anty pro ana

wtorek, 11 czerwca 2013

Wszystkie osoby, które prowadzą bloga o tematyce zbliżonej do mojego zachęcam do zajrzenia na tą stronę: vogue.it.

11:18, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 maja 2010

W komentarzach zamieszczanych na blogu oraz mailach, które otrzymuję dość często pojawia się pytanie "co można z tym zrobić". I za każdym razem odpowiadam - w Polsce nie istnieją przepisy prawne, które uznawałyby strony o tematyce pro ana za nielegalne, więc nie można zrobić nic. Jednak taka odpowiedź nie do końca wyczerpuje temat, ponieważ różne portale społecznościowe, platformy blogowe i inne tego typu strony, mają różne podejście do problemu pro ana. W dzisiejszej notce prezentuję zestawienie informacji na temat polityki różnych portali w sprawie pro ana.

Na świecie

LiveJournal

Wymieniam ten portal jako pierwszy, ponieważ jako pierwszy w tak wyraźny sposób zaznaczył swoją politykę wobec stron pro ana. Od września 2008 roku LJ nie dopuszcza materiałów, które "zachęcają lub instruują innych odnośnie zachowań destrukcyjnych takich jak samookaleczanie, anoreksja, nadużywanie alkoholu i narkotyków, samobójstwo". Dostęp do takich typu treści jest blokowany, a osobom, które je zamieszczają, blokowane są konta. W komentarzu do tych zasad podkreśla się, że LJ nie potępia i nie zakazuje możliwości wypowiedzi dotyczących szukania pomocy i wsparcia użytkowników, którzy mają problem z zachowaniami autodestrukcyjnymi, natomiast nie dopuszcza treści zachęcających i instruujących innych jak wyrządzić sobie krzywdę. [link]

Facebook

Zgodnie z raportem FOSI (Family Online Safety Institute), Facebook uznaje, że promowanie zachowań autodestrukcyjnych, wliczając w to zaburzenia odżywiania, jest niezgodne z Regulaminem (Statement of Rights and Responsibilities). Użytkownicy mają mozliwość raportowania stron, które uważają za niewłaściwe, po rozpatrzeniu podejmowane są odpowiednie kroki - do usunięcia spornych treści. Ponadto w razie gdy na portalu są zamieszczane informacje o zamiarze popełnienia samobójstwa, takie informacje są zgłaszane (w USA do National Suicide Prevention Lifeline), a użytkownicy są zachęcani, aby zrobić to samo.

MySpace

MySpace jest portalem, który ma bardzo rozbudowany dział poświęcony bezpieczeństwu dzieci i młodzieży w Internecie. Treści pro ana na tym portalu są niedozwolone na podstawie punktu 8 paragraf 1 regulaminu, w którym czytamy: "Treści Niedozwolone obejmują między innymi Treści, które według wyłącznego uznania MySpace są w sposób oczywisty obraźliwe lub krzewią bądź w inny sposób wzbudzają rasizm, fanatyzm, nienawiść lub jakiegokolwiek rodzaju krzywdzenie fizyczne jakichkolwiek grup ludzi lub jednostek;".

 

W Polsce

Nasza Klasa

Na temat NK pisałam już wcześniej, ale pozwolę sobie powtórzyć tą informację jeszcze raz. Pomimo tego, że regulamin NK nie wskazuje jednoznacznie, że treści pro ana są na tym portalu zabronione, to "Administrator zastrzega sobie prawo do zablokowania Konta Użytkownika, którego działania uzna za szkodliwe dla Serwisu bądź innych Użytkowników" (link). Na tej podstawie zgłaszane profile i fora o tematyce pro ana są usuwane.

Interia

Platforma blogowa portalu Interia ma dość ciekawą politykę w kwestii stron pro ana. Regulamin Interii stwierdza lakonicznie "Zakazane jest korzystanie z Portalu i/lub Serwisów w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami". I choć można na Interii znaleźć blogi pro ana, to ostatnio zauważyłam, iż wiele linków do takich blogów prowadzi do strony z komunikatem "Blog został zablokowany przez Administratora." (np. superchick.blog.interia.pl). Zaobserwowałam, że blogi pro ana, które istnieją na Interii mają dość specyficzny charakter - raczej koncentrują się na cierpieniu tworzących je osób, niż na radach i poradach dot. ekstremalnego odchudzania, nie zawierają także zdjęć z thinspiracjami. Do redakcji Interii wysłałam maila z prośbą o wyjaśnienie, niestety odpowiedzi nie otrzymałam.

O2 i Pinger

Tutaj niestety nie jestem w stanie niczego udowodnić, natomiast jakiś czas temu dostałam mailowy cynk, że na stronie głównej portalu O2 był promowany wpis z bloga o tematyce pro ana. Sądząc po ilości tego typu blogów na platformie Pinger, tego typu treści redakcji portalu nie przeszkadzają.

Onet

Ponieważ Onet jest najczęściej wybieraną platformą blogową jeżeli chodzi o blogi pro ana (wyszukiwarka onetu wskazuje ich 758), więc łatwo się domyślić, że redakcja tego portalu nie ingeruje w tego typu treści. Co nie przeszkadza im regularnie na stronie głównej Onetu zamieszczać artykuły o tym, jaka pro ana jest straszna i niedobra.

Wirtualna Polska i Bloog.pl

Bloog.pl podpięty pod portal WP nie jest wśród motylków zbyt popularnych, jednak blogi takie istnieją (wg wyszukiwarki 142). Podobnie jak w przypadku Onetu - WP regularnie publikuje na głównej stronie artykuły dotyczące zaburzeń odżywiania i  potępiających pro ana.

Grono

Oto dyskusja dot. gron pro ana. Dla leniwych streszczenie: dawno, dawno temu grona o tematyce pro ana były usuwane, a potem ktoś stwierdził, że lepiej jest mieć rękę na pulsie. Cytując: "wiem, jak wiele już udało się zmienić na tych gronach - ale nie metodą "kasujemy i udajemy, że problemu nie ma" (bo takie wyjście wg mnie ma najmniej sensu), a przez rozmowy z moderatorami takich gron, stosowanie delikatnej perswazji - na przestrzeni czasu widać, co to zmienia".

 

Zanim ktoś mi zarzuci, że nie napisałam nic o blox.pl. Owszem, można znaleźć tutaj blogi pro ana, na mojej liście aktywnych blogów pro ana są 2 (słownie dwa) prowadzone aktualnie na blox.pl. Nie jest to platforma popularna wśród motylków, większość blogów pro ana, które można tutaj znaleźć zostały porzucone po kilku wpisach. Zatem obecnie problem pro ana jest dla blox.pl marginalny. A spekulować odnośnie tego, co administracja zrobiłaby, gdyby na blox.pl pojawiła sie inwazja motylków - nie zamierzam.

Na koniec jeszcze jedna uwaga - nie uważam, że hurtowe usuwanie stron zawierających treści pro ana to dobre rozwiązanie. Po pierwsze - wiele z tych stron zawiera opisy emocji i odczuć osób chorych na ED, które mogłyby być niezwykle cennym materiałem dla ludzi, którzy zajmują sie badaniem i leczeniem tych zaburzeń. Po drugie - pro ana, w przeciwieństwie do treści pedofilskich czy rasistowskich, jest legalna. Po trzecie - zamykanie takich stron, to zamiatanie problemu pod dywan, a nie jego rozwiązywanie. Po czwarte - nie jest możliwe całkowite usunięcie takicg stron z Internetu. Nie znaczy to, że treści pro ana nie są niebezpieczne. Moim zdaniem jak najbardziej są. Dlatego np. uważam, że organizacje, które zajmują sie bezpieczeństwem w Internecie, powinny adresować także problem ana i nie ograniczać się do tego, co jest jednoznacznie zakazane przez prawo.

sobota, 19 września 2009

Przez ostatnie dwa dni przez brytyjskie gazety i portale przetoczyła sie lawina artykułów podejmujących temat pro ana, przede wszystkim w kontekście zwalczania stron o takiej tematyce. BBC, the Independent, i wiele innych portali donosiło o oświadczeniu wydanym przez The Royal College of Psychiatrists (organizacja zrzeszająca brytyjskich psychiatrów). W swoim oświadczeniu lekarze zrzeszeni w The Royal College of Psychiatrists wzywają rząd do większego zainteresowania się problemem stron promujących zaburzenia odżywiania jako element dbania o bezpieczeństwo młodych ludzi w sieci. Uważają także, że United Kingdom Child Internet Safety Council (rada skupiająca organizacje i osoby zajmujące się propagowaniem i egzekwowaniem bezpieczeństwa w Internecie) powinna rozszerzyć stosowaną w swojej pracy definicję stron zagrażających bezpieczeństwu na strony o tematyce pro ana i pro mia.

Profesor Ulrike Schmidt, przewodnicząca The Royal College of Psychiatrists, stwierdziła, że badania pokazują negatywny wpływ stron pro ana - pogorszenie nastroju i samooceny, także w przypadku zdrowych kobiet zwiększenie ryzyka zachorowania na zaburzenia odżywiania. Profesor Schmidt określiła strony pro ana jako "bombardujące kobiety toksycznymi wizerunkami tzw. kobiecej perfekcji, która jest niemożliwa do uzyskania". Z kolei przedstawicielka największej w Wielkiej Brytanii organizacji zajmującej się problemem zaburzeń odżywiania, b-eat, cieszy się, że przedstawiciele lekarzy psychiatrów dostrzegają problem, natomiast podkreśla, że proponowane przez nich kroki nie rozwiążą problemów, które tkwią u źródła zjawiska pro ana.

Przedstawiciel Child Internet Safety Council w odpowiedzi na oświadczenie The Royal College of Psychiatrists wyjaśnił, że ich praca nie polega tylko na banowaniu stron zawierających niebezpieczne treści. Ich praca to także propagowanie wiedzy o potencjalnych zagrożeniach i sposobach jak sobie z nimi radzić wśród młodych ludzi, ich rodziców i nauczycieli.

Warto zwrócić uwagę na to, że oświadczenie The Royal College of Psychiatrists pojawiło się tuż przed londyńskim Fashion Week, a w komentarzach dla prasy Ulrike Schmidt powiedziała, że modelki pracujące w środowisku, w którym chudość uważana jest za normę, są szczególnie narażone na zaburzenia odżywiania i powinny zostać objęte badaniami kondycji nie tylko fizycznej, ale również psychicznej.

Wprawdzie uważam, że sposób w jaki przedstawicielka The Royal College of Psychiatrists opisuje strony pro ana jest trochę zbyt płytki i jednostronny, jednak najważniejsze jest to, że w ten sposób pojawiła się szansa na dialog pomiędzy przeróżnymi organizacjami, że pojawiła się szansa na to, aby zmniejszyć siłę oddziaływania stron pro ana na młodych ludzi. Szkoda, że są to tylko działania doraźne, i nikt nie próbuje zacząć od zidentyfikowania i wyeliminowania, lub choćby ograniczenia czynników, dzięki którym pro ana stała się tak popularna. Niemniej jednak jest nadzieja, że wreszcie coś się zmieni.

Ostatnio komentowałam dwa artykuły na temat pro ana (z Newsweeka i z Wirtualnej Polski). W obu tekstach pojawiły się wypowiedzi psychologów pracujących na co dzień z osobami z zaburzeniami odżywiania. Jedna z pań uważała, że strony pro ana powinny być blokowane, druga, że powinien je monitorować i kontrolować wyszkolony specjalista. Oba pomysły uważam za nonsensowne. Organizacje zajmujące się problematyką zaburzeń odżywiania już kilka lat temu na własnej skórze przekonały się, że nie tędy droga (pisałam o tym w notce o historii ruchu pro ana), a dyskusje obecne w brytyjskiej prasie potwierdzają moje spostrzeżenia.

Żal, że w Polsce nikt się tym problemem nie interesuje. Z moich osobistych kontaktów z organizacjami zajmującymi się bezpieczeństwem dzieci w Internecie, przedstawicielką biura Rzecznika Praw Dziecka, oraz różnymi osobami związanymi z szeroko rozumianą edukacją, wynika, że nikt nie zamierza nawet zbadać jaka jest skala problemu w Polsce. Pojedyncze polskie publikacje na ten temat, to przeważnie pogoń za niusem i sensacją, które ubarwią pierwszą stronę. Opinie cytowanych psychologów pokazują, że nie mają oni pojęcia o tym czym jest pro ana i o tym co mają do powiedzenia w tej sprawie ich koledzy z krajów, w których próbuje się rowiązać problem pro ana od lat.

Mam cichą nadzieję, że jeżeli dojdzie do porozumienia pomiedzy brytyjskimi psychiatrami i ludźmi zajmującymi sie bezpieczeństwem internetowym, to może i w Polsce ktoś obudzi się na tyle, aby chociaż zauważyć problem.

18:37, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (5) »
niedziela, 30 sierpnia 2009

Na początku chcę przeprosić za to, że ostatnie notki pojawiały się dość rzadko i nieregularnie. Jedną z przyczyn była praca nad nowym projektem internetowym, który otrzymał nazwę Podaj dalej! Projekt ten powstał we współpracy z kilkoma wspaniałymi osobami z forum portalu mam eFkę.

Ale o co chodzi?

Podaj dalej ma być odpowiedzią na narzekanie, że media lansują chudość jako synonim piękna, że aby być kobiecą, trzeba posiadać określone gadżety, być na diecie itd. Chcemy pokazać, że jest wiele osób, które zmagają się z zaakceptowaniem siebie, że jest wiele osób, które osiągnęły sukces, są pewne siebie i atrakcyjne, pomimo tego, że ich wygląd odbiega od medialnych standardów. Chcemy pokazać, że są osoby, które cenią inne wartości niż fizyczna atrakcyjność.

Z mojej strony mogę dodać, że  samo pisanie o braku akceptacji (bo przecież pro ana to jedna z wielu form radzenia sobie z brakiem akcpetacji własnej osoby) to jedna rzecz, a aktywne działanie to druga. Zamiast narzekać na to, że "to wszystko wina mediów/szkoły/środowiska" chciałabym spróbować coś zrobić, aby ten stan rzeczy zmienić. Nawet jeżeli ta różnica będzie niewielka, to zawsze będzie to krok w dobrą stronę :-)

Strona Podaj dalej! będzie systematycznie rozwijana, mam nadzieję, że nasza Drużyna powiększy się o nowe osoby. Jesteśmy otwarci na pomysły, sugestie, konstruktywną krytykę. Jesteśmy pełni optymizmu i nadziei, że znajdziemy ludzi chętnych to włączenia się do tej małej rewolucji.

podaj dalej

20:21, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Ten wpis nawiązuje do notki dotyczącej historii ruchu pro ana.

Obserwując polskie środowisko pro ana od ponad pół roku doszłam do przekonania, że ważne jest podkreślenie różnic pomiędzy tym zjawiskiem na Zachodzie i w Polsce. Zaczynając od przedstawionej przez mnie historii ruchu pro ana i różnych rodzajów tego typu społeczności. Podział, który przedstawiłam w tamtej notce nie jest adekwatny do sytuacji w polskim Internecie. Moim zdaniem polskie środowisko pro ana znajduje się w fazie drugiej fali - większość osób popierających pro ana to tzw wannabies.

Dlaczego jest to ważna obserwacja? Ponieważ to co pisze się na temat pro ana i zaburzeń odżywiania w polskiej sieci jest zdominowane przez motylki modlące się do 'any'. Konsekwencją tego faktu jest np. utrwalanie błędnych stereotypów dotyczących zaburzeń odżywiania - że anorektyczki to rozpieszczone, pustogłowe panienki, którym się w głowach poprzewracało.

Kolejna ważna różnica to aktywność organizacji, stowarzyszeń i fundacji działających na rzecz propagowania leczenia i wiedzy na temat zaburzeń odzywiania. W USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii funkcjonuje ich wiele (być może poświęcę temu osobną notkę i zrobię przegląd najważniejszych organizacji). Na polu walki z pro ana te organizacje ograniczają się do publikacji i oświadczeń wskazujących zagrożenia płynące ze stron o takiej tematyce. Jednak najważniejszym aspektem ich działalności jest oferowanie alternatywy osobom, które mają lub są zagrożone zaburzeniami odżywiania. Na przykład prowadzą i uaktualniają bazy ośrodków i terapeutów zajmujących się leczeniem. Organizują szkolenia dla rodziców, nastoaltków, nauczycieli. Finansują badania naukowe, których celem jest opracowywanie nowych metod leczenia i zapobiegania czy zgłębianie przyczyn. Organizują konferencje dla specjalistów umożliwiając im wymianę doświadczeń. I tak dalej.

Jak wygląda działalność tego typu organizacji w Polsce? Otóż nie wygląda wcale. W Polsce nie istnieje organizacja, która zajmowałaby się zaburzeniami odżywiania. Osoby szukające pomocy i informacji nie mają gdzie się udać. Praktycznie jedyną pomocą dla nich pozostają społeczności internetowe skupiające osoby, które mają doświadczenia z zaburzeniami odżywiania, ponieważ sami mieli/mają ten problem, lub też chorował ktoś z ich bliskich. Pomimo tego, że społeczności te pełnią ważną funkcję, to jednak niestety mają także pewne braki. Np. kwestia informacji gdzie szukać pomocy i leczenia - na wielu portalach zawarte są często niekatualne dane.

Wreszczie kwestia może nie najważniejsza, ale dla mnie osobiście najbardziej interesująca - blogosfera. Anglojęzyczne blogi poświęcone tematyce zaburzeń odżywiania, anty pro ana, samooceny, postrzegania swojego ciała, modzie "wysokorozmiarowej" i innym pokrewnym tematom, są dużo bardziej widoczne i popularne niż blogi pro ana. Jest ich tak dużo, że każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Jeżeli ktoś ma ochotę proponuję przeprowadzenie takiego eksperymentu: zobaczcie ile blogów o tematyce pro ana i anty pro ana możecie wyszukać korzystając z Google w ciągu np. 15 minut. Zróbcie to osobno dla polskich i anglojęzycznych stron. Porównajcie wyniki.

W polskiej blogosferze funkcjonuje kilka blogów zajmujących się tematyką zaburzeń odżywiania i występujących jako przeciwieństwo do pro ana, niestety nie są one często aktualizowane, z mojego punktu widzenia treści na nich zawarte nie są zbyt interesujące - w wielu przypadkach po prostu powtarzają informacje zawarte w różnego rodzaju poradnikach i artykułach z kolorowych czasopism. Pomijam już kwestię słabej promocji. Znajdują się wśród nich także kwiatki typu: jedna z współautorek bloga równolegle prowadzi bloga pro ana, na innym blogu pojawiają się obok siebie teksty o tym jak straszna jest anoreksja, a także o tym jak okropna, obrzydliwa i śmieszna jest nadwaga, jeden z blogów kończy się wpisem "przepraszam, wracam do pro ana".

Nie jestem fanką wszystkiego co amerykańskie. Dostrzegam także różnice kulturowe między Polską a krajami zachodnimi, a zatem zdaję sobie sprawę, że nie wszystko co sprawdziło się tam, sprawdziłoby się i u nas. A jednak w dziedzine zaburzeń odżywiania i pro ana żałuję, że nie możemy w żadnym stopniu porównywać się do nich. Wciąż mam nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni. I będę mogła powiedzieć, że w jakimś stopniu przyłożyłam do tego rękę.

parowóz, postęp

12:55, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (13) »
piątek, 14 sierpnia 2009

Środowisko pro ana jest oparte na nienawiści - do jedzenia, tkanki tłuszczowej, a często także dla samych siebie. Chciałabym przedstawić wam koncepcję odwrotną. Filozofię akceptacji i pokochania swojego ciała z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tytułowa fatosfera (fat-o-sphere) to pojęcie spolszczone przez mnie na użytek tego bloga. W ten sposób określa się środowisko blogerów (głównie amerykańskich), którzy piszą na temat akceptacji grubasów (może nie najszczęśliwsze określenie, ale to nie pierwszy raz gdy w języku polskim brakuje zgrabnych i trafnych odpowiedników pojęć angielskich) - fat acceptance. Fatosfera to nie tylko blogi, ale również skupione wokół nich społeczności komentatorów (komentarze są nie raz ciekawsze niż same blogi).

Najbardziej popularnym blogiem fatosfery jest Shapely Prose, którego główną autorką jest Kate Harding. Tematy, które porusza i jej stanowisko w sprawie nadwagi, otyłości, odchudzania, akceptacji są ujęte w postaci 10 prostych punktów, które pozwolę sobie przybliżyć:

  1. Waga sama w sobie nie jest problemem zdrowotnym (wyłączając przypadki ekstrmalne, np. gdy tusza nie pozwala normalnie poruszać się). Istnieją naukowe dane, które pokazuję tzw. paradoks otyłości (link1, link2) - ludzie z nadwagą żyjący dłużej niż osoby chude, z mniejszym ryzykiem zawału, raka, osteoporozy, anemii, natciśnienia, reumatyzmu, a także cukrzycy typu 2. Gdy pierwszy raz przeczytałam o tym, pomyślałam sobie - herezja! Kate Harding wyjaśnia to w ten sposób, że ponieważ media, lekarze, i różnego rodzaju aktywiście ciągle podkreślają jaka otyłość jest niezdrowa, większość ludzi w to wierzy, nie przyjmując nawet możliwości, że nie jest to do końca prawda. Kate podkreśla także, że nie chodzi o to, aby wszyscy zaczęli tyć, bo to takie zdrowe, ponieważ nikt mądry nie wymyślił jeszcze sposobu, aby osobę z natury chudą skutecznie doprowadzić do stałej nadwagi, ani osobę naturalnie grubszą skutecznie uczynić chudzielcem. Warto zachować otwarty umysł także na paradoks otyłości, który jest pomijany milczeniem przez media.
  2. Niezależnie od rozmiaru złe nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia są równie szkodliwe. Kate Harding postuluje oddzielenie koncepcji "otyłości" od "jedzenia śmieci i nieruszania się". Są ludzie chudzi, którzy jedzą byle co i nie dbają o swoją kondycję, są także osoby, które jedzą zdrowo, uprawiają sport, a mimo to mają nadwagę. Polecam tą notkę z bloga Kate.
  3. Nikt nie udowodnił, że osoby grubsze jedzą więcej i ćwiczą mniej niż osoby szczupłe. Mimo, że wielu próbowało.
  4. Diety nie działają na dłuższą metę. Schudnięcie a utrzymanie zmniejszonej wagi przez co najmniej 5 lat to dwie różne sprawy.
  5. Biorąc pod uwagę punkt 4 i zakładając, że nadwaga jest niezdrowa - co mają zrobić ludzie z nadwagą?
  6. Wielokrotne nieudane próby odchudzania są grożniejsza dla zdrowia niż utrzymywanie stałej wagi.
  7. Każdy człowiek zasługuje na bycie traktowanym w sposób godny i z szacunkiem. Ludzie z nadwagą także.
  8. Osoba chora pozostaje człowiekiem. Dlatego równiez należy jej się odpowiednie traktowanie.
  9. Pogardzanie czy zawstydzanie ludzi z nadwagą nie służy niczemu dobremu. Gdyby wstyd odchudzał, nie byłoby problemu otyłości.
  10. Zanim ulegniecie kolejnej kampanii przeciw otyłości, czy przerazi was kolejna statystyka dotycząca wzrostu liczby osób otyłych - sprawdźcie czy sponsorem tych badań czy kampanii nie jest koncern produkujący środki odchudzające.

Zanim ktoś oburzy się, że takie blogi to promocja otyłości chciałabym wyjaśnić jedną rzecz. Filozofia fatosfery nie polega na tym, aby namawiać ludzi do bycia grubasami. To filozofia, która lansuje tezę, że można być zdrowym i szczęśliwym w każdym rozmiarze. Jest to opozycja do królującej w mediach kampanii o tym, że bycie szczupłym jest gwarancją sukcesów, zdrowia i szczęścia. Fatosfera jest skierowana przede wszystkim do kobiet, które często w pogoni za szczupłym szczęściem, nienawidzą swojego ciała i są nieszczęśliwe.

Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o istnieniu naukowych danych, na których bazuje filozofia Kate Harding. Z drugiej strony od dawna intuicyjnie czułam, że nie trzeba mieć rozmiaru 0, aby być zdrowym. Bo o tym, że rozmiar 0 szczęścia nie daje wiem od zawsze.

11:21, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 25 maja 2009

W zasadzie chciałam dzisiaj napisać o czymś zupełnie innym, ale wędrując po wirtualnych przestworzach natknęłam się na genialny filmik "Beauty Is Not How Skinny You Can Be!". Występująca w roli głównej 4-latka nie zawsze mówi wyraźnie, nie wszyscy też znają angielski na tyle dobrze, aby zrozumieć wszystkie kwestie. Przekaz filmu jest jednak bardzo prosty.

Zapomniałaś, że jesteś unikalna.

W całej historii świata nigdy nie będzie drugiej takiej jak ty.

Dlaczego więc starasz się wyglądać jak ktoś inny? Masz taką potrzebę?

Czy dorastając chcę czuć potrzebę wyglądania jak ktoś inny? Nie sądzę.

Jestem tylko dzieckiem, zbyt małym aby być pod wpływem pod jakim ty jesteś.

Ale za kilka lat będę.

Ty masz siłę aby to przerwać. Wszyscy mamy.

Piękno nie polega na tym jak bardzo chuda możesz być.

Bądź zdrowa, wróć do właściwego rozmiaru. Twojego, a nie kogoś innego.

Tagi: media
13:49, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 kwietnia 2009

W środowisku pro ana anoreksja jest nazywana "Aną". Nie jest to tylko forma skrótu czy kodu typowego dla współczesnego języka jakim posługują się internauci. Jest to personifikacja choroby, nadanie jej ludzkich cech, twarzy. Dlaczego?

Być może to sposób by zagłuszyć samotność. Gdy poczucie własnej wartości sięga dna, zawsze pozostaje ona - wierna aż do końca.

Być może w ten sposób łatwiej jest zaakceptować własną chorobę. Zamiast wroga - uczynić z niej przyjaciela. Może w ten sposób przeżycie kolejnego dnia staje się prostsze.

Być może jest to sposób na zapełnienie pustki, gdy brak kogoś, w kogo można wierzyć i na kim się wzorować.

Być może w ten sposób jest łatwiej ją nienawidzieć i z nią walczyć, bo niewidzialny wróg bez twarzy wzbudza większe przerażenie.

Dla zwolenniczek pro ana "Ana" jest bardzo realna. Na tyle realna, że piszą do niej listy, a nawet modlitwy. Nazywają ją boginią. Niektórzy terapeuci zajmujący się leczeniem anoreksji pod koniec cyklu terapii zalecają swoim podopiecznym napisanie listu pożegnalnego do "Any".

Dla mnie ten sposób traktowania anoreksji jest co najmniej niepokojący. Uważam, że personifikacja anoreksji niepotrzebnie nadaje temu zaburzeniu mistyczny wydźwięk. Jestem zwolenniczką nazywania rzeczy po imieniu, traktowania anoreksji jako tego czym w rzeczywistości jest - zaburzeniem, chorobą, problemem, zagrożeniem życia i zdrowia. Traktowanie anoreksji jak człowieka, a tym bardziej bogini, jest niejako okazywaniem jej szacunku. Nie oznacza to, że uważam, że z anoreksją nie należy się liczyć. Wręcz przeciwnie - jest niebezpieczna i podstępna. Ale żeby dostrzec jak bardzo - nie muszę nadawać jej cech ludzkich.

Dlatego nie będę nazywać anoreksji "Aną".

sobota, 18 kwietnia 2009

Zainspirowana komentarzem Bellatrix do poprzedniego wpisu postanowiłam wyjaśnić kilka kwestii związanych z celem i charakterem tego bloga.

Pytanie: czy myślę, że mój blog ruszy jakiegoś motylka?

W zasadzie to pytanie powinno brzmieć czy chcę aby mój blog poruszał motylki. Gdyby celem moim było nawracanie wielbicielek pro ana, to wybrałabym inną drogę. Nawet w ramach tego bloga nigdy nie pisałam odezw typu "Motylki zacznijcie normalnie jeść!". Moim celem jest przede wszystkim informowanie szerszej publiczności o pro anie i związanych z nią tematach. Sądząc po mailach jakie otrzymuję, jest sporo osób zainteresowanych tematem. Jeżeli przy okazji uświadomię jakiegoś motylka, że pro ana nie jest właściwą drogą, tym lepiej!

Nie muszę się zastanawiać, żeby wiedzieć, że to co piszę rusza motylki. W statystykach obserwuję skąd trafiają tutaj czytelnicy i rosnąca ilość wejść ze stron pro ana upewnia mnie, że motylki zaglądają tutaj. Kilka dodało linka do mojego bloga na swoich blogach. W jednym przypadku mój blog trafił nawet do kategorii "szmaty". To nie jest reakcja osoby, która ma gdzieś to, co mam do powiedzenia.

Jeżeli uda mi się sprawić, że choć jeden motylek zastanowi się nad swoim postępowaniem i zacznie normalnie żyć, choć jedna osoba zawaha się przed zaczęciem znajomości z pro aną, choć jeden rodzic zauważy, że jego córka ma problem - będzie to oznaczać, że warto było.

znikam

Tagi: motylki
18:40, anty_pro_ana , anty pro ana
Link Komentarze (8) »
czwartek, 12 marca 2009

Bohaterką dzisiejszej notki będzie Melissa. Mając 13 lat zaczęła uczyć się tańca baletowego. Ponieważ rówieśniczki z jej grupy zaczęły nauke tańca dużo wcześniej, miały większe doświadczenie w tańcu. Melissa chcąc być najlepszą, a nie mogąc nadrobić późnego startu, postanowiła stać się najchudszą. Zaczęła ograniczać jedzenie, chudła, ale waga wciąż pokazywała za dużo. W pewnym momencie mierząc 172 cm wzrostu, ważyła 35 kg. Melissa miała wtedy 14 lat i 6 godzin dziennie ćwiczyła balet, by po powrocie do domu ćwiczyć do późna w nocy. Gdy dla nauczycieli i rodziców stało się jasne, że z Melissą dzieje się cos niedobrego - z objawami depresji wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, zabroniono jej wracać do tańca, Melissa próbowała popełnic samobójstwo.

Mijały kolejne miesiące, a Melissa nadal ograniczała jedzenie. Poza fatalnym samopoczuciem, brakiem odpowiedniej terapii, Melissa odkryła pro anę. Zafascynowana światkiem motyli, każdą wolną chwilę spędzała w Internecie na stronach pro ana.

Punkt zwrotny w życiu Melissy nastąpił gdy w wieku 17 lat doznała zawału serca. Po trzech tygodniach w szpitalu nie wróciła już do domu, ale trafiła do ośrodka zajmującego się terapią zaburzeń odżywiania, gdzie spędziła najważniejsze 2 miesiące - sama Melissa twierdzi, że był to najlepszy okres w jej życiu. Kilka miesięcy po powrocie do rodziny Melissa ponownie zaczęła ograniczać jedzenie. Kolejny raz szpital, wyrzuty sumienia, że zawiodła. Aby zmotywować się do dalszej walki z anoreksją założyła stronę internetową: Ana Death.

To nie jest kolejna strona o tym jaka anoreksja jest straszna. To jest strona pełna nadziei, motywacji, inspiracji do tego, aby być zdrowym, jak wytrwać w najtrudniejszych chwilach. Wszystko opisane z punktu widzenia osoby, która wciąż jest w trakcie terapii. Stanowisko Melissy w sprawie stron pro ana jest jasne - uważa, że powinny zostać zamknięte, ponieważ wsparcie jakie zapewniają powstrzymuje od leczenia osoby, które są poważnie chore. Przekładając z angielskiego słowa Melissy: Zaburzenia odżywiania to choroby, a wszystko co strony pro ana/mia robią, to utrzymują w chorobie. Wiele osób pro-ed mawia, że anoreksja jest wyborem, stylem życia, z czym się nie zgadzam ponieważ bycie chorą na anoreksję nie było moim wyborem, i nigdy nie mogłabym tego nazwać życiem. Nie jestem tutaj po to, aby potępiać tych ludzi, nie tak dawno sama byłam jedną z nich, i mówiłam, że będę pro ana aż do śmierci. Co się stało? Znalazłam życie.

 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii