zerwania kontaktów z ukochanym rozwinęła nawyk objadania się, po każdym napadzie obżarstwa dziewczyna ta kładła się i analizowała ruchy jelit i przepełniony żołądek wyobrażając sobie, że jest w ciąży z ukochanym.

Psychiatrzy uważali, że anoreksja ma różne składowe - kompulsywną, lekową, depresyjną i psychotyczną. W zależności od tego, która z nich w danym przypadku dominowała, wyróżniano różne postacie anoreksji, które wymagały nieco innego sposobu traktowania pacjentów (np. osoby z obrazem psychotycznym były traktowane bardziej bezceremonialnie).

Zalecane leczenie:

  • oddzielenie od domu rodzinnego, a przede wszystkim od matki;
  • stanowcze, ale życzliwe podejście personelu;
  • ograniczenie aktywności fizycznej;
  • zapewnienie rozrywek i towarzystwa, aby odwrócić uwagę chorych od ich obsesji;
  • odkarmianie przy użyciu stanowczej perswazji, karmienie na siłę za pomocą sondy tylko w ostateczności.

Eksperymentowano z leczeniem hormonalnym.

Psychoterapia jako element leczenia była przedmiotem sporów. Zwolennicy optowali za łagodną perswazją, uspokajaniem chorych, stosowaniem indywidualnego podejścia do poszczególnych chorych. Przeciwnicy dowodzili, że psychoterapia to strata czasu, bo większość chorych jak już zacznie jeść sama przyznaje, że ich lęki miały dziecinną i głupią naturę, a pozostali często zapominają dlaczego wogóle przestawali jeść.

Rokowoania anoreksji były powszechnie uważane za dobre, a nawet bardzo dobre (wyzdrowienie na poziomie 90% przypadków, pozostałe przypadki nie reagowały na leczenie ze wzgledu na późną diagnozę lub komplikacje typu gruźlica).

Warto zaznaczyć, że w debaty na temat anoreksji byli zaangażowani lekarze różnych specjalności, którzy w większości przypadków z góry odrzucali wszelkie pomysły pochodzące spoza ich specjalności.

Lata 50-te XX wieku

W opisie anoreksji:

  • zwrócono uwagę, że objawy depresyjne są efektem niedożywienia, a nie pierwotnym obajwem (jak np. jadłowstręt);
  • zaczęto podkreślać, że anoreksja to coś więcej niż utrata apetytu (obecność dziwnych wyobrażeń na temat konsekwencji jedzenia i niejedzenia);
  • zwrócono uwagę na podobieństwo anoreksji do uzależnień;
  • obraz choroby poszerzono o opis stanu emocjonalnego pacjentów (spłycenie uczuć, pustka uczuciowa poza silnymi reakcjami na jedzenie, awersja do czynności seksualnych);
  • zwrócono uwagę, że w wielu przypadkach można wyróżnić zdarzenie lub czynnik, które wyzwoliły zachowania anorektyczne;
  • po raz pierwszy zwrócono uwagę, że anoreksja może mieć różną postać i przebieg (można uznać, że były to nieśmiałe próby uogólnienia dot. zaburzeń odżywiania).

Jako przyczyny anoreksji brano pod uwagę psychikę, oraz tło biologiczne (bliżej nieokreślone). Zwolennicy anoreksji jako choroby somatycznej jako dowody podawali przypadki magicznych wręcz wyzdrowień w sytuacji, gdy dana osoba nagle zapadała na inne choroby (typu zapalenie płuc).

Zalecane leczenie nie odbiegało od stosowanego w latach 40-tych. Nowe pomysły i zmiany:

  • pojawiła się sugestia co do konieczności edukacji rodzin i samych chorych na temat natury anoreksji,
  • coraz częściej wyrażano wątpliwości co do skuteczności leczenia hormonalnego,
  • popularność zyskały terapie wstrząsowe (insulinowa, elektrowstrząsy) oraz lobotomia, zwolennicy tych metod twierdzili, że około 25% przypadków anoreksji reaguje tylko na leczenie tego typu,
  • pierwsze eksperymenty z lekami przeciwpsychotycznymi (np. rezerpina).

Pojawiły się opinie, że rokowanie w anoreksji nie jest najlepsze. Szacowano, że po 5 latach całkowicie zdrowieje około 40% chorych, kolejne 40% doświadcza nawrotów lub utrzymuje niepełne objawy, a 20% przypadków anoreksji jest śmiertelnych.

Lata 60-te XX wieku

Najbardziej popularny opis anoreksji sprowadzał się do ujęcia psychologicznego. Można tutaj wyróżnić nastepujące nowinki:

  • odnotowanie, że chorzy mają zaburzone postrzeganie własnego ciała, a także sygnałów pochodzących od ciała (np. poczucie głodu);
  • zwrócono uwagę, że chorzy intensywnie zaprzeczają, swojej chorobie;
  • w opisie anoreksji uwzględniono prowokowanie wymiotów i przeczyszczanie się nie tylko jako próby zmniejszenia wagi, ale także jako efekt zaburzonego postrzegania własnej fizjologii;
  • zwrócono uwagę, że osoby chore na anoreksję nadmiernie koncentrują sie na własnym wyglądzie.

Zmiany te wynikały z dwóch czynników: 1) rosnąca popularność psychologii w nurcie poznawczo-behawioralnym; 2) zmiana w relacji lekarz - pacjent (w poprzednich latach bardzo mocno rzutowały tutaj różnice w statusie wynikającym z płci), czego skutkiem było głębsze poznanie uczuć i emocji towarzyszących anoreksji.

Pojawiły się pierwsze teorie dot. genetycznego tła anoreksji.

Po raz pierwszy próbowano opisać anoreksję u mężczyzn, w oparciu o coś więcej niż pojedyńcze przypadki.

Zasady dotyczące odkarmiania nie uległy znaczącym zmianom. Pojawiło się natomiast szerego nowinek dotyczących psychoterapii:

  • jako warunek wyzdrowienia uważano konieczność poprawienia postrzegania własnego ciała;
  • odrzucono psychoanalizę jako metodę nieskuteczną, bo koncentrującą się na interpretacji zachowań pacjentów;
  • zalecano prowadzenie terapii, która pozwalała chorym na rozpoznawanie pewnych zachowań (podejście behawioralne), oraz odcięcie chorych od sytuacji, w której rodzina decydowała o tym, jak mają się czuć;
  • po raz pierwszy zaproponowano psychoterapię nie tylko chorych, ale także ich rodzin.

W farmakoterapii anoreksji zaczęto stosowanie neuroleptyków (leków przeciwpsychotycznych)
- chloropromazyna.

Lata 70-te XX wieku

Nowe kierunki badań nad anoreksją:

  • badania środowiskowe i epidemiologiczne;
  • badania nad bezpośrednią przyczyną śmierci osób z anoreksją;
  • badania nad dietą stosowaną w leczeniu.

Nowatorskie podejście do opisu anoreksji:

  • uznano, że utrata miesiączki jest konsekwencją wyniszczenia organizmu, a nie pierwotnym objawem;
  • w kryteriach diagnostycznych anoreksji uwzględniono: 1) charakterystyczny stosunek chorych do jedzenia; 2) zaburzenia hormonalne towarzyszące wygłodzeniu (utrata miesiączki u kobiet, spadek libido u mężczyzn); 3) psychopatologię (strach przed przytyciem, zaburzone postrzeganie własnego ciała);
  • uwzględniono możliwość, że często występujące w przypadku anoreksji zaburzone relację z matką i rodziną, mogą być skutkiem choroby, a nie przyczyną.

Za przyczynę anoreksji powszechnie uważano lękowo-unikającą reakcję na fizyczne zmiany zachodzące w procesie dojrzewania i ich konsekwencje seksualne i społeczne.

W podejściu do leczenia anoreksji:

  • zaznaczono konieczność rozdzielenia leczenia długofalowego oraz krótkofalowego, którego celem jest uniknięcie zagrożenia życia za wszelką cenę;
  • przy dokarmianiu zwrócono większą uwagę na skład i jakość posiłków;
  • nadal zalecano neuroleptyki, a także wprowadzono leki antyhistaminowe na pobudzenie apetytu;
  • zaznaczono konieczność psychoterapii, gdyż odkarmianie chorych w połączeniu z farmakoterapią dawało tylko chwilową poprawę stanu zdrowia;
  • zarzucono stosowanie lobotomii.

W tym miejscu widać już wyraźnie trend bardziej wszechstronnego podejścia do leczenia. O ile wcześniej dominował tylko jeden typ leczenia (psychiatrzy leczyli neuroleptykami i terapiami wstrząsowymi, endokrynolodzy - hormonami, itd.), tak tutaj zaczęto łączyć rozwiązania z różnych dziedzin.

~~~

Lata 80-te przyniosły rewolucję, może niekoniecznie w sensie medycznym, ale zdecydowanie w społecznym. Katalizatorem tej rewolucji była śmierć piosenkarki Karen Carpenter w 1983 roku. Media podjęły temat anoreksji, zwiększyła się społeczna świadomość dot. tej choroby, a za tym poszły także pieniądze na badania. Efektem tego było np. wyróżnienie bulimii, jako oddzielnego zaburzenia, oraz powstanie pierwszych programów, których celem miało być zapobieganie zaburzeniom odżywiania. W badaniach nad anoreksją zaczęto uwzględniać osoby innych ras niż biała. Powstały także pierwsze fundacje i organizacje poświęcone problemom ED.

Dlaczego w moim wpisie pomijam ostatnie 30 lat? Ten wpis jest i tak nieprzyzwoicie długi, i podejrzewam, że osoby zainteresowane tematem orientują się co się w tym czasie zmieniło. Jeżeli nie, to zawsze mogę o tym napisać przy innej okazji.

 

Źródła:

  • G Nicolle, Pre-Psychotic Anorexia, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1938) XXXII;
  • L Rahman et al, ANOREXIA NERVOSA WITH PSYCHIATRIC OBSERVATIONS, Psychosomatic Medicine (1939) 1(3);
  • DISCUSSION ON ANOREXIA NERVOSA, President HL Tidy, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1939) XXXII;
  • JV Weller et al, ANOREXIA NERVOSA: A PSYCHOSOMATIC ENTITY, Psychosomatic Medicine (1940) 11(1);
  • DWK Kay, Anorexia Nervosa: A Study in Prognosis, Proceedings of the Royal Society of Medicine (1953) 46;
  • JH Wall, Anorexia Nervosa, Bull. N. Y. Acad. Med. (1955);
  • RW Emanuel, THE CLINICAL DIAGNOSIS, PROGNOSIS AND TREATMENT OF ANOREXIA NERVOSA, Postgrad Med J (1956);
  • BC Meyer et al, Observations on Psychological Aspects of Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1957) 19(5);
  • E Williams, ANOREXIA NERVOSA: A SOMATIC DISORDER, Brit Med J (1958);
  • H Bruch, Perceptual and Conceptual Disturbances in Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1962) XXIV(2);
  • P Dally et al, Treatment and Outcome of Anorexia Nervosa, Brit Med J (1966);
  • A Crisp, ANOREXIA NERVOSA IN AN IDENTICAL TWIN, Postgrad Med J (1966) 42;
  • AH Crisp et al, Relation between Aspects of Nutritional Disturbance and Menstrual Activity in Primary Anorexia Nervosa, Brit Med J (1971);
  • AH Crisp, Primary Anorexia Nervosa or Weight Phobia in the Male: Report on I3 Cases, Brit Med J (1972);
  • KA Halmi, Anorexia Nervosa: Demographic and Clinical Features in 94 Cases, Psychosomatic Medicine (1974) 36(1);
  • H Bruch, Death in Anorexia Nervosa, Psychosomatic Medicine (1971) 33(2);
  • PE Garfinkel et al, Body Awareness in Anorexia Nervosa: Disturbances in "Body Image" and "Satiety, Psychosomatic Medicine (1978) 40(6);
  • J Walker et al, Caloric requirements for weight gain in anorexia nervosa, The American Journal of Clinical Nutrition (1979) 32;
niedziela, 27 marca 2011

Niniejszy wpis dedykuję Jaskółce, która dzięki swoim dociekliwym pytaniom dostarczyła mi kilka ciekawych problemów do przemyśleń.

Popularność serwisów poświęconych odchudzaniu jest niezaprzeczalna. Praktycznie na każdym internetowym rogu można się natknąć na społeczności, których celem jest wzajemne wspieranie się w gubieniu kilogramów. Pro ana jest tylko jedną z nich. Pytanie jest takie - jakie są różnice pomiędzy społecznościami promującymi zdrowe odchudzanie, a społecznościami pro ana?

1) Ideologia

Najbardziej oczywista różnica - społeczności pro ana są zbudowane przede wszystkim wokół tej ideologii, a serwisy dedykowane zdrowemu odchudzaniu - wokół celu, jakim jest schudnięcie, natomiast mniej istotne jest w jaki sposób. Konsekwencją tego jest np. to, jaki odzew uzyskuje się od grupy przedstawiając problem. Ponieważ każda ze społeczności pro ana składa się z osób o bardzo zbliżonym poglądzie na kwestie związane z odchudzaniem i jedzeniem, więc trudno tutaj oczekiwać, że odzew ten będzie składał się ze znacznie różniących się punktów widzenia. Z kolei w przypadku społeczności otwartych na szerszą gamę użytkowników, szansa na to, że odzew będzie składał się z wielu różnych opinii, jest zdecydowanie większa.

2) Otwartość

Społeczności skupione w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu są zdecydowanie bardziej otwarte, niż społeczności pro ana. Otwartość ta dotyczy kilku poziomów:

  • wspomniana już wyżej ideologia odchudzania (w przypadku poszczególnych społeczności pro ana - jednolita, w przypadku społeczności "zdrowo odchudzających się" - różnorodna);
  • akceptacja nowych członków (dla pro ana - nowe osoby są przyjmowane z rezerwą, często podejrzliwością, dla "zdrowo odchudzających się" - ze względu na to, że serwisy takie są przeważnie dość duże, jeżeli chodzi o liczbę aktywnych użytkowników, więc trudno tutaj mówić o standardowej odpowiedzi na nowych członków grupy, jednak odpowiedź ta raczej mieści się w zakresie pozytywnym);
  • dostęp do treści dla osób z zewnątrz (pro ana jest w tym przypadku niezwykle skryta, w przeciwieństwie do społeczności skupionych na serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu).

3) Wielkość

Poszczególne społeczności pro ana są zwykle skupione na forach internetowych i rzadko kiedy osiągają więcej niż kilkunastu-kilkudziesięciu aktywnych użytkowników. Z kolei w społecznościach zbudowanych na bazie serwisów promujących zdrowe odchudzanie, liczba użytkowników nierzadko idzie w setki. Oczywiście trzeba tutaj zaznaczyć, że w społecznościach tych zachodzi proces tworzenia mniejszych grup, zazwyczaj zorientowanych ze względu na ten sam rodzaj prowadzonej diety, podobny cel wagowy, wiek itd. Jednak zawsze istnieje też wspólna płaszczyzna, w której uczestniczą członkowie tych mniejszych grup.

Konsekwencją takich konstrukcji społeczności pro ana i tych "zdrowo odchudzających się", jest np. to, że na forach pro ana panuje bardziej intymna atmosfera (do czego przyczynia się także to, że są to przeważnie grupy zamknięte), a członkowie są lepiej zorientowani w całości informacji zawartch na forum danej grupy (łatwiej jest śledzić twórczość kilkdziesięciu niż kilkuset osób).

Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że pro ana jest lepsza, niż grupy wsparcia na portalach poświęconych zdrowemu odchudzaniu, ponieważ więzi nawiązywane w ramach grupy pro ana są silniejsze. Z jednej strony jest to rozsądne stwierdzenie - ze względu na to, że społeczności takie są zamknięte, a także ze względu na to, że pro ana oferuje dodatkowy "mistyczny" wymiar (tajemnica, zachowania potępiane przez społeczeństwo, cierpienia związane z ED itd.). Z drugiej strony - obserwując mniejsze grupki wsparcia zawiązywane w obrębie portali dedykowanych zdrowemu odchudzaniu, widać, że tutaj także relacje potrafią być dość ścisłe i długotrwałe.

4) Stosunek do ED

Ponieważ dla osób angażujących się w pro ana zaburzenia odżywiania stanowią albo kolejną dietę/styl życia, albo co najmniej inspirację w odchudzaniu, więc stosunek do ED w tych grupach jest dość często wypaczony, w taki sposób, że akcentuje się lub wręcz tworzy pozytywne strony zaburzeń odżywiania, a negatywne aspekty ignoruje lub traktuje jako przeszkodę w osiągnięciu celu. Jeżeli mowa jest np. o negatywnych skutkach anoreksji czy bulimii, to najczęściej w kontekście, jak te skutki łagodzić czy niwelować, aby móc jak najdłużej funkcjonować z ED.

W przypadku serwisów poświęconych zdrowemu odchudzaniu sprawa wygląda inaczej. Można się spotkać z całą gamą podejść do tematu ED - od zrozumienia (zazwyczaj na bazie własnych doświadczeń), przez dystans (na zasadzie "mnie to nie dotyczy, więc się nie wtrącam", po niechęć, a nawet wrogość (wyrażaną zazwyczaj za pomocą słów nieparlamentarnych). Stosunek "zdrowo odchudzających się" do zaburzeń odżywiania wynika z kilku czynników:

  • wiedzy na temat ED;
  • umiejętności dystansowania się do informacji na temat ED dostarczanych przez media czy innych użytkowników;
  • doświadczeń z ED, czy to własnych, czy to kogoś bliskiego.

 

Szara strefa

Zanim ktoś mi zarzuci, że idealizuję serwisy o zdrowym odchudzaniu, a demonizuję pro ana, chcę wyraźnie zaznaczyć ważne moim zdaniem zjawisko. Ponieważ odchudzanie się jest celem obu grup, więc jest rzeczą całkowicie naturalną, że te dwa pozornie odrębne światy gdzieś się przecinają.

Spotkałam się z kilkoma przypadkami osób, które planując odchudzanie w oparciu o zdrowy i rązsądny plan, mając realistyczne cele wagowe (uzyskanie BMI w normie), szukały wsparcia w pro ana. Co ciekawe - w większości przypadków przygoda taka kończyła się dość szybko, ponieważ osoby te nie odnajdywały się wśród "motylków" i umiały dostrzec toksyczność środowiska pro ana. Warto wspomnieć także, że reakcje "motylków" na takie osoby można sprowadzić do dwóch postaw - odesłania na portale o zdrowym odchudzaniu (ze strony tych bardziej zaawansowanych), lub deklaracjami wsparcia (ze strony tych bardziej początkujących, które same jeszcze nie znalazły swojego miejsca w obrębie pro ana).

Inaczej wygląda to w sytuacji odwrotnej, gdy ktoś planujący odchudzanie w stylu pro ana szuka wsparcia w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu. Ze strony osób odcinających się od pro ana pojawiają się różne reakcje - współczucie, dobre rady, ale także jawna dezaprobata wyrażona w sposób mniej lub bardziej dosadny.

Podziemie

Rzeczywistość jest taka, że w zależności od tego jaki jest regulamin danego serwisu i jak sprawnie działają na nim moderatorzy, na większości portali poświęconych zdrowemu odchudzaniu można znaleźć wątki, subfora czy pamiętniki/dzienniczki odchudzania o charakterze pro ana.Odbywa się to w sposób mniej lub bardziej jawny. Np. nie wszystkie takie grupki używają sformułowań typowych dla pro ana (typu np. motylki). W grupie takiej większść użytkowników wybiera dietę poniżej 1000kcal dziennie, wymienia się informacjami o tym jak ukrywać się przed rodziną, przyjmuje cele wagowe, które mają zapewnić im BMI zdecydowanie poniżej normy, zachwyca wystającymi kościami, jako motywacji używa typowych dla pro ana elementów takich jak np. "40 powodów dla których warto być chudą"  itd.. W wielu przypadkach nawet jeżeli nie pada nazwa pro ana, to trudno mieć wątpliwości, że taki charakter ma dana grupka.

Okazuje się, że nawet wśród osób, które z pro ana się nie identyfikują, jest spora grupa osób, która ma za sobą doświadczenia typu prowokowanie wymiotów, nadużywanie środków przeczyszczających i ćwiczeń fizycznych, czy drastyczne ograniczanie kalorii i głodówki, jako elementy "diety". Generalnie można zaobserwować, że treści o charakterze pro ana pojawiają się tym częściej, im młodsza jest dana grupka (subfora typu "nastolatki na diecie"). Zaryzykuję hipotezę, że jest to kombinacja zdesperowania i doświadczenia w odchudzaniu. Po prostu osoby starsze, które odchudzają się dłużej, wypróbowały większą ilość "diet cud", lepiej znają swój organizm, łatwiej przychodzi im dystans do siebie i odchudzania. Z kolei osoby młode, które odchudzają się krócej, chętniej rzucają się na głęboką wodę (np. bardziej ograniczając spożywane kalorie), mają mniej cierpliwości i wierzą, że im bardziej intensywnie będą odchudzać się, tym szybsze będą upragnione efekty.

Jedno jest pewne - niezależnie od wieku, na portalach poświęconych odchudzaniu można znaleźć wiele osób, i nie bójmy sie powiedzieć wprost, że znakomita większość to kobiety, które charakteryzują te same cechy, co statystycznego "motylka" - niska samoocena, duże skupienie na problemach związanych z wyglądem i ciałem oraz desperacja "bo już za miesiąc wesele kuzynki i jak ja się pokażę". Nawet jeżeli ktoś szukając wsparcia wybiera serwis o zdrowym odchudzaniu, to często zdrowie jest nieobecne lub figuruje na szarym końcu listy powodów, dla których warto się odchudzać.

11:23, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (3) »
środa, 23 marca 2011

Dzisiejsza notka może niektórym wydawać się "od czapy", jeżeli jednak zechcecie wytrzymać do końca, to postaram się wyjaśnić jak wiele wspólnego mają pro ana i feeding, któremu jest poświęcona ta notka.

Na czym polega feeding?

Feeding zwykle określa się jako dewiację seksualną, w której uczestniczą dwie osoby - dokarmiacz (feeder), który czerpie satysfakcję seksualną z dokarmiania lub samego aktu jedzenia przez inną osobę, oraz osoba dokarmiana (feedee), która czerpie satysfakcję seksualną z jedzenia lub bycia karmioną. Inna definicja feedingu określa dokarmiaczy jako osoby, dla których ekstremalna otyłość jest fetyszem.

Obie definicje są niezwykle lakoniczne i pomijają kilka istotnych aspektów tego, czym jest feeding.

Wielbiciele puszystych kształtów

Myślę, że ważne dla tego tematu jest podkreślenie, że nie każdy związek (hetero czy homoskesualny), w którym jedna ze stron ma nadwagę czy otyłość, jest feedingiem. Nie każdemu podoba się to samo, a osób, które preferują partnerów o bujniejszych kształtach jest więcej, niż mogłoby się wydawać. To, że komuś podobają się kobiety o określonej budowie ciała i obfitych kształtach trudno nazwać zboczeniem. Ot, jedni wolą rude, inni - puszyste. Mężczyzn, którzy preferują takie kobiety nazywa się czasem chuby chasers, a od dokarmiaczy odróżnia ich jedna zasadnicza cecha - akceptują swoje partnerki takimi, jakimi są, nie próbują ich zmieniać, ani manipulować nim tak, aby się zmieniły.

Rzeźbienie ciała

Pierwszym ważnym aspektem feedingu, który moim zdaniem należy uwzględnić, to dążenie dokarmiacza do tego, aby osoba dokarmiana tyła. Gigantyczne rozmiary partnerki (pozwalam sobie na uproszczenie, bo w znakomitej większości przypadków dokarmiaczami są heteroseksualni mężczyźni) są źródłem satysfakcji, ale jest nim również sam proces tycia. Dokarmiacze bardzo często dokumentują postępy swoich partnerek - za pomocą zdjęć czy filmów, którymi chętnie dzielą się z innymi. Ubrania, z których partenrka "wyrosła" stają się namacalnymi trofeami.

Dokarmianie dla feedersów jest sztuką, taką jak kulturystyka. Tyle, że zamiast rzeźbić ciało poprzez rozwijanie określonych partii mięśniowych, dokarmiacze dążą do zwiększenia masy tkanki tłuszczowej swoich dokarmianych. Tutaj każda fałda, każdy rozstęp, każdy centymetr kwadratowy cellulitu jest sukcesem i źródłem satysfakcji.

Współczesna forma niewolnictwa

Moim zdaniem najważniejszym aspektem związków opartych na feedingu jest kontrola, jaką dokarmiacz ma nad swoją partnerką. Kobiety, które decydują się na taki związek bardzo często mają nadwagę i uważają się za nieatrakcyjne fizycznie, są spragnione miłości, komplementów, uwagi ze strony płci przeciwnej. Dokarmiacz oferuje im to wszystko, w zamian oczekując jednego - tycia.

Dokarmianie, czy tuczenie, może odbywać się w różny sposób. Znane są przypadki fizycznego zmuszania do jedzenia, jednak dużo częściej w grę wchodzi psychiczna manipulacja na zasadzie "jeżeli mnie kochasz, to zjedz jeszcze jednego kotleta", czy "im będziesz większa, tym bardziej będę cię kochał". Gdy partnerka osiąga rozmiary, które nie pozwalają jej poruszać się swobodnie, a jej życie ogranicza się do leżenia, zależność od dokarmiacza nabiera realnego wymiaru. To on kontroluje z kim ona się kontaktuje, co je, co robi. W ten sposób feeders jest w stanie całkowicie odciąć swoją partnerkę od rodziny i świata zewnętrznego zyskując także dodatkowe pole do manipulacji. Dokarmiacz czerpie satysfakcję z tego, że jego partnerka staje się od niego całkowicie zależna.

W niektórych związkach feedersów na etapie, gdy osoba dokarmiana jest praktycznie całkowicie zależna od dokarmiacza, pojawia się dodatkowo element poniżania - w ten sposób dokarmiacz poprawia poczucie własnej wartości.

Feeding w wymiarze wirtualnym

Myślę, że ważne jest podkreślenie, że feeding nie ogranicza się tylko związków, które funkcjonują tak, jak opisałam to powyżej. Wbrew pozorom feeding dotyczy także singli - np. kobiety, które same się tuczą, a satysfakcję przynosi im dzielenie się swoimi doświadczeniami z innymi np. poprzez internet, np. osoby, które fantazjują o dokarmianiu, a fantazje te podsycają np. zdjęciami czy filmami udostępnianymi przez innych.

Kontrowersje

Przeciwnicy feedingu uważają, że dokarmianie jest dewiacją i powinna podlegać leczeniu psychiatrycznemu, a praktykowanie feedingu powinno być zabronione. Zwolennicy uważają, że jeżeli związek dokarmiacza i osoby dokarmiającej jest oparty na obopólnej zgodzie, to nikt nie ma prawa się do niego mieszać. Tylko czy można mówić o obopólnej zgodzie w sytuacji, gdy jedna ze stron jest poddana nieustannej manipulacji? W sytuacji, gdy uczucia jednej osoby w związku można określić w sposób wymierny - na podstawie tego, ile waży ta druga, to czy w ogóle można mówić o zdrowej relacji międzyludzkiej?

Co do tego ma pro ana?

1) Zarówno osoby, które angażują się w pro ana, jak i osoby dokarmiane z wiązkach feedingowych, są w dużej części produktami kultu ciała - stygmatyzacji otyłości i gloryfikacji chudości.

2) Motywowanie do chudnięcia (w przypadku pro ana) i tycia (w przypadku feedingu) odbywa się na zasadzie manipulacji.

3) Zarówno pro ana, jak i feeding, sprawiają, że jedzenie przestaje być tylko najnormalniejszą w świecie czynnością fizjologiczną, staje się niezwykle ważnym elementem funkcjonowania, źródłem obsesji wkraczającym w patologię.

4) I w przypadku pro ana, i feedingu, pojawia się motyw kontroli - w pierwszym przypadku nad własną osobą (źródłem satysfakcji jest np. poskramianie łaknienia), w drugim - nad inną osobą (źródłem satysfakcji jest władza nad inną osobą).

5) w obu przypadkach pojawia się motyw wyższości nad innymi - w pro ana odchudzanie się daje poczucie wyższości nad osobami, które się nie odchudzają, a w feedingu - dokarmiacz staje się panem i władcą swojej partnerki.

 

Do poczytania:
Weight Room
Uwielbiam grube kobiety (eioba.pl)

sobota, 19 marca 2011

Dzisiejszy temat jest efektem moich poszukiwań odpowiedzi na pytanie - w jakim stopniu osoby zaangażowane w pro ana są szczere w swoich wypowiedziach, a na ile to, co przedstawiają internautom jest kreacją. Zastanawiając się nad tym problemem trzeba także uwzględnić fakt, że nawet wykreowana internetowa tożsamość w jakimś stopniu dostarcza informacji o "prawdziwym ja" danej osoby. Próbując dotrzeć do odkrycia tego, co można ująć jako "cała prawda o pro ana", niezbędne jest uwzględnienie tego, w jaki sposób działa kreowanie internetowej tożsamości wśród "motylków", z czego wynika i co odzwierciedla.

Internetowa tożsamość

Pojęcie internetowej tożsamości rozumiem jako sposób, w który w Internecie powstaje wirtualna postać reprezentująca daną osobę. Tożsamość internetowa nie jest równoważna z tożsamością danej osoby w świecie realnym. Czy to w sposób świadomy (wtedy można mówić o kreacji), czy też nieświadomy, tworząc tożsamość internetową pozostawiamy niedopowiedzenia, akcentujemy niektóre atrybuty, dodajemy inne, pozostawiamy innym internautom miejsce na interpretację i wyobrażenia.

Elementy składające się na internetową tożsamość to nie tylko "twórczość" danej osoby - w postaci tekstów, rysunków, filmów, itd., ale także wszystko to, co daną osobę w sieci reprezentuje, czyli np. nick, avatar, sygnatura. To także informacje, które składają się na profil danej osoby - np. ulubione miejsca w sieci. Wszystkie te elementy, czyli uogólniając - sposób w jaki prezentujemy się w Internecie, zależą od różnych czynników, z których dwa najważniejsze to miejsce w sieci, z którego korzystamy, oraz funkcja jaką korzystanie z tego miejsca ma spełniać.

Te dwa czynniki definiują na ile to, w jaki sposób przedstawiamy się w sieci jest prawdziwe, a na ile wykreowane. Tutaj trzeba także uwzględnić to na ile miejsce w sieci, z którego korzystamy, jest powiązane z rzeczywistością - tzn. czy dostęp do tego miejsca mają osoby, z którymi mamy także kontakt poza Internetem.

Takie miejsce

Można wyróżnić wiele rodzajów miejsc w cyberprzestrzeni, które dają możliwość tworzenia swojej internetowej tożsamości. Każde z nich daje nieco inne możliwości i stawia nieco inne wymagania wobec tworzenia internetowych tożsamości. Np. w przypadku blogosfery - autor blogu z definicji staje się osobą nadrzędną w stosunku do użytkowników, nadaje nie tylko temat, ale także ton i styl wymianie zdań z innymi użytkownikami. Inaczej wygląda to na forach internetowych skoncentrowanych wokół konkretnej tematyki - gdzie dana osoba, będzie akcentować przede wszystkim te atrybuty, które są związane z tematem przewodnim, a pomijać te niezwiązane (np. na forum erotycznym ania2000 raczej będzie eksponować swoje doświadczenia erotyczne niż talent do hodowli żółwi).

Zaspokajanie potrzeb

Tworzenie tożsamości internetowej zależy także od tego jaką funkcję miejsce sieciowe, z którego korzystamy, ma spełniać. Inaczej prezentujemy siebie poszukując czy dzieląc się konkretnymi informacjami (np. tak jak na forach eksperckich czy blogach tematycznych), a inaczej, gdy podstawową funkcją jest interakcja z innym internautami (np. tak jak w serwisach społecznościowych).

Paradoks pro ana

Społeczność pro ana wyewoluwała z potrzeby znalezienia sanktuarium - miejsca wolnego od presji leczenia się, uprzedzeń i stereotypów, etykiet "choroby psychicznej" i "ofiary". Internet jako medium był idealnym miejscem na stworzenie takiej właśnie społeczności z kilku powodów:

  • oferując anonimowość w dzieleniu się przeżyciami, które w świecie rzeczywistym byłyby uznane za niewłaściwe np. niechęć wobec leczenia (oczywiście pełna anonimowość w sieci to mit, ale chodzi tutaj raczej o różnicę w dzieleniu się swoimi myślami z osobami nieznajomymi, a rodziną czy przyjaciółmi);
  • ułatwiając kontakt z osobami o podobnych poglądach;
  • tworzenie tożsamości w społeczności odbywa się w sposób kontrolowany, co stwarza możliwość manipulacji rzeczywistością (a taka potrzeba jest niejako wpisana w zaburzenia odżywiania choćby poprzez mechanizm iluzji i zaprzeczeń) ;
  • Internet jako medium daje niepowtarzalną możliwość istnienia w całkowitym oddzieleniu od ciała (komunikacja z pominięciem środków niewerbalnych typu mowa ciała, odbiór danej osoby i jej światopoglądu odbywa się na podstawie jej wypowiedzi, a nie np. stroju czy figury), które w kontekście pro ana i ED jest przede wszystkim czymś negatywnym, wręcz nieporządanym.

Dlaczego w tym kontekście pro ana jest paradoksem?

  • odrzucenie jednych etykiet i jednoczesne przyjęcie innych (etykieta "pro ana" wiąże się z określonymi reakcjami innych, stereotypami i uprzedzeniami, tak jak np. etykieta "anorektyczka");
  • mimo tego, że w Internecie można istnieć "bez ciała", motywy związane z ciałem są bardzo ważnym elementem pro ana, a zatem wymuszają konieczność uwzględnienia tego w tworzeniu internetowej tożsamości (np. w postaci podania własnych wymiarów, czy też określenia swoich celów odchudzania);
  • pro ana, która z jednej strony ma uwolnić od stygmatyzacji i uprzedzeń, z drugiej strony wymaga dopasowania "internetowego ja" do oczekiwań (to widać np. w postaci różnic ideologicznych między różnymi komórkami społeczności pro ana - w jednych chęć zachorowania na anoreksję będzie odbierana pozytywnie, w innych negatywnie).

Sposoby tworzenia tożsamości internetowej w świecie pro ana

Kończąc ten wpis chcę tylko zaznaczyć, że tworzenie internetowej tożsamości w pro ana odbywa się na kilku poziomach:

1) nadawanie etykiet z uwzględnieniem indywidualnych "upodobań" - pro ana, pro mia, wannarexics, pro ED;

2) z uwzględnieniem tego, na czym dana osoba się koncentruje - ciało, emocje, relacje z innymi;

3) z uwzględnieniem tego w jaki sposób odbywa się tworzenie tożsamości - styl pisania, używany język, reprezentacje graficzne (nie tylko w postaci zdjęć, obrazów, ale także opisów słownych).

W najbliższym czasie chciałabym wszystkie te kwestie opisać bliżej w oddzielnych wpisach. Nie chcę nic obiecywać co do tego "kiedy", bo przyznaję, że jest to dla mnie trudny temat, a największym problemem jest to, że nie mogę bezpośrednio odnieść się do badań naukowych na ten temat - wynika to przede wszystkim ze specyfiki polskiej wersji pro ana, a bazuję na badaniach z innych krajów (badania nad pro ana w Polsce są, mówiąc delikatnie, w powijakach).

 

Materiały:
Giles D., Constructing identities in cyberspace: The case of eating disorders, British Journal of Social Psychology (2006) 45;
Dias K., The Ana sanctuary: women's pro-anorexia narratives in cyberspace, Journal of International Women's Studies (2003)
Burke E., Pro-anorexia and the Internet: A Tangled Web of Representation and (Dis)Embodiment, (2009) Counselling, Psychotherapy, and Health 5(1)

17:31, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (1) »
środa, 16 marca 2011

W jednym z dawniejszych wpisów zastanawiałam się nad tym, w jakim stopniu zaburzenia odżywiania można traktować jako uzależnienia. W innym wpisie do zaburzeń odżywiania odnosiłam jeden z mechanizmów uzależnień - system iluzji i zaprzeczeń. Inny mechanizm opisujący uzależnienia, który moim zdaniem warto odnieść do zaburzeń odżywiania (a także pro ana), to nałogowa regulacja uczuć.

Zacznijmy od tego, że człowiek z definicji jest zwierzęciem szukającym przyjemności i unikającym sytuacji nieprzyjemnych. To wszystko, co jest dla nas źródłem odczuć pozytywnych jest realizowane jak najczęściej, natomiast to, co jest źródłem stresu, niezadowolenia, przygnębienia, jest unikane bądź neutralizowane. Cały ten mechanizm jest regulowany na poziomie naszego mózgu (o systemie nagrody pisałam np. tutaj).

W przypadku uzależnień dochodzi do sytuacji, w której dana osoba zaczyna stosować i nadużywać "drogę na skróty", którą jest właśnie to, od czego ta osoba jest/staje się uzależniona. W normalnej sytuacji radzenie sobie z sytuacjami typu stres czy też wywoływanie przyjemnych doznań wiąże się z włożeniem w to wysiłku, a nałogi mają to do siebie, że oferują coś, co jest stosunkowo łatwo dostępne i szybko działa. Obiekt uzależnienia (czy to alkohol, czy inna substancja psychoaktywna, czy też w przypadku uzależnień behawioralnych czynność typu hazard, seks, itd.) staje się głównym, a czasem jedynym środkiem, dzięki któremu osoba uzależniona może poprawić sobie nastrój lub uniknąć "doła".

Czy mechanizm nałogowej regulacji uczuć można odnieść do zaburzeń odżywiania?

Wnioskując z relacji osób z ED jak najbardziej tak. Rozbierając ED na czynniki pierwsze można wyróżnić całą gamę zachowań, które regulują uczucia, tak samo jak alkohol u alkoholika, czy hazard u hazardzisty:

  • ćwiczenia fizyczne (powodują wydzielanie endorfin, generujących poczucie euforii),
  • napady obżarstwa (jedzenie określonych produktów powoduje przyjemne doznania na poziomie chemicznym, jak i psychicznym, np. jedzenie emocjonalne),
  • prowokowanie wymiotów czy przeczyszczanie się (przez osoby mające ED opisywane są jako przynoszące poczucie ulgi, łagodzące poczucie winy),
  • głodówka (również opisywana jako dająca poczucie lekkości i euforii),
  • itd.

Rozważając głodówkę jako potencjalny środek nałogowo regulujący uczucia, warto zauważyć, że w przeciwieństwie do innych zachowań typowych dla różnych zaburzeń odżywiania, nie da się go zaaplikować na życzenie - jest to stan/proces, który wymaga czasu, co jest sprzeczne z założeniem, że nałogowa regulacja uczuć wymaga czegoś, co działa szybko. Jednak jeżeli spojrzymy na głodówkę w nieco szerszym kontekście, to okaże się, że jednak ma ona wiele wspólnego z innymi zachowaniami uzależniającymi. Np. rezygnacja czy odmowa posiłku, dające poczucie satysfakcji. Np. układanie niskokalorycznych jadłospisów, studiowanie diet i tabel kaloryczności różnych produktów, również może być źródłem przyjemnych doznań czy środkiem łagodzącym niepokój i stres.

Również uczestnictwo w pro ana jest potencjalnym środkiem nałogowej regulacji uczuć. Pomijając aspekty związane z zachowaniami typowymi dla ED, można tutaj wymienić np. pisanie na blogu, (pozwala na ponowne przeżywanie tego, co dawało przyjemność lub łagodziło napięcie i stres) czy też satysfakcja z dużej ilości komentarzy zawierających oczekiwane przesłanie.

Myślę, że obecność nałogowej regulacji uczuć w zaburzeniach odżywiania, może być jedną z przyczyn, dla których leczenie ED wymaga czasu i wysiłku. Rezygnacja z tego co proste, szybkie i znane, a także praca nad odnalezieniem nienałogowych środków, które pozwolą na odczuwanie zadowolenia czy łagodzenia stresu, to nie jest zadanie ani proste, ani szybkie.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Terapia anoreksji, bulimii