O blogu

czwartek, 21 listopada 2013

W radiowej Trójce ;)

Audycja z cyklu Świat zwariował.

22:50, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (18) »
wtorek, 18 czerwca 2013

Jak w tytule. Wersji elektronicznej artykułu jeszcze nie ma, ale jak ktoś ma dostęp do wydania papierowego, to zachęcam do przeczytania artykułu Małgorzaty Świętochowicz Jak motyle. Artykuł dotyczy problemu zaburzeń odżywiania i roli jaką w ich przebiegu może odgrywać pro ana.

 

EDIT: Jest już dostępna wersja elektroniczna artykułu: klik

czwartek, 09 maja 2013

Doczekałam się wywiadu ze mną ;)

Zapraszam do lektury: http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,13863852,_Motylki_ciagle_konkuruja___kto_mniej_zjadl__kto_ile.html

13:28, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (7) »
sobota, 21 maja 2011

Już niejeden raz zdarzało się, że ktoś pytał mnie dlaczego nie piszę o różnych metodach leczenia ED, rodzajach terapii itp. Myślałam o tym długo, bardzo długo. W mojej głowie przewijały się potencjalne tematy, zrobiłam nawet rekonesans - i książkowy, i wśród zaprzyjaźnionych ludzi zajmujących się leczeniem. I w końcu podjęłam decyzję - na tą chwilę nie podejmuję sie podejmowania takich tematów.

Dlaczego?

1. Moim zdaniem najważniejszym elementem każdego leczenia zaburzeń odżywiania powinno być indywidualne podejście do danego przypadku. Każda osoba podejmująca leczenie jest ma inną sytuację życiową, inną historię, inny poziom intelektualny i emocjonalny. Dlatego opisywanie jakichkolwiek uogólnionych procedur wydaje mi się niepraktyczne i nieciekawe.

2. Miałam okazję zapoznać się z różnymi podejściami do leczenia zaburzeń odżywiania, na tyle, na ile się dało. I obawiam się, że w tym temacie nie umiem zachować obiektywizmu. Nie chciałabym, aby ten fakt wpłynął na czyjeś decyzje co do podjęcia samego leczenia i wyboru rodzaju terapii.

Na przykład - nie wierzę w metody typu hipnoza. Nie umiałabym opisać hipnozy jako metody leczenia anoreksji w sposób obiektywny. Natomiast nie wykluczam możliwości, że dla kogoś hipnoza może być pomocna, o ile dostatecznie mocno w to wierzy. Nie chciałabym takiej osoby zniechęcać tylko dlatego, że nie umiem pisać obiektywnie o hipnozie.

3. Leczenie trochę za bardzo wybiega poza to, co określiłam jako tematykę mojego bloga. Opisanie zjawiska pro ana, istoty zaburzeń odżywiania, zmierzenie się z różnymi stereotypami i mitami, to jednak trochę co innego niż leczenie.

 

Nie wykluczam, że w przypływie weny "tfórczej" napiszę coś na ten temat, ale na ten moment kiepsko to widzę.

23:15, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (5) »
sobota, 09 kwietnia 2011

Ostatnio otrzymałam kilka maili i komentarzy (poleciały do kosza) o dość podobnej treści. Można ją streścić w 4 punktach:

  1. ten blog nie ma sensu,
  2. każdy ma prawo robić/pisać to co chce,
  3. to nieładnie "śledzić" "motylki" i wtrącać się w czyjeś życie,
  4. kim ja jestem lub kto mi dał prawo do pisania na temat pro ana.

I tak od mniej więcej dwóch tygodni zastanawiałam się nad tym czy jest sens pisać na ten temat i tłumaczyć się. Bo ileż można? W końcu doszłam do wniosku, że powyższe probemy powracają jak bumerang i powracać będą, i nie jestem w stanie zrobić nic, aby temu zapobiec. Zatem bezsensem byłoby tracenie czasu na komentowanie powyższych punktów.

Niniejszym zatem informuję wszystkich, którzy ostatnio poświęcili swój cenny czas, aby uświadomić mnie, że to co robię prowadząc tego bloga nie ma sensu, jest ble itd., że póki ja widzę sens w pisaniu tutaj, to pisać będę póki mi weny i czasu starczy.

Zaskakujące w tym wszystkim jest to, jak wiele z tych osób, które uważają tego bloga za nonsens, zdaje się być regularnymi i dość wnikliwymi czytelnikami.

PS Przepraszam za tytuł od czapy, ale generalnie kiepsko mi szło z wymyśleniem sensownego tytułu. Poza tym, czy wszystko zawsze musi mieć sens? ;-)

23:24, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (10) »
środa, 07 lipca 2010

Tegoroczny sezon ogórkowy postanowiłam zacząć tą notką, w której postaram się odpowiedzieć na pytania, które dość często otrzymuję. Skąd biorę tematy na notki? Skąd biorę cytaty? W jaki sposób radzę sobie z czytaniem tylu blogów na raz? Itd.

 

Czytać, czytać i jeszcze raz czytać

Aktualnie na mojej liście blogów pro ana, które obserwuję znajduje się 415 aktywnych blogów. Czytanie ich wszystkich na bieżąco nie zajmuje dużo czasu - większość wpisów jest dość krótka, poza tym prowadzę selekcję (o czym za chwilę). Aby ułatwić sobie śledzenie tych wszystkich blogów wykorzystuję genialny wynalazek jakim są kanały RSS. Korzystam z programu FeedDemon, który można zsynchronizować z czytnikiem Google. Dzięki temu mogę trzymać ręke na pulsie nawet, jeżeli nie mam pod ręką własnego komputera.

Oprócz blogów pro ana obserwuję także inne strony internetowe - blogi dot. zaburzeń odżywiania, portale poświęcone zagadnienim psychologii, psychiatrii, postrzeganiu własnego ciała itp.

 

Selekcja

Blogów pro ana w polskiej sieci jest zbyt dużo, aby móc czytać wszystkie. Stąd selekcja obserwowanych blogów. Zwykle linki do nowych blogów znajduję na innych blogach pro ana (tzw. efekt kuli śnieżnej). Każdy nowy link dodaję do "poczekalni", a po przeczytaniu kilku notek decyduję czy dany blog jest na tyle interesujący, aby przenieść go do głównej puli, czy też zrezygnować z czytania go. Co powoduje, że jakiś blog jest dla mnie interesujący? Zawiera coś więcej niż informacje "zjadłam xxx kcal, poszłam na basen i poszłam spać". Nie jest do bólu przewidywalny. Czytanie go nie usypia mnie.

Ponieważ motylki lubią zmieniać adresy swoich blogów, a także znikać bez wieści od czasu do czasu niezbędny jest remanent i usunięcie wszystkich nieaktywnych RSSów.

 

Niewyczerpane źródło złotych myśli

Śledzenie ponad 400 blogów skutkuje mniej więcej 50 notkami do przeczytania dziennie. Z czego mniej więcej 2-4 zawierają interesujące wypowiedzi. Ze względu na to, że blogi pro ana mają tendencje do niespodziewanego znikania z sieci, nie wystarczy tylko otagować ciekawą wypowiedź, czy do dodać ją do linków. Dlatego korzystam z "wirtualnego drukowania" - dzięki programowi novaPDF interesujące mnie strony zapisuję w postaci plików PDF.

Moja kolekcja "złotych myśli" pro ana liczy obecnie 496 cytatów (liczę tylko te, które nie pojawiły sie jeszcze na moim blogu). Aby nie pogubić się w nich, mam kilkadziesiąt katalogów, w których grupuję cytaty tematycznie. Mam więc katalogi zatytułowane "rodzina i rodzice", "napisz do Kasi", "ideologia", "plany", "pożegnania", "psycholog i psychiatra", "OMFG" (tu zapisuję najbardziej kuriozalne cytaty, takie jak np. Perełki) itd.

 

Jak szukać materiałów

Regularnie otrzymuję maile od osób, które piszą prace magisterskie dot. zaburzeń odżywiania i pro ana, które pytają gdzie znalazłam daną informację, lub na podstawie jakich materiałów powstała dana notka. Dlatego od jakiegoś czasu staram się takie informacje umieszczać przy każdym wpisie. Część z tych artykułów jest dostępna w sieci. Te, które wymagają płatnego dostępu można uzyskać na kilka sposobów. Po pierwsze można poprosić o kopię autora danej publikacji (szansa, że otrzyma się odpowiedź nie jest duża, ale zawsze warto spróbować). Po drugie istnieją bazy materiałów dedykowane studentom, które zawierają np. prace magisterskie lub referaty konferencyjne z interesującymi tematami.

I po trzecie - w tym miejscu chciałabym bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy poświęcili swój czas i energię, aby znaleźć i przysłać mi artykuły, które w inny sposób są dla mnie niedostępne :-)

Pomocne są także wynalazki typu Free dl lub Google Books. Niektóre wydawnictwa zezwalają na nieodpłatne czytanie fragmentów książek w Internecie w celach promocyjnych. Czasem okazuje się, że akurat interesujący mnie rozdział jest dostępny w sieci, więc nie muszę stawać na rzęsach i nadwyrężać portfela, aby dobrać się do interesujących mnie treści.

 

Dlaczego nowe notki nie pojawiają się częściej

W zasadzie tutaj powinna wystarczyć odpowiedź - bo oprócz tego bloga mam normalne życie, normalne zajęcia tak jak każdy inny człowiek. Do tego dochodzi jeszcze jeden powód - nie mam w zwyczaju pisania pod wpływem chwili.

Zasadniczo działa to w ten sposób - czytając blogi, artykuły czy rozmawiając z ludźmi związanymi z tematem pojawia się pomysł na temat. Dopisuję go do listy tematów (w tej chwili liczy coś około 30 punktów). Jeżeli temat bardzo mi się podoba, to poświęcam ekstra czas i robię research, czyli w ruch idzie Google i odpowiednie słowa kluczowe - po polsku i angielsku. Jeżeli temat wydaje mi się nieco ciężkostrawny - odkładam go na półkę i przy okazji jak znajdę coś w temacie, to dodaję to do materiałów na dany temat. I tak temat sobie leży dopóki nie uznam, że jestem w stanie sformułować notkę.

 

Nad czym obecnie pracuję

W zasadzie nie lubię ujawniać takich rzeczy, bo znacznie lepiej myśli mi sie bez takich zobowiązań. W tej chwili trzy główne tematy, nad którymi myślę najbardziej intensywnie to:

  • relacje motylków i osób chorych na ED z rodzicami/partnerami;
  • problem, który roboczo nazywam "lingwistyka a kreacja w Internecie";
  • struktura społeczności pro ana (chcę stworzyć coś w rodzaju mapy powiązań motylków).

 

Dlaczego jestem odporna na pro ana

Biorąc pod uwagę to, że czytuję więcej blogów pro ana niż większość motylków, a nawet zaryzykuję nieskromne stwierdzenie, że w tej dziedzinie jestem nie do pobicia (;-P), takie pytanie jest bardzo trafne. Jaki wpływ wywiera czytanie blogów pro ana na kogoś, kto interesuje się nimi z powodów, nazwijmy to roboczo, "nie-motylkowych"? O tym będzie następna notka :-)

09:05, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (16) »
wtorek, 22 czerwca 2010

Po raz kolejny thinsoul swoim komentarzem:

a nie reklamuję tutaj pro-any, tylko staram się ją rozumieć, tak naprawdę. a nie nalepić plakietkę 'problem' i najchętniej przebadać pod mikroskopem. nie zapominajmy, że to są żywi ludzie i ich indywidualne problemy.

zainspirowała mnie przy wybieraniu tematu do kolejnej notki. W zasadzie problem ten chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, ale dzięki thinsoul poczułam się zobowiązana do sformułowania mojej opinii na ten temat.

Ponieważ piszą o problemach innych ludzi, więc uważam za naturalne, że postępuje zgodnie z zasadami etyki. Problem polega na tym, że nie jestem dziennikarką, nie jestem naukowcem, więc wg mojej wiedzy nie istnieje żaden kodeks etyczny, ani zasady postępowania, które mogłyby stanowić o tym, jakie działania są dopuszczalne w tej sytuacji. Nie pozostaje mi nic innego, niż kierować się moim prywatnym poczuciem etyki i zdrowego rozsądku. Na przyjęte przeze mnie zasady miały i mają także wpływ postawy innych blogerów, a także osób, które zajmują się badaniem zjawiska pro ana w sposób profesjonalny.

Etyka w badaniu pro ana

Różne zespoły zajmujące się tematyką pro ana kierują się różnymi zasadami, które wynikają m.in. z tego, w jakim kraju pracuje dany zespół oraz jaką dziedzinę nauki reprezentuje. Postawy są różne:

  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana, tylko po uzyskaniu zgody właściciela strony (np. Williams S. et al, A grounded theory approach to the phenomenon of pro-anorexia, Addiction Research and Theory, (2007) 15);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana przy równoczesnym poinformowaniu o tym fakcie właściciela strony (np. Fox N. et al, Pro-anorexia, weight-loss drugs and the Internet: An 'anti-recovery' explanatory model of anorexia, Sociology of Health and Illness, (2005) 27);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana, bez jakiejkolwiek interakcji z właścicielem strony (np. Dias K., The ana sanctuary: Women's pro-anorexia narratives in cyberspace, Journal of International Women's Studies (2003) 4);
  • wykorzystanie materiałów ze stron pro ana poprzez podszywanie się pod członka tej społeczności (dot. przede wszystkim stron dostępnych tylko dla wybranych osób; np. Brotsky S.R. et al, Inside the 'pro-ana' community: A covert online participant observation, Eating Disorders (2007) 15).

Jak widać postawy badaczy są bardzo różne, a wynika to przede wszystkim z tego, że badając pro ana, głównym obiektem są nie osoby, ale ich internetowe wcielenia i kreacje. Niektórzy Internet traktują jako dostępną publicznie tablicę ogłoszeń, dla innych czynnik dostępności nie ma aż takiego znaczenia jak to, że za każdym słowem stoi człowiek i dlatego stosują standardy takie jak w badaniach medycznych (czyli z uzyskaniem zgody po zapoznaniu danej osoby z przedmiotem badań).

W świecie blogerów kwestia korzystanie z treści zawartch na różnych stronach internetowych jest jeszcze bardziej zawiła.

Myślę, że warto uświadomić sobie także, że badanie czy analiza jakiegoś zjawiska może opierać się na obserwacjach, które powstają w sposób naturalny, bez ingerencji badacza (np. tak jak przy obserwacjach astronomicznych), a mogą też bazować na danych sprowokowanych przez badacza (np. analizy różnego rodzaju ankiet). Ta druga opcja łączy się zawsze z ryzykiem, że badacz swoją pracą zakłóci badane zjawisko, dlatego moim zdaniem bardziej wiarygodnych konkluzji dostarcza opcja pierwsza.

Moje zasady

1) Swoje przemyślenia i obserwacje opieram na danych pochodzących ze stron pro ana dostępnych dla każdego internauty. Uważam, że publikując w sieci, dana osoba ma świadomość, że każdy, kto posiada dostęp do Internetu, ma możliwość przeczytania/obejrzenia takiej twórczości, nie widzę zatem powodu, aby informować o tak oczywistym fakcie każdą osobę, której wypowiedzi czytam i analizuję.

2) Przytaczając fragmenty wypowiedzi znalezionych na stronach pro ana zawsze zaznaczam, że nie są one mojego autorstwa. Uważam, że wykorzystanie takich cytatów jest niezbędne dla uzupełnienia opisu pro ana, który staram sie przedstawić na tym blogu.

3) Nie podaję linków do stron pro ana, z których pochodzą wykorzystane przez mnie cytaty z kilku powodów:

  • nie zamierzam w żaden sposób reklamować treści 'pro ana';
  • nie jestem w stanie śledzić losów każdej strony, z której fragmenty umieściłam na tym blogu, dość często znikają one z sieci, nie widzę zatem sensu w podawaniu linków, które po pewnym czasie staja się nieaktywne;
  • wybieram cytaty, które reprezentują trendy obecne w pro ana, są w pewien sposób typowe, praktycznie każdy z przytoczonych przeze mnie cytatów dałoby sie zastąpic tuzinem innych;
  • podawanie linków do stron pro ana wiąże się z ryzykiem skierowania na taką stronę internetowych troli i innych osobników przepełnionych nienawiścią i potrzebą spamowania, w tym kontekście strony pro ana, które zawierają dość kontrowersyjną tematykę, byłyby wymarzonym celem dla różnej maści indywiduów szukających taniej rozrywki albo możliwości rzucenia kilkoma kurwami.

4) W przypadku, gdy osoba, która jest autorem przytaczanych przez mnie wypowiedzi zwróci się do mnie z prośbą o usunięcie zacytowanych fragmentów, takie cytaty z bloga usuwam (zdarzyło się to do tej pory jeden raz). Przyznam, że w takiej sytuacji nadal mam wątpliwości, czy przepisy prawa autorskiego zobowiązują mnie do spełnienia prośby autora (w końcu nie podpisuję sie pod cudzymi słowami). Nie są mi znane przepisy, które dawałyby autorowi prawo do zabraniania określonym osobom do cytowania ich wypowiedzi. Ponieważ jednak mam wątpliwości, które rozstrzygnięcie jest zgodne z prawem, takie sytuacje rozstrzygam zawsze na korzyść cytowanych przez mnie osób.

5) Naczelne zasady, którymi staram się kierować to empatia, poszanowanie innych osób, mimo odmiennych poglądów, obiektywizm osoby postronnej. Pewnie nie zawsze mi to wychodzi, ale staram sie jak mogę.

6) Nie podpisuję się imieniem i nazwiskiem, ani nie ujawniam żadnych nieistotnych dla tematyki bloga prywatnych informacji na swój temat, ponieważ to nie ja jestem bohaterką tego bloga. Już kilka razy informowałam, że nie jestem lekarzem, ani psychologiem, ani terapeutą, nigdy nie chorowałam na zab. odżywiania, ani nie chorował nikt z moich bliskich, wydaje mi się, że to wszystkie informacje na mój temat, które mają w tej sytuacji znaczenie. Na pytania dot. mojej osoby zamieszczone w komentarzach lub mailach odpowiadam tylko wtedy, gdy uznam, że dana informacja nie wykracza poza przyjęte przez mnie granice.

7) Nie wchodzę w interakcje z osobami należącymi do pro ana, chyba, że z ich inicjatywy (poprzez komentarze na tym blogu lub e-mail). Być może w pewien sposób ogranicza to mój punkt widzenia, ale krótko mówiąc - nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą, nie chcę, aby ewentualne próby nawiązania kontaktu z mojej strony były odebrane jak forma ataku/manipulacji/wtrącania się itd.

8) Nie czerpię niejawnych korzyści finansowych z tego bloga. Zdecydowałam się umieścić opcję reklamy w Adtaily tylko dlatego, że ewentualne zyski z tego źródła mogłabym wykorzystać do poszerzenia swojej wiedzy na temat pro ana i zaburzeń odżywiania.

00:45, anty_pro_ana , O blogu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010

No właśnie... Od czego zacząć...

Przede wszystkim dziękuję za wszystkie komentarze i maile. Nie jestem w stanie odpisać na wszystkie, przynajmniej nie od razu. Po 3 miesiącach przerwy trochę się tego nazbierało.

Odpowiadając na pytania:

Nie jestem psychologiem, ani terapeutą. Mój wyuczony zawód nie ma absolutnie nic wspólnego z zaburzeniami odżywiania. Nigdy nie chorowałam na zaburzenia odżywiania. Nie chorował także nikt z moich bliskich.

Dlaczego interesuje mnie ten temat? Być może dlatego, że w zdarzyło mi się znaleźć w sytuacji, w której nierealne marzenie o byciu kimś innym niż jestem, stało się destrukcyjną siłą w moim życiu.

Kto mi dał prawo do pisania o pro ana? Istnieje coś takiego jak wolność słowa. To co piszę, nie ma na celu obrażanie czy wyśmiewanie. Jeżeli ktoś czuje się urażony moimi słowami, to jest to jego problem. Mnie oburza wiele rzeczy, które można znaleźć w sieci, a które są zgodne z prawem i w związku z tym mogę tylko wyrazić swoją opinię na ten temat.

Życzę wszystkim wesołych świąt! Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych kilku dni nabiorę rozpędu, bo jest o czym pisać.

:-)

19:11, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (8) »
niedziela, 15 listopada 2009

Odpowiadając na pytanie 'co dalej' w związku z notką dotyczącą artykułu na portalu Dziennik.pl - artykuł ten został zmieniony. Jak wygląda na tą chwilę można zobaczyc tutaj. Zaznaczenia kolorem żółtym pochodzą ode mnie - są to fragmenty zmienione w stosunku do pierwszej wersji. Pierwszy fragment został zapisany kursywą oraz na końcu zaznaczony gwiazdką. W kolejnym miejscu także pojawiła się gwiazdka, i wreszcie pod nazwiskiem "autorki" artykułu pojawiła się nazwa mojego bloga.

3 listopada otrzymałam maila od pani Doroty Kujawskiej z redakcji Dziennika.pl, w którym padło zdanie:

Jednocześnie chciałam Panią poinformować, że o sprawie dowiedzieliśmy się wczoraj.  Już dokonaliśmy odpowiednich zmian na stronie, naszą intencją nie było „okradanie” Pani z dwóch zdań – nastąpiła po prostu zwykłe niedopatrzenie, związane z nie podaniem źródła. Przepraszamy za to.

W swoim mailu pani Kujawska złożyła mi także propozycję wywiadu. Moja odpowiedź była odmowna - istnieje wiele przyczyn, jednak najważniejszą jest to, że nie mam do Dziennika.pl zaufania.

Pozwolę sobie wkleić tutaj fragment mojego maila wysłanego do pani Kujawskiej jako odpowiedź:

Nie będę się tutaj licytować ile zdań z mojej notki zostało skopiowanych, z pewnością było ich więcej niż dwa. Proszę mi wybaczyć sceptycyzm, ale mam poważne wątpliwości czy całą sytuację można nazwać 'niedopatrzeniem'. Pani Anna Szmidt w swoim tekście nie wyszła ani na chwilę poza to, co ja napisałam na swoim blogu. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że niektóre zdania zostały zastąpione innymi, ale o tym samym znaczeniu. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że pani Anna Szmidt 'zapomniała' podać źródło. A tą opinię potwierdził sposób w jaki państwo poprawiliście artykuł - nie wszystkie skopiowane z mojego bloga zdania zostały oznaczone, a sam sposób oznaczenia cytatu jest tak niewidoczny, jak to tylko możliwe. Czytuję na tyle dużo artykułów tego typu, żeby wiedzieć, że jeżeli pierwotnym zamierzeniem autora/autorki artykułu jest powołanie się na inny tekst (pochodzący np. z bloga), wliczając w to dosłowne cytaty, to nie robi się tego w ten sposób. Mówiąc wprost - jestem przekonana, że cała ta sytuacja zasługuje na określenie kradzież. Bez cudzysłowów.

~~~

Pozwoliłam sobie także wysłać maila do wydawcy Dziennika.pl, którym jest spółka Infor - znana z bezwględnego ścigania plagiatorów tekstów zamieszczonych na ich stronach. Poprosiłam o komentarz tej sytuacji oraz odpowiedź na pytanie jaka jest polityka spółki odnośnie zatrudnianych przez nich osób dopuszczających się plagiatów. Odpowiedzi nie doczekałam się.

18:59, anty_pro_ana , O blogu
Link Komentarze (7) »
niedziela, 01 listopada 2009

Do tej pory pisząc bloga trzymałam się ściśle określonej tematyki. W zasadzie nie planowałam nigdy z niej zbaczać. Jednak kilka sytuacji, które ostatnio się zdarzyły zmusiły mnie do zastanowienia się nad problemem, który w najbardziej ogólnej wersji można określić jako 'media tradycyjne vs blogosfera'.

Ze strony dziennikarskiego światka dość często można usłyszeć zarzuty, że blogi są niewiarygodnym źródłem informacji, że anonimowość blogerów dyskwalifikuje ich jako partnerów w dziennikarskich debatach, że dziennikarstwo obywatelskie jest kpiną z dziennikarstwa przez duże 'd' itd. Tego typu debaty są zwykle bezowocne, natomiast nie da się ukryć, że wielu dziennikarzy nawet nie próbuje spojrzeć na blogosferę jako alternatywne źródło informacji. Z jednej strony trzeba mieć świadomość, że obok blogów wartościowych istnieje cała masa nic nie wartych gniotowatych tworów. Z drugiej - podobnie jest w tradycyjnych mediach. Sztuka polega na tym, żeby kształtując własne poglądy umieć ocenić na ile warto oprzeć własne opinie o informacje pochądzące z zewnątrz i opinie innych.

Nie twierdzę, że mam wyłączność na pisanie o pro ana. Wręcz przeciwnie. Marzy mi się, aby blogów o tematyce podobnej do mojego było więcej. Czytując blogi dot. internetu, reklam, filmów, kulinariów, mody itd. widzę jak wiele daje to, że są osoby podejmujące podobne tematy, z którymi można współpracować, polemizować, kłócić się i konkurować o czytelników. Natomiast problem z tradycyjnymi mediami i osobami tworzącymi treści na ich potrzeby jest taki, że jest to skakanie z tematu na temat - bez większego zaangażowania, coś w rodzaju 'małżeńskiego obowiązku'. Artykuły dot. zaburzeń odżywiania są przeważnie płytsze niż deserowy talerz, często są po prostu tłumaczeniem materiałów z prasy zachodniej lub kompilacją innych artykułów.

Nie będę bawić się w fałszywą skromność. Doskonale wiem, że ten blog jest na skalę polskiej blogosfery wyjątkowy. Oczywiście daleko mu do doskonałości, zarówno pod względem treści, jak i formy, niemniej jednak w tematyce, o której piszę jak na razie nie widzę żadnej konkurencji (czego niezmiernie żałuję). Problem polega na tym, że z jednej strony dziennikarze piszący na temat pro ana ignorują mojego bloga, z drugiej czerpią z niego informacje garściami.

Jak np. tutaj:

o brideoreksji w dzienniku

Dwa dni przed ukazaniem się tego artykułu na blogu zamieścilam tę oto notkę. Do redakcji Dziennika wysłałam maila z prośbą o wyjaśnienie zadziwiającego podobieństwa powyższego tekstu do mojej notki. Odpowiedzi nie doczekałam się.

Do tej pory to, w jaki sposób niektórzy dziennikarze odnoszą się do blogerów i blogosfery, niewiele mnie interesowało. Pisałam tego bloga przede wszystkim dla siebie, z nadzieją, że znajdą się osoby, które skorzystają na tym co piszę. Mam tutaj na myśl korzyści niewymierne - wiedzę, impuls do refleksji nad sobą, inspiracje. Byłam bardzo naiwna, co uświadomiłam sobie gdy po raz pierwszy czytając artykuł na temat pro ana napisany przez dziennikarkę na potrzeby portalu Papilot. Było to ponad pół roku temu. Od tej pory właściwie przy okazji każdego artykułu dot. pro ana mam poczucie deja vu (zilustrowane przykładem artykułu z Dziennika).

Dla całkowitej jasności - nie mam nic przeciwko temu, żeby dziennikarze piszący o pro ana korzystali z informacji zawartych na moim blogu. Natomiast uważam, że byłoby fair choćby wspomnieć, że mój blog istnieje. (Wspomnieć w sposób rzetelny, nie tak jak zrobiła to autorka artykułu zamieszczonego jakiś czas temu na WP, która sprowadziła moj blog do poradnika pt. 'jak rozpoznać anorektyczkę'.) Jest to jak najbardziej realne - do tej pory skontaktowało się ze mną kilka osób zainteresowanych tematem z prośbą o możliwość wykorzystania informacji z tego bloga, jedna z notek trafiła na stronę główną portalu Gazety w miejscu, które zwykle jest zarezerwowane dla artykułów 'profesjonalnych'.

Zatem jak to jest? Czy mój blog jest czy nie jest wiarygodnym źródłem informacji o pro ana, zaburzeniach odżywiania itd.? To co zrobiła dziennikarka Dziennika w zasadzie nie jest plagiatem, niemniej jednak czuję niesmak. Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że pani Anna Szmidt stworzyła samodzielnie więcej niż jedno zdanie identyczne ze zdaniem z mojego wpisu? Czy nie trąci to trochę hipokryzją biorąc pod uwagę stanowisko Dziennika odnośnie blogów i blogerów, które zostało dość jednoznacznie określone w czasie afery wokół blogerki kataryny?

 
1 , 2
Terapia anoreksji, bulimii