pro ana

poniedziałek, 09 lipca 2012

Praktycznie wszystkie fora o tematyce pro ana są zamknięte dla przypadkowych czytelników. Aby uzyskać dostęp do wszystkich treści zawartych na forum, w szczególności dotyczy to prywatnych dzienniczków postępów odchudzania poszczególnych użytkowniczek, trzeba zostać przyjętym do grupy uprzywilejowanych użytkowników.

W jaki sposób kandydatki starające się o przyjęcie na forum pro ana są oceniane?

Najbardziej popularna metoda to założenie przez kandydatkę wątku powitalnego, w którym ta ma obowiązek odpowiedzieć na standardowy zestaw pytań:

  • waga (obecna, najniższa, najwyższa, docelowa),
  • inne dane t.j. wzrost, BMI, wiek,
  • czy kandydatka ma zdiagnozowane ED, ewentualnie jakie,
  • stosowane metody odchudzania,
  • adres prowadzonego bloga
  • czym dla kandydatki jest pro ana i/lub anoreksja i ED,
  • jakie są oczekiwania kandydatki wobec danego forum,
  • dlaczego kandydatka stara się o przyjęcie na to konkretne forum, a nie np. na forum Vitalii.

Dość często do wątku powitalnego dołączana jest ankieta, za pomocą której "stare" użytkowniczki głosują nad przyjęciem kandydatki w swoje szeregi.

Interesujące jest to, że ta sama odpowiedź na pytanie o stosunek do pro ana podana na różnych forach, może przesądzić o ciepłym przyjęciu w jednym miejscu, a w drugim spowodować automatyczne odrzucenie kandydatki. To pokazuje, że poszczególne społeczności pro ana różnią się w swojej filozofii. Np. są fora, na których w samym regulaminie forum pojawiają się określenia takie jak "pro ana", "Ana", "motylki", ale są też takie społeczności, które tego typu hasła z góry odrzucają, a nawet deklarują, że nie są "pro ana", mimo, że na swoich stronach umieszczają treści typowe dla pro ana.

Po spełnieniu wymogów dot. wątku powitalnego i przyjęciu do grupy "wtajemniczonych", dość często odbywa się swoista weryfikacja nowych użytkowniczek. Np. uzyskują one dostęp tylko do pewnej części forum, i aby zyskać pełny dostęp muszą napisać określoną liczbę postów.

Powszechnym zwyczajem panującym na forach pro ana jest regularne usuwanie z forum osób, które nie są wystarczająco aktywne, nie prowadzą na forum dzienniczków odchudzania, nie udzielają się w innych wątkach.

Poszczególne społeczności zgromadzone na różnych forach pro ana różnią się od siebie stosunkiem do kandydujących osób. Na jednych forach każda nowa osoba jest witana dość ciepło i życzliwie - np. w wątkach powitalnych "stare" użytkowniczki wyłapują wspólne z kandydatką zainteresowania (typu muzyka czy książki) czy okoliczności życiowe (sytuacje rodzinne, kierunek studiów, historie z leczeniem ED). Są także takie fora, na których każda nowa osoba jest traktowana podejrzliwie, z dystansem, a nie raz wręcz otwartą wrogością - możliwe, że jest to taki test, czy "nowa" jest dostatecznie twarda i nie ugnie się pod wpływem ostrego traktowania.

Inne obserwacje z wątków rekrutacyjnych na forach pro ana:

  1. powodem odrzucenia kandydatki bywa niska waga ("stare" użytkowniczki deklarują troskę o zdrowie "nowej" oraz niechęć do brania odpowiedzialności za zdrowie takiej osoby),
  2. powodem odrzucenia bywa także przyznanie się do leczenia psychiatrycznego,
  3. inny powód odrzucenia niektórych kandydatur jest zbyt niski wiek.

I na koniec pytanie: czemu mają służyć tak restrykcyjne zasady przyjmowania na forum nowych użytkowniczek?

Same forumowiczki deklarują, że chodzi im o zapewnienie sobie maksymalnej prywatności (spotkałam się z wyrażanymi wprost obawami, że mógłby ich forum czytać ktoś z rodziny).

Inne podawane wyjaśnienie to utrudnienie dostępu dla osób, które nie byłyby systematyczne, nie są dostatecznie zaangażowane w "sprawę" i nie rokują jako wartościowe forumowiczki.

Moim zdaniem jest także trzeci powód, o którym na żadnym forum nie pisze się wprost, ale można wyczytać go między wierszami. Chodzi o utrzymanie wyjątkowości danej grupy. Świadczą o tym np. takie wypowiedzi, które można znaleźć w wątkach powitalnych:

Moim zdaniem nie nadajesz się tutaj. Nie traktujesz Any poważnie. To nie my wybieramy Anę, to Ona wybiera nas!

Przecież gdyby dana społeczność była dostępna dla wszystkich pragnących szybko schudnąć, straciłaby część swojego uroku. 

Tagi: forum pro ana
11:31, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (12) »
czwartek, 02 czerwca 2011

Od jakiegoś czasu w świecie mody mówi się o modelu imieniem Andrej Pejic. Uniwersalny model przyszłości trafił nawet na listę 100 najbardziej seksownych kobiet 2011 roku magazynu FHM, co prawda dopiero na #98 miejscu, ale musicie przyznać, że jest to pewnego rodzaju rewolucja - facet na liście najseksowniejszych kobiet.

Nie wspominałabym o tym, gdyby nie to, że Andrej Pejic, a raczej jego zdjęcia, pojawiły się już wśród thinspiracji na blogach pro ana. Dla przypomnienia - thinspiracje to materiały (zdjęcia, wiersze, piosenki, filmy, książki), które mają motywować do odchudzania i dążenia do chudości. Czy w takiej sytuacji opis anoreksji jako ucieczki od kobiecości staje się bardziej realny niż kiedykolwiek?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony models.com

wtorek, 19 kwietnia 2011

Dzisiejszy wpis dotyczy pro mia. Już kiedyś próbowałam zaprezentowac bliżej to hasło (łatwo znaleźć w spisie treści). Myślę, że warto wrócić do tego tematu, ponieważ często pro mia wymienia się jednym tchem razem z pro ana, bez wnikania co tak na prawdę to oznacza. Myślę, że po części wynika to z tego, że o ile nie jest problemem odnalezienie stron internetowych 'pro ana', do tego w różnych wariacjach i wersjach, o tyle stron dedykowanych stricte 'pro mia' jest bardzo niewiele.

Dla przypomnienia - 'pro mia' czyli 'pro bulimia' - to filozofia/ideologia, wg której bulimia jest sposobem na życie, a nie zaburzeniem.

Dlaczego pro mia jest mniej popularna?

Jak już kiedyś wspominałam - w świecie zaburzeń odżywiania, a zwłaszcza tej części, gdzie ED są postrzegane jako styl życia, istnieje hierarchia, wg której anorekcja o typie restrykcyjnym jest najbardziej pożądana, a na samym dole jest bulimia. Pro mia jest zatem uważana za "gorszy" wybór drogi życiowej. Z kolei te osoby, które nie wierzą w to, że ED można sobie wybrać, lub wyhodować, natomiast można wkomponować je do swojego życia, jeżeli już się pojawią, dość często deklarują, że chciałyby pozbyć się 'mii' i zostawić tylko 'anę'.

W praktyce wygląda to tak, że "motylki", które nie są w stanie wytrzymać reżimu pro ana, jako środki mające zapobiegać przytyciu po zjedzeniu czegoś niedozwolonego akceptują zachowania bulimiczne - nadużywnie środków przeczyszczających i czasem diuretyków, prowokowanie wymiotów. Oceniam, że około 99% takich przypadków nadal identyfikuje się jako pro ana, nawet jeżeli w ich zachowaniu można znaleźć więcej wspólnego z bulimią niż anoreksją. Ale to tylko jedna strona medalu.

Zaakceptować bulimię

Druga strona medalu to wszystkie te osoby, które akceptują bulimię (w języku angielskim jest bardzo dobre słowo, które oddaje to zjawisko - embrace). Akceptują ją jako błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Dlaczego przekleństwo? To wynika z tego, że jednak pro mia jest uważana za coś gorszego, nieczystego. Porównując pro ana i pro mia z punktu widzenia "motylków" bardzo łatwo zauważyć, że w ideologii pro mia brakuje elementu doskonalenia się i pokazywania silnej woli.

A jednak istnieją osoby, które deklarują się jako 'pro mia' i to wyjaśnia dlaczego bulimia może być przez niektóre "motylki" postrzegana jako błogosławieństwo. Bo mimo tego, że gorsza niż anoreksja, to jednak jej obecność daje:

  1. możliwość "oszukiwania" w diecie (w przypadku tzw. napadów, czyli niekontrolowanego jedzenia większej niż przewidziano ilości jedzenia, ale także w przypadku zaplanowanych jako coś w rodzaju nagrody czy przyjemności uczt);
  2. umiejętność łatwego pozbywania się nadmiaru spożytych kalorii.

Jak się okazuje nie każda osoba zdesperowana aby schudnąć jest w stanie zaadaptować zachowania bulimiczne, zwłaszcza prowokowanie wymiotów. Mistrzowski stopień zaawansowania w pro mia, to nie tylko wymiotowanie bez wspomagania się palcami, czy innymi obiektami wprowadzanymi do gardła, ale także umiejętność wymiotowania bez wydawania dźwięków, to także wiedza o tym jak zapobiegać uszkodzeniom zębów, co jeść, aby wymiotowanie było "łatwe i przyjemne".

Tak, że część "motylków" postrzega pro mia za wybór łatwiejszej opcji, porażkę "w drodze do any" czy "oszukiwanie  any", ale część podkreśla, że mimo wszystko pro mia nie jest łatwym wyborem i wymaga ciężkiej pracy, kunsztu, a może nawet talentu.

 

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę przybliżyć czym jest pro mia. Zasadniczo uważam, że jakiekolwiek debaty dotyczące tego, która z ideologii - pro ana czy pro mia - jest łatwiejsza, bardziej skuteczna itd. są całkowicie odciętymi od rzeczywistości próbami podjęcia decyzji, które jeden z moich ulubionych autorów opisał jako "wybór między kiłą a rzeżączką".

00:58, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Jakiś czas temu pisałam o tym, jak "motylki" postrzegają macierzyństwo. Do tej pory nie miałam żadnych podstaw, aby zastanawiać się jak wygląda bycie "motylkiem" i bycie w ciąży jednocześnie. Owszem, pojawiały się sytuacje, gdy autorka bloga pro ana informowała o tym, że spodziewa się dziecka. Zazwyczaj towarzyszyły temu deklaracje, że czasowo porzuca odchudzanie, i że wróci jak tylko dziecko przyjdzie na świat, bo przecież trzeba będzie zrzucić nadmiar ciążowych kilogramów. Większość z nich nie pojawiała się już później na swoich blogach, czasem tylko można było spotkać krótkie informacje o tym, jak mało mają czasu i jak bardzo kochają swoje dzieci.

Oststnio coś się zmieniło. W dość krótkim okresie czasu trzy z obserwowanych przeze mnie "motylków" oznajmiły, że są w ciąży. Jednocześnie nadal udzielają się w środowisku pro ana. Wszystkie trzy są na dość wczesnym etapie ciąży, ale już zdążyły dać mi dużo do myślenia.

Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, to oczywiście deklaracje, że dobro dziecka jest na pierwszym miejscu, więc "ana" chwilowo idzie w odstawkę. Jeżeli komuś się wydaje, że jest to takie proste, i że tryb ED można włączać i wyłączać na rządanie, to się myli. Bo deklaracje deklaracjami, ale z dalszych wpisów wynika, że nawet jeżeli ciężarne "motylki" postępują bardziej racjonalnie, to nie jest to łatwe i myślenie w kategoriach "pro ana" wciąż im towarzyszy. Jeżeli nawet świadomie rezygnują z zasad pro ana, to chwilowo zadowalają się planowaniem tego, co będzie po porodzie - jak będą wyglądały i co będą robić, aby to osiągnąć.

A jak wygląda w praktyce to złagodzenie "diety pro ana"? Np. zrezygnowanie ze słodzika, który przed ciążą stanowił główny składnik diety. Albo zwiększenie liczby posiłków - przed ciążą standardem był 1 posiłek dziennie, w ciąży, co drugi dzień 3 posiłki. Albo pozwolenie sobie na jedzenie po królewsku, bo ciążowe mdłości robią swoje.

Druga rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to dodatkowa presja wywierana na te dziewczyny. Ciąża nie przeszkadza w skrupulatnym ważeniu i mierzeniu sie, nie przeszkadza też w studiowaniu swojego wyglądu przed lustrem. I tak jak przed ciążą głównym zmartwieniem było to ile udało się schudnąć, to teraz problemami są jak bardzo przytyły i czy dałoby się przytyć mniej. Dodatkowym źródłem stresu jest konieczność unikania farmaceutyków wspomagających odchudzanie, oraz potrzeba ograniczenia preparatów kosmetycznych zwalczających cellulit (nie jestem pewna czy jest to uzasadnione). Czytając dylematy ciężarnych "motylków" nie sposób jest nie zastanawiać się jak długo wytrzymają one tą presję. Jak długo zmiany zachodzące w ich ciałach będą mniej ważne, niż potrzeba bycia chudą. Jak długo będą w stanie obserwowac "postępy" koleżanek, zanim przymus odchudzania nie weźmie góry nad zdrowym rozsądkiem.

I wreszcie trzeci problem, to reakcje ze strony innych "motylków". Większość komentarzy jest pozytywna - gratulacje, przekonanie o tym, że "motylki" mają świetne kwalifikacje, aby być doskonałymi matkami i wreszcie słowa otuchy, że jak tylko dziecko sie urodzi, to wszystko będzie tak jak dawniej i obecne przyszłe mamy będą mogły w pełni oddać się "anie". Pojawiają sie także komentarze negatywne, których nie jestem w stanie śledzić na bieżąco, ponieważ są niezwykle sprawnie usuwane. W każdym razie zdążyłam już załapać się na tego typu kwiatki jak:

i ty nazywasz się pro ana? śmiech na sali :D nawet nie wiesz jak wielką satysfakcję przynosi mi świadomość, że każdego dnia ja chudnę a ty tyjesz, tak łatwo jest zrujnować swoje ciało, i to po co??? nigdy tego nie zrozumiem. skończysz jako wielki tłusty wieloryb, bo już teraz widać, że nie jesteś prawdziwą córką Any.

lub:

Słabość charakteru, bo pozwoliłaś swojemu facetowi zniszczyć swoje ciało, słabość charakteru, bo nie mogę nazwać inaczej obżerania się 1200kcal, słabość charakteru, bo nie umiesz się zdecydować, czy wrócić do zwykłego świata, czy zostać w świecie motyli.

I wreszcie komentarz, który poruszył mnie najbardziej:

Nie wiem czy podziwiać cię czy zazdrościć. Ja od lat próbuję jeść normalniej. Bezskutecznie. I jak patrzę na to, jak łatwo ci to przychodzi, to zaczynam rozważać zajście w ciążę. Nie pomogli mi terapeuci, nie pomógł szpital, może dziecko mnie zmusi do wyrwania się stąd?

Egoizm? Desperacja? W każdym razie zmusza do zastanowienia się nad tym, co te młode kobiety będą w stanie zaoferować swoim dzieciom. Póki co deklarują, że nie pozwolą im na podążanie drogą pro ana. Jeżeli jednak same będą to nadal robić, to czy pozostanie to bez wpływu na ich dzieci? Jakie wartości im przekażą? Czy będą w stanie wyjść poza schemat "chude jest piękne" i "perfekcja za wszelką cenę"?

niedziela, 27 marca 2011

Niniejszy wpis dedykuję Jaskółce, która dzięki swoim dociekliwym pytaniom dostarczyła mi kilka ciekawych problemów do przemyśleń.

Popularność serwisów poświęconych odchudzaniu jest niezaprzeczalna. Praktycznie na każdym internetowym rogu można się natknąć na społeczności, których celem jest wzajemne wspieranie się w gubieniu kilogramów. Pro ana jest tylko jedną z nich. Pytanie jest takie - jakie są różnice pomiędzy społecznościami promującymi zdrowe odchudzanie, a społecznościami pro ana?

1) Ideologia

Najbardziej oczywista różnica - społeczności pro ana są zbudowane przede wszystkim wokół tej ideologii, a serwisy dedykowane zdrowemu odchudzaniu - wokół celu, jakim jest schudnięcie, natomiast mniej istotne jest w jaki sposób. Konsekwencją tego jest np. to, jaki odzew uzyskuje się od grupy przedstawiając problem. Ponieważ każda ze społeczności pro ana składa się z osób o bardzo zbliżonym poglądzie na kwestie związane z odchudzaniem i jedzeniem, więc trudno tutaj oczekiwać, że odzew ten będzie składał się ze znacznie różniących się punktów widzenia. Z kolei w przypadku społeczności otwartych na szerszą gamę użytkowników, szansa na to, że odzew będzie składał się z wielu różnych opinii, jest zdecydowanie większa.

2) Otwartość

Społeczności skupione w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu są zdecydowanie bardziej otwarte, niż społeczności pro ana. Otwartość ta dotyczy kilku poziomów:

  • wspomniana już wyżej ideologia odchudzania (w przypadku poszczególnych społeczności pro ana - jednolita, w przypadku społeczności "zdrowo odchudzających się" - różnorodna);
  • akceptacja nowych członków (dla pro ana - nowe osoby są przyjmowane z rezerwą, często podejrzliwością, dla "zdrowo odchudzających się" - ze względu na to, że serwisy takie są przeważnie dość duże, jeżeli chodzi o liczbę aktywnych użytkowników, więc trudno tutaj mówić o standardowej odpowiedzi na nowych członków grupy, jednak odpowiedź ta raczej mieści się w zakresie pozytywnym);
  • dostęp do treści dla osób z zewnątrz (pro ana jest w tym przypadku niezwykle skryta, w przeciwieństwie do społeczności skupionych na serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu).

3) Wielkość

Poszczególne społeczności pro ana są zwykle skupione na forach internetowych i rzadko kiedy osiągają więcej niż kilkunastu-kilkudziesięciu aktywnych użytkowników. Z kolei w społecznościach zbudowanych na bazie serwisów promujących zdrowe odchudzanie, liczba użytkowników nierzadko idzie w setki. Oczywiście trzeba tutaj zaznaczyć, że w społecznościach tych zachodzi proces tworzenia mniejszych grup, zazwyczaj zorientowanych ze względu na ten sam rodzaj prowadzonej diety, podobny cel wagowy, wiek itd. Jednak zawsze istnieje też wspólna płaszczyzna, w której uczestniczą członkowie tych mniejszych grup.

Konsekwencją takich konstrukcji społeczności pro ana i tych "zdrowo odchudzających się", jest np. to, że na forach pro ana panuje bardziej intymna atmosfera (do czego przyczynia się także to, że są to przeważnie grupy zamknięte), a członkowie są lepiej zorientowani w całości informacji zawartch na forum danej grupy (łatwiej jest śledzić twórczość kilkdziesięciu niż kilkuset osób).

Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że pro ana jest lepsza, niż grupy wsparcia na portalach poświęconych zdrowemu odchudzaniu, ponieważ więzi nawiązywane w ramach grupy pro ana są silniejsze. Z jednej strony jest to rozsądne stwierdzenie - ze względu na to, że społeczności takie są zamknięte, a także ze względu na to, że pro ana oferuje dodatkowy "mistyczny" wymiar (tajemnica, zachowania potępiane przez społeczeństwo, cierpienia związane z ED itd.). Z drugiej strony - obserwując mniejsze grupki wsparcia zawiązywane w obrębie portali dedykowanych zdrowemu odchudzaniu, widać, że tutaj także relacje potrafią być dość ścisłe i długotrwałe.

4) Stosunek do ED

Ponieważ dla osób angażujących się w pro ana zaburzenia odżywiania stanowią albo kolejną dietę/styl życia, albo co najmniej inspirację w odchudzaniu, więc stosunek do ED w tych grupach jest dość często wypaczony, w taki sposób, że akcentuje się lub wręcz tworzy pozytywne strony zaburzeń odżywiania, a negatywne aspekty ignoruje lub traktuje jako przeszkodę w osiągnięciu celu. Jeżeli mowa jest np. o negatywnych skutkach anoreksji czy bulimii, to najczęściej w kontekście, jak te skutki łagodzić czy niwelować, aby móc jak najdłużej funkcjonować z ED.

W przypadku serwisów poświęconych zdrowemu odchudzaniu sprawa wygląda inaczej. Można się spotkać z całą gamą podejść do tematu ED - od zrozumienia (zazwyczaj na bazie własnych doświadczeń), przez dystans (na zasadzie "mnie to nie dotyczy, więc się nie wtrącam", po niechęć, a nawet wrogość (wyrażaną zazwyczaj za pomocą słów nieparlamentarnych). Stosunek "zdrowo odchudzających się" do zaburzeń odżywiania wynika z kilku czynników:

  • wiedzy na temat ED;
  • umiejętności dystansowania się do informacji na temat ED dostarczanych przez media czy innych użytkowników;
  • doświadczeń z ED, czy to własnych, czy to kogoś bliskiego.

 

Szara strefa

Zanim ktoś mi zarzuci, że idealizuję serwisy o zdrowym odchudzaniu, a demonizuję pro ana, chcę wyraźnie zaznaczyć ważne moim zdaniem zjawisko. Ponieważ odchudzanie się jest celem obu grup, więc jest rzeczą całkowicie naturalną, że te dwa pozornie odrębne światy gdzieś się przecinają.

Spotkałam się z kilkoma przypadkami osób, które planując odchudzanie w oparciu o zdrowy i rązsądny plan, mając realistyczne cele wagowe (uzyskanie BMI w normie), szukały wsparcia w pro ana. Co ciekawe - w większości przypadków przygoda taka kończyła się dość szybko, ponieważ osoby te nie odnajdywały się wśród "motylków" i umiały dostrzec toksyczność środowiska pro ana. Warto wspomnieć także, że reakcje "motylków" na takie osoby można sprowadzić do dwóch postaw - odesłania na portale o zdrowym odchudzaniu (ze strony tych bardziej zaawansowanych), lub deklaracjami wsparcia (ze strony tych bardziej początkujących, które same jeszcze nie znalazły swojego miejsca w obrębie pro ana).

Inaczej wygląda to w sytuacji odwrotnej, gdy ktoś planujący odchudzanie w stylu pro ana szuka wsparcia w serwisach poświęconych zdrowemu odchudzaniu. Ze strony osób odcinających się od pro ana pojawiają się różne reakcje - współczucie, dobre rady, ale także jawna dezaprobata wyrażona w sposób mniej lub bardziej dosadny.

Podziemie

Rzeczywistość jest taka, że w zależności od tego jaki jest regulamin danego serwisu i jak sprawnie działają na nim moderatorzy, na większości portali poświęconych zdrowemu odchudzaniu można znaleźć wątki, subfora czy pamiętniki/dzienniczki odchudzania o charakterze pro ana.Odbywa się to w sposób mniej lub bardziej jawny. Np. nie wszystkie takie grupki używają sformułowań typowych dla pro ana (typu np. motylki). W grupie takiej większść użytkowników wybiera dietę poniżej 1000kcal dziennie, wymienia się informacjami o tym jak ukrywać się przed rodziną, przyjmuje cele wagowe, które mają zapewnić im BMI zdecydowanie poniżej normy, zachwyca wystającymi kościami, jako motywacji używa typowych dla pro ana elementów takich jak np. "40 powodów dla których warto być chudą"  itd.. W wielu przypadkach nawet jeżeli nie pada nazwa pro ana, to trudno mieć wątpliwości, że taki charakter ma dana grupka.

Okazuje się, że nawet wśród osób, które z pro ana się nie identyfikują, jest spora grupa osób, która ma za sobą doświadczenia typu prowokowanie wymiotów, nadużywanie środków przeczyszczających i ćwiczeń fizycznych, czy drastyczne ograniczanie kalorii i głodówki, jako elementy "diety". Generalnie można zaobserwować, że treści o charakterze pro ana pojawiają się tym częściej, im młodsza jest dana grupka (subfora typu "nastolatki na diecie"). Zaryzykuję hipotezę, że jest to kombinacja zdesperowania i doświadczenia w odchudzaniu. Po prostu osoby starsze, które odchudzają się dłużej, wypróbowały większą ilość "diet cud", lepiej znają swój organizm, łatwiej przychodzi im dystans do siebie i odchudzania. Z kolei osoby młode, które odchudzają się krócej, chętniej rzucają się na głęboką wodę (np. bardziej ograniczając spożywane kalorie), mają mniej cierpliwości i wierzą, że im bardziej intensywnie będą odchudzać się, tym szybsze będą upragnione efekty.

Jedno jest pewne - niezależnie od wieku, na portalach poświęconych odchudzaniu można znaleźć wiele osób, i nie bójmy sie powiedzieć wprost, że znakomita większość to kobiety, które charakteryzują te same cechy, co statystycznego "motylka" - niska samoocena, duże skupienie na problemach związanych z wyglądem i ciałem oraz desperacja "bo już za miesiąc wesele kuzynki i jak ja się pokażę". Nawet jeżeli ktoś szukając wsparcia wybiera serwis o zdrowym odchudzaniu, to często zdrowie jest nieobecne lub figuruje na szarym końcu listy powodów, dla których warto się odchudzać.

11:23, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (3) »
sobota, 19 marca 2011

Dzisiejszy temat jest efektem moich poszukiwań odpowiedzi na pytanie - w jakim stopniu osoby zaangażowane w pro ana są szczere w swoich wypowiedziach, a na ile to, co przedstawiają internautom jest kreacją. Zastanawiając się nad tym problemem trzeba także uwzględnić fakt, że nawet wykreowana internetowa tożsamość w jakimś stopniu dostarcza informacji o "prawdziwym ja" danej osoby. Próbując dotrzeć do odkrycia tego, co można ująć jako "cała prawda o pro ana", niezbędne jest uwzględnienie tego, w jaki sposób działa kreowanie internetowej tożsamości wśród "motylków", z czego wynika i co odzwierciedla.

Internetowa tożsamość

Pojęcie internetowej tożsamości rozumiem jako sposób, w który w Internecie powstaje wirtualna postać reprezentująca daną osobę. Tożsamość internetowa nie jest równoważna z tożsamością danej osoby w świecie realnym. Czy to w sposób świadomy (wtedy można mówić o kreacji), czy też nieświadomy, tworząc tożsamość internetową pozostawiamy niedopowiedzenia, akcentujemy niektóre atrybuty, dodajemy inne, pozostawiamy innym internautom miejsce na interpretację i wyobrażenia.

Elementy składające się na internetową tożsamość to nie tylko "twórczość" danej osoby - w postaci tekstów, rysunków, filmów, itd., ale także wszystko to, co daną osobę w sieci reprezentuje, czyli np. nick, avatar, sygnatura. To także informacje, które składają się na profil danej osoby - np. ulubione miejsca w sieci. Wszystkie te elementy, czyli uogólniając - sposób w jaki prezentujemy się w Internecie, zależą od różnych czynników, z których dwa najważniejsze to miejsce w sieci, z którego korzystamy, oraz funkcja jaką korzystanie z tego miejsca ma spełniać.

Te dwa czynniki definiują na ile to, w jaki sposób przedstawiamy się w sieci jest prawdziwe, a na ile wykreowane. Tutaj trzeba także uwzględnić to na ile miejsce w sieci, z którego korzystamy, jest powiązane z rzeczywistością - tzn. czy dostęp do tego miejsca mają osoby, z którymi mamy także kontakt poza Internetem.

Takie miejsce

Można wyróżnić wiele rodzajów miejsc w cyberprzestrzeni, które dają możliwość tworzenia swojej internetowej tożsamości. Każde z nich daje nieco inne możliwości i stawia nieco inne wymagania wobec tworzenia internetowych tożsamości. Np. w przypadku blogosfery - autor blogu z definicji staje się osobą nadrzędną w stosunku do użytkowników, nadaje nie tylko temat, ale także ton i styl wymianie zdań z innymi użytkownikami. Inaczej wygląda to na forach internetowych skoncentrowanych wokół konkretnej tematyki - gdzie dana osoba, będzie akcentować przede wszystkim te atrybuty, które są związane z tematem przewodnim, a pomijać te niezwiązane (np. na forum erotycznym ania2000 raczej będzie eksponować swoje doświadczenia erotyczne niż talent do hodowli żółwi).

Zaspokajanie potrzeb

Tworzenie tożsamości internetowej zależy także od tego jaką funkcję miejsce sieciowe, z którego korzystamy, ma spełniać. Inaczej prezentujemy siebie poszukując czy dzieląc się konkretnymi informacjami (np. tak jak na forach eksperckich czy blogach tematycznych), a inaczej, gdy podstawową funkcją jest interakcja z innym internautami (np. tak jak w serwisach społecznościowych).

Paradoks pro ana

Społeczność pro ana wyewoluwała z potrzeby znalezienia sanktuarium - miejsca wolnego od presji leczenia się, uprzedzeń i stereotypów, etykiet "choroby psychicznej" i "ofiary". Internet jako medium był idealnym miejscem na stworzenie takiej właśnie społeczności z kilku powodów:

  • oferując anonimowość w dzieleniu się przeżyciami, które w świecie rzeczywistym byłyby uznane za niewłaściwe np. niechęć wobec leczenia (oczywiście pełna anonimowość w sieci to mit, ale chodzi tutaj raczej o różnicę w dzieleniu się swoimi myślami z osobami nieznajomymi, a rodziną czy przyjaciółmi);
  • ułatwiając kontakt z osobami o podobnych poglądach;
  • tworzenie tożsamości w społeczności odbywa się w sposób kontrolowany, co stwarza możliwość manipulacji rzeczywistością (a taka potrzeba jest niejako wpisana w zaburzenia odżywiania choćby poprzez mechanizm iluzji i zaprzeczeń) ;
  • Internet jako medium daje niepowtarzalną możliwość istnienia w całkowitym oddzieleniu od ciała (komunikacja z pominięciem środków niewerbalnych typu mowa ciała, odbiór danej osoby i jej światopoglądu odbywa się na podstawie jej wypowiedzi, a nie np. stroju czy figury), które w kontekście pro ana i ED jest przede wszystkim czymś negatywnym, wręcz nieporządanym.

Dlaczego w tym kontekście pro ana jest paradoksem?

  • odrzucenie jednych etykiet i jednoczesne przyjęcie innych (etykieta "pro ana" wiąże się z określonymi reakcjami innych, stereotypami i uprzedzeniami, tak jak np. etykieta "anorektyczka");
  • mimo tego, że w Internecie można istnieć "bez ciała", motywy związane z ciałem są bardzo ważnym elementem pro ana, a zatem wymuszają konieczność uwzględnienia tego w tworzeniu internetowej tożsamości (np. w postaci podania własnych wymiarów, czy też określenia swoich celów odchudzania);
  • pro ana, która z jednej strony ma uwolnić od stygmatyzacji i uprzedzeń, z drugiej strony wymaga dopasowania "internetowego ja" do oczekiwań (to widać np. w postaci różnic ideologicznych między różnymi komórkami społeczności pro ana - w jednych chęć zachorowania na anoreksję będzie odbierana pozytywnie, w innych negatywnie).

Sposoby tworzenia tożsamości internetowej w świecie pro ana

Kończąc ten wpis chcę tylko zaznaczyć, że tworzenie internetowej tożsamości w pro ana odbywa się na kilku poziomach:

1) nadawanie etykiet z uwzględnieniem indywidualnych "upodobań" - pro ana, pro mia, wannarexics, pro ED;

2) z uwzględnieniem tego, na czym dana osoba się koncentruje - ciało, emocje, relacje z innymi;

3) z uwzględnieniem tego w jaki sposób odbywa się tworzenie tożsamości - styl pisania, używany język, reprezentacje graficzne (nie tylko w postaci zdjęć, obrazów, ale także opisów słownych).

W najbliższym czasie chciałabym wszystkie te kwestie opisać bliżej w oddzielnych wpisach. Nie chcę nic obiecywać co do tego "kiedy", bo przyznaję, że jest to dla mnie trudny temat, a największym problemem jest to, że nie mogę bezpośrednio odnieść się do badań naukowych na ten temat - wynika to przede wszystkim ze specyfiki polskiej wersji pro ana, a bazuję na badaniach z innych krajów (badania nad pro ana w Polsce są, mówiąc delikatnie, w powijakach).

 

Materiały:
Giles D., Constructing identities in cyberspace: The case of eating disorders, British Journal of Social Psychology (2006) 45;
Dias K., The Ana sanctuary: women's pro-anorexia narratives in cyberspace, Journal of International Women's Studies (2003)
Burke E., Pro-anorexia and the Internet: A Tangled Web of Representation and (Dis)Embodiment, (2009) Counselling, Psychotherapy, and Health 5(1)

17:31, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 lutego 2011

Breatharianizm, inedia, niejedzenie - w dyskusjach na tematy dot. tych zagadnień dość często pojawiają się nawiązania do pro ana. Czy te dwie filozofie(?) mają wspólny grunt (poza tym, że obie zawierają element odnoszący się do jedzenia)?

Filozofia niejedzenia

Zdefiniowanie breatharianizmu i podobnych filozofii nie jest wbrew pozorom proste, ponieważ zwykłe stwierdzenie, że "się nie je" absolutnie nie oddaje o co w tym wszystkim chodzi. Sama nazwa "niejedzenie" jest już myląca, ponieważ wyznając breatharianizm czy inną tego typu filozofię rezygnująe się tylko z jedzenia w tradycyjnym sensie. Moim zdaniem kluczowym elementem definicji tych zjawisk nie jest wcale jedzenie, ale wiara. W zależności od odłamu filozofii - wiara w odżywianie praniczne, możliwość życia na pokarmie dostarczonym przez boga (celowo nie precyzuję którego), pozyskiwanie energii z powietrza czy też pożywianie się płynnym światłem, awansowanie na wyższy stan świadomości, który nie wymaga dostarczania pożywienia w formie białek, tłuszczów i cukrów itd. Zatem nie chodzi o "niejedzenie", a raczej "jedzenie alternatywne".

Dość ciekawym elementem tego nurtu jest także specyficzne postrzeganie ciała i fizjologii człowieka. Np. kwestia miesiączki, która zdaniem polskiego niejedzącego guru JM Werdina świadczy o tym, że ciało nie jest zdrowe (zdrowe ciało nie krwawi) - (link).

Folklor i niekończące sie spory

W filozofiach związanych z niejedzeniem można znaleźć sporo historii i elementów, które dla osób spoza branży są źródłem co najmniej zdziwienia. Np. postać Jasmuheen - autorki książki "Życie światłem", która wzięła udział w eksperymencie, który miał potwierdzić jej zdolność życia światłem. Eksperyment nie wypali. Najpierw jego bohaterka stwierdziła, że pokój hotelowy, w którym została umieszczona nie pozwalał jej czerpać z powietrza, a po kilku dalszych dniach lekarz nadzorujący eksperyment zdecydował, że objawy osłabienia i odwodnienia Jasmuheen są na tyle poważne, że trzeba eksperyment przerwać. Jasmuheen cieszy się wielkim poważaniem w środowisku, czego przykładem mogą być osoby, które podążając jej filozofią doprowadziły się do śmierci (link).

Inna sława w środowisku niejedzących - Wiley Brooks, założyciel Breatharian Institute of America, został kilkukrotnie sfilmowany z dietetyczną colą i hamburgerem. Po opublikowaniu tych materiałów w sieci wyjaśniał, że dietetyczna cola to najlepsze źródło płynnego światła, a hamburger jest wspaniale sprzężony z drganiami kosmosu, więc jest idealną przekąską dla początkujących niejedzących.

Nie chciałabym rozpoczynać dyskusji na temat "czy to działa", bo tak jak nie wierzę w możliwość odżywiania się energią kosmiczną, tak samo nie wierzę, że taka dyskusja ma sens. Zwolennicy i przeciwnicy niejedzących filozofii spierają się od lat, powołują sie na różnego rodzaju eksperymenty i osoby, które rzekomo nie jedzą latami itd. i nie wynika z tego nic.

Próbując spojrzeć na filozofie niejedzenia w sposób obiektywny trzeba podkreślić jeden istotny fakt. Przestawienie się na odżywianie inne niż tradycyjne, wg osób będących autorytetami/guru w środowisku niejedzących, nie jest dla wszystkich. Wymaga odpowiedniego przygotowania duchowego, wiary, dojrzałości, itd. Przeciwnicy niejedzenia w różnych formach mogą powoływać się na miliony racjonalnych argumentów opartych na badaniach naukowych, które w starciu z argumentami wiary tracą znaczenie. Tak jak w przypadku homeopatii czy placebo. Poza tym czy można racjonalnie dyskutować z osobami, które uważają, że im niższa zawartość soli mineralnych i mikroelementów w organizmie, tym ciało jest lżejsze i bliższe uwolnieniu ducha?

Filozofie niejedzenia vs pro ana

W obu nurtach można odnaleźć wiele podobieństw:

1. Pokarmy, zwłaszcza wysoko przetworzone, są postrzegane negatywnie (jako trucizna dla ciała, zbędne obciążenie itd.).

2. Silne powiązanie kwestii odżywiania się z filozofią (czy religią).

3. Powtarzający się motyw niezrozumienia przez osoby z zewnątrz.

4. Poszukiwanie osób o podobnych poglądach, które będą stanowić wsparcie i źródło cennych rad.

5. Fizyczne oczyszczanie organizmu (poprzez post, lewatywy itp.) powiązane z kwestiami duchowymi.

6. Breatharianizm i inne tego typu filozofie podobnie jak pro ana są w wielu kręgach uznane za niebezpieczne.

 

Powstaje pytanie dlaczego pro ana i filozofie związane z niejedzeniem stanowią odrębne byty i nie przenikają się (w ciągu całego czasu, kiedy czytam blogi pro ana z odniesieniami do breatharianizmu spotkałam się kilka razy i to na zasadzie ciekawostki, a nie inspiracji). Myślę, że analogia pomiędzy tymi nurtami jest postrzegana przede wszystkim przez osoby postronne, bo wystarczy bliżej przyjrzeć się obu zjawiskiem, aby zauważyć różnice, które są nie do pogodzenia:

1. Pojawiający się w pro ana motyw anoreksji i zaburzeń odżywiania (czy to w postaci muzy, czy przekleństwa) wprowadza element z pogranicza tego, co jest dopuszczalne/akceptowalne przez społeczeństwo. Tolerancja wobec New Age, religii i filzofii wschodu obecne w breatharianiźmie i innych tego typu nurtach mogą być odbierane jako wariactwo czy "nawiedzenie", ale raczej nie traktuje się ich jako coś nielegalnego czy zakazanego.

2. W pro ana bardzo popularny jest element związany z atrakcyjnością ciała, całkowicie nieobecny w breatharianiźmie i tego typu filozofiach, które stawiają na rozwój duchowy.

3. Niejedzenie wg pro ana jest raczej drogą do celu (pięknej sylwetki, popularności, atrakcyjności, perfekcjonizmu itd.), natomiast w filozofiach związanych z niejedzeniem to rozwój osobisty i duchowy prowadzą do tego, że człowiek jest w stanie zrezygnować z odżywiania w sposób tradycyjny.

4. Otwartość na osoby z zewnątrz - breatharianizm i inne tego typu nurty nie mają w sobie nic z konspiracji. Osoby związane z tymi ruchami chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami, polemizują z przeciwnikami, tworzą stowarzyszenia promujące ich filozofie. W przypadku pro ana konspiracja i negatywny stosunek do osób z zewnątrz są przeważnie niezbędnym elementem, który w przypadku niektórych osób decyduje o tym, że pro ana jest atrakcyjnym wyborem.

 

 

Materiały:
J Werdin, Styl życia bez jedzenia, cudownyportal.pl (link)
Niejedzenie, Przebudzenie - Magazyn Nowej Świadomości (link)
Inedia i breatharianism. Czy można żywić sie powietrzem?, niam.pl (link)

czwartek, 19 sierpnia 2010

Pro ana bywa przyrównywana do sekty. I o ile nie uważam, że można postawić znak równości pomiędzy tymi dwoma zagadnieniami, to zdecydowanie oba mają wiele wspólnego. Pisałam o tym np. tutaj. Jednym z istotnych mechanizmów funkcjonowania sekt jest manipulacja. Osoba pełniąca funkcję lidera manipuluje członkami sekty, aby uzyskać dla siebie określone korzyści - władza, pieniądze, seks itd. Manipulacja to forma oszustwa, w którym używa się różnych metod - wywieranie presji, przekręcanie faktów, wykorzystywanie słabości, kreowanie sytuacji, emocji, nastrojów, które mają znaczenie dla podejmowania decyzji przez osobę manipulowaną. Przy czym osoba ta nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nią manipuluje.

Jak to jest z pro ana?

Armia bez generała

W pro ana nie istnieje coś takiego jak lider, a przynajmniej nie w sensie globalnym. Ponieważ pro ana funkcjonuje w postaci wielu, różniących się przede wszystkim ideologicznie, grup, więc ewentualne liderki mają wpływy tylko w ograniczonym zakresie. W tym miejscu trzeba postawić dwa pytania: 1) czy w pro ana funkcjonują takie osoby? 2) czy posługują się manipulacją?

Odpowiedź na pytanie pierwsze jest oczywista - tak jak w każdej innej grupie społecznej, tak samo w różnych kręgach pro ana funkcjonują osoby o większym lub mniejszym autorytecie (nabytym dzięki doświadczeniu, ilości kontaktów, a także swojej wiedzy i umiejętności jej przekazania). To bardzo dobrze widać w przypadków forów internetowych o tematyce pro ana, na których osoby mające status moderatorów czy administratorów zdecydowanie wyróżniają się w tłumie, a ich opinie mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania danej grupy (np. przy przyjmowaniu nowych członków).

Pytanie drugie nie jest takie proste. Przede wszystkim dlatego, że bez dostępu do miejsc w sieci niedostępnych osobom spoza danej grupy pro ana, nie ma tak na prawdę możliwości przyjrzenia się w jaki sposób one funkcjonują. Ważne jest także to, że pro ana funkcjonuje przede wszystkim w Internecie, co oznacza, że możliwości manipulacji są w jakiś sposób ograniczone. Na podstawie dość dużej rotacji uczestniczek w środowisku pro ana, można też zauważyć jedną zasadę - każda z nich bierze w tym udział dla własnych korzyści.

Automanipulacja

Czy jest możliwe, aby wszystkie, a przynajmniej większość, osób należących do pro ana była jednocześnie manipulatorami, jak i manipulowanymi? Moim zdaniem tak.

Ktoś może mieć wątpliwości czy coś takiego jak automanipulacja, czy manipulowanie sobą, jest możliwe. Istnieje wiele przykładów na to, że jak najbardziej tak. Na tej zasadzie działają afirmacje czy wymuszanie pozytywnego myślenia. W przypadku pro ana mamy do czynienia z niezwykle zaawansowanym oszukiwaniem siebie, przy jednoczesnym przekonaniu o własnej nieomylności, a także często wyższości nad innymi osobami. Najprostsze przykłady:

  • stosowanie powtórzeń haseł typu "tylko chude jest piękne", których celem jest utwierdzanie się w słuszności przyjętej ideologii i drodze postępowania;
  • stosowanie sformułowań w pierwszej osobie liczby mnogiej typu "my, motylki", których celem jest stworzenie wrażenia, że daną ideologię popierają także inne osoby, co przydaje jej słuszności;
  • posługiwanie się hasłami typu "spełnianie marzeń", "perfekcja", "ideał", "kontrola", "dbanie o siebie", których celem jest wzmocnienie pozytywnego wydźwięku ideologii pro ana;
  • posługiwanie się kategorycznymi zwrotami typu "muszę schudnąć", "schudnę, bo inaczej być nie może", których celem jest utwierdzanie się w swoich postanowieniach;
  • generalizowanie przy powoływanie się na opinie innych typu "wszyscy lubią chude dziewczyny, nikt nie lubi grubych" j.w.;
  • itd.

W przypadku pro ana, gdzie praktycznie każda osoba upubliczniając swoje przemyślenia manipuluje sobą, pojawia się efekt uboczny. Ponieważ każdy, kto może przeczytać takie teksty, również zostaje poddany manipulacji. Oczywiście nie wszyscy są na to podatni, ale są osoby, dla których tego typu wypowiedzi stanowią wielką inspirację i wsparcie we własnych działaniach.

Ideologia

Od razu zaznaczam, że ideologia pro ana nie jest spójna, a to oznacza, że wiele jej elementów jest różna, dla różnych grup. Mimo to, nie jest trudno odnaleźć elementy ideologii pro ana, które stanowią podstawę manipulacji i automanipulacji. Przykłady:

  • anoreksja jako styl życia - manipulowanie faktami, którego celem jest zniwelowania negatywnego wydźwięku ideologii - na zasadzie, że skoro anoreksja nie jest chorobą, to w dążeniu do niej nie ma nic złego;
  • kontrolowanie zaburzeń odżywiania - manipulowanie faktami, którego celem jest uzyskanie przekonania, że można wyhodować sobie ED, a potem szczęśliwie z nim żyć;
  • perfekcja w każdej dziedzinie życia - manipulacja, której celem jest przede wszystkim zmiana wizerunku pro ana - na zasadzie, że skoro chude ciało idzie w parze z perfekcyjnymi ocenami w szkole, zachowaniem itd., to nie jest to próżność, tylko praca nad sobą;
  • niejedzenie jako oznaka prawdziwej siły woli - manipulacja, której celem jest poprawa samopoczucia oraz samooceny;
  • tylko będąc chudą, można być osobą silną/szczęśliwą/podziwianą - tutaj trzeba zaznaczyć, że element ten pojawia się w dwóch formach: 1) jako generalna zasada dotycząca wszystkich ludzi i w tym kontekście jest to ewidentne przekręcanie faktów, dla wzmocnienia własnej motywacji, 2) jako zasada dotycząca konkretnej osoby, która nie wyobraża sobie funkcjonowania jako ktoś nie-chudy - jest to zazwyczaj efekt lęku przed przytyciem, który obecny jest w ED; to pokazuje jak "wannarexics" wykorzystują elementy choroby do realizacji własnych celów;
  • ED nie da się wyleczyć, więc trzeba nauczyc się z nim żyć - również manipulacja faktami, o czym świadczą wszystkie te osoby, którym udało się wygrać z ED;
  • itd.

I na deser garść cytatów z blogów pro ana (wybór jak zwykle subiektywny i tendencyjny).

Szłam dumnie, z głową podniesioną wysoko, z rozwianymi przez wiatr blond włosami. Kroczyłam w butach na koturnie, spodniach w rozmiarze S, małej bluzce, na ramieniu nowa torebka. Obcisłe spodnie ukazywały moje szczupłe i długie nogi, a nieco luźna bluzka zakrywała płaski brzuszek. Jeszcze nigdy nie czułam się taka szczęśliwa i tak dumna ze swojego ciała. (...) Faceci patrzyli na mój tyłek - czułam to. Gdzie się podziała ta szara mysz, którą byłam? ;) Dla takich chwil warto cierpieć, ćwiczyć do utraty tchu, chudnąć!
(...)
Okresu jak nie było tak nie ma, spóźnia się już 20 dni...

 

Zawsze myślałam, że jeśli będę chuda, to nie znajdzie się nawet jedna rzecz,
której nie mogłabym sprostać. W tych wszystkich sytuacjach, w których zdarzyło
mi się nawalić, wykręcałam się swoją nadwagą. Byłam gruba i tym
usprawiedliwiałam wszystko to, czego nie byłam w stanie osiągnąć, i to, czego
unikałam w okresie dojrzewania. Zaczęłam myśleć,że być może będę musiała
stawić temu czoło - że moja obsesja nie wystarczała - że wielka gruba wymówka
jest jedynie wielką grubą wymówką. Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem.

 

Wiecie co, ostatnio miałam dużo czasu na przemyślenia etc i doszłam do wniosku że warto. Warto się pomęczyć i po stresować żeby czuć to wszystko co czuje się będąc chudym. Te spojrzenia pełnie zazdrości i podziwu.. Już dawno nie czułam takiej siły i wiary we własne możliwości.
Wiem że mi się uda. Musi.!

 

Moja psychika zmienia się diametralnie. Właściwie to pragnienie bycia chudą tak ją zmienia. Ryję sobie głowę z każdym dniem coraz bardziej i chcę tego.
Wierzycie? Ja nie. Postępuję wbrew sobie!

17:41, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (59) »
piątek, 09 lipca 2010

Zgodnie z zapowiedzią postaram się dzisiaj odpowiedzieć na pytanie - jaki wpływ ma czytanie blogów pro ana na osoby, które je czytają, ale nie z myślą o odchudzaniu. Chcę zaznaczyć, że z premedytacją pomijam oddziaływanie treści pro ana na osoby poszukujące informacji dotyczących odchudzania. Zakładam, że jeżeli ktoś szuka stron pro ana, po to, aby zyskać wiedzę dot. "szybkigo schudnięcia", to jest ekstra-podatny na tego typu treści. Zatem przyjrzenie się temu, jak na pro ana reagują osoby zainteresowane pro ana z innych powodów (ciekawość, szukanie materiału badawczego, kwestie zawodowe, itd. itp.), może dać bardziej obiektywną odpowiedź na pytanie - czy motylki promują anoreksję?

Zanim przedstawię moje osoboste doświadczenia w tej kwestii, pozwolę sobie na przytoczenie kilku cytatów. Jak wiadomo temat pro ana pojawia się na różnych forach internetowych i portalach, ciekawe opinie można także znaleźć w komentarzach pod artykułami dot. motylków. Były także przeprowadzane badania nad wpływem takich stron w warunkach kontrolowanych (przedstawię je przy innej okazji).

 

Zatem jak pro ana postrzegają "inni"?

 

Indoktrynacja, inspiracja i fascynacja

"O stronach "pro-ana" przeczytałam w jednym z kobiecych pism. Nie mogłam uwierzyć, że mogą istnieć strony internetowe, na których zamieszczane są zachęty do katorżniczego odchudzania, a wręcz głodzenia się. Wpisałam w Google hasło "pro-ana" i - ku memu zdziwieniu - efektem wyszukiwania było kilka stron, zapełnionych przykładowymi adresami. Moje zdziwienie było ogromne, gdy już na pierwszej otwartej stronie znalazłam materiały propagujące anoreksję czy bulimię.
(...)
Poczułam się jak po nieudanej próbie swego rodzaju indoktrynacji. Przeraziłam się, gdy pomyślałam, co by było gdyby na taką stronę trafiła dziewczynka obawiająca się dojrzewania, wstydząca się zmian w swoim ciele, potrzebująca akceptacji i (co najgorsza) nie mogąca znaleźć wspólnego języka z rodzicami i rówieśnikami. (źródło)

 

Przez pół dnia czytałam blogi anorektyczek, zachęciły mnie do działania, od zawsze się odchudzam tyle, ze zazwyczaj z efektem jojo...(link)

 

Anoreksja jest straszna. Czytając blogi, fora bądź inne strony poświęcone pro - anie przechodziły mnie dreszcze. I powiem szczerze, nie jeden raz, czytając takiego bloga, czułam się źle i miałąm ochotę zacząć się odchudzać. (link)

 

widząc co wypisują te dziewczyny i oglądając zdjęcia chciało mi się na przemian płakać i wymiotować. Jak dla mnie cały ten ruch jest po prostu straszny! (link)

 

To tylko przykładowe wypowiedzi przypadkowych osób. Tak jak wspomniałam, pominęłam komentarze, które można np. znaleźć na Vitalii czy innych portalach poświęconych odchudzaniu.

Okiem badacza

Już kiedyś wspomniałam, że obserwowałam dyskusję grupy studentów realizujących projekt dot. anoreksji. Blogi pro ana były dla nich materiałem badawczym, z opisu wynika, że każda grupa śledziła kilka z nich przez kilka miesięcy. Oto kilka wypowiedzi z tej dyskusji (całość tutaj):

Na początku czytałam to bardzo powierzchownie- nudziło mnie to, jednak po pewnym czasie zaczęłam na nie zwracać większą uwagę. Zaczęło mnie to w pewien sposób interesować np. co można zastąpić czym aby było mniej kaloryczne, co, ile ma kalorii, zaczęłam interesować się dietami, które autorka stosuje. Przeszło mi przez myśl czy może nie przejść na jakąś dietę. Dlatego niewątpliwie mogę powiedzieć, że czytanie, bloga osoby, której świat jest całkiem odmienny od tego, który ja znam w pewien sposób wpłynął na mnie.  Podczas rozmów o tym projekcie zarówno z osobami z mojej grupy, jaki i innych bardzo często podejmowaliśmy kwestię odchudzania. Z jednej strony byliśmy zbulwersowani jak można wytrzymać na tak drastycznych dietach, często przy stosowaniu bardzo wyczerpujących treningów, z drugiej strony natomiast przyznawaliśmy, że zaczęliśmy przywiązywać większą uwagę do tego, co jemy, jak często i jak bardzo jest to kaloryczne.

 

Nie chce mi sie juz wiecej czytac tego bloga, poniewaz sa w nim same wypociny, ktore doprowadzaja czlowieka do frustracji i chceci podcinania sobie zyl.

 

Choć nigdy nie zachwycałam sie chudymi dziewczynami to jednak wczesniej jak i teraz zdawałam sobie sprawę z wielu aspektów tego problemu, takich jak społeczna presja czy kreowany przez media kanon piękna. Uważałam ze jest to problem nie indywidualny , ale społęczny. Oczywiscie nie można zaprzeczyc ze anoreksja est chorobą, jednak ma ona podłoze społeczne.
Muszę przyznać, że zaczełam również zwracać uwagę na chude dziewczyny na ulicach i moze dosć nieoczekiwana tu zmianą jest to , że mam wrażenie ze zaczęłam je postrzegac negatywnie. jak wcześniej nie zwracałam na nie uwagi, tak teraz patrząc na nie mam neatywne spojarzenia. Podejrzewam jednak że to moze byc wynikiem mojego zmeczenia tematyką anoreksji.

Myślę, że warto podkreślić to, że odczucia wobec pro ana nie są tak bardzo jednokierunkowe, jak się niektórym motylkom wydaje. Nie rozwijam tego tematu tutaj i teraz, dodam tylko, że w "tym szalenstwie jest metoda".

Odporność na pro ana

Warto podkreślić, że opinie na temat pro ana dość silnie zależą od tego, czy są one poparte efektem odkrycia problemu, czy też są efektem dłuższego śledzenia tematyki. Pierwsze opinie mają zazwyczaj dość gwałtowny charakter - oburzenie, obrzydzenie, nagłe zastanawianie się nad własnym wyglądem i sposobem odżywiania. Czas pozwala nabrać dystansu, wtedy reakcje stają się mniej emocjonalne. Dostrzega się także nowe szczegóły. Sama jestem tego najlepszym przykładem.

Moja pierwsza reakcja na strony pro ana to było święte oburzenie - głupota, idiotyzm, koszmar. Kolejnym efektem, który zauważyłam u siebie, było pojawienie się myśli związanych z odchudzaniem. Łapałam się na tym, że zaczęło zastanawiać mnie ile kalorii zjadłam w czasie posiłku. W różnych przypadkowych momentach do mojej głowy wpadały pomysły, aby zacząć się odchudzać. Szybko mi przeszło, bo z definicji nie wierzę w skuteczność żadnej diety, jem adekwatnie do swoich potrzeb, a do wszelkich mankamentów mojego wyglądu zdążyłam już dawno się przyzwyczaić (np. ogromniaste stopy), a niektóre nawet polubić (np. moje włosy z ich tendencją to "kudłatości" ;-).

Przeszłam także etap intensywnego i podejrzliwego przyglądania się młodym dziewczynom na ulicy. To był chyba najgorszy etap, bo nie lubię oceniać ludzi po wyglądzie i staram się tego nie robić. Zatem upatrywanie motylka w każdej szczupłej dziewczynie i zastanawianie się czy każda z nich gardzi mną, bo nie wierzę w ideały pro ana, zdecydowanie mi nie odpowiadało.

W pewnym momencie zauważyłam, że blogów pro ana naczytałam się tyle, że przestały mnie wzruszać. Nie znaczy to, że są mi obojętne, ale moje odczucia nie sprowadzają się tylko do oburzenia czy litości. Dlatego myślę, że ważne jest podkreślanie, że pro ana to nie tylko anorektyczki, nie tylko głupiutkie nastolatki opętane manią odchudzania itd. Uodporniłam się na indoktrynację pro ana, ale także na stereotypy dotyczące pro ana i zaburzeń odżywiania.

Ewolucję mojego sposobu postrzegania pro ana można zauważyć na blogu. Patrząc z obecnej perspektywy wiele moich pierwszych wpisów było naiwnych, miało ograniczone i stereotypowe podejście. Z jednej strony trochę mi wstyd, z drugiej nie chcę ich usuwać, bo pokazują jaką drogę przeszłam. Także nie pozwalają popaść w samozadowolenie z powodu własnej wiedzy, błyskotliwości i obiektywizmu. To taka lekcja pokory.

I na koniec dodam jeszcze jedną myśl - sądzę, że podatność na treści pro ana jest cechą bardzo indywidualną. Pamiętając wpływ takich stron na moje myślenie o sobie i o tym co jem, mogę sobie tylko wyobrazić, jakie efekty może przynieść pro ana, gdy trafi na bardziej podatny grunt. Sposób w jaki pro ana oddziałuje na umysł człowieka jest dość specyficzny. Nie do każdego przemawia pseudo-religijny wydźwięk niektórych stron. Nie do każdego trafiają treści bardziej ukierunkowane w stronę "dbania o siebie" - moda, kosmetyki, zdrowy tryb życia itp. Nie każdy ma zadatki na Wertera, więc nie poruszają go poetyckie opisy cierpienia związanego z ED. Nie każdy ceni sobie tajemnice i życie w konspiracji. Kiedyś na jednym z blogów pro ana autorka stwierdziła, że pro ana nie można się zarazić, że pro ana tylko "wyzwala ukryty potencjał ED". Coś w tym jest.

Tagi: pro ana
09:32, anty_pro_ana , pro ana
Link Komentarze (14) »
czwartek, 01 lipca 2010

W komentarzach pod poprzednią notką, ale nie tylko, pojawiły się opinie, że za bardzo generalizuję. Tak jak już wspominałam - nie jest łatwe pisanie o pro ana w taki sposób, aby zbytnio nie uogólniać. Dzisiejsza notka dotyczy pewnej części pro ana, która w moim odczuciu przynosi najwięcej mieszanych uczuć, a której istnienie jest bardzo często w opisie pro ana po prostu pomijane.

Gdy przejrzycie sobie artykuły prasowe dotyczące pro ana, to przeważnie (nawet mam wielką ochotę zaryzykować stwierdzenie, że wszystkie) pokazują one pro ana jako jedność. Np. "sekta anorektyczek" - to określenie, które padło w Newsweeku. W innych, wybaczcie, że nie pamiętam tytułów - "głodujące dla szczupłej figury nastolatki" czy "królowe odchudzania". Obraz pro ana jaki wyłania się z tych tekstów to z jednej strony piekło zaburzeń odżywiania, z drugiej - niebiańskie wizje szczęśliwości, w które wierzą motylki. I praktycznie nigdy nie wspomina się o osobach, które identyfikują się z pro ana, bo potrzebują swojego miejsca chyba jak nikt inny, i nie widzą przed sobą żadnej innej możliwości, tylko pro ana.

Przy poprzednim wpisie hoisi napisała w komentarzu:

Mam za sobą za długi staż chorowania. I może to zabrzmieć jak 'głupota', ale leczyć się już nie chcę. Nie mam na to siły, zdrowia, czasu, pieniędzy. Chciałabym pogodzić życie z zaburzeniami na tyle, aby nie dezorganizowały mi wszystkiego.
I po tylu latach nie wyobrażam sobie innego życia. To nie jest dorabianie ideologii, ale raczej pogodzenie się ze stanem rzeczy. Nie wiem czy mogę się określić jako pro-ana - na pewno nie pasuje do mnie pro-recovery.
Czuję się związana z pro-aną, bo te zasady określają to jak żyję.
Zatem kim jestem? Osobą z ED? Naiwną kobietką, która dąży do jakichś tam ideałów pro-any? Znam przegląd najróżniejszych skutków ubocznych ED - od drobiazgów w postaci wypadania włosów czy zimna, po momenty, gdy serce prawie zamiera, a ty zastanawiasz się, czy to już koniec. I? I mimo świadomości tego w tym siedzę. Bo inne alternatywy kończą się jeszcze gorzej. Celowo i z premedytacją wybieram ten rodzaj szaleństwa, aby uciec od innych.

Taka postawa nie jest w pro ana rzadkością. Dlaczego pomija się ją milczeniem? Nie ma w tym sensacji, jest stosunkowo niewiele soczystych opisów tak chętnie cytowanych przy okazji pisania o pro ana. Jest za to bardzo dużo bezsilności i braku nadziei. Osoby, które prezentują taką postawą często zawiodły się na ludziach, którzy profesjonalnie zajmują się niesieniem pomocy osobom z zab. odżywiania. Mogą być postrzegane jako porażka współczesnej nauki. Nie ukrywam, że moja postawa wobec pro ana jest zdecydowanie anty, i w sumie niewiele do tej pory wspominałam o tej grupie. Nie dlatego, że nie dostrzegam jej istnienia. Jest to taka sytuacja, w której bardziej niż zwykle chciałoby się napisać coś mądrego i odkrywczego, ale po prostu brakuje słów.

Zwykle nie mam problemów z uogólnianiem, a ta grupa osób związanych z pro ana jest zdecydowanie najtrudniejsza do opisania. Przede wszystkim najwięcej tutaj odcieni szarości, najbardziej zaznacza się indywidualność przeżyć każdej osoby. Jak już wspominałam najlepiej czuję się ujmując zagadnienia w punkty, dlatego w tym miejscu pozwolę sobie na ten mały komfort, który ułatwi mi "poukładanie myśli" i zaoszczędzi zbędnych ozdobników.

  • Jak nazwać osoby, które prezentują tą specyficzną postawe pro ana? Nazwa "motylki", która kojarzy mi się nie tyle z lekkością i pięknem, co ulotnością i powierzchownością, nie wydaje mi się odpowiednia. Nawet nazwa 'pro ana' nie jest tutaj używana tak często, za to pojawia się określenie 'pro ED', które nie ma w sobie tej samej magii co 'pro ana' czy 'pro mia'. Dlatego roboczo pozwolę sobie używać tego określenia.
  • Na blogach takich osób raczej trudno znaleźć gloryfikację chudości w postaci typowych thinspiracji, bo nie o odchudzanie tutaj chodzi. Osoby te konsekwencje stosowania zasad 'pro ana' znają jak nikt inny, i ich uwaga raczej skupia się na przetrwaniu. Ograniczają jedzenie, prowokują wymioty, przeczyszczają się, ale nie dlatego, że pragną zazdrości koleżanek i podziwu otoczenia, ale dlatego, że czują wewnętrzny przymus, nie potrafią inaczej funkcjonować. W niektórych przypadkach walczą o utrzymanie wagi, a nie raz też jej zwiększenie.
  • Osoby te prezentują zwykle większą wiedzę dotyczącą tego czym są i z czym wiążą się zaburzenia odżywiania.
  • Blogi osób, które prezentują taką postawę nie są tak czarno-białe, jak typowe motylkowe blogi. Tzn. taki typowy motylkowy blog można porównac do sinusoidy - euforia, gdy waga spada, pogorszenie nastroju, gdy zdarzy się napad lub waga stoi w miejscu, entuzjazm, gdy po raz kolejny zaczyna sie od początku. W przypadku osób, które prezentują postawę 'pro ED' wygląda to inaczej - nie ma takich huśtawek nastrojów, raczej trudno o entuzjazm czy euforię po kolejnym napadzie zakończonym nad toaletą. Zamiast typowego motylkowego entuzjazmu pojawia się raczej takie uczucie jak ulga. Nie znaczy to, że postawa 'pro ED' to użalanie się nad sobą i bezustannym dołowaniem się. Raczej ujęłabym to w taki sposób, że nastroje opisywane przez takie osoby są bardziej jednostajne - mogą być negatywne i pozytywne, ale nie zmieniają się jak w kalejdoskopie.
  • Kolejna różnica pomiędzy blogami motylkowymi, a blogami 'pro ED' to skupienie uwagi na bieżących wydarzeniach. W przypadku tych pierwszych blog stanowi przeważnie wersję dzienniczka odchudzania, z opisem bieżących wydarzeń w szkole, pracy czy domu. W przypadku tych drugich więcej jest odniesień do przeszłości, więcej refleksji, więcej prób spojrzenia na to co było z pewnej perspektywy.
  • Blogi 'pro ED' rzadko zawierają informacje personalne - wymiary, wagę, zdjęcia autorki bloga itp.
  • Jednym z elementów pro ana jest tajemnica. W tym kontekście różowiaste motylki bardziej delektują się tym, że oto mają swój sekret, a osoby prezentujące postawę 'pro ED' rzeczywisty wymiar swoich zaburzonych zachowań związanych z jedzeniem utrzymują w sekrecie raczej z obawy przed stygmatyzacją i nakłanianiem czy zmuszaniem do leczenia.
  • W kontekście mojego bloga - ze strony osób prezentujących postawę 'pro ED' dużo łatwiej o rzeczową dyskusję, za to trudniej o obelgi.

Gdyby ktoś zadał mi pytanie czy w istnieniu pro ana dostrzegam jakiś sens, to właśnie to, co opisałam jako 'pro ED' byłby chyba moją odpowiedzią. Chcę wyraźnie zaznaczyć - nie oznacza to, że przez to akceptuję pro ana. Można zadać pytania - po ilu nieudanych próbach leczenia pogodzenie się z tym, że czyjeś życie jest nierozerwalnie związane z ED i zaniechanie dalszego szukania pomocy uzasadnia funkcjonowanie w pro ana? Kiedy można powiedzieć, że ktoś wykorzystał wszystkie możliwości szukania pomocy, a ktoś inny tylko szuka usprawiedliwienia dla dalszego chorowania?

Uważam, że identyfikowanie się z jakąkolwiek opcją 'pro' niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Bo nawet wtedy, gdy ktoś jest przekonany, że wyczerpał swoje możliwości leczenia, nie może mieć pewności czy rzeczywiście jego sytuacja była/jest taka beznadziejna, a wybranie 'pro ED' jeszcze bardziej takiej osoby nie pogrąża. Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę, że niechęć do leczenia jest elementem wpisanym w zaburzenia odżywiania, to różnica pomiędzy 'pro ED' a pro ana jeszcze bardziej się zaciera.

Problemu skuteczności, a w świetle istnienia postawy 'pro ED' - sensu leczenia zaburzeń odżywiania, nie podejmuję w tym miejscu, bo nie chcę wydłużać tego wpisu. Pozwólcie, że zachowam to na inną okazję.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Terapia anoreksji, bulimii