Inspiracje

niedziela, 08 listopada 2009

Crystal Renn jest obecnie najbardziej popularną modelką w kategorii 'plus size'. Niedawno opublikowała książkę pt. Hungry, była bohaterką licznych programów telewizyjnych i artykułów w mediach na Zachodzie. Historia popularności Crystal Renn świetnie pasuje do tematyki tego bloga, ponieważ jest ona modelowym przykładem na to, że szczęścia należy szukać przede wszystkim w tym, kim sie jest, a nie w poradnikach dot. odchudzania.

Crystal Renn zwróciła uwagę jednego z 'łowców głów' gdy miała 14 lat. Zaproponowano jej kontrakt z agencja modelek pod warunkiem, że zgubi nieco kilogramów. W jednym z wywiadów Crystal powiedziała: Miałam 14 lat i byłam krągła. Nie miałam pojęcia o byciu modelką. Szczerze mówiąc nic mnie to nie obchodziło. Człowiek, który mnie wypatrzył wyjaśnił mi o co chodzi. Coś zaskoczyło. Pomyślałam, że to mogłoby być coś dla mnie. Wtedy usłyszałam, że powinnam schudnąć jakieś 50 funtów (ok. 22.5 kg). Crystal w ciągu dwóch lat schudła do niewiele ponad 40 kg, przeprowadziła się do Nowego Jorku i zaczęła karierę modelki., odżywiając się sałatą i dietetyczną Coca Colą.

Crystal Renn

fot. http://www.stylelist.com

W innym z wywiadów Crystal stwierdziła: Mój sen się spełniał, a mimo to czułam się beznadziejnie. Wiedziałam, że niezależnie od tego co zrobię, nigdy nie będę dostatecznie dobra, aby spełnić standardy obowiązujące w modelingu. Gdy miała 17 lat znalazła sie w punkcie, gdy wiedziała, że więcej nie da rady schudnąć (będąc na bezcukrowej i beztłuszczowej diecie ok. 600 kcal dziennie oraz ćwicząc dziennie co najmniej przez godzinę), a jej opiekunowie z agencji modelek stwierdzili, że jest zbyt szeroka w biodrach. Ktoś zasugerowal, że powinna spróbować zostać modelką 'plus size'.

I od tego zaczęła się wielka kariera Crystal. Będąc modelką '0 size' była jedną z wielu. Gdy po kilku miesiącach terapii, dochodzenia do normalnej wagi, Crystal Renn podpisała kontrakt z agencją Forda. I od tego się zaczęło. Obecnie jest jedną z najbardziej rozpoznawanych modelek, a jej rozmiar to 14. Jest szczęśliwa, osiągnęła sukces, a wszystko zaczęło się od tego, że zaakceptowała siebie.

Crystal Renn wierzy w to, że na wybiegu jest miejsce dla modelek w różnych romiarach. Jej przesłanie nie brzmi 'większe jest lepsze', ale, że piękno kobiety tkwi w jej samopoczuciu, akcepetacji i pewności siebie.

Crystall Renn & Jean Paul Gaultier

Crystall Renn w finale pokazu z Jeanem Paulem Gaultier


Crystall Renn

Crystal Renn w sesji dla magazynu Glamour

 

Więcej zdjęć Crystal Renn - na blogu Big Beautiful Woman

Artykuły i wywiady:

StyleList
Time

 

wtorek, 08 września 2009

Wg badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii ponad 60% kobiet czuje się źle oglądając zdjęcia modelek zamieszczane w czasopismach o profilu kobiecym, katalogach z ciuchami i w reklamach. Nic nowego - nie dość, że do większości tych zdjęć są wybierane nieprzeciętnie piękne kobiety, to w dodatku ich zdjęcia są bardzo często poprawiane, tak, że w rezultacie oglądamy zdjęcia nierealnie pięknych kobiet.

Okazuje się jednak, że zdarzają się przypadki, gdy pojęcie kobiecego piękna jest nieco rozszerzane i efektem tego są takie oto zdjęcia:

Z Glamour:


I z Harper’s Bazaar:


Obie panie są uznanymi modelkami w kategorii "plus size". Oczywiście samo określenie "plus size" jest kuriozalne, bo obejmuje kobiety o rozmiarze około 8-10, czyli przekładając na wagę ciała - całkowita norma.

Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że takie wyjątki to próba podbijania oglądalności za pomocą odpowiedzi na ciągłą krytykę tego, co media i świat mody lansują jako ideał piękna. Z drugiej - może to być krok w stronę uświadomienia ludziom, że piękno nie musi być kojarzone z rozmiarem ubrania.

Co czujecie oglądając takie zdjęcia? Podobają się wam? Czy te kobiety są piękne czy zapuszczone?

11:28, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (29) »
środa, 10 czerwca 2009

Szafiarki - dziewczyny i kobiety, które łączy pasja do mody i ubrań, z dodatkiem pomysłu na siebie i chęcią podzielenia się z innymi swoimi pomysłami. Na blogach szafiarek znaleźć można propozycje stylizacji ilustrowane zdjęciami, do których pozują same autorki. Są żywym dowodem na to, że nie mając BMI poniżej 18 można czuć się świetnie we własnym ciele ubranym we własnym stylu ;-)

Bohaterką dzisiejszej notki będzie najbardziej uśmiechnięta ze wszystkich szafiarek - Morven - autorka bloga Szafiareczka, która jest także wielką miłośniczką kotów i butów.

 

P.: Na swoim blogu napisałaś, że nie każdy może być szafiarką. Dlaczego tak uważasz?

Morven: Naprawdę coś takiego napisałam? Chyba od czasu opublikowania tej notki zmieniłam zdanie. Szafiarką może być każda dziewczyna, która uważa, że ma ciekawy styl i chce się podzielić swoimi pomysłami. Serdecznie witamy w naszym gronie również szafiarzy - chłopaków.

P.: Co Twoim zdaniem jest ważniejsze w dobieraniu ciuchów - podążanie z trendami czy raczej podkreślanie własnej indywidualności?

Morven: Zdecydowanie to drugie. Każda z nas jest innym człowiekiem, dlatego wzorowanie się na siłę na propozycjach projektantów nie ma sensu. Lubię bawić się modą, ale czasami wynika z tego również jej świadome omijanie. Największym modowym autorytetem dla siebie jestem ja sama. Polecam wszystkim takie podejście.

P.: Napisałaś również "Moje zainteresowanie własnym wyglądem to przejaw poważnego szacunku do samej siebie." Jednak jest wiele osób, które "dbając" o swój wygląd wybierają ekstremalne odchudzanie. Czy Twoim zdaniem moda i poszukiwanie własnego stylu mogą pomóc takim osobom w nabraniu szacunku do samych siebie?

Morven: To bardzo trudne pytanie. Pozornie sprawa wygląda tak, że przemysł modowy stawia na bardzo szczupłe osoby. Na wybiegach oglądamy wychudzone modelki, ale z drugiej strony - na ulicach rzadko widuje się takie osoby. Już samo to powinno dać nam do myślenia. Modelki to po prostu żywe wieszaki (które zresztą najczęściej takie są z natury i nie muszą się odchudzać, żeby wyglądać szczupło), na tym polega ich praca, ale ubrania, które noszą na wybiegach, w sklepach zostaną dostosowane rozmiarami do takich osób jak Ty czy ja. Każdy będzie mógł je kupić, nosić i wyglądać w nich dobrze. Poszukiwanie własnego stylu i poważne traktowanie własnego wyglądu nie może oznaczać ekstremalnego odchudzania, chyba, że jest ono naprawdę konieczne. Ale czy jest?

P.: Czy odpowiednio dobrane ciuchy mogą stanowić podstawę do zaakceptowania swojego wyglądu takim jaki jest, pozbycia się kompleksów?

Morven: No pewnie, że tak! Nawet powinny. Powiedziałabym nawet, że celem mody jest dążenie do wyeksponowania własnych atutów i ukrycia wad. Ja na przykład jestem niska (160 cm wzrostu) i staram się tak dobierać ubrania, żeby nie było widać, że mam być może krótsze nogi niż moje koleżanki. To się da zrobić. Wystarczy odrobina kreatywności, dobrej woli i dystansu do siebie, choćby przez chwilę.

P.: Czy zgadzasz się ze zdaniem, że tylko chude jest piękne?

Morven: Nie! Piękna nie da się zważyć ani zmierzyć. Kanony piękna to indywidualna sprawa, która podlega ciągłym zmianom, dlatego najważniejsza jest pogoda ducha :-) Z nią każdy zawsze będzie wyglądał dobrze. Uśmiech to podstawa.

Morven
Morven z Wielkiego Miasta
autorem zdjęcia jest mąż Morven

 

Bardzo dziękuję za rozmowę :-)

Tagi: wywiad
10:26, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (3) »
środa, 03 czerwca 2009

Tak, tak - kolejny wywiad. Bohaterką dzisiejszej notki będzie autorka bloga Banana Blox, głównodowodząca działem mody portalu Repka.pl, wielbicielka Marilyn Monroe - jgn. Jej zainteresowanie modą nie polega tylko na śledzeniu trendów na wybiegach czy ulicach. Na swoim blogu pisze również o miejscu mody w kulturze i historii, powiązaniach mody ze sztuką.

jgn

 

P.: Jak myślisz dlaczego to kobiety, a nie mężczyźni, interesują się modą, starają się wyglądać atrakcyjnie, czasem nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi? Geny czy raczej wpływ kultury?

jgn: Stanowczo wpływ kultury. Mało kto pamięta, że taki widoczny podział (modne kobiety i mężczyźni będący „ponad to”) jest charakterystyczny dla Europy i to dopiero od połowy XVIII wieku (a to też nie przez cały czas). Wcześniej to mężczyźni wiedli prym w wyszukiwaniu coraz to nowszych strojów, dodatków, wzorów, którymi mogli podkreślić swój status. Dlaczego w pewnym momencie role się odwróciły? Trudno wskazać jedną przyczynę. Może dlatego, że wraz ze zmianami ekonomiczno-społecznymi kobiety zaczęły częściej bywać, „pokazywać się”? Zatarły się dawne hierarchiczne granice, wiec trzeba było ustanowić nowe i wykorzystano do tego modę.
Poza tym czy naprawdę tylko kobiety interesują się modą i przykładają wagę do swojego wyglądu? Znam dużo mężczyzn, którzy dbają o siebie, lubią być na bieżąco w sprawach mody, świadomie dobierają swoje ubrania. I nawet się do tego głośno przyznają :) Choć rzeczywiście, zazwyczaj są mniej skłonni do poświęceń dla swojego wyglądu niż my.

P.: Czy Twoim zdaniem kobiecość to tylko wygląd, czy coś jeszcze?

jgn: Kobiecość to dla mnie przede wszystkim mieszanka codziennie odgrywanych przez nas ról (najczęściej zdeterminowanych kulturowo), a także oczekiwania, jakie ma wobec kobiet otoczenie. Tak więc każda z nas będzie kobiecość rozumiała inaczej, w zależności od treści, jakie przyjęła w trakcie wychowania/dorastania, a także w zależności od idei, z jakimi spotyka się teraz. Do tego dochodzi wygląd, ubiór, zachowanie, gesty, mimika, dobór słów, które przynajmniej częściowo zależą właśnie od roli, w jaką się w danym momencie wcielamy.
Istnieje jeszcze o wiele płytsze rozumienie kobiecości jako właśnie pewnego stylu, pewnego wyglądu. I tak kobieta może wyglądać kobieco, ale może też być chłopczycą czy hippiską i bynajmniej nie umniejszy to jej kobiecości.

P.: Kobiety chcą wyglądać pięknie dla siebie, dla facetów, czy raczej, żeby odstraszyć rywalki?

jgn: Moim zdaniem chcemy wyglądać pięknie przede wszystkim dla siebie, ale no cóż, nie żyjemy w próżni. Jak ujął to kiedyś Rene Konig: „co komu po najpiękniejszym nawet wyróżnieniu, skoro nie będzie ono uznawane przez innych”? Dlatego wydaje mi się, że w chęci wyglądania pięknie dla siebie zawiera się chęć bycia podziwianym przez inne osoby. W tym tkwi zresztą opisywane m.in. przez Ciebie niebezpieczeństwo – bardzo łatwo przemienić wyglądanie dla siebie w wyglądanie dla innych.

P.: Czy Twoim zdaniem odpowiednie ciuchy są w stanie pozytywnie wpłynąć na samoocenę i pewność siebie?

jgn: Na pewno istnieje związek między pewnością siebie a noszonymi ubraniami. Dzięki odpowiednio dobranym ciuchom można pokazać, że często wyolbrzymiamy swoje wady lub wręcz je wymyślamy. Takie "objawienie" pomaga zmienić perspektywę, z jakiej patrzymy na samych siebie, choć oczywiście nie załatwi całej sprawy.
Poza tym każdy chyba ma takie ubranie, biżuterię lub dodatek, dzięki któremu czuje się odważniej, bezpieczniej, po prostu lepiej. To może być idealnie skrojony, wygodny żakiet (w sam raz na rozmowy o pracę), naszyjnik-talizman (z nim wszystko się uda) lub wystrzałowe szpilki (ach, te nogi do samego nieba…).

P.: W jednej z notek na Twoim blogu piszesz: "(...)skoro pokazy mody odbywają się w demokratycznych krajach, powinny być 'demokratyczne', czyli innymi słowy nie promować tylko jednego wzorca. Nie chodzi tu tylko o wagę, ale też o wzrost, wiek, etc." Czy myślisz, że gdyby na pokazach występowałyby modelki o bardziej zróżnicowanym wyglądzie, więcej osób interesowałoby się modą?

jgn: Tak, wydaje mi się, że tak. Jednak warto dodać, że na wybiegach, w magazynach, w reklamach zawsze wygląd modelek czy gwiazd będzie do pewnego stopnia przekłamywany. Nawet jeśli zrezygnujemy z photoshopa, to i tak zanim wystawi się taką modelkę na widok publiczności przejdzie ona przez ręce profesjonalnych makijażystów, fryzjerów, stylistów, etc. Bo, jak powiedziała kiedyś moja przyjaciółka, „normalne to ja mam w domu”, a świat mody musi jednak być trochę bajkowy, musi ‘czarować’. Moda to taka „rozkoszna zaraza” – uwodzi, ale nie możemy się jej bezrefleksyjnie poddać, bo szybko nas sterroryzuje.

P.: Czego Twoim zdaniem nie warto robić, aby wyglądać modnie?

jgn: Nie warto robić niczego przeciw sobie. Po prostu.

 

Dziękuję za rozmowę :-)

Tagi: wywiad
09:41, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009

Oto mam przyjemność przedstawić Vintage Girl. Sam przydomek mówi skąd płynie do niej natchnienie, dorzućmy do tego jeszcze styl pin-up. Przeglądając bloga Vintage Girl rzuca się w oczy kilka rzeczy: autorka ma pomysł na siebie i konsekwentnie go realizuje, znakomita część jej strojów pochodzi ze sklepów typu second hand, gdy coś jej wpadnie w oko - nie spocznie dopóki tego nie zdobędzie, często oznacza to wykonanie takich przedmiotów własnymi rękami.

vintage girl

fot. Bubble Factory

P.: W jednym ze swoich artykułów opisujesz styl pin-up girls: "Pin-up girl nie jest szczupła (a przynajmniej nie musi taka być), ma krągłości, z których jest dumna i które lubi podkreślać. Zawsze zaznacza wąską talię, a jej figura przypomina kształtem klepsydrę." Czy pin-up to jedyny styl dla dziewczyn, które nie są "chudzielcami"?

Vintage Girl: Według mnie styl pin up  pasuje każdej dziewczynie, niezależnie od sylwetki, wagi czy typu figury. Jest jednak jedno "ale" - Styl pin up podkreśla kobiece walory - biust, talie, biodra, uwypukla je i zaznacza. A żeby coś zaznaczyć, trzeba najpierw to mieć - ja zupełnie nie wyobrażam sobie, by którakolowiek z dzisiejszych modelek czy większości aktorek, dobrze wyglądała ubrana w takim stylu. Ołówkowa spódnica dobrze będzie wyglądać przy bardziej obfitych biodrach, gorsetowe topy też muszą przecież mieć co opinać :)

Wizerunek taki narodził się na przełomie lat 40. i 50., stąd zupełnie inny kanon urody. Wystarczy spojrzeć na fotografie ikon tego stylu - Betty Grable, Bettie Page czy słynnej Marylin Monroe, by przekonać się o tym, że ówczesne najpiękniejsze kobiety w niczym nie przypominały dzisiejszego, lansowanego w mediach, kultu wychudzonych ciał.

P.: Wielu kobietom trudno jest pogodzić się z faktem, że nie przypominają modelek ze światowych wybiegów. Czy Twoim zdaniem warto jest katować się dietami i ćwiczeniami tylko po to, aby upodobnić się do Kate Moss czy jej koleżanek?

Vintage Girl: Zupełnie nie rozumiem, jak sylwetki takich dziewczyn mogą się podobać. Nasze ciała są tak skonstruowane, że kości znajdują się w jego wnętrzu, przykrywają je mięśnie i tkanka tłuszczowa. Ja nie chcę widzieć całego kręgosłupa czy żeber na wierzchu. Dlatego też nie rozumiem po co stosować drastyczne diety czy inne ekstremalne środki - aby upodobnić się do wizerunku lansowanego w mediach? Jeśli ktoś chce schudnąć ( ale w granicach zdrowego rozsądku) - niech zasięgnie rady profesjonalnych dietetyków czy instruktorów. Niech robi to dla siebie, nie po to, by przypominać kogoś, kim się nie jest.

P.: Czy Twoim zdaniem odpowiednio dobrany styl ubierania się może pomóc w zaakceptowaniu siebie?

Vintage Girl: Oczywiście. Jeśli strój jest odpowiednio dobrany do typu sylwetki, a my czujemy się w tym świetnie, automatycznie rośnie nasza samooakceptacja. Inaczej się wtedy poruszamy, nawet zachowujemy, jesteśmy pewniejsi siebie, otoczenie inaczej nas odbiera, traktuje. Strój może wiele "zrobić" dla nas i naszego myślenia o sobie.

P.: Patrząc na Twoje zdjęcia myślę - oto kobieta, która wie, czego chce - nieco drapieżna, elegancka, wyrazista. Czy zdarza się, że Twoje stylizacje wywołują nieprzyjemne reakcje otoczenia? Jak sobie z tym radzisz?

Vintage Girl: Ostatnio coraz rzadziej spotykam się z jakimiś nieprzyjemnymi sytuacjami - czasem ktoś skomentuje na głos mój wygląd, częściej są to taksujące spojrzenia, a tym przestałam się już dawno przejmować. Jakiś czas temu kilku umięścionych panów odzianych w gustowne ortalionowe dresy, widząc mnie, zaczęło głośno komentować mój wygląd w dość niemiły sposób - zupełnie ich zignorowałam. Wiadomo, w grupie tacy ludzie są odważni, żaden z nich nie powiedziałby niczego, będąc w pojedynkę. Generalnie - staram się nie zwracać na to uwagi i nie brać tego na poważnie.

P.: Twój styl jest bardzo spójny i wyrazisty. Co poradziłabyś dziewczynom, które chciałyby odnaleźć swój własny styl - gdzie szukać inspiracji i pomysłów na siebie? Od czego zacząć?

Vintage Girl: W moim przypadku cała fascynacja takim stylem zaczęła się od starych filmów, zdjęć - zachwyciłam się latami 40. i 50. Dużo czytam na temat mody z tego okresu, oglądam albumy z fotografiami z tamtych czasów. Zaczęłam eksperymentować ze strojem, bawić się tym. Wydaje mi się, że znalezienie własnego stylu musi wypłynąć z naszego wnętrza, naszych zainteresowań, pasji itd. Warto przyglądać się innym, szukać nowych inspiracji, próbować - ale nic na siłę. To ma sprawiać nam przyjemność i tyle.

P.: Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w dobieraniu strojów - podkreślanie atutów i maskowanie słabych stron, podkreślanie własnej indywidualności czy raczej wtapianie się w otoczenie, a może jeszcze coś innego?

Vintage Girl: Ja stawiam na indywidualizm, przede wszystkim. Cenię i szanuję osoby, które niejako idą pod prąd modom i trendom, mają swój własny styl i odwagę, by nie przejmować się reakcjami otoczenia. Zazwyczaj takie osoby akceptują siebie w 100%, a strój wyraża i podkreśla ich zainteresowania. Warto znać swoje atuty i podkreślać je, to na pewno pomaga. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi i chce się wyróżniać. Nie można na siłę starać się być oryginałem, nic nie razi bardziej niż sztuczność i fałsz.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Tagi: wywiad
18:39, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 maja 2009

Harel to jedna z najpopularniejszych modowych blogerek, autorka licznych tekstów poświęconych modzie (lula.pl), a przede wszystkim piękna i pomysłowa kobieta. Prowadzi dwa blogi: O modzie subiektywnie, gdzie prezentuje swój punkt widzenia na modę ze światowych wybiegów oraz lookbook, gdzie możemy zobaczyć jej pomysły na swój wygląd i sposoby konstruktywnej utylizacji przeróżnych elementów garderoby. W premierowym numerze internetowego magazynu Dillemas Magazine (str. 66) podpowiada nam jak zrobić naszyjnik z ... biurowych spinaczy.

P.: Czy moda jest jak magiczna różdżka i każdą kobietę może zamienić w piękność? Czy strój jest w stanie pomóc poradzić sobie z kompleksami?

Harel: Moda sama w sobie jest tak różnorodna i zmienna, że łatwo się pogubić. Natomiast odnalezienie stylu, w którym czujemy się dobrze i wiemy, że także dobrze wyglądamy,  jest w stanie zdziałać cuda. Kompleksy zwykle powodują, że zamykamy się w ubraniowej strefie
bezpieczeństwa i niechętnie z niej wychylamy. Jednocześnie widzę, jak w programach typu "Trinny i Susannah" kobiety, które jeszcze przed chwilą za nic nie chciały zdjąć wygodnego dresu, stoją przed lustrem w zwiewnej sukience i nie mogą uwierzyć w to co widzą. W pozytywnym sensie, rzecz jasna. Czasem maleńki drobiazg jest w stanie pomóc – nie tyle zwalczyć kompleksy, co obudzić chęć tej walki. A to jest bardzo dużo. Mało kto ma ochotę spędzić całe życie martwiąc się np. wystającym brzuchem i rezygnując z tego powodu z noszenia super ciuchów. Wydaje się, że łatwiej będzie w tym dresie, w pewnym sensie wygodniej jest sobie pozostać z kompleksami i się martwić, niż zacząć działać. Działać, co nie znaczy przestać jeść albo zacząć się katować ćwiczeniami na siłowni trzy razy dziennie. Poprzez działanie rozumiem zaprzyjaźnienie się z samą sobą i prowadzenie zdrowego trybu życia. Kupowanie sobie ładnych ciuchów to miły gest takiej przyjaźni.

P.: Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w dobieraniu ubiorów - podążanie za trendami, czy raczej podkreślanie własnej indywidualnościi atrybutów?

Harel: Tak naprawdę zależy, co kto lubi. Ja muszę przyznać, że jestem bardzo podatna na nowe trendy. Na szczęście nauczyłam się trzeźwo oceniać, jak w danej rzeczy wyglądam, więc błędy w tej dziedzinie popełniam raczej rzadko. Podstawa to znajomość własnej sylwetki. I nie ciągłe dążenie do nierealnego ideału, tylko postawienie sprawy jasno: mam takie biodra, taki biust, nogi, ramiona, znam swoje zalety i wady, potrafię jedne podkreślić, drugie zatuszować, jeśli trzeba. Bardzo ważne, żeby mieć do siebie stuprocentowe zaufanie. Niedawno przeczytałam fantastyczne słowa Sonii Rykiel odnośnie stylu właśnie: "Pytanie innych o radę nie ma sensu. Powinnaś znać samą siebie – to wystarczy".

P.: Wiele się mówi o lansowaniu przez projektantów modelek-chudzielców jako wzorców piękna. Czy uważasz, że tylko bardzo szczupłe kobiety są dobrymi modelkami i są w stanie ukazać walory prezentowanych kreacji?

Harel: Dużo się nad tym zastanawiam i co pół roku obserwuję, jak wraca temat zbyt chudych modelek. Wprawdzie nie wszystkie się odchudzają, niektóre po prostu takie są i całkowity zakaz wpuszczania ich na wybieg byłby zupełnie bez sensu. Nie lubię kategoryzować, jest tak ogromna różnorodność sylwetek, nie podoba mi się zarówno krytykowanie osób "puszystych" jak i walka z chudością (mam na myśli chudość naturalną). Niestety utarło się, że piękno ma tylko jedno oblicze. Dążenie do niego za wszelką cenę jest bezsensowne, ale bardzo popularne. Temat rzeka...

Co do walorów kreacji... Sylwetka to nie wszystko. Liczy się całokształt. Może i brzmi to banalnie, ale nawet osoba o nienagannej sylwetce niezaprzyjaźniona ze sobą nie będzie czuć się dobrze, bez względu na to, co włoży. Takie rzeczy świetnie widać.

P.: Czy uważasz, że dobry wygląd jest gwarancją życiowego sukcesu?

Harel: Raczej zdrowy wygląd. I bycie dobrym dla siebie.

P.: Jest wiele osób, które chciałyby wiedzieć na temat stylizacji chociaż ułamek tego, co Ty. W jaki sposób można zarazić się miłością do mody?

Harel: Bardzo mi miło.
Myślę, że najważniejsze to być otwartym. Obserwować, szukać inspiracji, próbować różnych rozwiązań. I przede wszystkim nie traktować mody zbyt serio. To ma być przyjemność. Nie powinno być żadnej presji.

Harel fot. Bubble Factory
fot. Bubble Factory
zdjęcie Harel z sesji dla Dilemmas Magazine,
wykorzystane za zgodą modelki

 

Bardzo dziękuję Harel za wywiad :-)

Tagi: wywiad
23:25, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 lutego 2009

Jasiek Mela był zwykłym chłopcem. W 2002 roku mając 14 lat uległ poważnemu wypadkowi - poraził go prąd o napięciu 16 tys. V. Jasiek stracił lewe podudzie i prawe przedramię. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak ciężko musiało mu być. Plany, marzenia, całe życie wywrócone do góry nogami bez możliwości powrotu do stanu początkowego.

Jednak Jasiek spotkał na swej drodze wyjątkowych ludzi, którzy pomogli mu na nowo uwierzyć w marzenia. Dzięki nim 2 lata po wypadku Jasiek Mela u boku Marka Kamińskiego zdobył oba bieguny. Jako najmłodszy w historii polarnik, i jako pierwszy niepełnosprawny. Więcej na temat polarnych wypraw Jaśka - na stronie fundacji Marka Kamińskiego.

W 2008 roku Jasiek wraz z grupą innych niepełnosprawnych osób zdobył najwyższy szczyt Afryki Kilimandżaro. Wyprawę zorganizowała fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko - szczegóły.

Wszystkie te wyczyny dały Jaśkowi jeszcze jedno marzenie, chyba największe ze wszystkich:

Ja dostałem od życia drugą szansę. Spotkałem wiele niezwykłych osób, takich jak Marek Kamiński czy Ania Dymna, którzy zmienili to moje życie na lepsze, dali mi nadzieję. Moim marzeniem jest nieść tą nadzieję dalej, przekazać ją tym, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja. Jestem tym, kim jestem, dzięki innym. Dzięki otoczeniu wspaniałych ludzi staram się nie poddawać i doceniać życie. (cytat pochodzi ze strony http://www.pozahoryzonty.org)

W grudniu 2008 roku została zarejestrowana Fundacja Jaśka Meli "Poza Horyzonty"

Postać Jaśka jest przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych, że to kim jesteśmy w danej chwili, w żaden sposób nie ogranicza tego, kim możemy się stać. I najważniejsze, że są na świecie ludzie gotowi pomóc w spełnieniu marzeń. Zamiast studiować po raz setny tabele z kaloriami i zdjęcia modelek, przejrzyjcie relacje z wypraw Jaśka. Gwarantuję, że warto.

Jasiek Mela, Marek Kamiński i Wojtek Ostrowski na biegunie południowym
zdjęcie pochodzi ze strony Fundacji Marka Kamińskiego
http://www.kaminski.pl/
02:34, anty_pro_ana , Inspiracje
Link Dodaj komentarz »
Terapia anoreksji, bulimii